Rozdział 175: Rozmowa z Elizabeth

Mycroft siedział w swoim gabinecie, kiedy przyszedł sms. Było to nieoczekiwane i zmarszczył brwi z zaciekawieniem, gdy przeczytał wiadomość, która przesłała mu starsza córka Gregory'ego, Elizabeth.

Skype?

To była bardzo spontaniczna prośba, a tym bardziej, że Gregory pracował do późna w Yardzie. Większość ich rozmów przez Skype'a z Elizabeth odbywała się, gdy byli razem (Elizabeth obecnie studiowała w Glasgow, więc nie widzieli jej od dłuższego czasu), dlatego było to zdecydowanie nieco bardziej niezwykłe. Nie mógł jednak odmówić prośbie swojej pasierbicy, więc odpisał szybko, a następnie włączył laptop, aby uruchomić program komunikatora.

Dopiero po chwili rozpoczęła się rozmowa wideo. Dziwny dźwięk dzwonka zasygnalizował połączenie i włączyły się obie kamery internetowe. Elizabeth siedziała przy biurku w swoim pokoju w akademiki, ubrana w zielony podkoszulek z szlafrokiem narzuconym na oparciu krzesła. Uśmiechnęła się lekko, gdy się zobaczyli.

— Mycroft, dlaczego wciąż nosisz garnitur? — Nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. — Jest prawie jedenasta w nocy.

— Anglia nigdy nie śpi, moja najdroższa. — Mycroft uśmiechnął się, siadając wygodniej. — Twojego ojca nie ma jeszcze w domu.

— Wiem. — Elizabeth skinęła głową, wiercąc się trochę na krześle.

Mycroft natychmiast rozpoznał oznaki dyskomfortu na jej twarzy i wahanie, gdy wyraźnie dyskutowała o czymś wewnętrznie. To sprawiło, że znów usiadł nieco prościej. Coś najwyraźniej zaprząta jej głowę i wydawało się to dość ważne.

— Coś cię niepokoi — powiedział Mycroft, próbując rozpocząć rozmowę.

Było jasne, że Elizabeth chciała z nim o tym porozmawiać, w przeciwnym razie po co miałaby zadzwonić do niego przez Skype'a, kiedy był sam? Sprawy zaczęły nabierać sensu, nawet gdy nie był jeszcze pewien, o co chodziło.

— Tak… — westchnęła Elizabeth, szarpiąc kosmyk swoich, teraz dłuższych, ciemnobrązowych włosów, okręcając je trochę wokół palca. — Jest coś, o czym chcę z tobą porozmawiać. Tylko z tobą. Nie mów… tacie? Proszę?

— Oczywiście, Elizabeth — skinął głową Mycroft. Kiedy dzieci Gregory'ego były zaniepokojone, czuł się źle z dochowaniem ich tajemnic, ale w zależności od tego, o czym mieli porozmawiać, zobaczy, jak ważne było to dla młodej dziewczyny. Nie mógł złamać jej zaufania, nawet dla własnego męża. Chyba, że… — Ale proszę zrozum, że w zależności od sytuacji, bardziej korzystne dla mnie może być powiedzenie Gregory'emu, nawet jeśli nie chciałabyś tego.

Jeśli miało to coś wspólnego z jej zdrowiem lub dobrym samopoczuciem, nie mógł tego ukrywać przed Gregory'm. Myśl o tym sprawiło, że Mycroft poczuł się irracjonalnie przerażony. Co jeśli była w ciąży? O drogi Panie. Ten warunek spowodował, że Elizabeth zamilkła na chwilę, mrugając, a potem jej usta rozchyliły się w uświadomieniu. Szybko machnęła ręką w zaprzeczeniu.

Nie, to nic takiego — powiedziała pośpiesznie. — To nie tak, że wyszłam i zaszłam w ciążę.

Mycroft odetchnął wewnętrznie. Dzięki Bogu. Nie sądził, że byłby gotów, by poradzić sobie z czymś takim. Elizabeth wyglądała na zbitą z tropu.

— Myślałeś, że jestem w ciąży?! — zapytała z niedowierzaniem, chwilowo zapominając, o czym mieli rozmawiać.

Mycroft potrząsnął głową, uśmiechając się lekko.

— W każdym razie — powiedział — co się dzieje, najdroższa?

— Jestem… — zaczęła Elizabeth, biorąc drżący oddech. Jej oczy wydawały się nieco błyszczące, a Mycroft mógł przypuszczać, że zbierało się jej na płacz. Znów zaczęła nerwowo kręcić włosy na palcu. — Naprawdę mam problemy z matematyką. Powiedziano mi, że grozi mi utrata stypendium. Mycroft, ja…

Świadomie przygryzł dolną wargę. Mycroft nie tego się spodziewał, ale był cierpliwy. Oczywiście był zdziwiony. Nigdy wcześniej nie miała problemów z matematyką. Wiedział, że to nigdy nie był jej ulubiony przedmiot, ale i tak radziła sobie z nim całkiem dobrze. Chociaż zakres wiedzy na studiach zawsze był na innym niż w liceum. Położył ręce na kolanach i w milczeniu czekał, aż będzie kontynuować.

— Nie powiedziałam mamie. Albo tatusiowi. Nie… chcę ich zawieść. Również obawiałam się ci o tym powiedzieć, nie chcę być rozczarowaniem, ale… — Urwała i westchnęła, lekko pociągając nosem.

— Nie jesteś rozczarowaniem, Elizabeth — powiedział natychmiast Mycroft. Po pierwsze, to była najważniejsza rzecz, którą musiał przekazać. Następnie: — Krzywa uczenia się takich przedmiotów jest znacznie bardziej dramatyczna, gdy jest się na studiach. Często zdarza się, że napotkasz taki problem. Wszystko w porządku, moja droga.

— Nie wiem, co robić — powiedziała, starając się utrzymać spokojny głos. — Jestem w połowie semestru i mam naprawdę wiele zaległości. Próbowałam je nadrobić, ale po prostu nie mogę sprawić, żeby te formuły weszły mi do głowy.

— Czy rozmawiałaś o tym, z którąś koleżanek z roku? Albo z twoim profesorem? — zapytał Mycroft. Nastała chwilowa cisza.

— Nie… — powiedziała cicho Elizabeth, kręcąc głową.

Mycroft nie mógł stłumić śmiechu.

— Za bardzo przypominasz swojego ojca — powiedział z rozbawieniem. — Elizabeth, kochanie, umówię cię z korepetytorem. Mam bliskiego przyjaciela, który kiedyś był profesorem matematyki w Glasgow, choć sądzę, że jest teraz technicznie na emeryturze. Jest mi winien kilka przysług i wierzę, że nadszedł czas, aby spieniężyć jedną z nich.

— Nie musisz tego robić — powiedziała Elizabeth, niechętnie przyjmując pomoc, którą oferował. Była taka honorowa.

Uśmiechnął się czule.

— Proszę, pozwól mi to zrobić. Jest bardzo biegły i ma niesamowicie unikalne metody nauczania. Naprawdę wierzę, że będzie dla ciebie pomocny, zwłaszcza w twoim ograniczonym czasie.

Elizabeth uśmiechnął się promiennie, w końcu kiwając głową.

— Dziękuję, Mycroft — powiedziała, a jej zmartwienie w końcu zniknęło. — Tak bardzo za tobą tęsknię.

— Być może uda nam się zaplanować wizytę w okresie Bożego Narodzenia, kiedy nie masz zajęć — zaproponował. — Również za tobą tęsknimy. Wyślę mojemu przyjacielowi e-mail z twojego konta, powinien ci odpowiedzieć…

Jego wypowiedź została skrócona przedwcześnie, gdy drzwi za Elizabeth otworzyły się i do środka wszedł chudy, wysoki mężczyzna o jasno rudych włosach, niosący dwa styropianowe kubki. Mycroft zamrugał zaskoczony, a Elizabeth zamarła.

— Hej, kochanie, przyniosłem kawę… — zaczął mówić ze stosunkowo mocnym szkockim akcentem. Przerwał, gdy zauważył, że rozmawiała przez Skype'a. — Och. Przepraszam…

— A kto to może być? — zapytał Mycroft, unosząc wysoko brew.

Twarz Elizabeth poczerwieniała i roześmiała się nerwowo.

— To rozmowa przez Skype'a na kolejny raz. Kocham cię Mycroft. Tęsknię za tobą, dzięki za te wszystkie rozmowy z tobą w ciągu kilku dni, okej. Czeeeeść!

Rozmowa została zakończona.

Mycroft przez chwilę wpatrywał się w ekran. Cóż, to było interesujące. To czułe określenie… Najwyraźniej romantyczne przywiązanie. Czyli Elizabeth miała chłopaka. Takiego, o którym do tej pory nie wspomniała ani jemu ani Gregory'emu.

Znowu pochylił się do przodu i zminimalizował komunikator Skype'a i uruchomił inny program. Spojrzał na swój telefon komórkowy, gdy zaczął otwierać oprogramowanie do rozpoznawania twarzy na nagraniu wideo, który dostał z tym chłopcem. W końcu, gdyby miał się umawiać z pasierbicą Mycrofta Holmesa, nie będzie nic, czego Mycroft o nim nie będzie wiedział. Tak właśnie działał rząd brytyjski.