Rozdział 184: Zachody słońca
Greg kochał wszystko, co robił razem z Mycroftem. Nie było niczego, co mogli zrobić, co by mu się nie podobało. To było piękno ich związku i fakt, że byli po prostu tak zakochani. Samo przebywanie w jego obecności wystarczyło, aby wywołać uśmiech na twarzy starszego mężczyzny i sprawić, że poczuł się wręcz błogo.
Jednak takie wieczory zawsze wydawały się cenić najbardziej. Był to wieczór, w których żaden z mężczyzn nie musiał zostać w pracy i pracować do późna. Greg wyłączył całkowicie swój telefon, a Mycroft wyciszył swój i tylko połączenie wykonanie przez konkretną linię, przez którą kontaktowała się Anthea rozbrzmiałoby go głośno. Oczywiście rola Mycrofta była zbyt ważna, żeby mógł się całkowicie odciąć od wszystkich, tak jak Greg mógł, ale to była kolejna najlepsza rzecz. Wiedział, że Anthea skontaktuje się tylko w najbardziej tragicznych okolicznościach, więc głównie zostaną zostawieni w spokoju.
Przyrządzili prosty obiad, obaj zajęli się swoją częścią posiłki, bezbłędnie poruszając się po kuchni. Chwytając się nawzajem, całując i śmiejąc się razem. Greg uwielbiał śmiech Mycrofta. Był to rzadki widok, ale było to coś, co zawsze mógł wydobyć z drugiego mężczyzny. Widzieć, jak się uśmiecha i śmieje radośnie, niepohamowany przez kontrolę, którą normalnie ustanowił. Było wspaniałe.
Zjedli deser, a potem razem wyszli na ganek. Mieli tam ustawione niektóre meble. Mały okrągły stolik, na którym postawili kieliszki i butelkę schłodzonego czerwonego wina oraz długi szezlong z niezwykle wygodną poduszką. Greg wspiął się na niego i skinął na młodszego mężczyznę. Z uśmiechem Mycroft dołączył do niego, siadając między jego nogami i opierając się o klatkę piersiową. Mycroft może i był wyższy z ich dwójki, ale i tak zawsze przytulali się w ten sposób.
Naleli sobie wino, a Greg owinął ramiona wokół torsu Mycrofta, gdy spokojnie popijali alkohol. Zapadła między nimi cisza, obaj wpatrywali się w rozpoczynający się zachód słońca i cicho wzdychali. Mycroft wolną ręką gładził Grega po kolanie, a Greg przyciskał policzek do czubka jego głowy, mocno go przytulając.
— To jest piękne — westchnął Greg, patrząc na zachodzące słońce. Niebo było zabarwione na pomarańcz i czerwień, gdy jego wierzchołek zaczął pogrążać się w ciemnych błękitach i fioletach nocy. Miał przeczucie, że dziś wieczorem będą mogli zobaczyć gwiazdy. — Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak siedziałem i oglądałem zachód słońca.
— Rzeczywiście — mruknął Mycroft, pociągając łyk wina i opierając się plecami o ramię Grega. — Czasami może to być naprawdę cudowny widok. Wierzę, że o tym zapomniałem. Cieszę się, że możesz mi pomóc poświęcić czas na przypomnienie sobie o tym.
— Też się cieszę. — Uśmiechnął się Greg, czując, że jego twarz zarumieniła się z powodu komplementu, który właśnie otrzymał.
Na chwilę spoglądał w dół na kieliszek wina, czując trzepotanie serca. Mycroft nie był typowym sentymentalnym człowiekiem, więc dzielenie takich chwil i wypowiadanie przez niego tak słodkich rzeczy zawsze sprawiało, że czuł się śmieszny i prawie oszołomiony.
— To, czego jesteśmy świadkami, znane jest jako rozpraszanie — powiedział Mycroft po kilku minutach ciszy.
Greg sprawił, aby usiedli lekko, żeby mogli napełnić ich puste kieliszki. Spojrzał na młodszego mężczyznę, kiedy nalewał alkohol.
— Naprawdę? — zapytał podając Mycroftowi swój kieliszek.
— Dziękuję. — Mycroft skinął głową, biorąc łyk, zanim kontynuował. — Zgadza się. Cząsteczki w atmosferze powodując zmianę promieni świetlnych, dzięki czemu otrzymujemy różne kolory w zależności od tego, jak wysoko słońce pozostaje na niebie.
Greg oparł się spokojnie, słuchając. Naprawdę kochał, kiedy Mycroft po prostu przypadkowo zaczynał mówić o takich rzeczach. Ten mężczyzna był tak inteligentny, nawet bardziej niż Sherlock (szybko się tego dowiedział, kiedy zaczęli razem pracować, na długo przed ich związkiem), ale w przeciwieństwie do swojego młodszego brata nie obnosił się z tym, aby udowodnić, jaki był mądry. To zawsze było bardziej spontaniczne i zabawne.
— Ponieważ słońce jest teraz niżej na niebie, jego promienie muszą przechodzić przez znacznie więcej powietrza niż wtedy, gdy jest wyżej w ciągu dnia — kontynuował Mycroft. — Widzisz, krótsze długości fal na niebie są tym, co najczęściej wytwarza błękity i fiolety, które normalnie byśmy wiedzieli, dlatego niebo jest zawsze niebieskie, jeśli pozwala na to pogoda.
— A co z fioletem? — zapytał cicho Greg, wtulając twarz we włosy Mycrofta.
— Nasze oczy nie mogą łatwo dostrzec fioletów, wiec niebieski zawsze ma pierwszeństwo.
— Czyli kolory, które teraz widzimy… — podpowiedział starszy mężczyzna, raczej zafascynowany tym, co mu wyjaśniano.
— Rzeczywiście — przytaknął Mycroft. — Jak wspomniałem, światło słoneczne przechodzi teraz przez większą część atmosfery, gdy jest tak blisko horyzontu. Widzisz efekty dłuższych fal i więcej cząsteczek, które faktycznie rozpraszają te błękity i fiolety. Są na tyle długi, że te kolory faktycznie rozpraszają się, ale pozwalają innym kolorom dotrzeć do naszych oczu. Dlatego właśnie teraz widzimy te pomarańcze i żółcie, a wreszcie czerwienie.
Greg wyciągnął rękę i splótł ich palce. Uśmiechnął się. To było naprawdę fascynujące. Odstawił kieliszek, drugą ręką sięgnął pod brodę Mycrofta. Odchylił jego głowę do tyłu, aby móc pocałować go z uczuciem.
— Dziękuję za podzielenie się tym ze mną — wyszeptał w usta młodszego mężczyzny, smakując słodycz wina na języku partnera.
Mycroft uśmiechnął się.
— Uznałeś to za interesujące? — zapytał Mycroft, unosząc ze zdziwieniem brew.
— Uważam, że wszystko o czym mówisz jest interesujące — odpowiedział Greg.
Mycroft usiadł i odwrócił się tak, że teraz ich twarze były naprzeciw siebie. Greg z figlarnym uśmiechem, chwycił delikatnie za krawat Mycrofta i pociągnął go do znacznie lepszego pocałunku.
