Rozdział 187: Nieznajomi w deszczu
— Rozejść się, pokryć teren — polecił Greg, machając ręką wokół miejsca zbrodni, cofając się od martwego mężczyzny rozciągniętego na chodniku. — Upewnijcie się, że nie przeoczyliśmy żadnych możliwych dowodów. Sprawdzić kosze na śmieci, może znajdziemy portfel lub coś dzięki czemu będziemy mogli go zidentyfikować.
Przeczesał palcami włosy i oblizał wargi, spoglądając w niebo. Zaczęło padać, ale będą tutaj jeszcze przez jakiś czas. Było trochę wahania, zanim ludzie zaczęli postępować zgodnie z instrukcjami, które im udzielił. W końcu wciąż był tylko sierżantem, więc wielu otaczających go funkcjonariuszy miało tą samą rangę co on. Jednak pełnił teraz obowiązki oficera, więc technicznie rządził.
To była wielka sprawa. Greg skłamałby, gdyby powiedział, że nie był trochę zdenerwowany na początku. Inspektor był w trakcie innej ważnej sprawy i nie był w stanie pojawić się tutaj, dlatego wysłał Grega, by działał na własną rękę. Wydawało się, że była to dość prosta sprawa morderstwa, ale ofiara była ważnych biznesmenem, więc departament nadal miałby duże problemy, gdyby nie rozwiązali tego szybko i sprawnie.
Powoli podszedł do krawędzi wyznaczonego terenu i schylił się pod taśmą policyjną, żeby mieć chwilę dla siebie. Kryminalistyka właśnie przybyła na miejsce i robiła zdjęcia ciału, więc nie był tak naprawdę potrzebny przy tej czynności. Zawołają go, gdy będą mieli pytania lub kiedy skończą, dlatego był to dobry czas na papierosa. Wszedł na chodnik, wepchnął nogą wyrzucony kawałek chleba do odpływu i wyciągnął paczkę papierosów.
Kątem oka zauważył, że wolnym tempem podchodził do nich wysoki mężczyzna. Odwrócił głowę, by na niego spojrzeć, przyglądając mu się dokładnie. Nigdy wcześniej go nie widział, ale był wysoki i dobrze ubrany. Miał na sobie długi płaszcz, a pod nim coś, co wyglądało jak bardzo drogi garnitur. Ręce miał schowane w kieszeniach, a na ramieniu wisiał mu parasol. Milczał, wpatrując się w Grega jasnoniebieskimi, przenikliwymi oczami, zanim spojrzał na miejsce zbrodni znajdujące się za Lestrade.
— Czy mogę ci pomóc? — zapytał Greg, otwierając paczkę papierosów. Była pusta. Cóż, kurwa. Marszcząc brwi schował ją z powrotem do kieszeni i również spojrzał na miejsce zbrodni.
— Proszę się poczęstować, sierżancie — powiedział mężczyzna gładkim, eleganckim głosem.
Spoglądając jeszcze raz Greg ujrzał, jak nieznajomy również wyciągnął paczkę papierosów. Niższy mężczyzna spoglądał na niego z zaskoczeniem, po czym z wahaniem wyciągnął rękę i wyciągnął jednego papierosa.
— Ach, dzięki. — Skinął głową, wsuwając koniec papierosa między usta, zapalając go. Drugi mężczyzna również to zrobił i przez chwilę palili w milczeniu.
To było dziwne, prawda? Kim w ogóle był ten człowiek? Wyglądał niezwykle oficjalnie, więc były szanse, że nie był tylko zwykłym, przypadkowym przechodniej. Ale kim był? Nie mógł nic poradzić na to, że przyglądał się mężczyźnie z ostrożnością i zaciekawieniem.
— Rząd? — zapytał w końcu, przechylając głową, zaciągając się mocno papierosem.
Smakował niesamowicie, więc marka musiała być droga. Wydawało się pasować do nieznajomego. Wszystko inne w nim również wyglądało na drogie.
— W pewnym sensie — powiedział mężczyzna. Krawędź jego ust uniosła się w uśmieszku, który najwyraźniej nie sięgał jego oczu. — Można powiedzieć, że strona zainteresowana.
Greg zaciągnął się jeszcze raz, obserwując go z dziwnym pomrukiem. Mżawka wzmogła się, a on westchnął z irytacją. Będzie całkowicie przemoczony. Mężczyzna obok niego bez słowa trzymał papierosa w ustach, kiedy otwierał parasol, trzymając go nad głową. Przyjrzał się Gregowi przekrzywiając głowę, przywołując go trochę bliżej. Lestrade zawahał się, ale był już dość mokry, więc…
— Czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić? — zapytał, podchodząc bliżej, pod osłonę dużego czarnego parasola. Kontynuował palenie, obserwując innych funkcjonariuszy krzątających się na miejscu zbrodni.
— Na razie to ustalam — nadeszła odpowiedź. — Ta sprawa, którą prowadzisz, jest bardzo delikatna. Podejrzewam, że z tego czy innego powodu nasze ścieżki wkrótce znów się skrzyżują.
— Czy tak? — zagadnął Greg, patrząc na mężczyznę z rozbawionym uśmiechem. — Jak mam cię w takim razie nazywać, jeśli się tak stanie.
— Jestem pewien, że wkrótce się dowiesz — rozbrzmiała bardzo tajemnicza odpowiedź. Greg musiał powstrzymać parsknięcie. To był interesujący człowiek. — Wierzę, że ta sprawa zaprowadzi cię do tego. Jestem pewien, że będziemy w kontakcie.
Greg patrzył, jak mężczyzna upuścił papierosa i nadepnął na niego, gasząc płomień. Skinął głową Gregowi. Spojrzenie jego jasnych oczu przesunęło się po jego postaci w dziwny sposób. Greg poczuł dreszcz przebiegający po plecach. Ten elegancki mężczyzna patrzył na niego w dziwny sposób, ale nie… zły sposób?
— Tak.
Skinął głową, zanim usłyszał swoje imię wołane po drugiej stronie taśmy policyjnej. Obejrzał się, by pomachać oficerowi, sygnalizując, że go usłyszał, ale zanim się odwrócił ponownie, nieznajomego już nie było.
On… dziwnie nie mógł się doczekać kontaktu z tym tajemniczym, eleganckim mężczyzną. Jednak nie mógł już dłużej o tym myśleć, ponieważ miał miejsce zbrodni do zbadania.
