Rozdział 190: Koszmary
Greg obudził się gwałtownie i poderwał do siadu na łóżku, gdy jego dłoń powędrowała do ust. Jego brązowe oczy były szeroko otwarte i wpatrujące się w ciemność. Jego klatka piersiowa falowała, gdy wciągał gwałtownie hausty powietrza. Serce mu waliło i trząsł się. Był mokry od potu. Koszmary nasilały się.
Jakoś nie obudził śpiącego obok niego mężczyzny. Przynajmniej tym razem. Prawie zawsze to robił. Przygryzając wargę, spojrzał na spokojną, śpiącą postać Mycrofta, gdy jego oczy w końcu przyzwyczaiły się do ciemności. Przełknął ślinę. Wyschło mu w gardle i bolał go brzuch. Najostrożniej jak mógł, wstał z łóżka i na chwiejnych nogach udał się do łazienki przyłączonej do ich sypialni.
Gdy włączył światło, jego wzrok stał się zamglony i musiał się zatrzymać zamykając oczy, gdy przystosowywał się do zmiany. Brał powolne wdechy przez nos i wypuszczał powietrze ustami, rozpaczliwie modląc się, żeby nie dostać torsji. Czasami się tak zdarzało. Tak długo, jak Greg był w policji, zdarzały się czasami przypadki, które po prostu utknęły w człowieku. Niezwykle gwałtowna śmierć, sprawa związana z małym dzieckiem lub porwania. Było tak przez pewien czas po "samobójstwie" Sherlecka. Wtedy również miał koszmary. Ostatnio były związane z porwaniami.
A dokładniej porwaniem Mycrofta. Greg był zmuszony do oglądania jego torturowania. Greg musiał pracować na miejscu zbrodni, kiedy ciało polityka pojawia się kilka dni później. Drżąc, Greg zamknął drzwi do łazienki i przygryzając wargę, podszedł do wanny odkręcając kran.
Powoli i cicho zrzucił z siebie ubranie, gdy woda wypełniała wannę. Marszcząc brwi, usiadł na jej brzegu, mocno ściskając porcelanę, zamykając oczy i jęcząc. Musiał je jednak ponownie otworzyć, bo za każdym razem, gdy jego zamykał, widział wiotkie, posiniaczone i zakrwawione ciało swojego kochanka. Prawie się pochorował.
Kiedy wanna została napełniona tak jak chciał, zakręcił wodę i wszedł do niej. Musiał na chwilę zatrzymać się, zanim powoli usiadł. Celowo sprawił, że woda była nieco gorętsza niż było to wygodne. W końcu zanurzył się z westchnieniem. Odchylając głowę do tyłu, wpatrywał się w sufit i unoszącą się wokół niego parę. Łzy napłynęły mu do oczu, zamazując jego wizję, zanim powoli ześlizgnęły się po policzkach.
Nie mógł wskazać, co powoduje, że koszmary wciąż trwają. Pierwszy miał sens. Mycroft właśnie wrócił z podróży do Serbii podczas której został ranny. Było to oczywiście niewielka rana i dawno się już zagoiła, ale wstrząsnęło to Gregiem w sposób, którego się nie spodziewał. Dwa tygodnie później prawie co noc nękały go te makabryczne obrazy. Nie spał. Jedyne noce, podczas których spał bez przerwy to te, gdy był tak wyczerpany po poprzednich, że po prostu padał martwy.
Po około dwudziestu minutach, kiedy wreszcie przyzwyczaił się do temperatury wody, osunął się bardziej w wannie i pozwolił sobie na całkowite zanurzenie. Zamknął oczy i wstrzymał oddech, chowając się pod wodę, gdy jej ciepło otoczyło go, lekko kołysząc jego ciałem. Było w tym coś dziwnie pocieszającego, czego nie potrafił do końca określić i była to dobra metoda, w czasie kiedy Mycroft spał. Nie mógł znieść tego, że mógłby obudzić młodszego mężczyzny. Chciał żeby ten spał tak długo, jak tylko mógł, dlatego brał kąpiel.
Powinien był jednak wiedzieć, że kiedy się wynurzy nie będzie już sam w łazience. Z cichym westchnieniem, gdy odzyskał oddech, Greg otarł kapiącą wodę z twarzy i spojrzał na wysokiego mężczyznę, który wpatrywał się w niego z uczuciem.
— Kolejny koszmar — skomentował Mycroft głosem wciąż ciężkim od snu. To nigdy nie było pytanie. Nigdy nie musiało być. Greg skinął głową.
— Tak — westchnął, kładąc się ponownie w wannie. — Przepraszam, obudziłem cię?
— To nie ma znaczenia — powiedział Mycroft, zamiast odpowiedzieć na pytanie.
Greg patrzył, jak podchodzi i siada na krawędzi wanny. Ostrożnie zdjął szlafrok, ujawniając, że nie miał na sobie nic więcej niż spodnie i jedną z koszulek Grega. To sprawiło, że starszy mężczyzna uśmiechnął się. To był rzadki widok.
Pochylając się, Mycroft odgarnął mokre włosy z czoła Grega i pogładził tył jego głowy oraz szyję. Greg zamknął oczy i tym razem westchnął nieco radośniej.
— To ten sam — zaczął cicho Greg. Dłoń Mycrofta nie zawahała się, gdy głaskał jego tył jego szyi i ramiona.
— Nie musisz nic mówić — powiedział łagodnie Mycroft. — Wiem. Wszystko jest dobrze.
Greg skinął głowa i zamilkł. Było dobrze, czyż nie? Mycroft nie był martwy i nie leżał w Bart's. Był tutaj, w jednej z koszul Grega, uspokajająco dotykając jego nagiej skóry. Pochylający się do powolnego i znaczącego pocałunku. Nie wyszeptał nic szczególnego w usta Grega. Wkrótce potem wyciągnął go z wanny i wrócili do łóżka.
To sprawiało, że było o wiele łatwiej zapomnieć o koszmarach.
