Rozdział 194: Chroniąc mnie
Greg z pewnością miał sporo trudnych spraw. Jego życie nieraz było zagrożone. Wiele spraw o morderstwo były brutalne lub były zbrodniami z namiętnością albo po prostu było dziwne, ale… Czasami pojawiało się coś jeszcze poważniejszego. Bombardowania, terroryści, nie zwykłe porwanie czy morderstwo. Ech, sam fakt, że nawet mógł uważać morderstwo za proste… Jakim człowiekiem się stał?
To był niestety jeden z tych poważniejszych przypadków. Jego życie było zagrożone więcej niż raz i do tego momentu było jasne, że ktoś celowo do niego strzelał. To było coś więcej niż tylko to, że prowadził śledztwo w tej sprawie. Nie… to on był konkretnie celem. Trafił do szpitala, wymagając szwów na czole i boku (ale w rzeczywistości pielęgniarki robiły znacznie więcej zamieszania, niż było trzeba).
Szczerze mówiąc, nie był aż tak tym zaniepokojony. Mimo że był wyraźnie celem zabójstwa, nie poruszało go tak bardzo. Wydawało się jednak, że poważnie zaniepokoiło to jednego z ich głównych prowadzących tę konkretną sprawę. Mycroft Holmes nigdy nie okazywał irytacji ani niepokoju, ale wyglądało na to, że przy Gregu rozluźnia się i staje się bardzo łatwy do odczytania. Nie raz inspektor widział go bardzo zirytowanego, ale tym razem był również zdecydowanie zaniepokojony.
Mycroft wziął udział w sprawie ze względu na zaangażowanie terrorystów. Coś na temat Serbii, o czym Greg nie mógł jeszcze wiedzieć. To było irytujące, ponieważ wciąż zajmował się tą cholerną sprawą, ale przynajmniej Mycroft nie zabrał jej od razu z jego rąk, jak to robił z niektórymi przypadkami w przeszłości. To był bonus. Bardzo dobrze ze sobą współpracowali do około tygodnia temu, kiedy wreszcie podjęto czwartą próbę zamachu na życie Grega.
Teraz… znalazł się tutaj. Był w ogromnym, fantazyjnym domu, który prawdopodobnie kosztował przynajmniej trzy razy więcej niż jego mieszkanie i był cholernie znudzony. Pewnego wieczoru Mycroft przywiózł go tutaj, w stanie którym można było określić jedynie jako kontrolowaną panikę, i od tamtej pory utknął tutaj. Doprowadzało go to do szaleństwa. Bez względu na to, ile razy mówił mężczyźnie, że nie potrzebuje kryjówki, nic to nie zmieniało.
Na szczęście Mycroft przynajmniej dołączył do niego, aby dotrzymać mu towarzystwa. Pili razem herbatę lub wino, omawiali sprawę i grali w szachy. Cóż, Mycroft grał w nie. Greg próbował się tego nauczyć. Polityk był jednak bardzo dobrym nauczycielem, więc powoli zaczynał to rozumieć. Mimo to niewiele mu to wszystko pomogło.
— Słuchaj, doceniam troskę — powiedział pewnego wieczoru, opadając na jedną z kanap w salonie. Mycroft siedział naprzeciwko niego w fotelu z laptopem i szkocką stojącą na stole. Młodszy mężczyzna spojrzał na niego nad ekranem, ale nic nie powiedział, dlatego Greg kontynuował: — Ale chcę wrócić do tej sprawy. Czuję, że teraz idzie wolniej, kiedy nie uczestniczę w niej. Poważnie, Mycroft, minął już tydzień.
— Zapewniam cię, że sprawa idzie dobrze — odpowiedział Mycroft, kontynuując pisanie na klawiaturze.
Greg westchnął i uszczypnął grzbiet nosa. Doceniał to wszystko. Do diabła, obchodziły go uczucia Mycrofta w tym przypadku. Cholerny Holmes miał sposób, by tak się poczuć, mimo tego nie mógł tu zostać ani chwilę dłużej.
— Nie mogę wyjść nawet na patio — prychnął ze skargą, krzyżując ramiona. — Nie mogę cieszyć się świeżym powietrzem. — Mycroft uniósł brew i spojrzał na niego sceptycznie. Greg przewrócił oczami. — W porządku, nie mogę cieszyć się londyńskim powietrzem — poprawił z irytacją. — Mycroft, ja tutaj wariuję.
— Rozumiem, Gregory, ale dopóki zagrożenie nie zostanie wyeliminowane, musisz tu pozostać. To dla twojej ochrony.
Greg nie mógł zliczyć, ile razy mu to powiedziano. To była ostatnia kropla w czarze. Lekko wkurzony zsunął się z kanapy i odszedł jak burza, kierując się w stronę frontowych drzwi. W myślach wyzywał Mycrofta, żeby ten ośmielił się go powstrzymać.
Oczywiście mężczyzna podjął się tego wyzwania. Minęły zaledwie sekundy, zanim usłyszał pośpieszne kroki Mycrofta za sobą.
— Gregory, wracaj tutaj — poprosił.
Greg zacisnął pięści i szedł dalej. Szedł korytarzem i sięgnął do klamki do drzwi wejściowych…
Szczupła dłoń owinęła się wokół jego nadgarstka, powstrzymując go. Greg zamarł. Jakby wystarczyło, że Mycroft zainicjował kontakt fizyczny… Wzdychając, Greg obejrzał się przez ramię. Zdumiał się na prawie zdesperowany, zdezorientowany wygląd, który pojawił się w wyrazie twarzy drugiego mężczyzny.
— Gregory, proszę — powiedział, marszcząc brwi.
Ręka Grega opadła z klamki. Odwrócił się.
— Dlaczego tak tym się martwisz? — zapytał ściszonym głosem, obserwując uważnie Mycrofta.
— Ponieważ jesteś zbyt dobrym człowiekiem, żeby zabili cię Serbowie — padła sztywna odpowiedź.
Greg był nieco sceptyczny do tego.
— Mycroft… — westchnął, zerkając na rękę wciąż owiniętą wokół jego nadgarstka. Nie stawiał oporu, dlaczego więc mężczyzna go nie puścił? — Co się naprawdę dzieje?
— Proszę, nie każ mi tego mówić — zdawał się błagać Mycroft.
Greg wpatrywał się w niego. Miał przeczucie, czegoś, co umykało mu od jakiegoś czasu. Odrzucał to, zrzucając winę na fakt, że był tu zamknięty i tak naprawdę nie miał żadnego kontaktu z innymi ludźmi poza Mycroftem, ale… Wszystko to wydawało się tylko potwierdzać marzenia, które zaczął mieć. Myśli, które nie mogły opuścić jego głowy, gdy był pod prysznicem lub gdy za dużo wypił. Nerwowo oblizał wargi, a spojrzenie Mycrofta skupiło się na jego języku.
— W takim razie pokaż mi — odważył się powiedzieć Greg, sprawdzając swoje przypuszczenia obracając pochwyconą dłoń, by przesunąć koniuszkami palców po nadgarstku Mycrofta.
Akcja ta przypominała pstryknięcie przełącznika. Patrzył, jak Mycroft wzdrygnął się i zamknął oczy. Może to był alkohol, a może napięcie i stres, ale Greg otrzymał odpowiedź. Mycroft zrobił krok do przodu, puszczając nadgarstek Grega i chwytając go za biceps. Przyciągnął go bliżej i zmiażdżył jego usta swoimi. Greg zamarł na chwilę, zanim zaczął oddawać pocałunek. Jego ręka automatycznie powędrowała do pasa Mycrofta, obejmując go.
Jeszcze kilka kroków i plecy Grega zostały przyciśnięte do drzwi. Ciało Mycrofta naciskało na niego. Przechylił głowę, a młodszy mężczyzna wykorzystał to, aby pogłębić pocałunek. Greg miał zawroty głowy, serce mu waliło, ale kiedy język Mycrofta wysunął się i musnął jego dolną wargę, praktycznie sapnął, gdy pozwolił mu na wejście, o które poproszono. Greg ścisnął go mocniej, a Mycroft przysunął się bliżej. Ich ciała zrównały się i były gorące, jakby zżerała ich gorączka.
Tak było dopóki Mycroft przerwał pocałunek, a Greg nie jęknął z tego powodu. Dysząc patrzyli na siebie, a ich źrenice były rozszerzone pod wpływem emocji. Usta Mycrofta błyszczały i były lekko spuchnięte od pocałunków. Greg stwierdził, że chce po prostu pochwycić je z powrotem i zacząć wszystko od nowa.
— Gregory… — zaczął Mycroft szorstkim głosem, nagle wyglądając na zażenowanego.
Geg potrząsnął głową.
— Cokolwiek zamierzasz powiedzieć, nie rób tego — zaczął drżącym głosem. Nagle odkrył, że wszystko, czego chciał, to więcej i nie zamierzał pozwolić Mycroftowi próbować się z tego wyperswadować, kiedy było jasne, że on również tego chciał. — Po prostu pocałuj mnie jeszcze raz.
Dźwięk, który wydobył się z Mycrofta był prawie jękiem, a jego brwi ponownie się zmarszczyły. Greg z wyprzedzeniem przekrzywił głowę, a Mycroft podszedł, przyjmując zaproszenie i ponownie go całując. Tym razem akcja była wolniejsza i bardziej przemyślana, ale również bardziej zdesperowana. Greg odczuwał milion emocji i były one przytłaczające. Będą musieli porozmawiać. Było wiele do uporządkowania i wiele do rozgryzienia.
Chciał na to wszystko poczekać. Zapomnieć o tym do jutra. Na razie chciał tylko tego.
