Rozdział 196: Przygotowania

— Czyli wszystko jest w porządku? — zapytała Elizabeth Lestrade, odchylając się na krześle, czekając, aż Greg wyjdzie z przebieralni.

Był na ostatniej przymiarce swojego smokingu, który był cholernym najważniejszym ubraniem w jego życiu.

— Tak przypuszczam — zawołał do niej poprawiając pas, po czym sięgnął po marynarkę. Przewrócił oczami słysząc śmiech córki, zanim wyjaśnił. — Mycroft zajmował się w większym przypadku planowaniem, Lizzie. Miałem pewne sugestie do rzeczy tu i tam, ale głównie to jego wybór.

— Tak, to wydaje się być w stylu Myca — powiedziała Elizabeth.

Uśmiech Grega stał się szerszy.

— Nie spodziewałem się niczego mniej po nim — powiedział czule, zapinając marynarkę i poprawiając rękawy. Potem odwrócił się i wyszedł. — I jak?

Elizabeth milczała przez chwilę, wpatrując się w ojca z rozchylonymi ustami. Wkrótce na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, który najwyraźniej odziedziczyła po nim i z podekscytowaniem klasnęła w dłonie.

— Wyglądasz jak mężczyzna, który ma wyjść za mąż — zaśmiała się, wstając i podchodząc do niego. Przyjrzała się wszystkiemu, zbliżając się jeszcze bardziej, aż Greg parsknął śmiechem.

— No dobrze, bo tak faktycznie jest — powiedział, dumnie przechylając podbródek. — Czy przeszedłem twoją inspekcję?

— Hmmm… sądzę, że tak — przytaknęła Elizabeth, po czym mrugnęła. — Idź. Przebierz się. Wynosimy się stąd.

— Co? Mamy coś jeszcze w programie? — zapytał Greg ze śmiechem, chociaż już się odwracał, by wrócić do małej przebieralni i ponownie założyć swoje zwykłe ubranie.

— Być może. Po prostu chodźmy.

Najstarsza jego córka machnęła na niego ręką, zamierzając usiąść z powrotem, kiedy się przebierał.

— Wiesz, nie musisz spędzać całego dnia ze swoim staruszkiem — zaczął mówić Greg, gdy się przebierał. Zadbał o to, aby wszystko odwiesić bardzo ostrożnie, układając i składając wszystko tak jak było, zanim wszystko odłożył na miejsce. — Wiem, że masz przyjaciół i takie tam, ponieważ jesteś na uniwersytecie. Jestem pewien, że chcieliby cię zobaczyć.

— Tato, chcę tu być. Masz zamiar wyjść za mąż. To wielka sprawa. Poza tym potrzebujesz kogoś z sobą, bo Mycroft nie może tu być. Jesteś okropny w tego typu rzeczach.

— Ej! — krzyknął, chociaż Elizabeth miała rację. Naprawdę był w tym zły.

Z powrotem w swoich normalnych ubraniach z torbą na smoking przewieszoną przez ramię, oboje wyszli z zakładu. Elizabeth wsiadła do samochodu, gdy Greg wieszał pokrowiec na tylnym siedzeniu, potem odjechali. W planach mieli lunch. Udali się do pobliskiej piekarni, którą wszyscy tak ostatnio polubili.

— Czyli przyprowadzisz swojego partnera na wesele? — zapytał Greg, gdy zajęli swoje miejsca przy stoliku i złożyli zamówienia.

Elizabeth pokręciła głową.

— Nie — odpowiedziała, wzruszając ramionami. — Ten facet to niewypał, a ja… cóż, jest pewna dziewczyna, którą jestem lekko zainteresowana, ale ona nie mieszka w centralnym Londynie, a my ledwo jesteśmy na tym etapie, więc sama nie wiem.

— Cóż, jeśli dojdziecie do tego etapu, to chciałbym ją poznać — powiedział Greg, popijając przyniesioną wodę.

Elizabeth uśmiechnęła się promiennie i skinęła głową.

— Tak, oczywiście — zgodziła się, popijając własną wodę. — No i tato, jak się czujesz? W związku z tym wszystkim. Za kilka dni bierzesz ślub. Czy to… Czy to różni się od tego, kiedy pobraliście się z mamą?

Oczywiście było to ważne pytanie. Greg mógł stwierdzić, że w jej pytaniu był nieco nieprzyjemny ton, obserwując, jak Elizabeth drgnęła na swoim miejscu i po zapytaniu spojrzała na swoją wodę. Sprawy wciąż były napięte, jeśli chodziło o jego byłą żonę i niestety tak było również w przypadku jego najstarszej córki. Podczas rozwodu była wystarczająco dorosła, by zrozumieć, co się działo i dlaczego oraz co się stało… Trudno było jej być w dobrych stosunkach z Christiną. Greg nienawidził tego, ponieważ w końcu była jej mamą, ale nic nie można było z tym zrobić.

— Tak — powiedział, kiwając głową. — To znaczy, istnieją pewne takie same uczucia. To roztrzęsienie, które pojawia się przy ślubie. Lekka cierpliwość, chęć, by się to stało. Aby to było już. Ale są też nerwy. Że coś może się schrzanić, albo sam Bóg wie, coś może stanąć na drodze. Myślę, że tym razem są trochę większe biorąc pod uwagę pracę Mycrofta.

Roześmiał się trochę, pokazując, że nie był do końca poważny. Zawsze istniało ryzyko, że coś się wydarzy, ale Anthea była odpowiedzialna za upewnienie się, że jeśli tak się stanie, to aby poleciały głowy oraz żeby i tak wszystko poszło gładko. Greg czuł, że to był główny powód, dla którego została wybrana na drużbę Mycrofta.

— Jestem naprawdę szczęśliwa — powiedziała Elizabeth. — Kocham Mycrofta. I uwielbiam jaki wpływ ma na ciebie. Zasługujesz na to, tato. Nie mogę się doczekać, aż oficjalnie również zostanie moim ojcem.

Greg sięgnął przez stół i ujął jedną z dłoni córek, ściskając ją delikatnie. Był tak szczęśliwy, że mógł jedynie płakać i śmiać się.

— To było jedną z ważniejszych dla mnie rzeczy, Lizzie. Zawsze tak było.

— No weź, zachowaj te łzy na ślub, okej?

Elizabeth zaśmiała się lekko, drażniąc się, ale równie mocno ścisnęła jego dłoń, patrząc na ojca z taką dumą i miłością, że Gregowi zakręciło się w głowie.