Rozdział 208: Podsłuchiwanie

— Papa, nie łóżko — powtórzył cicho Oliver, gdy Mycroft usiadł na fotelu na biegunach, który mieli w jego pokoju obok łóżeczka.

Mycroft westchnął delikatnie przez nos, trzymając chłopca blisko i łagodnie gładząc jego puszyste włosy.

— Czas do łóżka, Olivierze — odpowiedział, składając pocałunek na jego czole.

Oliver wyciągnął rękę i chwycił go za ubranie, prychając w sposób, w który wiedzieli, że sygnalizował, iż się dąsa.

— Papa. Baba.

— Jestem pewien, że niedługo ponownie nas odwiedzi.

Oliver wydał cichy dźwięk z głębi gardła, ponownie wzdychając i opadając w ramiona ojca. Powoli Mycroft zaczął kołysać się w przód i w tył. Było jasne, że małe dziecko było bardzo wyczerpane i zazwyczaj protestowało przeciwko pójściem spać, kiedy było już takie śpiące. Mycroft nigdy nie był w stanie tego rozgryźć, ponieważ sen był wyraźnie tym, czego Oliver potrzebował w takich momentach. Niemowlęta nadal niezmiernie go dezorientowały.

Po kilku chwilach sięgnął po stojącą na komodzie elektroniczną nianię, którą zawsze włączał na noc tuż przed wyjściem z pokoju synka. Ku jego zaskoczeniu jednak zamiast ciszy po uruchomieniu jej usłyszał głosy.

— Nigdy nie wychodził, żeby się zaprzyjaźnić. Zawsze był taki samotny i było jasne, że wolał to w ten sposób. Nawet Sherlock miał Rudobrodego i mimo wszystkiego był bystrym i szczęśliwym dzieckiem. Mycroft tolerował Rudobrodego.

To była jego matka. Mycroft zamrugał, słuchając tego, co zostało powiedziane. Lekko zacisnął usta, a jego oczy były zmrużone, co Gregory zawsze powtarzał było holmesowskim gestem. Część niego czuła, że musi z powrotem wyłączyć nianię, ponieważ była to wyraźnie prywatna rozmowa między jego matką a mężem. Jednak druga część niego była zainteresowana tym, co mieli sobie do powiedzenia.

— Powinnaś być z niego dumna — powiedział po chwili Gregory, a Mycroft zerknął na urządzenie.

Ponownie poczuł zdumienie, gdy w jego piersi pojawiła się fala ciepła.

— Jestem dumna z tej rodzinny, którą wy dwoje stworzyliście, a jeszcze bardziej dumna jestem, że mogę być jej częścią.

Mycroft przełknął ślinę, zamykając na chwile oczy, słuchając dalszej części rozmowy. Uchylił powieli i spojrzał na swojego czternastomiesięcznego chłopca leżącego w jego ramionach. Oliver spał mocno, tak jak przypuszczał. Jego lewa ręka ledwo trzymała jego marynarkę. Poczuł, że fala ciepła stała się silniejsza. Odgarnął zbłąkany lok z czoła Olivera. Razem z Gregory'm stworzyli rodzinę. Nigdy nie spodziewał się, że zostanie ojcem i wciąż było wiele dni, kiedy czuł, że jest na skraju swojej głębi, ale… To był jego syn. To małe dziecko spoczywające w jego ramionach było jego i był taki piękny.

Jego matka była dumna. Oczywiście nigdy w to nie wątpił. Ani razu. Mimo to, słysząc, jak wypowiadała te słowa na głos i słysząc, jak Gregory je odwzajemnia… To było uczucie, którego nie potrafił opisać. Czuł się dumny. Wciąż kołysał się w przód i w tył, słuchając tylko połowicznie, gdy rozmowa płynąca przez elektryczną nianię przerodziła się w dyskusję o tym, kiedy w następnej kolejności przybędą do posiadłości Holmesa. W końcu, kiedy poczuł, że Oliver dość głęboko śpi, Mycroft powoli wstał i pochylił się nad łóżeczkiem, kładąc go w nim i przykrywając małą kołdrą, którą podarowała im Molly Hooper, kiedy urodził się Oliver.

Wzdychając przez nos, wyłączył urządzenie i podniósł je, wkładając na chwilę do kieszeni, aby mógł go zmienić na inne. Dołączył do mamusi i Gregory'ego w kuchni, przygotowując sobie filiżankę herbaty i rzadko włączając się do rozmowy, aż pożegnali się z Violet i zostali sami w domu.

— Wiesz, mamusia miała rację — powiedział Mycroft po chwili, kiedy już odpowiednio zamienił elektryczne nianie i leżał zwinięty na kanapie ze swoim mężem.

Gregory mruknął zaciekawiony, odwracając się, by na niego spojrzeć.

— W czym? — zapytał cicho, przechylając lekko głowę na bok.

— Nigdy nie brałem pod uwagę kultywowania prawdziwych związków w okresie dorastania — wyjaśnił. Obserwował samo uświadomienie na twarzy Grega, gdy przypomniał sobie rozmowę z Violet i fakt, że to było to, o czym mówił Mycroft. — Nie rozumiałem ich. Wydawało się to stratą czasu. Martwiłem się, że moja troska o Sherlocka i tak była zbyt wielką słabością.

— Ale nie była — szepnął Gregory, chwytając dłoń Mycrofta i splatając ich palce. — To właśnie ta opieka pomogła mu utrzymać się przy życiu, kiedy został odrzucony. To właśnie ta troska sprawiła, że się spotkaliśmy.

— W rzeczy samej. A ty, Gregory… — Mycroft spojrzał na niego. — Jesteś wszystkim, na co nigdy nie liczyłem. Jesteś wszystkim, czego nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że potrzebuję. Ty i Oliver. Jesteście moim życiem.

— Tak, jesteśmy i będziemy z tobą — powiedział Gregory, obejmując dłonią jego policzek i przyciągając go do pocałunku.