Rozdział 235: W twoim sercu
Greg patrzył, jak Mycroft zabierał swoje ostatnie rzeczy, starając się nie marszczyć brwi na myśl, że wyruszał w kolejną podróż. Na szczęście ta była dość krótka. Żadne z nich nie spodziewało się, że potrwa dłużej niż tydzień, a Mycroft wydawał się całkiem pewny, że nie potrwa nawet tak długo. Mimo to upewniał się, że będzie przygotowany na dłuższy wyjazd, tak na wszelki wypadek.
— Nie jedź — powiedział Greg, wzruszając ramionami. Wstał i podszedł do swojego męża stojącego przed komodą. Położył dłonie na jego talii, składając pocałunek na jego łopatce.
— Niestety, ale muszę — skomentował Mycroft, przerywając pakowanie, by z westchnieniem oprzeć się z powrotem na twardym ciele Grega. — Moja obecność jest wymagana.
— Wiem. — Greg skinął głową, uwalniając swój uścisk, aby ścisnąć jego biceps, po czym zrobił mały krok do tyłu. — Wciąż jednak mam prawo się dąsać.
Mycroft uśmiechnął się delikatnie, odwracając się lekko, by móc pocałować Grega w czoło. Potem odwrócił się z powrotem do komody, wkładając ostatnie rzeczy do małej torby, która miała znaleźć się w jego walizce. Potem, kiedy to zrobił, sięgnął do małego pudełka, aby wyciągając średniej wielkości srebrny łańcuszek. Greg bardzo dobrze go znał i nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Mycroft zdjął obrączkę i położył ją na komodzie. Potem, kiedy rozpiął łańcuszek, podniósł ją z powrotem i umocował na nim. Greg patrzył w ciszy, jak Mycroft zakładał łańcuszek na szyję. Zanim zdążył skończyć, Greg położył ręce na smukłym dłoniach młodszego mężczyzny. Splótł ich palce, zanim przejął kontrolę, delikatnie zapinając łańcuszek, pozwalając mu osiąść na bladej szyi.
— To jedna z tych wycieczek, co? — zapytał, gdy Mycroft odwrócił się teraz całkowicie tak, że byli twarzą w twarz. Podziwiał sposób, w jaki łańcuszek ułożył się wzdłuż torsu młodszego mężczyzny.
— Rzeczywiście to jedna z nich — przytaknął Mycroft, odgarniając zbłąkany kosmyk włosów z czoła Grega. — Ale moja ręka nigdy nie czuła się bez niej dobrze.
Greg patrzył, jak lekki smutek ogarnia Mycrofta. To rozgrzało jego serce i uśmiechnął się promiennie. Położył dłoń na jego klatce piersiowej, delikatnie ją pocierając, po czym pochylił się i złożył miękki pocałunek na złotym pasku. Mycroft wcisnął swój spiczasty nos we włosy Grega, oddychając głęboko, gdy obaj delektowali się obecnością drugiego.
— Ale to w porządku — szepnął Greg, trącając nosem klatkę piersiową męża i ponownie całując obrączkę. — Bo jestem tutaj, w twoim sercu.
— Zawsze jesteś w moim sercu, mężu — wyszeptał Mycroft, obejmując go w uścisku zapewniającym poczucie ochronny.
Stali tam, trzymając się mocno. Żaden z mężczyzn nie chciał się wycofać. Kiedy to zrobią, będą musieli się rozstać. Przez chwilę nie będą się widywać. To zawsze było trudne.
To Greg w końcu się poruszył, czując do tego wielką niechęć. Rozpiął dwa górne guziki w koszuli Mycrofta i podniósł łańcuszek, wsuwając go pod dopasowane ubrania, które zawsze nosił. Mycroft parzył, nic nie mówiąc, gdy Greg zapinał guziki. Biżuteria była teraz całkowicie ukryta przed wzrokiem, gdzie pozostanie, dopóki Mycroft nie wróci do starszego mężczyzny. Greg znowu przycisnął dłoń do piersi męża, czując kształt obrączki pod garniturem.
— Zawsze tam będę — powiedział, wpatrując się w swoją dłoń. Wypuścił drżący oddech. Nigdy nie był w tym najlepszy.
— Zawsze, najdroższy — powiedział łagodnie Mycroft.
Minęła chwila, zanim Mycroft użył palców, by podnieść głowę Grega, tak że spojrzeli na siebie. Ciemnobrązowe oczy Grega były tak pełne emocji, że wyglądał jak otwarta księga. Lekko zmarszczył brwi, przegryzając dolną wargę. Dłoń, która opierała się o klatkę piersiową Mycrofta, zacisnęła się marszcząc kołnierzyk marynarki. Uśmiechnął się nieco smutno. Mycroft pochylił się, by go powoli pocałować.
Znowu przytulili się do siebie, całując się z czymś, co było niemal uwielbieniem. Greg delikatnie skubnął dolną wargę Mycrofta, głaszcząc jego kark. Przytulili się mocniej, po czym odsunęli się lekko, przyciskając do siebie nosy na tyle, by obaj mogli się uśmiechnąć.
— Wróć do mnie — powiedział wreszcie Greg, obejmując dłonią policzek Mycrofta.
— O niczym innym nie marzę.
— Kocham cię, Mycroft.
— Ja ciebie również, Gregory.
Pocałowali się ponownie, zanim się rozdzielili. Greg pomógł z torbą Mycrofta, a po ostatnim uścisku i serii łagodnych pocałunków Mycroft wsiadł do swojego czarnego samochodu i odjechał.
