Rozdział 237: Broniąc go
Mycroft skinął głową, przechodząc obok przypadkowych oficerów w New Scotland Yardu. Kilku z nich przyzwyczaiło się do widywania go w budynku i tym razem nie było to z powodu Sherlocka. To było cudowne uczucie móc swobodnie przebywać tutaj, aby zobaczyć Gregory'ego bez udawania, że robi to w profesjonalnej sprawie. Było to prawie zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.
Nieraz przyłapał się nad tym, że zastanawiał się, kiedy Gregory zda sobie sprawę, jakim człowiek był i skończy się, to co mieli. Mycroft nigdy nie był związku, ponieważ nigdy go to nie obchodziło. Jeśli chodziło o jego emocje, chociaż nie był zbyt szorstki, jak jego młodszy brat, nie przypominał on żadnej z otaczających go osób. Niepewna część siebie, która zawsze była gdzieś w nim, ciągle pytała, kiedy Gregory przejrzy na oczy i ich relacja zakończy się.
Nigdy wcześniej nie martwił się, że coś takiego się wydarzy. Nigdy nie poddał się takim sentymentom. To była niebezpieczna droga, ale starszy mężczyzna potrafił pokonywać bariery zbudowane w minionych latach, sprawiając, że Mycroft był bardziej szczęśliwy niż od bardzo dawna. Z pewnością polityk starał się tym cieszyć, póki mógł.
Kiedy szedł do biura Gregory'ego, z ciekawością spojrzał na niedomknięte drzwi. Zwolnił podchodząc do pokoju, który należał do jego partnera i sierżant Donovan, słysząc dobiegające z niego głosy. Zatrzymując się, Mycroft zacisnął wargi w cienką linię i zawahał się, zastanawiając się, czy powinien wrócić później, albo przynajmniej wysłać wiadomość do Gregory'ego. Spojrzał w dół, aby wyciągnąć komórkę, kiedy usłyszał ich rozmowę.
— Tak, ale on jest bratem dziwaka — powiedziała Donovan.
Mycroft zmrużył oczy. Nigdy nie doceniał przezwiska sierżant dla Sherlocka, ale dlaczego był obecnie tematem ich rozmowy?
— Tak, jest bratem Sherlocka — poprawił ją Gregory, wzdychając ze zmęczeniem. Mycroft mógł sobie wyobrazić, jak mężczyzna ściskał grzbiet swojego nosa, gdy to mówił. — Nie rozumiem, co to ma wspólnego z czymkolwiek.
— To po prostu dziwne, Greg — powiedziała Donovan, brzmiąc na zdumioną. — Widziałam go tylko kilka razy, ale ten mężczyzna wydaje się absolutnie przerażający i pozbawiony emocji. Przynajmniej Sherlock jest zirytowany, podekscytowany lub zły. Nigdy nie widziałam, żeby starszy Holmes pokazywał swoje uczucia.
— Cóż, mi je ukazuje i nie tylko te — odpowiedział Greg. Rozległo się delikatne uderzenie, które mogło oznaczać, że walnął dłonią o blat biurka. — Posłuchaj, widzisz go, kiedy pracował, okej? Sal, nie możesz go po tym osądzać. Nie masz pojęcia, jaki on jest.
Mycroft był zaskoczony. Głos Gregory'ego stawał się coraz bardziej namiętny. Młodszy mężczyzna czuł się dziwnie. Jego serce waliło, gdy słuchał swojego partnera… broniącego go. Oblizał wargi, nieświadomie pochylając się bliżej.
— Mycroft jest cholernie niesamowity, Sally — kontynuował Gregory. — Jest namiętny i opiekuńczy ponad wszelkie wyobrażenia. Wie, co zrobić lub powiedzieć, żebym się uśmiechnął i poczuł się kochany. Zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny i nie waha się tego pokazać. Uśmiecha się oraz śmieje i są to najbardziej niesamowite widoki na tej Ziemi. Jest mądrzejszy niż ktokolwiek, kogo kiedykolwiek spotkałem, co stale mnie zadziwia i jest tak utalentowany, że zawstydza tym innych. Właśnie kiedy myślę, że nie może być genialny w niczym innym, widzę lub słyszę, jak robi jeszcze trzy inne rzeczy, najlepiej jak to możliwe. Nie oceniaj go więc w oparciu o napięcie i urazę żywioną do Sherlocka. Mogą być braćmi i owszem, są do siebie podobni pod wieloma względami, ale to nic nie znaczy, jeśli chodzi o Mycrofta jako o osobę.
Usta Mycrofta rozchyliły się i w szoku wciągnął ze świstem powietrze do płuc. Emocje w głosie Gragory'ego były nie do pomylenia. To było niepokojące i rozgrzewające w sposób, którego nigdy wcześniej nie znał. Zapadła cisza, ale Mycroft słyszał, jak serce pogłosem wali mu w głowie niczym bęben.
— Cholera, szefie — powiedziała po chwili Sally bardziej ściszonym tonem. Brzmiała tak, jak obecnie czuł się Mycroft. — Naprawdę go kochasz.
— Tak.
Odwracając się, Mycroft oddalił się korytarzem, kierując się do dystrybutora wody. Poświęcił kilka chwil na złapanie oddechu, wypicie kilku drinków i pozwolił, by podsłuchana rozmowa naprawdę zapadła mu w pamięć. Gregory wyraźnie miał na myśli każde słowo, które właśnie wypowiedział. Przełknął ślinę, skupiając się na odzyskaniu sił i opanowaniu bijącego serca, po czym odwrócił się i wrócił do biura.
Drzwi były teraz otwarte, a Donovan siedziała przy biurku. Widząc go, uniosła brwi, zanim zdołała się uśmiechnąć z wahaniem i skinąć mu głową. Odwzajemnił gest i wszedł do środka, zatrzymując się, by zapukać w futrynę.
— Hej — przywitał go Gregory, podnosząc głowę i uśmiechając się promiennie.
Mycroft nie mógł powstrzymać uśmiechu na ten widok. Jego serce znów waliło mu w piersi.
— Lunch? — zdołał zapytać, wyciągając dłoń.
Gregory skinął głową i wstał, podchodząc do niego i pochylając się, żeby szybko pocałować jego policzek.
— Brzmi świetnie — zgodził się starszy mężczyzna. Patrzyli na siebie przez chwilę, zanim przechylił głowę ze zdziwionym wyrazem twarzy. — Wszystko w porządku?
Mycroft mógł tylko sobie wyobrazić, jaki miał wyraz twarzy. Nadal nie mógł przetworzyć tego wszystkiego, co usłyszał. Jego serce puchło z czułości i nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, gdy objął policzek Grega.
— Jest lepiej niż było — wyszeptał, całując swojego partnera w głowę, zanim razem wyszli na lunch.
