Rozdział 238: Brak ogrzewania
Greg wzdrygnął się po raz milionowy w ciągu ostatniej godziny. Dobra, może to była przesada, ale było mu cholernie zimno. Chciał wrócić do domu i pogrzebać się pod największym kopcem koców na świecie, ale nie mógł. Nie, zamiast tego siedział w cichej sali konferencyjnej z braćmi Holmes, pochowany w aktach spraw, które wydawały się nie mieć końca.
W Yardzie nie było ogrzewania. Zepsuło się ono trzy dni temu i nikt nie przyjdzie go naprawić przez co najmniej cztery kolejne. Był to również najzimniejsza zima, jaką mieli od dłuższego czasu. A przynajmniej tak sądził. Może brak ogrzewania sprawił, że wydawało mu się gorsza niż była w rzeczywistości, ale…
— Chryste, nie wydaje się, żebyśmy gdziekolwiek zmierzali — jęknął, pocierając szorstko twarz i osuwając się z powrotem na krzesło.
Jego palce były zdrętwiałe. Poruszył nimi trochę, próbując ponownie rozprowadzić w nich ciepło. Zmarszczył lekko brwi.
— Bo się nie skupiasz — warknął Sherlock, rzucając mu surowe spojrzenie, zanim wyciągnął serię zdjęć.
— Bo marznę — warknął Greg, szybko tracąc cierpliwość. Chciał wrócić do domu.
Siedzący obok niego Mycroft milczał. Pisał coś na swojej komórce, a potem zerknął przez stół na leżące obok akta. Szukał, aż znalazł, ten który chciał, znajdując go po drugiej stronie ciała Grega. Przesunął się, pochylając się nad stołem, by chwycić akta, powodując, że ich ramiona ścisnęły się. Greg zamrugał, nic nie mówiąc, ale nie mógł zignorować żaru, który zaczął się wkradać w jego ciało od prostego dotyku. Spuścił wzrok na stół, czując się nieco zdenerwowany. Strach się ukryć uśmiech.
Sherlock prychnął niecierpliwie, zauważając jego stań. Wstał mówiąc coś o kawie i wyszedł z pokoju, zostawiając ich samych. Mycroft wyprostował się, ale znów się przesunął, przyciskając się bliżej Grega. Teraz ich uda się stykały. Greg, oblizując wargi, był w końcu w stanie spojrzeć na niego.
— Jest zimno — powiedział Mycroft w celu wyjaśnienia.
Kąciki jego ust wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. Otworzył folder i zaczął przeglądać jego zawartość. Nie mogąc się powstrzymać, Greg pochylił się, by również spojrzeć na akta, ale także po to, by jeszcze bardziej rozkoszować się ciepłem ciała młodszego mężczyzny. Jego dreszcze ustały i chociaż wciąż był zmarznięty, nie było tak źle, jak wcześniej.
— Hej — wyszeptał Greg, spoglądając na Mycrofta. Przesunął rękę, kładąc ją na udzie mężczyzny i delikatnie pocierając jego nogę przez szykowny materiał. — Gdzie dokładnie stoimy tej sprawie?
— Jesteśmy blisko zakończenia — przyznał Mycroft nieco niechętnie. Przestał czytać, odchylając się nieco do tyłu, by spojrzeć na rękę na jego nodze. — Potrzebujemy tylko trochę więcej czasu.
— Chcesz wrócić ze mną do domu? — zapytał Greg, przechylając głowę i pochylając się bliżej.
Było mu teraz bardzo ciepło i nagle chciał jedynie Mycrofta, który dołączy do niego pod stosem koców. Praca trzymała ich z dala od siebie przez jakiś czas i oto byli, przyciśnięci do siebie pod pretekstem tego, jak zimno było, ale to było coś więcej. Sherlock najwyraźniej natychmiast to zauważył.
— Uważam, że to bardzo przyjemna sugestia.
Mycroft skinął głową, przerzucając strony, a potem zerkając na swój telefon, który wibrował na stole.
— Anthea? — zapytał Greg.
Mycroft zanucił w potwierdzeniu, podnosząc komórkę, by jej odpowiedzieć.
Greg chciał go pocałować. Bardzo. Brakowało mu tych ust. Gdy już się pochylał, by to zrobić, drzwi ponownie się otworzyły, a Sherlock dołączył do nich. Greg podskoczył, odsuwając się od Mycrofta, a młodszy Holmes znów przewrócił oczami, stawiając na stole trzy kubki z parującym płynem.
Greg sięgnął po jeden z nich, sącząc napój, próbując ponownie skupić się na sprawie. Im szybciej dotrą kto jest sprawcą, tym szybciej on i Mycroft mogli wspólnie wyjść. Oczywiście znowu zaczął się trząść. Sapnął, ściskając nieco mocniej filiżankę.
Ruch obok niego, sprawił, że zerknął w tamtą stronę, obserwując, jak Mycroft odwrócił się, by chwycić płaszcz, który powiesił na oparciu krzesła. Bez słowa obrócił się do Grega i zarzucił odzienie na jego ramiona. Greg był zdumiony tym gestem. Ich spojrzenia spotkały się, a Mycroft znów się uśmiechnął, ściskając czule jego ramię, po czym ponownie skupił się na teczce.
Greg owinął się ciaśniej płaszczem, pochylając głowę i uśmiechając się lekko do kołnierza. Wziął głęboki wdech, otaczając się zapachem Mycrofta. Był niesamowity. Przesunął się blisko, aby ponownie ich uda były przyciśnięte do siebie. Uśmiechnął się radośnie, gdy podniósł swoją część akt.
