Rozdział 241: Cena pracy w terenie
Owijając dłoń wokół jedwabnego krawata Mycrofta, Greg przyciągnął go bliżej i pocałował powoli. Mycroft westchnął i przycisnął się do niego, owijając ramiona wokół szyi niższego mężczyzny, poruszając się razem z Gregiem, gdy ten zrobił kilka kroków z powrotem w kierunku łóżka. Greg czuł się jak na haju. Bez względu na to, jak często się całowali, nie mógł się do tego przyzwyczaić. Za każdym razem zabierało dech w piersiach, gdy ich usta przycisnęły się do siebie w najdoskonalszy sposób.
Kolacja jak zwykle była niesamowita. Greg uwielbiał, kiedy organizowali randkę na zewnątrz. Zjedli wspaniały posiłek i podzieli się butelką wina pochodzącego z najwyższej półki. Wypili całą butelkę, co prawdopodobnie miało trochę wspólnego z zawrotami głowy, ale to nieważne. Greg ujął policzek Mycrofta, delikatnie pocierając miękką skórę, gdy odsunął się i spojrzał na niego lekko zamglonymi oczami.
— Chodź tu. — Uśmiechnął się, ponownie delikatnie szarpiąc go za krawat i siadając na łóżku.
Mycroft poszedł w jego ślady, zajmując miejsce obok niego i obracając się tak, by byli zwróceni do siebie tak bezpośrednio, jak to było możliwe. Greg również się odwrócił, rozsuwając nogi tak, że jedna z nich była wyprostowała i ułożona za plecami Mycrofta, pozwalając mu przycisnął się jeszcze bliżej. Jego ręce uniosły się i zaczęły rozwiązywać jedwabny krawat, zmieniając dystans między nimi, by zacząć całować i przygryzać szczękę Mycrofta.
To nie był pierwszy raz, kiedy znaleźli się na tym stanowisku. Jednak zawsze dochodziło do punktu, w którym Mycroft przekierowywał zaloty Grega, odchodząc od pełnego aktu seksualnego do czegoś bardziej podobnego do wzajemnych lodzików i tym podobnych, bez pełnego rozbierania się nawzajem. Gregowi to nigdy nie przeszkadzało i nigdy o tym nie rozmawiali. Był otwarty na seks i chciał kiedyś go ubarwiać ale nigdy na to by nie naciskał, jeśli Mycroft nie czuł się swobodnie w tym temacie.
Krawat został rozwiązany. Greg ściągnął go z szyi Mycrofta i opuścił go na ziemię. Jego usta odnalazły płatek ucha młodszego mężczyzny i ssał go, powodując, że z ust polityka umknęło ciche sapnięcie. Plecy Mycrofta wygięły się w lekko i w tym ruchu Greg zsunął marynarkę i również upuścił ją na podłogę. Ciągle ssał płatek ucha Mycrofta, gryząc miękkie ciało na tyle, by wydobyć kolejne niesamowite sapnięcie. Palce Grega pewnie przesunęły się, by zaczął rozpinać jego kamizelkę.
Poczuł, że Mycroft na chwilę zesztywniał obok niego, ale w tym momencie Greg również wodził językiem po zagłębieniu jego szyi, prawie natychmiast zatracając się w tym. Ośmielony Greg skończył rozpinać miękki materiał kamizelki, aby móc przejść do rozpinania koszuli drugiego mężczyzny.
— Masz na sobie tak wiele warstw. — Nie mógł powstrzymać się od szeptania w szyję Mycrofta, sapiąc z rozbawieniem.
Był w połowie rozpinania guzików koszuli Mycrofta, kiedy polityk znów zamarł i elegancka dłoń owinęła się wokół nadgarstka Grega.
— Gregory… — zaczął Mycroft z zarumienioną twarzą. Greg miał ochotę jęczeć, był to najwspanialszy widok. Próbował jednak skupić się, podnosząc głowę i cierpliwie obserwując mężczyznę.
— Tak, Myc? — zapytał, a jego dłonie znieruchomiały, ale nie wycofały się.
— Nie chcę, żebyś myślał, że tego nie chcę… — powiedział Mycroft, urywając swoją wypowiedź. Zerknął z zakłopotaniem na swoje kolana.
— Jeśli nie jesteś gotowy, to w porządku — powiedział Greg, przytakując.
Wyprostował się trochę, zaczynając odsuwać ręce, ale uścisk na jego nadgarstku zacieśnił się, gdy spojrzenie jasnoniebieskich oczu napotkało jego.
— Nie, nie o to chodzi — powiedział szybko Mycroft. — Jestem… Jest po prostu… coś, co potrzebujesz wiedzieć…
— Mycroft, cokolwiek to jest, wszystko jest w porządku — szepnął Greg.
Zapadła między nimi cisza, aż w końcu Mycroft skinął głową. Odsuwając lekko ręce Grega, sam dokończył rozpinać koszulę do końca. Serce waliło mu w piersi, gdy niepewność w jego umyśle krzyczała, żeby tego nie robił. Gregory nie chciałby tego widzieć, może nigdy nie chcieć go, po tym jak to ujrzy… Jednak zepchnął wszystkie te myśli w dół i wyprostował ramiona, kiedy ściągał ubranie.
Serce Grega zatrzymało się. Oprócz tego, że Mycroft wyglądał cudownie - blady z uroczą, małą kępką rudych włosów na klatce piersiowej, przez które umierać z chęci przeczesania palcami przez nie - sporadycznie na jego skórze znajdowały się znaki. Blizny. Ze zdziwieniem pochylił się i dotknął postrzępionej krawędzi jednej z nich, która zdawało się biec w górę i przez ramię, gdzie prawdopodobnie znikała w dół jego pleców.
— Mycroft… — sapnął, marszcząc lekko brwi.
Młodszy mężczyzna nie patrzył na niego.
— Kiedy byłem młodszy — zaczął wyjaśniać, głosem nietypowo cichym i niepewnym. — Wykonywałem prace terenowe dla MI6. To było… nie zawsze najprzyjemniejsze doświadczenie. Zostałem schwytany i pobity na kilku z nich. Torturowany. Nawet najbardziej wykwalifikowani funkcjonariusze nie zawsze mogą uniknąć takich scenariuszy.
Spojrzenie Grega przesunęła się w dół na kolejną postrzępioną linię idącą w poprzek jego boku. Znowu zmarszczył brwi, wahając się, zanim delikatnie ją dotknął.
— Moje plecy są w gorszym stanie — mruknął nieśmiało Mycroft.
— Pokażesz mi? — Zdołał zapytać Greg, głosem nieco ostrzejszym, niż się spodziewał.
Najwyraźniej Mycroft również się tego nie spodziewał, ponieważ mrugnął w zdumieniu, ale z wahaniem skinął głową.
Greg musiał przygryźć wargę, żeby nie sapnąć w szoku. Jego plecy były gorsze. O wiele gorsze. Na jego skórze było mnóstwo blizn, różniących się wielkością i kształtem.
— Bicze, oparzenia, skaleczenie — mruknął Mycroft. — W zasadzie wszystko, o czym możesz pomyśleć. Próbowali wydobyć ze mnie informacje. Na początek tajemnice państwowe i metody aby go zaatakować. Zawsze im się nie udawało, chociaż kilka razy byłem blisko ujawnienia informacji. Dziwię się, że przeżyłem te wszystkie spotkania.
Greg wydał z siebie dźwięk, który sprawił, że Mycroft odwrócił głowę z zakłopotaniem i troską.
— Przepraszam… — zaczął pospiesznie, ale Greg przerwał mu, gdy praktycznie rzucił się na niego i połączył ich usta.
Pocałunek był intensywny i pełen emocji, których nie można było do końca wyjaśnić. Mocno się przytulili do siebie, a kiedy się rozstali, obaj cicho dyszeli, a oczy Grega były pełne uczuć, których nie dało się określić.
— Mycroft — powiedział jeszcze bardziej szorstkim głosem, lekko drżąc. — Czyli to dlatego my…
— Tak. — Mycroft przytaknął, przerywając mu i odwracając wzrok. — Nie chciałem, żebyś widział mój stan.
— Cicho — powiedział Greg, kręcąc głową. — Jesteś… jesteś najwspanialszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałem. Tak, nawet z tymi wszystkimi bliznami. Bliznami, z których każda ma ogromne znaczenie i sprawia, że współczuję ci jeszcze bardziej, niż myślałem, że to możliwe. Chryste, Mycroft, pozwól mi sprawić ci przyjemność.
Mycroft skwapliwie się na to zgodził, a kiedy doprowadzili się nawzajem do szczytu, opadli na łóżko i zwinęli się w kłębek. Milczeli, gdy próbowali dojść do siebie. Greg przesunął się bliżej, kładąc policzek na ramieniu Mycrofta i zakładając nogę wokół jego. Jego ręka, która spoczywała luźno na klatce piersiowej partnera, poruszyła się, by prześledzić początek pierwszej blizny, na którą spojrzał.
— Nikt już tak cię nie skrzywdzi — wyszeptał lekko drżącym głosem. — Nigdy.
— Mam teraz pracę przy biurku, Gregory — przypomniał mu Mycroft z czułym uśmiechem. — Jest to jeden z powodów, dla których zdecydowałem się skierować swoje życie w tym kierunku.
— Mimo wszystko — szepnął Greg, całując go w ramię. — Nigdy już nikt cię tak nie skrzywdzi.
