Rozdział 243: Nie znowu
Greg chrząknął, przeciągając się lekko i sięgając w bok… by odkryć, że miejsce obok niego na łóżku było puste. Zmarszczył z sennością brwi i otworzył oczy. Ziewając, zerknął w tamtą stronę. Mycroft był tam, kiedy zasnął… Światło w łazience było wyłączone, więc młodszego mężczyzny tam nie było. Czy otrzymał telefon alarmowy?
Przecierając twarz, usiadł i rozejrzał się po pokoju. Szlafrok Mycrofta nie zwisał na haczyku na drzwiach, więc musiał być w domu. Nie został wezwany do pracy. Greg pochylił się i chwycił po komórkę, żeby sprawdzić, czy nie miał na niej żadnej wiadomości. Nie. Cóż czyli kolejnym krokiem było wstanie i szukanie go.
Wstał, przeciągając się i podchodząc do miejsca, gdzie jego szlafrok był przewieszony na krześle. Owinął go ściśle wokół siebie i próbując stłumić kolejne ziewnięcie, wyszedł zaspany z sypialni. W kuchni paliło się światło, więc z ciekawością skierował się w tamtym kierunku.
Kuchnia była pusta, ale na palniku stał czajnik. Kiedy Greg podszedł do niego, wyczuł, że był jeszcze ciepły. Niedawno przygotowano herbatę. Nic dziwnego, nawet o tak późnej porze, ale otwarta szafka była zaskoczeniem. Mycroft był tak schludny i porządny w kuchni, jak w innych miejscach, i niejednokrotnie, kiedy po raz pierwszy zamieszkali razem, Greg był zirytowany jego podejściem. Ta otwarta szafka wywołała u Grega kolejne dzwonki alarmowe. To wcale nie pasowało do tego eleganckiego mężczyzny…
Jego uwagę przyciągnęły przyciszone szepty dochodzące z salonu. Greg zacisnął usta i krzyżując ramiona na piersi, przeszedł przez kuchnię. Zatrzymując się w pobliżu progu, w końcu zerknął za framugę i zobaczył ciemno rude włosy, wystające nad oparciem kanapy, które należały do jego ukochanego. Jego głowa była pochylona, więc Greg nie widział wyrazu jego twarzy, ale zauważył, że jego brwi były zmarszczone, a jego włosy wciąż były potargane od snu i opadały mu na czoło.
— Myc? — zapytał w końcu miękkim głosem, a ramiona jego partnera napięły się wyraźnie. Greg był zdumiony. Mycroft nawet nie słyszał jego podejścia? Co się działo?
— Gregory — odparł Mycroft, spoglądając na niego.
Spojrzenie jego jasnoniebieskich oczu było odległe, ale widoczne było w nich duże napięcie. To i… zmartwienie. Strach? Greg był w tym momencie całkiem dobry w czytaniu swojej drugiej połówki i nic z jego postawy ciała nie wskazywało na nic dobrego.
— Co się dzieje? — zapytał, robiąc krok do przodu.
Nie odpowiadając, Mycroft ponownie spuścił wzrok. Oblizując wargi, Greg pokonał kilka ostatnich kroków, by spojrzeć za oparcie kanapy.
To, co zobaczył, sprawiło, że oddech uwiązł mu w gardle. Musiał zagryźć wargę, żeby nie wydać słyszalnego dźwięku rozpaczy. Nie widział tego od… Sapnął, pochylając się do przodu, opierając się o oparcie kanapy i spojrzał na młodszego Holmesa. Sherlock leżał zwinięty w kłębek na kanapie i chociaż większość jego ciała ukrywała się pod kurtką widać było wyraźnie, że drży. Jego twarz była blada i lśniąco od czegoś, co musiało być potem i ściskał swój kołnierz tak mocno, że jego knykcie były zbielałe. Jego oczy wydawały się być otwarte. Greg nie mógł zbyt wiele zobaczyć z miejsca, w którym stał, ale dostrzegł, że jego spojrzenie zdawało się rzucać szaleńczo tam i z powrotem, ale nie pozostawał w jednym miejscu na tyle długo, by skupić się na czymkolwiek.
— On… Mycroft, nie mówi mi… — błagał Greg, zbyt dobrze znając wszystkie znaki, ale desperacko nie chcąc w to uwierzyć.
Sherlock nie był w takim stanie, odkąd John Watson pojawił się w ich życiu, wiele lat temu. Były to wyraźne symptomy odstawienia narkotyków. Nie można było temu zaprzeczyć. Wiele razy widywał Sherlocka takiego na miejscu zbrodni lub w jego obskurnym mieszkaniu, które groziło uszkodzeniem zdrowia, zanim przeprowadził się do 221B.
— Tak — potwierdził Mycroft, jego jedwabisty głos był kruchy i złamany.
Greg wpatrywał się w niego, a jego serce pękło jeszcze bardziej. Wystarczająco trudno było mu znowu zobaczyć Sherlocka będącego pod wpływem narkotyków, ale dla Mycrofta…
— Co mogę zrobić? — zapytać, przechodząc do ojcowskiej roli, którą dawno temu przyjął, gdy chodziło o młodszego Holmesa.
Wyprostował się, ściągając łopatki, a Mycroft patrzył na niego, jakby miał za chwilę się załamać.
— Może przynieść chłodny okład — zdołał powiedzieć, przełykając ciężko. Odgarnął wilgotne loki z czoła Sherlocka. — Udało mi się przygotować herbatę i nagrzać wodę, ale…
— Zajmę się tym, kochanie — przerwał mu Greg, zanim Mycroft zdążył dokończyć.
Odwracając się, udał się z powrotem do kuchni, aby znaleźć szmatkę, którą mógł zamoczyć w zimnej wodzie. Wyrżnął ją, a potem wrócił i przykucnął obok swojego partnera. Zaczął wycierać twarz Sherlocka, powodując, że młodszy mężczyzna wzdrygnął się i jęknął.
Wolną rękę położył na kolanie Mycrofta i delikatnie go ścisnął. Zobaczył, że młodszy mężczyzna obserwował go kątem oka, ale jego uwaga była skupiona na Sherlocku. Minęły lata, odkąd ich dwójka połączyła się, aby przeprowadzić Sherlocka przez poważny incydent narkotykowy. Miał desperacją nadzieję, że było to coś, czego nigdy więcej nie musieliby robić. Ale oto byli i przynajmniej wiedzieli, co trzeba zrobić.
— Dziękuję, Gregory — wyszeptał Mycroft. Brzmiał, jakby był na skraju łez i był całkowicie wyczerpany. Greg chciał go jedynie przytulić.
— Zawsze pomogę, Myc — postanowił powiedzieć Greg, odwracając się, by spojrzeć na niego właściwie, ponownie ściskając jego kolano. — Zawsze.
