Rozdział 244: Cicha rozmowa

Uwagi: Jest to kontynuacja poprzedniego rozdziału.

Greg miał trudności z zaśnięciem po wydarzeniach z danej nocy. Z Sherlockiem Holmesem, który w końcu stracił przytomność na kanapie, namówił Mycrofta, żeby wrócił do łóżka, aby spróbował przespać się kilka godzin. Mycroft był mocno przygnębiony, nawet jeśli nie pokazywał tego otwarcie. Greg mógł jednak to stwierdzić, po tym jak był cichy i jak sztywne było jego ciało, nawet po tym, jak skulili się razem w łóżku…

W końcu zasnął w ramionach Grega z twarzą ukrytą w jego piersi. Starszy mężczyzna również próbował zasnąć, przydałby mu się to, ale wciąż był bardzo zaniepokojony. Nie rozumiał, co sprawiło, że Sherlock wrócił do narkotyków. Wydawało się, że wszystko było w porządku, kiedy wrócił po swojej domniemanej śmierci, nawet jeśli przez chwilę między nim a Johnem sytuacja była trochę niepewna. Mimo to przez większość czasu wydawał się być sobą, ale teraz…

Wzdychając, Greg wstał z łóżka i założył na siebie spodnie dresowe oraz koszulkę Arsenalu. To był jego dzień wolny i nie mógł bardziej niż teraz docenić wyczucia czasu detektywa. Mycroft z pewnością nie chciał opuszczać domu, ale był potrzeby na bardzo ważnych spotkaniach, więc Greg musiał skłonić go do wyjścia. Poza tym wciąż pamiętał, jak Sherlock zachowywał się po takich incydentach. Wystarczająco trudno było nakłonić go do współpracy, kiedy byli sami, ale dodaj do tego starszego brata, z którym od początku łączyły go napięte relacje, i nigdzie nie dojdą. Dla Grega było to bolesne uświadomienie, a jeszcze gorsze było powiedzenie tego na głos, ale Mycroft wyraźnie zgadzał się z tym stwierdzeniem.

Zszedł do kuchni i podszedł do czajnika. Patrzył na niego przez chwilę, po czym odłożył go na bok i zamiast tego uruchomił ekspres do kawy. Obaj potrzebowali czegoś mocniejszego niż herbata. Szybko zerknął do salonu i na szczęście zobaczył Sherlocka wciąż rozciągniętego na kanapie. Pozwalając sobie na delikatny uśmiech, poszedł zrobić im kawę, jednocześnie wysyłając Mycroftowi krótką wiadomość, aby dać mu znać, jak wygląda sytuacja.

Dopiero po przygotowaniu świeżej, mocnej kawy wszedł do salonu. Ignorując, jak bardzo jego partner nie byłby z tego zadowolony, usiadł na stole tak, że był przodem do kanapy i odstawił kubek z takim łoskotem, by było to słyszalne, ale nie rozlewając przy tym gorącego płynu. Sherlock drgnął, a Greg cierpliwie wpatrywał się w niechlujną partię loków wystającą spod płaszcza. Nadal go miał na sobie.

— Możesz przestać udawać — powiedział spokojnie, splatając razem palce i opierając je na kolanach. — Wiem, że nie śpisz.

Nastąpiło sapnięcie, ale w końcu Sherlock poruszył się, by na niego spojrzeć. Jego oczy były przekrwione i nadal był blady, choć nie wyglądał już tak chorowicie, jak zaledwie kilka godzin wcześniej. Dzięki niebiosom za małe łaski.

— Odejdź — wymamrotał ochryple Sherlock, podciągając kolana, by przytulić je do piersi.

— Nie — powiedział Greg, kręcąc głową. — Wątpię, czy zapomniałeś, jak to działa. Nigdzie nie idę. A teraz usiądź, zrobiłem kawę.

Sherlock początkowo nie zastosował się do tego. Greg nie spodziewał się tego, ale nadal siedział i czekał, obserwując drobne drgania na twarzy Sherlocka, gdy między nimi panowała cisza. W końcu detektyw znów sapnął i rozprostował się na tyle, by usiąść. Jego płaszcz lekko opadł mu z ramienia, odsłaniając szarą koszulę do spania, której Greg nie sądził, by kiedykolwiek widział na nim poza swoim mieszkaniem. Poczekał, aż Sherlock się uspokoi, zanim wręczył mu jeden z kubków. Pili w milczeniu, zanim starszy mężczyzna ponownie spróbował podjąć rozmowę.

— Dlaczego właściwie wróciłeś do narkotyków? — zapytał, starając się, by jego głos był spokojny i miękki.

Sherlock skrzywił się i spojrzał na swoją kawę, a Gregory westchnął. Nigdy nie było to łatwe, ale miał nadzieję, że może teraz będzie inaczej. Nie wiedział dlaczego.

— Sherlock — zaczął znowu, nieco bardziej surowo. Odstawił kawę i skrzyżował ramiona. — Zacznij mówić. Nie widziałem cię od dwóch tygodni, od ślubu Johna i Mary. A potem zszedłem tu zeszłej nocy, aby znaleźć cię schodzącego z nieprzyjemnego haju. Po prostu ze mną porozmawiaj. Proszę. Wiesz, że jedynie martwię się o ciebie.

— To nie ma nic wspólnego ze ślubem — zauważył Sherlock, ale nie spojrzał w oczy Gregory'emu, kiedy to mówił.

Być może umawianie się z Holmesem i znajomość tych dwóch mężczyzn tak długo, jak on to robił, również ułatwiało przejrzenie Sherlocka.

— W porządku. — Greg skinął głową, nie do końca w to wierząc. — Ale niezależnie od tego, dlaczego? Od tak dawna nie miałeś załamania.

— To nie ma znaczenia — wypluł z siebie Sherlock, wpatrując się w niego hardo. — Nic z tego nie ma znaczenia. Przestań udawać, że tak jest, to jest wyczerpujące.

— Kurwa, to ma znaczenie — od warknął Greg. — Czy pamiętasz coś z ostatniej nocy? Czy pamiętasz, jak to wpłynęło na Mycrofta? Wiesz, że on cię cholernie kocha? Wiesz, że to go niszczy, gdy widzi cię w takim stanie. Wiesz, że to też cię rujnuje. Zniszczyłoby Johna. To mnie niszczy.

— Dla nikogo z was nie jestem ważny — spierał się Sherlock, ściskając kubek tak mocno, że Greg prawie bał się, że go złamie. Zacisnął zęby i spojrzał wściekle.

— Nie waż się siedzieć na kanapie Mycrofta i patrzeć na mnie po siedmiu pieprzonych latach znajomości i mówić, że nie jesteś ważny — powiedział.

Wiedział, że Sherlock podsyca jego gniew. Greg był w porządku z tym, chociaż czasami się temu poddawał. Czasami trzeba było. Niekiedy był to jedyny sposób, aby pokazać drugiej osobie, jakie uczucia były do niej żywione.

Zapadła cisza. Sherlock wpatrywał się w swoją kawę, a Greg skończył pić swoją, ale nie odszedł. Pomiędzy nimi było napięcie, ale detektyw powoli rozluźniał się w miarę upływu czasu. Greg czekał… aż w końcu…

— Kochasz Mycrofta — powiedział Sherlock, a Greg zesztywniał zdumiony.

To była jedna z ostatnich rzeczy, jakich się spodziewał. Oblizał wargi i odstawił kubek, po czym ponownie pochylił się do przodu.

— Tak, naprawdę go kocham. — Skinął głową.

Nie chciał temu zaprzeczać. Poza tym każda rozmowa, jaką mogli odbyć, była lepsza niż nic. Przez cały czas jej trwania, mógł się czegoś dowiedzieć.

— Wiesz, że on czuje to samo — mruknął młodszy Holmes.

Greg spojrzał na swoje dłonie i ponownie oblizał usta.

— Mocno o tym myślałem, kiedy poprosił mnie, żebym się do niego wprowadził — przyznał.

Czuł spojrzenie Sherlocka wbijające się w niego. Nawet po tak długim czasie było to niepokojące uczucie.

— A John… — zaczął Sherlock, ale jego głos zadrżał sposób, którego Greg się nie spodziewał.

Zaryzykował spojrzenie w górę i ledwo powstrzymał szczękę przed opadnięciem na widok oczywistej agonii na twarzy Sherlocka. Greg zawsze zastanawiał się, zawsze zakładał, ale… to potwierdziło.

Podejmując ryzyko, Greg położył swoją rękę na dłoni Sherlocka. Detektyw zamarł, wpatrując się w miejsce, w którym się dotykali, ale o dziwo nie odsunął się. Po chwili ich spojrzenia spotkały się. W ich oczach pojawiło się zrozumienie. To była ich cicha rozmowa.

— Wracam spać, Lestrade — wymamrotał w końcu Sherlock, przerywając ten moment.

Odsunął się i zdjął płaszcz, po czym zwinął się z powrotem na kanapie, przyciskając plecy do jej oparcia, zamykając oczy. Greg skinął głowę i podniósł odzienie, odchodząc, żeby je powiesić.

— Zostań tak długo, jak potrzebujesz — wyszeptał, wiedząc, że Sherlock wciąż go słyszał. — Zawsze będziesz tu mile widziany.

Wyciągnął komórkę, żeby wysłać sms'a do Mycrofta. Oczywiste było, że nie było dobrze, ale nie było też aż tak źle. A Mycroft… Mycroft go kochał. To nie było coś, co powiedzieli sobie na głos, ale… Może powinni. Może dzisiaj nadejdzie ten czas.