Rozdział 245: Otrzymując pocieszający uścisk
Konieczność wyjazdu z kraju zawsze bardzo obciążała Mycrofta. Bez trudy wyjeżdżał na całe tygodnie, mając do czynienia z wyczerpującymi i upartymi ludźmi, którzy naprawdę nadwyrężali jego cierpliwość do granic możliwości. Nigdy nie był w stanie utrzymać stałego harmonogramu snu ani diety. Nie żeby w Londynie radził sobie dużo lepiej, ale tam miał Antheę i swojego najdroższego Gregory'ego, żeby mu z tym pomóc.
To oczywiście zawsze utrudniało podróże. Nie było też łatwo być z dala od Gregory'ego. Oczywiście było to konieczne, ale o dziwo nie ułatwiało to uporania się z tym problemem. Tak bardzo przyzwyczaił się do spania obok innego ciała, dzielenia się tym ciepłem i wygodą, że samotne spanie w hotelowych pokojach nie było już takie jak dawniej. W niektóre dni Mycroft wciąż nie mógł się powstrzymać od siedzenia i zastanawiania się, jak u licha, troszczył się o kogoś tak bardzo. To było absurdalnie przerażające, ale teraz wiedział, że nigdy by tego nie zamienił na nic.
Podróż samolotem do domu byłaby optymalnym czasem na złapanie kilku godzin snu. Mycroft był wyczerpany i to był jego plan. Wydawało się, że to najlepsza decyzja, ale… Teraz, kiedy był na pokładzie, nie mógł zasnąć. Zajął się niektórą pracą za pomocą komórki, pozostając w kontakcie z Antheą i sprawdzając co u Sherlocka i czy w ogóle zajął się sprawami, których akta zostawił na 221B przed wyjazdem (nie zrobił tego), i nie mógł spać.
Przez większość lotu patrzył przez okno, zagubiony we własnym umyśle. Dawno temu uczył swojego młodszego brat o tym, co teraz powszechnie nazywają swoimi Pałacami Umysłu. Sherlock zagłębiał się w nich częściej niż on, ale to nie miało znaczenia. Pomagało mu to uporać się ze wszystkim i dzięki temu podróż była bardziej znośna. Mycroft mógł zagłębić się we wszystkie myśli o domu, o tym do czego wracał i poczuć ciepło, z którego nigdy nie chciał zrezygnować. Kiedykolwiek.
Anthea czekała przed lotniskiem z samochodem, gdy wyszedł na zewnątrz w czasie londyńskiej nocy pięć godzin później. Będąc na wewnątrz, spojrzał w górę w bezgwiezdne niebo i skinął jej lekko głową, na co odpowiedziała tym samym, nie odrywając wzroku od Blackberry.
— Ufam, że twój lot przebiegł dobrze — powiedziała cicho, kiedy już się usadowili w pojeździe i ruszyli w podróż przez Londyn. Mycroft mruknął, opierając parasol o drzwi.
— Tak jak można było się spodziewać — odpowiedział z cichym westchnieniem. — Oczywiście jestem wdzięczny, że jest to za mną.
— Domyślam się. Twój harmonogram na jutro jest raczej wolny, a wszystko na twoim biurku może poczekać jeden dzień, podczas gdy ty będziesz odpoczywać w domu. Mam kilka spotkań, ale są one za mało ważne, aby się nimi przejmować i mogę wysłać ci e-mailem podsumowanie tego, co będzie się tam działo.
Mycroft milczał, kiwając głową, słuchając jej. Nie musiał mówić głośno, że był wdzięczny za jej pracę, ponieważ nigdy nie musiał jej o tym informować. Żadne z nich nie mówiło też mówić, że dzień wolny miał mniej wspólnego z odpoczynkiem z jego strony, a bardziej ze spędzeniem nieprzerwanego czasu z Gregory'm. Uśmiechnął się lekko, przesuwając się, by wyjrzeć przez okno i zwrócić się do swojego asystentki, gdy samochód zwolnił. Podniosła wzrok znad małego ekranu i skinęła mu głową.
— Dobrej nocy, proszę pana — skomentowała z uśmiechem. Mycroft pozwolił sobie odpowiedzieć tym samym.
— Planuję, aby taka była. Dobranoc, Antheo.
Zabierając parasol i teczkę, wyszedł z samochodu, stwierdzając, że kierowca już był na zewnątrz pojazdy i wyciągał jego walizkę z bagażnika. Podziękował mężczyźnie, który uprzejmie machnął ręką na te słowa. Mycroft wszedł do domu. Było cicho, a pomieszczenia były słabo oświetlone. Zostawił swoje rzeczy przy drzwiach, by zająć się nimi później i skierował się do sypialni.
Wszedł do środka, zerkając na łóżko, gdzie jego partner leżał, bawiąc się komórką, najwyraźniej gotowy do spania. Mimo że był tak senny, Gregory uśmiechnął się szeroko, kiedy zobaczył Mycrofta. To było piękne.
— Hej nieznajomy, witaj w domu — powiedział, powstrzymując ziewanie.
Mycroft odwzajemnił uśmiech, szybko ściągając płaszcz i kamizelkę oraz buty, nie dbając tym razem o tym, że nie był jeszcze w piżamie, gdy wsunął się pod kołdrę, wprost w ramiona starszego mężczyzny. Przytulił się bliżej, wzdychając i zamykając oczy.
— Dobrze być w domu — szepnął przy piersi partnera, słuchając jego cichych oddechów, a nawet bicia serca.
To było takie kojące. Potem palce mężczyzny znalazły się w jego włosach i Mycroft wiedział, że nie wstanie dzisiaj z łóżka. Tym razem mógł zrobić wyjątek i mieć leniwy czas.
— Tęskniłem — powiedział Gregory, składając pocałunek we włosy Mycrofa.
— Ja również — odpowiedział, zamykając oczy. — Bardzo.
