Rozdział 246: Ubranie buntownika
Uwagi: Alternatywa - Nastolatki
— Gregory, to absurd.
— Och, daj spokój, będzie fajnie!
— Nic, co mi zaoferujesz nie będzie do mnie pasowało.
— Nonsens. Jesteś tylko kilka centymetrów wyższy ode mnie. Będzie dobrze.
Greg nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, słysząc dochodzące zza jego pleców sapanie Mycrofta. Chłopak był uparty, musiał mu to przyznać. Na szczęście, kiedy Greg miał coś na myśli, niewiele mogło go od tego odwieść. Nie żeby był zdeterminowany, żeby pójść na tę domówkę, ani nie sądził, że zostaną na długo. Był szczerze zaskoczony, że Mycroft w ogóle zgodził się w niej uczestniczyć. To zdecydowanie nie był jego rodzaj sceny, ale fakt, że się zgodził sprawił, że Greg poczuł się cholernie wyjątkowy.
Jego obecną misją było znalezienie czegoś odpowiedniego dla młodszego nastolatka. O ile uwielbiał szykowny szkolny mundurek i dopasowane garnitury, które Mycroft preferował, to wyróżniałby się niesamowicie w danym towarzystwie. Ubierał się jak wysokiej klasy biznesmen lub polityk, którym jak Greg był przekonany, stanie się, gdy dorośnie, ale teraz… Jego garderoba z pewnością przyciągnie dwu- lub trzykrotnie większą uwagę, niż tą którą obdarzano go teraz. W ich szkole nie było tajemnicą, że Mycroft Holmes nie był towarzyskim motylem. Greg wciąż pławił się widocznym szokiem, gdy inni dowiadywali się, że się spotykają.
Z wystającym koniuszkiem, grzebał w skupieniu w swojej szafie, wyciągając koszule i kamizelki, odrzucając je na bok, by znaleźć coś lepszego. To był najprawdopodobniej jedyny raz, kiedy mógł zobaczyć szykownego nastolatka w bardziej "luźnych" ubraniach, więc chciał, żeby były one jak najwspanialsze.
— Aha! — wykrzyknął w końcu, wciskając się w jedną stronę szafy. Chwytając ubrania, które znalazł, zarzucił wszystko na jedno ramię i wrócił do sypialni, podchodząc do Mycrofta. — Proszę bardzo.
Mycroft wpatrywał się w strój w zdumieniu. W jego oczach pojawiło się wahanie i zakłopotanie, które Greg musiał uznać za urocze. Oczywiście, młodszy nastolatek widział bardzo często takie ubrania na nim, ale nigdy wcześniej nie prezentowano mu ich w ten sposób. Greg milczał, obserwując, jak Mycroft dochodził do siebie i w końcu biorąc od niego ubrania.
Skracając dystans, Greg złożył szybki pocałunek na policzku Mycrofta i poklepał go po bicepsie, po czym odwrócił się, by zdobyć strój dla siebie. Wybranie go nie zajęło mu aż tak długo (nie żeby się tego nie spodziewał, bo to była teraz jego codzienność). Pamiętając o ubraniach, które wybrał dla Mycrofta, wybrał swój strój tak, aby pasowali do siebie i żeby mieć pewność, że będą razem wyglądać cholernie dobrze. Zdecydował się na parę fioletowych dżinsów z pasującym fioletowym paskiem, pomarańczowym podkoszulkiem z fioletowym nadrukiem z przodu oraz skórzaną kamizelkę z ćwiekami na kołnierzu i małym łańcuszkiem zwisającym z kieszeni na piersi. Wyciągnął również swoje pomarańczowe Chucks i zdjął kilka większych łańcuchów z komody, aby przymocować je do szlufek. W końcu uzupełnił swój strój srebrnym łańcuszkiem z obrączką dziadka i dwiema grubymi, czarnymi bransoletkami, po jednej na każdy nadgarstek.
Był w trakcie poprawiania włosów, dodając do nich trochę żelu, aby uzyskać lekki efekt unoszenia się, kiedy usłyszał za sobą delikatne odchrząknięcie. Jego ręce znieruchomiały i poświęcił chwilę, by przyjrzeć się sobie bliżej, zanim odwrócił się. Niemal natychmiast zabrakło mu tchu. Zamrugał, wpatrując się w Mycrofta, a jego szczęka praktycznie opadła.
— Co? — zapytał Mycroft, zaciskając usta w cienką linię, przenosząc ciężar ciała z jednej stropy na drugą.
Najwyraźniej w jego umyśle był element samoświadomości i nawet biorąc pod uwagę sposób, w jaki sugerowało to jego postawa, Greg chciał złapać ten fragment i wrzucić go do kosza.
— Chryste, Myc…. Wyglądasz cholernie seksownie — wydyszał, powodując, że jasnoniebieskie oczy Mycroft otworzyły się szerzej ze zdziwienia.
Młodszy nastolatek miał na sobie czerwone dżinsy, które pasowały do jego smukłych nóg jak rękawiczki, a Greg był pod wrażeniem tego, jak idealnie ułożył trzy obcisłe paski, które mu dał. Jeden oczywiście przechodził przez szlufki, a dwa pozostałe opadały mu po przekątnej na biodrach. Miał na sobie miętowo zieloną koszulkę, którą nie włożył do spodni, a rękawy były podwinięte do łokci i zapięte na dołączone małe guziki. Poza tym miał na sobie czarną kamizelkę podobną do Grega, ale z większą ilością ćwieków podkreślających kieszenie i krawędzie.
Przełykając, Greg ponownie się skupił i na chwilę odwrócił się do komody. Zabierając kilka rzeczy, podszedł do swojego chłopaka, z uznaniem wodząc wzrokiem po jego postaci. Wręczył mu dwie cienkie bransoletki z ćwiekami, które pasowały do jego pasków, czekając chwilę, aż Mycroft założy je na swoje nadgarstki. W końcu zarzucił krawat na bladą szyję, upewniając się, że rozpiął trzy górne guziki koszuli, zanim wywinął jej poły tak, że teraz odsłaniała skórę.
— Och, szczerze… — westchnął Mycroft.
Jego policzki lekko się zarumieniły, gdy spojrzał na siebie. Greg delikatnie pogładził miękką skórę na jego klatce piersiowej.
— Oto plan — powiedział trochę szorstko, lekko zaskoczony tym, jak brzmiał. — Pokażemy się na imprezie. Wypijemy drinka lub dwa. Zostaniemy najwyżej przez godzinę.
— A potem? — zapytał Mycroft, unosząc brwi na nieoczekiwane zmianę wydarzeń. Młodszy nastolatek miał wrażenie, że zostaną znacznie dłużej.
— Potem przyprowadzę cię tu z powrotem — szepnął Greg, pochylając się i muskając wargami szczękę Mycrofta. Młodszy nastolatek wciągnął ze świstem powietrze i lekko chwycił koszulę Grega. — I zrobię ci niewypowiedziane brudne rzeczy.
— Gregory — wyszeptał Mycroft, lekko drżąc. — To byłoby… najwłaściwsze.
Namiętny pocałunek, którym się podzielili, zawierał cichą obietnicę tego, co miało nadejść i Greg miał nadzieję, że nie będzie to ostatni raz, kiedy miał tyle szczęścia, by zobaczyć swojego chłopaka wyglądającego tak ostro, seksownie i buntowniczo.
