Rozdział 247: Nauka pieczenia

— Nie bój się poprosić o pomoc, kochanie — roześmiał się Greg, pochylając się bliżej i szturchając Mycrofta łokciem. — To połowa zabawy.

— Ciasto jest lepkie i może dość mocno pobrudzić, Gregory — powiedział Mycroft, wpatrując się znacząco w łyżkę do mieszania w dłoni starszego mężczyzny.

To, co zaczęło się jako prosta dyskusja na temat kulinarnych talentów Grega w kuchni, przekształciło się w mówienie o niektórych z ich ulubionych potraw. Co doprowadziło do tego, z czego Greg miał najwięcej frajdy. Co skończyło się odkryciem, że Mycroft nigdy wcześniej nie piekł ciasta.

— No dalej. — Greg uśmiechnął się, wsuwając palec wskazujący w szlufkę Mycrofta, przyciągając go do siebie.

Pochylił się pod pozorem pocałunku, po czym zaskoczył młodszego mężczyzny, unosząc łyżkę i lekko uderzając nią o jego nos. Mycroft jęknął zaskoczony i odchylił się do tyłu, mrugając, próbując zobaczyć ciasto, które zdecydowanie mógł poczuć na sobie.

Gregory! — Zmarszczył brwi, zerkając na blat, aby spróbować znaleźć serwetkę.

Wciąż się uśmiechając, Greg pociągnął go z powrotem do siebie i pochylił się, owijając wolną rękę wokół talii Mycrofta. Wspiął się na palce tylko na tyle, by zlizać ciasto. Dźwięk, jaki Mycroft wydał w tamtym czasie, był o wiele bardziej doceniający, gdy dostrzegł korzyści płynące z odrobiny bałaganu.

— Widzisz? — zapytał miękko Greg, wpatrując się z czułością w swojego partnera.

Mycroft uśmiechnął się i skinął głową.

— Tak, może trochę bałaganu podczas pieczenia może być dobrą rzeczą — poprawił się, zyskując zadowolony chichot od Grega.

— Powinieneś już wiedzieć, żeby mi ufać w dziwnych sprawach, kochanie — drażnił się, zlizując trochę ciasta z krawędzi łyżki. — Teraz włóżmy je do piekarnika.

Kiedy to zrobili, posprzątali bałagan, który narobili, zanim zabrali się do przygotowania lukru. Greg nalegał, aby zrobić go od podstaw, ponieważ był to naprawdę najlepszy sposób na to by ciasto było idealne. Było to pouczające doświadczenie. Starszy mężczyzna zabrał składniki, ale odsunął się na bok, aby Mycroft sam wykonał większość kroków, dostarczając mu wszystkich właściwych instrukcji.

Mycroft zaczął być bardziej swobodny, gdy robili lukier, ku zadowoleniu Grega. Nieraz zbierał część słodyczy, którą tworzyli i rozsmarowywał ją na twarzy Grega, brudząc jego policzek, nos i usta. To zawsze umożliwiało miły atak intymności między nimi, zakończony delikatnymi i może kilkoma nie tak słodkimi pocałunkami.

— Wydaje się, że konsystencja jest niespójna — skomentował Mycroft po tym, jak Greg ogłosił, że skończyli.

Starszy mężczyzna skinął głową i przechylił głowę w kierunku lodówki.

— Trochę chłodu, w czasie kiedy ciasto się piecze, zaradzi temu — powiedział, chwytając szmatkę, żeby wytrzeć blat.

Kiwając głową, Mycroft podniósł miskę i przeniósł ją do lodówki, po czym spojrzał na minutnik, który ustawili dla ciasta.

— Nie mogę wystarczająco podziękować za to doświadczenie — skomentował, opierając się o blat, spoglądając w dół na swoje nagie ramiona, gdzie podwinął rękawy za łokieć, aby uniknąć poplamienia ubrania.

— Ja to powinienem powiedzieć — stwierdził cicho Greg, podchodząc i pochylając się obok niego. — Nigdy wcześniej nie bawiłem się tak dobrze podczas pieczenia.

— Powinniśmy przynieść ciasto na Baker Street.

— Nie chcesz go zatrzymać? — zapytał Greg, przechylając głowę na bok.

Mycroft zawahał się, zanim potrząsnął głową.

— Nie, uważam, że byłoby to nierozsądne — skomentował.

Spojrzenie Grega zmiękło.

— Zatrzymaj ten tok myśli, kochanie — powiedział łagodnie, wiedząc, że w umyśle jego partnera pojawiła się niepewność. — No dalej, to twoje pierwsze ciasto. Zasługujemy na to, by się nim cieszyć.

W końcu Mycroft skinął głową przyznając mu rację. Greg uśmiechnął się promiennie. Może podzielą się częścią ciasta z Johnem i Sherlockiem, ale nie całym. Wreszcie minutnik zadzwonił i wyjęli wypiek, aby ostygnął, a potem lukier z lodówki. Greg nabrał odrobinę na palec i zlizał go, nucąc z uznaniem.

— Mmm, idealnie — pochwalił, po czym innym palcem nabrał trochę więcej. — Spróbuj.

Mycroft patrzył na palec przez chwilę, po czym pochylił głowę i powoli zaczął go ssać. Greg nie mógł powstrzymać dreszczyku, który go przeszył. Ten język powinien być nielegalny. Oblizując usta, przesunął palcem po dolnej wardze Mycrofta, wywołując dreszcz u młodszego mężczyzny. Uśmiechnął się.

— Pokryjmy ciasto lukrem — powiedział chwytając Mycrofta za brodę i przyciągając go do pocałunku. — Zanim naprawdę zboczymy na inny tor.