Rozdział 249: Zbyt wiele ludzi
Były momenty, kiedy Mycroft rozpaczliwie potrzebował odosobnienia od wszystkiego. Były chwile, kiedy reszta rasy ludzkiej stawała się zbyt trudna do zniesienia, a kolejna chwila w ich obecności doprowadzała człowieka do szaleństwa. Wszyscy byli tak tępi, tak wolno pojmowali najłatwiejsze koncepcje, i tak nieświadomi otaczającego ich świata. Mycroft potrafił oddzielić każde z tych spotkań i sprawić, by czuli się znacznie słabsi niż w rzeczywistości, ale nawet po pewnym czasie mogli mu zszargać nerwy.
Wpadał w coraz bardziej okropne nastroje, kiedy zaczynało się to dziać. Stawało się to jeszcze gorsze, gdy nie mógł uciec tak szybko, jak chciał. Stawał się zgryźliwy z powodu każdego drobiazgu i nie był w stanie powstrzymać swojego miażdżącego spojrzenie skierowanego na tego, z kim w tym czasie rozmawiał. Był sfrustrowany. Z braku lepszego porównania stawał się Sherlockiem.
Ogólnie rzecz biorąc, zachowanie jego młodszego brata było irytujące, a czasem wręcz przerażające. Jednakże, kiedy sam wpadał w tego rodzaju nastrój, nabierało to sensu. Dawno temu był w stanie segregować rzeczy o wiele łatwiej niż Sherlock, ale przytłoczenie sprawiało, że ta umiejętność była praktycznie przestarzała. Niestety przez to nie był w stanie tolerował niemalże wszystkiego, łącznie ze swoim partnerem.
Nie był zły na Gregory'ego. Nie był nawet tak bardzo zirytowany Gregory'm. Ale właśnie wtedy, gdy wreszcie odzyskał chwilę spokoju, jego najdroższy inspektor wrócił do domu z tego, co wydawało się mu dość okropnym dniem w pracy, i chciał o tym porozmawiać. Mycroft zawsze chętnie wysłuchiwał się w skargi partnera. Pomogło to Gregory'emu wypuścić z siebie frustrację, a potem szykowali sobie herbatę i zasiadali razem, a nastrój starszego mężczyzny poprawiał się. Mycroft przekonał się, że tym razem nie był w stanie być tak przychylny temu rozwiązaniu.
— Mycroft? — zapytał Gregory z wahaniem, przechylając głowę na bok, podczas gdy Mycroft wpatrywał się w dziurę w fotelu stojącego naprzeciwko kanapy, na której się znajdowali.
— To nic takiego — warknął Mycroft, nie zdając sobie sprawy z tego, jak ostry był jego ton, dopóki nie zobaczył ledwie zauważalnego wzdrygnięcia się Gregory'ego na moc stojącą za tymi słowami. Cudownie, jego okropny nastrój wpływał na jedyny związek, na którym bardzo mu zależało. — Przepraszam, uważam, że po prostu naprawdę potrzebuję być teraz sam — powiedział pośpiesznie, wstając i wygładzając kamizelkę. — Jeśli zgłodniejesz, to nie czekaj na mnie z obiadem i zjedz sam.
Bez słowa wyszedł z salonu i ruszył prosto do swojego biura, nie oglądając się za siebie. Odkrył, że naprawdę nie chciał widzieć wyrazu twarzy Gregory'ego. Zamknął za sobą drzwi i usiadł za biurkiem, przyciskając palce do skroni z zirytowanym westchnieniem. Wątpił, że dzisiaj zaśnie. Najprawdopodobniej zostanie tu do świtu, a potem weźmie szybki prysznic i przebierze się w świeże ubranie, zanim wyruszy na wczesne spotkanie z brytyjskimi dyplomatami.
Obniżył dłonie i oparł brodę na nich. Odchylił się na siedzeniu i zamknął oczy. Odetchnął głęboko, skupiając się na oczyszczeniu myśli najlepiej jak potrafił. Było tyle hałasu, tyle przytłaczającej irytacji i plątaniny, i musiało to zniknąć. Zatopił się głęboko w swoim umyśle, sortując i segregując to, co mógł, pozbywając się innych i powoli napięcie zaczęło znikać z jego ciała.
Nie wiedział, jak długo tam siedział, ale kiedy silne dłonie spoczęły na jego ramionach, nie mógł powstrzymać się od wzdrygnięcia zaskoczenia. Nastąpił delikatny uścisk. Jego partner zaczął delikatny masaż. Mycroft westchnął, powieki znów zatrzepotały i zmiękł pod dotykiem.
— Czy to pomaga? — zapytał Gregory głosem ledwie przewyższającym szeptem i pełnym troski.
Mycroft wypuścił powietrze przez nos i kiwnął głową.
— Tak — potwierdził, nie mogąc powstrzymać się od lekkiego uśmiechu. — Przepraszam za…
— Nie martw się tym — powiedział Gregory. Mycroft po prostu wiedział, że starszy mężczyzna potrząsnął głową. — Musiałeś zagłębić się w siebie i uporządkować swój genialny umysł. Nie możesz tego zrobić, kiedy najeżdżam twoją przestrzeń i paplę o głupich rzeczach. Przepraszam, że nie zauważyłem tego wcześniej, kochanie.
Wreszcie odwracając się, Mycroft spojrzał na Gregory'ego. Był zagadką. Jak, u licha, naprawdę istniał człowiek taki jak on? Mycroft był zdziwiony tym, jakie to szczęście, że znalazł go i jakoś zatrzymał przy sobie.
— Jak cię zdobyłem? — zapytał przyciszonym, zaskoczonym tonem. — Jak to jest, że po prostu wiesz?
— Po prostu wiem. — Gregory uśmiechnął się, pochylając, by pocałować Mycrofta w czoło. — Znam to twoje spojrzenie. Miałeś do czynienia ze zbyt wieloma ludźmi w zbyt krótkim czasie.
— Jesteś cudem, Gregory Lestrade.
— Tak, wiem. — Greg mrugnął, uśmiechając się żartobliwie.
Mycroft zdołał się uśmiechnąć, czując radość z powodu uroczego mężczyzny, z którym nie miał prawa być, ale nigdy nie pomyślałby o opuszczeniu go.
