Rozdział 250: Jego życie było kompletne

Po rozwodzie życie Grega wydawało się pogorszyć. Było… bezbarwne. Takie określenie nie miało sensu, ale było najwłaściwsze. Był nieszczęśliwy podczas rozwody, a nawet wcześniej, gdy jego była żona wielokrotnie go zdradzała. Greg zdał sobie sprawę, że rzadko bywał w domu i zdecydowanie mieli swoje problemy, ale to wszystko naprawdę go wyniszczyło mentalnie.

Potem pochował się w pracy. Rzadko bywał w domu, a kiedy już w nim był, miał w ręku piwo. Najczęściej zasypiał na kanapie, gdzie przesypiał tylko kilka godzin, zanim doczłapał się pod gorący prysznic i wypijał kubek po kubku kawy nad papierkową robotą lub martwym ciałem.

Jego życie było nieszczęśliwe. Jego współpracownicy byli zaniepokojeni. Greg też powinien się martwić, ale szczerze mówiąc, nie miał na to siły. Jedyną zbawczą łaską, jaką kiedykolwiek miał było to, że John Watson szedł z nim do pubu. Zawsze się dobrze dogadywali i miło było mieć przyjaciela.

Po pewnym czasie Sherlock zaczął powoli wspominać o zainteresowanej nim osobie. Wskazówki, które John często powtarzał. Greg był pod tym względem mocno podejrzliwy i zajęło mu to trochę czasu, ale po kilku kuflach w końcu udało mu się to wydusić z Johna.

Usłyszenie, że cholerny Mycroft Holmes był nim zafascynowany sprawiło, że Greg zastanawiał się, czy jego piwo nie zawierało narkotyków. Spuścił na chwilę wzrok zdziwiony, podczas gdy John zaśmiał się rozbawiony. Najwyraźniej dla Sherlocka była to przerażające i denerwujące, że jego starszy brat usychał z tęsknoty. Sherlock chciał to zakończyć i mieć za sobą.

W ten sposób Greg zabrał się na odwagę, by zaprosić eleganckiego mężczyznę na randkę. Szybko okazało się to najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjął.

Dzień po dniu światło zaczęło wracać do życia Grega. Był podekscytowany, biorąc rano prysznic i ubierając się, nie musiał już się do tego zmuszać. Jego serce trzepotało za każdym razem, gdy otrzymał nowego smsa. Uświadomiło mu to, jak bardzo był przygnębiony i odrętwiały przez ostatnie dziewięć miesięcy. Nic dziwnego, że inni się o niego martwili.

Greg miał powód, by znów się uśmiechać. Miał powód do śmiechu. Nadal pracował przez długie godziny i nadal było ciężko, ale jego partner również pracował długo, ale wiedział, jak ważne było to, co robił. To sprawiło, że ich wspólny czas był jeszcze bardziej wyjątkowy i za każdym razem czerpali z niego jak najwięcej.

Greg szybko zorientował się, że chce być z Mycroftem na zawsze. Jego życie było teraz kompletne w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie było. Myślał, że tak było, kiedy się ożenił. Sądził, że był zakochany i wtedy był, ale patrząc wstecz, wciąż brakowało czegoś, co znalazł u Mycrofta. Dzięki temu wiedział, że to właśnie on. Chciał, żeby byli ze sobą na zawsze, a gdy się zestarzeją, przeniosą się na emeryturę w odosobnione miejsce (chociaż prawdopodobnie trzeba będzie ich obu odciągnąć od biurek, ponieważ byli raczej uparci, jeśli chodziło o pracę). W żadnym wypadku nie byli idealni, ale pasowali do siebie i tak dobrze ze sobą współpracowali. To się liczyło.

— Gregory? — rozległ się głos samego mężczyzny, wyrywając go z zamyślenia.

Siedzieli na kanapie, oglądając film, ale Greg widział go wiele razy i najwyraźniej zatopił się w myślach.

— Tak? — zapytał. — Przepraszam, odpłynąłem myślami.

— W porządku. — Mycroft uśmiechnął się. Ujął policzek Grega, który mruknął z zadowoleniem i przymknął oczy. — Co było tak fascynujące, że tak w pełni zawładnęło twoim umysłem?

Greg ponownie otworzył oczy i spojrzał w jasnoniebieskie należące do Mycrofta. Jego serce waliło w ten przyjemny sposób, w jaki zawsze się zdarzało, gdy chodziło o Mycrofta. Miał zamiar poślubić tego człowieka. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Odwrócił głowę, żeby złożyć delikatny pocałunek na dłoni Mycrofta.

— Ty — przyznał szczerze, pochylając się i wtulając się w pierś wyższego mężczyzny.

Ramiona owinęły się wokół niego. Greg westchnął, ponownie zamykając oczy. Bez względu na to, u kogo się znajdowali, kiedy tak się zachowywali, Greg był w domu.