2. KOSZMAR


Pergaminy były porozrzucane po podłodze, przez co trudno było je uznać za uporządkowaną ryzę papieru; z pewnością jednak można było powiedzieć coś więcej na temat szlaku myślowego ich właściciela oraz stron z różnymi charakterami pisma. Po jednej stronie łóżka cały dywan pokrywały gazety – niektóre z nich się rozsypywały, a inne były starannie ułożone; na wszystkich poniżej grubych, czarnych liter nagłówka, emanujących ważnością, zamieszczone było ruchome zdjęcie – z drugiej zaś strony wykładziny walał się stos mniejszych kawałków pergaminu, a mianowicie listów. Albus Potter nie był pewien, od której części pokoju powinien się zabrać za robotę.

Wracając z łazienki, przeszedł nad spłaszczoną gazetą zatytułowaną KINGSLEY ZAPRZECZA ZARZUTOM WSPÓŁPRACY ZE SREBRNYM CZARODZIEJEM!, niemalże się poślizgnąwszy na jednym z najbardziej niepokojących wydań PROROKAWADDLESWORTH ZGŁASZA KANDYDATURĘ NA PREMIERA!. Ostatecznie zdecydował się na ostatni numer, rozprostował rogi i zatopił się w pierszostronowych rewelacjach.

POGRZEB FISCHER. PONAD SETKA ZŁOŻONYCH KONDOLENCJI

Po ponad dwóch miesiącach kontrowersji związanych ze śmiercią Współszefowej Biura Aurorów Janine Fischer, dziś wreszcie miał miejsce właściwy pochówek. Fischer, która w maju została zabita na służbie przez Harry'ego „Tego, Który Zabił" Pottera (w przebraniu Srebrnego Czarodzieja), została złożona w trumnie ozdobionej lawendowym całunem z emblematem ministerstwa magii, a następnie magicznie podpalona i spuszczona do grobu sąsiadującego z nagrobkami Borysa i Stuarta Fischerów (kolejno: dziadka, który został zabity podczas pierwszej wojny z Voldemortem oraz wuja, który podzielił los krewniaka, w trakcie drugiej wojny – niestety). Na pochówku zgromadziło się ponad stu żałobników.

Moja córka poświęciła dla ministerstwa całe życie", powiedziała zapłakana matka zmarłej, Joanna, lat 65. „Brzmi to okropnie, ale właśnie w ten sposób Janine chciała odejść – bądź podobnie: robiąc wszystko, co było w jej mocy, aby pomóc czarodziejskiemu światu; oddając się służbie instytucji, którą ukochała".

Śmierć Fischer nastąpiła podczas dochodzenia w sprawie działalności Diablego Aliansu, co ostatecznie doprowadziło ją do wzięcia bezpośredniego udziału w bitwie pomiędzy wyżej wymienionym zgrupowaniem, niezrzeszonymi renegatami oraz Harrym Potterem. Niezwykła odwaga i palące pragnienie dania z siebie wszystkiego zostały upamiętnione podczas pogrzebu pośmiertnym przyznaniem aurorce Orderu Merlina Pierwszej Klasy. Nagrodę odebrała matka zmarłej.

Zasługiwała na więcej", stwierdził Grady Roots, 55–letni członek Wizengamotu. „Fischer była uosobieniem wszystkich pożądanych i cenionych w ministerialnych siłach obronnych cech charakteru. Janine Fischer była zdolna, wytrwała i żądna sprawiedliwości. Głęboko wierzę, że swoim wielkim czynem wysłała mocne przesłanie do tych, którzy byli przekonani, iż ministerstwo magii nie było w pełni gotowe ofiarować swego żywota dla bezpieczeństwa społeczeństwa!".

Roots, jako jeden z przedstawicieli ministerstwa, stał obok przyjaciół i rodziny zmarłej. Zauważalnie nieobecny był Kingsley Shacklebolt, który od czasu ogłoszenia oficjalnej rezygnacji ze stanowiska w połowie czerwca, rzadko występował publicznie – przewidziano i taką ewentualność.

Lukę na nabożeństwie po byłym Ministrze Magii sprawnie zasklepił obecny kandydat, Warren Waddlesworth.

Pani Fischer była znakomitą czarownicą i nadzwyczaj niezwykłą istotą ludzką. Jej zaskakująca i zdecydowanie przedwczesna śmierć – a także towarzyszące jej dziwaczne okoliczności – będą służyć jako nieprzyjemne przypomnienie niebezpiecznych czasów, w których znów przyszło nam żyć. W stronę rodziny pani Fischer kieruję wyrazy najszczerszego współczucia oraz zapewniam, że jej śmierć – koniec końców produkt żywiołowej opozycji wobec szerzącego się terroryzmu – nie pozostanie niepomszczona", powiedział.

Zapytany o swoje stanowisko wobec dość głośnych antyrenegackich poglądów zmarłej, Waddlesworth wyjaśnił budzące zamęt kwestie.

Pani Fischer miała całkowitą rację, otwarcie sprzeciwiając się wymierzaniu samozwańczej sprawiedliwości, którą to praktykowali ci, którzy byli obecni na miejscu walki. Nieporozumienia i niedomówienia, takie jak fiasko ze Srebrnym Czarodziejem, są tworzone przez osoby, które nie są pewne swojej lojalności oraz postępują zgodnie z własnym pogmatwanym kodeksem prawnym, z towarzyszącym wszelkim działaniom rażącym lekceważeniem innych. My, Wybawczy Alians Różdżek, staramy się wyeliminować ten potencjalny problem, jednocześnie się upewniając, że jedynym wrogiem, przed którym tak naprawdę stoimy, jest Sebastian Darvy oraz osoby z nim jakkolwiek związane. Wybawczy Alians Różdżek służy ogółowi społeczeństwa, a co za tym idzie, wspieramy również ministerstwo magii. Żywię przekonanie, że każdy, kto sprzeciwia się niesprawiedliwości i terrorowi – co wyraźnie robiła Janine Fischer – ma serce renegata, czyli czarodzieja, który będzie przeciwstawiał się tym, którzy chcą i planują zakłócać bądź nadszarpnąć powszechne poczucie bezpieczeństwa. Niefortunna śmierć pani Fischer jest oznaką, że w dzisiejszych czasach bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, świat musi się zjednoczyć. Żadna pojedyncza jednostka lub nawet grupa, nie jest w stanie samodzielnie wyeliminować tego zagrożenia".

Waddlesworth ogłosił swoją kandydaturę na Ministra Magii niemal natychmiast po ustąpieniu Shacklebolta. Okoliczności jego rezygnacji doprowadziły do zatwierdzenia pierwszego od 1827 r. popularnego elekcyjnego głosowania w wyborach, kiedy to Timothy Wallance został wybrany Ministrem Magii siedemdziesięcioma trzema procentami głosów...

Albus z niesmakiem odrzucił gazetę. Każdy artykuł, czy to na pierwszej stronie, w środku, czy też na końcu wydania, zawierał gdzieś w sobie nazwisko Waddleswortha. Z drugiej jednak strony nie powinno to być aż tak zaskakujące, biorąc pod uwagę rzeczy, które się wydarzyły w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Odkąd chłopiec opuścił Hogwart, Warren Waddlesworth – z niesamowitą łatwością – stał się najpopularniejszą personą w całym czarodziejskim świecie. Nawet w obliczu zbliżającej się wielkimi krokami wojny oraz zamieszania związanego z aresztowaniem Harry'ego Pottera – mężczyzny, który dotychczas był najsławniejszym człowiekiem na ziemi – obwieszczenie, iż Waddlesworth ubiega się o urząd Ministra Magii, dzięki uprzejmości PROROKA CODZIENNEGO, praktycznie samo rzucało się w oczy.

Albus wbił pogardliwe spojrzenie w odrzuconą przez siebie gazetę. Nie wspomniano o jakichkolwiek innych pochówkach. Nie odniesiono się także do innych ofiar bitwy – morderstw, które zostały popełnione tamtego pamiętnego dnia. Przez krótki, choć burzliwy moment, przez głowę ślizgona przeszła myśl, dlaczego pogrzeb Idy Blackwood nie wzbudził żadnej uwagi. Wtem przypomniał sobie, że przecież ciałem byłej nauczycielki zaopiekował się Fairhart, zanim zniknął. Z informacji, którymi dysponował świat, wynikało, że Blackwood wciąż była wśród żywych – o ile glob był w ogóle świadom jej istnienia, oczywiście...

Westchnął i zszedł z łóżka, po czym swą uwagę skierował ku drugiej części pokoju, gdzie podłogę pokrywały listy. Był wieczór, ale sierpień obfitował w gorące noce, dzięki czemu na zewnątrz było wystarczająco jasno, aby przestudiować zapisane pergaminy przy oknie. Albus po raz kolejny dokładniej przyjrzał się różnorodnym świstkom, próbując znaleźć ten, którego szukał. W ciągu ułamku sekundy wypatrzył jedyny oficjalnie wyglądający kawałek papieru: wyniki SUMów. Podniósł go z ziemi i przeniósł na schludniejszy teren, a mianowicie na stoliczek przyłóżkowy. Usiadłszy, po raz kolejny zagłębił się w lekturze.

WYNIKI STANDARDOWYCH UMIEJĘTNOŚCI MAGICZNYCH:

OCENY POZYTYWNE:

Wybitny (W)

Powyżej Oczekiwań (P)

10

Zadowalający (Z)

OCENY NEGATYWNE:

Nędzny (N)

Okropny (O)

Troll (T)

ALBUS SEVERUS POTTER:

Astronomia: Z

Opieka nad magicznymi stworzeniami: P

Zaklęcia: W

Obrona przed czarną magią: P

Zielarstwo: Z

Historia magii: N

Mugoloznawstwo: Z

Eliksiry: W

Transmutacja: Z

Kiedy otrzymał pocztę, Albus był bardzo zadowolony ze swoich wyników, choć równie mocno zaskoczony tak dobrą oceną z zaklęć. Na ten czas jednak bardziej interesował go o wiele, wiele ważniejszy list. Ze stosu ułożonego obok łóżka podniósł kopertę z wierzchu – wciąż była zapieczętowana. Natychmiast rozpoznał schludny charakter pisma z danymi, gdyż się z nim już dawno oswoił i zdał sobie sprawę, że najprawdopodobniej zna treść wiadomości. Ostatnim razem Mirra sprawiała wrażenie zmartwionej, a więc tym razem zapewne była tylko zła.

Bez zbędnego ociągania się rozerwał kopertę, doskonale zdając sobie sprawę, iż notka nie będzie wybitnie długa. Rozłożył kartkę i szybko przeskanował ją wzrokiem.

Wiesz co? W porządku. Mam to już gdzieś. Spadaj!

Kropka, którą w pierwszej chwili wziął za część wykrzyknika, w rzeczywistości była ostrym „x" – tym samym stanowiła wyraźny kontrast z maleńkim serduszkiem towarzyszącym drugiemu, siódmemu i dwunastemu listowi. Albus westchnął i odłożył notkę na kupkę, a jego oczy mimowolnie odnalazły poprzedni skrawek pergaminu.

Nie odchodź, Albusie. Proszę. To nie jest tego warte i dobrze o tym wiesz. Proszę.

Wszystkie listy, które tego lata otrzymał od swojej dziewczyny, szły w podobnym kierunku – oczywiście poza kartką z życzeniami urodzinowymi, którym towarzyszyły rzekome powody, dla których Mirra z nim była; wśród nich znajdowały się takie perełki jak „zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji" oraz „determinacja w dotrzymywaniu nawet najdrobniejszych obietnic".

Albus znów westchnął i wrócił pamięcią do urodzin sprzed kilku lat. Na kilka dni przed przyjęciem urodzinowym mamy (które samo w sobie przypominało ponurą stypę) miała miejsce jedna z jego najbardziej niezręcznych imprez rocznicowych. Najbardziej zauważalna była nieobecność ojca oraz ogólna absencja członków rodziny – nawet wujek Ron i ciocia Hermiona byli zbyt zajęci, aby zjawić się na niechcianym i finalnie słabym świętowaniu. Przypomniał sobie, jak bardzo był zły cztery lata temu, kiedy tata spóźnił się na przyjęcie. Och, jak o niebo lepsza byłaby niepunktualność od obecnej sytuacji...

TRZASK!

Albus odwrócił się, gwałtownie wciągając powietrze. Dzięki światłu wpadającemu przez okno bez najmniejszego problemu mógł zobaczyć, kto niespodziewanie zmaterializował się na jego łóżku. James się wyszczerzył.

– Czy to naprawdę konieczne? – zapytał z irytacją Albus, odkładając pergaminy z powrotem na stos na podłodze w taki sposób, aby list od Scorpiusa był na widoku.

– Kiedy możesz się aportować, zdajesz sobie sprawę, jak bardzo przereklamowane jest chodzenie, stary.

– Zdobyłeś licencję zaledwie miesiąc temu i tak szybko doszedłeś do wniosku, że używanie stóp jest przestarzałą czynnością? – Albus nie mógł w to uwierzyć.

Brat poświęcił tej myśli dłuższą chwilę.

– Tak – odpowiedział w końcu. – A teraz zejdź na dół. Mama chce, żebyśmy przyszli do niej we trójkę.

– Dlaczego?

– Nie wiem... – James zniknął z kolejnym głośnym pyknięciem.

Albus przeciągle westchnął i znów skoncentrował się na kupce listów – posortował je tak, że notki Mirry znów były na wierzchu. Mimowolnie zerknął na pocztę od Scorpiusa. Przyjaciel wspominał, że po powrocie do Hogwartu będzie go czekała miła niespodzianka i w ogóle, pomimo tego wszystkiego, co się wokół aktualnie dzieje, wydawał się być w dobrym nastroju. Ślizgon zastanowił się nad tym niejasno, ale zanim porządnie roztrząsnął tę sprawę, doszedł do wniosku, że w jego najlepszym interesie jest pospieszne zejście na dół.

Na schodach natknął się na siostrę, która sprawiała wrażenie równie zdezorientowanej nagłym wezwaniem, co on.

– Kiedy James wrócił do domu? – zagaił.

– Jakąś godzinę temu – odpowiedziała Lily. – Nie słyszałeś, że się aportował?

– Nauczyłem się ignorować te dźwięki – stwierdził mrocznym tonem.

Świeżo po ukończeniu Hogwartu James otrzymał licencję na aportację. Co więcej, zaczął pracować w jedynym przedsiębiorstwie, w którym pomimo ponurych perspektyw na przyszłość, wciąż interes rozkwitał – w sklepie wujka George'a. Matka twierdziła, że obecnie naprawdę ciężko jest znaleźć pracę poza ministerstwem magii i lepiej, żeby Jaimie nie łapał się zajęcia, którego w późniejszym czasie nie będzie chciał kontynuować. Wniosek z tego rozumowania jeden: najlepiej, żeby gryfon trochę popracował ze swoim wujkiem. Albus wierzył jednak, że taki wybór skrywa drugie dno. Gdyby nie był lepiej zorientowany w sytuacji, z całą pewnością pomyślałby, że nazwisko „Potter" zostało bezpowrotnie skreślone z listy kandydatów do rządu.

Z racji tego, iż James rzadko bywał teraz w domu, Albus często przesiadywał w rezydencji tylko z siostrą. Krewni zjawiali się zaledwie okazjonalnie – i zazwyczaj był to wujek Ron ze swoimi dziećmi – ale kontakty między nimi wyraźnie się rozluźniły; nie byli już ze sobą tak blisko, jak kiedyś. Nastolatek potajemnie był z tego zadowolony. Hugo zamieniał z nim tylko kilka niezbędnych słów, a Rose zdecydowanie mówiła za dużo. W ciągu lata z irytującej kuzynki awansowała na wręcz niemożliwą do zniesienia. Nieustannie rozpływała się nad swoim chłopakiem Lance'em, który – w przeciwieństwie do Jamesa, natychmiast po ukończeniu szkoły złożył aplikację na ministerialne stanowisko i najwyraźniej zajmował teraz wysoką pozycję w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Czarów, co było imponujące, biorąc pod uwagę jego młody wiek. Innym tematem, który zawsze potrafiła wywlec na wierzch, była dziewczyna Albusa – z racji tego, że kontakt współdomowniczek był znacznie ograniczony, Rose czyniła nonszalanckie komentarze na temat tego, jak radzi sobie Mirra oraz niejednokrotnie pozornie niekonfrontacyjnie podpytywała o jej wyniki SUMów – ślizgon był świadomy, że interesowały kuzynkę z czysto praktycznego powodu: chciała je tylko porównać ze swoimi.

Schodząc po schodach, Albus gawędził z Lily, ciekawy powodu, dla którego matka chciała się z nimi zobaczyć w komplecie. Nade wszystko jednak pragnął wrócić do swojego pokoju i kontynuować przegląd zgromadzonych materiałów. Kiedy znaleźli się na dole, James był już w kuchni – sprawiając wrażenie zrelaksowanego, popijał z filiżanki ciepłą herbatę. Ginny z kolei wyglądała na spiętą, co ostatnio nie było niczym nadzwyczajnym.

Aresztowanie taty odbiło się na całej rodzinie, ale Albus był pewien, że nikt nie był bardziej tym dotknięty, niż matka. Pomimo wysiłku, który włożyła w ukrycie swoich prawdziwych uczuć, wiedział, że było to dla niej naprawdę wstrząsające i dokładające obowiązków doświadczenie: Ginny została zmuszona do samodzielnego czuwania nad domem, zajmowania się wszystkimi sprawami rodzinnymi oraz – w sferze intymnej – samotnego spędzania nocy. Ostatnimi czasy była bardzo zabiegana, choć dla uważniejszych obserwatorów było oczywiste, że miało to niewiele wspólnego z jej pracą jako korespondentki sekcji sportowej quidditcha. Chociaż rezydencja Potterów stała się rzadko odwiedzanym miejscem, Albus zauważył, że mama zachowuje się podobnie do taty sprzed dwóch lat, kiedy to w domu dorośli urządzali tajemne spotkania. Nie trzeba było być geniuszem, żeby dodać dwa do dwóch i rozgryźć te wszystkie wyjścia: Ginny utrzymywała kontakt ze wszystkimi „starymi znajomymi", czym jednocześnie zapewniała, że aresztowanie Harry'ego nie stało na przeszkodzie planom, które od dawna opracowywali.

– Dobrze, że jesteście jeszcze rozbudzeni – powiedziała na wejściu mama i postawiła na stole dwie filiżanki z parującą herbatą. Lily natychmiast dobrała się do swojej, zaś Albus po prostu usiadł na krześle.

– W ogóle się nie położyłem – odparł, rozmyślnie ignorując oferowany napój.

– Cóż, wasza trójka będzie musiała położyć się wcześniej spać – dodała szybko Ginny; oczy miała zapadnięte z powodu braku wystarczającej ilości snu.

– Wezwałaś nas, żeby nam o tym powiedzieć? – zapytała Lily z miną równie zdezorientowaną, co jej bracia.

– Owszem, ale powiem wam też, dlaczego – stwierdziła. – Jutro wszyscy musimy wcześnie wstać. Czeka nad pracowity dzień.

Albus jęknął. Od dłuższego czasu wiedział, że wizyta na Ulicy Pokątnej jest nieunikniona, ale nie spieszył się do spacerowania czarodziejskimi alejkami dzielnicy handlowej. James otarł usta, po czym uśmiechnął się szeroko.

– Ano, tak... Zakupy przyborów szkolnych. Stare, dobre wspomnienia minionych czasów, zanim jeszcze...

– Nie wybieramy się na Pokątną – powiedziała stanowczo mama, na co cała trójka uniosła wysoko brwi. – Cóż, i tak wkrótce będziemy musieli, ale... jutro odwiedzimy rodzinę, a dokładniej wujka Dudleya i ciocię Normę.

– Nie! – Oburzona młodzież wspólnie podniosła głos. Albus nagle zapragnął, aby był to sprytny podstęp, mający na celu wprowadzenie tak bardzo dziś potrzebnego humoru – że rzeczywiście ruszą na zakupy, które nagle stały się najlepszą z możliwych perspektyw...

Niezadowolenie Jamesa było najbardziej widoczne, ponieważ towarzyszyło mu gwałtowne uderzenie pięścią w stół, przez co filiżanka się przewróciła, sturlała i stłukła.

– James! – okrzyczała syna Ginny.

– Przepraszam! – Czarodziej wyciągnął różdżkę i wycelował w roztrzaskaną porcelanę. – Reparo! – Kawałki natychmiast się połączyły, tworząc spójną całość. Zwinnym ruchem nadgarstka przelewitował kubek z powrotem na blat. – Po prostu... No, mamo... Nic nie zmajstrowaliśmy...

– No właśnie! – Lily była przerażona. – Naprawdę nic nie zrobiliśmy!

– Wystarczy – oświadczyła Ginny i przyjrzała się każdemu dziecku z osobna. – To żadna kara! Raz na jakiś czas dobrze jest urządzić rodzinne spotkanie. Poza tym odwiedziny i tak będą tylko przystankiem na drodze. W dniu jutrzejszym... udamy się także do ministerstwa.

W kuchni zapadła cisza, podczas której rodzeństwo czekało na dalsze wyjaśnienia.

– Mimo że na chwilę obecną nie mamy Ministra... Kingsley z cienia był w stanie pociągnąć za kilka sznurków. Wasz ojciec zostanie zwolniony z Azkabanu na jeden dzień. Pod ścisłym nadzorem będzie przebywał w ministerstwie, tak więc... w sumie uzyskaliśmy zgodę na widzenie.

Wszystkie myśli o wujku Dudleyu natychmiast wyparowały z głowy Albusa – chłopiec z szoku zastygł w bezruchu. Nie mógł w to uwierzyć. Po tak długim czasie rozłąki... w końcu będzie mógł zobaczyć się z tatą.

W brzuchu skręcił mu się nieprzyjemny supeł, a zachwyt w ekspresowym tempie przemienił się w niepokój. Matka wznowiła dalsze wyjaśnienia, ale jej słowa zupełnie nie docierały do Albusa – był zbyt przytłoczony swoimi refleksjami. Jakim okiem spojrzy na niego ojciec? Czy będzie zadowolony? A może wbije w syna pełne wstydu spojrzenie? Czy podczas wizyty, o czym nigdy nie powie głośno, będzie się rozwodził nad karygodnymi postępkami własnego dziecka? Jak w ogóle będzie wyglądać Harry? Jakie piętno odcisnęły na bohaterze te długie tygodnie w Azkabanie?

– Trudno określić, przez jaki okres czasu będziemy mogli z nim porozmawiać, ale mam nadzieję, że wystarczająco, abyście usłyszeli zapewnienia taty, że wszystko z nim porządku.

Wyłapawszy ostatnie zdanie monologu Ginny, Albus podniósł głowę. James w międzyczasie z zapałem desperata próbował ukryć swoje podekscytowanie, ale było one widoczne w minach, które wbrew sobie robił. Lily nawet się nie starała zachować twarzy – wręcz promieniała szczęściem, a w jej oczach błyszczały łzy radości. Ślizgon mimochodem się zastanowił, jaka ekspresja widnieje na jego buzi. Na całe szczęście, żaden z członków rodziny zdawał się nie zwracać na to szczególnej uwagi.

– To nie wszystko. – Ginny była wyraźnie spięta. Z twarzy nastolatków natychmiast zniknęły uśmiechy. – Jest jeszcze jedna kwestia, którą musimy dziś omówić.

Rodzeństwo wymieniło zaciekawione spojrzenia, a następnie znów skoncentrowało się na słowach mamy.

– Ministerstwo magii nie jest złym miejscem. – Ginny brzmiała, jakby recytowała wyuczoną przed laty formułkę. – Nie powinniście też czuć wobec niego żadnej niechęci. Mimo to nadal będziemy musieli uważać na to, co mówimy i co robimy. Widzenie z tatą będzie bardzo delikatną i prywatną sprawą. Najlepiej, żebyście nikomu nie zdradzili, dlaczego naprawdę odwiedzimy ministerstwo – myślę, że wszyscy chcemy uniknąć natarczywych pytań. Jeżeli wciąż nie wyraziłam się wystarczająco jasno: będziemy musieli się pilnować. Nic nie wskazuje na to, że spotkanie nie będzie ściśle monitorowane, a to z kolei oznacza, że absolutnie nie możecie zadawać tacie drażliwych pytań, a także... – oczy Ginny spoczęły na moment bezpośrednio na młodszym synu – relacjonować historyjek. Zrozumiano?

Nastolatkowie pokiwali głowami, a James i Lily przybrali normalne wyrazy twarzy. Albus wyciągnął z tego pouczenia o wiele więcej, aniżeli jego rodzeństwo. Aresztowanie taty opierało się głównie na historii, która została przedstawiona ministerstwu, czyli na pełnej fałszu opowieści o morderstwie Fischer. Co ważniejsze, Harry postąpił w ten sposób, żeby ochronić Albusa przed wydaleniem ze szkoły i innymi niebezpieczeństwami, które mogłyby go spotkać bez hogwarckiej, praktycznie całorocznej ochrony. A gdyby chłopiec poinformował władzę, że choć jedna rzecz z zeznania taty jest niezgodna z prawdą...

Tak, to najprawdopodobniej zakończyłoby się zwróceniem Harry'emu wolności i oczyszczeniem jego nazwiska ze wszelkich zarzutów. Nie tego pragnął jednak ojciec – z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu chciał, żeby sprawy potoczyły się właśnie takim torem. Albus nie zamierzał zawieść zaufania, którym go obdarzono.

Wtem z bólem serca uświadomił sobie, że właśnie nad tym rozmyślał przez całe lato – nad zdradzeniem taty. To rzeczywiście było jednym z tematów na okrągło przewijających się w listach Mirry. Ślizgon jednak wciąż nie podjął ostatecznej decyzji, co zrobić z tym dylematem.

– Teraz zmykajcie do łóżek – powiedziała nagle mama, wyrywając tym Albusa z zamyślenia. – I nie zapomnijcie zawczasu przygotować sobie odpowiednich ubrań. Chcę, żebyście jutro prezentowali się jak najlepiej. Wujek Dudley uwielbia dobrze wyglądające dzieci!

– Taaa, bo przez to sprawiamy wrażenie bardziej smakowitych – wymamrotał pod nosem James, wychodząc z kuchni. Ginny na szczęście tego nie usłyszała.

Albus ze spuszczoną głową zaczął się mozolnie wspinać po schodach, przez co Lily i Jaimie szybko go wyprzedzili, szczebiotając przy tym z entuzjazmem. Bujał w obłokach i rozmyślał nad możliwościami, a nogi same zaprowadziły go do pokoju na piętrze, gdzie bezwiednie runął na łóżko.

Jutrzejszy dzień zapowiadał się ciekawie, to na pewno. Przeturlał się na bok i postanowił, że wyśle odpowiedź Mirze dopiero następnego wieczora, bo chyba najlepiej będzie, jeżeli rzeczywiście się teraz prześpi, tak jak sugerowała mu mama. Zamrugał i naciągnął na siebie kołdrę, po czym przewidział wszystkie możliwe scenariusze jutra. Spotkanie z rodziną wujka Dudleya będzie w najlepszym razie co najmniej nudne i, co gorsze, dłużące się w nieskończoność przez wzgląd na wizytację w ministerstwie. Albus miał nadzieję, że będzie zupełnie odwrotnie – że odwiedziny wujostwa miną szybko, właśnie z powodu umówionego spotkania. W końcu czas mijał w mgnieniu oka, kiedy się nikomu nie spieszyło, a biorąc pod uwagę możliwą reakcję taty na zobaczenie się z nim oraz jego gorszy wygląd, być może nie był aż tak chętny do wizytacji w ministerstwie.

Ojciec cię kocha!, zganił się w myślach. Właśnie dlatego wylądował w Azkabanie!

No właśnie. Tym razem głos był głębszy i miał mroczniejszy wydźwięk. Racja. To z mojej winy znalazł się w Azkabanie...

Zacisnął mocniej powieki i spróbował – pomimo świadomości, iż to niemożliwe – oczyścić umysł. Nie poddawał się jednak i co rusz coraz mocniej się starał. Powoli zaczął przysypiać, a jego głowa przestawała być tak przytłoczona. W pewnym momencie zaczął odpływać. Odpływał i dryfował w nieświadomości. Wtem dotarło do niego, że znajdował się w ruchu...

Nie wiedział, dokąd tak zmierzał. Przed nim rozpościerała się tylko i wyłącznie nieprzenikniona ciemność. Dopiero odgłosy własnego dyszenia i szybkich kroków uświadomiły mu, że jest w biegu. Desperacko próbował zwolnić i złapać oddech, ale nie miał żadnej pewności, że nie jest blisko swego celu – dokądkolwiek się udawał.

Nagle dostrzegł światło. Pobłyskujący złoty ognik unosił się beztrosko w przestrzeni, ale wydawało się, że jaśnieje tylko w jednym kierunku – tam, gdzie kierował się Albus. Niewiarygodne i zarazem dziwne. Jakim cudem światło może być zwrócone w określoną stronę?

Następną rzeczą, jaką zarejestrował, były podwojone kroki. Wciąż biegł w ciemnościach, a światło przed nim poruszało się prawie w tym samym tempie, co przedtem, ale tak naprawdę nigdzie go nie prowadziło. Wbrew rozsądkowi, powoli się do niego zbliżał. Kiedy był wystarczająco blisko, rozpoznał źródło...

Była to osoba. Kierunek pędu wyznaczał drugi człowiek, co z kolei tłumaczyło tajemnicze światło. Złoty ognik z większej odległości zlał się w jedno, ale z bliższej perspektywy okazał się błyszczącymi w mroku oczami.

Chłopiec przyspieszył kroku, aby dotrzeć do towarzysza i zapytać się, kiedy dotrą do celu. W końcu udało mu się wyciągnąć rękę, chwycić go za ramię i szarpnąć w swoim kierunku...

Nieprzygotowany na najgorsze, wrzasnął. Przewodnikiem był Albus – wyglądał tak, jak zawsze, choć jego oblicze przybrało ostrzejszy, iście diabelski wyraz. Twarz przyozdabiał mu sadystyczny uśmieszek, a oczy... lśniły złotem. Ślizgon dobrze znał swego bliźniaka, a mimo to nie był w stanie pojąć łączących ich relacji – przynajmniej nie teraz, kiedy był tak piekielnie zmęczony. To było bardzo istotne. Wiedział, że...

Złotooki Albus nieoczekiwanie chwycił go za gardło; był absurdalnie silny. Ślizgon, odcięty od dopływu powietrza, stracił dech w piersiach, na co sobowtór obnażył wściekle zęby i zacisnął mocniej dłonie. Chłopiec automatycznie złapał go za ręce i próbował oderwać palce od swojej szyi, ale nadaremnie – tracił przytomność. Osunął się na kolana, zbyt słaby, aby podjąć walkę z wrogiem, który sprawiał wrażenie niemającego żadnych słabości. Złotooki był niepokonany i przewyższał go pod każdym możliwym względem.

Gdy bliźniak przygwoździł go do podłoża, Albus pozwolił, by jego ręce opadły bezwładnie na ziemię i zaniechał marnych prób ratunku – w obliczu tej siły i potęgi naprawdę niewiele mógł zrobić, aby się uratować. Wzrok złotookiego przeszywał go na wskroś, a uchwyt nie zelżał nawet na moment. Niezwyciężony wybuchnął szaleńczym śmiechem, zdecydowanie nie mając zamiaru przestać...

Albus zerwał się z łóżka, z ledwością mogąc złapać oddech. Był spocony, a uczucie spływającej po karku wody nie należało do najprzyjemniejszych. Natychmiast sięgnął do gardła, które było chłodne, całe i zdrowe. To był tylko sen, a jednak pobolewały go oczy – ból ten był na tyle niepokojący, że powodował skręt kiszek.

– Nie – sapnął w ciemnościach swojego pokoju. – Tylko nie znowu...