Dotarli do salonu odnowy, gdzie pani upewniła się, czy maja ręczniki.

– Proszę pani – rzekł Sharpner – jesteśmy świeżo po szkole, to spontaniczny męski wypadzik. Musimy sobie kupić.

– Rozumiem, tu na stojaczku można sobie wybrać.

– Dla mnie, proszę, ten erotyczny, z piersiastą dziewczyną.

– Sharpner-chan! – Gohan się spiął. – Nie wstyd ci tak mówić?

Sprzedawczyni zdawkowo się zaśmiała.

– Och, Gohan, nie możesz być taka miękka fajka, jeśli chcesz przelecieć Videl. Ona nie lubi miętusków, to twardzielka po całości.

– Ale Videl to tylko moja koleżanka, poza tym mam wrażenie, że specjalnie za mną jakoś nie przepada i ciągle mnie taksuje takim nieufnym spojrzeniem.

– Jak ma cię lubić, skoro zgrywasz miętusa. Spoko-loko, Son, ze mną staniesz się twardzielem, który między piersiami gniecie skorupy orzechów włoskich! – Przymknął samouwielbieńczo oczy i zaciągnął niepokorne pasmo włosów za ucho.

Podali pani za ladą wybrane ręczniki. Gohan jako nadruk swojego wybrał radośnie uśmiechnięte miski ryżu. Sharpner, jak to już obwieścił wszem i wobec, przekazał pani do skasowania ręcznik erotyczny.

– Sugoi! Sharpner-chan, umiesz tak piersiami gnieść orzechy? – zainteresował się szczerze Son, jako potężny wojownik siedzący w tematach treningowych. – Musisz mieć naprawdę silne cycki!

Pani skasowała ręcznik z miskami ryżu i zaśmiała się uprzejmie z tych młodzieńczych uwag, po czym spojrzała na rumieńce na policzkach blondyna.

– Pan jest przeziębiony? Możemy zmierzyć temperaturę ciała, ponieważ gdy gorączka jest wysoka, sauna może nie pomóc, a wręcz zaszkodzić.

– Ks! Zamknijcie się!

Wyrwał obsługującej pani ręcznik, tuż po tym jak nabiła go na kasie. Zapłacili i udali się do szatni. Pani jeszcze tylko rzuciła, że co do tej gorączki, to niech Gohan ma kolegę „na oku", aby nie zemdlał lub biedak się nie rozkaszlał. Wzmogło to tylko rumieńce Sharpnera.

Znaleźli swoje szafki i otworzyli je pozyskanym w recepcji kluczykiem.

– No, Gohan, zdejmuj koszulinę!

– Eeto… najpierw tak jakoś chciałem spodnie. Siąść sobie, na spokojnie wszystko.

– Czy ty jesteś emerytem albo kaleką, że musisz siadać? No już, zdejmuj blezer szkolny, a potem koszulę!

Son wzruszył ramionami i zdjął wzmiankowane odzienie, choć czuł dyskomfort – był przyzwyczajony, że najpierw roznegliżowuje nogi.

– No, proszę, Son. Widzę, że klata u ciebie jak ta lala. Chciałem po prostu czym prędzej ocenić twój korpus, jest to wprawdzie jedno z kryterium możności koleżkowania ze mną. Zdajesz na czwórkę z plusem! – Plasnął go przyjacielsko w biceps. – Bo nie ma ideałów! – Puścił mu braterskie oczko. – Teraz możemy spokojnie oddać się relaksowi. – Zdejmował koszulkę, spodnie i składał je starannie do sportowej torby. – Przyznam, że zaskoczyłeś mnie swym umięśnieniem, kto by się takiego spodziewał po kujonie. Choć z drugiej strony dałeś dzisiaj niezły popis sprawności kolan, więc była to pewna poszlaka, że żyjesz za pan brat z treningiem.

– Sharpner-chan. – Gohan zdjął spodnie do kompletu i jął przepasać się zakupionym ręcznikiem w miski ryżu. – Kiedy ja dałem taki popis? Nie przypominam sobie.

– Och, Son, nie musisz mydlić mi oczu. Dzisiaj w salce wbiegałeś po schodach z wywalonym jęzorem, aby zyskać sobie przychylność dziewczęcej części naszej grupy. Nie musisz udawać, naprawdę, nasze koleżkowanie ma się opierać na kumplowaniu wynikającym ze szczerości.

– O, czyli prawie coś jak w związku.

Sharpner zarumienił się, przepasując ręcznikiem. Wspaniale wymierzył położenie ręcznika już za pierwszym podejściem, tak aby piersi jednej z nadrukowanych kobiet uplasowały się stricte w centrum jego krocza.

– Fiu, fiu, Sharpner! Ależ będziesz paradował!

– Hm! – prychnął samouwielbieńczo i po raz milionowy odgarnął takoż włos za ucho.

Chwilę się zastanowili nad tym i postanowili w sumie zdjąć również majtki. Zatrzasnęli je z resztą odzieży w szafkach. Chodziło o jak najbardziej naturalistyczny relaks, odnowę ciała nieskutego okowami cywilizacji, również partii rozrodczych.

– To co robimy, jest męskie i pierwotne i już zawsze masz ze mną wypoczywać na saunie tak odsłonięty. – Pouczył Sharpner, unosząc dydaktycznie palec, co czynił rzadko. Być może zmieniał się pod wpływem aury dobrego ucznia bijącej od kolegi.

– No jacha, brachu. – Klepnął go w bark i wyszli na korytarz, by przejść wreszcie do pomieszczenia z parą.