Nagualini
KURTYNA
Zostawił go.
Przeklęty gówniarz zostawił go na zimnej posadzce i wybiegł gdzieś razem ze swoimi zidiociałymi koleżkami. Ściskając w dłoni fiolkę. Popędził ratować świat, nawet nie zadawszy sobie trudu, żeby sprawdzić, czy jego nauczyciel jeszcze oddycha. Na Merlina, nie musiał robić tego różdżką! Wystarczyłaby któraś z prostych mugolskich metod, lusterko przy ustach, palce na tętnicy... No, może to nie, pomyślał z pewnym trudem.
Głupi, przeklęty, sentymentalny gnojek. Do ciężkiej cholery, Artura Weasleya odratowali niemal po godzinie. Jakoś wtedy nikomu nie przyszło do głowy, że ukąszenie równa się śmierci.
Ale nie. Dzieciak musiał uwierzyć świadectwu własnych oczu. Jakie to... gryfońskie. Gryffindor traci pięćdziesiąt punktów, Potter, przez twoją kretyńską lekkomyślność. Plus szlaban u Pomfrey, żebyś się nauczył, jak odróżniać żywych od umarłych. Nie na oko, Potter. Zaskoczony?
Spójrz... na... mnie...
No dobrze, może i opuścił rękę. Był... osłabiony, to wszystko. Oczy uciekły mu w głąb czaszki, możliwe. Tak, przestał się poruszać. Pokąsała go żmija, do kurwy nędzy, miał z tej okazji tańczyć fandango?
Spójrz... na... mnie...
Tak, mały idioto, przyjrzyj się źrenicom, przyjrzyj się tętnicy. Nie, Potter, nie masz patrzeć na mnie trwożnie, tym bezmyślnym wzrokiem zbitego psa. Spójrz na mnie! I wyciągnij wnioski, na Salazara!
Ale nie.
Zostawił go.
Głupi, przeklęty...
