Jak zwykle w kolejności alfabetycznej:
Anonim, kontynuacja jak najbardziej jest. Zamierzam skończyć tę część i wszystkie następne. Nie wiem, ile mi to zajmie, ale z takim wsparciem… Czuję się Twoim komentarzem wyjątkowo rozpieszczona. Nawet sobie nie wyobrażasz jak mi miło, że uważasz moje postaci za dobrze oddane. Zawsze mi na tym ogromnie zależy. Tak jak na dobrze poprowadzonej akcji i oryginalnej historii. Same wspaniałe pochwały.
Co do Itachiego, cóż, zapraszam do czytania tego rozdziału. A Sasuke zajmuje coraz więcej miejsca i już nawet nie pamiętam, jak to miało wyglądać na początku. Mam nadzieję, że kierunek, w jakim idzie ta postać, jest cały czas prawdopodobny, biorąc pod uwagę okoliczności.
Guest, widzę, że pogroziłaś, bo nowy rozdział upiekł się wyjątkowo szybko. Więcej takich! :D
Dziękuję za komentarze i proszę, żebyście na PM lub (w sytuacji awaryjnej) tutaj wysłały mi, o kim chciałybyście przeczytać.
– To pewność siebie granicząca z arogancją, wychodzić po ataku z wachlarzem Uchihów na ich pole treningowe, gdy człowiek odpowiedzialny za wczorajsze wydarzenia może wrócić, chcąc dokończyć to, co zaczął. – Spomiędzy drzew wyłoniła się matka jego koleżanki z akademii, z którą rozmawiał poprzedniego dnia.
Sasuke przystanął.
– Hayate pozwolił mi wyjść. Założyłem, że ANBU dalej mnie obserwują.
– Tak czy inaczej po co niepotrzebnie ryzykować? Swoje i cudze życie.
Sasuke nie miał na to dobrej odpowiedzi.
– Nie chcę rezygnować ze swojego dziedzictwa – stwierdził cicho, ale nawet w jego uszach zabrzmiało to niedojrzale.
Nohara westchnęła.
– Pokazywanie, z jakiego jesteś klanu, z miejsca daje twojemu wrogowi przewagę. Jest to zbędne i ryzykowne, coś, na co nawet wysokiej rangi shinobi raczej nie powinni sobie pozwalać. Radzę wam, żebyście zamiast trenować w miejscu, które aż krzyczy „Uchiha", poszli na zakupy.
Wszyscy troje mniej lub bardziej zadrżeli. Każde z nich nie znosiło zakupów. Niestety ta kobieta, jakkolwiek nieprzyjemna, miała rację.
– A ta koszulka?
– Lee. To jest spandex. Żółty spandex.
– Przyda się na misję w Sunie.
– Jeśli będę się tam kiedyś wybierał, zastanowię się nad nią.
Tenten spojrzała na niego, na okropny element garderoby i znowu na niego z wyraźnym powątpiewaniem. Wzruszył ramionami.
– Hej, chłopaki! A może to?
– Tenten, to jest różowe!
– No i? Nie widzę nic złego w tym kolorze!
Sasuke zerknął na nią znad wieszaka.
– To jest bluzka.
– Skąd wiesz?
– Stoisz w dziale damskim.
– To były męczarnie.
– Czy jako dziewczyna nie powinnaś uwielbiać takich rzeczy?
– Nie – odpowiedziała krótko.
Sasuke wzruszył ramionami.
– To, co? Chcecie trochę potrenować?
– Znowu, Lee?
– Możemy zacząć od rzucania do celu.
– Na co czekamy?
– Hej, ty! – Jakaś blondynka zagrodziła jej drogę i wymierzyła w nią palec.
– Tak?
– Jesteście z Sasuke blisko.
– Nie powiedziałabym?
– Spędzasz z nim dużo czasu.
– Tyle, co Lee.
– Jesteś dziewczyną.
– A, co? Nie widać? – spytała opryskliwie, ponieważ ta blondynka była niezwykle ładna.
– Sasuke nigdy nie spędza czasu z nikim, zwłaszcza z dziewczynami. Jak to zrobiłaś? Co jest między wami? – Wyglądała na sfrustrowaną. Zmierzyła Tenten wzrokiem od góry do dołu.
– Nie twoja sprawa – zirytowała się. Nikt, nawet tak ładny, nie będzie pogardliwie na nią spoglądał. Jeden Neji na tym świecie wystarczył.
– Jak to zrobiłaś? Jaka jest twoja tajemnica?
– Nie wiem, o czym mówisz.
– Ty. Sasuke. Razem. Czuję, co się święci!
– Opętał nas zły duch?
– Mów!
– Rany, skąd się tu wzięłaś?
– Mów! Proszę.
– Ech… Po prostu byłam dla niego miła.
– Ale ja jestem dla niego miła. Wyjątkowo miła. Jestem samą miłością!
– Może chodzi o to, że ja nie traktuję go jak ewentualnego chłopaka. Przechodzi teraz ciężkie chwile, na pewno wiesz i potrzebuje towarzystwa. Może po prostu nie interesują go na razie, ekhem, sprawy sercowe?
Dziewczyna uderzyła pięścią w otwartą dłoń.
– W takim razie zostanę jego przyjaciółką. I poczekam, aż będzie gotowy na coś więcej.
– Powodzenia.
Chciała odejść, ale blondynka złapała ją za rękę.
– Nazywam się Ino. Ino Yamanaka.
– Tenten. Po prostu Tenten.
– Pomóż mi osiągnąć mój cel.
– E?
– Sakura nie może ze mną wygrać.
– Kim jest Sakura?
– Moim wrogiem numer jeden.
– Czy ja chcę wiedzieć więcej?
– Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, ale potem ośmieliła się oświadczyć, że kocha mojego przyszłego męża i zerwałyśmy znajomość.
– To… trochę kuriozalne. Przyszłym mężem jest Sasuke?
– Oczywiście. Będę najlepszą przyjaciółką, o jakiej chłopak może marzyć. Będę przyjaciółką tak mocno, uwierz mi!
– Nie chcę walczyć z Sasuke.
– Poprosiłaś mnie o radę i to jest to, co mam do zaoferowania. My się głównie zajmujemy treningami. On nie ma chyba innych rozrywek.
– A co, jeśli go pokonam? Nie będzie chciał mnie znać.
– Szczerze wątpię. Myślę, że właśnie wtedy się tobą zainteresuje.
– Naprawdę?
– Staniesz się dla niego wyzwaniem. Dostrzeże w tobie godnego przeciwnika i interesującą jednostkę a nie kogoś z tłumu. A nawet jeśli się nie uda, chcesz być silniejsza. On nie ożeni się ze słabą kunoichi.
– Nie jestem słaba!
– Nie jesteś jeszcze nawet geninem.
– Ty też nie. On też nie. Nie jestem słaba jak na kogoś, kto jest w akademii.
– Sprawdźmy to. Walcz ze mną! Bez technik i broni.
– Jesteś starsza o rok!
– I co z tego? Jeśli chcesz być silniejsza, musisz trenować z lepszymi od siebie.
– Ja ci pokażę lepszą!
– Przed chwilą narzekałaś.
– Kiedy z tobą skończę, trzeba cię będzie zdrapywać!
– To poszło zaskakująco nieźle.
– Przegrałam.
– Trochę wiary we mnie. Dzieli nas jednak rok różnicy. Ten kopniak w bok był podstępny.
– Poważnie?
– Jasne. Ledwo się wywinęłam.
– Co ona tu robi?
– Spokojnie. Nie będę wpatrywać się w ciebie maślanymi oczami. Chcę trochę potrenować.
– Ty? Potrenować?
Miłość jej życia czy nie, Ino poczuła irytację. Jak on śmiał zwracać się do niej takim tonem?
– Tak – odparła, kładąc ręce na biodra. – I skopię ci tyłek.
W głębi duszy była wstrząśnięta tym, że odnalazła w sobie ukrytą zdolność do tego, by rozmawiać z nim w ten sposób. Ale Sasuke nie patrzył już na nią z obrzydzeniem, więc może ta dziewczyna miała rację i należało się pokazać od innej strony?
Tenten była całkiem dumna.
Koniec końców nie skopała mu tyłka. Ale prawie przestawiła szczękę.
Złapał się za nią i zanurkował w dół. Jej wysoki kopniak zdążył musnąć mu włosy. Szybko chwycił ją za nogę i zaatakował drugą. Pchnął ją na ziemię i przytrzymał.
To nie były okoliczności, w jakich wyobrażała sobie ich pierwsze wspólne opadnięcie do pozycji horyzontalnej, ale nie zamierzała narzekać. Udało jej się go trafić. Najlepszego na roku!
– Wygrałem – powiedział i był w tym lekki odcień satysfakcji. Rozpromieniła się. Docenił ją jako przeciwnika!
– Idziemy coś zjeść? – zaproponowała Tenten, uśmiechając się.
– Tylko, jeśli będzie to coś z pomidorami – powiedział, wyciągając do Ino rękę. Ścisnęła ją, oszołomiona. To był najszczęśliwszy dzień jej życia.
– Jak tam nowa przyjaciółka? Dogadujecie się?
Sasuke przystanął. Nie był zdziwiony, że Hayate już wszystko wie, w końcu ANBU śledzili pewnie każdy jego krok zza krzaków czy za czym to ukrywali się elitarni shinobi.
Ale był zdziwiony, że dalej jest tu chciany. Z początku to rozumiał, w końcu nie mógł wrócić na domu. I chociaż wystarczyło wynająć mieszkanie w hotelu, tak było bezpieczniej. Ale dni mijały, tereny Uchihów zostały… wyczyszczone a on dalej wracał do tego domu. Nie wiedział jak najlepiej o to spytać i nie był pewien czy chciał. Może nadużywał gościnności, jego gospodarz nie wiedział, jak poprosić, by się wyprowadził, ale pokój hotelowy brzmiał samotnie, wynajęte mieszkanie ostatecznie a powrót do domu rodzinnego przerażająco.
– To nie jest moja przyjaciółka – powiedział z naciskiem. – Ja nie mam przyjaciół. To dziewczyna z mojej klasy, nikt więcej.
Hayate pominął milczeniem fakt, że wiedział dokładnie, o kogo chodzi. Jej matka musiała być wniebowzięta.
– A ci dwoje, którzy tu przyszli?
– To moi partnerzy do treningów.
– Rozumiem – powiedział takim tonem, że jasne było, że nie rozumiał. – I spędzasz z nimi wiele godzin? Codziennie?
– Lubię treningi. To wszystko.
Hayate zmierzył go wzrokiem i powstrzymał z trudem nagłą pokusę, by zmierzwić mu włosy. Może kiedyś, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Odczuwał coś, czego dawno nie doświadczył. Po chwili zdiagnozował to jako lekką tremę.
– Chodź, zrobiłem coś do jedzenia.
– Dziękuję bardzo, ale już jadłem.
– To zupa pomidorowa.
Sasuke ruszył bez słowa do stołu.
Hayate obserwował go chwilę znad własnej miski, zbierając myśli. Sasuke nie przyznałby się do tego przypiekany ognistym jutsu, ale czuł się trochę nieswojo.
– Kiedy Yūgao wróci, chcielibyśmy z tobą porozmawiać.
Sasuke makaron urósł w ustach. A więc to tak. Czarnymi myślami zesłał na siebie rozmowę, której się obawiał.
– Hej! Zaczęliście beze mnie?
– Zawsze po misji idziesz na obiad z drużyną. Nie myśl, że zapomniałem.
– To intencje się liczą.
– Moje były bez zarzutu.
– Dobre chęci. Piekło – mruknął Sasuke niejako markotnie.
– A tego co ugryzło? – spytała Yūgao wesoło. Była w świetnym nastroju.
– Postanowiłem mu wspomnieć, że będziemy chcieli z nim porozmawiać.
– Ach!
Młody Uchiha prawie się skrzywił i nie chciał spojrzeć im w oczy. Yūgao przyjrzała mu się z lekkim zdziwieniem i zastanowieniem. Czyżby członek tego klanu bał się czego, odrzucenia?
Usiadła.
Miała swoje wątpliwości, z początku. Ale szybko się ich pozbyła. Była przekonana, że podejmują dobrą decyzję.
– Sasuke. Pomyśleliśmy, że może chciałbyś ze mną zamieszkać? Na stałe, znaczy się. – Uchiha wlepił w niego oczy. Gdyby teraz stali, pewnie zrobiłby coś krępującego jak rzucenie się im na szyje.
A tak powiedział tylko:
– Byłoby wspaniale.
Uśmiechnęli się. Kiedy na nich spoglądał, pomyślał, że stracił wielką rodzinę, ale może, być może zyskał niepostrzeżenie małą i równie cenną.
Własną rodzinę z wyboru.
– Chcę zdać szybciej – powiedział nagle Sasuke. – Mój brat, mając tyle lat co ja, był już geninem, więc i tak jestem spóźniony.
– Ja też spróbuję! – ogłosiła Ino, podekscytowana. Jeśli oboje zdaliby wcześniej, prawdopodobnie mieliby większą szansę, by skończyć w tej samej drużynie.
– Ja nie zamierzam – odparła Tenten, całkiem świadomie nie patrząc na Lee, który lekko zwiesił ramiona. Oto ktoś, kto nie miał szansy na szybszy awans. – I bez skakania z roku na rok jest stanowczo zbyt dużo pracy.
Z niechęcią pomyślała o swoim egzaminie z pieczęci, który zdała jakimś łutem niebywałego szczęścia.
– Dlaczego pomagasz Ino-świni zdobyć Sasuke? Nie chcesz go dla siebie?
Różowe włosy. Gdzieś ją już widziała. W akademii może? Ino-świnia? Nagle ją oświeciło. Grzebała w pamięci, próbując doczołgać się do imienia, które z pewnością słyszała.
– Dawna przyjaciółka Ino? – Poddała się.
– A, więc wspominała o mnie? Ha, nic dziwnego. Ma się czego bać. Nazywam się Sakura.
Tenten zarejestrowała jej cienkie nogi i ręce. Wzruszyła ramionami.
– Tenten. Chciała rady, więc jej ją dałam.
– Jaka to rada?
– Trenować, ile tylko może. Sasuke nie będzie tracił czasu na kogoś słabego.
– Słyszałam, że lubi długie włosy – powiedziała niepewnie.
– Skąd? Jakoś nie wygląda mi na typa, który wyśpiewuje na prawo i lewo swoje preferencje.
– Na pewno zwierza się komuś bliskiemu.
– Przykro mi, nie ten adres. O jego preferencjach wiem tyle, co nic. Lubi pomidory.
– Może przefarbować się na czerwono?
– Gdyby je głaskał albo przytulał. Ale on je niestety tylko zjada. Przynajmniej publicznie. Nie wiem, co Sasuke robi z pomidorami w zaciszu domowym. I czy chcę wiedzieć? Nie chcę.
– Ja chcę wiedzieć o nim wszystko.
– Co wy macie z nim? Jasne, jest uroczy, przyznaję bez bicia. Ale to jeszcze nie powód, żeby tak się nim interesować. – Tenten uniknęła słowa „obsesja", jednak było blisko. Cienkie nogi czy nie, dziewczyna wyglądała na zdeterminowaną. Nie chciała, by ją zaatakowała na środku ulicy. – Wybacz, muszę lecieć. Mam karę w akademii do odbycia i nie chcę dostać kolejnej za spóźnienie się. Miło było poznać. Do zobaczenia!
– Kim była ta piękność, z którą rozmawiałaś?
– Tamto? To była Sakura. Obawiam się, że jest kolejną fanką Sasuke.
– Och.
Poklepała go po ramieniu.
– Nie przejmuj się. Na pewno dostrzeże twoje zalety.
– Może zacznie spędzać z nami czas, tak jak Ino?
– One się nie cierpią.
– Och. – Zrzedła mu mina. – Może im przejdzie?
– A więc wymyśliłem ten nowy plan treningowy, by wreszcie zwyciężyć z Sasuke i wyobraź sobie, że kiedy go wykonywałem…
Nagle zauważył, że Tenten już go nie słucha, a patrzy gdzieś w przestrzeń ponad jego ramieniem. Przez sekundę miał ochotę się obrazić, ale obrócił się i również zamarł, widząc, kto stoi przy sali numer pięć, niecałe trzy metry od nich.
– Przechodziłam obok i pomyślałam sobie... Może przydałaby wam się pomoc? – odparła cicho Sakura.
Widząc ich zszokowane miny, splotła ręce za plecami i skierowała wzrok na ścianę. Dlatego nie zauważyła szybkiej wymiany spojrzeń, jaka między nimi nastąpiła.
– Jesteś pewna? – spytała Tenten.
– Bardziej pewna już być nie mogę – odparła na tyle twardo, na ile pozwalał jej dziecięcy głos.
Tenten zmarszczyła brwi z determinacją i przemierzyła dzielącą je odległość w trzech zamaszystych krokach.
– W takim razie trzymaj! – wyciągnęła w jej stronę miotłę, prawie uderzając ją trzonkiem w piersi. Ta złapała trzonek odruchowo w obie ręce i spojrzała na nie ze zdziwieniem, jakby chciała je spytać, dlaczego to zrobiły.
– Podłoga pod tablicą w sali numer siedem nie była chyba czyszczona od czasów Trzeciej Wielkiej Wojny Shinobi. Powodzenia. I Sakuro?
– Tak?
– Dziękuję.
– Tak – ożywił się Lee. – Dziękujemy, Sakuro! To niezwykłe, że chcesz nam pomóc.
– Co masz na myśli? – odparła ostro. Jeśli chciał przez to powiedzieć coś o leniwych dziewczynach, które niczego poza wyglądem nie brały poważnie, to…
– Niewielu by zrezygnowało z czasu wolnego dla kilku godzin czyszczenia sal w akademii.
– Zapomnij. Ze mną potrwa to nie dłużej niż godzinę.
Cóż, koniec końców zajęło więcej. Dużo więcej.
Sakura znalazła ich po dwóch godzinach.
– Muszę iść – odparła. Na sukience i policzku miała pył z kredy, ale Tenten nie zamierzała jej tego mówić, skoro uciekała z podwiniętym ogonem. – Rodzice kazali mi wrócić w ciągu pół godziny.
Miała ochotę spytać, jak się z nią skontaktowali, ale ugryzła się w język. Ledwo ich znała a postanowiła pomóc i poświęciła dwie godziny na najbardziej nieprzyjemną czynność świata. Czy zrobiła to z myślą o Sasuke, czy nie, to i tak się liczyło.
Podziękowali jej jeszcze raz.
– Masz kredę na policzku i sukience – dodała nie bez sympatii, zmieniając szybko zdanie.
– Później idziemy na trening – wtrącił szybko Lee. Zerknął na Tenten. – Jeśli chcesz, możesz do nas dołączyć. Pole numer pięć.
– Zobaczę – powiedziała. Splotła dłonie za plecami i wyszła.
– Które z nas powie o tym Sasuke? I Ino?
– Może ciągnijmy losy.
– To było okropne. – Westchnęła, opadając na trawę.
– Patrz, to Sakura! – Lee wskazał palcem. Tenten uniosła się na łokciach i przekręciła głowę w lewo, aż coś chrupnęło. – Cześć, Sakuro! – krzyknął wesoło Lee, machając do niej ręką. Poważnie, skąd on czerpał tyle energii? – Mam na imię Rock Lee, tak w ogóle, ale wszyscy mówią na mnie Lee.
– Ach, więc jednak nie stchórzyłaś i postanowiłaś się pojawić, Czoło? A już miałam nadzieję…
– Miło mi. – Pomachała lekko w stronę Lee. – Dużo się spóźniłam? – spytała lekko zadyszana, przypatrując się Sasuke.
Nie raczył odpowiedzieć.
Tenten postanowiła zlitować się i go wyręczyć. Uniosła się na łokciach.
– Nie byliśmy umówieni. Ino i Sasuke przyszli wcześniej, ale my dopiero skończyliśmy. Cóż, teraz róbcie, co chcecie. Ja nie mam siły na dalszy trening, to pewne – stwierdziła kategorycznie, w tej samej chwili, w której Lee krzyknął:
– Sasuke, wyzywam cię na pojedynek!
– No i po co ci to było? – wzięła się pod boki i zaczęła strofować Lee, który leżał na ziemi, zastanawiając się niezobowiązująco, czy ma jeszcze wszystkie kości mniej więcej tam, gdzie trzeba.
Po odpowiedniej dozie zachwycania się Sasuke, Sakura i Ino poszły do domu. Postanowiła odprowadzić ją, podobno by się z niej nabijać całą drogę, że przyszła i w ogóle nie trenowała, jakby sama nie postąpiła tak samo. Jak na owładnięte wzajemną nienawiścią, nie potrafiły się od siebie odkleić.
– Tenten, młody mężczyzna musi się rozwijać.
– Ecie, pecie, stary kotlecie. Lee, skąd ty w ogóle bierzesz te aforyzmy?
– A, fe-... co?
– Poznałem kogoś.
– Dziewczynę? – spytała podejrzliwie.
– Nie... – odparł rozmarzonym tonem. – Mężczyznę.
– Słucham?
– Eee... – Sasuke zzieleniał. – Wiecie co? Coś chyba słyszę moimi super uszami Uchiha.
– Masz też super uszy? – spytał ożywiony i aż oczy mu zalśniły. – Hurra! Jeszcze jedna przeszkoda do pokonania i udowodnienia wartości ciężkiej...
– Tak, tak... Obiad mi się przypala. Słyszę to charakterystyczne skwierczenie. Tak więc naprawdę muszę już iść.
Tenten złapała go za kołnierz.
– Wiedziałem, że ten strój to nie może być dobry pomysł – mruknął nieszczęśliwie. – A tak dobrze w nim wyglądam.
– Nieprawda – ucięła krótko. Jej oczy też pobłyskiwały, ale był to zdecydowanie groźny blask. – Co robił ten mężczyzna, Lee? Czy proponował ci coś do jedzenia?
– O, tak! Męski pot, krew i łzy! – odparł entuzjastycznie.
Tenten załkała w duchu nad jego naiwnością. Sasuke załkał nad swoimi uszami.
– Lee, musisz o tym komuś powiedzieć. Czy wiesz, jak ten mężczyzna się nazywa?
– Nie. Ale wierz mi, Tenten, ten człowiek. Ach, on musi być kimś!
– Jasne, że musi kimś być – odparła niewzruszona. – Trudno, żebyś go sobie wymyślił.
– To akurat nie jest takie znowu niemożliwe – Sasuke wymruczał pod nosem, znad swojego maltretowanego kołnierza mierząc wzrokiem Lee, który niemal emitował światło. – Możesz mnie już puścić, co, Tenten?
– Nie.
– Ale dlaczego?
– Nie zamierzam z nim zostawać sama, gdy taki jest, to wszystko.
– Nie może być groźny. – Kiedy właściwie zaczęli mówić szeptem? – W końcu, na fajkę hokage, on nawet nie używa czakry.
– Ale spójrz na ten ogień w jego oczach. Jesteś pewien, że on nie może używać genjutsu?
– Ty mi powiedz, to ty jesteś z nim na roku.
– Założę się, że jest chūninem! Albo jeszcze lepiej! Hej, czy ktokolwiek mnie tu słucha?
– I kręcił się po przyakademickim polu treningowym? Zapomnij. To pewnie jakiś nauczyciel albo woźny.
– Ty to potrafisz odpowiednie dać rzeczy słowo, Sasuke.
– No, co? Myślałem, że tego chciałaś.
– Nie byłem wtedy przy akademii – wtrącił znienacka Lee.
– A gdzie?
– Tutaj.
Tenten i Sasuke rozejrzeli się, jakby zza krzaków miał wyskoczyć na nich zboczeniec.
– No, dobrze. Muszę iść, wyzwać Nejiego.
– Przecież ledwo trzymasz się na nogach.
– Obowiązek to obowiązek, co poradzisz?
– Wystarczy nie iść. Neji jakoś ci wybaczy.
– Prawdziwy mężczyzna nie cofa się w obliczu wyzwania. Prawdziwy shinobi – poprawił się, widząc jej minę. – To do jutra! – Zamachał im i potknął się. Zapewne runąłby na ziemię, gdyby Sasuke go nie podtrzymał. Tenten westchnęła. To będzie katastrofa.
– Co to za sprawa z tym… Nejim?
– Kolega na roku. Lee wziął sobie za punkt honoru dręczyć go wyzwaniami.
– Przecież już trenuje z nami.
– Co, zazdrosny?
– Wkłada w to wszystko wiele wysiłku.
– Lee ma problemy z czakrą. Nigdy nie widziałam, żeby udała mu się jakaś technika.
– Nie zbadali go, nim został przyjęty do akademii?
– A ciebie?
– Jestem z klanu.
– A skąd wiesz, że on nie jest?
– Musiałem zapamiętać nazwiska wszystkich rodów w Konosze.
– Oczywiście.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Wyobrażam sobie, że ludzie z klanów powinni się łatwo rozpoznawać. Z powodów, ach, grzecznościowych?
– Powiedzmy – odparł pobłażliwie, częściowo udobruchany.
– Powiedzcie… Czy coś już wiadomo o napastnikach? – spytał Sasuke swoich nowych, nieformalnych opiekunów.
Zgodzili się, że go nie adoptują. Nie byli małżeństwem i nie chcieli, by zmieniał nazwisko. Sasuke kochał być Uchihą i czerpał z tego dumę, ale musiał przyznać, że było mu odrobinę żal. Nawet, jeśli być może to było za wcześnie, by się przywiązywać, ci ludzie okazali mu dobroć, gdy był w najgorszym momencie życia i zaopiekowali się nim, chociaż było to dla nich ryzykowne.
Umiał to docenić.
– Inoichi przekazał twoje podejrzenia hokage. Większość ciał zostało zidentyfikowanych.
– A czy był wśród nich mój brat? – Czuł się podle, pytając o to, jakby reszta rodziny się nie liczyła, ale tłumaczył sobie, że dowie się o ich statusie prędzej czy później.
Nie pytał wcześniej, bo się bał. Powoli tracił nadzieję, że kiedykolwiek zobaczy jakiegoś członka swojej rodziny. Zaczynał też wątpić, że to był Shisui, ponieważ nie umiał znaleźć tu wystarczająco sensownego motywu.
– Ktokolwiek to zrobił, znajdę ich i zabiję – obiecał.
Yūgao i Hayate wymienili się spojrzeniami.
– Nie będziesz sam. Konoha ci pomoże. My ci pomożemy.
– Mam nadzieję. Zabili całą moją rodzinę. Sam sobie w życiu nie poradzę.
Przez kolejne dni ustaliła się rutyna. Po skończeniu zajęć w akademii szli na trening. Było to głównie budowanie staminy, wielokrotne powtarzanie rozmaitych ciosów i kopnięć w taijutsu i cokolwiek by się nie działo, pojedynek między Sasuke i Lee.
Potem Uchiha szedł do domu, nadrabiać materiał z kolejnego roku. Lee trenował dalej a Sakura, Ino i Tenten szły do biblioteki, szukać przydatnych technik i ćwiczeń. To ostatnie było powodem rosnącej frustracji.
– Czy tu jest cokolwiek poza kręceniem sobie liścia na czole? – warknęła Tenten i pozwoliła, by kolejny zwój zwinął się z trzaskiem.
Sakura przejechała sobie ręką po włosach.
– Nie dziw się tak. Nie mamy dostępu do sekcji dla geninów.
– Ale to jest głupie! Dlaczego nie ma tu niczego, co wykraczałoby poza program? Ani jednej, małej rzeczy? Naprawdę chcą, żeby student akademii mógł nauczyć się tylko całkowitego minimum?
Ino zgarbiła się na krześle i oparła plecami.
– Poprosiłabym tatę o pomoc, ale jōnin wypożyczający materiały dla geninów wyglądałby podejrzanie.
– A kto by miał zwracać na to uwagę?
– Ach, przecież to genialne!
– Co takiego?
– Cóż… chyba mam kogoś, kogo mogłabym poprosić o pomoc.
– Tak?
– Zostawcie to mi. Chodźmy teraz do domu. Spotkamy się jutro na polu treningowym. Do tego czasu powinno mi się udać coś załatwić.
– Tato?
– Nie, Tenten, nie zrobiłem ciasta.
– Widzę. Nie o to mi chodzi. Właściwie chciałam cię poprosić o pomoc. Widzisz, jest taka sprawa. Jako uczniowie akademii, ja i moi przyjaciele nie możemy jeszcze wypożyczać zwojów ani książek z działu dla geninów a w tych, które są dla nas dostępne, nic ciekawego nie ma. Pomyślałam, że może mógłbyś wykorzystać swój identyfikator i załatwić nam parę materiałów.
Kilkanaście minut później zbliżali się do biblioteki.
– To co was interesuje?
– W sumie to nie wiem.
– Jest mnóstwo specjalizacji, spośród których shinobi może wybierać. Najpopularniejsze to taijutsu, kenjutsu, ninjutsu, genjutsu, fūinjutsu i iryōjutsu. Niektórzy uznają kenjutsu za rodzaj taijutsu. Nazywają też tę ostatnią dziedzinę iryō ninjutsu i traktują tylko jako podkategorię ninjutsu. Moim zdaniem błędnie, ponieważ podczas gdy ninjutsu głównie skupiają się na manipulacji czakrą żywiołów, medyczne jutsu są oparte na yin i yang i związane ze zmienianiem ciała. Bliżej im więc do genjutsu, które wymaga tych samych energii w innych proporcjach i za zadanie ma wpływanie na umysł.
– A fūinjutsu?
– To sztuka pieczętowania. Podejrzewam, że w sekcji dla geninów będzie tylko coś o chowaniu przedmiotów w zwojach.
– Dobre i to.
– Czyli od czego chcesz zacząć?
– Taijutsu już się zajmujemy. Tsunade jest najsłynniejszą medyczką. Może coś z tego?
– Na razie nie chodzicie na misje a iryō wymaga ogromnego wysiłku i kontroli nad czakrą.
– Genjutsu i ninjutsu też nie przyda nam się w wiosce. A taijutsu pomoże tylko w skakaniu po dachach i drzewach. Już od dawna szkolimy się w spadaniu z dużych wysokości.
– Do waszych pierwszych misji też tylko tyle się przyda.
– Jak to?
– Za moich czasów było to głównie pielenie ogródków i noszenie zakupów staruszkom.
– Żartujesz.
– Nie widziałaś, jak drużyny się kręcą? Spodziewałaś się, że od razu będziecie ratować dziedziczki rodów?
– Nie, ale spodziewałam się, że będziemy ratować kogoś.
– Co najwyżej koty z drzew.
– Świetnie. Czyli co, dalej skupiać się na taijutsu?
– Może spróbujcie genjutsu. To przygotuje was do technik medycznych.
– Czy genjutsu nie jest bardziej niebezpieczne?
– Nie. Ponieważ ono tylko wpływa na postrzeganie. Z waszymi poziomami czakry nie stworzycie czegoś, co zagraża trwałym uszkodzeniem czakroobiegu, mózgu lub szaleństwem. Natomiast, chociaż na początku medycznego treningu ćwiczy się głównie takie rzeczy, jak sprawianie, by ryba oddychała poza wodnym zbiornikiem tak skutecznie jak w nim, nie ufam, że bez nadzoru kogoś doświadczonego nie zaczniecie głupio ryzykować.
– Przecież sam wybierzesz nam lektury.
– Tak, ale na większości zwojów znajdują się choćby techniki na skaleczenia. Jak zaczniecie tam grzebać, możecie sobie bardziej uszkodzić tkankę.
– To załatw nam te dotyczące ryb.
– Ale jesteś uparta.
– Co poradzę. Tsunade!
– Proszę bardzo! – krzyknęła, kładąc zwoje na ziemi.
– Jak to załatwiłaś? – zdziwiła się Ino, sięgając po pierwszy.
– Hej, nie kładźcie ich tak!
– A gdzie mam je zostawić? Nic im nie będzie.
– Utrzymywanie ryby poza akwarium? Skąd weźmiemy rybę?
– Możemy wykorzystać do tego tę technikę. Spójrzcie. Tworzenie na dłoni cienkiej powłoki czakry, która przylepia ją do powierzchni.
– Brzmi… nieprzydatnie.
– Poczekaj. Może można dzięki niej po czymś wejść?
– A to nie jest tak, że się przylepiasz a potem odlepiasz? Od razu byś spadł.
– Hm, racja.
– Dobra, co my tu jeszcze mamy?
– Pomyślałam, że jesteśmy w Kraju Ognia, więc wybrałam tworzenie małego pocisku z tego żywiołu.
– Powinienem to szybko opanować. Jedna z moich technik rodowych to wielka kula ognia. Jak już to zrobię, pomogę wam się jej nauczyć.
– Świetnie. A skoro jesteśmy w Kraju Ognia, to popytałam trochę i sprawdziłam, jaki żywioł jest od niego silniejszy. Nie było dla mnie wielkim zaskoczeniem, kiedy odkryłam, że woda. I dlatego mam dla nas na początek wydobywanie jej z ziemi.
– Nauczę się tego!
– Wiesz, że opanowywanie technik z żywiołów najbliżej twojego jest najtrudniejsze?
– Tak bardzo się tego nauczę!
– To kto chce łowić ryby?
– Fuj! Ja nie.
– Ja też nie.
– Dobra – westchnęła. – Zrobię to.
– Spokojnie, drogie damy! Ja się tym zajmę.
– Lee?
– To ja nie jestem damą?
– E… Oczywiście.
– Oczywiście, że…?
– Że tak.
– No, i tak ma być.
– Proponują tu zacząć od drzewa.
– No, to na co czekamy?
Lee podbiegł do najbliższego, przyłożył do niego dłoń i… nic. Gdy ją odsunął, nawet nie stawiała oporu.
Tenten westchnęła.
– To beznadziejne – stwierdziła. – Siedzimy tu od dwóch godzin i nic.
Próbowała wpływać na swoją czakrę jak podczas korzystania z pieczęci przy jedynym jutsu, które do tej pory opanowała, ale bez skutku. Raz udało jej się odrzucenie ręki od drzewa, ale że było to dokładne przeciwieństwo tego, o co jej chodziło, nie była zachwycona, że osiągnęła jakikolwiek efekt.
Ino i Sakura najwyraźniej miały bardzo ogniste skłonności, bo jedyna wilgoć na ich dłoniach pochodziła od trawy.
– Ach, udało się! – krzyknęła nagle Sakura. Od ziemi do jej dłoni sięgała cienka strużka wody.
– Jak to zrobiłaś? – spytała Ino zazdrośnie.
– Sięgnęłam czakrą poza ciało.
– Ja też to robię. I nie wychodzi.
– Ale ja też zmieszałam moją czakrę z wodą i tak jakby przekonałam ją, że to jej część. Sprawiłam, że są do siebie podobne. Nadałam jej zbliżoną strukturę. Woda przyczepiła się i zaczęła płynąć tam, dokąd chciałam. Mówię zrozumiale?
– Powiedzmy. Nie myśl, że skoro ci się pierwszej udało, to wygrałaś.
– Dla mnie to tak właśnie wygląda, Ino-świnio.
– Chcesz się bić?
Do końca dnia Ino i Sakura się znokautowały, Sasuke udało się opanować technikę a Tenten i Rock znajdowali się dokładnie tam, gdzie zaczęli, z wyjątkiem jednego wypadku z odpadającą korą i odrzuceniem ręki.
– Hokage-sama, zidentyfikowaliśmy wszystkie zwłoki Uchihów.
Nareszcie.
– Tak?
– Brakuje tylko Itachiego i Shisuia. Ten drugi zaginął już wcześniej. Ten pierwszy nie był na żadnej misji w momencie ataku. Ich obecne miejsce pobytu jest nieznane.
Bez naocznego świadka nie mogli oskarżyć Itachiego. To znacząco ułatwiłoby mu wniknięcie do szeregów Akatsuki. Będzie musiał poradzić sobie z listem gończym. Mieli prawo go podejrzewać, ale nie mogli oskarżyć.
Yūgao zupełnie jak nie członek ANBU wpadła do mieszkania.
– Sasuke czy twój brat nazywa się Itachi?
Uchiha wyszedł z pokoju.
– Tak. Wiadomo coś o nim?
– Nie ma jego ciała wśród ofiar.
– A inni?
– Poza nim i Shisuiem nikogo nie brakowało. Przykro mi.
Sasuke opadły ramiona. Nie był zdziwiony, jednak dotąd miał cień nadziei. Ale Itachiego tam nie było. Czy to znaczy, że żył? To byłoby wspaniałe. Ale dlaczego jeszcze nie wrócił?
– Czy jest na jakieś misji? Miał mnie tego dnia odebrać, ale może coś mu wypadło.
– Z tego, co wiem, nie. Ale szukali go Hyūgowie. Gdyby tu był, znaleźliby go.
Sasuke skrzywił się. Ich rodziny od jakiegoś czasu się nie dogadywały. Ale nie miał powodu, by im nie wierzyć.
Hayate klepnął go w ramię.
– Jest nadzieja.
– Właściwie… Wystawili za nim list gończy.
– Jak to?
– Podejrzewają, że mógł mieć coś wspólnego ze zbrodnią.
– Niemożliwe! Itachi nigdy by czegoś takiego nie zrobił.
– A Shisui tak?
– Nie znam go tak dobrze i ma Mangekyō Sharingana. To znaczy, że już był w ten czy inny sposób zaangażowany w śmierć kogoś bliskiego. I jest silniejszy od innych Uchihów, może oszukać ich oczy.
– Jest bardziej prawdopodobnym podejrzanym od twojego brata, ale z punktu widzenia hokage jego zniknięcie jest podejrzane. Mają go wziąć żywcem i przesłuchać. Kiedy go wreszcie znajdą, wróci i być może znowu będziecie razem.
– Jak myślisz, o co chodzi z Itachim? – spytał Hayate, gdy Sasuke położył się spać.
– Myślę, że zabił swoją rodzinę – stwierdziła spokojnie Yūgao.
– Dlaczego miałby to zrobić?
– A Shisui? Też nie miał motywu. To była ich rodzina.
– Nic z tego nie rozumiem. Jak dla mnie to musieli być shinobi z innego kraju i wybuchnie z tego powodu wojna.
– Pewnie masz rację. Zabili całą rodzinę, włamanie się do wioski nie stanowiłoby dla nich problemu.
– Tak czy inaczej naszym priorytetem jest ochrona Sasuke.
– Mam dla ciebie propozycję.
– Tak?
– Jestem specjalistą kenjutsu. Wiesz, co to znaczy?
– Posługujesz się mieczem.
– Dokładnie. Pomyślałem, że może chciałbyś się czegoś nauczyć? Mam jeszcze mój stary miecz, z którym zaczynałem. Yūgao też jest w tym świetna i pewnie chętnie ci pomoże, ale ja dysponuję większą ilością czasu. Co ty na to?
– Koniecznie!
Ino zajęło to dłużej, ale teraz wyciągała z ziemi większe ilości wody od Sakury. Sasuke jeszcze nie opanował tej techniki, ale nie rozstawał się z krótkim mieczem i ten chwiał się lekko, gdy pokazywał im, jak wykonać pociski z ognia.
Tenten była w stanie przyczepić dłoń do kory i zaczęła eksperymentować z rybami i nawet Lee udało się to na chwilę, ale nie na tyle stabilnie, by uwięzić w niej cokolwiek.
Sasuke i Tenten byli zaskoczeni, że mu się udało i po cichu gorąco mu kibicowali, odkrywszy, że jednak jest w stanie zrobić coś ze swoją czakrą. Lee był tym osiągnięciem wniebowzięty i już snuł plany dotyczące potężnych ninjutsu.
– Mam! – krzyknęła Tenten, wyciągając triumfalnie rybę niewiele dłuższą od swojego środkowego palca. Sakura i Ino nie były pod wrażeniem. – No, dobra. Czas zabrać się za medyczne ninjutsu! Rany, skąd ja mam wiedzieć czy ona oddycha jak w wodzie?
– Chodzi chyba o to, żeby nie przestała się rzucać.
– Jak to ma właściwie pomóc w medycznych jutsu? Czy to raczej nie jest manipulacja wodą i powietrzem?
– Podobno następne ma być ranienie ryby i zasklepianie skaleczeń. To brzmi już sensownie.
– Ale dlaczego to?
– Może chodzi o to, żeby radzić sobie z systemem oddychania?
– Ale ludzie mają płuca.
– Może nie wszyscy? Wyobraź to sobie. Kolorowi ludzie-ryby.
– Dlaczego kolorowi?
– Ryby są kolorowe.
– Zabierz się lepiej za to jej oddychanie.
– Nic się nie stało. Prawie się nie rusza.
– Może dlatego że ciągle gadasz? Pokaż. No, dajesz, dajesz. Ha! Udało się.
– Ino-świnio? Daj spróbować. Nie wierzę, że z własnej woli postanowiłaś dotknąć ryby.
– Wszystko, żeby być lepszą od ciebie.
– Też mi się udało.
– Tylko dlatego że dzięki mnie zaczęła się ruszać.
– Ino-świnio!
– Czoło!
Tenten była załamana. Dlaczego im wszystko wychodziło szybciej?
– Ech, pokaż te pociski, Sasuke.
Przynajmniej to udało jej się całkiem szybko. Lee pod koniec dnia stał po kolana w wodzie i łowił dla nich rybę za rybą. Najwyraźniej go uwielbiały. Podejrzewała, że to przez te okrągłe oczy.
– Itachi Uchiha był widziany w płaszczu należącym do terrorystycznej organizacji, nazywającej się Akatsuki.
Zaczęło się.
– Hokage-sama. Słyszałem o tym, co zrobił Itachi. Zapewne wiesz, że skończył akademię wcześniej. Od jakiegoś czasu myślałem nad zaproponowaniem tego, ale jakoś nigdy nie było okazji. Czy mógłbyś wycofać możliwość zdawania przed terminem?
– Zastanowię się nad tym, Kakashi. Dziękuję, że zwróciłeś moją uwagę na ten problem.
– Sasuke Uchiha? – Zamaskowana ANBU wylądowała tuż koło niego, gdy wracał do domu.
– Tak, to ja.
– Hokage wzywa cię do swojego gabinetu.
Sasuke nigdy w życiu nie widział przywódcy ich wioski z bliska i był trochę speszony, gdy sekretarka wpuściła go wprost przed oblicze tego sędziwego mężczyzny. Wyjął fajkę z ust i zaprosił go, by usiadł.
– Cieszę się, że cię widzę, Sasuke.
– To dla mnie zaszczyt, hokage-sama.
Zamachał ręką, chcąc pokazać, że podobna formalność nie jest konieczna.
– Słyszałem o twoim nowym zakwaterowaniu. Powiedz, jak ci się podoba życie z Hayate i Yūgao?
Sasuke zdziwił się, że wie o tym, że są razem. To wydawała się mało znacząca kwestia w porównaniu ze sprawami całej wioski, z jakimi z pewnością musiał radzić sobie każdego dnia.
– Bardzo dobrze się mną opiekują, hokage-sama.
– I postanowili cię szkolić w swojej specjalizacji, jak widzę – powiedział, zerkając znacząco na miecz u jego boku.
– Tak. – Poklepał rękojeść.
– Są w tej wiosce jednymi z najlepszych. Jakkolwiek cieszy mnie ich decyzja, nie jest to niestety powód, dla którego cię tu wezwałem. Jak być może wiesz, ciała Itachiego Uchihy nie odnaleziono wśród zamordowanych. – Przerwał wyczekująco.
– Tak, słyszałem o tym.
– Nie był wtedy na misji i jego nieobecność w wiosce sama w sobie wydawała się podejrzana. Wystawiono za nim list gończy z podkreśleniem, że jest poszukiwany żywy. Niedawno jednak dotarły do mnie wieści, że dołączył do terrorystycznej organizacji, zwanej Akatsuki.
– Czy teraz jest poszukiwany żywy lub martwy?
– Nie i wszyscy mają jasny rozkaz, by go nie zabijać. Musi zostać najpierw przesłuchany.
– Czy dołączenie do takiej organizacji nie jest równoznaczne z przyznaniem się do winy? – spytał gorzko.
– Być może, ale pozostaje jeszcze poznanie nazwisk jego wspólników. Geniusz czy nie, nie byłby w stanie zrobić tego sam.
– Nim umarli, ludzie z mojego klanu podejrzewali go o zabicie Shisuia. On miał Mangekyō Sharingana i był w związku z tym dużo silniejszy od reszty klanu.
– To dalej jeden człowiek. Być może wziął jego oczy. Ale słyszałem o tej formie Sharingana i nie sądzę, by nawet ktoś posiadający go był w stanie dokonać w pojedynkę tego, co stało się tamtego dnia. Nie, Sasuke. Jeśli to zrobił, a najprawodopodobniej miał w tym swój udział, zapewne nie działał sam. Jak i dlaczego to pytania, na które musimy poznać odpowiedź.
– Może są jakieś okoliczności łagodzące? – zastanowił się Sasuke.
– Myślisz, że ktoś go do tego zmusił? Rozważaliśmy tę możliwość. Być może został zmuszony do współpracy. Jest możliwe, że ktoś użył na nim potężnej pieczęci i dlatego nie zgłosił się z tym do mnie przy pierwszej okazji. Ale te, które należą do kategorii kontrolujących czyjeś poczynania, są jednymi z najcięższych do stworzenia i najbardziej skomplikowanych i z tego, co wiem, nikt jeszcze nie opracował takiej, która zmusiłaby kogoś do odebrania innym życia. Te zmuszające do milczenia są prostsze, ale w żadnym wypadku nie należą do łatwych. A dodatkowo Itachi Uchiha był na tyle potężny, by spróbować złamać taką pieczęć i wystarczająco inteligentny, by być może znaleźć sposób, jak ją ominąć. Istnieje wiele teorii. Niestety nie odkryjemy prawdy, dopóki nie sprowadzimy Itachiego do wioski.
– Dziękuję, że mi to powiedziałeś, hokage-sama.
– Nie jestem zwolennikiem trzymania przed ludźmi sekretów w sprawach, które ich bezpośrednio dotyczą, jeśli tylko można temu zapobiec. – Poza tym wolał uniknąć sytuacji, w której Sasuke dowiedziałby się od kogoś przypadkowego. – Ale jeszcze ważniejsze jest to, żebyś uważał. Kiedy znowu się spotkacie, Itachi może spróbować cię zabić.
Hiruzen nie wiedział, jakie ten stworzył plany odnośnie swojego brata. Jego jedynym warunkiem wykonania misji było, by Sasuke miał zapewnione bezpieczeństwo. Ale musiał zachować swój wizerunek. A on, Hiruzen, postępować odpowiednio.
– Dziękuję. Będę uważał. – Chwilę się wahał. – Czy mógłbym zadać pytanie? – Sasuke czuł się głupio, ponieważ z pewnością hokage miał mnóstwo pracy, ale był też najlepszym źródłem wiedzy, jaką chciał otrzymać, więc postanowił zaryzykować zawracanie głowy najsilniejszemu człowiekowi w wiosce.
– Odpowiem na wszystkie pytania, na które mogę. – Uznał, że takie sformułowanie nie było zbyt ryzykowne i nie pomylił się, bo Sasuke bez mrugnięcia okiem kontynuował.
– Czym zajmuje się ta organizacja, do której dołączył mój brat?
Hokage przejechał ręką po brodzie.
– To grupa złożona ze zbiegłych shinobich. Nie wiemy, jakie są jej ostateczne cele i ilu dokładnie ma członków. Pracują jako siła najemna i uczestniczyli w kilku konfliktach. Porwali też jednego jinchūrikiego.
– Kim jest jinchūriki?
– To ktoś, w kim zapieczętowano demona – odpowiedział cierpliwie hokage.
Sasuke pokiwał głową.
– Takiego jak Kyūbi?
– Dokładnie.
– Czyli na razie nie mamy się czym martwić. – Widząc jego pytające spojrzenie, sprecyzował. – W pobliżu nie ma żadnego konfliktu a Kyūbi nie żyje.
Hokage nic na to nie odpowiedział.
– Z powodu licznych doniesień o problemach z shinobimi, którzy w krótszym czasie skończyli akademię i ponieważ Konoha nie jest zaangażowana w żadną wojnę, postanowiono zablokować możliwość wcześniejszego zdawania ostatniego egzaminu.
– Dlaczego?! – krzyknął Naruto.
– Właśnie to wyjaśniłem – powiedział z irytacją sensei.
– Przecież to i tak cię nie dotyczy, mięczaku.
– Zamknij się, Kiba! Tak jakbyś ty miał szansę zdać wcześniej.
– Na pewno większą od ciebie!
– Tylko Sasuke miał szansę to zrobić, barany!
– Barany?! Ja ci dam barany, psia krew!
– Myślałem, że skończyłaś.
– Przepraszam.
– Spokój. O ile nie czeka nas wojna, szybko nie zostaniecie geninami.
– Jak już zostanę hokage, to to zmienię, uwierzcie mi!
Kiba jęknął.
Kolejne miesiące mijały prędko na treningach i zajęciach w akademii. Teraz, gdy Sasuke nie mógł zdać szybciej, poświęcił się sztuce posługiwania mieczem i widział postępy. Ino i Sakura znajdowały w zwojach kolejne sposoby na znęcanie się nad rybą, podczas gdy Tenten dalej nie umiała sprawić, by ta poczuła się jak w wodzie. Ale nie poddawała się, ponieważ Tsunade. W międzyczasie pocieszała się, że celnością przerastała ich wszystkich z łatwością.
Rock ciągle wyzywał Sasuke i Nejiego na pojedynki i stawał się coraz lepszy. Jego walki z Uchihą trwały już długie minuty.
Tego dnia spodziewali się, że wkrótce z krzaków wyskoczą Ino i Sakura, by dołączyć do ich treningu.
Wyskoczył z nich Neji. A raczej wyskoczyłby, gdyby Hyūgowie kiedykowiek skądkolwiek dokądkolwiek wyskakiwali. W tym wypadku po prostu wyszedł spomiędzy drzew z niezrównaną, arystokratyczną godnością. Tenten zacisnęła zęby. Sasuke wsadził ręce do kieszeni. Lee się zagapił.
– Wy troje. Jak… odpowiednio.
– A, żebyś wiedział! – odparł nieoczekiwanie Lee. – Ciężko trenujemy.
– Nie wątpię. Powiedzcie, udało wam się już odkryć, że od tygodni jesteście obserwowani?
– Niech pomyślę. – Zaczęła wyliczać na palcach. – Ino. Sakura. Niezliczone rzesze ANBU. Tak, jest tego sporo. Dlaczego pytasz?
– Mam na myśli jōnina w kombinezonie z zielonego spandexu.
– A, więc miałem rację. To jōnin.
– Wcześniej byłeś pewien, że chūnin.
– Pamiętasz takie rzeczy?
Zignorował ją.
– Dlaczego nam to mówisz… Hyūgo?
– Nie dbam o dziecięce stalkerki, ale jego obecność za krzakami wydała mi się… osobliwa.
– To wspaniały człowiek. Wielki mędrzec.
– Ile razy ty go właściwie widziałeś, Lee? I co robiliście?
– Raz. Dzielił się ze mną swoją mądrością.
– To nie brzmi jak coś, co się kwalifikuje do zgłoszenia.
– Zaczepia go dorosły mężczyzna, Sasuke.
– A mnie dorosły mężczyzna zaprosił do mieszkania ze sobą. Bez adopcji.
– Będziesz mieszkał z tym człowiekiem, którego poznaliśmy? – spytała podekscytowana.
– Tak. – Kiwnął głową.
– To świetnie! Wydaje się sympatyczny. I to jest blisko mnie.
– Mieszkamy w wiosce. Tu wszystko jest blisko siebie.
– Rozumiem, że ten człowiek w krzakach w ogóle was nie martwi.
– Najwyraźniej jest nieszkodliwy, ale jeśli czegoś będzie próbował, powiesz nam o tym, prawda, Lee?
– Czegoś? Czyli czego?
– Jeśli będzie cię, uch… dotykał w niepokojący sposób…
– Ach, moje uszy!
– …albo mówił krępujące rzeczy. Od razu krzycz i uciekaj a potem zgłoś to nam lub komuś dorosłemu.
– Oczywiście – odparł poważnie Lee. – Ale on jest wspaniały i niczego takiego nie zrobi. Gdyby zrobił – dodał, widząc jej minę. – Powiem o wszystkim, obiecuję.
Neji zmierzył ich chłodnym wzrokiem.
– W takim razie widzimy się jutro w akademii.
Tenten patrzyła na jego plecy, gdy odchodził. Nigdy by nie przypuszczała, że Neji Hyūga mógłby martwić się ich losem. Bo jak to inaczej wytłumaczyć? Może po prostu łączyła ich nienawiść do tego rodzaju zboczeńców.
Nie sądziła, że ona i Neji Hyūga mogą mieć ze sobą coś wspólnego. Lee. Sasuke. Ino. Sakura. Wszechobecne ANBU. Mędrzec w spandexie. I troskliwy Neji. Jej życie stawało się coraz dziwniejsze. Oraz zdecydowanie tłoczne.
I-i pozbyliśmy się nieodzownego stroju, zdobiącego w oryginale Sasuke Uchihę. Zdziwieni?
W ramach ciekawostki: oryginalnie Tenten i Rock mieli go spotkać pierwszy raz po masakrze w akademii, gdy sprzątali. Scena z Sakurą jest w istocie tą właśnie z drobnymi przeróbkami, ponieważ z tym, jak ich relacja wygląda obecnie, Uchiha zupełnie przestał tam pasować.
Jak pewnie zauważyliście, bohaterowie rozwijają swoje umiejętności powoli. To nie jest ten typ fanfika, w której ktoś stworzy pierdyliard klonów i nauczy się pięćdziesięciu technik w tydzień, ale za to dość prędko odkrywają swoje przyszłe specjalizacje.
Ośmielam się stwierdzić, że ich wybory mają tu więcej sensu niż nagłe zgłoszenie się Sakury do Tsunade (przyznam, że nie pamiętam jej powodów, jeśli były podane. Może wtedy zmieniłabym zdanie. Jasne, dwóch pozostałych sanninów szkoli jej kolegów i mogła poczytać o medycznych jutsu, ale czy nie powinna męczyć Kakashiego?) lub decyzja Orochimaru, by uczyć Sasuke kenjutsu. Wężowy sannin to facet wielu talentów, ale miecz to mu głównie wystaje z gardła.
