Ostrzegam, ponieważ sama zwykle nie przepadam za tym w fanfikach, że w poniższym rozdziale pojawia się wymiana listów. (Czasem zdarzają się wspaniałe, oczywiście. Jedna z moich absolutnie ulubionych powieści wszechczasów to rzecz epistolarna. O tym jednak kiedy indziej. Jeśli chcecie podpowiedzi, można je znaleźć w moim "Rekonwalescencie". Nie są to "Cierpienia młodego Wertera". Nie są). Jeśli kogoś to przyprawia o niepowstrzymywalne wymioty, niech szybko przewinie tam, gdzie już nie ma intensywnej kursywy.
Napisałam listy a potem je zredagowałam. W najmniejszym wypadku nie znam japońskiego na tyle, by móc stworzyć błędy, mogące wynikać z podobieństwa znaków. Zdecydowałam się na coś innego, co było prawdopodobne.
Zamieniam się w galaretkę radości, gdy autor kłopocze się z różnicami kulturowymi. Miały czekać na swój moment, na trzeci tom tak konkretnie, ale nie umiałam tyle wytrwać. Uważam, że to niejako rekompensuje formę listowną.
Komputer padł na moment i zjadł mi kawałek rozdziału. Niestety był to ten, nad którym pracowałam najciężej, ponieważ zawierał hymn, tym razem rzecz rozwijającą świat konoszańskich shinobich. Prawie mnie skręciło, jak odkryłam, że przepadł, ale tekst wyszedł na tym lepiej, bo skupiłam się bardziej na akademickiej naturze takiej pieśni. Nie jest to też więc lekko przerobione "Bywaj dziewczę zdrowe", choć po stracie mnie kusiło, przyznaję bez bicia. :D
Anonim, dziękuję za komentarz! Cieszę się, że lepiej się czyta. Lubię Kakashiego i Guya i będa mieli jeszcze sporo miejsca. Staram się przedstawić ich wiernie i z sympatią. Yamato i Yukimi sama uwielbiam ogromnie. Dziwię się, że w oryginale jest o nich tak mało, chociaż to przecież wielki temat. Jak ona radziła sobie w zewnętrznym świecie, jak on się trzymał ze swoją przeszłością. Dodaliby rodzinnej nuty w kanonie, w którym nad pokrewieństwem przelatuje się przez większość czasu bez specjalnej uwagi.
Zainteresowanie Nejiego ma pewne uzasadnienie. A nawet kilka.
Jest to zdziwienie, że zainteresował się nim ktoś z rodu Uchiha. Urokiem historii oryginalnej jest omijanie tematu, jakimi są stosunki wielkich klanów z kimś z zewnątrz, ale ja postanowiłam otrzeć się o ten problem z kilku różnych stron.
Innym jest fakt, że w oryginale Lee nie miał żadnego, konkretnego wydarzenia, które tak wcześnie skłoniłoby go do ostrej rywalizacji z Nejim, więc jestem gotowa zaryzykować, że z nikim młody geniusz nie spędza tyle czasu jeden na jednego, co z nim właśnie.
Ostatni powód wyłoni się w fabule prędzej czy później. Mam nadzieję, że będzie brzmiał wiarygodnie.
Cieszę się, że argumenty rodziców Ino wydały się sensowne. Zawsze staram się, żeby każdy z moich bohaterów miał jakieś powody dla swojego zachowania.
Mizuki w oryginale był najwyraźniej tak zły, że nie ruszył się z więzienia, nawet jeśli SPOILER: Orochimaru i Kabuto mają się jak pączki w maśle. Jeśli o niego chodzi, to jeszcze się waham czy nie skończy tak, jak tego chciał autor oryginału.
Mama Ino jest rzeczywiście pewna, że miną lata, nim jej córka nauczy się tego jutsu. W oryginale dopiero po przerwie ujawniła się z tym, co jest podstawą do w ogóle myślenia o tej technice. Chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli zdradzę, że na wykorzystanie tego jutsu naprawdę jeszcze poczekamy. Uważa też, że wie, jak ona go użyje – i tu może się ostro przejechać.
Taka ciekawostka: wprowadziłam je, ponieważ nie spotkałam się dotąd z żadnym fanfikiem z kategorii soulmates, w którym wprowadzenie pokrewnych dusz było wplecione w kanoniczny świat, więc postanowiłam to właśnie zrobić.
Rok akademicki kończył się w innym terminie niż w szkołach cywilnych a przerwa trwała miesiąc. Krążyły legendy, że to dlatego, by studenci nie integrowali się z uczniami. A ich wakacje, zdaniem wielu, trwały zdecydowanie za długo. Dla jednych byli bandą przyszłych morderców nagle dysponującą morzem wolnego czasu. Dla innych każda przerwa była marnotrawstwem w szkoleniu sił obronnych wioski i kraju.
Tenten w ogóle o tym nie myślała, pakując kolejne bluzki do plecaka. Już trzy godziny temu pożegnała się ze wszystkimi po otrzymaniu świadectw.
– Będę do ciebie pisać a ty przekazuj dalej to, czego nie uznasz za beznadziejnie nudne. – Poklepała po ramieniu Lee, który miał lekko błyszczące oczy.
Miała nadzieję, że to wzruszenie z powodu wolności czy coś a nie reakcja na otrzymane oceny.
Pomachała Sasuke oraz kłócącym się dziewczynom, które nawet tego nie zauważyły i teraz stała pośrodku chaosu, jakim był jej pokój.
– No, i jak ci idzie, kochanie? – spytała jej mama zza zamkniętych drzwi.
– Jeszcze jakieś dziesięć minut! – odkrzyknęła Tenten. – Chwilę. Zrób z tego piętnaście. Muszę znaleźć bluzę.
– Tylko pamiętaj, że w samej Sunie nie jest tak bardzo zimno.
Noce na pustyni nie należały do przyjemnych, ale w wiosce już tak nie było. Podejrzewała, że to z powodu całej czakry panoszącej się wokoło. Tak czy inaczej nie mogła się doczekać, kiedy sama nauczy się ogrzewać ciało za jej pomocą. Mama nigdy nie musiała brać niczego naprawdę ciepłego.
Lato w wiosce było przyjemne, z łowieniem ryb nad jeziorem i bez przesadnych upałów, ale jednym z nieformalnych wymagań do tego, by zostać shinobim, była gotowość do ciągłego podróżowania. A Suna stanowiła miejsce jedyne w swoim rodzaju. Gorące, niezwykłe i piękne. Nie mogła się doczekać.
Istniało kilka metod, za pomocą których można było wysłać list. Jednym z nich było opłacenie ptaka, ale z intensywnością korespondencji, o jaką podejrzewali ją rodzice, nie mogli sobie na to pozwolić finansowo. I Lee raczej też nie a poza tym nie zamierzała mu czegoś podobnego proponować.
Antylopy (które były czymś typowo z Kraju Wiatru) odpadały tym bardziej.
Drugą było wezwanie zwierząt. Też odpadało, bo żadne z nich nie miało podpisanego kontraktu.
Można było opłacić cywilnych listonoszy lub kupców, ale był to powolny sposób, który jej się nie uśmiechał.
W końcu jednak znaleźli rozwiązanie.
Hej, Rocku!
Dziwnie pisać w ten sposób, nawet w liście. Ale szybciej umrę niż zacznę Cię nazywać "panie Lee" a to chyba sytuacja "albo albo". Jakoś to zniesiemy.
Co mogę Ci napisać o Sunie?
Jedzenie jest niesamowite. Spróbuję znaleźć coś, co da radę w pięciodniowej podróży. Chcę Wam coś dać, ale trochę nie wierzę.
Zawsze, jak tu jestem, zjadam górę baklawy. Za gniazdka można oddać duszę. Spokojnie, nie jem patyków. To ciasto. Takie cienkie nitki o nazwie nie do wymówienia. Robi się koszyk z tego i wkłada pistaje do środka. Jest tam też chyba jakiś syrop.
Nie umiem napisać nic dokładnie, bo nie wierzę, żebym miała osiągnąć wyżyny sztuki kulinarnej, jakimi jest wszystko poza podgrzaniem dania ze słoika. Nigdy w życiu nie ulepiłam kulki z ryżu, która by się smętnie nie rozpadła (mama patrzy mi przez ramię i mówi, co mam pisać).
Mam głęboką i trochę oddaną miłość do baraniny. Nie zatrułam się tutaj, ale teraz jestem świnią, nie Ino. Ona nie wygląda jak wieprz. To mało pasuje do Ino.
Słowo, jak tak dalej pójdzie, w Konosze będę bardziej szeroka niż wysoka. I nie pisz, że to nie jest trudne.
Jeśli kiedyś myślałeś, dlaczego mój ojciec ubiera się tak, jak ubiera, już Ci piszę. Mężczyźni w Sunie zasłaniają ciała. To, jak czasem ubierają się u nas, tutaj to dziwactwo albo prowokacja. Najlepiej są chłodni, małomówni, opanowani. Skupieni. Myślę, że Sasuke świetnie by tu było. Kobiety ubierają się, w co chcą. Są odważne, trochę straszne. Tylko młodsze nie, ale jak są starsze, to są takie.
I wszystkie są dołująco piękne. Jak Ci się znudzi sekretne wzdychanie do Sakury, idź na długie wakacje. Jak już będziesz starszy, dobra, i wizja przestanie być trochę ble.
Mam nadzieję, że nie czytasz im tego listu na głos, bo zrobiłoby się dziwnie… gdzieś tak teraz.
Tenten zawisła nad papierem i długą chwilę zastanawiała się czy dopisać następny paragraf. W końcu się za niego zabrała.
A Sakura wyjęła z Mizukiego-senseia jakieś genialne genjutsu? Mam nadzieję. Jak mnie nauczy, będę lepsza od mamy.
To było wystarczająco taktowne. W końcu nie pytała czy on opanował jakieś techniki, więc wszystko powinno być w porządku.
Nietoperz to Imōto. Jestem ciekawa czy siostry, których pewnie ma sto, mają takie samo imię. Podobno lubi ludzi. Może jak na nietoperza, bo ja nic nie widzę.
Jeśli jest taki, jak mówili, powinien poczekać na odpowiedź. Na szczęście łatwo się go ściąga. Wystarczy podnieść do niego list. Mądre zwierzę. Bałam się, że będę musiała łapać dla niego ćmy, żeby zleciał albo coś w tym stylu.
Pozdrawiam z gorącej Suny,
Tenten
Coś zastukało w jego okno. Podwinął roletę i zobaczył… nietoperza z kopertą. Zamrugał kilka razy, ale nietypowy gość nie zniknął. Gdy uchylił okno, natychmiast wepchnął się do pokoju i upuścił pakunek a potem zawisł na lampie.
– A sio! – krzyknął. Potem jednak pomyślał i doszedł do wniosku, że najwyraźniej musiało to być zwierzę pocztowe i czekało na odpowiedź.
Hej, Tenten!
Oczywiście, że czytałem to na głos! Dostałem swój pierwszy list od przyjaciółki. Nie mogłem się doczekać, żeby im powiedzieć! To był szok.
Żartuję. Nie zrobiłem tak. To mój list. Sasuke nie zniósłby marnowania czasu. Ale mogłaś ostrzec na początku a nie potem.
Sakura chyba coś robi. Nie wiem, bo ostatnio zachowuje się jakoś… dziwnie. Próbowałem się dowiedzieć, co się dzieje, ale nie chce. Często w ogóle jej nie ma. Nawet Ino zaczęła to komentować a jej prawie nie ma.
Nie wiem, co robić. Gdyby działo się coś naprawdę złego, chyba by nam powiedziała, prawda?
Przekonałem Ino, żeby spytała, ale też nic nie powiedziała.
Próbowałem przekonać do tego Sasuke, ale nie chciał. Powiedział, że to pewnie nic ważnego. Tylko powiedział mniej słów.
Czasami bycie jego… znajomym? Bywa trudne.
Cieszę się, że masz tyle pysznych rzeczy. Może będzie wolna i nie będzie rzucała kunaiów tak dobrze?
Suna to taki dom dla Nejiego. Musiałby tylko zacząć nosić długie rękawy i już: urodzony Sunnita.
Proszę, napisz, ile zapłaciłaś za tego nietoperza. Nigdy nie zamawiałem zwierząt. Myślałem, że zamawia się je tylko na jedną podróż.
Poradź, co powinienem zrobić z Sakurą.
Pozdrawiam ze słonecznej Konohy,
Rock Lee
Nie wiedział, co znaczyło, że ma "podnieść do niego list". Czy stanąć na krześle i tam przytwierdzać mu go do nogi? Nie brzmiało to jak coś, co robią shinobi, więc wyciągnął po prostu rękę w jego stronę. Na szczęście od razu zleciał.
Hej, Rocku!
Moja ręka nie zwolni przez sześćdziesiąt lat, jeśli w ogóle będzie się wtedy jeszcze ruszała. I zawsze, dopóki tak jest, będę trafiać do celu. Nie miej nadziei na coś innego. Jestem dziewczyną "dziesięć na dziesięć", jedyną na milion.
Sasuke nie mógłby nie machać mieczem przez więcej niż godzinę, ale z listem dałby radę, ale cieszę się, że nie mówisz nikomu słowo w słowo moich listów.
To miała być taka pułapka. Zdałeś ten test.
Nie wierzę, że tak napisałam o szlachetnej sztuce kenjutsu. Jeszcze jeden powód, by tego nikomu nie czytać.
Co robić z Sakurą? Paść na kolana i wyznać wieczną miłość.
Tylko nie rób tego przy mnie, bo wykrwawią mi się oczy i uszy. I przy Sasuke, bo dostanie zawału. Ino uśmieje się aż do grobu. Możesz to wykorzystać jako broń masowego rażenia.
Możesz też spróbować zamienić się w małomównego typa. Ale takiego tajemniczego, małomównego typa a nie niemającego nic do powiedzenia, małomównego typa. Wierz mi lub nie, ale kobiety widzą różnicę.
Udawać, że się nią nie interesujesz. Chować ręce w kieszeniach. Jest dużo możliwości. Zacznij uważniej obserwować Sasuke, może w końcu zgadniesz, o co tym wszystkim dziewczynom chodzi, bo ja nie wiem.
A tak na poważnie: dziwnie czyli jak? Kiedy ją ostatni raz widziałam, chyba była normalna. Kłótnie z Ino. Wyzwiska. Dzień jak co dzień. Co się zmieniło?
I czym zaszantażowałeś Ino? Przyznaj się. Nie uwierzę, że tak po prostu postanowiła okazać troskę. Co na tym zyskuje?
Jedzenie dalej jest pyszne. Nikogo nie znam i chyba tak będzie. Są trzy powody. Jestem głównie z rodzicami i dziadkami, nie umiem mieć szybkich znajomości a Ci ludzie nie są zbyt otwarci.
Rodzice nie noszą ochraniaczy na czoło, ale to jednak wioska shinobi i chyba widzą, że mają do czynienia z obcymi na urlopie.
Dlatego dzięki listom jest lepiej. Nie ma tu nic do roboty. Nie napiszę, ile zapłaciłam za nietoperza. Tylko tyle, że jest wynajęty na cały nasz pobyt w Kraju Wiatru.
Ciesz się, że nie wynajęliśmy antylopy.
Jak Wam idą treningi poza genjutsu? Jakieś ciekawe walki, których nie mogłam być świadkiem?
Pozdrawiam z zapiaszczonej Suny,
Tenten
Droga Tenten!
Sakura prawie przestała się do nas odzywać. Tak bardzo, że właściwie nie kłócą się z Ino. To dobrze, ale nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Chyba Ino martwiła się od jakiegoś czasu, ale dopiero jak ja spytałem, to miała powód, by pójść i zapytać.
Nie mam pojęcia czy Sakura dalej próbuje nawiązać kontakt z Sasuke. Właściwie prawie na niego nie patrzy. Widzisz, dlaczego się martwię?
Jeśli chodzi o niego, opowiedziałem mu o Sunie. Wydawał się szczerze zainteresowany, jak na niego. To znaczy nie zaczął nagle machać mieczem lub robić kat. Chyba miejsce chłodnych, zdystansowanych mężczyzn w piżamach mu się podoba. Kto wie, może teraz odejdzie i będzie mi łatwiej prosić o rękę Sakury? Dziękuję, Tenten, jesteś prawdziwą przyjaciółką.
Spokojnie, nie powiem, co napisałaś o kenjutsu. Moje usta są zasznurowane wieczną przyjaźnią, jaką do Ciebie czuję.
Mam nadzieję, że jeśli będę sobą, ona będzie mnie chciała. Czy to bardzo naiwne?
Antylopa to zły pomysł. Nie wiem, co powiedziałaby moja babcia, gdyby ją zobaczyła.
Pozdrawiam z ciepłej Konohy,
Rock Lee
Drogi Rocku!
Wieczna przyjaźń? Jestem szczerze wzruszona. Szczerze. Mam nadzieję, że będziemy mieli długie lata, by się nią cieszyć.
Co u Twojej babci? Mam nadzieję, że nietoperz nie był wielkim szokiem.
Wiedz, że ja Ci kibicuję w sprawie Sakury. Sasuke to nie takie najgorsze towarzystwo, ale czy zasługuje na te całe tłumy dziewczyn? A Ty jesteś wierny, wytrwały i miły.
Doceni to albo nie. Ale najpierw musisz okazać jej, że Ci zależy. Nie widziałam, żebyś chodził za nią i zapraszał na randki i może to nie jest najlepsza droga działania (mamy już wystarczająco tego w naszej małej grupie), jednak jeśli tylko będziesz patrzył, może tego nigdy nie zauważyć.
Przeleci Ci koło nosa, nie dlatego że Cię nie chce, tylko nawet nie zauważy, idąc za Sasuke, że są wokół inni mężczyźni. Przysięgam, połowa sukcesu tego gościa to fakt, że wydaje się taki nieosiągalny. Tak jak napisałeś, podrywanie go to nie podrywanie, bo każdy zatrzymuje się na samej próbie nawiązania kontaktu.
A to podobno zagrywka kobiet, udawać nieprzystępną.
Twoje mocne strony są inne, ale nie zmienia to faktu, że są i są wiele warte. Cechuje Cię odwaga, lojalność, życzliwość i wytrwałość.
Jeśli czymś ją zdobędziesz, to, jeśli odmówisz poddania się. Działa na Nejiego. Działa na Sasuke. W końcu ciągle z Tobą walczą, prawda? Dlaczego na Sakurę miałoby nie zadziałać?
Ale nabierasz też nowych cech.
Mężczyźni w piżamach? Pozbywanie się przeciwnika? Robisz się zabawny, dobrze.
To jednak całkiem niezłe podsumowanie sprawy. W obu przypadkach.
A co do walk (dalej niczego nie napisałeś mi o Waszych). Podglądałam treningi w rzucaniu w akademii. Chyba nie uznali mnie za wrogiego shinobi, bo niczym nie dostałam. Albo są po prostu aż tak kiepscy. Z jednym okiem byłabym od nich lepsza. Mieli jakieś siedem lat, ale to dalej prawda!
Zapamiętaj dobrze, że tylu miłych słów, które przeczytałeś, nie usłyszysz ode mnie nigdy. Jeden raz wystarczy i już czuję się dziwnie. Winne są te łzawe teksty o wiecznej przyjaźni, więcej tego nie rób.
Pozdrawiam z Suny o parzącym piasku,
Tenten
Droga Tenten!
U mojej babci wszystko dobrze. O nietoperzu zdążyłem jej powiedzieć. Ona w teorii rozumie, co to znaczy być shinobim.
Co mogę napisać po tylu wzruszających słowach? Tenten, jesteś najlepszą przyjaciółką, o jakiej człowiek może marzyć!
Wpadasz na pomysły, pomagasz bezinteresownie i nie masz obsesji z Sasuke. Tak, to trzecie też się liczy. Uwielbiam Sakurę, ale to zauroczenie jest pewną wadą, z wielu powodów. Choć Sasuke powiedział mi, że jest lepiej niż było. Może jak ciągle z nim jest, to zmieniła zdanie? Każdy może marzyć.
Prawdę mówiąc na razie czuję, że nie jestem wart jej miłości. Może się staram, ale to za mało.
Chcę najpierw coś osiągnąć a potem zabiegać o jej uwagę.
Spotykamy się jak dawniej. Sakura i czasem Ino ranią ryby. Chyba nawet podrzynają im już gardła. Ja i Sasuke pojedynkujemy się. Zaczęliśmy nawet używać kunaia i miecza. Możesz sobie wyobrazić, jak to się zwykle dla mnie kończy. One są szczęśliwe, mogąc stanowić widownię. Nie, nie sądzę, by Sakura miała teraz o mnie wiele pochlebnych uwag.
Z początku nie planowałem wyzywać Nejiego, skoro wakacje się zaczęły. Ale trafiłem na niego któregoś dnia i jakoś samo tak wyszło.
Walczymy tylko za pomocą taijutsu. Jest świetny w tym, czego uczymy się w akademii, ale czasem sięga po coś, co musi być jego rodzinną techniką. Uważam to za rodzaj zwycięstwa. Jestem ciekawy czy umie coś poza tym. Czy widziałaś, żeby robił coś innego?
Pozdrawiam z deszczowej Konohy,
Rock Lee
Drogi Rocku!
Podrzynają gardła, naprawdę? Nie uwierzę, póki nie zobaczę. Co się stało z tym gadaniem o obrzydliwości ryb? Rzucające się są ohydne a sikające ciemną krwią już nie?
Prawdziwe kunoichi. Wszystko, co ranne, martwe lub umierające, jest dobre.
Nigdy nie widziałam, by Neji używał czegoś poza taijutsu. Prawdę mówiąc zauważyłam coś, co można uznać za jego rodzinne techniki tylko podczas nieszczęsnego rzucania kunaiami i jednej walki z Tobą. Mówmy, co chcemy, ale jak on się rusza! Myślę, że spokojnie możesz to uznać za sukces, nawet jeśli zrobił to tylko ze dwa razy i by zadać jakiś wyjątkowo przykry cios. Jestem niebezpiecznie bliska wyzwania go przeciwko moim kunaiom.
Jest wielu shinobi, którzy posługują się bronią białą. Dobrze, jeśli nauczysz się skutecznie z nimi walczyć. Szkoda, że Sasuke dopiero się uczy.
Wymyśliłam, dlaczego Sakura zaczęła zachowywać się tak dziwnie, ale nie spodoba Ci się ta teoria. Według mnie przestała myśleć o Sasuke. Nie ciesz się, bo następnie przeniosła swoje zainteresowanie na Ino.
Pomyśl, były przyjaciółkami przez lata. Nie wiem, dlaczego zwróciły na siebie uwagę w pierwszej kolejności, ale to może mieć znaczenie. Warto je wypytać.
Teraz Sakura jest dla niej miła i przestała dręczyć Sasuke. Wszystko składa się w jedną całość. No, może nie do końca, ale liczy się pomysł!
To co, dałam Ci do myślenia?
Pozdrawiam z wietrznej Suny,
Tenten
Droga Tenten!
Spytałem Ino o ich przyjaźń. Powiedziała mi parę rzeczy.
Jeśli ktoś się zakochuje, bo został obroniony przed bandą, to Ino mogła być pierwsza dla Sakury. Grupa dziewczyn śmiała się z niej i jej dokuczała z powodu dużego czoła (stąd to przezwisko, jest w sumie okrutniejsze niż sądziłem). Wiedziała, że Ino podoba się Sasuke i nagle sama się nim zainteresowała.
Ta teoria ma więcej sensu niż powinna.
Widziałem Sakurę raz, jak podrzynała rybie gardło. Wyglądała blado i nie wydawała się szczęśliwa z powodu tego, co robi, ale nie mówiła nic głośno o tym, że to wstrętne. Wcześniej myślałem, że chce, żeby Sasuke to zauważył, ale przecież on nie zwraca na to uwagi. Jedyna osoba w pobliżu to Ino.
Czuję się lekko zniechęcony. Jak mam walczyć z nią?
Z kim jeszcze muszę zwyciężyć na mojej drodze do zdobycia jej serca?
Wyzwij Nejiego. Może w końcu poczuje smak przegranej.
Pozdrawiam z pochmurnej Konohy,
Rock Lee
Drogi Rocku!
Spójrz na to w ten sposób: Ino używa przezwiska, z powodu którego sama ocaliła Sakurę. To znaczy, że chce jej przypomnieć o ich wspólnej przeszłości czy jest tego świadoma, czy też nie.
Swoją drogą ciekawe, skąd w takim razie wzięło się przezwisko samej Ino? Czy to są wszystko czułe słówka?
Rany, wybacz, ale one powinny być razem. Podrywają się tak bardzo, że to aż w oczy kłuje. I w uszy. Te ich ciągłe kłótnie? Są prawie jak stare małżeństwo w tym, jak się znają jak dwa łyse konie i walą, gdzie zaboli.
Ale nie rozumiem, jak fakt, że Sakura zainteresowała się tym samym chłopakiem, ma popierać naszą teorię.
I cieszę się, że masz tak wysokie mniemanie o moich zdolnościach. Szkoda, że to tylko ironia. Skopać tyłek Nejiemu? Ktoś w końcu powinien.
Chociaż ostatnio zachował się całkiem dobrze.
Wiatr w Sunie się wzmaga. Jęczy, rozdzwaniając szyby. Gdyby to nie było tutaj, powiedziałabym, że burza się zbliża. Wszyscy to czują. Powietrze jest jakby naelektryzowane.
Palec mię świerzbi, co dowodzi, że jakiś potwór tu nadchodzi. Co to może być?
Pozdrawiam z przedburzowej Suny,
Tenten
Droga Tenten!
Jeśli ktoś ma Nejiego wyprzedzić, to Ty.
Ja utknąłem, walcząc z Sasuke. Ty kunaiami przypięłabyś go do drzewa.
Sakura chce z nim być, żeby Ino nie mogła. Nie może znieść myśli, że miałaby spełnić swoje romantyczne marzenia z kimś innym.
Nie wierzę, że prowadzę taką dyskusję, nie płacząc przy tym rzewnymi łzami.
Jestem tu na przegranej pozycji.
Czy była burza? Czy potwór nadszedł?
Moje listy są coraz krótsze, ale to dlatego że tu się nic nie dzieje. Nie mogę się doczekać, kiedy będziemy już geninami, na których czekają w świecie prawdziwe wyzwania.
Pozdrawiam ze spokojnej Konohy,
Rock Lee
Drogi Rocku!
Widzę, że umiesz sprawić, że kobieta jest szczęśliwa. Wyprzedzić Nejiego? Przyczepić Sasuke jak motyla? Dziękuję.
Długo nad tym myślałam i Sakura może wychodzić z założenia, że jeśli wygra z Ino, ta zobaczy jej wyższość, przestanie się interesować Sasuke i będą miały swoje blond-różowe długo i szczęśliwie.
Albo rywalizuje, bo nie wie, co czuje. Myśli, że jest zazdrosna o jedno a tak naprawdę interesuje ją to drugie.
Wypływamy na spienione wody z tymi teoriami.
A ja nie wierzę, że jako było nie było mężczyzna jesteś zdolny do pisania o romantycznych marzeniach i rzewnych łzach.
W Sunie nie było burzy. Wiatr szalał, wył i unosił ze sobą tumany piachu, ale nic poza tym się nie stało. Budynki są tu przystosowane do takiej pogody, ale strach było wychodzić na zewnątrz. Rodzice twierdzą, że to normalne i od czasu do czasu się zdarza.
Tu też nic się poza dziwnymi zjawiskami pogodowymi nie dzieje. Ale nie ciesz się tak na bycie geninem. Podobno na początku głównie pielą ogródki i zdejmują koty z drzew. Nic godnego pieśni.
Pozdrawiam ze spokojniejszej Suny (która nie bywa spokojna),
Tenten
Droga Tenten!
Ten wielki shinobi, z którym czasem rozmawiam, mówi, że nie ma niczego złego w męskich łzach, jeśli są wylane za dobrą sprawę i ja mu wierzę.
Nie wstydzę się przyznać, że mi się zdarzają.
Być mężczyzną nie znaczy nie okazywać uczuć, ale czerpać dumę z tych, które są szczere, dobre i wzniosłe.
Im dłużej piszemy o Ino i Sakurze, tym mniej wygląda to dla mnie jak zwykłe żarty.
I czy nie wydaje Ci się, że wyrażamy się inaczej niż ludzie w naszym wieku?
Rozejrzyj się. Cywilne dzieci to jeszcze dzieci.
Dlaczego jesteśmy w stanie pisać do siebie tak?
Wybacz, że wysyłam Ci tak krótki list. Sasuke znowu ze mną wygrał. Neji znowu ze mną wygrał. Sakura pokłóciła się z Ino i zaprosiła Sasuke na randkę, więc chyba wszystko powoli wraca do normy. Czuję się z tego powodu mniej szczęśliwy niż bym chciał. Nic innego się nie dzieje.
Wracasz już niedługo, prawda?
Pozdrawiam z pięknej Konohy,
Rock Lee
Drogi Rocku!
To już ostatni list. Przygotuj się, bo wracamy za pięć dni.
Czy uczucia mogą być nieszczere? W sumie mogą, sama sobie odpowiedziałam.
Niech będzie, męskie łzy. Tylko nie rób tego przy Sakurze.
I przy mnie, jeśli masz jakąś litość.
Wiem, że w naszej branży nie jest to ceniona skłonność, ale może wśród prawdziwych mężczyzn patrzy się na nią bardziej przyjaznym okiem?
Co do cywilnych dzieci to wycofaj się z tą wyższością, bo mnie kłuje. I pamiętaj, że od pierwszej klasy jesteśmy przygotowywani do współpracowania z bogatymi, rozpieszczonymi ludźmi, z którymi trzeba jakoś prowadzić rozmowę. Poza tym mamy sobie radzić ze szpiegami z innych wiosek, tworzeniem skomplikowanych taktyk, rozpracowywaniem zdolności wroga i misjami dyplomatycznymi. Przynajmniej niektóre z tych rzeczy wymagają myślenia i posługiwania się pełnymi zdaniami.
Coś, co zresztą cywilne dzieci też chyba umieją.
A jeśli chodzi Ci o poczucie humoru? Myślę, że mamy je z kontaktu z shinobimi. Spójrz na naszą sensei od historii. Nie znam bardziej zgryźliwego człowieka.
Poza tym ja nie piszę tego listu od tak. Chociaż wiele mnie kosztuje przyznanie się do tego. Chyba, że ta uwaga to tylko ironia. Z Tobą to już nic nie wiadomo. To wspaniałe.
Pozdrawiam z pięknej Suny,
Tenten
Przetarła czoło wierzchem dłoni. Rodzice pierwszy raz postanowili spróbować przemieszczać się z nią w sposób typowy dla shinobich. Tenten ćwiczyła to, oczywiście, ale skakanie z drzewa na drzewo godzinami okazało się wycieńczające.
Za bramą nikt na nią nie czekał. Żadne zaskoczenie. Skąd mieliby wiedzieć, kiedy dokładnie ma wrócić?
Wciąż, Lee mógł rozstawić namiot i umieścić nad nim wielki, powitalny transparent. Najwyżej sama zje gniazda, które mieli dostać, jeśli tak dalej pójdzie.
Gdy dotarli do domu, rzuciła plecak na ziemię i opadła na łóżko. Zamierzała tylko na chwilę zmrużyć oczy a potem pójść na pole treningowe, ale gdy się obudziła, było zupełnie ciemno.
Jeśli chciała być lepszą kunoichi, musiała poćwiczyć wytrzymałość.
– Jestem tu od wczoraj i nikt nie pomyślał, żeby przyjść i się ze mną przywitać! – wymruczała tonem urażonej godności.
– Tenten! – Nim się spostrzegła, miała ramiona pełne Ino.
– O, rany! Czym sobie zasłużyłam? – powiedziała zupełnie zmieniając ton, trochę oszołomiona, bo mało kto się do niej przytulał i poklepała niezręcznie dziewczynę po plecach.
– Tenten, wieki cię nie było! – krzyknęła Ino. – Nie uwierzysz, ile się nauczyłam! Hm, w sumie to niewiele, ale to było trudne!
– Tak? Czego? – spytała, zerkając na Lee.
– Zapomnij o nim! – Machnęła ręką w jego stronę. – Zakazałam mu ci o tym pisać. Nauczyłam się uwalniać z genjutsu.
– Ach – powiedziała i szybko zorientowała się, że było w tym za mało entuazjazmu. – O, rany! Świetnie!
– Tak. – Pokiwała głową z satysfakcją.
– A wy? – spytała pozostałą trójkę.
Sasuke wzruszył ramionami. Lee pokręcił głową.
– Niestety – powiedziała Sakura cicho i spojrzała gdzieś w bok.
Tenten zmarszczyła brwi. Rzeczywiście zachowywała się jakoś dziwnie. Żadnych krzyków, że pobije Ino? Nic?
– W sumie to nie miał cię uczyć Mizuki-sensei? – spytała.
– Ta-ak, ale teraz trochę nie ma czasu – odparła, wzruszając ramionami w stylu, którego nie powstydziłby się Sasuke. – A wcześniej mi się nie udało.
– No, to rzeczywiście musi być trudne – przyznała wolno. – Gratulacje, Ino!
– Dzięki – powiedziała, rozpromieniona.
– Z tej okazji mam coś dla ciebie – powiedziała, zdejmując plecak. – No, tak naprawdę to mam coś dla was wszystkich. Proszę, najlepsze słodycze z Suny.
Gdy rozdawała pudełka, nie zauważyła mężczyzny, stojącego między drzewami. Ale dostrzegła go Sakura.
– Dzięki – powiedziała do Tenten, zamyślona, gdy ta dawała jej opakowanie. – Wiecie co? Muszę już iść. Miłego treningu!
– Bez ciebie, Czoło? Zawsze – powiedziała Ino, ale zdecydowanie bez entuzjazmu. Zmarszczyła brwi, gdy się oddalała. Kiedy zniknęła za drzewami, odwróciła głowę w ich stronę tak szybko, jakby była na sprężynie. – Jak myślicie, co się dzieje?
– Nie mam pojęcia – odparła Tenten.
Mizuki szedł obok cichej Sakury.
– Jeśli chcesz, możemy dzisiaj nie trenować – powiedział delikatnie. – Pewnie wolałabyś spędzić trochę czasu z przyjaciółką.
– Ona nie jest taka ważna – odparła Sakura, ściskając pudełko słodyczy i celowo nie patrząc na nie. – Chcę się tego nauczyć.
– Oczywiście – powiedział. – Na pewno już niedługo będziesz doskonała.
Mizuki był niezwykle dobry w genjutsu. Niewielu ludzi o tym wiedziało, właściwie nikt żyjący, ponieważ wychodził z założenia, że lepiej niektóre rzeczy zachować dla siebie. I tak na każdym kroku udowadniał swoją wyższość nad Iruką i resztą kadry nauczycielskiej. To nie czyste umiejętności były problemem w jego sytuacji.
– Wolałbym, żebyś nie mówiła o tych dodatkowych lekcjach – powiedział poważnie, gdy się do niego zgłosiła. – Ponieważ wielu ludzi uznałoby to za faworyzm. A także dlatego że genjutsu jest owiane złą sławą. Nie bez powodu nie uczy się go w akademii – powiedział, chociaż prawda przede wszystkim przedstawiała się tak, że było to po prostu trudne i niewielu miało odpowiedni poziom kontroli czakry, choć to, co mówił, nie stanowiło kłamstwa. Był na to za sprytny. – Ci, którzy się w nim specjalizują, często kończą, przesłuchując więźniów.
Sakura wzdrygnęła się.
– Rozumiem – powiedziała cicho. – A uwalnianie się z genjutsu? – dodała z wahaniem.
– To jest w programie – odparł spokojnie. – I wszyscy uczą się podstaw, ale moim zdaniem najlepiej opanować coś dobrze a potem się tym chwalić. Nie zrozum mnie źle, Sakuro. Nie zamierzam zmuszać cię do milczenia i odmówić, jeśli postanowisz go nie dochować. Umiem kilka technik i z chęcią ci je pokażę, ale myślę raczej nad skupieniem się nad obroną przed tym, czego zwykle używa się podczas przesłuchania. W ten sposób, jeśli kiedykolwiek porwą cię wrodzy shinobi, będziesz miała narzędzia potrzebne do przeciwstawienia się większości ich technik. To najczęstsze okoliczności, w jakich stykasz się z tą dziedziną jutsu i najbardziej niebezpieczne. Dla ciebie i dla wioski. Jednak musiałabyś je opanować naprawdę dobrze, by potem uczyć ich innych ludzi. To zajmie wiele dodatkowych godzin. Jeśli będziesz wytrwała, prawdopodobnie do końca twojej akademickiej edukacji.
Sakura zastanowiła się chwilę.
– To znaczy, że będziesz je na mnie rzucać, Mizuki-sensei – powiedziała w końcu.
Zawsze szybko docierała do sedna sprawy.
– Tak – odparł spokojnie. – Ale postaram się nie wchodzić zbyt głęboko.
– Nie – powiedziała szybko. – To znaczy. Wrogowie raczej nie będą mnie oszczędzać, prawda? – zaśmiała się słabo.
– Nie – potwierdził. – Ale nie chciałbym naruszać twojej prywatności.
– Jest pan moim senseiem i to nie jest tak, że będzie to pan komukolwiek rozpowiadał, więc chyba wszystko w porządku.
– Nikomu nie powiem o tym, czego się dowiem – obiecał. – Ale musisz mi mówić, kiedy mam przerwać, dobrze? I kiedy genjutsu będzie zbyt silne.
– Dobrze – odpowiedziała Sakura, zdeterminowana. Widać było, że nie ma w planach proszenia go o przerwę.
Kusiło go, by zabrać ją do swojego mieszkania, ale gdyby to zostało odkryte, musiałby odpowiedzieć na parę niewygodnych pytań, na co nie miał najmniejszej ochoty.
Wybrał pole treningowe, które znajdowało się na uboczu i mało kto z niego korzystał. Większość preferowała bliższe i dające więcej możliwości. To było małe i puste, bardziej polana niż cokolwiek innego. Do ich celów jednak wystarczyło.
– To, co na początek dla ciebie przygotowałem, to prosta technika rangi D. Ma pokazać największe skryte lęki ofiary. Znajduje się tak nisko, ponieważ z reguły łatwo zorientować się, że jest się w genjutsu, trzeba zakraść się dość blisko ofiary, by je rzucić i ma często tak zwane "genjutsu towarzyszące", może to być dym lub liście, coś, co ostrzega o rzuconej technice kogoś doświadczonego, ale nie jest nie na miejscu w okolicznościach, w jakich odbywa się walka. Każda gałąź sztuki shinobich jest jednak tak silna jak ten, kto się nią zajmuje. Lęk ma wiele poziomów. Mistrzowie potrafią dotrzeć do głębszych struktur, znajdując nawet nieuświadomione lęki i ograniczyć "genjutsu towarzyszące", podczas gdy ja pozostanę na powierzchni – nie dodał "na samym początku". – I będę jasno sygnalizował, także werbalnie, że technika się rozpoczyna. Muszę jednak jeszcze raz spytać czy jesteś pewna, że chcesz spróbować – dodał delikatnie.
Sakurę otaczała aura determinacji, gdy odpowiedziała:
– Tak. Ranga D to poziom genina, prawda?
– Dokładnie – potwierdził starannie neutralnym tonem.
– Czyli niżej już nic nie ma, skoro nie uczy się genjutsu w akademii – wywnioskowała zdroworozsądkowo. – Spróbuję nie zająć panu dużo czasu, Mizuki-sensei i nauczyć się tego jak najszybciej.
– To się nazywa duch walki! – pochwalił z uśmiechem i zdecydował, że to za wcześnie na poklepanie jej po ramieniu. Zobaczymy, Sakuro, zobaczymy. – Dobrze. Teraz przygotuj się. Pamiętasz teorię?
– Tak. Zatrzymać przepływ czakry, wykonując "tygrysa", by odpowiednio ją przekierować i powiedzieć "kai", by ułatwić ten proces – wyrecytowała.
– Dobrze – potwierdził, chociaż była to dość lakoniczna odpowiedź. Nie miał Byakugana, będzie musiała to sama rozpracować. – Technika nazywa się "Demoniczna Iluzja: Technika Obejrzenia Piekła". Pieczęcie to "wąż" i "szczur". – Chociaż zajęcia poświęcone temu zagadnieniu mieli zaczynać dopiero po wakacjach, podejrzewał, że będzie wiedzieć, o czym mówi. I nie zawiódł się, bo nie zadawała pytań. – Gotowa?
– Tak, Mizuki-sensei! – Przytaknęła i ustawiła się jak do walki, zamiast ułożyć ręce w pieczęć. Powstrzymał uśmiech. Najwyraźniej sama była trochę ciekawa, co zobaczy i nie chciała od razu rozproszyć genjutsu. Pewność siebie kiedyś ją może zgubić.
– Demoniczna Iluzja: Technika Obejrzenia Piekła!
Poczuła zrywający się wiatr i zatańczyły wokół niej liście. Przez chwilę nic się nie działo a potem zobaczyła, jak z pomiędzy drzew wyłania się… Ino? Zdusiła śmiech. Od lat nie dbała o Ino!
Za nią pojawił się Sasuke.
– Sakuro – powiedziała cicho. Sakura zmarszczyła się. Ta technika była naprawdę nieprzydatna. Ino już się tak do niej nie zwracała. I nigdy tak nie brzmiała. – Ja… – Sasuke położył jej rękę na ramieniu w geście cichego wsparcia. Sakura czuła się, jakby patrzyła na dwóch kosmitów. – Jesteśmy teraz razem, ja i Sasuke.
– Dobrze – powiedziała Sakura. – Tyle wystarczy. Kai! – Obraz zadrżał i zmienił się.
– Czoło, jesteś taka żałosna. Nic dziwnego, że Sasuke wybrał mnie – powiedziała Ino z chłodną satysfakcją. – Jesteś pozbawioną nazwiska, słabą namiastką kunoichi. Nigdy nie osiągniesz tyle, co…
– Kai! – Nie mogła wyrwać się z genjutsu, ale obraz się zmieniał, więc musiała przynajmniej jakoś je naruszać.
Przynajmniej taką miała nadzieję.
– Nie zasługujesz na nazwisko "Uchiha". Nigdy nie będziesz. Gdybyś miała jakiekolwiek zdolności, może bym to rozważył – zaczął Sasuke.
Sakura musiała zmusić się, by nie wchodzić w dyskusję z iluzją. Nie była przyzwyczajona do przeciwstawiania się komukolwiek, zwłaszcza miłości swojego życia, ale to, co słyszała, było wyjątkowo irytujące. Ale głównie nie rozumiała, co się dzieje. Spodziewała się raczej czegoś przerażającego a to było tylko przykre… I bolesne, i zmuszające do myślenia.
– Kai! – powiedziała szybko, skupiając się na przepływie swojej czakry.
– Przykro mi, ale twoje wyniki w testach taijutsu zmusiły mnie do wykreślenia cię z listy studentów akademii. Spokojnie, jest dużo możliwości dla tych, którym nie udało się zdobyć stopnia genina – poinformował ją Iruka-sensei głosem pełnym grającej na nerwach litości.
– Tak chciałem syna, który poniósłby dalej moje nazwisko – powiedział jej ojciec, wyraźnie pijany.
Pierwszy raz poczuła odcień strachu, mimo że intelektualnie zdawała sobie sprawę z tego, że to tylko genjutsu. Nigdy nie było jej komfortowo, gdy w pobliżu znajdował się ktoś tak nietrzeźwy.
– Dobrze, myślę, że tyle na dzisiaj wystarczy – powiedział Mizuki-sensei, odwołując technikę.
Pod koniec sesji Sakura dyszała ciężko i rozplotła dłonie z lekkim opóźnieniem.
– Przepraszam, Mizuki-senseiu – powiedziała przygnębiona.
– Och, nie przejmuj się, Sakuro – odparł z sympatią. – Potrzeba czasu, by to opanować.
– Myślałam, że lepiej mi pójdzie – stwierdziła z rozczarowaniem. – Chociaż czytałam, że genjutsu zmienia się, gdy ktoś zaczyna być blisko uwolnienia się. Czy tak było w tym przypadku? – spytała z nadzieją.
– To też, ale po prostu próbowałem zmieniać obrazy, by sprawdzić, jak będziesz sobie radziła z przezwyciężeniem każdego z osobna – powiedział w końcu.
Czyli Mizuki-sensei wyszedł z siebie, żeby jej to zadanie ułatwić. Poczuła się jeszcze gorzej.
– Dziękuję, Mizuki-senseiu – powiedziała cicho. – Następnym razem jeszcze bardziej się postaram.
Miała nadzieję, że będzie następny raz. To ćwiczenie nienajlepiej wpłynęło na jej poczucie własnej wartości i pewność siebie i teraz przyszło jej do głowy, że może nie będzie już chciał tracić na nią czasu.
Ale on tylko uśmiechnął się ciepło.
– Oczywiście! – odparł. – Jestem przekonany, że wkrótce się tego nauczysz.
Uśmiechnęła się. Miło było mieć kogoś, kto w nią wierzył!
Zdecydowała, że nie może go rozczarować. Następnym razem przyłoży się bardziej, była tego pewna.
Sakura leżała w łóżku, trawiąc leniwie warzywa i zastanawiała się.
Wizje, jakie roztoczyło przed nią genjutsu, były jedynie wytworem jej wyobraźni, oczywiście. Ale nie zmianiało to faktu, że nie mogła nie zastanawiać się nad słowami, które zostały tego dnia wypowiedziane, ustami iluzji czy nie.
Powodów, dla których zainteresowała się Sasuke, było kilka. Był niezwykle pięknym chłopakiem, to jasne. Ale roztaczał też wokół siebie aurę siły. I to takiej, która obiecywała niezawodność i opiekę, jakby pomimo faktu, że był małomówny i trzymał się na uboczu, zawsze znajdował się w pobliżu, by cię ochronić.
Sakura podziwiała to. Uważała, że kocha go szczerze, ale czasem chciała też być taka jak on. Nie potrzebować innych ludzi i zjednywać ich przychylność mimo to.
Teraz jednak zaczynała się niepokoić. Nigdy dotąd nie przyszło jej do głowy, że może ją przyciągać czymś takim jak swoje nazwisko.
To wypaczało jej uczucie, czyniło je w jednej chwili groteskowym i urojonym jak zwykła iluzja.
Nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło, że takie rzeczy są dla niej ważne. Nie zastanawiała się dotąd nad rodziną Sasuke. Pojawiali się w jej głowie tylko jako kontekst dla chłopaka, którego kochała, a potem jako ludzie, których śmierć może go zniszczyć.
Starała się go nie dręczyć i okazywać wsparcie.
– Sasuke? – spytała nieśmiało. – Nie chciałbyś może nauczyć się kilku technik medycznych?
Spojrzał na nią spod grzywki.
– Na razie nie – odparł neutralnie.
Cieszyła się wtedy. Przestał patrzeć na nią z niecierpliwością, niechęcią lub irytacją. Jeszcze nie miała jego szacunku, ale już zdarzało się, że zasługiwała na uwagę i był to sam w sobie przeskok kosmicznych rozmiarów.
Nigdy jeszcze jednak nie rozważyła przepaści, jaka dzieliła ich rodziny.
Teraz, gdy ich nie było, miała większą szansę, by z nim być. Sama myśl sprawiała, że czuła się chora.
Nie chciała stawać się częścią potężnego rodu. To nigdy nie była jej ambicja. Nazwisko to nic ważnego. A przynajmniej tak dotąd sądziła.
Teraz dowiadywała się o sobie rzeczy, które były najbardziej rozczarowujące. Najwyraźniej żyła w złudzeniach.
Obrazem, który wywoływał w niej przerażenie, nie był Sasuke – krwawy i pokonany ani jej rodzice w cierpieniu, ani przyjaciele, jakich nie miała. Wojna, głód, choroby, śmierć.
Była to myśl, że jest w jakiś sposób gorsza. Nie chciała, by gnieździło się w niej poczucie niższości, ale najwyraźniej na tym opierał się jej strach.
Może nie była silna, ale chyba miała własną wartość?
Żadnych przyjaciół.
Trochę zdolności do szybkiego opanowywania podstawowych technik.
Cywilni rodzice.
To ostatnie też najwidoczniej miało znaczenie. Była zdruzgotana.
Co miała robić? Co zmienić?
Nie miała przecież kontroli nad swoimi żenującymi lękami. Pozostawało jej tylko ukryć je na dnie duszy i nigdy już nie pozwolić nikomu ich odkryć. Wierzyła, że Mizuki-sensei nikomu nie zdradzi jej sekretu. Zamierzała wykorzystać jego pomoc, by już nigdy żaden człowiek nie mógł sięgnąć do jej podświadomości tak głęboko.
Nauczy się, jak blokować genjutsu.
Była tego pewna.
Nikomu więcej nie pokaże, co najbardziej ją boli. Z tym postanowieniem powoli odpłynęła w sen.
– Cześć, Czoło! – krzyknęła Ino z miejsca, w którym siedziała, ściskając w jednej ręce rybę.
– Cześć, Ino-świnio. – Machnęła w jej stronę ręką bez entuzjazmu i przystanęła.
To była kiedyś jedyna bliska jej osoba poza rodzicami. Jak zachowałaby się naprawdę, gdyby kiedykolwiek to ona wygrała?
Czy wyśmiewała ją z satysfakcją, czy informowała ostrożnie, nie chcąc ranić?
– Co tak stoisz, Czoło? – nie wytrzymała.
Sakura od lat nie miała już kompleksów z powodu wielkiego czoła. I to za sprawą jej samej. Dlaczego bawiła się w coś, co nie mogło jej już zranić?
– Posuń się – powiedziała do zaskoczonej Ino. – Chcę zobaczyć, co robisz z tą rybą i wykonać to lepiej – wyjaśniła.
Yamanaka prychnęła.
– Chciałabyś! – odparła z krzywym uśmiechem. – Spróbuj powtórzyć to.
Rzeka szczypawek wyłoniła się zza drzew i ruszyła w jej stronie.
– Nie! – krzyknęła Sakura. – Kai, do jasnej ciasnej!
Mizuki-sensei parsknął śmiechem. Nim robaki dotarły do jej stóp, rozproszyły się.
– Najpierw pająki, potem kleszcze a teraz to. Nie odnalazłabyś się dobrze w klanie Aburame – odparł ciepło.
Sakurę sprzed tygodnia pewnie by to rozśmieszyło. Teraz jednak przypomniała sobie, że nie ma żadnego klanu. Uśmiechnęła się z wysiłkiem.
– Nie przepadam za insektami – mruknęła z lekkim zażenowaniem. – To wszystko.
– Pozwolić im cię dotknąć czy jeszcze z tym poczekać? – spytał Mizuki-sensei z sympatią.
– Możemy jeszcze poczekać? – zaproponowała z uroczym uśmiechem. – Tak kilka razy?
– Oczywiście, Sakuro – westchnął.
– Kai! – krzyknęła. Czakra spowolniła i zadrgała. Poczuła coś w rodzaju mrowienia. Miała wrażenie, że podnosi się lekko temperatura jej ciała i zaczyna boleć głowa.
Zbliżające się w jej stronę wije rozpłynęły się w powietrzu. Chwilę panowała cisza.
– Hurra! – krzyknęła Sakura, unosząc w górę pięść.
– Brawo – pochwalił ją Mizuki-sensei, podchodząc bliżej.
Sakura obróciła szybko głowę w jego stronę.
– Mizuki-sensei, czy mógłbyś nauczyć mnie tej techniki?
– Oczywiście, Sakuro – powiedział z uśmiechem i jeśli cisza przed tą odpowiedzią trwała o ułamek sekundy za długo, ona nie zwróciła na to uwagi. – Jeśli jesteś gotowa ciężko pracować.
– Oczywiście! – odparła z entuzjazmem. Udało jej się to, udadzą się i inne rzeczy.
Zawsze siadały w pobliżu Sasuke i zwykle jak najdalej od siebie nawzajem.
– Czemu siadasz tak blisko, Czoło? – spytała Ino podejrzliwie. – Techniki nie da się ściągnąć. A przynajmniej ty nie możesz – dodała, zerkając na wykonującego kolejne katy Sasuke.
Sakura wzruszyła ramionami.
– Nie chcę, żebyś wysadziła tę rybę, Ino-świnio.
– To tobie uratowanie ryby się nie udało – odparła.
– A ty nawet nie próbowałaś – odparowała szybko Sakura.
Przypomniała sobie wodnistą krew, wypływającą z rybiego gardła, która lała się na jej dłoń otoczoną poświatą o kolorze miętowym. Zastanawiała się nad tym, patrząc później na niewinne wasabi, spoczywające blisko brzegu ciemnej tacki.
Spojrzała na jasnozielone kakinoha-zushi a potem przeniosła wzrok ku znacznie ciemniejszemu mehari-zushi. W zamyśleniu nałożyła na pałeczki trochę wasabi i rozsmarowała je cienką warstwą po jednym z kawałków.
– Co się dzieje, Sakuro? – spytała jej mama.
– Zastanawiam się jaki powinien być kolor takiej jednej techniki, mamo – odparła, nie odrywając wzroku od jedzenia. – Nic ważnego.
– Na pewno ci się uda – stwierdziła. – Masz do tego talent.
– Może – powiedziała Sakura nieuważnie.
Prawda była taka, że za rzadko udawało im się załatać nawet najlżejsze rany, by to, co robiły z czakrą, było prawidłowe. Poderżnęła gardło rybie w dziwnym akcie rozpaczy, z którego nie była dumna. Uznała, że może cięższa rana ją zmobilizuje do wyciągnięcia rozwiązania znikąd a przynajmniej ułatwi zobaczenie mechanizmów. Nic z tego.
Ledwo pamiętała obrazek w zwoju, ale wydawało jej się, że barwa towarzysząca technice była ciemniejsza. Co to mogło oznaczać w praktyce?
Nie chciała zajmować Mizukiemu-senseiowi jeszcze więcej czasu. Wiedziała, że ludzie w szpitalu są zbyt zajęci, by odpowiadać na pytania studentek. Sama musiała dojść do tego, co jest nie tak. I zrobi to, oczywiście, nie zamierzała dopuszczać, by Ino udało się przed nią.
Mizuki był przekonany, że już zdołała zapamiętać potrzebne słowa i pieczęcie, ale i tak to powtórzył.
– Spokojnie, Sakuro. Opanowanie pierwszej techniki jest zawsze wyjątkowo trudne. Korzystanie z genjutsu wymaga zupełnie innego podejścia od ninjutsu, którego będziesz się uczyć w tym roku. Czy umiesz wyjaśnić, na czym polega różnica?
Sakura zamyśliła się.
– Myślę, że chodzi o to, że ninjutsu manipuluje czakrą użytkownika a w genjutsu trzeba wpłynąć na system przeciwnika.
– Dokładnie. Nawet te jutsu, które są związane z przestrzenią, atakują system czakralny. Do tej konkretnej techniki będziesz musiała dosięgnąć swoją czakrą przeciwnika i wpłynąć na jego system za jej pomocą. Na początek warto też wybrać jakieś genjutsu towarzyszące, ponieważ ułatwi znacząco rzucanie go i pomoże zmylić przeciwnika.
– Może będę korzystała z liści? – spytała niepewnie.
– Dobry wybór. Coś, czego dużo jest w naszym otoczeniu. W celu rzucenia tego genjutsu musisz powoli zmieszać czakry swoją i moją, skupiając się głównie na moim mózgu. Następnie podać mi sugestię. W tym wypadku ma to być sama emocja i liście.
– Brzmi na skomplikowane – powiedziała z wahaniem.
– Niestety działanie genjutsu trudno wyjaśnić – odparł spokojnie. – Nauczenie się go polega na długiej, mozolnej pracy.
Rok szkolny zbliżał się nieubłaganie, ale Tenten przekonywała samą siebie, że się z tego powodu cieszy. Nowe zajęcia, ćwiczenia i jeszcze więcej wysiłku, hurra.
Gdy wreszcie nadszedł, było to w ciepły, letni dzień. Drzewa nadal wydawały się ciężkie od zieleni, powietrze pachnące skoszoną świeżo trawą i pył, unoszący się przy każdym kroku nad suchymi drogami.
Rock Lee wyglądał na podekscytowanego, nic niezwykłego na tym froncie. Ale gdy podeszli pod blok Sasuke, nawet on miał na twarzy uśmieszek pełen nieuzasadnionego samozadowolenia.
Ino i Sakura dotarły chwilę później, z różnych stron.
– Cześć, dziewczyny – powiedziała, sprawdzając, jak trzymają się jej koczki. Nie jej wina, Ino jak zwykle prezentowała się nienagannie. Włosy Sakury nie układały się aż tak świetnie i ubranie nie leżało dokładnie tak, jak powinno, ale patrzenie na Yamanakę sprawiało, że Tenten cieszyła się ze stylu, jaki dla siebie stworzyła już jakiś czas temu. W spodniach, bez makijażu i z ciasno spiętą fryzurą nie musiała zwykle nawet stawać z nimi do walki na tym polu, ale w tym szczególnym dniu byli wszyscy razem ubrani w świąteczne stroje Konohy, czerwono-białe jak kolory ich wioski i różnica między urodą jej a Ino okazała się jednak widoczna. Dobrze, że konoszańskie barwy jakoś do niej pasowały. Spojrzała ukratkiem na Sasuke, który wyglądał jak karta do gry i przełknęła śmiech. Zmarszczył brwi groźnie, najwyraźniej z łatwością domyślając się, w jakie strony idą jej myśli, więc nie wytrzymała i zaśmiała się. – No, to chyba jesteśmy w komplecie, co? – dodała szybko, by przykryć czymś swoją gafę.
Ruszyli w stronę akademii. Ustawiła się obok Ino.
– To jak ci idą klanowe jutsu? – spytała kurtuazyjnie.
– Średnio – powiedziała, krzywiąc się. – Na razie dobrze mi idzie tylko jedno, ale trudno jest utrzymywać je długo.
– Brzmi frustrująco – wtrąciła Sakura, ale bez zwyczajowej złośliwości, bardziej jakby wiedziała, co czuje. – A na czym polega ta technika, Ino-świnio?
– Chciałabyś – odparła, podrzucając lśniące, długie włosy do góry jednym gestem tak, że spłynęły po grzbiecie jej dłoni. – Zwyciężę z tobą kiedyś za pomocą tego jutsu, Czoło i nawet nie będziesz wiedzieć, co cię trafiło, zobaczysz.
– To ty zobaczysz. Jak ze sobą zawalczymy na poważnie, to nigdy tego nie zapomnisz – stwierdziła spokojnie Sakura.
Na twarzy Ino na moment pojawiło się zaskoczenie tym, na jak pewną siebie jej dawna przyjaciółka brzmiała, ale szybko się otrząsnęła i posłała jej uśmieszek.
– Ha! Coś takiego chciałabym zobaczyć – odparła, opierając ręce na biodrach.
– Dobra, jesteśmy – wtrąciła Tenten. Spojrzała szybko na mankiety długiej, białej koszuli, ale nie podwinęły się. Cierpiała z gorąca, ale nie mogła ot tak sobie podciągnąć ich aż za łokcie. Przynajmniej wyglądały całkiem nieźle i nie były złośliwe.
Udali się wprost na plac przed akademią, na którym miała się odbyć uroczystość. Na piaszczystej ziemi umieszczono rzędami czarne, rozkładane krzesła. Tenten poprowadziła ich ku środkowi, by w razie czego nie zostać poproszoną do robienia czegoś żenującego. Ku jej zaskoczeniu Sasuke natychmiast wkradł się między nią a Lee i posunął się tak daleko, by złapać go i pociągnąć na krzesło obok siebie.
– Tenten, Lee, możemy zamienić się z wami miejscami? – spytała natychmiast Sakura.
– Zaraz się zacznie. Siadajcie – powiedział Sasuke.
Posłusznie usiadły. Tenten zirytowało wszystko w tej scenie, ale postanowiła nie komentować, głównie dlatego że irytujące było właśnie wszystko – nie musiały im przy każdej możliwej okazji udowadniać, że trzymają się z nimi tylko dla Sasuke. Żadne z nich tam wielkie klejnoty, ale swoją wartość mieli, do diaska!
– Proszę wstać, czas rozpocząć hymn! – krzyknął Mizuki-sensei.
Wiatr wzmógł się i niósł słowa pieśni, głosami w połowie bezpłciowymi a w połowie już o wyraźnym charakterze.
Drodzy studenci, pióra w dłoń,
Notujcie dziś co sił,
By w walki ciężkiej ciemną toń,
Wpadać jak w suchy ił.
Klony, przemiany, szpiegów broń,
Dzierżcie jak długi miecz,
A w wojnie unieście dumnie skroń,
Ogniem i mieczem wroga siecz!
Gdy dopadnie was prężna pogoń
I kunaie ze świstem pójdą w ruch,
Zamieńcie się na suchą jabłoń,
To Wioski Liścia dawny druh.
Potopy zawróci nasza dłoń,
Trzęsienia nie ugną naszych nóg,
Każdego wroga spłoszony koń,
Ze wszystkich ognistych dróg.
Nie bądź jak nicpoń, książki wchłoń,
By siły słyszeć słodki zew,
Swoją potęgą kolejno przysłoń,
Dzielnych wojaków, naszą krew,
Księżniczkę Kaguyę bystrą.
– Hymn skończony, możecie spocząć! – krzyknął Mizuki.
Dzieci z najmłodszego roku rozejrzały się nerwowo i usiadły, naśladując starszych. Tenten po tej pieśni zwykle zastanawiała się nad jednym: kim właściwie była wspomniana w niej Kaguya?
Z lekcji historii wyniosła bardzo ograniczony obraz tej kobiety. Wiedziała właściwie tylko tyle, że była matką Mędrca Sześciu Ścieżek, co samo w sobie niewiele mówiło, bo i on zapisał się w dziejach bardziej jako legenda niż żywy człowiek, który dokonał konkretnych czynów. Podobno chodził po świecie i uczył ludzi o czakrze i miał jakieś tajemnicze, potężne kekkei genkai, które wymarło niedługo po nim. Tenten już rzygała zarówno genialnymi facetami jak i potężnymi kekkei genkai i byłaby wdzięczna usłyszeć coś o silnej kobiecie, która żadnego nie posiadała, tak dla odmiany, ale coraz bardziej wyglądało na to, że musiała się zadowolić historią wytapetowaną mężczyznami, wojnami klanów i konfliktami wiosek.
Dalej, usłyszenie, czego dokonała choćby legendarna Kaguya, byłoby miłe. Co roku czekała, aż dyrektorka odniesie się do tej części akademickiego hymnu i zawsze kończyła rozczarowana, choć przecież ona była kobietą i powinna rozumieć potrzeby młodych kunoichi.
Gdy wszyscy usiedli, ta wstała, wykonała jutsu i jej głos rozległ się donośnie na całym placu.
– Witajcie, moi drodzy, w nowym roku akademickim. – Jakim cudem brzmiała tak dobrodusznie, gdy była tak głośno, znajdowało się poza zrozumieniem Tenten. – Jestem szczęśliwa, mogąc po raz kolejny zauważyć, że waszej edukacji nie przerwała żadna wojna. Żyjemy w pokoju od ośmiu lat i oby tak pozostało! – Nastąpiły wiwaty i oklaski. Tenten zamarła, nie odważając się nawet zerknąć w kierunku Sasuke. Była jednak pewna, że z tamtej strony entuzjazmu nie było. – Nie znaczy to, że zawsze było lekko – odparła, gdy wszyscy zgromadzeni ucichli. Teraz Tenten przeraziła się nie na żarty. Chyba nie zamierzała mówić o zeszłorocznej tragedii? – Nasza wioska rozrasta się i staje się z każdym dniem potężniejsza. To zawsze wiąże się z zagrożeniami z zewnątrz. Dlatego, jak mówi nasz hymn, musimy razem z nią stawać się silniejsi, nieustannie szukać drogi, by przewyższyć naszych poprzedników. Wybierając tę karierę, stajecie się odpowiedzialni za dobrobyt naszego kraju i Konohy. Hymn akademii to nie są puste słowa. To przysięga, którą kolejne pokolenia przyszłych wojowników rok w rok składają swojej ojczyźnie. Pamiętajcie o odpowiedzialności, jaką niesie ze sobą wierna służba i bądźcie dumą naszego kraju. A także postarajcie się nie zdobywać zbyt wielu szlabanów i dbać o nerwy naszej drogiej kadry nauczycielskiej, która robi, co może, by przekazać wam potrzebną wiedzę. – Uśmiechnęła się wąsko. – Proszę o oklaski dla was i dla nich! Zapraszam do sal, w których czeka na was mały poczęstunek i rozdane zostaną tegoroczne plany lekcji.
– No, to widzimy się potem, co? – powiedziała Tenten, przekrzykując nagłą wrzawę.
Sasuke przytaknął ledwo widocznie, ale to wystarczyło.
– Na polu treningowym? – spytała Ino.
Tenten prawie zgrzytnęła zębami. Jasne, dobra, nie chcieli na nich czekać. Rozumiała to, tak teoretycznie. Spojrzała na Lee. Kiwnął głową.
– Tak, niech będzie – zdecydowała, ciesząc się, że jej głos brzmi normalnie i nie zieje spontanicznie ogniem.
Ino i Sakura ruszyły za Sasuke, przepychając się i szturchając. Gdy przeszedł przez drzwi i znowu zajął strategiczne miejsce koło okna, Yamanaka zauważyła dokładny moment, w którym Shino postanowił się tam skierować i zdecydowała, że uda mu się to tylko po jej świeżych, dalej pięknych zwłokach. Celnym pchnięciem posłała Sakurę w bok.
– Ej! – krzyknęła i ten moment dekoncentracji wystarczył Ino, by zająć miejsce koło swojej największej miłości. – Ino-świnio!
Sakura, nie dąsając się długo, usiadła po jej prawej stronie.
– Wolę ciebie niż tego tam – odparła w ramach wyjaśnienia, wskazując na okolice Naruto.
– Proszę cię, każdy chciałby siedzieć obok mnie – odparła Ino z uśmieszkiem.
– Ja nie – burknął natychmiast Kiba swoim najlepszym, zaczepnym tonem.
– Coś ty powiedział? – warknęła. – Ach, to takie końskie zaloty?
– Zapomnij. Przed tobą to bym raczej uciekał jak te konie z naszego hymnu.
– Cieszę się, że dostrzegasz, jak silniejsza jestem od ciebie.
– Poczekaj na zajęcia z taijutsu, kobieto. Zobaczysz, co potrafi ta bestia.
– Jeśli masz na myśli żółwia, tak, to z pewnością zobaczę.
– Kruk zwiastuje śmierć, ale ty nawet kruka nie zauważysz, jak cię wreszcie dopadnę.
– Dlaczego rozmowy z tobą zawsze kończą się na zwierzętach? – spytała nagle Sakura.
Zaskoczona Ino parsknęła śmiechem i zasłoniła szybko usta, zszokowana, że dawnej przyjaciółce udało się ją do czegoś takiego doprowadzić. Kiba posłał Haruno urażone spojrzenie.
– Hej, to ona zaczęła, dobra? – mruknął.
Nim którakolwiek z nich zdążyła odpowiedzieć, do sali wszedł Mizuki-sensei z zieloną teczką pod pachą.
– Witajcie w nowym roku akademickim – powiedział z lekkim uśmiechem. – Cieszę się, że widzę was wszystkich w niezmienionym składzie. – Czy się Ino wydawało, czy jego spojrzenie dłużej spoczęło na Naruto? Ciekawe, czyżby lubił tego nieudacznika? Zawsze miała go za kogoś, kto cenił sobie raczej dobrych uczniów, z tą jego wyraźną sympatią dla wielkich czół. – Nim skierujecie się w stronę wafelków i zaczniecie wymieniać opowieści o wakacjach, oto wasze nowe plany zajęć. Weźcie, proszę, po jednej kartce i podajcie dalej.
Ino zerknęła na swoją kopię.
– Ninjutsu… Hyūga i Umino. Będzie nas uczyło dwóch profesorów? – zdziwiła się, nie kierując pytania do nikogo konkretnego.
Mizuki-sensei odpowiedział pomimo tego.
– Tak. Iruka-sensei będzie sprawdzał wasze umiejętności, ale w celu szybszego opanowania odpowiedniego przepływu czakry podczas wykonywania konkretnych pieczęci co roku proszony jest chūnin z klanu Hyūga, który swoim dōjutsu, Byakuganem, jest w stanie dostrzec i skorygować każdy błąd.
– Jest w stanie ingerować w nasz system czakralny? – zaniepokoiła się Sakura.
– Będzie wam mogła powiedzieć, co robicie źle – wyjaśnił Mizuki-sensei, nie do końca odpowiadając na zadane pytanie.
– Dziękuję – odparła Sakura, co Ino natychmiast powtórzyła, po czym złożyła starannie kartkę i wsunęła ją do torby.
Przy jasnym stole, na którym rozstawione było jedzenie, zaczepił ją Chōji, dzierżący w rękach wafelka, jakby to była gołębica.
– Jak ci minęły wakacje? – spytał z uśmiechem.
– Przecież wiesz – odparła opryskliwie, bo poważnie, bywali u siebie co tydzień, jeśli misje ich ojców na to pozwalały, skutecznie spowalniając jej już i tak nieszczególnie imponujące postępy.
– Nie bądź kłopotliwa, Ino – odparł Shikamaru znudzonym tonem, który sprawiał, że w oczach jej ciemniało. – Przynajmniej nie bardziej niż musisz.
– Co to niby ma znaczyć? – spytała natychmiast, krzyżując ręce na piersiach.
– Jesteś kobietą – odparł spokojnie, jakby to cokolwiek wyjaśniało.
Ino westchnęła.
– Naprawdę powinieneś przestać to mówić tak, jakbyś oczekiwał, że uwierzymy.
– Odrzucanie prawdomówności innych ludzi. Typowa taktyka – odparł leniwie, wpatrując się w sufit.
– Podobno jesteś inteligentny. To niemożliwe, żebyś uważał, że połowa ludzkości ma ze sobą problem.
– Racja. Ja uważam, że cała populacja ma ze sobą problem. Może z wyjątkiem jego. – Wskazał palcem przyjaciela, który sięgał po kolejnego wafelka. Na talerzu najbliżej niewiele ich już zostało.
– Świetnie – odparła sucho, decydując, że nie zamierza tracić na niego więcej czasu. – Odpowiadając na twoje pytanie, Chōji, wakacje minęły mi rewelacyjnie na treningach z pewnymi osobami. – Nie chciała mówić przy innych ludziach, że ćwiczy z Sasuke, bo zleciałoby się im na głowę stado fanek, ale oni wiedzieli już dobrze, o kim mowa.
– Naprawdę? Gratuluję! – odparł radośnie Chōji i nie, nie było w nim cienia złośliwości.
Umiała dostrzec, dlaczego Shikamaru tak go sobie cenił. Chłopak był jedynym człowiekiem na ziemi, który mógł znieść ciągłe jęczenie, towarzyszące najwyraźniej jak cień życiu młodego geniusza. Potrafił przetrwać dzielnie zazdrość, która musiała opanowywać go, jak każdego mężczyznę, w starciu z niedoścignionym ideałem, jaki stanowił Sasuke, więc był zdolny wziąć na klatę wszystko.
– A wasze? – spytała grzecznie.
Chōji roztoczył przed nimi wizje aromatycznych potraw, które sporządzili wspólnie w domu. Gdy skończył, Shikamaru westchnął i spojrzał z pewnym odcieniem zazdrości na Hinatę, która pod ścianą skubała nieśmiało wafelka, niezaczepiana przez nikogo.
– Moje wakacje były w porządku – zaofiarował w końcu.
– I co? To tyle? – spytała, gdy nic po tym nie nastąpiło.
– Trenowałem, czytałem, grałem z ojcem w shōgi.
– Czytałeś? Co takiego? – zainteresował się nagle Chōji.
– Epickie romanse o zaprzyjaźnionych klanach – powiedział bez mrugnięcia okiem.
– To dopiero musi być fabuła, stary – stwierdził Kiba wesoło.
Młody geniusz posłał mu długie spojrzenie. Trafiło go w tył głowy, bo Inuzuka już zaczepiał kogoś innego, śmiejąc się w sposób, który bardziej przypominał szczekanie.
– Podobno psy i ich właściciele upodabniają się do siebie – mruknął Shikamaru.
O dziwo Kiba obrócił się i wyszczerzył do niego zęby.
– Nawet nie masz pojęcia.
Sakura prawie podskakiwała na swoim miejscu, ale tym razem nie dlatego że udało jej się usiąść obok Sasuke. Mieli zacząć swoje pierwsze zajęcia z ninjutsu. Byłaby pewnie bardziej nerwowa, gdyby nie miała za sobą wakacyjnych, prywatnych treningów, które trochę ją uodporniły na nowe wyzwania.
Liczyła, że trening genjutsu nie tylko nie utrudni opanowania innej dziedziny, ale może nawet ją ułatwi. Nie zamierzała pytać, oczywiście, jednak wodę wyciągała z ziemi całkiem nieźle, starała się więc być dobrej myśli.
– Witajcie – powiedział Iruka-sensei, gdy wszedł do sali. – W nowym roku akademickim.
– Dzień dobry – pozdrowiła ich kobieta, którą przepuścił w drzwiach. – Nazywam się Hikari i będę wam pomagać w opanowywaniu kolejnych pieczęci. Mam nadzieję, że nasza współpraca okaże się owocna.
Pierwszym, co się zauważało, były jej oczy, stanowiące dowód pokrewieństwa z Hinatą. Niemal białe i duże, stanowiły ważną część jej szczupłej twarzy o wyraźnej szczęce, wybijając się bardziej niż wąskie usta. Oddzielał je od siebie dość duży, ale kształtny nos. Miała jasną cerę, ukrytą poniżej szyi w dużej mierze za granatową bluzą, posiadającą niewiele wspólnego ze standardowym strojem ludzi jej rangi i ciemnoszarymi spodniami, które przypominały te, jakie lubiła sama Sakura, ale były dłuższe. Nie odeszła jednak od wszechobecnych sandałów. Pewnie nawet zdrajcy wiosek gdzieś się w nie zaopatrywali.
Sakura uśmiechnęła się pod nosem.
Ciekawe, jak sprawiała, że nie było jej w tym wszystkim gorąco.
– Przy odrobinie szczęścia już w przyszłym roku Hikari-sensei zajmie się zarówno teorią jak i praktyką, dlatego pozostanie z nami w sali nawet podczas części, która będzie głównie moim wykładem – wyjaśnił Iruka-sensei, gdy usiadła na krześle, umieszczonym obok tablicy.
– Ciekawe, kto pierwszy zaśnie, ona czy my? – mruknął Kiba do Naruto.
– Na tych zajęciach będziemy zajmować się ninjutsu – tłumaczył dalej Iruka-sensei, w ogóle tego nie usłyszawszy. – Techniki, jakimi posługują się shinobi, dzielą się na wiele kategorii. Cała wiedza wojownika jest jak pokój pełen szuflad. Każda z nich ma etykietkę z nazwą tylko dla określonego typu technik. Od początku swojej nauki zajmujecie się taijutsu. W tym roku wspólnie pokażemy wam podstawy ninjutsu a w przyszłym Suzume-sensei wyjaśni, jak rozpoznać i uwalniać się spod genjutsu. Czy ktoś potrafi wyjaśnić w krótkich słowach, czym jest ninjutsu, taijutsu i genjutsu?
Podniosła rękę.
– Tak, Sakuro? – spytał serdecznie.
– Taijutsu to walka wręcz, genjutsu to tworzenie iluzji a ninjutsu… to wykorzystywanie czakry do tworzenia ataków? – skończyła niepewnie.
– To ostatnie: zbyt ogólnie – stwierdził Iruka-sensei. – Ale poza tym bardzo dobrze. Shikamaru, może ty spróbujesz?
Chłopak podjął niemrawą próbę, by choć trochę podciągnąć się na krześle, nim odpowiedział tonem balansującym na granicy uprzejmości.
– W ninjutsu wykorzystuje się czakrę elementarną do tworzenia technik, opartych na żywiołach.
– Brawo! – powiedział Iruka-sensei, ignorując ukrytą wiadomość, że Nara ma lepsze rzeczy do roboty niż siedzieć tu i tego słuchać. – Oficjalnie nazywa się je "transformacjami natury", ale to też są dobre określenia. Jest pięć podstawowych żywiołów. – Wyciągnął do góry i do przodu rękę, zgiętą w łokciu, z dłonią wnętrzem skierowaną w ich stronę tak, by wszyscy dobrze ją widzieli i z rozprostowanymi palcami. – Pierwszy!
– Ogień! – krzyknął ktoś z sali. Kilka osób się zaśmiało.
– Dobrze! – odpowiedział równie głośno, zginając kciuk i przysuwając go do wnętrza dłoni. – Drugi!
– Powietrze – powiedziała osoba także gdzieś z tamtej strony.
– Nie do końca, ale blisko.
– Wiatr! Wiatr? – spytał podekscytowany Naruto. Iruka-sensei rozpromienił się.
– Dokładnie – Wskazujący palec przykrył część kciuka. – Trzeci? – spytał.
– Woda – wtrąciła szybko Sakura, pamiętając swoje przygody z tym konkretnym żywiołem. Naruto wyszczerzył się w jej stronę, ale postanowiła to zignorować.
– Czwarty? – zachęcił ich Iruka-sensei, zginając środkowy palec.
– Ziemia – powiedział nagle Sasuke znad skrzyżowanych na piersi ramion.
Naruto prychnął. Palec serdeczny poszedł w dół.
– I ostatni? – spytał.
Na sali zaległa cisza. Nim Sasuke zdążył ją przerwać, z końca sali rozległ się cichy głos.
– B-błyskawica – powiedziała Hinata Hyūga.
Kilka osób aż się obróciło. Zarumieniła się albo pod wrażeniem własnej odwagi, albo nagłej uwagi, skierowanej na jej osobę. Iruka zastygł na chwilę, z powodu zarówno autorki odpowiedzi jak i całego ciężaru, o jakim wiedział, że kryje się za tym jednym słowem. Hinata Hyūga nigdy, w całej swojej studenckiej karierze, nie zabrała sama z siebie głosu na zajęciach.
Jakkolwiek tacy ludzie jak Shikamaru zapewne z radością prześlizgnęliby się przez wszystkie lata ani razu nie podnosząc ręki, Iruka-sensei często ich pytał. Jej głos słyszało się sporadycznie.
Hinata nie była człowiekiem, którego był skłonny dręczyć. Jej odpowiedzi na pytania egzaminacyjne zawsze okazywały się poprawne, choć nie błyskotliwe. Nie była jak Kiba, któremu brakowało chęci do nauki ani Naruto, bez rodziny mogącej zaoferować pomoc.
Odkąd dostrzegł jej delikatną, nieśmiałą naturę, wiedział, że, by zadowolić jej ojca i nie utrudnić jej życia, umieszczą ją w drużynie tropiącej.
Nie było mowy o walce w zwarciu, jaką planowali po cichu dla Nejiego. Nie przejawiała w tym takiego talentu. Jej osobowość nie szła w parze z bliskim kontaktem.
Dla każdej drużyny tropiącej byłaby jednak cennym dodatkiem. Miał swoje wątpliwości, oczywiście, umieszczając ją tam wraz z Kibą i Shino.
Wbrew pozorom to nie zaczepny i złośliwy Inuzuka go bardziej martwił. Musiał przyznać, że nie był do końca taki, jak zwykle dzieci klanu Inuzuka, które szybko znajdowały sobie przyjaciół na całe życie i trzymały się z nimi.
Mimo to sądził, że przywiąże się do grupy ludzi, z którą będzie spędzał wiele czasu.
Miał też nadzieję, że nie zagada jej, ale raczej pozwoli się otworzyć przy swojej nieznającej żadnych granic naturze.
Poza tym Iruka nie bał się przyznać, że polubił Kibę, tak prywatnie. Gdy ludzi zaczepiał, było to jak szczekanie a nie gryzienie do krwi. Gdy był cicho, to chyba dlatego że w ogóle nie chciał zranić i tak się przedstawiały jego relacje z Hinatą. Albo ją lubił, albo nie wiedział, co z nią zrobić, ale oszczędzał zawsze, może dlatego że to nie była taka osoba, na którą łatwo szczekać. Nie, Hinacie Hyūdze się zębów bezpiecznie nie pokazywało, jedynie wgryzało je boleśnie. I tu nadchodził problem.
Młody Aburame był cichy, ale nie wynikało to raczej z nieśmiałości, ale pewnego chłodu usposobienia. I mimo że obydwa klany należały do szczególnej czwórki, to rodzina Shino zawsze trochę ukratkiem spoglądała na Hyūgów, którzy im przykrą niespodziankę mogli zmalować swoją miękką pięścią, a takie uprzedzenia nawet wśród bliskich towarzyszy trzeba było brać pod uwagę.
Zwłaszcza, że niewiele więcej było pod ręką.
Jednak Aburame chyba zawsze trzymali się na dystans, więc miał nadzieję, że wyrośnie na ciche wsparcie. A co jeszcze ważniejsze, czego nie dało się wyczytać z bezpośredniej interakcji, można było z egzaminów wstępnych. Miał to, czego ewentualnym partnerom nieraz brakowało. Umysł skłonny do opracowywania strategii i efektywnego wykorzystywania zasobów.
Teraz jednak Hinata sama z siebie się odezwała. Może się zmieniała? Może łatwiej będzie jej zespolić dwóch tak odmiennych od siebie chłopców?
Nie chciał czytać w tym zbyt wiele. Ale nie zamierzał jej zniechęcać.
– Dokładnie! – pochwalił z uśmiechem, zginając ostatni palec. Rumieniec na jej twarzy tylko się pogłębił.
– D-dziękuję – wydukała cicho.
– Gdy opanujecie trzy potrzebne pieczęci, nauczycie się pierwszego jutsu – ogłosiła Hikari-sensei w następnym tygodniu.
– A co to będzie robić? – Naruto nie krył się ze swoją ekscytacją. Hikari-sensei przyjrzała mu się z uwagą, pod którą ich nadpobudliwy kolega lekko jakby zapadł się w sobie. Sakura uznała, że jej się wydaje.
Iruka-sensei zaśmiał się.
– To będzie Technika Klonowania, Naruto. Polega na tworzeniu kopii danej osoby, które nie rzucają cienia i nie wpływają na otoczenie, czyli na przykład trawa się pod nimi nie ugina. Gdy wejdą z czymś w kontakt, znikają.
– Brzmi nieużytecznie – jęknął Naruto.
– W rękach doświadczonego stratega każda technika znajdzie zastosowanie – powiedział Iruka-sensei mentorskim tonem.
Naruto popatrzył na niego z powątpiewaniem.
Sakura spędziła chwilę zaskoczona klasyfikacją tego jutsu. Dlaczego nie zostało zaliczone do iluzji. Już chciała zapytać, gdy to do niej dotarło.
Oczywiście.
Genjutsu czerpało pełnymi garściami z umysłu przeciwnika. Gdyby to było to, nie zabrakłoby cienia.
Poza tym z tego, co zrozumiała, techniki iluzji nie rozpraszały się dlatego że ktoś je dotknął. One po prostu nie działały na takiej zasadzie.
– Czy taką kopię widzą wszyscy? – zapytał Shikamaru gdzieś z tylnych rzędów.
Iruka-sensei spojrzał na niego z dumą.
– Tak, dokładnie tak – odpowiedział, jakby za tym pytaniem ukrywało się coś większego.
I tak właśnie było, dotarło do niej, gdy Iruka-sensei układał dłonie w pierwszą pieczęć, którą już znała z książek, dla tych, którzy nie pofatygowali się, by zerknąć na kartki, jakie rozdał wcześniej. Shikamaru w rzeczywistości spytał o to samo, co i ona chciała rozstrzygnąć.
Genjutsu było związane z miejscem lub osobą. Klon powinien się poruszać, wykonywać samodzielne działania, jakkolwiek iluzoryczne, by zachować cień prawdopodobieństwa. Niekoniecznie miał być stacjonarnym złudzeniem. Poza tym on spytał o "wszystkich", więc obszar, z którego byłoby widać takiego klona, miał być dowolny.
Tak szalenie potężnego genjutsu, o ile w ogóle było możliwe, na pewno nie uczyliby się w akademii.
Naruto szczerze nienawidził Klonowania. Robiło mu się słabo z frustracji, gdy musiał raz po raz wykonywać kolejne pieczęci. Bez skutku. Owszem, kilkakrotnie pojawiła się dziwna, wątła, biała jak kartka istota, która nawet stać nie umiała, a co dopiero uchodzić za jego kopię. Ale nic więcej.
Hikari-sensei sunęła przez salę niezwykle cicho, poprawiając kolejnych studentów aż w końcu zatrzymywała się na nim i przez chwilę obserwowała jego wysiłki, zawsze kończąc to jedną uwagą.
– Za dużo czakry przy "baranie", niestabilny przepływ z pieczęci do pieczęci. Podczas "węża" należy skierować ją głównie w stronę stóp. Gdy wykonujesz "tygrysa", powinieneś pozwolić czakrze przemieszczać się szybciej i ustabilizować ją.
Dziwił się, że używała tych swoich oczu, skoro w kółko i tak miała do powiedzenia to samo. Wiedział już, że jeśli teraz nie nauczy się stablilizować czakry, będzie miał problemy z technikami rozpraszającymi genjutsu, ale wszystko inne powtarzała niestrudzenie.
Minął ponad miesiąc i nawet Shikamaru i Kiba przeszli do następnych pieczęci, chociaż pierwszy robił wszystko, by się wywinąć a drugi był beznadziejnym przypadkiem.
Teraz jednak lista tych ostatnich najwyraźniej skróciła się o połowę, zostawiając Naruto samego na placu boju.
Były jego urodziny. Mogłoby mu się wreszcie udać! Obok prawego łokcia pojawiła się biała mgiełka, ale szybko rozpłynęła się w powietrzu. Naruto uznał, że nienawidzi swojego życia i powtórzył uparcie wszystkie pieczęcie z wprawą świadczącą o wielokrotnym wykonaniu. Przynajmniej jak już się nauczy tej przeklętej techniki, znaki potrzebne do niej będzie robił płynnie.
Tym razem nie stało się nic. Był bliski walnięcia głową w ścianę, ale to by tylko rozśmieszyło Kibę, więc odpadało. Zdecydował się na zaciśnięcie zębów, bo nawet jęknąć w towarzystwie Inuzuki nie było można i zabrał się do pracy.
Naruto od jakiegoś czasu nie mieszkał już w sierocińcu, odkąd odkrył, że skoro chodzi do akademii, to nie musi. Co tydzień przychodził do niego człowiek z opieki studenckiej, a raz na miesiąc zgłaszał się do staruszka po pieniądze.
Niewiele pamiętał z pobytu stamtąd. Nie było jakoś źle, miał tam właściwie więcej osób, do których można gębę otworzyć, ale też nic ciekawego do powiedzenia.
Teraz miał tylko Kibę. Jasne, sprzeczali się jak pies z kotem, ale Inuzuka żył tak ze wszystkimi. Uwielbiał ich brać pod włos, taki już charakter miał i tyle. Czasami jednak dołączał do jego genialnych dowcipów i był nieocenioną pomocą, ponieważ umiał wywęszyć każdego profesora. Nie zgadzał się jednak na byle gąbkę w drzwiach. Dla niego kawał musiał być epickich rozmiarów, więc łączyli siły rzadziej niż częściej, bo byli we dwóch siłą chaosu a przegiąć też niedobrze, bo by ich jeszcze na kopach z akademii wyrzucili.
Bawił się chwilę myślą, czy by go nie zaprosić na wspólne świętowanie, ale porzucił ją niemal natychmiast. Nigdy nie była niczym więcej jak czczym marzeniem. Inuzuka miał rodzinę i z nią spędzał święto obchodzone z okazji pokonania demona.
Czy naprawdę musiał się urodzić akurat wtedy, kiedy wszyscy byli zaabsorbowani innymi sprawami, swoją niegasnącą żałobą, radością, żalami?
Bo tych ostatnich musieli nazbierać sporo, skoro na innych ludzi patrzyli jak na coś, co im się do buta przylepiło. Naruto nie oczekiwał, że domyślą się, że to także jego specjalny dzień i będą jacyś znośniejsi.
Czy jednak naprawdę musieli okazywać mu swoje nadprogramowe pokłady niechęci?
Co on takiego miał w sobie, magazyn złej energii?
Zastanawiał się nad tym, gdy szedł w stronę Ichiraku. Zawsze tak robił. Stary właściciel i jego córka od lat życzyli mu "wszystkiego najlepszego" i z miejsca serwowali darmową porcję. Kiedy im powiedział, że to jego urodziny, nie miał pojęcia, ale to była jedna z tych dobrych decyzji w jego życiu.
W tym roku zamierzał wybrać się tam wcześniej, nim zaczną się obchody święta. W zeszłym, jak się pojawił wśród tłumu, ludzie rozstępowali się, jakby miał chorobę zakaźną i szeptali do siebie.
Popatrzył na nich spode łba i całkiem satysfakcjonująco zamilkli, ale nie był jeszcze dokładnie tym chłopakiem, który umie bez wahania odwarknąć lub się okrutnie zemścić, więc szybko się stamtąd wycofał.
Teraz miał jasne plany. Pójść do Ichiraku a potem wrócić do mieszkania i poczekać na staruszka, który co roku przychodził do niego z tortem, jak już odbębnił popołudniowe uroczystości.
Poważnie, hokage był jednym z jego ulubionych ludzi i nawet jeśli czasem trochę smęcił, jego historie zwykle nadawały się do słuchania. I Naruto miał tort niemal tylko dla siebie. Normalnie pełne zwycięstwo.
Gdy wyszedł z akademii, odkrył, że ma za mało pieniędzy. Nie zamierzał przecież kończyć na jednej misce!
Wskoczył do mieszkania, przeskakując z wprawą nad kupkami ubrań i pudełek po ramenie, ponieważ posprząta później, zagarnął fundusze i ruszył w kierunku ulubionego miejsca na Ziemi.
Nagle zobaczył widok, który naprawdę odbierał apetyt. Sasuke szedł ulicą z dwójką dorosłych ludzi. Nigdy w życiu ich nie widział, ale to nie przeszkadzało mu skrzywić się z niechęcią. Nie dość, że miał swoją własną rodzinę, która go chciała, to jeszcze najwyraźniej trzymał się z jakimiś shinobimi i pewnie miał od nich dodatkowe treningi albo coś. To tłumaczyło, dlaczego jest taki dobry na zajęciach.
Życie było kompletnie niesprawiedliwe.
W ułamku sekundy podjął decyzję i skręcił w boczną aleję. Zakradnie się pod Ichiraku równoległą ulicą.
Obejrzał się za siebie, gdy skręcał i dlatego zupełnie przegapił, że jest na kursie kolizyjnym. Wpadł na kobietę w białym stroju. Zatoczyła się i wciągnęła głośno powietrze, gdy zobaczyła, kto się z nią zderzył. Mężczyzna obok złapał ją za ramię i zacisnął szczękę, patrząc na niego z nienawiścią.
Naruto aż zdrętwiał ze zdziwienia pod takim spojrzeniem.
– Co tu robisz, potworze? – wychrypiał głosem ciężkim od emocji.
Naruto wiedział, że ludzie uważają go za innego. Wystarczyło spojrzeć w lustro, by się zorientować, że coś nie jest do końca tak, jak powinno. Jednak nie uważał, że są tu jakieś powody do nienawiści, mimo tego, co zrobili jego rodzice i że inni chyba się by z nimi zgadzali.
Nie rozumiał, co sprawiało, że ludzie mieli takie poglądy, ale zamierzał coś z tym zrobić, jak już zostanie hokage.
Na razie miał jakiegoś stukniętego pajaca do ominięcia. Skończył już całe dziewięć lat i stracił lwią część szacunku do starszych jakiś czas temu, ale dalej facet był większy i najwyraźniej wściekły, jakby nie wiadomo co zrobił, a nie tylko wpadł na jakąś babkę.
– Przepraszam, ja tu tylko przechodziłem! – powiedział głośno, wyciągając ręce w uspokajającym geście.
– Sprawdź torebkę – polecił mężczyzna, zwracając się do towarzyszki i nie spuszczając z niego wzroku.
Ściągnęła ją z ramienia i zaczęła grzebać w środku.
– Ej, ja niczego nie ukradłem! – krzyknął. – Palancie! – I ruszył w ich stronę.
– Ani kroku dalej – zagroził.
– Chcę tylko przejść, ra-any – odparł, pchając ręce do kieszeni, by pokazać, że się faceta nie boi.
Miał już serdecznie dość tej dwójki.
– Ani kroku dalej, powiedziałem – warknął i sięgnął do torby. W jego dłoni zabłysło coś srebrnego.
Oczy Naruto lekko się rozszerzyły.
Mężczyzna miał w ręce nóż.
