3. Bez konkurencji.

Tom wcale nie miał zamiaru zostać śpiewakiem, potrzebował tylko wykonać jedną konkretną pieśń - na konkurs, dlatego zanim mogli zacząć jakiekolwiek próby musiał razem ze swoim nauczycielem wybrać, co to będzie i ustalić czego musi się nauczyć, by tym konkretnym utworem pokonać konkurencję.

Warunki były dwa: musiała być jak najprostsza do wykonania a jednocześnie robić wrażenie na słuchaczach. A że większe wrażenie robią uczucia niż technika, to musiało być coś wzruszającego...

Idealnie pasowałaby jakaś skarga samotnego dziecka, ale w sumie każda tragedia jest wzruszająca. Nie żeby faktycznie lubił, gdy się nad nim litowano, ale jeżeli ktoś jest na tyle głupi by faktycznie uznać go za biedną sierotkę, to sam jest godny politowania.

Takiej szansy nie zmarnuje, z powodu dumy. Wykorzysta każdą przewagę, każdą...

Pierwszą godzinę zajęć w całości poświęcili na przesłuchiwanie różnych propozycji, ale zawsze coś mu nie pasowało.

I w końcu trafił, już pierwsze dźwięki akompaniamentu sprawiły, że zastygł, a kiedy dołączył głos już wiedział - to jest to - jego wygrana. Piękne i mocne.

Wielce zadowolony Tom wrócił do Hogwartu uśmiechając się triumfalnie - w duchu - i nucąc wybraną melodię. Utwór nie był łatwy, ale miał ponad pięć tygodni, by go opanować. Nie miał wątpliwości - powali ich na kolana.

Zawsze uważał się za profesjonalnego wykorzystywacza - każdą okazje umiał obrócić na swoją korzyś wykorzystywaniem ludzi też nie miał problemów. Sam dobrze wiedział, kim jest a inni widzieli go dokładnie takim, jak tego chciał.

Od czasów, gdy wymuszał na mugolach spełnianie swoich życzeń wiele się nauczył. Wiedział już, że o wiele efektywniejsze jest działanie z własnej woli i z przekonaniem o słuszności niż wypełnianie na ślepo cudzych poleceń.

A każdy wiedział i czuł, że słuszna jest pomoc biednemu małemu, samotnemu dziecku.
Będzie zatem takim dzieckiem i pozwoli im sobie pomóc.

Także z tego powodu zgłosił się do dyrektora z prośbą o zgodę na dodatkowe prywatne korepetycje. Mógł to załatwić sam i opłacić z zarobionych w wakacje pieniędzy, tylko że: po pierwsze, nie widział powodu, by rezygnować z tej demonstracji bezradności oraz potrzeby pomocy i opieki przed Radą Szkoły...

A po drugie: pieniądze z funduszu naukowego mu się należały, a te które sam zaoszczędził lepiej wydać na rzeczy, na które dyrektor na pewno nie wyraziłby zgody. Konkretnie, chciał się zaopatrzyć w kilka porządnych czarnomagicznych ksiąg.

Ktoś mógłby uznać, że zabieranie do Durmstrangu ksiąg o czarnej magii to jak wożenie drzewa do lasu, ale Tom dobrze wiedział, że jego z trudem rozgryzione i wyuczone zaklęcia to nic w porównaniu z liczbą i jakością magii opanowanej przez tamtejszych uczniów. Talent to jedno, tylko że oni nie tylko uczyli się czarnej magii z pomocą nauczycieli, mieli też domy, w których uczyli się podstaw magii - każdej magii.

Żeby nie zrobić z siebie idioty, który pyta o każde słowo musi mieć materiały, w których będzie mógł sprawdzać to, o czym mu mówią. Dobrze pamiętał, jak na pierwszym roku w Hogwarcie starsi uczniowie a nawet pierwszacy pochodzący z rodzin czarodziejów robili sobie żarty z wychowanych wśród mugoli i sierot, nie miał wątpliwości, że powitanie gości w Durmstrangu będzie takie samo.

Będą chcieli go sprawdzić, więc musi być na to przygotowany. A jego legalne, zatwierdzone przez dyrektora korepetycje są dobrą okazją, by udać się także i na Nokturn - na zakupy.


Po wywieszeniu list w szkole zapanował szum. szczęśliwcy, którzy przeszli pierwszą próbę pysznili się przed resztą uczniów, a pechowcy, którzy sami odpadli dopingowali swoich współdomowników, wyśmiewając konkurencję.

Jak można było przewidzieć największa rywalizacja była pomiędzy uczniami ze Slytherinu i Gryffindoru.

Oczywiście dotyczyło to też drugorocznych. Już na pierwszych zajęciach, czyli Transmutacji z Dumbledorem dało się słyszeć złośliwe szepty i szydercze docinki pod adresem obu rywali. A potem nastąpiła konfrontacja.

Kiedy czekali pod salą na kolejne zajęcia - Eliksiry grupa Gryfonów, którzy dowiedzieli się o tym, że Tom miał specjalne zajęcia na koszt szkoły zaczęła najpierw od komentarzy, że to niesprawiedliwe bo ich Potter sam musiał się uczyć, a jemu zorganizowano korepetycje, a potem dla odmiany szydzić, że jest żebrakiem, którego nie stać na nic bez pomocy Dippeta.

Sam Potter, co prawda nie miał nic do powiedzenia, ale śmiał się radośnie z kolegami.

Zanim Tom zdążył im odpowiedzieć bardziej niż reszta wyczulony na magię, wyczuł w pobliżu moc wskazującą na obecność profesora - nieco mroczną, więc na pewno to Slughorn już szedł na zajęcia.

Zamiast spodziewanej przez Gryfonów zjadliwej obelgi zrobił zatem bardzo smutną, zranioną minę a potem pochylając głowę, odparł z bólem w głosie.
- Wierz mi, Potter chciałbym mieć rodziców, którzy by o mnie dbali i zapewnili takie wychowanie jak twoje. Niestety ja musiałem wszystkiego uczyć się sam, nie mając ani rodziny, ani prywatnych nauczycieli. Dla ciebie korzystanie z funduszu dla ubogich może być śmieszne, ja nie mam nic i nikogo, poza szkołą.

Gryfoni nie oczekiwali takiej odpowiedzi a Potter poczuł prawdziwy wstyd za swoich kolegów i za siebie, bo ich nie powstrzymał.

Zapadła cisza, którą przerwał dopiero głos Slughorna, który wyszedł zza rogu z ponurą, zniesmaczoną miną.

- Doprawdy, nie spodziewałem się tego po panu, Panie Potter. Uważasz, że skoro pochodzisz z jasnego bogatego rodu to możesz sobie kpić i poniżać innych, którzy nie mieli tyle szczęścia w życiu? Minus pięćdziesiąt punktów od Gryffindoru za tak skandaliczne zachowanie.

Wszyscy Gryfoni zgodnie jęknęli a sam zainteresowany był zbyt zszokowany, by tłumaczyć, że to nie on.

Ale profesor jeszcze nie skończył.

- Wiem, że wasze wnioski zostały już ocenione, ale myślę, że Rada Szkoły jednak powinna wiedzieć o takim zachowaniu. Przedstawię im swoją notatkę o tym zajściu.

Widząc, że Potter otwiera usta zgasił go ostrym, nienawistnym spojrzeniem. Gdyby chodziło o Gryfona dręczonego przez Ślizgonów pewno by się roześmiał razem z nimi twierdząc, że mówią tylko prawdę, ale tu chodziło o Jego Ślizgona.

No to po tobie, Potter, pomyślał sobie Tom uśmiechając się w duchu. Uniósł jednak głowę z jeszcze bardziej zbolałą miną, w końcu powinien wykazać się szlachetnością.

- Ale panie profesorze, proszę... Nie chcę, żeby Potter przeze mnie stracił szansę, jeszcze przed sprawdzianami i konkursem...

Mistrz Eliksirów objął go ramieniem, patrząc z pogardą na Gryfona.

- To nie przez Ciebie Tom, nigdy nie myśl, że to twoja wina. Pan Potter zachował się poniżej wszelkich standardów i nie zasługuje na udział w tym projekcie. - Tom zrobił jeszcze bardziej nieszczęśliwą minę. Slughorn wypuścił go i ujął za ramiona patrząc mu w oczy. - Przykro mi chłopcze, nie mogę w tej sprawie zachować milczenia. Od Rady Szkoły zależy, co z tym zrobią. Chodź dziecko, już czas na zajęcia.


Na wieczornej uczcie dyrektor ogłosił terminy pierwszych sprawdzianów dla kandydatów do programu wymiany. Na początek miała być sprawdzana ich znajomość języków obcych, najpierw testy pisemne a potem rozmowy z czarodziejami z Rady, biegle posługującymi się językami zgłoszonymi przez chętnych, jako opanowane w dobrym lub bardzo dobrym stopniu.

Miały się odbyć za tydzień..

Po tym ogłoszeniu doszło do jeszcze kolejnego równie interesującego. Obydwaj drugoroczni Krukoni, którzy zgłosili podania na wymianę do Durmstrangu stwierdzili, że pomylili się wypełniając kwestionariusz i chodziło im o Beauxbatons. Absolutnie też nie godzili się, by pozostać w tej grupie i zażądali przeniesienia ich na drugą listę.

Dumbledore patrzył podejrzliwie na małego Riddle'a, szczególnie że już dowiedział się od Slughorna o porannym incydencie i mimo że decyzja, co do zachowania Pottera miała być podjęta po sprawdzianach i konkursie talentów, jego pozycja była bardzo słaba - zbyt słaba.

Tom jednak wyglądał jak najbardziej niewinnie, cieszył się z sytuacji, ale to było naturalne. Po rezygnacji Krukonów, nie miał już praktycznie żadnej konkurencji i można było spokojnie powiedzieć, że miejsce jest jego.

Nie tylko Profesor Transmutacji zwrócił uwagę na Toma Riddle'a, dotychczas znany jedynie dla kolegów z rocznika i z własnego Domu chłopiec, nagle znalazł się w centrum zainteresowania całej szkoły.

W historii wymian międzyszkolnych jeszcze nie było sytuacji, by uczniowie rezygnowali z udziału w wyścigu a jedyny pozostały konkurent sam sobie szkodził.

Oczywiście nikt mu nie mógł niczego zarzucić, ale wszyscy uznali, że tego małego lepiej mieć na oku.