- To jedyne wolne miejsce, mogę się przysiąść?

Serce Harry'ego zaczęło bić szybciej i mocniej, gdy usłyszał głos chłopaka, w którym był zakochany. Spojrzał w górę, nerwowo przygładzając grzywkę opadającą na oczy i jąkając się, wyszeptał:

- T-tak, jasne.

Draco Malfoy. Książe Slytherinu, syn Lucjusza Malfoya – mężczyzny, który pokonał Voldemorta. Malfoyowie należeli do bogatych, czystokrwistych czarodziejów, walczących z kolejnymi Czarnymi Panami od wielu wieków. Gdy senior rodu zabił Voldemorta, cały czarodziejski świat był mu niezmiernie wdzięczny. Tego właśnie się zresztą po nim spodziewano.

Rodzina ta przyciągała wzrok wszędzie, gdzie się pojawiła. 17-letni Draco był marzeniem większości niezamężnych czarownic (choć niektóre z zamężnych dam również nie pogardziłyby takim związkiem) oraz wielu czarodziejów. Młody Malfoy nie był zarozumiały, choć dorastał w warunkach, które sprawiłyby, że niejedno dziecko stałoby się rozpuszczone do granic możliwości. Miał wielu przyjaciół, dobrze się uczył, był doskonałym szukającym i gwiazdą Klubu Pojedynków. Poruszał się z wielką gracją i prezentował doskonałe maniery.

Natomiast Harry Potter był nikim. Nie miał przyjaciół, był cichy, wycofany, nigdy nie patrzył nikomu w oczy. Uczył się średnio – nie był w niczym ani najlepszy ani też najgorszy, ale tym samym nie pasował do Ravenclawu, w którym najważniejsza była wiedza i jej zdobywanie. Uważano go za niegroźnego, małomównego i dość tajemniczego dziwaka. Nikt nic o nim nie wiedział.

Rodzice Harry'ego nie żyli. Byli aurorami i zginęli z rąk Śmierciożerców, gdy Harry miał zaledwie półtora roku. Dziecko trafiło pod opiekę wujostwa, gdzie dorastało samotnie, bez przyjaciół, miłości, cierpiąc z powodu przemocy psychicznej i fizycznej. Pierwszy jaśniejszy przebłysk w jego życiu pojawił się, gdy Harry dowiedział się, że jest czarodziejem. List przyniosła sowa w czasie, gdy chłopiec był sam w domu, więc wuj nie mógł mu go odebrać, zanim Harry go przeczytał. Na szczęście, jako że przyszły czarodziej mieszkał z mugolami, do listu dołączono instrukcje jak dostać się na ulicę Pokątną oraz peron 9 i ¾ w Londynie. Znalazł tam także klucz do niewielkiej skrytki w banku Gringotta.

Był taki szczęśliwy idąc do Hogwartu. Niestety, wyraźnie odstawał od innych dzieci. Był biednie ubrany, bo nosił szaty z drugiej ręki, jego książki były zniszczone i zużyte. Nie potrafił rozmawiać z innymi uczniami, bo nie był do tego przyzwyczajony. Jak miałby być? W końcu nigdy nie miał przyjaciół, jego kuzyn odstraszał wszystkich potencjalnych kolegów i koleżanki, którzy szybko uczyli się, że nie warto się z nim zadawać. Harry bardzo prędko przekonał się, że wymarzony Hogwart, choć zapewniał ochronę przed wujem i kuzynem, nie da mu upragnionych przyjaciół ani nie sprawi, że stanie się kimś innym niż jest.

Pierwszego wieczoru podczas uczty, Harry zobaczył siedzącego przy stole Slytherinu chłopca w swoim wieku. Pomimo tego, że dopiero co przybył do Hogwartu, był otoczony innymi dziećmi, a wokół niego było głośno i wesoło. Emanował pewnością siebie. Harry zapragnął nim być, nie wiedząc jeszcze kim dokładnie ten chłopiec jest. Dopiero później dowiedział się, jak wielką rolę jego rodzina odegrała w czasie wojny, jak bardzo Malfoyowie są bogaci, znani i poważani.

Harry'ego z zamyślenia wyrwał szept dobiegający z ławki za nim:

- Draco! Ależ dziś masz pecha!

Pansy Parkinson uśmiechała się złośliwie do przyjaciela.

- Jeszcze ci odpłacę, Pansy!

Cóż, niezbyt trudno było wydedukować, że miejsce koło Harry'ego nie było zbyt pożądanym.

Chwilę później do sali wszedł Snape, machnął różdżką, a na tablicy pojawiła się instrukcja eliksiru do uwarzenia.

- Zaczynajcie. Macie dwie godziny! - Nauczyciel warknął i usiadł za biurkiem.

- Mógłbyś iść po składniki? - Draco zwrócił się do Harry'ego, który skinął głową i bez słowa ruszył do schowka za resztą uczniów.

Gdy wrócił podzielili się przygotowaniami.

- Amortencja? Nie wiedziałem, że to standardowy eliksir, który musimy znać na OWUT-emy. - stwierdził Malfoy.

- Umm, no w sumie to rzeczywiście dość dziwne – bąknął cicho Harry, nerwowo poprawiając okulary.

Mniej więcej na czwartym roku zorientował się, że pragnienie bycia Draconem, zmieniło się w pragnienie bycia z nim. Chciał poczuć jak to jest, gdy uśmiech kogoś takiego skierowany zostałby do niego, te oczy patrzyłyby ciepło, a dłoń odgarniała jego niesforne włosy. Nigdy nie był tak blisko Malfoya jak teraz, nawet z nim nie rozmawiał. Nigdy nie miał takiej okazji jak dziś i szanse, że się ona powtórzy, były raczej marne, skoro nie było między nimi niczego przez te wszystkie lata.

- Draco, łap! - Pansy rzuciła coś do Draco, który miał zajęte ręce. Zanim się odwrócił, było już za późno i usłyszeli tylko głośny plusk, gdy to, co dziewczyna rzuciła, wpadło do kociołka.

Chwilę później wszystko wybuchło pokrywając dwóch chłopców eliksirem.


Harry ocknął się. Leżał na kamiennej podłodze w sali. Podejrzewał, że nie minęło więcej niż kilkanaście sekund od chwili, gdy stracił przytomność. Zaczął się podnosić i syknął dotykając tyłu głowy, na którym już zaczął tworzyć się guz. Snape klęczał przy Malfoyu usuwając nieudany eliksir różdżką.

- Panno Parkinson, co pani sobie myślała? - wściekał się nauczyciel. - Proszę natychmiast wezwać madam Pomfrey.

- Ja... ja nie wiem jak to się stało! - Ślizgonka powtarzała histerycznie.

- Nie podnoś się, głupi chłopaku, możesz mieć wstrząs mózgu – wysyczał Snape, gdy zobaczył, że Harry usiłuje wstać podpierając się o ławkę.

Gdy przez kominek w sali zjawiła się pani Pomfrey, wszystko potoczyło się szybko. Uzdrowicielka waz z mistrzem eliksirów przetransportowała chłopców do Skrzydła Szpitalnego. Po przeskanowaniu różdżką, okazało się, że z Harrym wszystko jest w porządku, poza lekkim bólem głowy po upadku na kamienną posadzkę. Natomiast Draco nie odzyskał przytomności. Snape był przygotowany na to, że młody Malfoy może odczuć skutki zmodyfikowanej amortencji, ale nie był jeszcze pewien, jaki wpływ na eliksir miała skórka Boomslanga, wrzucona przez pannę Parkinson w zupełnie nieodpowiednim momencie.

Harry został wypuszczony i mógł wrócić do swojego dormitorium. Czuł się rozczarowany, że nie dane mu było nawet spędzić tych dwóch godzin, siedząc obok obiektu swoich westchnień podczas lekcji. Miał nadzieję, że Draco nic się nie stało i że wkrótce się obudzi.

Jego życzenie spełniło się następnego dnia, gdy młody Malfoy obudził się ze snu z krzykiem wyrażającym nieopisany ból i nic, co robiła Madame Pomfrey nie było w stanie mu pomóc. Nie wiedząc już, co innego mogłaby zrobić, kobieta wezwała mistrza eliksirów.

- Co się stało Poppy? - Severus podniósł głowę znad porannego wydania „Proroka Codziennego".

- Severusie, chodzi o Dracona Malfoya. Nie mam pojęcia co się dzieje, musiałam mu podać eliksir Natychmiastowego Snu. Chłopak krzyczał z bólu odkąd tylko się wybudził, choć fizycznie wszystko jest z nim w porządku. To musi być efekt eliksiru. Nie wiem, co się dzieje.

- Już idę. - Profesor Snape domyślał się, co spowodowało taką reakcję. Była to jedna z przewidzianych przez niego możliwości, niestety ta najgorsza.

- Mrużko! - wezwany skrzat pojawił się w jego komnacie. - Wezwij proszę pana Pottera do Skrzydła Szpitalnego i powiedz mu, by zjawił się jak najszybciej.

- Tak, proszę pana, natychmiast, proszę pana! - Gdy skrzat zniknął, Severus szybko poszedł do swojego chrześniaka, którego życie, jak podejrzewał, zmieniło się właśnie raz na zawsze.

Chapter Management