Harry Potter obudził się w niezbyt dobrym humorze po wczorajszym dniu. Dzisiejsze lekcje zaczynały się transmutacją z profesor McGonagall i to z pewnością nie był jego ulubiony przedmiot. Wstał, przeciągnął się i poszedł pod prysznic. Gdy stał już pod strumieniem wody, przestraszył go nagły, głośny trzask.
Harry zakręcił kurek, owinął się ręcznikiem w pasie i wychodząc z kabiny odezwał się:
- Halo? Jest tu ktoś? - dopiero po chwili zauważył stojącą na środku, odwróconą plecami do niego, małą skrzatkę.
- Mrużka nie chciała paniczowi przeszkadzać, Mrużka bardzo przeprasza panicza, ale profesor Snape rozkazał Mrużce jak najszybciej sprowadzić Harry'ego Pottera do skrzydła szpitalnego. Czy Harry Potter mógłby się pospieszyć, profesor Snape będzie bardzo zły na Mrużkę! - skrzatka drżała i wykręcała palce dłoni. Tyradę tę wygłosiła nie odwracając się przodem do Harry'ego.
Chłopak sam nie wiedział co o tym myśleć. W końcu z nim wszystko było w porządku. Odezwał się do skrzatki:
- W porządku Mrużko, nie martw się. Już idę.
Harry ubrał się szybko i poszedł sprawdzić, po co Snape go wzywał. W połowie drogi wpadł na nauczyciela eliksirów.
- Panie Potter, nie spieszył się pan zbytnio. No, ale czego innego mogłem się po panu spodziewać – wycedził Snape, a jego głos był pełen pogardy.
- Przepraszam, panie profesorze, ale gdy zjawił się skrzat właśnie brałem prysznic i...
Snape przerwał mu ostro.
- Nie interesuje mnie to. Proszę za mną.
Gdy weszli do Skrzydła Szpitalnego, Harry nie zauważył niczego niezwykłego.
- Proszę podejść do pana Malfoya i usiąść przy jego łóżku.
Chłopak spojrzał na Snape'a jakby ten nagle oszalał. Nie miał pojęcia co się działo.
- Panie profesorze, ja nie sądzę, żeby...
- Dziesięć punktów od Ravenclawu. Panie Potter proszę natychmiast wykonać polecenie.
Harry, nie wiedząc co innego miałby zrobić, podszedł i usiadł na łóżku Draco.
Madame Pomfrey, która podeszła do nich, odezwała się:
- Dobrze, obudzę go teraz. Rennervate.
Chłopak obudził się z głośnym jękiem. Zaczął się gorączkowo rozglądać dookoła.
- Co się dzieje? Co ja tu robię?
- Panie Malfoy, wczoraj miał pan wypadek na eliksirach. Pamięta pan co się wydarzyło? - spytała pani Pomfrey.
- Pamiętam, że Pansy rzuciła coś w moją stronę, byłem zajęty i nie miałam jak tego złapać. Wpadło do kociołka, a dalej mam w głowie tylko pustkę. Przypominam sobie jeszcze, że ktoś krzyczał.
Severus zabrał głos:
- Draco, chciałbym czegoś spróbować. Pan Potter będzie się odsuwał o parę kroków. Powiedz mi, kiedy zaczniesz odczuwać dyskomfort.
- Dlaczego miałbym odczuwać dyskomfort, wuju? - zdziwił się Draco.
- Zaraz sprawdzimy, czy moja teoria się potwierdzi. Potter, odsuń się pięć kroków od łóżka.
Harry zrobił jak mu kazano, wstał i odszedł kawałek. Nadal nie miał pojęcia, czemu miało to służyć. Draco nie zauważył żadnej różnicy, więc Harry odsunął się dalej. Kiedy wciąż nic się nie działo, Snape kazał Harry'emu wyjść z sali. Ten wzruszył tylko ramionami i wykonał polecenie. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, przestraszył go głośny, pełen bólu krzyk, który wydał Draco. Nie zastanawiając się, natychmiast wrócił do Skrzydła Szpitalnego.
Draco przestał krzyczeć, ale wciąż jeszcze oddychał głośno i ciężko. Patrzył w szoku na Severusa.
- Co się dzieje? Skąd wziął się ten ból?
- Niestety, ale moje przypuszczenia okazały się słuszne.
