Następnego dnia, perspektywa dzielenia pokoju, nie wydawała się już Harry'emu taka świetna. Poprzedniego wieczoru, po wyjściu rodziców Draco, nie rozmawiali ze sobą wcale, poza uwagami typu: „muszę do toalety", „wezwij skrzatkę", czy „zgaś świece". Dziś rano przenieśli się do pokoju w pobliżu wieży Ravenclawu. Dostali od Snape'a zakaz informowania osób postronnych o tym, co się tak naprawdę wydarzyło. Oficjalna wersja, która rozniosła się po szkole mówiła, że nieudany eliksir przywiązał ich do siebie i spowodował, że żaden nie jest w stanie oddalić się nawet na niewielką odległość od drugiego. Niedługo po tym, jak się rozgościli, w odwiedziny do Draco przyszli jego przyjaciele. Harry usiadł przy biurku i rozłożył książki. Nie mógł przecież iść do biblioteki ani na zewnątrz. Zajął się więc udawaniem, że jest w stanie odrabiać lekcje. Zaraz po wejściu członków domu Slytherinu dowiedział się, jaką karę otrzymała Parkinson za swój wyczyn.
- Snape przez pół godziny dawał jej wykład w pokoju wspólnym, przed wszystkimi, na temat odpowiedzialności i myślenia, zanim się coś zrobi. Była cała we łzach. Wiesz, Pansy czuje się okropnie winna. Na dodatek dostała szlaban, który ma trwać przez wszystkie weekendy aż do Bożego Narodzenia oraz zakaz wychodzenia do Hogsmeade - mówił Theodore Nott.
- W sumie powinna czuć się winna. Co ona sobie myślała? Snape powiedział nam, że utknąłeś z Potterem - dodał Blaise Zabini, a jego głos zdradzał współczucie. Bynajmniej nie dla Harry'ego.
- Wiesz Draco, zawsze ci mówiłam, że Pansy to idiotka. Powinni ją zabrać aurorzy, mogła cię zabić! - Astoria Greengrass odrzuciła do tyłu długie, ciemne włosy, po czym usiadła na kolanach Draco i go przytuliła. - Mój biedny, co ty teraz zrobisz? Utknąłeś tu na nie wiadomo jak długo. Twój ojciec na pewno już szuka kogoś, kto pomoże złamać moc tego eliksiru, prawda?
Astoria spotykała się z Malfoyem od jakichś dwóch miesięcy. Harry nie miał wątpliwości, co Draco w niej widzi. Była piękna, popularna, miała świetne oceny i wielu przyjaciół, a na dodatek pochodziła z bogatej i znanej rodziny, czyli miała wszystko to, czego jemu samemu brakowało.
- Ojciec i wuj rozmawiali wczoraj z jakiś ekspertem, znajomym Snape'a. Niestety, na razie kazał nam czekać i nic nie robić - odpowiedział Draco.
W tym czasie Harry, który nie mógł nie słuchać toczącej się rozmowy, usiłował się uczyć. Wziął do ręki różdżkę i postanowił poćwiczyć jedno z zaklęć, którego uczyli się jego koledzy na zajęciach dzień wcześniej. Skierował różdżkę w kierunku leżącego na blacie pióra i wyszeptał:
- Duro.
Sekundę później rozległ się huk, biurko Harry'ego wybuchło, a on sam został odrzucony w tył.
- Co się dzieje?! - krzyknęła Astoria.
Harry wstał oszołomiony z podłogi i zaczął rozglądać się za zagubioną różdżką. Nie rozumiał co się stało. To było proste zaklęcie, które powinno było zamienić pióro w kamień, z całą pewnością nic nie powinno wybuchnąć!
Draco był blady. Odezwał się cicho, tak, by tylko Harry go usłyszał:
- No to chyba nie możemy się dłużej oszukiwać, że mój rdzeń nie jest związany z twoim.
- Ty głupi chłopaku! Zupełnie nie potrafisz nad tym zapanować! Zabijesz połowę klasy zwykłym Wingarium Leviosa!
Snape był wściekły. Potter po trzech godzinach ćwiczeń nie poczynił najmniejszych nawet postępów.
Harry skulił ramiona. Był zmęczony, wszystko go bolało, a mokre od potu włosy kleiły się do czoła i wpadały mu do oczu. A najgorsze było to, że wszystkiemu przyglądał się Draco. Po spektakularnej eksplozji, Malfoy wyprosił przyjaciół, po czym zaciągnął nowego współlokatora do pokojów wuja. Zaraz po wyjaśnieniu w czym tkwi problem, Severus stwierdził, że Potter musi nauczyć się władać nowymi pokładami magii, która się w nim znalazła.
- Doprawdy Potter, czy ty nic nie potrafisz zrobić dobrze?
Harry potknął się, gdy kolejne z zaklęć wywołało mały wybuch tuż przed nim.
- A teraz potykasz się o własne nogi? Jak ty w ogóle trafiasz do jakiejkolwiek klasy bez upadku na schodach, pozostaje wielką tajemnicą.
Snape nigdy nie należał do ludzi, których mocną stroną była cierpliwość. Tego dnia był w wyjątkowo paskudnym humorze i od samego początku szydził z Harry'ego. Draco także wyglądał na zirytowanego.
- Potter, to naprawdę nie jest takie trudne, czy mógłbyś się wreszcie skupić i wykonać prawidłowo chociaż jedno zaklęcie? Jestem głodny i chciałbym wrócić do naszego pokoju.
Harry zaczerwienił się po słowach Draco. Było mu wstyd. Nie wiedział, dlaczego nie jest w stanie wykonać dobrze jakiegokolwiek zaklęcia. Przytłoczyło go poczucie beznadziei.
- Przestań myśleć o niebieskich migdałach! Jeszcze raz ty leniwy chłopaku!
Harry machnął różdżką i nie uzyskał efektu ani trochę innego od poprzednich.
Wściekłość Snape'a sięgnęła punktu krytycznego.
- Wynocha! Dosyć tego! Nie będę marnować mojego cennego czasu na ciebie! - Złapał Pottera mocno za ramię, po czym wypchnął go za drzwi.
Harry stracił równowagę i upadł na zimną podłogę. Zbierało mu się na płacz. Nie był to pierwszy raz, kiedy musiał w ukryciu przełykać łzy. Draco wyszedł z pokoju i odezwał się głosem pełnym wyrzutu:
- Musiałeś go tak denerwować? Byłeś beznadziejny, czy ty naprawdę niczego nie potrafisz?
Harry nie powiedział ani słowa. Wstał powoli, odwrócił się i poszedł w kierunku wieży Ravenclawu. Malfoy cicho podążył za nim.
