Harry przyzwyczajony był do ciągłych wyzwisk i poniżania. Wuj Vernon zawsze traktował go w taki sposób. Dudley, jego kuzyn, również nie stronił od popychania i wyśmiewania go. Dorastał w takim otoczeniu, więc zmuszony był wykształcić na sobie gruby pancerz, chroniący go przed niechęcią ze strony innych. Tej niechęci zawsze było dookoła dużo. Nie wiedział czemu.
Mimo to, sposób w jaki potraktował go Snape, wstrząsnął nim. W Hogwarcie nie był lubiany i zdawał sobie z tego sprawę, ale nikt tutaj go nie szturchał, nie kpił z niego, był na co dzień po prostu ignorowany. Nauczyciel eliksirów również nie zwracał na niego większej uwagi, poza okazjonalnymi docinkami. Uczniem był średnim, nie popełniał wielu błędów, ale z całą pewnością nie wyróżniał się na tle innych. Snape był słynny z tego, że znęcał się nad jednym „wybrańcem" na każdym roku. Szydził z tego ucznia, rozdawał mu szlabany i zabierał punkty. W ich roczniku był to Neville Longbottom, ale Harry miał nieprzyjemne wrażenie, że chyba awansował na miejsce kolegi.
Hogwart był dla niego synonimem bezpiecznego miejsca. Schronieniem. Wiedział jednak, że to już się skończyło. Nie mógł pozostać niewidoczny teraz, gdy został chłopcem do bicia dla Snape'a ani tym bardziej wtedy, gdy obok niego zawsze znajdował się Draco Malfoy.
Po prostu nie mógł wygrać.
Czuł niemiłe ssanie w żołądku. Wstyd. Nigdy nie był kimś wybitnym, ale z drugiej strony nie potrafił zrozumieć, dlaczego wczorajszy dzień skończył się aż tak fatalnie.
Harry obserwował Malfoya odkąd tylko przybył do szkoły. Po pierwszym wieczorze w Hogwarcie, jego wzrok skupiał się na Księciu Slytherinu kiedy tylko miał okazje. Gdy dowiedział się, jak ważną osobą jest chłopak, zaczął czytać wszystkie książki dostępne w bibliotece, dotyczące Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i Wybawcy Magicznego Świata, ojca Draco. Podziwiał chłopaka i jednocześnie mu zazdrościł. Dobrych ocen, wyglądu, pewności siebie, przyjaciół, młodszego rodzeństwa i rodziny. Czuł się tak, jakby oglądał prawdziwy świat i prawdziwe życie przez szybę.
Nie rozumiał dlaczego jego wzrok tak często kieruje się w kierunku blondyna, ale przywykł do tego.
Gdy Harry kończył szósty rok, tuż przed egzaminami, nabrał zwyczaju szwendania się po zamku. Natknął się na pokój, którego wcześniej nie widział i na pięknie zdobione lustro, stojące w jego centrum.
To co w nim zobaczył... nie potrafił wyrzucić z pamięci tego obrazu. Draco Malfoy uśmiechał się do Harry'ego, którego trzymał za rękę. Na palcu lśniła złota obrączka. Sam Harry wyglądał zupełnie inaczej. Nie był już za chudym i za niskim nastolatkiem, w odbiciu musiał mieć ponad dwadzieścia lat. Jednak to nie nagła zmiana w jego wieku najbardziej go zaskoczyła, a fakt, że w tej wizji promieniał szczęściem. Nie garbił się, stał wyprostowany, a jego oczy błyszczały, pełne radości. Obok niego stała jeszcze jedna postać, mały, blondwłosy chłopczyk o szarych oczach. Po chwili Draco wziął dziecko na ręce, oparł chłopca na biodrze wprawnym ruchem i drugim ramieniem objął męża w pasie.
Gardło Harry'ego było zaciśnięte. Ogarnęła go tęsknota tak wielka, że miał wrażenie, że serce mu pęknie. Ktoś, kto darzy go uczuciem i jego własna, mała rodzina.
W jednej chwili zrozumiał, dlaczego tak bardzo skupiał swoją uwagę na tym chłopaku. Nie wiedział, co powinien zrobić z tymi wszystkimi uczuciami, które spadły na niego w jednej chwili. Pojął wtedy po raz pierwszy, że to miłość i jak bardzo niemożliwe do spełnienia jest jego uczucie.
Od tamtej pory nic już nie było takie samo.
Światło księżyca padało na łóżko Draco, któremu najwyraźniej nie przeszkadzało to w spaniu. Harry patrzył na jego twarz. Chłopak był wszystkim tym, czym on sam nie był i już nie będzie. Harry marzył, że chociaż raz Draco spojrzy na niego z uczuciem. Uśmiechnie się do niego. Doskonale wiedział czego pragnie i że gdyby jeszcze raz spojrzał w Zwierciadło Ain Eingarp, ujrzałby dokładnie ten sam obraz.
Dlatego pomimo tego, że bardzo wstrząsnęła nim wściekłość Snape'a, to zachowania Draco nie mógł znieść. Wolałby być ignorowany i niewidzialny, niż jeszcze raz musieć znosić taką pogardę we wzroku kogoś, kogo kochał.
Harry skulił się na swoim łóżku, odwracając się w stronę ściany. W najbliższym czasie czekały go ciężkie dni.
Po wizycie u Snape'a tamtego feralnego dnia, nie rozmawiał już więcej z Draco.
Następnego dnia lekcje zaczynali Zaklęciami. Harry nie był zachwycony tym, że mimo, iż nie może czarować, musi w nich uczestniczyć.
Profesor Flitwick został oczywiście powiadomiony o jego sytuacji, więc nie wymagał od niego machania różdżką. Harry znudzony wpatrywał się w innych uczniów. Draco znajdował się tak daleko od niego, jak to tylko było możliwe. Siedział koło Astorii. On także nie mógł korzystać z magii.
Dziś znów mieli iść do profesora Snape'a, który najwyraźniej bynajmniej nie zamierzał się poddawać. Harry nie rozumiał czemu, bo on już się poddał.
- Jeszcze raz, Potter.
Bum.
- Jeszcze raz.
Harry był wykończony. Ostatnio wiele się działo, mało spał, a na dodatek te wybuchy najwyraźniej wyczerpywały jego magię. Zaczynał czuć się słabo, a po twarzy spływał mu pot. Patrząc w podłogę, wyszeptał:
- Już dość. To nie ma sensu.
- Będzie dość, gdy ja tak powiem. Jeszcze raz Potter.
Draco wstał z krzesła w rogu klasy i podszedł bliżej, mówiąc:
- Wuju może rzeczywiście wystarczy na dziś? On wygląda na zmęczonego.
Chłopak stanął obok nauczyciela. W tej samej chwili Harry zachwiał się lekko, a Draco niewiele myśląc, chwycił go za ramię i podtrzymał. Gdy ponownie rozległ się głos Snape'a, odwrócił głowę i spojrzał na niego, nie wypuszczając ramienia Harry'ego z ręki.
- Jeszcze raz!
Sfrustrowany Harry machnął różdżką i powiedział:
- Wingardium Leviosa!
Kociołek podniósł się powoli do góry.
Wszyscy troje spojrzeli zaskoczeni na dłoń Draco, która wciąż spoczywała na ramieniu Harry'ego.
