Magia Draco nie była zadowolona ze zmiany miejsca swojego zamieszkania. Protesty były dość oczywiste – spektakularne wybuchy podczas zaklęć stanowiły ostrzeżenie.

- Jak mogłem o tym nie pomyśleć? - denerwował się Snape, chodząc wkoło pokoju. - To zmienia całą postać rzeczy! Magia chce powrócić do prawowitego właściciela! To takie proste!

Draco spojrzał na wuja z nadzieją i spytał:

- A więc znalazłeś rozwiązanie?

Snape przystanął i spojrzał badawczo na stojącego z boku Harry'ego. Harry'emu zdecydowanie nie spodobało się to, co się w nim kryło.

- W zasadzie tak. Wystarczy pewien rytuał. Jednak rezultaty w tej chwili mogą być… niepewne. W tym momencie cała magia w nim jest bardzo niespokojna, zagubiona i szuka ujścia. Jeśli przeprowadzimy ten rytuał teraz, konsekwencje mogą być bardzo nieprzyjemne. Jedną z opcji jest przejście mocy z Pottera na ciebie. Całej mocy.

Snape patrzył tylko na Dracona, jednak gdy do Harry'ego dotarł sens wypowiedzi mężczyzny, chłopak odruchowo cofnął się, a jego gardło ścisnęło się mocno.

Nie potrafiłby żyć bez magii. Wrócić do Dursley'ów, zapomnieć o Hogwarcie, o czarodziejach, nie móc czarować już nigdy więcej. Ogarniała go panika na samą myśl.

Tymczasem nikt nie zwracał na niego uwagi. Stracił najwyraźniej fragment rozmowy, ponieważ teraz Draco przekonywał wuja do spróbowania pomimo możliwego niepowodzenia.

- Proszę, przecież nie możemy tkwić tak w nieskończoność! To daje przynajmniej cień nadziei na powrót do normalności i…

Harry przerwał mu gwałtownie, zaskakując samego siebie:

- Nawet nie ma mowy!

Zdziwieni mężczyźnie wreszcie spojrzeli na niego.

A Harry nagle poczuł ogromny gniew. Zawsze milczał, kulił się, krył i unikał konfrontacji za wszelką cenę. Jednak to niczego nie zmieniało. Najwidoczniej nad głową miał wielki znak, widoczny dla wszystkich poza nim, który wołał z daleka, że jest z nim coś nie tak. Że można go traktować jakby nie istniał, jakby nie był ważny. Dla innych ten znak był wyzwaniem – trzeba mu było pokazać jego miejsce.

W tamtej chwili poczuł, że coś w nim pękło i wydostało się na zewnątrz. Włosy na karku stanęły mu dęba. Czuł się silny, odważny i pewny siebie po raz pierwszy w życiu.

- Słuchaj Potter, w zasadzie to nie jest twoja decyzja, bo to moja magia.

Harry czuł jak to dziwne coś w nim rozrasta się słysząc takie słowa z ust Draco.

Dość tego. Dość. Dość.

- DOŚĆ! DOŚĆ! - te ostatnie słowa wykrzyczał.

Nauczyciela i Malfoya odrzuciło w tył z taką siłą, że gdyby uderzyli w ścianę nie zostałoby z nich wiele.

Harry osłonił ich przed tym i wypuścił z niewidzialnych palców niczym szmaciane lalki. Upadli bez tchu na ziemię, a chłopak wybiegł z komnat nie oglądając się. Szedł szybko przed siebie, nie zwracając uwagi, dokąd idzie. W głowie mu szumiało, a we krwi buzowała moc domagająca się, by ją wypuścić.

Harry dotarł do Wielkiej Sali, gdzie niezależnie od własnej woli zaczął niszczyć stoły, ławy i wszystko to, na czym zawiesił wzrok. Czuł się tak, jakby stał tuż obok, obserwując całe to przerażające przedstawienie z dala, beznamiętnie.

Po chwili do Sali wpadł Snape wraz z Dumbledorem i kilkoma innymi nauczycielami. Ktoś posłał w jego stronę zaklęcie wiążące, które jednak bez trudu odbiło się, niemal bez udziału jego świadomej intencji.

Patrzył na Snape'a, który miał dziwny wyraz twarzy. Harry dopiero po chwili zrozumiał, że to szok i strach. Podobało mu się to. Mocy też się to bardzo podobało.

Nauczyciele coś mówili, jednak nic do niego nie docierało, to był tylko szum tła. Stali teraz w impasie, nie będąc w stanie zaatakować i obawiając się, co się stanie dalej. Popękały klepsydry pełne kamieni reprezentujących punkty domów i rozsypały się po podłodze niczym kolorowy piasek.

Zza Snape'a wyłonił się Draco Malfoy, który spytał niepewnie:

- Harry? Harry, czy mnie słyszysz?

Harry dopiero teraz zauważył, że jego skóra błyszczy, jakby ktoś posypał ją złotym brokatem. Skupiony na tym dziwnym, mieniącym się zjawisku, nie zauważył zbliżającego się powoli chłopaka.

- Harry.

Dotyk dłoni Draco na jego ramieniu był niczym uderzenie błyskawicy. Harry poczuł, jakby moc w nim zawahała się, stanęła niepewnie, a po chwili łagodnie opadła i się uspokoiła.

Zanim zemdlał pomyślał jeszcze, że jego skóra przestała błyszczeć.


Obudził się czując panikę. Wszystko to, co się zdarzyło, wróciło do niego w jednej chwili. Podniósł się gwałtownie na łóżku i zauważył, że jest w Skrzydle Szpitalnym. Obok niego siedział Severus Snape.

- Spokojnie, panie Potter. Nic się nie dzieje, wszystko jest w porządku.

Krew szumiała Harry'emu w uszach. Czy to wszystko mu się nie przyśniło? Co on narobił? Zaatakował nauczyciela, innego ucznia i zniszczył mienie szkoły. Jeśli to nie był powód do wyrzucenia kogoś ze szkoły, to nie wiedział, co nim było.

- Potter.

Harry zdał sobie sprawę z tego, że Snape coś do niego mówi dopiero wtedy, gdy mężczyzna położył mu dłoń na ramieniu.

- Potter, to nie była twoja wina.

Harry podniósł wzrok na profesora i spytał:

- Jak to nie moja wina? Jak ja to wszystko zrobiłem?

Snape westchnął. Wyglądał na zmęczonego.

- Poczułeś się zagrożony, a twoja magia, duszona od pewnego czasu magią innego czarodzieja, zareagowała. Zaatakowała obcą moc i ją przejęła.

Harry wciąż czuł się zagubiony.

- Co to niby znaczy, że przejęła obcą magię?

- To, że nie ma w tobie już żadnej obcej magii. To co pozostało, jest teraz w całości twoje – odpowiedział nauczyciel.

Harry był w szoku. Wciąż nie do końca rozumiał całą tę sytuację.

- Ale skąd ten atak? Czułem się, jakbym to nie ja robił to wszystko, jakbym był tylko obserwatorem.

- Nie jesteś przyzwyczajony do takiej ilości magii w sobie, stąd nastąpił wybuch i moc przejęła chwilową kontrolę. Najwyraźniej, panie Potter, był pan dość potężnym czarodziejem już wcześniej, a teraz… - mężczyzna urwał. Po chwili wstał. - Jeśli to wszystko, to muszę już iść. Nie sądzę, by to, co się dziś zdarzyło, miało się jeszcze powtórzyć.

Do Harry'ego dopiero teraz dotarło coś, co powinien był zrozumieć od razu.

- Profesorze, skoro cała magia jest teraz moja, to co z Draco Malfoyem? Jak mam mu ją teraz oddać?

Snape milczał przez chwilę, po czym nie patrząc na niego, odparł:

- Nie możesz już jej oddać, należy teraz do ciebie. Pan Malfoy jest więc charłakiem.