By Draco nie tracił więcej lekcji, ślubny rytuał miał się odbyć tak szybko, jak to tylko było możliwe. Rodzina Malfoy'ów zajęła się wszystkim. Przede wszystkim znaleźli czarodzieja, znawcę magicznych obrzędów, aby wszystko odbyło się zgodnie z wymaganiami. Harry dostał instrukcję co dokładnie ma mówić, jak się zachować, by rytuał został prawidłowo przeprowadzony. W Hogwarcie zjawił się krawiec, który wziął z niego wymiary. Szaty ślubne również podlegały regulacjom.

Harry czuł się, jakby to był tylko sen. Gdy poprzedniego dnia wrócił do Skrzydła Szpitalnego po kilku godzinach, był przemarznięty do szpiku kości, pogodził się jednak z rzeczywistością. Zastał tam tylko Snape'a, który krzyczał na niego przez 15 minut, zanim Harry'emu udało się poprosić profesora, by ten przekazał Lucjuszowi Malfoy'owi wiadomość, że zgadza się poślubić Draco.

Mężczyzna zamilkł wtedy i przyjrzał mu się uważnie. Zapytał:

- Jesteś pewien, Potter? Wiesz, że ta decyzja zaważy na całym twoim życiu?

Harry skinął głową i nie odezwał się.

Draco został zabrany do domu. Harry nie sądził, że zobaczy go aż do ślubu. Jednak czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Tak naprawdę zupełnie się nie znali, Draco nawet go nie lubił, o czym mieliby rozmawiać? Sprawa była już przesądzona.

Nazajutrz sową miał zostać przysłany kontrakt małżeński. Harry był pewien, że będzie w nim pełno informacji dotyczących tego, jak wyglądać ma jego „małżeństwo".

Ze względu na wszystko, co się działo, Harry'emu zupełnie wyleciał z głowy fakt wybuchu magii. Dumbledore jednak nie zapomniał i Harry został wezwany do gabinetu mężczyzny.

Stał teraz niepewnie przed gargulcem, nie znając hasła. Na szczęście oczekiwano go w środku, więc bez problemu został wpuszczony. Nigdy wcześniej tu nie był, nie miał żadnego powodu. Nie zamienił też z dyrektorem ani jednego słowa. Sprawami pomocy socjalnej dla uczniów zajmowała się McGonagall i to dzięki niej miał szaty i książki każdego roku.

Dumbledore siedział przy biurku. Gdy Harry wszedł i przywitał się niepewnie, mężczyzna wskazał mu krzesło. Chłopak usiadł, a dyrektor zaczął mówić:

- Wiem, że to co ostatnio stało się z pana magią, panie Potter, to nie pana wina. Jednak była to dość niepokojąca sytuacja. Oczywiście, podobne wypadki miały już miejsce w przeszłości, jednak muszę przyznać, że tak potężną magię widzę u ucznia po raz pierwszy.

Harry zaczerwienił się. Nie potrafił powiedzieć, czy Dumbledore mu schlebia czy też może go gani. Milczał więc. Po chwili, nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi, dyrektor kontynuował:

- Słyszałem także, że postąpił pan bardzo szlachetnie względem pana Malfoy'a. To wielka tragedia, naprawdę ogromna, gdy czarodziej traci swoją magię. Ale ta sprawa jest wyjątkowa. Gdyby pańska moc nie zaatakowała tej obcej, to młody Draco z pewnością odzyskałby swoją magię za jakiś czas. No, ale jak to mówią mugole, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, w końcu wszystko się dobrze skończyło!

Harry nie mógł się powstrzymać i spojrzał na uśmiechniętego mężczyznę w szoku, bo ten najwidoczniej postradał zmysły.

- Dobrze? - wydusił z siebie chłopak. - Dobrze dla kogo? - powtórzył głośniej, ze złością. - To małżeństwo to farsa, obaj zostaliśmy do niego zmuszeni przez okoliczności! Jestem pewien, że Malfoy mnie nienawidzi! Że cała jego rodzina mnie nienawidzi! - Gniew spłynął z niego tak szybko, jak się pojawił i pozostało tylko ogromne znużenie.

Dumbledore patrzył na niego badawczo. Odpowiedział mu:

- Jestem przekonany, że nie jest tak źle, panie Potter. Nie ma co z góry przekreślać waszego związku, gdy lepiej się poznacie, to będzie wam łatwiej.

Harry nie miał pojęcia, skąd mężczyzna bierze takie pomysły. To już nie był optymizm, a raczej skrajne oderwanie od rzeczywistości.

- Czy mogę już iść, panie dyrektorze? - zapytał Harry.

Nie widział sensu w dalszej rozmowie.

- Och, oczywiście, oczywiście. Chciałem tylko, żeby pan wiedział, że nie wyciągnę konsekwencji ze względu na coś, na co nie miał pan wpływu. Do widzenia, panie Potter.

Harry wstał i wyszedł.


Następnego dnia Harry po raz pierwszy zobaczył Dwór Malfoy'ów. Miał poznać pozostałych członków rodziny oraz spotkać się z czarodziejem, który zajmował się kwestiami związanymi z rytuałem.

Snape nie odezwał się do niego ani słowem dopóki nie wyszli poza bramy Hogwartu.

- Obejmij mnie w pasie Potter i nie waż się puścić.

Harry skinął głową, a wszystkie myśli o tym, jak bardzo niezręcznie się czuje obejmując nauczyciela eliksirów wyleciały mu z głowy, gdy poczuł nagłe ściśnięcie całego ciała. Kiedy pojawili się przed Dworem, zatoczył się i z wielkim trudem opanował odruch wymiotny.

- Chodź, Potter, już na nas czekają – ponaglił go Snape.

Harry niechętnie powlókł się za profesorem. Dopiero teraz przyjrzał się dokładnie rezydencji. Skrzat domowy przywitał ich przy drzwiach i teraz prowadził w głąb domu. Choć chłopak miał zupełnie inne pojęcie „domu", niż tak ogromny Dwór. Eleganckie wnętrze przytłaczało go. Weszli do biblioteki, gdzie siedzieli członkowie jego przyszłego rodziny.

Żołądek Harry'ego skurczył się, a dłonie zrobiły się mokre ze strachu. W pomieszczeniu rozpoznał Lucjusza i Narcyzę Malfoy. Pod oknem, odwrócony tyłem do wejścia, stał Draco. W środku znajdował się także młodszy chłopak, którego Harry kojarzył ze szkoły i bliźniaczki, które nie mogły mieć więcej niż pięć lub sześć lat.

Pierwszy przywitał się starszy mężczyzna, którego Harry wcześniej nie zauważył.

- Pan Potter jak mniemam? Nazywam się Edward Warrington. Mamy bardzo wiele spraw do omówienia w związku z rytuałem.

Harry przygarbił się odruchowo i wyjąkał z trudem:

- Umm, miło mi pana poznać.

Lucjusz Malfoy zwrócił się do niego:

- Dzień dobry, panie Potter. Chciałbym żeby poznał pan resztę mojej rodziny. To mój syn Cygnus i córki – Lynx i Lyra.

Dziewczynki uśmiechnęły się do niego, jednak chłopak miał zawzięty wyraz twarzy. Odezwał się ze złością:

- Jesteś tutaj pewnie tylko dla naszych pieniędzy. Nie wiem, w co grasz, ale na pewno ci się to nie uda.

Harry zbladł i poczuł się jeszcze gorzej niż wcześniej. Co prawda chłopak był dopiero na trzecim roku, jednak przypomniał mu boleśnie o jego pozycji względem Malfoy'ów.

Narcyza zbeształa syna:

- Cygnusie! Malofy'owi nie przystoi okazywać publicznie emocji. W twoimi wieku powinieneś się już lepiej kontrolować.

Chłopak nachmurzył się, ale nie powiedział już nic więcej. Nie przeprosił.

Harry pomyślał z ironią, że najwyraźniej gdyby dzieciak nakrzyczał na niego, gdy nie byłoby tu tyle obcych osób, to wszystko byłoby w porządku. Zauważył też, że Draco wciąż jeszcze na niego nie spojrzał. Jego przypuszczenia potwierdziły się, z pewnością nie mógł znieść choćby widoku przyszłego męża.

Z rozmyślań wyrwał go Warrington. Mężczyzna zaczął opowiadać o rytuale, który miał się odbyć za trzy dni.

Harry wiedział, że to będzie długie popołudnie.