Minęło już trochę czasu, ale postanowiłam wrócić do tej historii. Wprowadziłam trochę kosmetycznych poprawek do poprzednich rozdziałów. Miłego czytania :)
Harry wiedział, że po dzisiejszym dniu wszystko się zmieni.
Tę noc spędził w jednej z wielu sypialni w Dworze Malfoy'ów. Bardzo długo nie mógł zasnąć, a gdy wreszcie mu się to udało, dręczyły go koszmary i senne majaki. Obudził się zmęczony i pełen złych przeczuć.
Szaty, które miał włożyć na ceremonię były białe, wykonane z bardzo delikatnej tkaniny i pełne zręcznie wplecionych w nie symboli, mających zapewnić powodzenie rytuału.
Skrzat dostarczył mu lekkie śniadanie, jednak Harry denerwował się tak bardzo, że nie był w stanie nic zjeść. Przez kilka godzin krążył bez celu po pokoju, często wyglądając przez okno, przysiadając na chwilę, to znów wstając. Nie mógł znaleźć sobie miejsca.
Ceremonia odbywała się w sali balowej, a gości nie było zbyt wielu. Byli tu bliżsi i dalsi członkowie rodu Malfoy'ów, profesor Snape i kilku kolegów Draco ze szkoły. Gdy spytano Harry'ego czy chce kogoś zaprosić, z zakłopotaniem odpowiedział, że nie. Niby kogo miałby zapraszać? Wujostwo i kuzyna? Czuł się żałośnie.
Tuż przed rozpoczęciem uroczystości, gdy stał czekając niecierpliwie przed mistrzem ceremonii, z nerwów trzęsły mu się kolana. Słyszał za sobą szmery głosów, które bynajmniej go nie uspokajały. Wreszcie dołączył do niego Draco i rytuał mógł się rozpocząć.
Słowa, które Harry wypowiedział, były tradycyjne, choć w jego przypadku niezbyt przystawały do rzeczywistości. Runy wplecione w jego szaty powodowały jednak, że miały one stać się prawdą.
- Ja, Harry Potter, biorę sobie ciebie, Draco Lucjuszu Malfoy, za męża i przyrzekam dzielić z tobą mój dom, moją rodzinę oraz moją magię.
- Ja, Draco Lucjusz Malfoy, biorę sobie ciebie, Harry Potterze, za męża i przyrzekam przyjąć twój dom, rodzinę oraz magię jak swoje.
Mistrz ceremonii powiedział:
- Złączcie dłonie na znak jedności.
Dłonie Harry'ego były mokre i drżące, natomiast Draco miał pewne i suche ręce. Warrington wziął srebrny łańcuch i oplótł razem ich nadgarstki. Machnął różdżką wypowiadając zaklęcie:
- Ligare! *
Harry poczuł jak przez sekundę łańcuch mocno wżyna się w ich skórę, by po chwili rozpłynąć się w powietrzu.
W powietrzu przed nimi pojawił się kontrakt ślubny. Draco wyrwał dłonie z uścisku Harry'ego i podpisał się jako pierwszy, a następnie wręczył pióro mężowi. Ten podpisał się tak, jak zostało ustalone wcześniej:
Harry Malfoy.
Pergamin zwinął się i opadł przed Warringtonem.
Mistrz zwrócił się do zebranych tradycyjnymi słowami:
- Rytuał został ukończony. Niechaj magia im sprzyja.
Wszyscy skłonili głowy, powtarzając:
- Niechaj magia im sprzyja.
Harry nie mógł uwierzyć, że to wszystko było tak proste i szybkie. Miał teraz męża, zmienił nazwisko, wszedł do bardzo potężnej magicznej rodziny. Z rozważań wyrwał go dziwny ucisk, który poczuł w środku. Odwrócił się i zobaczył, że czubek różdżki Draco świeci się, a chłopak wpatruje się w nią jak urzeczony. Nie było to bolesne odczucie, jednak dziwne, obce i dość nieprzyjemne. Harry wiedział, że będzie musiał do niego przywyknąć.
Lucjusz i Narcyza Malfoy podeszli do nich jako pierwsi. Oboje objęli syna, a następnie głowa rodziny zwróciła się do niego oficjalnie:
- Witaj w rodzinie, Harry.
Obiad, który nastąpił po uroczystości, Harry pamiętał jak przez mgłę. Przy stole królowały ciche rozmowy, ale do niego nikt się nie odzywał. W zasadzie z kim miałby rozmawiać? On i Draco siedzieli samotnie u szczytu stołu. Jego mąż wciąż nawet na niego nie spojrzał.
Ustalono, że po ślubie spędzą razem weekend w jednej z posiadłości Malfoy'ów, zanim powrócą do Hogwartu. Nie była to decyzja małżonków, a rodziców Draco, którzy mieli nadzieję, że będzie to dobra okazja do lepszego poznania się przez młodych.
Wreszcie Draco aportował się z Harry'm do małego Dworku. Następnie odezwał się po raz pierwszy do męża:
- Skrzat pokaże ci twoją sypialnię. Gburku!
Natychmiast pojawiła się niewielka postać.
Draco kontynuował:
- Zaprowadź proszę mojego gościa do jego komnat. - Po czym odwrócił się i odszedł, zostawiając Harry'ego samotnie w hallu. Nie pozostawało mu nic innego, jak tylko podążyć za skrzatem.
Harry czuł się tu bardzo nieswojo. Zewsząd obserwowały go portrety dawno zmarłych członków rodziny, a on czuł się oceniany, sprawdzany i miał wrażenie, że nijak nie spełnia wysokich standardów rodu Malfoy'ów. Wszystko tu było zbyt wielkie, zbyt eleganckie i nijak nie sprawiało przytulnego wrażenia. Harry usiadł na ogromnym łożu i zastanawiał się, czy Draco w ogóle jeszcze się tu zjawi. Wiedział, że drugi chłopak rzuca zaklęcia – cały czas czuł ten nieprzyjemny ucisk w sobie.
Wstał i wyjrzał przez okno, z którego widok padał na burzliwe morze. Nie tak wyobrażał sobie swoje życie. Ale czy coś kiedykolwiek poszło po jego myśli?
Nie wiedział, jak długo stał tak, gdy z zamyślenia wyrwał go dźwięk otwierających się drzwi. Draco bez pukania wszedł do jego pokoju.
- Czy odpowiada ci zakwaterowanie? - spytał chłodno.
Harry odpowiedział cicho:
- Tak, wszystko jest w porządku, dziękuję.
- Rozbieraj się – powiedział Draco zimno.
Harry wzdrygnął się gwałtownie:
- Co proszę?
- Powiedziałem, żebyś się rozbierał. Chcę to już mieć za sobą. Chyba wiesz co wiąże się z nocą poślubną? Merlinie, nie mów mi, że jesteś dziewicą – zadrwił bezlitośnie chłopak, z szyderczym uśmiechem na twarzy.
Harry, który nagle odczuł suchość w ustach, przełknął z trudem ślinę.
- Miałem nadzieję, że trochę z tym poczekamy… - urwał, widząc złość męża.
- Bardzo chętnie bym to zrobił, ale to niestety niemożliwe. Kontrakt ślubny wymaga od nas skonsumowania związku w ciągu 24 godzin. Nikt ci tego nie powiedział?
Nie, Harry'ego nikt o tym nie poinformował, ale w sumie wcale go nie dziwiło. Poddając się, zaczął ściągać szaty ślubne. Stojący przed nim mężczyzna skrzywił się i odwrócił wzrok na ten widok. Harry czuł się pusty i martwy w środku.
Draco wyciągnął z kieszeni fiolkę z jakimś eliksirem i wypił go jednym haustem.
- Połóż się na brzuchu – polecił beznamiętnie.
Harry spełnił polecenie i po chwili usłyszał, że jego mąż szepnął jakieś nieznane mu zaklęcie. Westchnął cicho, zaskoczony, gdy poczuł, jak jego wejścia rozciąga się boleśnie, jednak po chwili ból ustał i Harry był przygotowany na to, co miało nastąpić. Za nim rozległ się szelest zdejmowanych ubrań, a łóżko ugięło się lekko, gdy znalazł się na nim dodatkowy ciężar.
Harry drżał przestraszony, a to co się działo, było dla niego niezbyt rzeczywiste.
Draco podciągnął go do góry w taki sposób, by Harry klęczał. Wyszeptał kolejne zaklęcie i Harry poczuł, że staje się wilgotny w środku. Drżenie wzmogło się.
Nie było więcej żadnego dotyku, poza członkiem, który wtargnął w jego niezbyt chętne, choć rozciągnięte ciało. Sam akt Harry pamiętał jak przez mgłę. Draco dyszał nad nim cicho, łóżko skrzypiało, a Harry z głową ukrytą w ramionach i z zamkniętymi oczami udawał, że to się nie dzieje naprawdę. Czuł upokorzenie.
Gdy wreszcie Draco skończył, natychmiast wstał, narzucił tylko wierzchnią szatę na siebie i wyszedł, nie odzywając się ani słowem.
Harry przez chwilę nie był w stanie się poruszyć, potem zerwał się gwałtownie i skrzywił, gdy przeszył go ból. Poszedł do łazienki, odkręcił kurki i patrzył bezmyślnie jak wanna napełnia się gorącą wodą. Mimowolnie zauważył, że po udzie spływa mu biała, lepka strużka.
Wszedł do wody i zanurzył się cały. Bardzo długo nie wypływał.
Cały weekend spędzili osobno, a Harry nie szukał towarzystwa męża. Jadł i spał niewiele. Myśli, które kołatały mu się w zmęczonej głowie były niejasne i niezbyt przyjemne. Poza tym Harry wciąż nie przywykł do ucisku, który powodowało używanie czarów przez Malfoy'a. Miał wręcz wrażenie, że jest coraz gorzej, a to uczucie się potęguje.
Sobotnie poranne gazety nie poprawiły mu nastroju. Wszystkie opisywały skandaliczny i nagły ślub, będący wynik wybuchu nieudanego eliksiru. Następnego dnia było jeszcze gorzej, bo artykuły skupiały się tym razem na Harry'm. Na całe szczęście dziennikarze nie dotarli do jego mugolskiej rodziny, ale i tak sytuacja nie wyglądała za wesoło.
„Cichy, wycofany, średni uczeń", „bardzo spokojny", „nudny, mało ciekawy", albo „zupełnie go nie kojarzyłem, aż do tego incydentu". Taki jego obraz ukazywały słowa kolegów w gazetach. Gorsze do zniesienia była chyba tylko współczucie wyrażane w stosunku do jego męża. Ktoś taki, jak Draco Malfoy, młody, przystojny, mający tak wspaniałą przyszłość przed sobą, musiał z niej zrezygnować przez tak absurdalny wypadek. Został zmuszony do poślubienia i pozostania przez całe życie z kimś, kogo nawet nie znał, a kto najwyraźniej nie był dla niego odpowiednio dobrym kandydatem na partnera.
Wspominano też niedawny wybuch magii Harry'ego i z artykułu płynął niepokój, czy może nie powinno się tym zająć Ministerstwo? W końcu od upadku ostatniego mrocznego czarodzieja nie minęło wcale aż tyle czasu, czy takich doniesień nie należy aby sprawdzić?
Harry nigdy w życiu nie sądził, że jego położenie może się tak bardzo pogorszyć. Dałby wszystko, aby wrócić do bycia niewidzialnym. Nie miał pojęcia jak ma wrócić do szkoły i dać sobie radę z tymi wszystkimi spojrzeniami i plotkami, które go czekały. Na samą myśl tracił oddech i czuł narastającą panikę.
Wrócił myślami do rzeczywistości. W poniedziałkowy poranek stał na zewnątrz, przy wejściu do Dworku i czekał na męża. Nie żeby umawiali się, że wrócą razem do Hogwartu, jednak Harry sądził, że tak właśnie będzie. Bardzo potrzebował jakiegokolwiek wsparcia.
Bardzo usilnie starał się nie myśleć o tym, co wydarzyło się w piątkową noc. Miał tyle innych zmartwień i problemów, że prawie mu się to udawało. Prawie.
Po długim oczekiwaniu, wreszcie wezwał skrzata:
- Gburku?
Skrzat pojawił się i ukłonił.
- Co mogę zrobić dla szanownego pana? - spytał.
- Czy mógłbyś może zawiadomić mojego męża, że na niego czekam?
- Przykro mi jaśnie panie, ale panicz Draco wrócił do szkoły poprzedniego wieczoru.
Harry przymknął powieki, gdy spadł na niego kolejny cios.
Zostawił go tutaj, a Harry nie miał nawet pojęcia gdzie było owo „tutaj". Nie znał adresu kominka w Hogwarcie, nie potrafił się nigdzie aportować, bo nie stać go było na lekcje ani na późniejsze kupno licencji. Po chwili rozpaczy wróciła mu zdolność logicznego myślenia. Nie miał wyboru. Otworzył oczy i poprosił stojącego przed nim cierpliwie skrzata:
- Zabierzesz mnie do Dworu Malfoy'ów?
- Oczywiście, panie.
To była kolejna porcja upokorzenia. Stojąc obok stołu zastawionego śniadaniem, musiał wytłumaczyć przed swoimi nowymi teściami, że nie jest w stanie samodzielnie dostać się z powrotem do Hogwartu, a mąż pozostawił go, by radził sobie sam. Po zaciśniętych ustach i pełnych dezaprobaty spojrzeniach poznał, że po raz kolejny zawiódł i zrobił z siebie pośmiewisko. Na szczęście Lucjusz Malfoy wstał od stołu i wyprowadził Harry'ego do ogrodu, z którego aportowali się przed bramę szkoły.
Dopiero wtedy mężczyzna zapytał go:
- Dlaczego nie zdałeś egzaminu na teleportację?
Harry skrzywił się, ale odpowiedział:
- Nie miałem wystarczająco dużo pieniędzy, a te lekcje są dość kosztowne. Chciałem się tym zająć, gdy skończę szkołę i znajdę pracę.
Jego teść nachmurzył się i spojrzał krytycznie na szatę Harry'ego, widoczną spod jego wyświechtanego płaszcza. Chłopak doskonale wiedział, co mężczyzna musi sobie o nim myśleć i zaczerwienił się ze wstydu. Usłyszał jednak tylko:
- Nasz krawiec ma twoje wymiary, więc niebawem przyślemy ci nową garderobę.
Harry już miał mówić, że nie ma takiej potrzeby, ale Lucjusz nawet nie dopuścił go do głosu.
- Jak myślisz, co sobie o nas pomyślą ludzie, jeśli będziesz wyglądał jak żebrak? Twoja obecna pozycja wiąże się z pewnymi standardami, które musisz spełniać. Dostaniesz też od nas pieniądze na własne wydatki. I jeszcze jedno. Draco zdaje sobie z tego sprawę, ale ty zapewne nie. Wizerunek jest najważniejszy, więc w obecności innych macie się zachowywać nienagannie. Nie chcę żadnych więcej plotek w gazetach. Niedobrze się stało, że nie przybyliście dziś tutaj razem. Rozumiesz mnie, chłopcze?
Harry przytaknął. Mężczyzna stojący przed nim nie dbał o Harry'ego, a wyłącznie o reputację własnej rodziny, którą zięć mógł łatwo nadszarpnąć.
- Wiem, że to twój ostatni rok w szkole i masz dużo nauki, jednak będziesz musiał znaleźć czas także na prywatnego korepetytora. Jest cała masa rzeczy, o których nie masz pojęcia ze względu na twoje pochodzenie i wychowanie. Niezbędnym jest abyś nauczył się podstawowych manier i etykiety, historii czarodziejów i wielkich rodów, a także historii naszej rodziny. O lekcjach tańca pomyślimy potem – kontynuował Malfoy.
Do wstydu doszło oszołomienie. Jak niby Harry miał na to znaleźć czas? I do czego mogło mu się to przydać?
- Rozumiem, proszę pana – powiedział jednak tylko. Nie miał siły walczyć w tej przegranej z góry bitwie.
- Cieszę się. Ustalimy resztę listownie, bo nie jest tak pilna. Do widzenia. I pamiętaj, wizerunek mojej rodziny, a teraz także i twojej, jest w twoich rękach. Nie zawiedź nas.
Jego teść po tych słowach aportował się.
Harry samotnie podążył w stronę murów szkoły, pogrążając się w czarnych myślach i szykując na nieuchronnie nadchodzącą konfrontację.
* z łac. wiązać, związać
