Loki obudził się. By znowu cierpieć ze świadomością, że był synem Laufeya. Nie mógł, ani mówić, ani się ruszać, mógł jedynie krzyczeć w duchu. Jak? Dlaczego? Śmiertelnicy go ocalili? Dlaczego mieliby to robić? Jak to było w ogóle możliwe?

Bolały go szyja i szczęka. Potrafili... Go tutaj zatrzymać. Po raz drugi Loki został wyrwany z ramion, które obiecywały mu spokój.

- Nie obchodzi mnie, że chce go zobaczyć! Wpuścisz tutaj Thora, a osobiście skopię mu tyłek!

- Tony, może powinniśmy rozważyć...

- Gówno mnie to obchodzi! Ten psychol przesiaduje całe dnie, gapiąc się w ścianę, kiedy tylko Thor wejdzie do środku, poderżnie mu gardło! Po raz setny - nie! Nie może go zobaczyć!

- Stark, przypomnę ci, że nie ty wydajesz tu rozkazy.

- Tak, właśnie to zmieniłem. Jarvis sprawuje kontrolę nad zamkami, handluj z tym. Gdybym nie otworzył tych pieprzonych drzwi, kiedy Loki zaczął do siebie mówić, mielibyśmy zimnego trupa na podłodze. Jakbyście wytłumaczyli to Thorowi? Wybacz, ale twój brat kompletnie stracił rozum i się zabił. Nie, my tylko staliśmy i patrzyliśmy.

Loki był gotów poddać się ciemności, która znowu go otaczała. Wszyscy w pomieszczeniu mówili za głośno i za szybko, Loki ledwie ich rozumiał.

- Dużo bardziej martwi mnie to, że posiada moc tworzenie broni z lodu. Nie mieliśmy o tym wcześniej pojęcia...

- Tak, moc, której użył, aby poderżnąć sobie gardło, do cholery! Jezu! Spałeś, kiedy to się wydarzyło?! Naprawdę mnie nie przeraża, kiedy używa jej, by spryskać podłogę swoją własną krwią! Czy nie ma możliwości, aby...

- Tony...

-...To wszystko miało związek z...

- Tony!

-Z wejściem jego brata do środka i rozmowy o potworach, płonącym Lokim, który miał zabić?

- Tony, obudził się.

Usłyszał szuranie nogami, a nad Lokim pochyliły się dwa cienie. Ledwie mógł rozpoznać ich sylwetki. Głos pierwszego brzmiał obco, był jednak łagodny:

- Loki, wszystko w porządku. Straciłeś dużo krwi, ale udało nam się zatamować krwawienie. Musieliśmy założyć ci szwy, jeśli spróbujesz mówić, będzie cię to tylko bolało.

Loki zamrugał. Jeśli doktor oczekiwał, że da jakiś znak, że zrozumiał, Loki nie miał zamiaru tego robić.

- Zniszczyłeś mój ulubiony t-shirt z AC/DC, Rudolfie. Wisisz mi nowy i lepiej, żebym nie żałował, że ocaliłem ci życie.

Pozwalając ogarnąć się ciemności, Loki próbował przetrawić informację. Człowiek z Żelaza wyciągnął go z jego uścisku. Tak, Loki sprawi, że będzie tego żałował.


Trudno było powiedzieć, kto miał nad tym kontrolę. Kto zabronił Thorowi odwiedzania go? I dlaczego Thor to uszanował? Mijały kolejne dni, a nie było śladu po jego bracie.

Loki obudził się z niespokojnego snu, kiedy on stanął przy jego łóżku. Piękniejszy niż kiedykolwiek i zupełnie poza jego zasięgiem. Było mu przykro, że Loki z nim nie poszedł. Loki zaczął się wściekle rzucać po łóżku, próbując zrzucić z siebie przytrzymujące go kajdany. Chciał owinąć dłonie wokół gardła, odrywając całe płaty skóry i otworzyć ranę, by wpaść w jego ramiona.

- Loki, uspokój się!

Poczuł, jak czyjeś dłonie go pchały. Paliły jego lodowata skórę. Rzucał się tylko jeszcze bardziej.

- Kurwa, Loki! Przestań!

Jego ramię przeszył ból, aż pociemniało mu przed oczami.

Dlaczego wciąż się budził? Nienawidził tego coraz bardziej. Wysłali ludzi, żeby z nim porozmawiali. Tym razem nie przesłuchiwali go, tylko próbowali dowiedzieć się, dlaczego chciał siebie zranić. Jakaż to była żałosna wymówka, by dowiedzieć się, jak udało mu się stworzyć sztylet z lodu. Loki nawet na nich nie spojrzał. Recytował w myślach stare asgardzkie wiersze, rysując obrazy na suficie.

Sytuacja jeszcze się pogorszyła, gdy zamiast bezużytecznych agentów, to Stark usiadł przy jego łóżku.

- Nie da się z tobą dogadać po dobroci, Rudolfie. Większość znajdujących się tutaj ludzi ma gdzieś, czy umrzesz, a ja nie jestem miłosiernym samarytaninem, aby cię uratować. Przynajmniej mógłbyś okazać mi wdzięczność.

Stark nawet na niego nie spojrzał, kiedy Loki spiorunował go wzrokiem.

- Najwyższy czas na małą pogawędkę. Dzięki lekom przeciwbólowym nie będzie cię tutaj przez pewien czas. Dawka, która zabiłaby z łatwością pięćdziesiąt osób, sprawiła jedynie, że spałeś przez kilka dni. Chore... I jednocześnie imponujące. O czym rozmawiałeś z Thorem, zanim próbowałeś się zabić?

Loki odwrócił głowę i milczał. Głos Starka zdążył wymieszać się z całą resztą.

- Z kim rozmawiałeś, zanim postanowiłeś to zrobić? Nikogo tam nie było, gdybyś nie wiedział.

Syn Laufeya

- Rozumiem... Zatem niesprawność umysłowa. Sprytne. Nie byłeś sobą, kiedy chciałeś podbić ziemię. Z dobrym prawnikiem, jakoś się z tego wywiniesz.

Niegodny

Loki przymknął oczy, modląc się o sen.

- Hej, nie ignoruj mnie! Och, pieprz się!

Mimo że wtedy wypadł jak burza, Stark nie zostawił go w spokoju i kiedy jego próby nawiązania z Lokim rozmowy spotkały się tylko z milczeniem, nie poddał się, tylko zmienił strategię. Bez powodzenia, oczywiście.

- Wiesz... Ludzie zaczynają tutaj robić w gacie. Twoje ciało zaczyna wyrabiać sobie odporność na leki, które mają osłabić twoją magię. Twoja energia życiowa jest nadal niska, ale wiemy, że to się wkrótce zmieni. Prędzej czy później znowu będziesz na nogach, rzucając zaklęcia i odpieprzając swoje szaleństwa i naprawdę nie chcemy cię tutaj, nie to się stanie.

Słowa, puste słowa. Co śmiertelnik mógł powiedzieć bogu kłamstw?

- Zatem wyślą cię znowu do Asgardu, gdzie nie podobało ci się to za pierwszym razem. Nie chcemy powtarzać tych samych błędów, prawda? Kiedy poczujesz się lepiej, Thor zdecyduje zabrać cię do domu, spróbujesz się zabić, a my cie pozszywamy. Moglibyśmy przerwać to niefortunne koło.

Stark miał czelność, by oprzeć stopy na łóżku Lokiego, tuż obok jego twarzy. Jeśli to miało go sprowokować, Loki nie zamierzał dać mu tej satysfakcji.

- Powiesz mi coś na temat twoich kosmicznych przyjaciół, tesserakcie lub dlaczego postanowiłeś rozpieprzyć Ziemię... Tylko otworzysz usta i ci rządowi ważniacy znajdą sposób, by cię tutaj zatrzymać. Źródło informacji i tak dalej. Jeśli tego nie zrobisz, nie będą mieli powodu, abyś tu został. Nie, kiedy wkrótce będziesz znowu zdolny zniszczyć to miejsce.

Jego tok rozumowania miałby nawet sens, gdyby sytuacji wyglądała inaczej. Nie, Loki nie chciał wracać do Asgardu i był wciąż za słaby, aby zerwać swoje więzy. Jeśli by zaczął mówić, zatrzymaliby go tutaj. Stark miał jednak rację, co do jednej rzeczy - jego moce wróciły. Może już pracowali nad czymś, by go utrzymać w ryzach, ale Loki wiedział, że nie byli w stanie znaleźć trwałego rozwiązania. To była tylko kwestia czasu, nim stałby się wolny i wszystko mogłoby się skończyć jednym pstryknięciem palców.

Po zdawałoby się nieskończonej liczbie razów, kiedy Stark wszedł do pomieszczenia, aby przy nim usiąść, coś się zmieniło. Po raz pierwszy nie otworzył swoich przeklętych ust i zaczął czytać książkę. Żadnego spojrzenia, żadnego słowa, nic. Co pewien czas Loki słyszał jedynie przewracanie kartki. W końcu postanowił zostawić Lokiego w spokoju. Dzięki Dziewięciu.

Loki przymknął oczy, wypuścił oddech i próbował przypomnieć sobie piosenkę, którą matka śpiewała mu w dzieciństwie. Pamiętał jej łagodny głos i słodkie brzmienie. Jednak wszystko, co słyszał to jej szloch i krzyk dzwoniący mu w uszach.

Syn Laufeya. Pozabijam je wszystkie.

Dlaczego były teraz takie głośne? Dlaczego wydobywały się z jego własnych myśli? Skandowaniu nie było końca, stawało się tylko coraz głośniejsze. Nie było tak głośne od długiego czasu i Loki nie mógł tego znieść. Potrzebował czegoś. Czegokolwiek, aby je powstrzymać. Loki zużył całą energię, jaką miał, by wbić paznokcie w dłonie. Mógł poczuć krew, jednak ból nie był wystarczający, by go rozproszyć. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego teraz było inaczej? Loki nie miał innego wyjścia niż zaakceptować gorzką prawdę. Kiedy głos Starka wypełniał pokój, Loki czuł się lepiej. Nienawidzenie Starka, nienawidzenie słów wydobywających się z jego ust, nienawidzenie jego obecności pomagało mu. Odciągało go to od innych rzeczy. Jednak teraz głosy stały się tak uciążliwe, że Loki był w stanie zrobić wszystko, aby je zatrzymać.

NiegodnyNiegodnyNiegodnyNiegodnyNiegodny

- Czy wreszcie zaniechałeś prób zmuszenia mnie do mówienia, Stark?

- Tak - To wszystko, co powiedział, nawet nie uniósł wzroku znad książki. Jak śmiał? Za kogo się uważał, aby ignorować Lokiego?

- Zatem dlaczego tutaj wciąż jesteś?

- Ponieważ to jedyne miejsce w tej pieprzonej bazie, gdzie mogę nadal w spokoju przeczytać książkę bez wtrącania się nadgorliwych agentów przypominających mi, bym zajął sie pracą. Mógłbyś się teraz zamknąć? Usiłuję czytać.

Książki. Loki tęsknił za nimi. Minęły lata, odkąd ostatni raz jakieś dotknął. Pomagały mu się zrelaksować, uspokoić się...

- Wiesz, Rudolfie... Tę przeczytałem już kilka razy. Mogę ci ją dać, jeśli chcesz. To również szansa, byś wreszcie zszedł z tego stołu. Oferta jest jednak ograniczona, dzięki skanom wiemy, że środki uspokajające wciąż działają. Doktorzy dadzą ci zastrzyk, pójdziesz spać, a kiedy się obudzisz, będziesz znowu siedział na krześle. Dostaniesz parę kajdanek luźną na tyle, byś mógł przewracać strony. Co ty na to?

Nic z tego, co powiedział, nie miało dla niego sensu.

- Chcecie po prostu mnie uśpić i przekazać Thorowi.

- Hej, gdybym chciał mógłbym teraz otumanić cię lekami i nic nie mógłbyś z tym zrobić.

- Zatem dlaczego tego nie zrobisz? Skoro uważasz, że nic nie mogę na to poradzić? Tak czy siak chcesz się mnie pozbyć.

- Muszę cię rozczarować, Rudolfie, ale lubię nasze małe pogawędki. Fury chce, abyś zniknął. Bruce chce, żebyś zniknął. Natasha chce, abyś zniknął. Kurwa, nawet Cap zaoferował się ponieść cię całą drogę do Asgardu, jednak nadal uważam, że byłoby lepiej, gdybyś tutaj został. Nie wypuszczę cię, dopóki nie powiesz mi, co dokładnie nadchodzi. Wiem, że coś się zbliża, a ty wiesz co to. Jesteś idiotą ze skłonnościami samobójczymi, a ja biednym dupkiem, który musi się z tobą użerać. I niespodzianka, próbuje cię rozproszyć, byś nie myślał
o zabiciu się 24.7. Chcesz przeczytać książkę? To ją dostaniesz, ja jestem wystarczająco głupi, by pozwolić ci biegać po celi z wolnymi rękoma...

Fakt, chciał wiedzy Lokiego. Było przed nim wielu takich jak on. Zawsze jej pragnęli. Jego ojciec, jego brat, cały Asgard. Zaklęcie, informację, drobną sztuczkę, iluzję. Rzeczy, które był
w stanie zrobić tylko Loki, jednak kiedy już je zrobił, nie miało to znaczenia. Zawsze potem następowało skandowanie. Na cześć Thora.

- Co ty na to, stuletni głazie? Zainteresowany? To Shakespeare, na pewno ci się spodoba.

Loki odwrócił głowę i zamknął oczy.


Stark został przy nim, by ukarać Lokiego. Nic nie mówił, tylko czytał książkę, gdy głosy rozrywały Lokiego od środka. Każdego dnia niczym nie przerywana cisza coraz bardziej przypominała otchłań. Zdawało mu się, że widzi ciemność, wkradała się do pokoju gotowa go pochłonąć. Kruszył się i nie mógł pozbierać kawałków, leżały wszędzie poza jego zasięgiem.

Mógł przynieść ulgę. Mógł położyć temu kres. Gdyby tylko wrócił.

Ale nie przychodził.

Jego umysł powoli umierał, a jednak całe to świństwo pompowane w jego żyły pomagało się jego ciału zregenerować. Albo przynajmniej nie wydawało się, aby... Umierał.

Zamiast tego Loki tańczył na linie, pod nim była otchłań, a on już wkrótce miał spaść. Unotonąć w pustce pozostawiony na pastwę głosów, czując chłód swojej skóry.

Lód

To nie upadek był aktem desperacji, tylko to. Loki nie słyszał własnego głosu, kiedy spytał się Starka, czy jego oferta nadal była aktualna. W tej chwili mogli go naćpać czymkolwiek, byleby zatrzymać ból. Może jeden z lekarzy nienawidził go tak mocno, że dałby mu za dużą dawkę i po prostu by się nigdy nie obudził.

- Nie - to była cała odpowiedź Starka.

Syn Laufeya. Nieogdny

- Nie jestem ślepy, wiesz. Wnioskując po tym, jak wyglądasz, przegryziesz sobie nadgarstek zębami, gdy tylko będziesz w stanie dosięgnąć ręką do ust. Nie dostaniesz książki. Będziesz tu leżał.

Kiedy zostanę królem, złapię wszystkie potwory i je pozabijam! Potwór... Syn Laufeya

- Ale... Mógłbym ci poczytać. Jeśli chcesz.

Loki syknął gorzko.

- Nie jestem dzieckiem!

- Twoja strata. A teraz się zamknij.

Za drugim razem kiedy Stark przyszedł do niego po tym incydencie, Loki spadł z liny. Wszystko wokół niego stało się mroczne, Stark zniknął, a jego krew zmieniła się w lód. Jego kończyny stały się ciężkie i zimne, wysysały resztki ciepła z ciała, które znał. Śmiali się z niego, kiedy to się stało. Tylko jego matka płakała. Thor go nie zauważał zasłuchany
w skandowanie. Jego ojciec go uderzył. Magia piekła jego ciało, a mimo to nadal czuł zimno. Był niczym nowo narodzony. Był sam w ciemności. Rozczarowanie. Niegodny. Nawet jak na potomka potwora. Pozostawiony na śmierć. Niegodny. Urodzony, aby stać sie królem. Pozostawiony na śmierć. A Thor miał ich wszystkich pozabijać.

Był tutaj.

Szare oczy błyszczały w ciemności, przyciągając do siebie Lokiego, ale on nadał był uwięziony. Nie mógł się ruszyć. Nie musiał nic mówić, Loki i tak słyszał jego wołanie. Obiecywał, że odegna całe cierpienie i zaopiekuje się Lokim i da mu szansę, by być tym, kim naprawdę pragnął. A nie potworem. Tylko Lokim. Wyciągnął w jego stronę dłoń i chociaż Loki był przekonany, że była ciepła, nie mógł się ruszyć. Jego ramiona i nogi były przytwierdzone do niewidzialnego muru.

Nie, nie! Dlaczego nie chciały go puścić? Dlaczego nie pozwalały mu z nim być? Dlaczego?! Loki w akcie desperacji próbował zrzucić kajdany, szarpał je, by jego skóra i kości w końcu się połamały i mógł odejść. Odejść.

- Loki!

Krew. Tak, był coraz bliżej.

- Loki, uspokój się! Słuchaj...

Mógł go zobaczyć, stał przed nim...

- Loki!

Poczuł tępy ból, zarzucił głową i nagle zobaczył Starka. Stał między Lokim, a wyciągniętą w jego stronę dłonią. Nie, nie tym razem. Loki zamrugał i ciemność została zastąpiona przez światło. Nadal leżał na łóżku, a Stark się nad nim pochylał. Przyglądał mu się szeroko otwartymi jasnymi oczami. Jego ręce trzymały go z ramiona i szyję. Stark go uderzył.

- Okej, wszystko jest w porządku. Oddychaj. Powoli. Masz atak paniki. W porządku...

Nie...

- Czy ktoś może tu przyjść?! Tak ciągnął za swoje kajdany, że porozdzierał sobie pieprzoną skórę. Wykrwawia się na mnie! Znowu! Hej, spójrz na mnie. Wszystko jest w porządku. Uspokój się, Loki. Jest okej.

Stark kłamał, nic nie było okej. Nawet jeśli ciemność zniknęła, ból i głosy pozostały. Kiedy przyszli doktorzy, opatrzyli jego nadgarstek i znowu zostawili sam na sam ze Starkiem. Nie rozmawiał z nim, po prostu przyglądał mu sie uważnymi, ciemnymi oczami. Nawet teraz Loki nie słyszał siebie, kiedy poprosił o swoje własne upokorzenie. Przynajmniej nie przechwalał się, ani mu nie dokuczał. Tylko sięgnął po książkę z podłogi i zaczął czytać.

- Zatem to jest mowa Króla Ryszarda II... Nie martw się, nie będę dla ciebie zmieniał głosu... Janie z Gandawy, dojrzałych lat książę, Czy wierny słowu i danej przysiędze, Przywiodłeś syna, dzielnego Henryka, Aby powtórzył groźne oskarżenie...*


Było piękno w tych słowach. Piękno, o którym Loki zapomniał, że istniało. Jednak nauczył się, że musiał zapłacić cenę. Życzliwość nigdy nie była bezinteresowna. Przez pierwszą godzinę czytania udało się powstrzymać Starkowi od zmieniania głosu i Loki go słuchał. Zajęło mu trochę czasu zrozumienie, co te słowa znaczyły, nie znał kontekstu ani nie miał wiedzy na temat opowiadanej historii, ale była to poezja. Słowa, które nie miały przekazywać żadnej informacji, tylko aby wyrażać sentyment, by stworzyć coś pięknego i docenić piękno słów samych
w sobie. Zatem Loki słuchał, nim Stark zatrzymał się na nowym królu Anglii na tronie.

- Czego chcesz w zamian, Stark?

- Przestań straszyć mnie swoimi próbami samobójczymi. To tak na dobry początek.

- Nie udawaj, że zależy ci na moim życiu. Kiedy wyciągniesz ze mnie informację, założysz swoją zbroję i mnie zabijesz.

- No i? Podobałoby ci się, prawda? Tak bardzo pragniesz umrzeć...

Loki milczał, podobnie jak Stark zanim odszedł. Nie minęła nawet minuta, a Loki znowu słyszał głosy.

Nie miał pewności, że Stark wróci, jednak zrobił to. Wrócił z inną książką w dłoni.

- Nie uwierzysz, ale Shakespeare napisał sequel do "Ryszarda II". Przepadał za Lancasterami. To tylko pierwsza część, więc lepiej zaczynajmy. "Henryk IV"... "Po tylu troskach, po tylu wstrząśnieniach Trzeba nam teraz w pokoju sił nabrać I tchu do nowych okrzyków wojennych,…"**

Stało się to dla nich rutyną, Stark mu czytał, a Loki słuchał. Nie rozmawiali ze sobą, były po prostu słowa martwego midgardzkiego poety, a Loki słuchał.

To się wydarzyło, kiedy Stark skończył czytać mu drugą część "Henryka IV". Zamknęły się za nim drzwi, a Loki zaczął się zastanawiać. Jak miał zareagować król Henryk V, po tym jak jego ojciec dostrzegł, że nie był w stanie rządzić krajem. Pogodzili się tuż przed śmiercią ostatniego króla, ale co się miało wydarzyć teraz? Czy był w stanie podołać roli króla? Czy chciał tego? I czy dwór zaakceptowałby go?

Głosy powróciły dwie godziny po tym, jak Stark go zostawił i zniknęły, gdy pojawił się z nową książką.

- Czy to kontynuacja historii, którą wczoraj mi czytałeś?

Z jakiegoś powodu Stark się uśmiechnął do niego.

- Dobry boże, jesteś naprawdę ciekawy, co będzie dalej. Najwyraźniej przegrałem zakład. Nie irytuj się, Rudolfie. "Henryk V", mam go ze sobą. Masz coś przeciwko, jeśli najpierw porozmawialibyśmy przez chwilę?

- Tak, miałbym, chcę usłyszeć resztę historii.

Dlaczego Stark wciąż się uśmiechał?

- A zatem jest coś, co jeszcze chcesz. Poza, no wiesz... Umieraniem.

Loki ugryzł się w język, nie chciał tego słuchać.

- Kiedy powiedziałeś, że Thor chciał je wszystkie pozabijać... Kogo miałeś na myśli?

Lodowych Gigantów. Syna Laufeya

- Jeśli nie masz zamiaru przeczytać reszty historii... Możesz odejść - Miał nadzieję, że Stark słyszał żal w jego głosie i to, jak mało o nim myślał.

- Rany, nawet nie mówisz "proszę". To tak nie działa, wasza wysokość. Thor myślał, że nie żyjesz, że zniknąłeś. Kiedy odszedłeś, nie miałeś armii, a potem pojawiasz się z chmarą obcych. Kto ci pomógł?

Aby udowodnić swoją rację, Loki odwrócił głowę, a Stark wkurzony opuścił pomieszczenie. W chwili, w której wyszedł, uszy Lokiego zaczęły boleć od skandowania.

Następnego dnia, a przynajmniej Lokiemu tak się wydawało, że był to dzień, Stark powrócił i zachowywał się, jakby nic się nie wydarzyło. Odchrząknął i zaczął czytać, a Loki odetchnął
z ulgą. Po "Henryku V" był "Henryk VI", wszystkie trzy części. "Król Jan". "Kariolan". "Hamlet". "Makbet". "Otello". Loki popadł w rutynę. Kiedy Stark mu czytał, jego umysł był czysty i Loki mógł myśleć. Trwało to nawet po jego wyjściu, tak długo jak Loki myślał o tym, co Stark mu przeczytał. Teraz kiedy Loki przypomniał sobie, jak cudownie było być panem własnych myśli, tęsknił za tym jeszcze bardziej, gdy głosy powracały.

Stark zwykle wychodził po skończeniu czytania i zadaniu wcześniej jednego ze swoich głupich pytań, na które Loki nigdy nie raczył mu odpowiedzieć. Może... Gdyby Stark został chwilę dłużej, głosy również ucichłyby na dłużej...

- To było tuż zanim próbowałeś się zabić. Nie mów mi, że to nie ma znaczenia. Kogo miałeś na myśli? Kogo Thor miał zamiar pozabijać?

Nie oczekiwał odpowiedzi, dlatego Loki mógł zobaczyć wyraz czystego szoku w jego oczach, kiedy wymamrotał:

- Lodowe Giganty.

- Okej... Wow... Em... Nie byłem na to przygotowany. Teraz nie wiem, co powiedzieć, trochę wstyd... Kim są Lodowe Giganty?

- To potwory.

- I...

- I król Asgardu pozabija je wszystkie. Ponieważ są potworami.

Stark przechylił głowę i przyjrzał mu się z taką intensywnością, że Loki zapragnął odwrócić wzrok. Przez wieki nie był w stanie spojrzeć w głąb siebie - dlaczego ten śmiertelnik miałby prawo to zrobić?

-Łapię. Lodowe Giganty. Źli, okropni wrogowie Asgardu. Potwory. Co mają z tobą wspólnego?

Syn Laufeya Syn Laufeya Syn Laufeya...Niegodny nawet dla Lodowego Giganta

- Jestem pewny, że wszystko nagrywacie w tych celach. Dlaczego sam się tego nie dowiesz? - Loki nie miał zamiaru powiedzieć tego na głos. Nigdy.

- Może chcę usłyszeć to od ciebie.

Loki zamilkł.


Następnym razem kiedy Stark przyszedł, już wiedział, że on i Thor nie byli naprawdę braćmi. Czytanie z wyrazu jego twarzy było naprawdę proste. Stark wiedział, a zatem wszyscy wiedzieli, Lokiego to nie obchodziło. Potwór zawsze był potworem, wiedza o jego istnieniu niczego nie zmieniała. Loki byłby wniebowzięty, gdyby na tym poprzestali. Niestety, Stark wydawał się zaintrygowany.

- To czego nie rozumiem... To to że skoro Lodowe Giganty są wrogami Asgardu... Dlaczego twój ojciec miał jednego zaadoptować?

Usta Lokiego były zamknięte na kłódkę.

Syn Laufeya Syn Laufeya

- Nacisk polityczny?

Niegodny

- Jednak niepowiedzenie ci tego... To dosyć skurwysyńskie posunięcie...

Syn Laufeya

- To jego czyni potworem. Nie ciebie. Nie, dopóki nie zdecydowałeś się zabić setki niewinnych ludzi.

- Zatem dlaczego wciąż mnie trzymacie? Zabierzcie mnie do Asgardu. Ukażcie mnie. Albo zabijcie. - Ostatnie dwa słowa brzmiały niemal jak warknięcie, a Stark tylko na niego spojrzał. Wtedy po prostu Stark otworzył książkę i zaczął czytać.

Kiedy Loki był na powrót sam, zastanawiał się nad historią Anglii i ile faktów mijało się z prawdą. Jego umysł wypełnił spokój przez całe godziny.


Loki natychmiast rozpoznał trzymany przez Stark przedmiot. Przebiegł go dreszcz, a skóra stała się zimna. Stark podszedł do niego powoli, trzymając go wysoko, by Loki mógł mu się przyjrzeć.

- Uspokój się. Żadnych ataków paniki, okej. Nie mam zamiaru do niczego cię zmuszać.

Dlaczego Thor miałby dawać mu bransolety blokujące jego magię, jeśli nie po to, aby je mu założyć?

Patrzenie jak Stark traktował je bez należytego im szacunku, jak nimi podrzucał w górę i je łapał było naprawdę dziwne. Jakby były zabawką.

- Posłuchaj, mam propozycję. Ode mnie dla ciebie. Mógłbyś wstać, znaleźć się w innym pokoju, z książkami, pieprzonym łóżkiem i może jeszcze czymś, co pozwoliłoby ci zabić czas. Musisz się zgodzić je założyć. Dla bezpieczeństwa naszego i twojego.

- Masz mnie za głupca, śmiertelniku? Znam je. Są z Asgardu. Dostałeś je od Thora. Chcesz mnie zwrócić Asgardowi. Marnujesz swój czas swoim kłamstwem. Po prostu mi je załóż.

Wzdychając z frustracji, Stark pokręcił głową.

- Widzisz gdzieś tutaj, Thora? Okej, dał mi je, ale to umowa między tobą a Ziemią. To był mój pomysł, więc jeśli coś pójdzie źle, będę miał przesrane. Lubię żyć na krawędzi. Oferuję ci odrobinę niezależności. Coś, aby umilić ci czas. Nadal jesteś więźniem i musisz spełniać pewne warunki. Porozmawiasz ze mną, a dostaniesz książkę. Będziesz jednak musiał odpowiedzieć na moje pytania. Jeśli się nie zgodzisz, zostaniesz odesłany do Asgardu.

Loki zastanowił się na jego propozycją. Więcej słów. Coś innego do patrzenia niż ten biały sufit.

- Ale będę z tobą rozmawiał?

- Tak, będziesz traktowany jak VIP. Ja albo Asgard.

- Przysięgasz, że mówisz prawdę?

- Uwierzyłbyś, gdybym mówił?

Nie, ale Loki zdał sobie sprawę, że chciał.


Ściany jego nowego pokoju były nadal białe, jednak jego pościel była zielona. Znajdował się tam mały stolik, , krzesło i stos książek. Literatura. Loki pochłaniał je i przerywał tylko wtedy, kiedy Stark przychodził z nim porozmawiać. Nadal jednak Loki nie mówił za wiele.

Ku jego zaskoczeniu Stark nie naciskał na niego. Wydawał się być zadowolony, kiedy na pytanie, czy dla kogoś pracował, Loki skinął głową. Nie padło więcej pytań. Stark dał mu przedmiot, który nazwał kostką Rubika. Aby zająć czymś umysł Lokiego.

Trzy noce później na ścianie znalazł się zegar, a Stark zapytał się Lokiego o jego koszmary. Z relacji Starka wynikało, że Loki przewracał się i rzucał po łóżku, mamrocząc w kółko "Syn Laufeya".

W nagłym wybuchu gniewu Loki przycisnął Starka do ściany, a sekundę później Kapitan znalazł się w jego celi.

- W porządku, wszystko jest w porządku! Nie rób tego!

Loki puścił go, czując się dziwnie zawstydzony.

Niegodny

Przez cały tydzień ani jedno słowo nie opuściło ust Lokiego, a gdy wreszcie przemówił, to tylko po to, by powiedzieć Starkowi, że go nienawidził. Za to, że ocalił mu życie.

Stark po prostu sie uśmiechnął, dał mu szkicownik i powiedział, że później z nim porozmawia.

Kiedy wrócił, wszystkie ściany celi Lokiego były pokryte obrazami i rysunkami. Biel nareszcie zniknęła. Przez następne półtorej godziny Stark z nim nie rozmawiał zajęty przyglądaniem się z osobna każdemu z obrazów i chciał wszystko wiedzieć. Czy to były krasnoludki? Czy tak właśnie wyglądał Asgard? To twoi rodzice? Svartálfaheimr, jak wy to w ogóle wymawiacie? Cholerny smok?! Elfy... Bez jaj... Elfy.

Reakcje Lokiego na te pytania były sprzeczne z jego oczekiwaniami. Ignorancja tego śmiertelnika powinna była go odrażać, ale tak bardzo chciał się nauczyć, zrozumieć i doceniał każdą odpowiedź, której udzielał mu Loki. Zatem Loki mu tłumaczył. Każdy rysunek, każdy z dziewięciu światów, każde magiczne stworzenie, które kiedykolwiek spotkał.

Poza jedną rzeczą, którą Loki najczęściej rysował. Stark pytał się, czy ten ładny koleś z szarymi oczami był jego kochankiem.

Kiedy Loki trzymał w dłoniach rysunek Lodowego Giganta, wyglądał na zagubionego, przyglądał mu się ze zmarszczonym czołem, a Loki słyszał skandowanie. Jak ktoś mógł nie czuć obrzydzenia tym obrazem?

- Nie łapię. O co tyle szumu?

- Nie rozumiem.

Stark wskazał na obrazek, przyglądając mu się zwężonymi oczami, jakby próbował w nim czegoś się dopatrzyć. Dostrzec coś, czego tam nie było.

- Dwie nogi. Dwie ręce. Normalne proporcje, tylko trochę większe. Niebieska skóra. I? James Cameron zrobił z tego markę. Mają oczy. Nie wyglądają jak ludzie. Okazałe, ale niestraszne. Dlaczego nazywasz ich potworami?

- Ponieważ nimi są!

- Och, przestań! Spójrz na pieprzoną ścianę! Weźmy tego gigantycznego pieprzonego węża z zębami jak drzewo. Albo tamtego krakena. Lub smoka, które pożera dusze umarłych. Oni są potworami! Nie budują cywilizacji, nie tworzą społeczności, ani zasad. Lodowe Giganty mają króla, więc muszą je mieć. Może są agresywne i głupie... Są gówno warci ludzie, którzy są potworami, bo dokonali okropnych rzeczy. Jednak to nie czyni nas wszystkich potworami. Zatem wnioskując z obrazka, który narysowałeś... Nie rozumiem, o co tyle szumu. Rozumiem, że nie masz pojęcia, kim jesteś i twoje życie jest beznadziejne. Nie wątpię w to. Nikt nie naprawi tego, co twój idiotyczny ojciec ci zrobił i to musi być chujowe usłyszeć, że twój własny brat wymorduje twoją rasę. Masz prawo być z tego powodu smutny, ale nie musisz martwić się tym całym byciem potworem. Jestem przekonany, że Lodowe Giganty tak samo myślą
o Asgardczykach.

Żadne słowo nie padło między nimi przez następne dwie godziny, ale Stark z nim został. Loki kucał w kącie, wodząc palcami po bransolecie i wspominając odlegle, kim kiedyś był. Kiedy to, co inni mówili, nie miało znaczenia. Kiedy znał swoją tożsamość. To była magia. Nie zimno.

- Thanos.

Zachrypnięty szept i jedno imię, które ciążyło mu na języku.

Stark spojrzał na niego, a jego całe ciało zadrżało.

- Thanos... Upadłem, a tam był Thanos.


Powiedzenie o pustce sprawiło, że znowu do niej wpadł. Kiedy opowiedział Starkowi o Thanosie, cały pokój wypełnił się ciemnością, rozrywając umysł Lokiego, jakby on sam jeszcze tam był. Jego skóra stała się na powrót zimna i poczuł rozdzierający ból, który rozsadzał Lokiego od środka. Kawałek po kawałku. Wypowiadając swoje mroczne myśli, Loki wbijał paznokcie
w skórę wokół bransolety. Próbował usłyszeć swój własny głos zamiast skandowania.

- Hej, spokojnie... Przestań... Już w porządku.

Stark chwycił Lokiego za nadgarstek w łagodny, lecz stanowczym uścisku. Jego dotyk był ciepły i wcale się nie wzdrygnął. Dlaczego? Był śmiertelnikiem, a skóra Lokiego była zimna jak lód. Powinna go palić. Twarz Starka nie wyrażała najmniejszych oznak bólu. Loki mógł za to zobaczyć troskę. Głaszcząc kciukiem skórę Lokiego, Stark powoli przyciągnął jego ramiona, by Loki przestał siebie krzywdzić. Przesunął dłońmi po zadrapaniach.

- Nie rób tego. Wszystko jest w porządku. Możemy przestać. Opowiesz resztę, kiedy o tym zdecydujesz.

Przez dwa następne dni, Loki nie słyszał, ani skandowania, ani głosów.


Lęk zaczął przepełniać Lokiego, kiedy Stark zaczął rzadziej przychodzić. Nie było ku temu żadnego wytłumaczenia. Żadnego innego poza tym, że dostał to, co chciał. Informacja i już
z nim skończył. Loki miał zgnić w tej celi pozbawiony magii na pastwę głosów. Jak mógł to wszystko powiedzieć Starkowi?

Głupiec

Czy on naprawdę wierzył, że Stark powróci po tym, jak dostał to, na czym mu zależało?

Niegodny

Rysunki Lokiego zaczęły się zmieniać, szczególnie motywy i Loki chował je pod materacem. Były jego i Stark nie miał prawa ich zobaczyć. Jeśli kiedykolwiek wrócił.

Wrócił. Z uśmiechem na twarzy opowiadał głośno i szybko.

To o czym on do niego mówił, było nie do pojęcia, ale Loki zrozumiał powagę jego słów w następnych tygodniach. Najpierw wysłali te rudowłosą kobietę, by powtórzył jej, co powiedział Starkowi. Loki sprzeciwił się, a jego ręce zaswędziały go wokół zadrapań na ramieniu.

Stark zasugerował inny sposób.

- Powiesz to mnie. Powiedziałeś to raz, możesz to zrobić znowu. Możesz przestać, kiedy tylko zechcesz. Będzie w tym samym pokoju, ale będziesz rozmawiał ze mną. Proszę, Loki.

Zgodził sie i po raz drugi wpadł w pustkę, ale tym razem zobaczył Starka. Ścisnął go delikatnie za ramię i dał mu do potrzymania dłoń.

Wdowa odeszła, lecz Stark został i obiecał mu, że wydostanie go z celi przed końcem miesiąca. Musieli mu uwierzyć, ponieważ mówił prawdę, a Natasha słyszała to na własne uszy. Jeśli byli zbyt głupi, by zorientować się, że był torturowany, maltretowany i manipulowany tak jak oni sami, wtedy Stark sam wydostanie go bez ich pieprzonej zgody. Powiedziawszy to spojrzał na sufit, wyszczerzył się i wkrzyczał:

- Słyszeliście, skurwysyny!

Loki nadal nie rozumiał, ale mimowolnie uśmiechnął się.

Thor był następny, który go odwiedził, a twarz Lokiego skamieniała, kiedy go zobaczył. Nie padły żadne słowa, Loki był zaskoczony, jak mały wydawał się jego brat. Jego dumna postawa gdzieś zniknęła. Co się stało?

- Tak bardzo cię przepraszam, bracie. Przepraszam, że cię zdradziłem. Powinienem cię poszukać. Wybacz mi, że nie potrafiłem dostrzec twojego cierpienia. Czy dasz mi szansę zapracować sobie na twoje przebaczenie?

Wodząc dłońmi po bransolecie, Loki przypomniał sobie, kim kiedyś był. Loki był magiem i Loki miał brata. Nie był on specjalnie mądry, nie mieli wspólnych zainteresowań, ani nie byli do siebie podobni, ale zawsze darzył go uczuciem. Tak, Loki przypomniał sobie, że miał brata i że kochał go.


Niekończące się rozmowy, wszyscy chcieli to usłyszeć, ponieważ nie chcieli uwierzyć. Możliwość zrzucenia na kogoś winy była miła i łatwa. W końcu Loki tak bardzo nalegał, by zdobyć tron. Jak mogło okazać się to kłamstwem. Zatem zmuszali go, by w kółko powtarzał, aby znaleźć nieścisłości w jego historii i zdemaskować desperacją jako oszustwo.

Stark zawsze przy nim był, źle ukrywając gniew. Kiedy kolejny wysoki agent wszedł, a Lokiego zaczęła ogarniać pustka, nie wytrzymał.

- Zostawcie go w spokoju do cholery! Czy nie widzicie, że on nie udaje?! Za każdym razem kiedy opowiada tę historię, drapie się do krwi! Czego jeszcze chcecie?!

Nie upłynął miesiąc pojawił się Fury i nie przestawał mówić. O szaleństwie, zaufaniu, niebezpieczeństwie, odpowiedzialności i tysiącu innych rzeczy, którymi Loki nie był zainteresowany,
a na które Stark reagował wywróceniem oczu. W końcu odepchnął go, chwycił Lokiego za ramię, a jemu odebrało mowę, gdy zobaczył, że Stark trzymał w dłoni klucz do jego bransolet.

- Już o tym rozmawialiśmy. Wydostaniesz się stąd i zamieszkasz w wieży ze wszystkimi Avengerami, by Fury nie posikał się ze strachu w nocy. Pomożesz przygotować nam się na inwazję Thanosa. Potrzebujemy do tego twojej magii. Kiedy wszystko się skończy i jeśli nadal będziemy żywi... Możesz odejść, dokąd tylko zechcesz. Teraz zdejmę twoje bransolety.

Po raz pierwszy Loki ujrzał strach we wpatrujących się w niego brązowych oczach. Człowiek z Żelaza się bał.

- Obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego. Obiecaj mi to.

Fury odchrząknął, lecz Loki nie dostrzegał niczego poza przerażoną twarzą Starka. Jeszcze nie tak dawno dałoby mu to niezmierną satysfakcję, ale teraz Loki nie mógł znieść tego widoku.

- Przyrzekłem sobie, że cię zabiję, Tony Starku. Nie mam zamiaru dotrzymać tej obietnicy. Nie mam zamiaru odebrać życia, ani tobie, ani twoim przyjaciołom. Nie chcę siać chaosu
i zniszczenia w twoim świecie. Nie chcę również nim rządzić.

Stark roześmiał się ochryple i pokręcił głową.

- Dobrze wiedzieć. Więcej mocy dla ciebie. Ale... Myślałem bardziej o tym, byś nie... Próbował się zabić. Obiecaj mi, że tego nie zrobisz.

Wystarczył cichy szept i Loki przypomniał sobie, jak to było nie chcieć umrzeć.

Bransolety zagrzechotały i upadły na ziemię, magia zaczęła znowu płynąć w jego żyłach, a Loki przypomniał sobie, jak to jest chcieć żyć.


Ku jego zaskoczeniu Kapitan był pierwszy, z którym ociepliły się jego stosunki i jadał z nim razem śniadania. Byli rannymi ptaszkami, a Stark chodził spać dopiero nad ranem. Loki udawał, że zauważył ukrywającej się w cieniu wdowy, która ciągle go obserwowała. Wiedzieli, że nie był sobą i jego umysł był torturowany i otępiony, ale to jeszcze nie znaczyło, że mu ufali. Być może to było nawet mądre, że tego nie zrobili.

Doktor Banner zdawał się współczuć Lokiemu, jednak nadal go unikał. Lokiemu to nie przeszkadzało, i tak spędzał większość czasu ze Starkiem. S.H.I.E.L.D. nakazał mu nie używać magii, jeśli nie przygotowywali się na przybycie Thanos, ale kiedy Stark zobaczył Lokiego układającego kostkę Rubika siłą woli, wykrzyczał krótkie:

- Pieprzyć ich!

Będąc sam na sam ze Starkiem w jego warsztacie, Loki czuł się znowu jak dziecko. Robił drobne sztuczki, by rozbawić swojego przyjaciela. Nie tylko rozbawić, Stark chciał również zrozumieć. Był zafascynowany tym, co Loki potrafił zrobić ze swoim umysłem za pstryknięciem palców. Jego oczy błyszczały uwielbieniem, a Loki odnalazł niespodziewaną przyjemność
w uczeniu Starka magii.

Loki zapomniał wiele rzeczy, ale przyrzekł sobie nigdy nie zapomnieć wyrazu twarzy Starka, kiedy pierwszy raz zmienił kształt. Tyle trwogi i uznania.

- To najwspanialsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem!

Stark bezceremonialnie go dotknął, by sprawdzić, czy stojąca przed nim kobieta była jedynie iluzją, jednak Lokiemu to nie przeszkadzało. Nie miał nic przeciwko nawet wtedy, kiedy zadawał tysiące pytań. Jakie to było uczucie, czy bolało, czy był w stanie dostać okresu albo czy nabrał kogoś, będąc kobietą. Wkrótce po tym Stark wpadł na pomysł, by zrobić psikusa Kapitanowi przez flirtującego z nim Lokiego. Jako Thor.

Nie widzieli reszty Avengerów przez cały tydzień, a Stark uznał, że to najwyższy czas, by nauczyć Lokiego czegoś o Midgardzie. Miało to wiele wspólnego z hobbitami, szturmowcami
i Klingonami.


Pewnego wieczoru pracowali nad połączeniem technologii Stark i magii Lokiego przeciwko Thanosowi. Godziny mijały jak sekundy, a Loki dostrzegł brak zwyczajnej figlarności Starka.

- Coś nie tak?

Stark bawił się śrubokrętem, jak zawsze kiedy był zdenerwowany.

- Co... Co się z tobą stanie, jeśli Thanos...Jeśli cię znowu złapie?

Lokiego przebiegł dreszcz wzdłuż pleców i wziął głęboki wdech, by odegnać to okropne wspomnienie. Tak jak ćwiczył. Pytanie było usprawiedliwione, Stark nie chciał go nim urazić.

- Nie jestem pewny. Teraz mogę lepiej znieść tortury fizyczne... Bardziej jednak prawdopodobne jest to, że wrzuciłby mnie znowu do otchłani. Przyglądałby się, jak powoli tracę rozum...

Usłyszał, jak Stark głośno przełknął i spuścił wzrok, by na niego nie patrzeć. To jednak nie miało znaczenia, bo palce Starka musnęły miejsce po jego dawnych zadrapaniach.

- Boisz się?

- Że oszaleję? Jestem przerażony. Przez cały czas. Ale śmierci? Nie.

- Czułbym sie lepiej, gdybyś się jednak bał.

- Tak?

Podniósł wzrok na uśmiech Starka, który nie sięgał jego oczu. Była jednak w nich szczerość.

- Jestem przerażony, że mógłbyś umrzeć. Czasem nadal widzę cię wykrwawiającego się na podłogę. Kazałem Jarvisowi cały czas cie obserwować 24/7, bo się boję.

- Myślałem, że to był warunek Fury'ego, by mieć mnie cały czas na oku, abym nie wyrządził żadnej szkody.

Stark roześmiał się i pokręcił głową.

- Dobre wymówka, hmm? Dzięki niej mogłem spać spokojnie, wiedząc, że byłeś w innym pokoju i wciąż oddychałeś.

Gdyby Thanos zaatakował tamtej nocy, byliby kompletnie bezradni, ponieważ kiedy Stark pochylił się nad stołem i go pocałował, udoskonalanie ich obrony było ostatnią rzeczą, o której myśleli.

To był absurd. On był zwyczajnym śmiertelnikiem, mieszkańcem świata, który Loki próbował podbić, jednak kiedy jego usta puściły Lokiego, przypomniał sobie, jak to było bać się śmierci.


Loki obudził się, nie mając pojęcia, gdzie był. Ramię Tony'ego nadal było owinięte wokół pasa, a jego twarz ukryta w zgięciu jego szyi. Jeśli od tego ciała biło ciepło, dlaczego Loki czuł chłód?

Tuż obok niego poruszył się Tony i przyciągnął go bliżej.

- Koszmar?

- Nie... Nie wiem. Był zimny. Jak lód.

Jego wargi musnęły jego policzek, Tony chwycił jego dłoń i położył na jego piersi, tuż na sercem i przycisnął do skóry.

- Poczuj to... Jesteś ciepły. Jest w porządku.

Biorąc drugą dłoń Lokiego, poprowadził ją do reaktora i otaczającego go metalu.

- Nawet jeśli twoja skóra była zimna... Wszystko nadal jest okej. Ja również jestem zimny...

Uśmiechnąłsię delikatnie i przymknął oczy, koncentrując się na metalu pod jego palcami. Był znajomy i pewny. Jak dom.

- Zawsze marzyłem o tym, aby mieć chłopaka z bezsennością. Jesteś dla mnie idealną partią.

- Myślałem, że chcesz mnie tylko ze względu na nieskończone możliwości robienia dowcipów, jakie oferuje moja magia.

- Tak, to też. I jesteś po prostu gorący.

Chichocząc cicho, Tony pochylił się nad Lokim, całując go delikatnie i przeczesując mu włosy.

- Jest trzecie nad ranem. Nie ma sensu dalej spać.

Owijając ramiona wokół Tony'ego, Loki ponownie otworzył oczy, ponieważ tak bardzo pragnął zobaczyć wyraz jego twarzy. Lokiemu podobały się oczy Tony'ego, były piękne, ciemnobrązowe i pełne ciepła. Zawsze wyrażały uczucia Tony'ego. W tej chwili był przepełnione pożądaniem i uwielbieniem. Loki był wielbiony przez Tony'ego Starka.

Tylko raz Loki zapytał się dlaczego, a Tony mu odpowiedział, że był tego warty.

Loki był warty uwielbienia Tony'ego Starka. Nadzwyczajnego człowieka.

- Naprawdę uwielbiasz bezsenność - Loki przekrzywił głowę, a Tony z radością złączył się z nim w głęboki, gorącym pocałunku.

- Ma to swoje zalety, kiedy mieszkasz w wieży z pięcioma innymi osobami, które nie dadzą ci spokoju przez cały dzień... A jedną z nich jest twój...

Loki szybko położył dłoń na ustach Tony'ego.

- Nie waż się...

Kiedy odciągnął swoją dłoń, Tony wyszczerzył się do niego, nim chwycił jego wargi w nowym pocałunku. Już nie potrzebowali więcej słów, a to coś mówiło, jeśli chodziło o dwoje ludzi, którzy uwielbiali rozmawiać i nawzajem się uzupełniali. Może z wyjątkiem tego. Dłonie Tony'ego badały ciało Lokiego, jakby robiły to po raz pierwszy, z pasją i bezlitośnie. Odzwierciedlały to, co Loki do niego czuł. Ten śmiertelnik nigdy nie przestawał go zaskakiwać. Czasem Tony całował go tak, jakby tonął, czasem brał go tak delikatnie w swoje ramiona, jakby obawiał się, że może się zepsuć albo uciec. Innym razem rzucał Lokiego na łóżko, zdzierał z niego ubranie, przytrzymywał go i całował bez tchu, kiedy go brał. Innego dnia brał Lokiego
w ramiona, całował go bez końca i robił wszystko powoli.

Dziś było coś pomiędzy. Głębokie pocałunki, które odbierały mu dech, wolne pchnięcia, które sprawiały, że Loki błagał o więcej i pośpieszał go, owijając się wokół swojego kochanka, dopóki wreszcie nie przyśpieszył.

Tak wyglądała większość nocy Lokiego i Loki kochał je wszystkie.


Wstrętny zapach spalonej skóry wgryzł się w nozdrza Lokiego, nim poczuł palący ból w żołądku. Warknął i posłał ładunek skoncentrowanej energii i z pachołka Thanosa został tylko pył.
Z trudem łapiąc powietrze, Loki zacisnął na moment powieki, by wziąć głęboki oddech i powstrzymać zawroty głowy.

- Wszystko w porządku?

Hawkeye znajdował się najbliżej niego i widział, co sie stało. Loki przeklął go w duchu, bo chwilę później usłyszał w komunikatorze głos Tony'ego.

-Loki? Co się stało? Wszystko okej?

Loki szybko spojrzał w górę i zobaczył czerwoną zbroję na niebie walczącą razem z Thorem z niezliczoną armią stworzeń Thanosa. Przynajmniej od razu tutaj nie przyleciał. Loki posłał Hawkeye'owi mroczne spojrzenie, który rzeczywiście wyglądał na skruszonego i ułożył usta w ciche "przepraszam" między wystrzeleniem dwóch strzał w ich wrogów.

- Wszystko w porządku. Nie martw się. Skup się.

- Z Lokim wszystko dobrze. Nadchodzi kolejna fala.

Loki skinął głową, zgodził się z Kapitanem mrucząc jeszcze raz "wszystko w porządku" nim wyłączył nadajnik. Pole bitwy było chaotyczne, wypełnione krzykiem, dźwiękami walki
i umierającymi ludźmi. Byli otoczeni i Loki nie mógł pozwolić sobie na tracenie jeszcze więcej czasu. To będzie bolało, była duża szansa, że mógł nawet z bólu stracić przytomność i wtedy jeden z ich wrogów mógłby go zabić w przeciągu sekundy.

Zostawienie ostrza nie wchodziło w grę, Loki znał ich broń i wiedział, że lada moment zacznie zatruwać jego krew. Zaciskając zęby, Loki zacisnął pięść wokół noża i wyrwał bez wahania ze swojego ciała. Krzycząc z bólu, Loki upadł na kolana, jego podbrzusze wybuchło bólem. Jego dłoń zakryła ranę i momentalnie ukleiła sie krwią. Czar ostrza powstrzymywał jego magię przed kompletnym wyleczeniem, ale mógł spowolnić utratę krwi. Dysząc ciężko, Loki zebrał swoją magię i zaatakował dwa czające się za nim potwory. Padły martwe na ziemię, a Loki ponownie się wyprostował. Przez chwilę trudno było mu ustać na nogach, jednak wtedy wszystko nagle się zatrzymało.

Dźwięki eksplozji, jęki i dźwięk metalu uderzanego o metal ucichły. Całe otaczające go zniszczenie i śmierć stały się szare, a Loki czuł, jakby zatrzymał się czas.

Jego czarna peleryna wyróżniała się na szarym tle, powiewając na wietrze. Trudno było powiedzieć, czy w ogóle zdawał sobie sprawę ze swojego położenia, jego wyraz twarzy był całkowicie obojętny. Loki ignorował ból, próbując stać prosto i dostojnie na nogach. Nie było mowy, by Loki stawił mu czoła z trudem łapiąc oddech, krwawiąc i czując się zagubionym.

- Co ty tutaj robisz?

Pytanie niegodne boga kłamstw, ludzie wokół niego ginęli jak muchy. Gdzie indziej mógłby być jeżeli nie tutaj? Był tutaj przez cały czas. Być może dlatego nie dostał odpowiedzi. Zamiast tego odwzajemnił jego spojrzenie, patrząc na niego oczami nieokreślonego koloru. Odległe wspomnienie z mrocznego kąta jego głowy podpowiadało Lokiemu, że kiedyś był piękny. Że nie było nigdy nikogo tak przepięknego i jasnego jak on.

Teraz był starcem, którego piękno dawno wyblakło. Włosy straciły dawny blask, były wątłe, zwisały mu z ramion. Jego blada skóra miała chory odcień, a w jego oczach nie było już, ani światła, ani pasji. Dumna i nieokiełznana postawa zniknęła. Wszystko, co pozostało to mała postać, która Lokiego nie obchodziła.

Przyglądanie mu się nie rozproszyło jednak bólu, a Loki wypuścił jęk przez zaciśnięte zęby. Mógł być ranny, ale to nie mogło go zatrzymać. Był bogiem, wojownikiem, a dzięki swojej magii był silniejszy niż kiedykolwiek.

- Cierpię, ale mogę to wytrzymać. Ta rana mnie nie zabije, wiem to i ty to wiesz. Zatem dlaczego tu jesteś? - powiedział cicho Loki, ale z każdym powiedzianym słowem stawał się coraz pewniejszy i bardziej wściekły, aż w końcu krzyczał. Chciał, aby zniknął i już nigdy nie wracał - Dlaczego tutaj jesteś? Już cię nie chcę! I wiem, że ty również mnie nie chcesz, więc odejdź!

Tym razem Loki dostał swoją odpowiedź i nim jego ostatnie słowo poniósł wiatr, odwrócił się w stronę ciemności i przerażenia.

- Nie jestem tutaj dla ciebie, Loki.

Loki zrozumiał, a ból rozszedł się po całym jego ciele, kiedy uniósł wzrok do nieba. Do błysku jasnego, czerwonego światła.

- Nie...

Kręcąc głową, Loki spojrzał na niego i zobaczył dwie martwe dziury w czaszce wypełnione ciemnością, agonią i torturą. Ich ohyda nakazywała Lokiemu, żeby się nie zbliżał, żeby odleciał, ale to nie miało teraz znaczenia. Loki pobiegł do niego, wyzwalając całą swoją magię, kumulując całą energię, jaką posiadał i wycelował nią w potwora naprzeciw niego. Wszyscy
z popleczników Thanosa, którzy znaleźli się w sile rażenia Lokiego, umierali krzycząc i płonąc żywcem.

Świat zaczął się z powrotem obracać, ale Loki nie zdążył dosięgnąć swojego celu. Głośne uderzenie przecięło powietrze, a Lokiego znowu otoczyła ciemność. Zamykała się wokół niego, zaciskając wokół piersi, a on znowu tańczył na linie. Jednak to nie Loki upadał.

Tylko Tony.

Strach zamiast go paraliżować, zmusił do działania. Przeteleportował się, chwycił upadającą czerwoną zbroję i przeteleportował znowu na ziemię, zaledwie parę metrów od prawdziwej walki. Trzymając nieruchome ciało w ramionach, Loki upadł na ziemię, nie dbając o to, że gruz ranił mu kolana. Jego dłoń się trzęsła, kiedy zerwał maskę zbroi i wyszeptał imię Tony'ego, chociaż już wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi.

Z delikatnością, do której Loki nie wiedział, że był zdolny, musnął palcami policzek Tony'ego. Był ciepły tak jak zawsze. Loki chciał, aby właśnie taki był, przycisnął go do piersi i zapragnął mieć czas, by pozbyć się zbroi, by poczuć jego skórę na swojej. Aby go rozgrzać, aby odegnać chłód, który zaczął go powoli ogarniać. Nie on nie mógł go dostać. Tony chronił Lokiego, uwolnił go od uścisku, od pazurów, jakie zacisnął na nim chłód. Dlaczego Loki nie mógł zrobić tego samego dla niego?

Usłyszał zbliżające się kroki.

Nie, nie miał zamiaru pozwolić im go zabrać. Loki poniósł klęskę w chronieniu Tony'ego przed chłodem, ale miał zamiar go chronić przed czymkolwiek i kimkolwiek.

Loki wykrzyczał, a sługusy Thanosa zamieniły się w pył, nim zdążyły tknąć palcem jego lub Tony'ego.

Nie mógł zostać tutaj dłużej. Nie kiedy walka była przegrana. Walka Tony'ego.

Biorąc głęboki oddech, Loki zakrztusił sie łzami i jeszcze raz delikatnie dotknął policzka Tony'ego, nim jego palce zamknęły jego brązowe oczy.

Zbierając resztki sił i tłumiąc ból, Loki ostrożnie go położył, zanim wstał. Bóg kłamstw odwrócił się znowu w stronę pola walki i wyzbył się jedynej myśli, która kołatała mu z głowie.

Dlaczego on również nie zmusił go do obietnicy?


Ostatni raz kiedy Loki go zobaczył, był piękniejszy niż kiedykolwiek. Brązowe oczy błyszczące życiem i miłością, ciemne, rozczochrane włosy, figlarny, zarozumiały uśmiech na ustach.

Kiedy wyciągnął w jego stronę dłoń, Loki ścisnął ją bez wahania. Była ciepła, uspokajająca, rozganiała chmury znad głowy Lokiego i sprawiała, że cały ból odszedł. Tym razem miał już nie powrócić.

Mówił głosem Tony'ego, a Loki przymknął oczy, by w nim całkowicie utonąć.

- Wszystko będzie w porządku. Wszystko jest dobrze. Chodź ze mną, Loki.

I zrobił to.


*Fragment "Ryszarda II" Shakespeare'a w tłumaczeniu Leona Urlicha.

** Jeśli chodzi o ten fragment, pochodzi on z "Henryka IV" Shakespeare'a w tłumaczeniu Józefa Paszkowskiego.