Pandora Lovegood zawsze uważała, że jej córka ma niezwykłe oczy. Były równie duże co jej; kontrastowały z drobnym nosem i wąskimi ustami, ale ich kolor nie przypominał błękitu matki, a mienił się czystym srebrem. Znajomi kobiety określali je jako szare, ale Pandora była matką, więc miała prawo uważać, że jej Luna była wyjątkowym dzieckiem.
I szczególnie ciekawskim, musiała przyznać.
W umieszczonej zaraz za salonem pracowni eliksirów znajdowały się dwa, ogromne okna; czarownica potrzebowała dostępu do naturalnego światła i urokliwego widoku, który zapewniał dom położony na odludziu. Teraz siedząc przy mahoniowym biurku, mogła nie tylko podziwiać różne odcienie różu snujące się po niebie wokół zachodzącego słońca, a obserwować jasną czuprynę wystającą znad parapetu. Pandora tylko uśmiechnęła się delikatnie i poczekała aż zza okna wyjrzy czoło, a zaraz po nim duże oczy córki.
- Potrzebujesz czegoś, kochanie? - zapytała łagodnie, a Luna dotąd przypatrująca jej się z ciekawością, wyszła z ukrycia, zwinnie podciągnęła się na oknie i wskoczyła do środka. Zanim kobieta zdążyła skomentować żółtą sukienkę dziewczynki, którą obecnie przystrajały plamy z błota, Luna otrzepała ubranie i uśmiechnęła się szeroko.
- Tata mówi, że niedługo przyjdzie pan Snape, wiesz mamo?
Pandora pokiwała głową i spojrzała uważnie na córkę.
- Mam rozumieć, że znowu będziesz chciała poczęstować pana Snape'a herbatą zanim zajmę się z nim eliksirem?
- Tak!
Kobieta spodziewała się takiej odpowiedzi. Co prawda za pierwszym razem, gdy Severus Snape przekroczył próg ich domu, Luna chowała się za jej długą spódnicą, kurczowo zaciskając dłonie na materiale. Poprosiła wtedy męża, by odprowadził dziewczynkę do pokoju, ale Luna dość niechętnie, co raz obracając się, ruszyła z ojcem odprowadzona przez czujne spojrzenie Severusa. Po jego wizycie musiała odpowiedzieć na wiele pytań córki. Wyjaśnić, że prowadzą wspólne badania nad eliksirem. Zapewnić, że jeszcze się pojawi. Odpowiedzieć, jaką herbatę lubi najbardziej. Od tego czasu raz na tydzień Luna dobierała odpowiednie liście, z których mogła przygotować napar dla gościa i choć znana była z naturalnego przełamywania pierwszej bariery znajomości, Severus Snape nie był dla niej „wujkiem Severusem", jak to się działo w przypadku innych znajomych rodziców, a „panem Snapem".
- Dzisiaj jest specjalny dzień, kochanie – powiedziała kobieta, kucając. Złapała dłoń dziewczynki w swoją, a drugą pogłaskała ją po głowie. - Myślę, że zbliżamy się do końca. Zajmij się Severusem, jak przyjdzie, dobrze? Ja w tym czasie dodam ostatni składnik i zrobimy mu niespodziankę. Co ty na to?
Pandora wiedziała, że nie będzie musiała namawiać Luny; dziewczynka uwielbiała sprawiać przyjemność bliskim, dlatego energicznie pokiwała głową i wybiegła z pracowni z krzykiem:
- Tato! Zdejmij ładną filiżankę z szafki! Muszę nalać herbaty!
Kobieta zachichotała, pozwalając sobie na ostatnią chwilę rozluźnienia i zamknęła drzwi. Nie dała po sobie tego poznać, ale dodanie ostatniego składnika miało ocenić, czy zmarnowała ostatnie miesiące pracy. Pandora od zawsze była rozważna i cierpliwa. W tym przypadku jednak jej serce zawładnęła ciekawość, odwaga i ambicja, które zmusiły ją do zatajenia swojego ostatniego odkrycia przed Severusem. Ten nie miał pojęcia, że to właśnie dzisiaj bez żadnych testów zdecydowała się dodać składnik. Była w końcu pewna, że się uda!
Odetchnęła głęboko, ignorując oznaki stresu, które pojawiły się w jej organizmie i podeszła do kociołka. Ruchem różdżki rozpaliła ogień i spojrzała na zegar. Za piętnaście minut eliksir osiągnie odpowiednią temperaturę, a wtedy będzie mogła dodać kwiat znaleziony podczas ostatniej podróży do Ameryki Południowej.
Czas minął zaskakująco szybko, biorąc pod uwagę, że nieustannie wpatrywała się w miksturę. Stała już z kwiatem wyciągniętym nad kociołkiem, gdy usłyszała pukanie.
- Mamo?
- Pandoro? Severus pyta... - Kobieta uciszyła męża wyciągnięciem ręki i nie odrywając wzroku od eliksiru, wrzuciła składnik. Eliksir nie zmienił barwy.
Pandora Lovegood zawsze uważała, że jej córka ma niezwykłe oczy. Gdy tylko odwróciła głowę, zobaczyła w nich strach. Ona też wiedziała.
- Uciekajcie! - zdążyła krzyknąć, zanim kociołek wybuchnął.
