Witajcie ponownie, moi drodzy.

Chciałam tylko zaznaczyć, że fabuła tej opowieści jest kanoniczna tylko względem pierwszych filmów, natomiast może zawierać jakieś drobne nawiązania do następnych części, ale już z pewnością pojawią się tam liczne rozbieżności.

Życzę miłej lektury.


Rozdział 2: Po drugiej stronie lustra

Thor żywił nadzieję, że Tony nie będzie miał mu za złe, śladu jaki Bifrost zostawił na tarasie Avengers Tower. Nie był to zresztą pierwszy raz, więc w sumie zastanawiające, po co wciąż to naprawiają. Niezrażony tym zupełnie, Gromowładny wszedł przez drzwi do przestronnego lobby, gdzie przywitała go panna Pots.

– Witaj, Lady Virginio – powiedział, kłaniając nieznacznie.

Kobieta zaśmiała się serdecznie.

– Widzę, że moje powtarzanie, byś mówił do mnie Pepper mija się z celem.

– Taki afront w stosunku do damy absolutnie nie uchodzi – odparł szarmancko Thor, ujmując jej dłoń i całując delikatnie.

Pepper z rozbawieniem pokręciła głową, po czym zmieniła temat.

– Domyślam się, że przybyłeś do Tony'ego.

– Zgadza się, chciał mi coś pokazać, ale był bardzo oszczędny w wyjaśnieniach.

– Chodź, zaprowadzę cię, razem z Brucem są w laboratorium.

– Dziękuję za twoją uprzejmość.

Pepper wciąż uśmiechnięta, poprowadziła Asgardczyka do windy i potem dalej, aż do dużego przeszklonego pomieszczenia. Był jej niezwykle wdzięczny za pomoc, bo choć na przestrzeni ostatnich lat bywał tu wielokrotnie, to wciąż zdarzało mu się pobłądzić wśród rozlicznych pięter twierdzy Starka.

Niemal natychmiast gdy wszedł do środka, zobaczył dziwaczny przedmiot, który znajdował się w centrum. Podłączona do rozlicznych czujników i skanerów, na metalowym blacie leżała niewielkich rozmiarów czarno–czerwona sfera, której zawartość zdawała się cały czas przemieszczać, niczym słabo wymieszana farba.

– Co to jest? – zapytał, podchodząc bliżej.

– Miałem nadzieję, że ty będziesz mógł coś nam o tym powiedzieć – odezwał się Tony, wychodząc z zaplecza.

Thor przyjrzał się tajemniczej kuli i wyciągnął w jej stronę rękę. Zanim jednak jej dotknął, spojrzał pytająco w stronę konstruktora. Ten jedynie wzruszył ramionami. Sfera w dotyku była jedwabista, lekko ciepła, delikatnie uginająca się pod palcami. Niemniej nic się nie wydarzyło, kiedy jej dotknął.

– Ekspedycja badawcza odkryła to w jakieś azteckiej świątyni – tłumaczył Tony. – TARCZA zarekwirowała znalezisko, kiedy okazało się, że może mieć pozaziemskie pochodzenie. Od czasu ataku Chitauri są dziwnie przewrażliwieni na tym punkcie. Jako że jesteś jedynym kosmitą w naszym zasięgu, liczyliśmy, że możesz wiedzieć coś na ten temat.

– Nie nazywaj mnie kosmitą, w twoich ustach brzmi to jak obelga – mruknął Thor, wciąż wpatrując się w sferę.

Po prawdzie nigdy wcześnie nie widział czegoś podobnego. Mógł oczywiście wrócić do Asgardu i zapytać się ojca lub matki, ale wątpił, by mieli oni wolę przybyć na Ziemię w celu obejrzenia tego przedmiotu. Z pewnością jednak słuszne było mniemanie, że nie stworzyli go ludzie. Stanowczo wyglądał na jakąś obcą technologię.

– Zbadaliśmy go pod wieloma aspektami – odezwał się doktor Banner, dołączając do dwóch mężczyzn. – Wykazuje lekkie promieniowanie, jednak dalekie od tego, które wydobywało się z Tesseractu. Próba przeskanowania go wykazała, że jest ciałem jednorodnym, znaczy, całą tę kulę wypełnia ta sama substancja. Próbowaliśmy pobrać próbkę, ale ta rozpadła się w chwili, kiedy wyciągnęliśmy wziernik poza obręb sfery. Podgrzewaliśmy ją i schładzaliśmy, ale wydaje się być odporna nawet na skrajne temperatury. Jedyną większą reakcję zaobserwowaliśmy, przepuszczając przez kulę impulsy elektryczne. Wtedy te ruchy wewnątrz wyraźnie się nasilały. Jednak wydaje się, że ich szybkość nie jest skorelowana z natężeniem prądu…

Thor słuchał tych, jak i dalszych wyjaśnień doktora, coraz jaśniej zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie nie będzie w stanie im pomóc. Cokolwiek to było, musieli szukać wiedzy gdzie indziej.

– Przykro mi, przyjaciele – odparł, gdy zakończył się potok słów w wykonaniu Bruce'a. – Obawiam się, że wiecie na temat tej sfery dużo więcej niż ja. Niestety nigdy nie widziałem niczego podobnego, ani w Asgardzie, ani na żadnej mojej wyprawie.

Wyraz rozczarowania na ich twarzach nie poprawił mu samopoczucia. Naprawdę chciałby im jakoś pomóc, zwłaszcza, że ten przedmiot wyglądał jednak dość niepokojąco. Trudno przewidzieć do czego mógł służyć i jakie moce mogą zostać z niego uwolnione.

– Mogę poszukać jakichś informacji w asgardzkiej bibliotece, może tam uda mi się coś znaleźć – zaproponował, choć doskonale wiedział, że miną wielki, nim w odmętach tysięcy tomów znajdzie potrzebną mu wiedzę. Niestety nie był Lokim, który znał jej zawartość na pamięć.

Naraz przez umysł przeszła mu niepokojąco kusząca myśl.

– Albo? – zapytał Tony, patrząc na niego wymownie.

– Albo co?

Konstruktor wzruszył ramionami.

– Miałeś taką minę, jakbyś właśnie doznał olśnienia.

Thor westchnął ciężko. Tylko raz ośmielił się skorzystać z mocy szkatułki i było to ponad dwa lata temu. Sam Loki, gdziekolwiek był, najwyraźniej też nie czuł takiej potrzeby, bo nigdy nie dostał od niego żadnej więcej informacji ponad to jedno zdanie, które musiało wystarczyć za całą odpowiedź. Wobec tego Thor również zarzucił pomysł wysyłania czegoś więcej. Doszedł do wniosku, że jego brat potrzebuje czasu, by wszystko sobie poukładać i pozwolić nieco ucichnąć negatywnym emocjom. Thor wierzył, że przyjdzie dzień, kiedy to Loki postanowi się z nim skontaktować, gdy gniew ostygnie, a nienawiść zblednie. Do tego trzeba było jednak czasu i Gromowładny postanowił dać go swemu bratu. Nie zamierzał się więcej narzucać. W przeszłości nigdy nie przejmował się takimi drobiazgami i miało to opłakane skutki. Nie chciał drugi raz powtórzyć tego błędu. Loki odszedł, by uwolnić się od nadmiaru obecności Thora w swoim życiu i chociaż tyle mógł mu zagwarantować.

Czy zapytanie się o ten tajemniczy przedmiot będzie złamaniem przyrzeczenia? Przecież nie zamierzał go do niczego przekonywać, nie planował nawet pytać gdzie jest, ani co robi. Potrzebował tylko informacji, a doskonale wiedział, że Loki zawsze lubił imponować wiedzą na każdy temat.

– Potrzebowałbym kawałek papieru i zdjęcie tej kuli – powiedział, gdy podjął ostateczną decyzję.

Tony spojrzał na niego nieco zaskoczony, ale po chwili na stole obok położył jakiś notes wraz z długopisem, a niedługo później doktor Banner wydrukował fotografię przedstawiającą sferę.

– Co zamierzasz z tym zrobić?

– Sztuczkę – rzucił Gromowładny, uśmiechając się przebiegle. A widząc ich skonsternowane miny, zaczął lepiej rozumieć, czemu Lokiego zawsze niezmiernie bawiły podobne sytuacje.

Z kieszeni przy pasie wyjął szkatułkę i położył ją na stole. Towarzyszący mu mężczyźni patrzyli na to z niekrytym zainteresowaniem. Wyrwał jedną kartę z notesu i zapisał na niej pytanie o przedmiot ze zdjęcia, po czym złożył ją i razem z fotografią umieścił w szkatułce. A potem delikatnie zamknął wieczko.

– I jak to ma pomóc? – zapytał doktor.

Thor poczuł się jak tani iluzjonista, kiedy po chwili otworzył na powrót szkatułkę i pokazał zebranym, że jest pusta.

– Chyba nie wyciągniesz stamtąd królika – zaśmiał się Tony. – Musiałaby to być prawdziwa miniaturka.

Thor uśmiechnął się szerzej.

– Liczę na coś innego.

– Czym jest to pudełeczko? – zapytał Bruce.

Chyba nie do końca chciał odpowiadać na to pytanie. Wiedział, że jego przyjaciele nie ucieszą się, kiedy odkryją, że szuka informacji u Lokiego. Z oczywistych względów będą do tego negatywnie nastawieni.

– To prezent, który kiedyś dostałem. Musimy poczekać, a może zyskamy jakieś odpowiedzi – odparł nieco wymijająco.


Ponieważ nie wiedzieli ile przyjdzie im czekać na odpowiedź, komisyjnie uznali, że warto przenieść się na wyższy poziom wieżowca i zjeść pizzę. Stąd też teraz siedzieli we czwórkę wraz z Pepper w salonie i delektowali się niezwykle pachnącą, bardzo kaloryczną pizzą cztery sery, zapijając to pokaźną ilość Coli. Rozmawiali na różne luźne tematy, próbowali spekulować na właściwościami sfery, oplotkowali nieobecnych teraz członów zespołu. Tony nie odpuścił nikomu, nawet Fury musiał znaleźć się na jego kpiarskiej liście.

– Ciesz się, że nie ma tutaj Natashy albo Clinta, w przeciwnym razie wszystko, co mówisz trafiłoby bezpośrednio do dyrektora. – Pogroziła mu palcem Pepper.

– Przecież wiesz, że jedyne co może mi zrobić, to obrzucić swoim krytycznym, jednookim spojrzeniem. Pamiętaj, że w dużej mierze sfinansowałem mu naprawę Helicarriera. Nie mówiąc już, że jestem członkiem jego elitarnego zespołu.

– Najbardziej konfliktowym i niesubordynowanym członkiem – zaśmiał się Thor.

Tony pociągnął łyk szkockiej i przytaknął gestem głowy.

– Oczywiście, muszę dbać o reputację. Nie zamierzam być chłopcem na posyłki, tak jak Steve.

– A gdzie on w ogóle jest?

– A bo ja wiem, jakaś misja gdzieś w Ruandzie, Ugandzie czy innym równie niehigienicznym miejscu.

– Cały Steve, nigdy nie odmówi pomocy – skwitowała Pepper.

– Ponoć, ktoś uprowadził tam jakiś lekarzy i teraz cała prowincja została pozbawiona opieki medycznej – dorzucił od siebie doktor Banner, który w kącie sofy popijał ziołową herbatę.

– W takim razie to idealne zadanie…

Naraz ciche kliknięcie przerwało wypowiedź Tony'ego i wszystkie oczy zwróciły się na szkatułkę stojącą po środku stołu. Jej wieczko lekko odskoczyło.

Thor nachylił się i wyciągnął mały zwitek papieru. Ponownie Loki uraczył go tylko jednym zdaniem.

Potrzebuję więcej informacji."

Cała trójka spojrzała na Asgardczyka, który nieznacznie wzruszył ramionami.

– To dość kłopotliwe, biorąc pod uwagę pojemność tego pudełeczka – stwierdził doktor.

– I jakoś nie mam ochoty tych gigabajtów danych przepisywać do zeszytu – dorzucił od siebie Tony.

Wszyscy zamyślili się na dłuższą chwilę.

– A nie można tam po prostu włożyć pendrive'a? – zapytała Pepper.

Konstruktor zakrztusił się pociągniętym właśnie łykiem drinka.

– Jakoś mam wrażenie, że to magiczne pudełko może nie być kompatybilne z naszą technologią.

– A ja myślę, że to wcale nie jest taki głupi pomysł – odparł Thor. – Rozumiem, że macie na myśli te wasze małe urządzenia, na których przechowujecie informacje. Jeśli tak, to może taka forma wystarczy.

– No jeśli twierdzisz, że twoja tajemnicza wyrocznia ma możliwość podpięcia czegoś pod USB, to ja nie widzę przeszkód. Jarvis, przegraj dane projektu „grejpfrut" na przenośny dysk.

– Już rozpocząłem przenoszenie danych, sir.

Co prawda Thor szczerze wątpił, by Loki posiadał urządzenie pozwalające na odczytanie tych danych z dysku, ale znając jego zdolności, z pewnością znajdzie jakiś sposób na pobranie informacji. Był w stanie odczytać starożytne, elfickie runy, to i z midgardzką technologią da sobie radę.

Parę minut później, mały, czarny pendrive zniknął w czeluściach szkatułki.


Dwa dni później urządzonko pojawiło się na powrót w pudełku. Tony chwycił zachłannie pendrive i nie kryjąc ekscytacji, podłączył go do konsoli Jarvisa. Ciche gwizdnięcie było pierwszym objawem uznania.

Doktor Banner również wszedł do laboratorium i wtedy Tony rozrzucił otrzymane informacje na holograficznej ścianie przed nimi. Thor nie miał zbyt wielkiego pojęcia, na co właśnie patrzy. Było tam sporo wykresów, schematów, a także jakieś wyliczenia. Czując, że nie ma sensu pytać zafascynowanych naukowców na temat tego, co otrzymali, powoli wycofał się z laboratorium i windą pojechał na wyższe poziomy. Tam, zakopana po kolana w papierach, siedziała Pepper i w skupieniu analizowała jakieś dokumenty. Nie chcąc jej również kłopotać, po cichu udał się na taras, gdzie oparł się o barierkę i popijał midgardzkie piwo.

Cały czas miał wątpliwości czy postępuje słusznie, czy rzeczywiście zrobił dobrze, angażując Lokiego w ich sprawę. Z drugiej jednak strony wiedział, że gdyby ten nie życzył sobie żadnego kontaktu, zwyczajnie mógłby to zignorować. Poza tym gdzieś w głębi miał odrobinę nadziei, że może, tylko może, uda mu się w ten sposób poznać choć trochę losy brata w ostatnich dwóch latach. Nie chciał się dopytywać, narzucać w sposób, który mógłby Lokiego co najwyżej zirytować, ale zżerała go ciekawość. Świadomość, że jego brat gdzieś tam jest, ale zupełnie nie wiadomo, co się z nim dzieje, była naprawdę frustrująca. W chwilach takich jak ta, kiedy Thor miał moment, by spokojnie wszystko przemyśleć, często zastanawiał się, gdzie los zawiódł jego brata. Nie miał doniesień, by ktokolwiek spotkał Lokiego w tych królestwach, z którymi Asgard utrzymywał kontakty. Heimdall również nie potrafił odnaleźć go swoim wszystkowidzącym wzrokiem. To jednak nie było nic niezwykłego, Loki już przed wiekami nauczył się unikać spojrzenia strażnika Bifrostu. Thor nawet nie potrafił sobie wyobrazić miejsc, które mogły stać się domem dla jego brata.


Późnym wieczorem, kiedy Thor siedział w salonie i bez większego entuzjazmu oglądał jakiś program w telewizji, z odmętów laboratorium wyłonił się Tony. Bez słowa wstępu podał Gromowładnemu pendrive z danymi.

– Potrzebujemy jeszcze kilka odpowiedzi – rzucił, podchodząc do barku, by utopić zmęczenie w szklance alkoholu. – Jakbyś mógł użyć swojego magicznego pudełka i wysłać to jeszcze raz Lokiemu.

Thor aż się wzdrygnął na te słowa i z trudnym do ukrycia zdumieniem spojrzał na konstruktora.

– Nie wyglądasz na takiego, co zna zbyt wielu ekspertów od pozaziemskich technologii – odparł ten. – To Loki, prawda? To z nim się kontaktujesz.

Wiedząc, że dalsze zaprzeczanie nie ma sensu, Thor jedynie pokiwał nieznacznie głową.

– Gdzie on teraz jest? Siedzi w kiciu?

Asgardczyk westchnął nieznaczenie, czuł, że to im się nie spodoba. Jak na złość, właśnie w tej chwili do salonu wszedł doktor Banner w towarzystwie Pepper.

– Jak zwykle miałem rację – rzucił, zadowolony z siebie konstruktor.

Najwyraźniej Bruce podzielał jego domysły, bo tylko pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Nie wiem, gdzie obecnie przebywa – odpowiedział Thor na wcześniejsze pytanie, a widząc ich zdumione spojrzenia, szybko dodał. – Został wygnany z Asgardu, ma też zakaz pojawiania się tutaj.

– Mam rozumieć, że po tym jak rozwalił pół Nowego Yorku, puściliście go wolno, byle nie bruździł w waszym ogródku? – rzucił Tony.

– Niezbyt to dotkliwa kara – dodał od siebie doktor.

– Wiem, że według waszych standardów Loki dopuścił się strasznej zbrodni. Musicie jednak zrozumieć, że Asgard rządzi się trochę innymi prawami. Kilka lat temu sam przypuściłem atak na Jotunheim, gdzie spowodowałem nie dużo mniejsze zniszczenia. Wtedy ojciec odebrał mi moc i zesłał na Ziemię. Z punktu widzenia Asgardczyków, działania Lokiego niewiele się od tego różniły. A w sumie jego kara jest dużo surowsza, mnie ojciec zostawił furtkę, dzięki której mogłem wrócić do domu. Loki został wypędzony na zawsze.

Coś w głosie Thora sprawiło, że Tony powstrzymał się od kąśliwej uwagi. Zamiast tego spojrzał krytycznie na pendrive'a.

– Czy w takim razie możemy mieć pewność, że Loki swoim wskazówkami nie pomoże nam zbudować tutaj intergalaktycznej bomby?

Thor pokręcił głową.

– Mój brat zawsze lubił imponować wiedzą, więc szczerze wątpię, by zniżył się do przekazywania wam nieprawidłowych informacji. Jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że się pomylił, a tego nie zniosłaby jego duma.

– Bardzo jesteś do tego przekonany.

– W końcu znam go trochę czasu – odparł Asgardczyk, uśmiechając się nieco przekornie.

Ostatecznie więc po krótkiej naradzie, doktor i konstruktor zgodzili się jeszcze raz skorzystać z wiedzy trickstera, choć obaj zgodnie stwierdzili, że teraz każdą informację będą weryfikować w dwójnasób.


Tym razem oczekiwanie było nieco krótsze, bo już następnego dnia rano, tuż po przebudzeniu, Thor zauważył, że wieczko szkatułki jest uchylone. W środku jednak nie było żadnego nośnika danych, zamiast tego niewielka, bladoniebieska kulka, o konsystencji kauczuku i mała karteczka z napisem „ściśnij". Nie wiedząc jak z tym postąpić, Thor udał się do salonu, gdzie po pewnym czasie pojawili się pozostali.

– Wygląda dość podejrzanie – stwierdził Tony, oglądając piłeczkę. – Jarvis, zrobiłeś skan?

– To elastomer zbudowany z alifatycznych łańcuchów polimerowych, sir.

– Chcesz powiedzieć, że to zwykły kawałek gumy?

– Dokładnie tak, sir.

– Myślę, że tworzywo nie ma tutaj znaczenia – wtrącił Thor. – Ta kulka jest nasączona magią.

Niczym tknięty złym przeczuciem, konstruktor odłożył ją szybko na stół i wytarł rękę o spodnie. Choć dała o sobie znać jego niechęć do magii, to jednak ciekawość wzięła górę i spojrzał wyczekująco na Gromowładnego.

Thor rozejrzał się po zebranych, a widząc, że doktor i Pepper kiwają głowami, ostatecznie chwycił kulkę i ścisnął ją dość mocno. Niemal natychmiast zaczęła emanować niebieskim blaskiem, a kiedy odłożył ją na stół, do góry wydobyły się promienie, które po chwili utworzyły coś, co mogło uchodzić za bardzo nieregularny, holograficzny ekran. Po niespełna minucie wizja zyskała kolory i ostrość, dzięki czemu zobaczyli tam scenerię jakiegoś pomieszczenia. W zasięgu obrazu nie było zbyt wiele rzeczy, kawałek kolorowej ściany, jakaś fikuśna lampka, krzesło i dużo książek. Bardzo dużo książek, które zajmowały nie tylko cały regał z pólkami, ale piętrzyły się także w dużych stosach ułożonych pod ścianą. Thor poczuł jak coś ścisnęło go za gardło na ten widok. Doskonale pamiętał, jak wielokrotnie kpił z Lokiego, mówiąc, że ten ze swoich komnat robi konkurencie dla wielkiej biblioteki Asgardu. Najwyraźniej niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.

– Zobacz, projektor się aktywował! – Niespodziewanie usłyszeli kobiecy głos, a po chwili w zasięgu wizji pojawiła się dziwna istotka. Miała różową skórę, równie różowe, niemal czerwone włosy i takież same oczy, a jej twarz ozdabiał radosny, wydawać by się mogło niemal dziecięcy, uśmiech, choć z kształtów w żadnej mierze nie przypominała dziecka, mimo że była dość drobna.

– Nie przypuszczałam, że to tak sprawnie zadziała – mówiła do kogoś, poza zasięgiem obrazu, po czym niespodziewanie zwróciła się bezpośrednio do nich. – Widać i słychać mnie dobrze?

Konsternacja trwała dłuższy moment i pierwszy z odrętwienia wyrwał się Tony.

– Głośno i wyraźnie, kimkolwiek jesteś.

Nim w pełni wybrzmiały słowa konstruktora, w zasięgu ich wzroku pojawiła się druga, wysoka i szczupła postać. W pierwszej chwili Thor z trudem go poznał. Loki miał dużo dłuższe włosy, związane z tyłu, ubrany zaś był w białą, luźną koszulę i ciemne spodnie, co było tak zupełnie odmienne od jego zwyczajowego ubioru. Zresztą towarzysząca mu kobieta również miała na sobie tylko cienką bluzkę na ramiączkach i szorty, co sugerowało, że gdziekolwiek są, musiało być tam gorąco.

Jednak przede wszystkim zmienił się jego wyraz twarzy. Wydawał się być taki… spokojny, wręcz nieco rozbawiony, ale w taki sposób zupełnie pozbawiony wcześniejszego szaleństwa. Thor nie pamiętał, kiedy ostatni raz widział go takim.

– Czyli dobrze mi się wydawało, że musisz przesiadywać ze swoimi midgardzkimi przyjaciółmi – odezwał się Loki, spoglądając w stronę Thora. – Aczkolwiek spodziewałem się raczej tej kobiety z Nowego Meksyku.

– Nie, Jane nie ma z nami – odparł ten, czując coraz silniejszą ekscytację.

Ile raz zastanawiał się czy jego brat jest bezpieczny, czy zwyczajnie ma się dobrze, a teraz widział go w towarzystwie jakieś wesołej, niezwykle uroczej z wyglądu kobiety, w miejscu, które najwyraźniej było jego domem. Kamień spadł mu z serca.

– Ty jesteś Thor, brat Lokiego, prawda? – zapytała z entuzjazmem dziewczyna. – Wiele mi o tobie opowiadał. Ja jestem Miriady, niezwykle miło mi wreszcie was poznać.

Gromowładny skinął głową na przywitanie i uśmiechnął się nieznacznie.

– Dokładnie tak, a to są moi przyjaciele Lady Virginia, Tony Stark i Bruce Banner – odparł, czując się w obowiązku przedstawić zebranych.

Kobieta obdarzyła ich promiennym uśmiechem.

– O was również słyszałam, wy jesteście Avengers. Wasza sława w walce z Chitauri dotarła aż tutaj.

– A gdzie jest to „tutaj"? – zapytał Tony, wyraźnie miło połechtany ostatnią uwagą.

– Sakaar – odparł Loki, a widząc ich zdumione spojrzenia, dodał. – To miejsce o którego istnieniu Asgardczycy nie mają pojęcia. Daleko poza gałęziami Yggadrasilu. Ale mniejsza o to, nie przedłużajmy tej transmisji więcej niż to konieczne. To, o co pytaliście, łatwiej będzie opowiedzieć niż opisać, zresztą nie mam czasu pisać na ten temat elaboratu.

Thor już miał na końcu języka pytanie, czym jest tak zajęty na drugim końcu galaktyki, ale ostatecznie powstrzymał się. Wiedząc, że nie rozstali się w zbyt pokojowych okolicznościach, nie chciał teraz, jednym nierozważnie rzuconym zdaniem, zniszczyć tego kruchego rozejmu, który między nimi zapanował. Loki był cały i zdrowy, a do tego nawet skłonny pomóc Avengersom w kwestii tajemniczego przedmiotu. Na razie to musiało wystarczyć.


Po chwili dyskusja przeniosła się na poziom laboratoryjny. Thor usiadł nieco z boku i przyglądał się coraz bardziej zażartej dyskusji, jaka wywiązała się między naukowcami, a Lokim. Ścierali między sobą jakieś teorie, używali nazw, których znaczenia Gromowładny nigdy by chyba nie odgadł, zmieniali jakieś ustawienia. Jedyne co w miarę był w stanie zrozumieć z całej dyskusji, to fakt, że badana sfera, była jakimś rodzajem przekaźnika, czy komunikatora, dzięki któremu można było próbować połączyć ją z innymi podobnymi urządzeniami, jeśli te gdziekolwiek działały. Jako że dla Starka perspektywa nawiązania łączności z jakąś inną cywilizacją była niezwykle kusząca, wkładał sporo wysiłku, by kula zaczęła spełniać powierzoną jej funkcję.

Thor nie wtrącał się do rozmowy, wiedząc że przy jego braku wiedzy, nie wniósłby nic konstruktywnego. Zamiast tego spoglądał na wyświetlany przez niebieską kulkę obraz. Miał wiele pytań, był bardzo ciekawy, jakie rzeczy widział jego brat w czasie swojej wędrówki, zapewne złożyłoby się to na niezwykłą opowieść. Jednak widząc skupione spojrzenie Lokiego, wiedział, że nie jest to odpowiedni moment. Liczył, że później będzie miał ku temu okazję, choć z drugiej strony obawiał się, że transmisja skończy się w chwili, gdy tylko zakończą prace związane ze sferą. Cóż, jeśli Loki nie będzie chciał z nim rozmawiać, to tak jak sobie wcześniej obiecywał, zaakceptuje to. Po tylu latach, wreszcie chyba dotarło do niego, że nie można nikogo uszczęśliwiać na siłę. A z przykrością stwierdził, że w tym przez wieki był ekspertem.


– Kiedy ustawicie na odpowiednią częstotliwość, pozostanie wam tylko czekać – skonkludował po ponad godzinie Loki. – Jeśli dobrze wyliczycie amplitudę i oczywiście będzie komu odebrać sygnał, to w końcu powinno teraz wszystko zadziałać.

– Jakieś pomysły, kto może być po drugiej stronie? – zapytał Bruce.

Loki wzruszył ramionami.

– Osobiście nigdy nie widziałem żadnej z tych kul, więc nie liczyłbym na zbyt wiele. To bardzo stare artefakty i jest duża szansa, że pozostałe uległy zniszczeniu. Poza tym, nie mogę zagwarantować, że nawet jeśli odbierzecie sygnał, to druga strona będzie przyjaźnie nastawiona. Ostatecznie te sfery mogą być wszędzie.

– Poczekamy, zobaczymy – stwierdził Tony, wycierając ręce w jakąś szmatę, bo miał je ubrudzone smarem, po instalacji elementu systemu chłodzenia. – Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem, ale dzięki za pomoc.

Loki uśmiechnął się nieco podstępnie.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odparł z sarkazmem, od którego śmiertelnikom przeszły ciarki po plecach.

– Oj, przestałbyś już ich podjudzać – odezwała się Miriady, która gdzieś zniknęła jakieś pół godziny temu. – Przyniosłam lody – dodała, stawiając przed Lokim niewielki pojemniczek. – Skończyliście już?

– Najwyraźniej.

– Idealnie, Arcymistrz chce, byśmy mu towarzyszyli w czasie pokazu.

Mówiąc to, bezpardonowo podeszła bliżej i usiadła Lokiemu na kolanach. Jeśli wcześniej Thor mógł mieć jakiekolwiek wątpliwości co do charakteru ich znajomości, to ten gest musiał usunąć je wszystkie.

– Jak widzicie, obowiązki mnie wzywają. Więc jeśli nie ma więcej pytań odnośnie kuli, to ja się żegnam.

Loki odczekał jeszcze kilka sekund, ale ponieważ nikt się nie odezwał, wyciągnął rękę w stronę swojego projektora i po chwili obraz zniknął.


Thor leżał na łóżku, a w ręku trzymał niewielką błękitną piłeczkę. Kolejny mały przejaw magicznego geniuszu jego brata. Nawet będąc na drugim końcu wszechświata, nadal potrafił zaskoczyć wszystkich. Jego magia nigdy nie była z tych spektakularnych, zawsze skupiała się głównie na efektywności działań. Może dlatego, że nie miał w zwyczaju tworzyć iluzji olbrzymich bestii, przerażających smoków czy nieokiełznanych zjawisk pogodowych, w Asgardzie niewielu doceniało jego zdolności. Pod tym względem był podobny do matki, ona również nigdy nie afiszowała się ze swoimi umiejętnościami, choć zarówno Odyn, jak i jej synowie doskonale wiedzieli, że te są ogromne.

Niestety Loki nigdy nie miał cech duszy towarzystwa, nie potrafił sobie jednać ludzi, tak jak Thor, któremu zawsze przychodziło to z naturalną łatwością. Przez to z czasem coraz bardziej odsuwał się od wszystkich. Niedoceniony mimo posiadanych talentów, zaczął mieć w pogardzie ludzi naokoło. Ileż to raz Thor słyszał z jego ust wyrzut, że biesiady są prymitywną rozrywką imbecyli, a ciągłe ćwiczenia, powodują, że mózg ustępuje miejsca mięśniom. To również nie mogło mu zaskarbić niczyjej przychylności. Oczywiście pozycja syna władcy i drugiego księcia chroniła go przez bezpośrednimi atakami, ale on i tak doskonale wiedział, co mówią za jego plecami.

Tylko Thor nigdy nie zwracał na to uwagi, zawsze wydawało mu się, że to jedynie głupie docinki i że Loki nic sobie z nich nie robi, wszak zawsze stwarzał takie pozory. Wydawał się mieć za nic większość Asgardczyków i ich podszepty, zbyt dumny by brać je sobie do serca. A jednak chyba była to tylko doskonała gra. Ile lat, ile stuleci Loki musiał dusić w sobie potrzebę akceptacji? Jak długo to trwało, nim zdał sobie sprawę, że nigdy jej nie zyska, że jedyna dostępna dla niego ścieżka prowadzi po trupach?

Thor westchnął ciężko i usiadł na łóżku. Chciałby móc mu powiedzieć, że teraz już rozumie, a przynajmniej stara się nie być tak ślepym na otaczającą go rzeczywistość. Loki zapewne kpiłby z niego, ale to właśnie Midgard nauczył go tej subtelnej cechy – empatii. Coś co w Asgardzie było uznawane za nic nieznaczącą cechę słabych, tutaj było postawione na piedestale. Ludzie tacy jak Steve czy Bruce, którzy zawsze gotowi byli ruszyć na pomoc potrzebującym, tutaj przedstawiani byli jako przykład dla pozostałych. A przede wszystkim ludzie starali się zrozumieć innych, ich motywy i potrzeby. Tutaj nic nie było czarno-białe, mieszkańcy Midgardu oscylowali między różnymi odcieniami szarości. Potrafili być w jednej chwili podli, by moment później postąpić szlachetnie. Tu nic nie było proste. I im dłużej Thor przebywał w tym otoczeniu, tym bardziej zauważał, że w jego życiu również tak było, ale on miał zbyt prostolinijny sposób myślenia, by to dostrzec.

Ale teraz było już trochę późno na podobną refleksję. Nie zamierzał nękać brata podobnymi przemyśleniami, to niczego by nie zmieniło. Zresztą kiedy widział jak spokojnie, bez wcześniejszego gniewu i goryczy, rozmawiał ze Starkiem i Bannerem, zrozumiał, że gdziekolwiek to Sakaar się znajduje, to Loki jest tam najwyraźniej szczęśliwy. Odszedł, zostawił dom i rodzinę za sobą, uwolnił się od piętna ciążącej na nim przeszłości. I w tym nowym życiu Thor nie był mu już do niczego potrzebny.

Ta myśl dziwnie go zabolała. W przeszłości lubił myśleć, że łącząca ich więź jest nierozerwalna. Tymczasem los dał mu jasno do zrozumienia, że jest zupełnie inaczej. Wbrew wszystkiemu Loki doskonale radził sobie bez niego.

Powinien więc pogodzić się z tym i zapomnieć. Dać bratu żyć swoim życiem i nie dręczyć wspomnieniami przeszłości. Ale nie tak łatwo wyprzeć z pamięci kogoś, z kim spędziło się ponad tysiąc lat. Może Loki to potrafił, może jego żal i gniew były wystarczające, by zagłuszyć wszelkie sentymenty. Jednak Thor tak nie umiał. Chciałby znów móc normalnie rozmawiać z bratem, cieszyć się wspólnymi rozrywkami, kłócić się o najmniejsze drobiazgi. Czasami brakowało mu nawet typowych dla Lokiego złośliwych docinek, wyśmiewania każdego, choćby najdrobniejszego potknięcia. Asgard wydawał mu się pusty, chcąc nie chcą, było tam zbyt wiele rzeczy i miejsc, które przypominały o przeszłości. Dlatego tak chętnie wracał na Ziemię, nawet jeśli nie było ku temu wyraźnego powodu.

A teraz, patrząc na tę małą niebieską kulkę, walczył z nieprzepartą ochotą ponownego jej ściśnięcia i porozmawiania z bratem. Przez ostatnie dwa lata tyle się wydarzyło, tak wiele rzeczy chciałby mu opowiedzieć. Ale nie robił tego. Za bardzo obawiał się, że to jedynie zirytuje Lokiego. Że w ten sposób znowu wlezie z buciorami w jego życie. Życie w którym nie było dla niego miejsca.

Ostatecznie więc dość niechętnie odłożył kulkę. Obiecywał sobie, że zaakceptuje decyzję Lokiego. Tak wszak pisał w liście do niego. Jednak mimo że upłynęły ponad dwa lata, on wciąż nie potrafił tego uczynić.

– Niech to szlag – warknął z irytacją, po czym wstał z łóżka i nie myśląc zbyt wiele, poszedł do niewielkiego stolika w kącie pokoju.

Wyrwał kartkę z leżącego tam notesu, napisał jedno zdanie i nim mógłby się rozmyślić, wrzucił ją do stojącej na szafce przy łóżku, szkatułki. A potem westchnął i usiadł ciężko na materacu. Wóz albo przewóz.

Na karteczce która zniknęła w pudełku, widniało pytanie: „Czy chcesz porozmawiać?"

Koniec części drugiej.

Całość posiada zaledwie pięć rozdziałów, ale ostrzegam, że w odróżnieniu od dwóch pierwszych, trzy kolejne są bardzo, naprawdę nieproporcjonalnie długie.

Jeszcze na koniec dwie informacje. Stworzona przeze mnie OC Miriady z wyglądu była wzorowana nieco na Catrinie, niewolnicy Kolekcjonera, natomiast jeśli chodzi o samo Sakaar, to oczywiście jest to kolejne nawiązanie do Ragnaroka, choć jak przekonacie się w następnym rozdziale, popuściłam nieco wodzy fantazji i jest ono dość odmienne od jego filmowego odpowiednika.