Witajcie, moi drodzy.

Dziś wybierzemy się w bardzo daleką podróż. Ostrzegam, że ten rozdział, to jedna wielka scenka rodzajowa, ale po prostu nie mogłam powstrzymać własnej grafomanii. Mimo to życzę wam miłej lektury.


Rozdział 3: Autostopem przez galaktykę

Thora zbudziło kliknięcie szkatułki. Był środek nocy, więc musiało go zmorzyć niecierpliwe oczekiwanie i zapadł w krótką drzemkę. Cichy dźwięk jednak natychmiast go rozbudził. Sięgnął do środka i naraz jego twarz ozdobił uśmiech. Słówko „Tak" było wszystkim, co potrzebował, by natychmiast chwycić niebieską kulkę, ścisnąć ją i położyć na łóżku przed sobą. Po chwili zmaterializował się obraz. Najwyraźniej tam również w tej chwili była noc, bo pomieszczenie oświetlone zostało przez lampy. Loki siedział po środku ekranu, oczekując na ustabilizowanie się połączenia.

Thor nie zdołał powstrzymać rozbawienia, kiedy zobaczył, że jego brat ubrany jest w jakąś dziwaczną, kolorową szatę.

– Na brodę Odyna, co ty masz na sobie? – powiedział, zanim w sumie pomyślał, że to kiepski początek rozmowy.

Na szczęście Loki tylko prychnął nieznacznie i uśmiechnął się przekąsem.

– Nie pytaj. Zresztą uwierz, mój strój to jedna z najmniej dziwnych rzeczy tutaj.

Mimo tych słów, po chwili rozpiął barwny kubrak i został we wcześniejszej białej koszuli. Dziwnie było go widzieć bez charakterystycznych zielonych elementów ubioru.

– Dobrze wyglądasz – rzucił Thor, nie wiedząc jak zacząć tę rozmowę. Wcześniej chciał tak wiele powiedzieć, ale teraz, siedząc twarzą w twarz z bratem, złapał się na tym, że nie wie jak przełamać pierwsze lody. Mimo stuleci spędzonych razem, teraz Loki wydawał się odległy, niemal obcy.

Ten, słysząc jego słowa, uniósł lekko brwi.

– Naprawdę? Odezwałeś się po tylu latach, żeby skomentować mój strój i brak maniakalnego błysku w oku?

Thor przełknął głośno ślinę. Mógł się spodziewać, że ta rozmowa nie będzie łatwa.

– Wiesz, że nie to miałem na myśli.

– Wiem… – Niespodziewanie wyraz twarzy Lokiego dziwnie złagodniał.

Przez moment panowało między nimi milczenie, tak jakby dzieliło ich znacznie więcej niż tylko odległość między światami. Thor w pewnej chwili spuścił wzrok, a w jego umyśle zrodziła się wątpliwość czy próba odbudowania tego, co kiedyś ich łączyło jest jeszcze możliwa.

– Jak się miewa matka? – zapytał w końcu Loki, przełamując ciszę.

Thor ponownie spojrzał w ekran.

– Kiedy ostatni raz ją widziałem, cieszyła się dobrym zdrowiem. Na pewno bardzo się uraduje, gdy opowiem jej o tobie.

Loki skinął głową. Coś było w nim dziwnego, coś czego Thor nie widywał u niego zazwyczaj. To więcej niż zwykły spokój i opanowanie, on był… niepewny. Oczywiście za wszelką cenę próbował to ukryć, ale drobne gesty go zdradzały, chociażby to, jak trzymał splecione dłonie. Zbyt dużo życia spędzili razem, by Thor nie zauważył tego charakterystycznego objawu zdenerwowania.

I nagle spłynęło na niego olśnienie. Czyżby on w niemniejszym stopniu obawiał się tej rozmowy co Thor? W sumie nie byłoby to dziwne, biorąc pod uwagę, jak wyglądało ich ostatnie spotkanie.

Wiedziony tą myślą, Gromowładny uśmiechnął się szerzej.

– Naprawdę cieszę się, że cię widzę – powiedział, tym razem bez cienia wahania. – Wszyscy bardzo się martwiliśmy, czy nie wpakujesz się w nowe kłopoty. Tym bardziej dobrze jest widzieć, że znalazłeś sobie jakieś przyjemnie miejsce do życia.

– Jakoś trudno mi uwierzyć, by cały Asgard umierał z niepokoju o moją osobę – odparł Loki.

Thor zaśmiał się, dostrzegając tak znajomy, nieco złośliwy błysk w oku brata.

– Nie da się ukryć, że wielu odetchnęło z ulgą, kiedy opuściłeś Złote Królestwo. Nie powinieneś jednak wątpić, że ja czy nasi rodzice, martwiliśmy się o ciebie.

W pierwszej chwili Loki wydawał się chcieć powiedzieć coś kąśliwego, ale nagle zreflektował się.

– Pozdrów matkę ode mnie – odparł ostatecznie.

Thor skinął głową, a potem zmienił temat.

– Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, iż zaangażowałem cię w sprawę z tą kulą. Nie wiedziałem, gdzie szukać informacji.

– Nie jest to dla mnie problem. Jestem raczej zdumiony, że wytrzymałeś tak długo.

– Wielokrotnie kusiło mnie, by skorzystać ze szkatułki, ale miałem uzasadnioną wątpliwość, czy będziesz chciał ze mną rozmawiać. Sądziłem, że trochę czasu na uspokojenie nerwów i zebranie myśli dobrze zrobi nam obu.

Loki pokiwał nieznacznie głową, choć Thor nie mógł odeprzeć wrażenia, że tak naprawdę się z nim nie zgadza. Z pewnością nie w pełni.

– Naprawdę masz o mnie tak niskie mniemanie, że uważasz, iż nie jestem w stanie wytrwać we własnym postanowieniu przez dwa lata? Jestem trochę bardziej uparty niż to.

Niespodziewanie Loki uśmiechnął się cierpko i westchnął nieznacznie.

– Sześć. Dla mnie minęło sześć lat – odparł w końcu, a widząc zdumione spojrzenie brata, wyjaśnił. – Na Sakaar czas płynie szybciej, a przybyłem tutaj ponad pięć lat temu.

To była pierwsza rzeczywiście zdumiewająca informacja, a jednocześnie Thor zrozumiał skąd taka drastyczna zmiana w zachowaniu Lokiego. Po prostu on miał dużo więcej czasu na przemyślenie wszystkiego. A może było w tym coś więcej?

– Chyba nie masz do mnie żalu, że milczałem? Myślałem, że tego oczekujesz, że tak będzie najlepiej.

– Jak zwykle sądzisz, że cały wszechświat kręci się wokół ciebie. Uspokoję twoje rodzące się wyrzuty sumienia. Miałem wystarczająco zajęć, by nie mieć czasu zbyt często spoglądać za siebie.

Mimo wyraźnego przytyku, Thor i tak poczuł swoistą ulgę.

– To dobrze, chyba obaj musieliśmy się nieco uwolnić od przeszłości. Mimo to mam nadzieję, że nie karzesz mi czekać kolejnych dwóch lat, bym mógł z tobą porozmawiać? Byłoby to dość frustrujące.

Loki prychnął nieznaczne.

– Do niczego nie mogę cię zmusić, choć jeśli zaczniesz mi prawić kazania, to zadbam byś następnego dnia nie znalazł ani projektora, ani szkatułki.

– Spokojnie, daleki jestem od tego. Nie zamierzam do niczego więcej cię przekonywać, zresztą w obecnej sytuacji nie mam zbyt wielkiej siły przebicia – odparł Gromowładny, a potem uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Po prostu cieszę się, że cię widzę, bracie. Nasze pożegnanie nie było zbyt fortunne, ale mam wrażenie, iż to już jest za nami.

Niespodziewane Loki również się uśmiechnął, w tak niezwykły dla niego, łagodny sposób.

– Ja też się cieszę.


W chwilach takich jak ta, kiedy w środku nocy nie potrafił zasnąć, dopadały go przeróżne myśli. Pełen był wątpliwości, nie wiedział, czy postępuje słusznie, czy nie zemści się to na nim w bolesny sposób. W przeszłości wielokrotnie jego decyzje sprowadzały problemy, choć w ostatnich latach miał pod tym względem nieco lepszą statystykę. Wydawać by się mogło, iż jedną z tych najlepszych było opuszczenie Asgardu. Choć nie potrafił do końca wyzbyć się sentymentalnej tęsknoty za domem, wspomnienia beztroskich dziecięcych lat, to jednak nigdy wcześniej nie czuł się tak wolny. Mógł sam o sobie decydować, nikt nie osądzał jego wyborów, a przede wszystkim startował z białą kartą, bez męczącego balastu przeszłości. Tutaj na Sakaar nikogo nie obchodziło czy był Asgarczykiem czy Jotunem, ile istot zginęło z jego ręki i jak wiele czynów godnych potępienia dokonał. Póki przestrzegał nielicznych panujących tu zasad, reszta nie miała najmniejszego znaczenia.

Oczywiście Miriady wiedziała, ona jedna na całej planecie znała dokładnie jego przeszłości. Nawet gdyby próbował coś przed nią zataić, to ze swoim darem i tak w końcu by to odgadła. To też była niezwykła rzecz, musiał przemierzyć pół wszechświata, by znaleźć osobę, która nigdy nie posądzi go o kłamstwo, z tej prostej przyczyny, że ona doskonale wiedziała, kiedy kłamał. Wobec tego faktu, mijanie się z prawdą nie miało cienia sensu. W tym także było coś odświeżającego, nie musieć się więcej szarpać, nie musieć udawać kogoś, kim się nie jest. Oczywiście Loki był w tym mistrzem, w końcu przez większość życia, świadomie czy nie, udawał kogoś innego. Tymczasem tutaj, z dala od krytycznych oczu, wreszcie mógł być sobą.

I kiedy wydawało się, że jego życie nabrało nowego znaczenia, przeszłość niespodziewanie zapukała do drzwi. Przez pierwszy rok jego podróży wydawało mu się wręcz niemożliwe, by Thor wytrzymał w swoim postanowieniu milczenia. To było zupełnie nie w jego stylu, był zbyt emocjonalny, zbyt impulsywny, by wygrać z pokusą. Z czasem jednak, kiedy mijały kolejne lata, Loki zaczął brać pod uwagę, że może jednak źle go ocenił. Jednocześnie był przez to trochę rozdarty, z jednej strony, gdy gniew zelżał, odezwały się stare sentymenty, jakaś podskórna chęć, by zachować choć odrobinę rodzinnych więzów, choć namiastkę dawnej tożsamości. Z drugiej jednak z czasem coraz bardziej dochodził do wniosku, że dla wszystkich będzie lepiej, jeśli każdy pójdzie swoją drogą.

A gdy już całkowicie okrzepło w nimi przekonanie, że przeszłość zostawił za sobą, niespodziewana wiadomość wywróciła wszystko do góry nogami. Jeszcze liczył, że może wystarczy odpowiedzieć na ich pytania i wszystko wróci do stanu pierwotnego. Jednak kiedy zobaczył Thora, widział jak ten w milczeniu obserwuje całe ich działania, już wiedział, że nic nie będzie takie proste.

Zresztą nie byłby szczery sam ze sobą, gdyby twierdził, że w jakieś części go to nie ucieszyło. Mimo lat dobrze pamiętał jak wyglądało ich pożegnanie, jakie towarzyszyły temu emocje. Wtedy nie chciał przyznać, że czuł się dotknięty tym, iż nikt nie próbował go zatrzymać, żegnany jedynie przez żal matki, obojętność Odyna i gniew Thora. I teraz również obawiał się, ile z tej złości pozostało w jego bracie.

Tymczasem Thor okazał się niemal przyjazny, a z pewnością bardzo wycofany. W przeciwieństwie do swych dawnych zachowań, teraz przynajmniej starał się panować nad emocjami. Samo to, że najpierw zapytał Lokiego, czy chce z nim rozmawiać, już świadczyło o jakiejś zmianie w mentalności. Choć trudno przypuszczać, by jego brat stał się nagle wzorem dyplomacji i wstrzemięźliwości, to przynajmniej próbował pracować nad tymi cechami swego charakteru.

Zresztą teraz, gdy dzieliły ich nieprzebyte przestrzenie kosmosu, znacznie łatwiej było spojrzeć na to z dystansem. Przecież teraz Thor już w żaden sposób nie mógł wpłynąć na jego życie. Tutaj blask złotego dziecka Asgardu nie był tak oślepiający, a i zazdrość pętająca serce Lokiego również straciła na sile. Teraz miał inne priorytety i nie musiał bez przerwy porównywać się ze swoim wspaniałym, idealny bratem. Stąd też znacznie łatwiej było mu zgodzić się na rozmowę, a kiedy zobaczył przejętą minę Thora, coś ostatecznie w nim pękło. Mógłby, jak za starych czasów ukryć się za maską złośliwości, ale czuł, że to doprowadziłoby tylko do sytuacji wyjściowej. A przecież teraz, kiedy, tyle się zmieniło, naprawdę nie chciał na nowo odgrzewać konfliktu z bratem. Wręcz przeciwnie, wbrew wszystkiemu co myślał, gdzieś podświadomie miał nadzieję, że po tych latach będą znów mogli rozmawiać normalnie.

I tak też było, tak przy pierwszej rozmowie, jak i przy kilku następnych. Thor ze zwykłym sobie entuzjazmem opowiadał o wszystkich dziwnych rzeczach, jakie odkrył w Midgardzie, o wyprawach, które odbył w międzyczasie i różnych dziwnych przygodach, jakie go spotkały.

W zamian Loki odwdzięczał się historiami ze swej wędrówki, opowieściami o Sakaar i życiu jakie tu prowadził, a także o Miriady i jej niezwykłym talencie. Jednocześnie widział, że z każdą godziną twarz jego brata jest coraz spokojniejsza, coraz bardziej zrelaksowana, wcześniejsza niepewność zupełnie znikła, zastąpiona co najwyżej podekscytowaniem. A to przywodziło wspomnienia, tak wiele wspomnień, że aż trudno było ogarnąć je umysłem, niestety jednak nie wszystkie one były dobre.

– Znowu nie śpisz. – Usłyszał cichy głos obok siebie. To nie było pytanie, raczej stwierdzenie oczywistego faktu.

Rzeczywiście od czasu jego pierwszej rozmowy z Thorem nie sypiał najlepiej. Za dużo myśli, często zupełnie niechcianych, kłębiło się w jego głowie.

Z lekkim westchnieniem odwrócił się, by spojrzeć w wielkie, błyszczące czerwienią oczy jego towarzyszki.

– Nie powinieneś tyle o tym myśleć. Nic dobrego z tego nie wyniknie – dodała, uśmiechając się przy tym łagodnie.

– To nie takie proste. Mam zbyt wiele wątpliwości. Nigdy nie pragnąłem całkiem zerwać kontaktu z rodziną, ale niestety każda rozmowa z Thorem, niesie ze sobą bagaż wspomnień, które starałem się wyrzucić z pamięci.

– Na przykład jakich?

Loki prychnął nieznacznie.

– Całej nocy nie starczyłoby na wyliczenie ich wszystkich. Pamiętaj, że spędziliśmy razem ponad milenium.

Kobieta wsparła się na łokciu i spojrzała na niego badawczo. Doskonale wiedział, co robi. Miriady posiadała zdolność wyczuwania emocji tych, którzy znajdują się w jej otoczeniu. W sumie to nawet nie była umiejętność, lecz wrodzony dar, nad którym nie miała większej kontroli. Po prostu w każdej chwili wiedziała, co odczuwają inni. Z tego powodu nie potrafił jej okłamać, gdyż od razu wyczuwała w nim te specyficzne emocje, które towarzyszą oszustwu.

– Czy naprawdę uważasz, że wszystkie one są złe?

Loki zamyślił się na chwilę.

– Te nieprzyjemne zawsze biorą górę nad innymi. Chcąc nie chcąc, kiedy z nim rozmawiam, kiedy widzę jak cieszy się w ten swój typowy, prostoduszny sposób, od razu widzę setki sytuacji, gdy on był otoczony rozbawioną grupą przyjaciół, a ja pozostawałem z boku, zawsze w cieniu. Może nie czuję już do niego nienawiści, bardziej niż dawniej rozumiem, że nie działał on z premedytacją, ale po prostu tego nie dostrzegał, zbyt zapatrzony w czubek własnego nosa. Niemniej jest we mnie jakaś obawa, że jeśli zbytnio się do niego zbliżę, to znowu zostanę sprowadzony do roli tego drugiego, gorszego brata. Przez wszystkie lata życia w Asgardzie zbytnio mi to obrzydło, bym miał ochotę do tego wracać, nawet za cenę zerwania więzów.

– Czyli patrząc na niego, widzisz jedynie cień, który na ciebie rzucał, tak?

Loki odwrócił się na plecy i spojrzał w sufit. Nawet teraz grała na nim feria barw. W Sakaar tak naprawdę nigdy nie zapadała noc.

– Można tak powiedzieć – odparł po chwili namysłu.

– A próbowałeś zobaczyć coś więcej? Wiem, że nie jest łatwo odrzucić wszystko to co negatywne, ale chciałabym żebyś chociaż spróbował. Mówisz, że twoją przeszłość spowija cień, ten sam, który ostatecznie zawiódł cię do wielu nieszczęść, który sprowadził smutek i złość na ciebie i twoją rodzinę. Nie wierzę jednak, że jest on wszystkim, co pamiętasz na temat swojego brata. Zbyt wiele jest w tobie ciepłych uczuć do niego, by mogło to zostać zbudowane wyłącznie na negatywnych przeżyciach.

– Oczywiście, że są też i dobre wspomnienia – rzucił z lekką niechęcią.

Uśmiech na twarzy Miriady stał się bardziej promienny.

– Spróbuj więc spojrzeć poza cień. Odrzuć to co było złe, co niszczyło cię przez tyle lat i zastanów się, co było dobre. Do czego warto wracać, dla czego warto się starać i próbować.

Loki zamyślił się na chwilę.

– Spojrzeć poza cień – powtórzył cicho słowa kobiety.

Z początku trudno było mu przywrócić w pamięci jakieś wspomnienie, które choć w części nie byłoby podszyte gniewem. Wszystko co przychodziło mu do głowy, miało ten znajomy gorzki posmak. Samotne popołudnia w bibliotece, wspólne polowania i biesiady, na których jednak więcej czuł frustracji niż radości, godziny treningów, które przy Thorze stawały się pasmem utrapienia i upokorzenia. Im dłużej się nad tym zastanawiał, z tym większym przerażeniem zauważał, jak głęboko w przeszłość sięgał pętający go cień. Cofał się pamięcią do coraz odleglejszych wydarzeń i wciąż, stale towarzyszyły mu te same emocje. Zazdrość i odrzucenie. A może jednak tak było od początku, może tak naprawdę ten cień był zawsze?

Najwyraźniej Miriady wyczuła jego frustrację, bo nachyliła się i pocałowała go w policzek. Czując ten delikatny gest, uśmiechnął się smutno.

– Czy nie jest tak, że ten cień przysłania ci prawdę? – spytała, zanim jeszcze zwerbalizował swoją obawę. – Może przez niego nie jesteś w stanie dostrzec, że twoje życie wcale nie było tak złe, jak ci się teraz wydaje.

W ustach Miriady to brzmiało tak prosto. Trudno jednak przezwyciężyć coś, co krępowało cię przez stulecia.

– Co lubiłeś robić w Asgardzie? – zapytała kobieta.

Loki spojrzał na nią przelotnie.

– Chyba nie muszę ci tego mówić – odparł, wskazując na zawalony książkami narożnik pokoju. – Potrafiłem godzinami przesiadywać w bibliotece, tam przynajmniej miałem święty spokój.

– Czyli Thor nigdy tam nie przychodził?

– O wręcz przeciwnie, przeszkadzał mi przy każdej nadarzającej się okazji. Zawsze twierdził, że tylko tracę czas nad tymi papierami.

– Rozumiem, czyli zawsze przychodził, żeby ci przeszkadzać, naśmiewać się z twojej pasji, tak?

Zaczynał powoli rozumieć do czego zmierzała.

– Nie, czasami po prostu przychodził, jak nie miał nic innego do roboty. Kładł się na sofie i chciał, bym mu opowiadał, o czym właśnie czytałem.

Dopiero kiedy to powiedział, zdał sobie sprawę, że zupełnie o tym zapomniał, a przecież to nie były pojedyncze sytuacje. Zapewne zdarzało się to znacznie częściej, niż próby zakłócenia jego pracy. Czy właśnie o tym mówiła Miriady? Czy rzeczywiście był tak zaślepiony przez cień, że pamiętał tylko tę złą część historii, wypierając dobre wspomnienia?

Naraz coś ścisnęło go za gardło.

– Zawsze powtarzał, że przy mnie nauczył się więcej z historii dziewięciu królestw, niż podczas wszystkich lat nauki w dzieciństwie – dodał, a głos dziwnie mu drżał. – Wcale nie czułem irytacji, kiedy przychodził, nawet jeśli miało to przerwać moją pracę. Lubiłem opowiadać mu te historie, dzielić się swoją wiedzą. Co prawda nierzadko ostatecznie zasypiał w trakcie, ale mimo to, nigdy nie uważałem tego za stracony czas. Przerażające, że zupełnie o tym nie pamiętałem. Jak mogłem o tym zapomnieć?

Miriady niespodziewanie spoważniała i usiadła na łóżku.

– Tak to niestety działa. W swym gniewie i zazdrości, wyparłeś te wspomnienia, które nie wpisywały się w schemat. Nie można wszak nienawidzić kogoś, kogo się kocha. Cień sprawił, że podsycałeś swoją nienawiść i tylko ona się liczyła.

Loki przetarł twarz, czując narastający niepokój. Świadomość, że mógł tak wiele rzeczy wyprzeć z pamięci była frustrująca i przerażająca zarazem. Czy rzeczywiście musiał odbyć tak daleką podróż, tak bardzo się oddalić, by dostrzec to, co zakrywała ciemność?

Starał się odnaleźć w pamięci inne wydarzenia, które potwierdzałyby teorię Miriady. Jednak nie było to łatwe. Cień tak łatwo nie dawał za wygraną, a mroczne myśli miały dużą siłę przebicia.

Leżąc tak pośród barwnej nocy Sakaar, jego spojrzenie zatrzymało się na szkatułce, która stała na półce wśród książek. Kiedy je tworzył, tą i jej bliźniaczą siostrę, nie przypuszczał, że będzie z nich większy pożytek. Zostawił jedną Thorowi, choć nie miał większej nadziei, iż ten doceni taki gest. Przypuszczał, że w gniewie jego brat roztrzaska ją o najbliższą ścianę. Stało się jednak inaczej.

Loki wstał z łóżka, wziął pudełko do ręki i zamyślił się. Czy istotnie jest jeszcze gdzieś w nich szansa na bycie prawdziwymi braćmi. Bez gniewu, bez zawiści.

– Chciałbyś go zobaczyć, prawda?

Tak gwałtownie odwrócił się w stronę Miriady, że szkatułka niemal wypadła mu z dłoni.

– Nawet tego nie sugeruj – mruknął, wracając do łóżka. Położył się na brzuchu, głowę wspierając na poduszce, a szkatułkę trzymał w rękach przed sobą. – Wystarczy mi w zupełności oglądanie jego gęby w projektorze.

Miriady prychnęła nieznacznie i pokręciła głową. A potem niespodziewanie usiadła na nim okrakiem i zaczęła masować go po plecach, ramionach i karku.

– Aż tak się go boisz?

– Nie boję się.

– To już drugie kłamstwo w przeciągu minuty.

– Nie zrobię tego, nie ma w ogóle takiej opcji – warknął prawdziwie zirytowany, nawet jeśli bardzo trudno było mu w tej chwili złościć się na Miriady. Zwłaszcza w tej chwili.

– Zrobisz jak zechcesz, ja tylko werbalizuje to, co czuję od ciebie. Możesz oczywiście trwać w zaparte, a możesz pójść za głosem tego, co podpowiada ci serce.

– A jeśli skończy się tak jak zawsze?

– To przynajmniej będziesz wiedział, że spróbowałeś. Lepiej jest spróbować i się sparzyć, niż nie spróbować i do końca życia zastanawiać się nad rezultatem.

Loki zaśmiał się nieznacznie.

– Skąd ty bierzesz takie mądrości?

– Głównie od Arcymistrza.

– To w sumie do niego pasuje.

Naraz Miriady puściła go, na chwilę zeszła z łóżka, by wrócić z notesem w ręku. Bez słowa położyła go przed nim. Loki obrzucił przedmiot takim spojrzeniem, jakby co najmniej był pokryty trucizną.

A potem kątem oka zobaczył wyczekujące spojrzenie swojej towarzyszki. Westchnął ciężko i sięgnął po przybory do pisania.

– Nie wierzę, że to robię – mruknął do siebie, skreślając na papierze zaproszenie dla Thora do Sakaar.


Thor nie przypuszczał, że jeszcze tego samego dnia znajdzie się w Asgardzie. Kiedy jednak dostał tak niespodziewane pytanie, nie potrafił zwlekać. To była ostatnia rzecz, jakiej się spodziewał. To prawda, jego kontakty z Lokim nie zakończyły się na pierwszej rozmowie. Kilka następnych wieczorów również spędzili pochłonięci opowieściami. Thor jednak szczerze wątpił, by jego brat życzył sobie czegoś ponadto. Tymczasem ku jego wielkiemu zdumieniu, Loki zapytał się czy chciałby odwiedzić go na Sakaar. Oczywiście, że chciał, ale nie mógł tak po prostu, bez słowa, udać się w podobną podróż. Dlatego wrócił do Asgardu, by uzgodnić to z ojcem.

Znalazł rodziców spożywających wieczerzę w jadalni. Oboje spojrzeli na niego zdumieni, najwyraźniej nie spodziewając się tak rychłego powrotu syna. Przywitał ich gestem głowy.

– Wybaczcie, że przerywam wasz posiłek – odezwał się.

Frigga wstała z krzesła, podeszła bliżej i uściskała go czule.

– Cieszę się, że cię widzę. Dołącz do nas.

– Dziękuję, matko.

Thor zajął miejsce przy stole i nałożył sobie solidną porcję na talerz.

– Czy wszystko w Midgardzie pod kontrolą? – zapytał Odyn.

– Nie dzieje się tam obecnie nic, co wymagałoby naszej interwencji – odparł Thor, a kiedy przełknął kęs jedzenia, przeszedł do trudniejszego tematu. – Wydarzyło się jednak coś innego. Widziałem Lokiego.

– W Midgardzie?! – Niebezpieczne brzmienie głosu ojca, przyprawiło Thora o lekki dreszcz, dlatego błyskawicznie zaprzeczył gestem głowy.

– Rozmawiałem z nim za pomocą magicznego projektora. On jest bardzo daleko stąd, na planecie zwanej Sakaar.

– Jak on sobie radzi? – zapytała matka wyraźnie ściśniętym głosem.

Thor uśmiechnął się uspokajająco.

– Dużo lepiej niż moglibyśmy przypuszczać. Ma tam dom i nie jest samotny. Wydawał się być szczęśliwy – odparł, a potem dodał z nutą goryczy w głosie. – Dużo szczęśliwszy niż był kiedykolwiek tutaj.

Przez moment przy stole zapanowała nieprzyjemna cisza.

– Dobrze, że zdołał odnaleźć się w nowej sytuacji – podsumował w końcu Odyn.

Thor skinął głową.

– Rozmawiałem z nim kilkukrotnie, opowiadał mi o długiej drodze jaką przeszedł. Dla niego minęło więcej czasu, niż dla nas. Próbował mi to wyjaśnić, ale nie do końca zrozumiałem, ma to jakiś związek z grawitacją na Saakar.

– Więcej czasu? – zapytała Frigga, wciąż wyraźnie przejęta.

– Sześć lat. Ale ma to też pozytywne aspekty – stwierdził Gromowładny, uśmiechając się nieco przekornie. – Znalazł sobie nawet towarzyszkę życia. Spodobałaby ci się, matko, ma bardzo radosne usposobienie, choć dość egzotyczną urodę.

Widział, jak Fridze zalśniły się oczy na to oświadczenie. Doskonale wiedział, że podobne rewelację na temat Lokiego dalece ją uszczęśliwią. Dla niej brak wiedzy na temat losu jej syna był chyba najbardziej bolesny. Nie ukazywała tego przy nich, ale Thor wiedział. Parę razy zauważył, jak stała na tarasie i w zamyśleniu oglądała gwiazdy, tam doszukując się odpowiedzi.

– Jest coś jeszcze – odezwał się Thor, kiedy skończył opróżniać zawartość talerza. – Loki zapytał się mnie, czy chciałbym go odwiedzić na Sakaar.

Mówiąc to, spojrzał w stronę ojca, z którego wyrazu twarzy niewiele dało się wyczytać.

– Jesteś przekonany, że to dobry pomysł. Loki opuszczał Asgard w wielkim gniewie. A teraz pragnie wyciągnąć cię w jakiś odległy zakamarek wszechświata.

– On się zmienił, ojcze. Sam zastrzegał, że nie wie, czy to dobry pomysł, byśmy się spotkali. Jednak ja chcę spróbować. Nie darowałbym sobie, gdybym nie podjął rękawicy. W końcu to mój brat.

– W takim razie ja nie będę ci stawał na przeszkodzie. Proszę tylko byś nie wybierał się w tę podróż samotnie. Niech towarzyszą ci Lady Sif i twoi przyjaciele.

Thor pokiwał głową, choć miał szczerą wątpliwość czy dzielić się z Lokim tym wymogiem, wtedy zapewne by się rozmyślił.


Wskazówki Lokiego na temat podróż na Saakar były dość zwięzłe. Mieli znaleźć się w Alfheim, gdzie daleko na północ od stolicy, w miejscu wskazanym przez maga znajdował się niewielki obelisk. Gdy tam dotrą mieli dać mu znać za pomocą szkatułki i czekać na dalszy rozwój wypadków.

Z pomocą Bifrostu i Heimdalla odnalezienie obelisku nie nastręczało większego problemu, więc już następnego dnia rano cała piątka znalazła się na malej leśnej polance w środku niczego. Thor zapisał na kartce, że są na miejscu i wrzucił ją do szkatułki. Spodziewali się szybkiej odpowiedzi, tymczasem przez blisko godzinę nic się nie wydarzyło. Sif zdążyła już kilkakrotnie wyrazić swoją daleko posuniętą wątpliwość odnośnie całej ekspedycji, Volstagg zgłodniał, a Fandral zasnął pod drzewem. Jedynie Hogun zdawał się być obojętny na zaistniałą sytuację.

W końcu jednak wieczko szkatułki odskoczyło i Thor odnalazł karteczkę nakazującą mu podejście do obelisku i dotknięcie go. Szybko zebrali swoje rzeczy i zbliżyli się do skały. Kiedy wszyscy znaleźli się na miejscu, po chwili między nimi zmajaczyła półprzezroczysta sylwetka Lokiego. Nie wiedzieli czy iluzja ich dostrzega, bo wzrok miała skupiony na obelisku, a potem jej dłoń dotknęła skały i wszyscy naraz zostali porwani przez promień światła nieco podobny do tego generowanego przez Bifrost. Tym razem jednak trwało to znacznie dłużej. Przez dobre kilka minut poruszali się świetlistym tunelem, by niespodziewanie ich podróż zakończyła się gwałtownym lądowaniem w czymś, co wyglądało jak luk bagażowy w samolocie.

Thor czuł, jak nieco kołuje mu się w głowie, mimo to szybko stanął na nogi. Spojrzał na towarzyszy, którzy również powoli zbierali się z podłogi.

– Chyba go złapałam. – Usłyszeli głos dochodzący z zewnątrz, a po chwili do pomieszczenia weszła Miriady we własnej osobie. Wśród czerwonych loków miała założone słuchawki, a przy ustach mikrofon. Nie zdołała ukryć zaskoczenia na widok tylu osób. – A raczej ich złapałam, całą piątkę.

Widać było, że przez chwilę słucha jakiś słów, a potem podeszła do Thora.

– Nikogo nie brakuje? – spytała.

Gromowładny szybko przeliczył towarzyszy. Na szczęście byli wszyscy.

– Trzeba było powiedzieć, że będzie was więcej, kogoś mogłam nie złapać i wylądowałby w otwartej przestrzeni kosmicznej – zbeształa go z poważną miną, a potem rozpogodziła się. – Poza tym mam stanowczo za mało ciasta. Są wszyscy – dodała do mikrofonu, nim jeszcze Thor zdążył odpowiedzieć. Czy to była właśnie ta jej zdolność wyczuwania emocji, dzięki której wiedziała, że nikogo nie zabrakło, tylko dlatego, że Thor poczuł ulgę? Jeśli tak, był to zaprawdę niezwykły talent.

– My jeszcze się nie znamy – zwróciła się w stronę pozostałych osób. – Jestem Miriady, niezwykle miło was poznać. Witajcie na pokładzie Mistrza 15, rozgośćcie się, czeka nas teraz jeszcze około trzech godzin lotu.

– Czyli nie jesteśmy na Sakaar?

– Nie, ścieżka którą poprowadził was Loki jest najprostsza, ale nie wiedzie na Sakaar, a jedynie w jego pobliżu, dlatego wyleciałam wam naprzeciw.

– A gdzie jest mój brat?

– W domu, zapewne musi teraz trochę odpocząć. Nastawiał się na otwarcie przejścia dla jednej osoby, nie pięciu – stwierdziła Miriady, a widząc zatroskaną minę Thora, poklepała go po ramieniu i dodała. – Nie przejmuj się, nie będzie miał ci tego za złe.

Miriady poprowadziła ich w głąb statku, aż na mostek, gdzie zasiadła na miejscu pierwszego pilota. Thor zajął miejsce obok i przez chwilę w milczeniu obserwował, jak kobieta manewruje statkiem, ustawia autopilota i kontaktuje się z innymi jednostkami. Kiedy już dopełniła wszystkich formalności, spojrzała w jego stronę i uśmiechnęła się ciepło. Naraz Thor pomyślał, że jej wyraz twarzy jest bardzo podobny do ich matki, taki pełen łagodności, a zarazem specyficznego zrozumienia. Z pewnością musiała być niezwykłą istotą, zresztą ani przez chwilę w to nie wątpił, biorąc pod uwagę, że Loki wybrał ją na swoją towarzyszkę.

– Nie martw się – odezwała się po chwili, ściszonym głosem. – On jest równie przerażony jak ty.

Thor próbował cokolwiek odpowiedzieć, ale Miriady odwróciła się do pozostałych.

– Spodoba wam się na Sakaar. To miejsce, gdzie każdy może znaleźć szczęście.

– Jakoś wątpię, by istniał tak idealny świat – odparła sceptycznie Sif.

Niezarażona Miriady tylko zaśmiała się lekko.

– Nie twierdzę, że jest to idealne miejsce, tylko takie, które potrafi każdego uszczęśliwić. Nie ma tutaj praw, które trzeba przestrzegać, są jedynie dwie nadrzędne zasady sporządzone przez Arcymistrza. Po pierwsze nie rób drugiemu, co tobie niemiłe, a po drugie, jeśli nie podoba ci się zasada pierwsza, to wiesz, gdzie są drzwi. Od razu nadmienię, że Arcymistrz nie lubi tych, którzy są na bakier z pierwszą zasadą.

– Kim jest ten Arcymistrz, o którym mówisz? – zapytał Volstagg.

– To twórca i władca Sakaar.


Przez większą część lotu Miriady opowiadała im o niuansach życia w tym dziwnym świecie. Mówiła o przeróżnych rozrywkach, jakie tam zobaczą, niezwykłych rasach istot, które zamieszkują to miejsce, a także dziwacznych potrawach, których dane im będzie skosztować.

W końcu jednak musiała wrócić do pilotowania statku, gdyż w zasięgu ich wzroku ukazało się Sakaar. Absolutnie nie przypominało to żadnego innego świata, jaki widzieli. Planeta miała nieregularny, dość abstrakcyjny kształt, tak jakby została zlepiona z wielu nie do końca pasujących elementów. Natomiast wokół niej na bliższej jak i dalszej orbicie znajdowało się tysiące obiektów: statków, teleskopów, satelit, czy w końcu całych stacji kosmicznych.

– Zgłasza się Mistrz 15, na które lądowisko mam się udać? – zapytała czerwonowłosa kobieta, kiedy weszli na orbitę planety.

– Zgłasza się baza, Mistrz 15, stanowisko 18 w sektorze B.

– Chyba żartujesz, Pierre. Nie mam ochoty przez najbliższe dwie godziny wracać do domu. Mam gości na pokładzie.

– Dla ciebie wszystko, Miriady – odezwał się rozbawiony głos z drugiej strony. – Weź 5D.

– Dziękuję ci bardzo, pozdrów dzieciaki ode mnie.

– Szerokiej drogi, Miriady.

Thor wolał się nie wtrącać, kiedy patrzył, jak kobieta lawiruje między setkami innych statków. To co się tutaj działo, można było określić tylko jednym słowem - chaos. Nic dziwnego, że Loki polubił ten świat.

W końcu, po kilkunastu minutach tej szalonej jazdy, Mistrz 15 wylądował na wskazanym mu miejscu. Miriady wyglądała, jakby robiła to codziennie i bez chwili zwłoki poprowadziła ich na zewnątrz. Kiedy tylko wyszli ze statku, uderzyła w nich gorąca, dość parna atmosfera tego miejsca.

Choć na samym lądowisku było nieco wolnej przestrzeni, to tuż za jego granicami zaczynała się zwarta, gęsta i nader chaotyczna zabudowa. Poszczególne budynki były do siebie poprzyczepiane bez większego sensu, do tego wydawały się zbudowane z pierwszego lepszego materiału, jaki wpadł w ręce architektowi, większość zaś wyglądała jak stworzona z kosmicznego złomu. Dodatkowo wszystko pomalowane było pstrokatymi kolorami i ozdobione nie mniej krzykliwym oświetleniem. Możliwe, że w tym szaleństwie była jakaś metoda, ale póki co Thor jej nie dostrzegał.

Gromowładny wraz z towarzyszami poszli w ślad za Miriady w ten gąszcz dziwacznych budynków. Poniżej ulice wcale nie wyglądały lepiej, były niesamowicie tłoczne, rozmieszczone bez jakiegokolwiek planu, do tego wszędzie stały kramy z jedzeniem lub innymi artykułami na sprzedaż. Panował tam gwar rozmów, a powietrze wypełniały nawet całkiem apetyczne zapachy.

Thor dostrzegł, że ich przewodniczka wita się z wieloma mijanymi osobami. Loki nie opowiadał o niej zbyt wiele, ale widocznie musiała być tutaj znana i rozpoznawana.

Po kilkunastu minutach wyszli w końcu na bardziej otwartą przestrzeń. Tutaj zabudowa była luźniejsza, stanowiły ją głównie dziwaczne wieżowce o stożkowatej konstrukcji. One również pomalowane były w przeróżne kolory. Miriady poprowadziła ich w stronę jednego z nich o złoto-czerwonej fasadzie. Kiedy podeszli bliżej, Thor spojrzał w górę i na jednym z tarasów, mniej więcej w dwóch trzecich wysokości, zobaczył Lokiego. Jego brat stał wsparty o balustradę i pił coś ze szklanki. Gdy pochwycił jego spojrzenie, uniósł trzymane naczynie w geście powitania.

Thor widział, że nie jest jedynym, który dostrzegł Lokiego. Gniewny grymas na twarzy Lady Sif, świadczył, że ona też go zauważyła. Tymczasem Thor z każdym krokiem czuł ogarniającą go panikę. Z jednej strony pragnął spotkać brata, z drugiej poważnie obawiał się, co z tego wyniknie. Obiecywał sobie, że nie pozwoli, by emocje przejęły nad nim kontrolę, ale dobrze wiedział, że w praktyce to nie zawsze mu się udawało.

Miriady zaprosiła ich do obszernej windy i po chwili znaleźli się w przestronnym apartamencie, tym samym który Thor widział w projektorze. Na środku pokoju, z rękoma skrzyżowanymi na piersi czekał na nich gospodarz tych włości.

– Mam nadzieję, że podróż minęła wam bez problemów – przywitał ich, kiedy cała grupa weszła do środka.

Przez chwilę panowało niezręczne milczenie, ostatecznie jednak Thor postanowił przełamać impas. Uśmiechnął się nieznacznie i podszedł bliżej.

– To był nieco szalony lot, ale na szczęście Miriady jest świetnym pilotem – odparł, a kiedy zatrzymał się naprzeciw brata, wyciągnął w jego stronę rękę. – Dobrze cię widzieć.

Lekko przekorny uśmiech wypłynął na twarz Lokiego, ale mimo to odwzajemnił gest.

– Widzę, że sprowadziłeś cały komitet powitalny – odparł, spoglądając mu przez ramię.

– Ojciec – stwierdził Thor, jakby to wystarczyło za całą odpowiedź.

– No tak, jakby jego dziedzic zaginął w odmętach wszechświata, to byłby spory problem.

Choć sarkazm tej wypowiedzi wyczuwalny był na kilometr, to mimo wszystko Thor zaśmiał się nieznacznie. W sumie sporo było w tym prawdy.

– Dalej, rozgościcie się – powiedziała do zebranych Miriady, kiedy wróciła z drugiego pomieszczenia, ubrana jedynie w cienką bluzkę i krótkie spodenki. – Polecam nieco się rozebrać, o tej porze roku jest tutaj potwornie gorąco. Zaraz przygotuję coś zimnego do picia.

Rzeczywiście, ich zbroje były stanowczo nieodpowiednie do panującej tu temperatury.

Po kilku minutach, zostawiwszy większość sprzętu koło wejścia, Miriady poprowadziła ich do przestronnego salonu, gdzie rozsiedli się na poduszkach przy niskim stoliku. Po chwili pojawił się na nim dzbanek z zielonkawym napojem oraz jakieś tajemnicze przekąski, nie wyglądające jak nic, co spotyka się w Asgardzie.

– Widać, że ten dom również zmieniłeś w prywatną bibliotekę – rzucił Volstagg w stronę Lokiego, nawiązując do wyglądu jego kwater w pałacu. Widocznie brodatego wojownika najbardziej drażniła panująca cisza, więc wolał nawiązać dialog z ich gospodarzem, niż milczeć.

– Wypraszam sobie, ponad połowa tego należy do Miriady, to ona generuje bałagan.

Wojownik zaśmiał się nieco sztucznie.

– Czyli wygląda na to, że ciągnie swój do swego.

– Od kiedy to jesteś takim kobieciarzem? – zapytał Fandral, nalewając sobie i Sif nieco chłodnego napoju.

– Pomyślmy, zapewne od chwili, gdy nie ma cię w okolicy.

Na te słowa Thor nie wytrzymał i roześmiał się głośno. Może minęło kilka lat, może Loki drastycznie zmienił swoją sytuację życiową, ale najwyraźniej dalej był cięty na ich towarzyszy. Ten konflikt pogłębiał się od wielu lat, przybierając z czasem coraz bardziej charakter wojny podjazdowej. A potem Gromowładny uświadomił sobie, że to także był jeden z czynników, które doprowadziły do wszystkich tych nieszczęśliwych wydarzeń i humor naraz go opuścił. Dlaczego wtedy nie reagował? Czy ze swojej pozycji nie powinien wyciszać sporów, zamiast je zaogniać? Ale wtedy wydawało mu się to takie normalne, zwyczajne i zabawne. Sądził, że dla Lokiego to też jest specyficzny rodzaj rozrywki, kiedy w rzeczywistości, to tylko oddalało jego brata od całej reszty.

– Długo już tutaj mieszkacie? – zapytała Sif, tonem najbardziej zbliżonym do neutralnego, choć jej oczy pozostawały nad wyraz czujne.

– Na Sakaar jestem od ponad pięciu lat, a w tym miejscu mieszkamy od jakichś trzech.

– No tak, Thor wspominał coś o tym, że tutaj czas płynie szybciej.

– Mniej więcej trzy razy szybciej. Ile czasu czekaliście pod obeliskiem?

– Około godziny.

Loki skinął nieznacznie głową.

– To by się zgadzało. W tym czasie Miriady wystartowała stąd i dotarła do miejsca, w którym was złapała.

– A właśnie, kim ona jest? – zapytał wyraźnie zainteresowany Fandral, spoglądając w stronę drzwi prowadzących do kuchni. – Ma niezwykłą urodę.

Loki wzruszył nieznacznie ramionami.

– Trudno jednoznacznie powiedzieć. Jej wygląd sugerowałby, że ma nieco kryloriańskiej krwi, ci jednak posiadają zazwyczaj jasnoniebieskie oczy. Nie słyszałem również, by posiadali jakieś mentalne dary.

– Dary?

– Thor wam nie mówił? Miriady wyczuwa emocje osób w jej otoczeniu.

– Niezwykle denerwująca umiejętność dla Mistrza Kłamstw – zakpił Fandral.

Thor niespodziewanie poczuł narastający gniew na towarzysza. Doskonale pamiętał, jak w jednej z wcześniejszych rozmów, Loki wspominał o zdolnościach Miriady. Wtedy Thorowi zapadło w pamięć jedno zdanie. Jego brat stwierdził, że przyjemnie jest mieć obok siebie kogoś, kto nigdy nie posądzi cię o kłamstwo, że przy niej jest zawsze szczery, bo i tak nie sposób wprowadzić ją w błąd. Thor jednak szczerze wątpił, by Loki zdecydował się na podobne zwierzenia w towarzystwie wiecznie kpiącego Fandrala.

– Oby twoja przyszła małżonka nie miała podobnego – powiedział Thor w stronę wojownika, zanim Loki zdążył otworzyć usta. – Pomyśl, jak ciężko byłoby ci ukryć te wszystkich niewiasty, które nagabujesz po karczmach.

Blondwłosy szermierz skrzywił się na podobną sugestię.

– Nawet nie snuj takich wizji.

– Wniosek z tego – dodał Volstagg – że Loki wiedzie niezwykle cnotliwe życie, skoro Miriady nie posądza go o żadne występki.

– W odróżnieniu od niektórych, nie potrzebuję co noc nowego towarzystwa – oparł mag, patrząc wymownie na Fandrala.

– Zawsze był z ciebie nudziarz.

– Niektórzy uważają to za zaletę – odezwał się niespodziewanie Hogun, który dotychczas milczący siedział przy najdalszym miejscu stołu.

Fandral szukał wsparcia u pozostałych towarzyszy, ale widząc jedynie ich dezaprobatę, ostatecznie został mentalnie pokonany.

– Wszyscy jesteście nudziarzami, nie potraficie cieszyć się życiem i czerpać z niego całymi garściami.

Naraz ich z goła nieprzyzwoitą dyskusję przerwał głos Miriady, która zawołał Lokiego do kuchni. Thor odprowadził brata wzrokiem, a potem spojrzał na swoich kompanów. Volstagg i Fandral wyglądali na już całkowicie rozluźnionych i zdawało się, jakby dla nich był to kolejny zwykły wieczór spędzony na niewiążących pogaduszkach. Nawet jeśli odbywał się na drugim końcu galaktyki. Z Hoguna jak zwykle niewiele dało się wyczytać, jego wzrok był nieobecny, a myśli odległe. Tylko Sif pozostawała czujna, jakby wciąż oczekując ataku, który nie nadchodził. Mimo wszystko całe to spotkanie przebiegało znacznie spokojniej niż Thor się obawiał. Był wręcz zaskoczony, że Loki przyjął ich, nie okazując nawet cienia złości na widok nieproszonych gości. Równie dobrze wszystko mogło zakończyć się gwałtowną awanturą.

Po chwili do pokoju wrócili Loki i Miriady, niosąc talerze i półmiski z jakimiś dziwnymi potrawami.

– Dwie uwagi odnośnie jedzenia – rzucił mag. – Nic nie jest zatrute i nie chcecie wiedzieć, co to jest.

– Oj, no i po co ich straszysz. Wiem, że nie jestem kulinarnym mistrzem, ale to już przesada – żachnęła się Miriady, jednak uśmiech, ani na moment nie znikał z jej twarzy.

– A pamiętasz…

– Nawet nie zaczynaj – pogroziła Lokiemu palcem, po czym zwróciła się do gości. – Częstujcie się.

Thor szybko stwierdził, że czymkolwiek były te dziwne potrawy, z pewnością były całkowicie jadalne, a nawet bardzo smaczne. Obecność Miriady, jak i dobra strawa pozytywnie wpłynęła również na atmosferę jaka panowała w pokoju. Radosna towarzyszka Lokiego, bez cienia zniechęcenia odpowiadała na wszystkie pytania dotyczące tak siebie jak i Sakaar, jednocześnie pozwalając, by mag usiadł nieco z boku i nie musiał kłopotać się rozmową z ludźmi, których obecność była mu wyraźnie nie w smak.

Po pewnym czasie niespodziewanie wstał, zniknął na chwilę za drzwiami, by wrócić niosąc dwie butelki.

– Jeśli sobie życzycie, mamy tutaj wino – postawił jedną z nich na stole – a także coś mocniejszego, choć z tym radzę uważać, bo niektórzy używają tego do trucia szkodników.

Po tej jakże apetycznej zapowiedzi drugą butelkę z zielonkawym alkoholem również postawił obok. Następnie bez cienia wahania, machnął ręką i nieopodal pojawiło się siedem kieliszków.

Oczywiście rękawica została podjęta i Volstagg w pierwszej kolejność chwycił butelkę z „trutką". Polał do kieliszków dla siebie, Fandrala i Thora, cała reszta stwierdziła, że zadowoli się winem.

Godzinę później, kiedy na dworze powoli zapadał zmierz, a wszystkie talerze zostały do czysta opróżnione, Miriady zaproponowała, żeby wyszli na spacer.

– Teraz powinno być już nieco przyjemniej na dworze, a i największe atrakcje zawsze są po zmierzchu – zapewniała entuzjastycznie.

Jako że sakaarska trutka bardzo szybko pokonała przysadzistego wojownika i teraz spał jak dziecko na sofie, postanowili, że nie ma sensu go budzić i po cichu wyszli na zewnątrz.

Na czele ich niewielkiego pochodu szła Sif wraz z Miriady, następnie Fandral z Hogunem, a całość zamykali Thor i Loki. Ostatnia dwójka od ich przybycia nie rozmawiała ze sobą zbyt wiele. Tutaj prym wiedli ich towarzysze. Teraz również szli w milczeniu i jedynie Thor od czasu do czasu spoglądał kątem oka na brata. Nadal swoim zwyczajem szedł z rękoma założonymi za plecami, a cienki zielony płaszcz zarzucony na koszulę, upodabniał jego wygląd do tego, co Thor znał z Asgardu. A jednak była jakaś zasadnicza zmiana. Mimo wszystko, mimo tych kilku ciętych uwag, przez cały czas Loki starał się być dla nich miły i uprzejmy. I to nie w ten typowy dla niego, podszyty złośliwością sposób. Nie, on naprawdę starał się nie tworzyć sytuacji konfliktowych. Tak jakby tutaj, na swoim gruncie, w miejscu gdzie czuł się pewniej, łatwiej mu był panować nad gniewem, który przecież wciąż musiał płonąć gdzieś w głębi. Nie da się tak łatwo wymazać całych stuleci, tak po prostu zapomnieć o wszystkim, co było złe. A jednak Loki ewidentnie się starał. Trudno powiedzieć, czy to wpływ Miriady, Sakaar czy może świadomość, że oni za kilka dni wrócą do Asgardu, ale niewątpliwie jego brat starał się, by wszystko odbywało się w przyjaznej atmosferze.

– Mam coś dla ciebie – przerwał w końcu milczenie Thor, wyciągając z kieszeni kopertę. – Matka prosiła, bym ci to przekazał, kiedy tu dotrę.

Loki wziął od niego kopertę i przez chwilę oglądał uważnie, a potem schował do wewnętrznej kieszeni płaszcza.

– Później przeczytam.

Nie musiał nic dodawać. Thor doskonale zdawał sobie sprawę, że jego brat z pewnością nie chciał w obecności pozostałych obnażać swojego przywiązania do Friggi.

– Ojciec też był… hm… pozytywnie zaskoczony.

Loki uśmiechnął się cierpko na te słowa.

– Zapewne przypuszczał, że wciąż knuję jakieś intrygi. Możesz go uspokoić, nie planuję nowych podbojów w najbliższym czasie. Teraz mam inne… priorytety.

– Inne?

– Można powiedzieć, że poszedłem do przodu. Na tyle na ile to możliwe zostawiłem Asgard i wszystko co z nim związane za sobą.

Słysząc to, Thor poczuł bolesne ukłucie. Miał pełną świadomość, że on również znajduje się w tej grupie. Chyba musiał go zdradzić wyraz twarzy, bo Loki dodał po chwili.

– To nie znaczy, że nie cieszę się z twojej wizyty, w końcu sam ją zaproponowałem. Po prostu skoro i tak już nigdy nie dane mi będzie oglądać Złotego Królestwa, to jaki sens jest się szarpać – niespodziewanie oderwał wzrok od Thora i przeniósł spojrzenie na ciemniejące szybko niebo. – Odszedłem tak daleko jak to tylko możliwe, żeby mnie nie kusiło. – Nagle na jego usta wypłynął smutny uśmiech. – Tutaj, w tym szalonym świecie, znacznie łatwiej zagłuszyć tęsknotę.

Tym razem to już zupełnie coś ścisnęło Thora w środku. Dotychczas Loki utrzymywał, że jest ponad takie sentymenty, tymczasem teraz otwarcie się do nich przyznawał.

– Wiesz – kontynuował mag – ostatnio Miriady zasugerowała, bym spróbował spojrzeć na wszystko nie przez pryzmat własnego gniewu i nienawiści. Zdałem sobie sprawę, że to w dużej mierze mnie zaślepiało. Nie widziałem już niczego dobrego. Trudno to wytłumaczyć, ale był moment, że nie potrafiłem przywołać żadnego pozytywnego wspomnienia, niczego co stawiałoby przeszłość w jaśniejszych barwach. Widziałem tylko ciemność, tylko cień, który opanował mój umysł. Mogłem winić wszystkich naokoło, ale prawda jest taka, że sam to na siebie sprowadziłem. Sam doprowadziłem do sytuacji, w której nie miałem już drogi odwrotu.

– I dlatego zdecydowałeś się odejść?

– Chciałbym móc zostać, ale czułem, że to niczego by nie zmieniło. Nie uwolniłbym się od tego, gdybym wciąż przebywał w miejscu, które podsycało mój gniew. Teraz, gdy mogę na wszystko spojrzeć nieco spokojniej, z dalszej perspektywy, łatwiej mi zobaczyć własne błędy.

– To nie były tylko twoje błędy, wszyscy je popełnialiśmy. Wszyscy byliśmy zbyt – Thor zamyślił się na moment – trwali w swych przekonaniach. Nie potrafiliśmy nic zmienić, zweryfikować swojego postrzegania, zanim nie okazało się, że jest już za późno.

– Tak, coś w tym jest – odparł Loki, wciąż dziwnie zamyślony. – Gdybym… ale teraz gdybanie nie ma sensu. Niczego nie zmieni. Trzeba się cieszyć, że wciąż jest przed nami jakaś droga, w końcu wszystko mogło się skończyć dużo gorzej.

Naraz Thor przypomniał sobie, jak widział brata wpadającego w otchłań. Równie dobrze wtedy cała ich historia mogła się zakończyć. Tymczasem los sprawił, że dziś, gdzieś na rubieżach wszechświata, może spacerować z nim ramię w ramię i rozmawiać jak za dawnych czasów. Za to obaj powinni być wdzięczni Norną.

Thor chciał coś jeszcze dodać, ale niespodziewanie Loki uciszył go gestem ręki, a potem obaj spojrzeli na idącego z przodu Fandrala, który właśnie zaczął flirtować ze smukłą kobietą o ciemnych włosach i hipnotyzujących oczach. Mag westchnął nieznacznie, pokręcił głową, po czym ruszył w stronę szermierza. Niespodziewanie objął go po przyjacielsku ramieniem, odgradzając w ten sposób od kobiety. Jednocześnie drugą ręką wcisnął jej w dłonie kilka monet i spojrzał wymownie.

– Zaufaj mi, przyjacielu – powiedział nonszalanckim tonem. – To nie jest towarzystwo, którego byś sobie życzył.

Fandral już chciał coś odpowiedzieć, ale naraz zorientował się, że kobieta, gdzieś zniknęła.

– Wystrzegaj się tych z błyszczącymi oczami, zostawią cię w samych gaciach, na najbliższym wysypisku, z trzydniową luką w pamięci.

– Mówisz z doświadczenia?

Loki uśmiechnął się nieznacznie i puścił szermierza, który wciąż przyglądał mu się podejrzliwie. Chyba nie przypuszczał, że mag postanowi ostrzec go przed niebezpieczeństwem.

– Na Sakaar wszystko jest jakąś formą rozrywki, niektóre jednak są bardziej drastyczne od innych.

– Sugerujesz, że właśnie ominęły mnie trzy najbardziej upojne dni w moim życiu?

– Z których i tak nic byś nie pamiętał.

Fandral prychnął nieznacznie.

– Może jednak byłoby to ryzyko warte podjęcia.

Loki najwyraźniej nie zamierzał dłużej kontynuować tego tematu.

– Jeśli rzeczywiście pragniesz tego typu rozrywki, wskażę ci, gdzie warto szukać. A teraz chodźmy pokazy zapewne już się zaczęły.

I wskazał gestem głowy w stronę olbrzymiej budowli, której fragment widać było w oddali.

– A gdzie jest Hogun? – zapytał Thor, gdy zauważył brak ich milczącego towarzysza.

– Odłączył się jakiś czas temu – odparła Sif – kiedy mijaliśmy… jak to się nazywało? – Spojrzała pytająco na Miriady.

– Aleję Rzemiosła – odpowiedziała ta. – To część targowiska, gdzie mają swoje kramy różni wytwórcy. Hogun wdał się w dyskusję z jednym z tamtejszych kowalskich mistrzów. Powiedział, że potem nas znajdzie.

– Czy to na pewno bezpieczne, żebyśmy się rozdzielali?

– A kto miałby tu skrzywdzić jednego z najlepszych asgardzkich wojowników? – zapytał retorycznie Loki. – Wiem, że to trudne do zaakceptowania, zwłaszcza dla kogoś, kto przemierzył wiele światów, walcząc z przeróżnymi bestiami, ale spróbuj zrozumieć, że tutaj prędzej ktoś będzie chciał cię rozbawić niż zaatakować. Taka jest natura Sakaar.

– Widzę, że w was obojgu silne jest przekonanie, że to najlepszy ze światów – powiedziała Sif, spoglądając na niego wymownie. Najwyraźniej dłuższa rozmowa z Miriady przekonała ją o miłości, jaką towarzyszka Lokiego żywi do tej planety.

– To miejsce jest wytworem istoty, która jest tak stara i tak znudzona wszystkimi we wszechświecie, że jej życiowym celem stało się dostarczanie rozrywki tak sobie jak i wszystkim naokoło. Sakaar jest dzieckiem Arcymistrza, on decyduje o jego charakterze i równie dobrze mógłby je unicestwić w przypływie złego humoru.

– To dość przerażająca perspektywa.

– Nie, kiedy się go pozna.


Kilka minut później dotarli w końcu na wielką arenę w centrum miasta, gdzie według wyjaśnień Miriady odbywały się walki gladiatorów, jedna z ulubionych rozrywek Arcymistrza. Wraz z tłumem płynącym do wejścia, dostali się do środka, gdzie zatrzymali się na niewielkim tarasie, by przy barierce obserwować wydarzenia na arenie. Tam właśnie trwały zmagania dwóch niemal identycznych mężczyzn, z wielką włochatą bestią, przypominającą nieco skrzyżowanie mamuta z yeti.

– Występ na arenie jest wielkim zaszczytem – komentowała Miriady – dlatego wielu ubiega się o możliwość walki. Te zwykle nie są bardzo krwawe, no chyba, że poszło o jakiś zatarg lub kobietę, wtedy leje się krew i wypadają zęby. To jest taki paradoks, Arcymistrz uwielbia oglądać zmagania śmiałków, ale nie znosi widoku krwi, stąd raczej rzadko ktoś bardziej ucierpi.

Naraz wielka bestia padła spętana podwójnym lassem, na co arena wybuchła aplauzem zadowolenia publiczności.

– Soni jak zwykle dał się podejść, pod tą kupą futra nie ma za grosz rozumu – skomentował Loki, co wzbudziło rozbawienie jego towarzyszki.

Niespodziewanie po arenie rozniósł się nieprzyjemny pisk, niczym sprzężenie zwrotne jakiegoś gigantycznego głośnika. Wszyscy skrzywili się, niektórzy wręcz zatykali uszy. Chwilę później na jednym z wielkich telebimów umieszczonych nad areną, gdzie dotychczas wyświetlane były wydarzenia z pola walki, pojawiła się twarz dziwnego mężczyzny. Miał srebrne, sterczące włosy, pstrokato kolorowe szaty i niebieską kreskę wymalowaną na brodzie.

– Loki, draniu! Gdzie ty się ukrywasz cały dzień? Chodź tutaj, chcę poznać twoich gości – rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Naraz kamery skierowały się w ich stronę i na telebimie pojawiła się cała ich grupa. Niespeszona tym zupełnie Miriady uśmiechnęła się jak dziecko i pomachała z entuzjazmem, co arena przyjęła radosnymi brawami.

Mag jedynie pokręcił nieznacznie głową i poprowadził zebranych wokół areny, a potem szerokimi schodami do loży dla vipów.

– Cokolwiek od niego usłyszycie, nie przejmujcie się tym, on i tak za pięć minut zapomni o waszym istnieniu – przestrzegł ich Loki, po czym otworzył szerokie drzwi i znaleźli się w przestronnej, z przepychem urządzonej loży, z której roztaczał się idealny widok na całą arenę.

– No nareszcie, wieczność na was czekam – przywitał ich urażonym tonem Arcymistrz, podchodząc bliżej, a potem spojrzał w stronę Miriady i rozpromienił się. – Słoneczko Sakaar, nawet nie wiesz jak ja tu cierpię z braku twego towarzystwa.

– Trochę dramatyzujesz, Arcymistrzu, ledwo zauważyłeś moją nieobecność – zaśmiała się kobieta.

– Ale zauważyłem – dodał, a potem podszedł do Thora, Sif i Fandrala. – Witajcie na Sakaar. Jestem założycielem tego świata, twórcą Zmagań Mistrzów i niepodzielnym władcą wszystkiego wokoło. Pokłony są zbędne, możecie nim mówić Arcymistrzu. Jako przyjaciele Lokiego, jesteście też moimi przyjaciółmi, więc czujcie się jak w domu. Życzę wam dobrej zabawy i tak dalej, i tak dalej. Skosztujcie wisienek, są przepyszne. A teraz wybaczcie, ale obowiązki wzywają, chodź Loki, muszę z tobą omówić pewną niecierpiącą zwłoki kwestię.

Arcymistrz zakończył swój chaotyczny potok słów i ruszył w stronę wyjścia, nie czekając na żadną reakcję ze strony swych rozmówców. Mag wywrócił jedynie oczami, po czym skinął głową zebranym i podążył za nim.

W loży zapanowała chwila konsternacji.

– On tak zawsze? – spytała w końcu Lady Sif.

Miriady wciąż rozbrajająco uśmiechnięta, pokiwała głową, a potem poprowadziła ich na wielką sofę, gdzie mogli śledzić kolejne rozgrywki na arenie. Tam zmagało się następnych dwóch wojowników, tym razem wykorzystujących magiczne zdolności. Kolejne efektowne i widowiskowe czary wywoływały szalony aplauz publiczności i w końcu także Thorowi i jego towarzyszom udzielił się panujący wokoło nastrój. Choć nie wszyscy byli tak bardzo zainteresowani wydarzeniami na arenie. Siedzący najbardziej skrajnie Fandral został zauważony przez dwie niebieskoskóre panny, które bez trudu okręciły sobie szermierza wokół palca.

– Czy nie powinniśmy go powstrzymać? – zapytała Sif, kiedy zobaczyła, że Fandral znika z dziewczętami w korytarzu. Miriady jednak pokręciła głową.

– Będzie zadowolony – odparła enigmatycznie.


Loki przez dłuższą chwilę podążał za Arcymistrzem, aż dotarli do prywatnych kwater władcy. Tam, na obszernym łożu, leżała cała sterta pomieszanych ubrań. Widząc to, już domyślał się jakaż to ważna kwestia nurtuje władcę Saakar.

– Dziś przybędą Vangardzi i potrzebuje mieć odpowiedni wizerunek na tę okoliczność. Złoto z mahoniem czy może srebrzysty błękit? – zapytał, wyciągając dwie szaty ze stosu.

– Naprawdę, Mistrzu? Czy to aż tak ważne, że odciągasz mnie od brata, którego nie widziałem od lat? – spytał z pewną dozą irytacji w głosie Loki.

– Jesteś moim doradcą, to powinieneś mi doradzać – odparł Arcymistrz, ale niespodziewanie rzucił szaty za siebie i co było dla niego dość nietypowe, spoważniał. – Masz rację, to nieistotne. Jednak naprawdę chciałem z tobą porozmawiać.

Mówiąc to podszedł do stolika i skubnął kilka winogron ze stojącego tam kosza z owocami.

– Jak tam twoje pojednanie z bratem?

Tego pytania Loki zupełnie nie oczekiwał. Oczywiście Arcymistrz wiedział co nieco o jego przeszłości i rodzinnych konfliktach, nigdy jednak nie przypuszczał, że w jakimkolwiek stopniu go to zainteresuje.

– Chyba dobrze – odparł z pewnym wahaniem.

– Chyba?

– Obaj jeszcze nie skoczyliśmy sobie do gardeł, więc można to uznać za sukces.

Arcymistrz spojrzał na niego podejrzliwie.

– Posłuchaj, Loki. Dobrze wiesz, że Miriady jest dla mnie jak córka, której nigdy nie miałem – aha, stanowczo przesadził wczoraj z telenowelami, pomyślał Loki – i ty również zaskarbiłeś sobie moją przychylność. Wiem, że uważasz mnie za stukniętego dziwaka, ale pamiętaj, że przeżyłem tysiące pokoleń i niejedno widziałem. Stąd znam wartość więzów rodzinnych. Rozumiem, że jest w tobie wiele żalu tak do ojca, jak i brata o to, co wydarzyło się w przeszłości, ale musisz sobie uświadomić, jak wielkie masz szczęście, że wciąż możesz się z nimi pojednać.

– O ile w przypadku Thora jestem w to w stanie uwierzyć, to jakoś nie przypuszczam, by Odyn pragnął odbudowania więzi. To on był tym, który zaproponował, że banicja będzie dla mnie najlepszym wyjściem.

Arcymistrz obrzucił go niechętnym spojrzeniem.

– Czasami surowość rodziców jest wyrazem ich miłości i troski. Ja kiedyś taki byłem.

Tym razem Loki nie zdołał ukryć zdumienia.

– W dawnych czasach, kiedy wszechświat był jeszcze młody – kontynuował władca Sakaar – miałem syna. Kochałem go, ale miałem, co do niego bardzo duże oczekiwania. Za duże. Nie zauważyłem, kiedy on moją troskę zaczął traktować jako niechęć. Opuścił mnie, pełen nienawiści i nigdy nie wrócił. Nigdy nie dane mi było się z nim pojednać, a teraz po tysiącleciach kosmos nawet nie pamięta już jego imienia, a mnie została jedynie gorycz tej porażki. Zawiodłem jako ojciec i nigdy tego nie naprawię. Srogość twego ojca również jest podyktowana chęcią naprowadzenia cię na właściwą drogę. Choć widzę, że popełnił on te same błędy, co ja. Tyle że dla was nadal jest nadzieja.

Arcymistrz odwrócił się, by sięgnąć po kolejne winogrona.

– No już, nie trać tu ze mną czasu. Idź do przyjaciół, zrób co potrzeba, ja nie mam już więcej czasu, ciężkie dylematy przede mną. – I niezrażony niczym wrócił do wybierania szaty.

Loki pokręcił głową. Szaleństwo Arcymistrza przybierało czasami naprawdę dziwaczne formy.


Kilka chwili później wrócił do loży, tam jednak, ku swemu zaskoczeniu zobaczył osamotnioną Sif.

– Gdzie się wszyscy podziali? – zapytał, siadając obok wojowniczki na sofie.

Ta obrzuciła go niezbyt przychylnym spojrzeniem.

– Fandral poszedł gdzieś z jakimiś dwiema dziewuchami, a Thor zapalił się do pomysłu wystąpienia na arenie, więc Miriady zaprowadziła go do rejestracji.

– Czemu mnie to nie dziwi.

Na dłuższą chwilę zapanowało między nimi milczenie, kiedy bez większego entuzjazmu śledzili kolejną walkę. Po prawdzie Sif była ostatnią osobą, z którą pragnął zostać sam na sam. Od dawna dumna wojowniczka odnosiła się do niego ze wszech miar niechętnie i o ile z pozostałymi wojownikami potrafił jeszcze prowadzić jakiś w miarę normalny dialog, tak z Sif od stuleci nie znajdował już wspólnego języka. Ona pierwsza zaczęła traktować go jak intruza, obwiniać za wszystkie porażki, oskarżać o kolejne podstępy. Nie miał wątpliwości, że cokolwiek by nie zrobił, jej podejścia nie zdoła zmienić. Thor przez wzgląd na więzi rodzinne, próbował naprawić ich stosunki, natomiast w przypadku Sif nie było niczego, co mogłoby ułatwić sprawę.

Dlatego Loki siedział w milczeniu, starając się po prostu przeczekać nieprzyjemny moment. Wraz z powrotem Miriady i Thora wszystko będzie wyglądać lepiej.

– W co ty pogrywasz? – zapytała niespodziewanie Sif, przełamując ciszę.

Spoglądała na niego kątem oka, a jej twarz zdobił wrogi grymas.

– W nic – odparł machinalnie.

– Oczywiście, bo uwierzę, że nagle postanowiłeś być dla wszystkich miły.

– Na szczęście nikt nie każde ci w to wierzyć, Lady Sif.

Tym razem grymas gniewu już w pełni odmalował się na jej twarzy.

– Thor wierzy i znowu potem będzie przez ciebie cierpiał, jak zawsze.

Doskonale wiedział, że żadnymi słowami nie zdoła jej przekonać. Więc jedynie wzruszył ramionami. Tak, Sif z pewnością była przykładem tego, czego nienawidził w Asgardzie. Jeśli z jakiegoś powodu skłócił się z Thorem, ona zawsze pierwsza stawała po stronie Gromowładnego. Zresztą jak oni wszyscy. Nie miało znaczenia kto rzeczywiście zawinił. Dobrze pamiętał, jak któregoś razu pożarł się z bratem do tego stopnia, że nie zamienili ze sobą ani słowa przez ponad miesiąc. Wtedy ich tak zwani przyjaciele nie odstępowali Thora na krok, kiedy on przesiadywał sam w bibliotece. W tamtym czasie w pełni do niego dotarło, że to są przyjaciele Thora, nie jego.

Te wspomnienia przywołały dziwną gorycz. Czym sobie zasłużył na takie odtrącenie? Czy rzeczywiście okazjonalne, złośliwe sztuczki aż tak negatywnie wpływały na ich relacje? A może… a może znów cień go zaślepia.

W lekkim westchnieniem oparł się wygodniej na sofie i przymknął oczy. Próbował uspokoić myśli, choć bez obecności Miriady nie było to już takie proste. A jednak spróbował jeszcze raz spojrzeć w przeszłość, mimo że miał wątpliwość czy kiedykolwiek jego stosunki z Sif były lepsze.

A jednak im dłużej o tym myślał, tym bardziej jakieś obrazy przebijały się do jego umysłu. I wtedy przypomniał sobie jedno specyficzne wydarzenie, które jednak powtarzało się wielokrotnie. To nie do końca było tak, że kiedy był skłócony z Thorem to zostawał zupełnie sam. To właśnie Sif była tą, która przychodziła do niego, by negocjować z nim rozejm. To ona zawsze była pierwszą do rozwiązywana ich sporów. Z czasem jednak przychodziła coraz rzadziej. Czemu? Prawda okazała się gorzka dla maga. Kiedy Thor był na niego wściekły, szukał pocieszenia u przyjaciół, tymczasem, gdy Loki był zły na brata, to jego gniew odczuwało całe otoczenie. On nie wściekał się tylko na Thora, ale na wszystko i wszystkich, na cały świat. Czy więc powinien się dziwić, że wszyscy od niego uciekali?

Im głębiej zanurzał się w przeszłość, tym dziwniejsze przypominały mu się rzeczy. Na przykład to, kiedy ostatni raz tańczył z Sif. Było to chyba na uroczystości z okazji jego pięćsetnych urodzin. Wtedy jeszcze, zresztą jak połowa populacji Asgardu, był zauroczony wojowniczką. Dopiero później zrozumiał, że jej przywiązanie do Thora jest czymś więcej niż tylko zwykłym oddaniem przyszłemu władcy. I wtedy zazdrość zakryła wszystko inne.

– Wiesz, że kiedyś się w tobie podkochiwałem?

To niespodziewane pytanie spowodowało, że zaskoczenie zmazało gniew na twarzy Sif.

– Stare dzieje – dodał uspokajająco, spoglądając w stronę areny, na której właśnie zakończył się kolejny występ. – Zresztą wtedy cały Asgard był urzeczony wojowniczą amazonką, dlaczego więc ja miałbym nie być.

– Co to ma do rzeczy? – zapytała podejrzliwie.

– Że wiele się od tego czasu zmieniło. Pamiętam, jak tańczyliśmy razem na balu, wtedy nie uważałaś mnie jeszcze za skończonego drania.

– Jeszcze wtedy się na tobie nie poznałam – żachnęła się kobieta.

Loki uśmiechnął się cierpko. To nie miało sensu. Prędzej przekona Odyna Wszechojca, niż tą zatwardziałą wojowniczkę.

– Zapewne tak – odparł z pewną dozą rezygnacji.

W tej właśnie chwili konferansjer zapowiedział występ na arenie nowego pretendenta - Gromowładnego Thora z Asgardu. Jego przeciwnikiem miał być Krig, czteroręki mocarz z odległej planety Tyll. Idealny przeciwnik dla jego brata, silny i głupi.

– Dlaczego zacząłeś o tym mówić? – niespodziewanie pociągnęła wątek Sif. – Dziwnie się zachowujesz, dawniej nie zwykłeś się tak po prostu ze mną zgadzać. To nie w twoim stylu.

– Jak może zauważyłaś, ostatnio robię różne rzeczy, które absolutnie nie są w moim stylu. Wiem, że żywisz dla mojego brata bardzo ciepłe uczucia, dlatego chciałem cię tylko zapewnić, iż nie mam w stosunku do niego nikczemnych intencji. Zresztą teraz mam na niego niewielki wpływ, biorąc pod uwagę dzielącą nas odległość.

Sif zasępiła się na te słowa, a potem odparła z pewnym wahaniem.

– Gdziekolwiek byś nie był, zawsze masz na niego wpływ. Nawet jak znikłeś na te dwa lata, on wciąż się o ciebie martwił. Najgorsze jest to, że ty sobie niczym nie zasłużyłeś na jego przywiązanie. Ze wszystkich osób zrobiłeś najwięcej, by stracić zaufanie tak nasze jak i Thora. A mimo to on wciąż ci ufa. – Sif westchnęła ciężko. – Chciałabym wierzyć, że tym razem nie pożałuje tego zaufania.

Loki skrzywił się nieznacznie.

– Chciałem odejść i to wszystko zostawić. Uwolnić go od siebie, jak i mnie od niego. Naprawdę próbowałem. Ale… to mój brat.

Wiedział, że w oczach Sif, ten argument nic nie znaczy, nie miał jednak lepszego. Mimo to wojowniczka spojrzała na niego jakoś dziwnie. Jakby zupełnie nie spodziewała się podobny słów.

– Nie pamiętam już, kiedy ostatnio słyszałam, żebyś określił go tym mianem.

Loki uśmiechnął się nieznacznie, a potem ogłuszająca salwa braw przerwała ich rozmowę. Thor oczywiście zwyciężył i teraz triumfalnie wymachiwał Mjolnirem nad głową.

– Thor w swoim żywiole – skomentował mag i o dziwo udało mu się wywołać cień uśmiechu na twarzy Lady Sif.


Parę minut później Gromowładny w towarzystwie Miriady wrócili do loży. Thor dumnie zawiesił na szyi niewielki medal o dziwacznym kształcie, a teraz opadł na sofę i poprosił o jakiś napitek. Po chwili Miriady wróciła z butelką wina.

– Przyjemna rozgrzewka – rzucił Thor, kiedy już nawilżył gardło. – Powinnaś spróbować Sif.

– Dzisiaj spasuję – odparła wojowniczka.

– Nie wiesz, co tracisz.

– Bez obaw, walki to nie jest jedna atrakcja, jaka nas czeka – dodał od siebie Loki. – Arcymistrz twierdził, że dziś przybędą Vangardzi.

– Naprawdę? – zapytała uradowana Miriady.

– Van… kto?

– Zobaczycie, z pewnością przedstawienie będzie godne Sakaar – odparła enigmatycznie kobieta.


Naraz w połowie jednej z kolejnych walk, po arenie rozniósł się donośny dźwięk, niczym setki trąb. Był tak głośny, że z łatwością zagłuszył całą wrzawę panującą na trybunach.

– Co się dzieje? – zawołała, wyraźnie zaniepokojona Sif.

Tymczasem Miriady podbiegła od skraju loży i spojrzała w niebo. Entuzjastycznym gestem wskazała, by reszta również podeszła bliżej. Kiedy to zrobili, ujrzeli powiększające się pęknięcie, wielką szramę na nieboskłonie, która rozszerzała się niczym wejście do innego wymiaru. Nagle, kiedy przejście osiągnęło odpowiedni rozmiar, wyłoniły się z niego olbrzymie szponiaste łapy, które złapały krawędzie i rozwarły je znacznie szerzej. Wtedy dostrzegli, że po drugiej stronie otwierają się dwa następne przejścia.

Na arenie zapanowała martwa cisza, kiedy wszyscy w zdumieniu oglądali dziwaczne zjawisko.

– To jakaś inwazja? – zapytał Thor, którego ręka automatycznie powędrowała do rękojeści młota.

– Spokojnie – odparł Loki, kładąc dłoń na jego ramieniu. – Pamiętasz, co mówiłem o Sakaar, tu wszystko jest tylko pokazem.

Thor spojrzał na brata wzrokiem pełnym wątpliwości, jednak tym razem postanowił zaufać jego doświadczeniu i po prostu obserwował.

Z trzech otwartych przejść wynurzyły się trzy masywne, czerwone smoki, o ogromnych, żylastych skrzydłach. Gady ryczały potężnie i ziały pomarańczowymi płomieniami, kiedy krążyły nad areną. Z czasem do świadomości Thora dotarło, że inni widzowie coraz śmielej wiwatują i klaszczą z entuzjazmem, jakby zupełnie nie obawiali się potworów. Coraz wyraźniej skandowali też jakieś imię. Dopiero po pewnym czasie Thor je zrozumiał: „Vangard".

Naraz jeden ze smoków, ten największy, z gracją niezwykłą dla jego gabarytów, wylądował na środku areny. Jego wielka głowa spoczęła na ziemi i rozwarł paszczę wypełnioną sztyletowatymi zębami. Wtedy z jej wnętrza wyszedł rosły mężczyzna, a wrzawa na arenie osiągnęła apogeum. Był wysoki, niemal dwukrotnie przewyższał normalnego człowieka, do tego był niemal okrągły w obwodzie. Jego pokaźne ciało zasłaniał czarny płaszcz, a wielką głowę zdobił ogromny kapelusz z piórami po bokach.

– Witaj Sakaar! – zawołał tak tubalnym głosem, że był w stanie przezwyciężyć wrzawę panującą na arenie. – Lord Vangard przybył! Radujcie się!

Na to oświadczenie, dwa pozostałe smoki, które przysiadły na szczycie areny, wydały z siebie ogłuszający ryk, który dodatkowo wzmocnił aplauz publiczności.

– W ten piękny dzień, przybyłem, by was zadziwić! – zakrzyknął Lord Vangard.

Trzeci, największy smok, podniósł głowę, i wielki strumień ognia wypełnił powietrze.

– Ja, Lord… – Naraz mężczyzna urwał, kiedy jego smok dziwnie się zakrztusił, a potem zamiast kolejnej salwy ognia, z jego paszczy wyleciało confetti. Następnie jego krwistoczerwone ciało, całe pokryło się barwnymi kwiatami.

– Co do…. – Lord Vangard ze zdumieniem spojrzał na swoją bestię, a potem zaniósł się niemniej tubalnym śmiechem. W ślad za nim poszła całą publiczność.

– Zapłacisz mi za to, przebrzydły tricksterze – pogroził w stronę loży vipów.

Naraz wszyscy spojrzeli na stojącego tam Lokiego. Ten uśmiechał się w najbardziej złośliwy sposób, a potem skłonił się nieznacznie władcy Vangard i ruszył w stronę wyjścia.

– Chodźmy, dziś już żadnych więcej walk nie będzie.

Thor jeszcze przez moment patrzył na pstrokato pomalowanego smoka, po czym uśmiechnął się nieznacznie i podążył w ślad za bratem.


Spędzili na Sakaar w sumie cztery dni, w czasie których widzieli tak różne i czasami dziwaczne rzeczy, że z tej perspektywy smok ziejący confetti już nie wydawał się, aż tak niezwykły. Thor z pewnym żalem wsiadał na pokład Mistrza 15, za pomocą którego Miriady miała ich odtransportować w miejsce, gdzie będą mogli wrócić do Alfheim.

– Rozumiem już, czemu upodobałeś sobie ten świat – powiedział na pożegnanie do Lokiego, ściskając jego dłoń.

Po prawdzie nigdy w Asgardzie nie widział, by jego brat tak często i chętnie korzystał z magii. Tam zawsze wiązało się to z pewną dozą podejrzliwości, zawsze budziło niepokój zebranych. Tu natomiast Loki był w swoim żywiole. Mieszkańcy Sakaar uwielbiali takie sztuczki, a jego psotna natura doskonale wpisywała się w atmosferę tego miejsca. Niewątpliwie znalazł tutaj swoją ostoję.

– Mam nadzieję, że niedługo znów będziemy mogli was gościć – odparła Miriady, ściskając tak Thora, jak i jego kompanów. – Zawsze będziecie tu mile widziani.

Gromowładny spojrzał na brata, a ten pokiwał głową.

– Do zobaczenia – rzucił Loki.

– Do zobaczenia – odparł Thor i był w pełni przekonany, że to nie są puste słowa. Wiedział, że tutaj wróci.


Loki siedział na brzegu łóżka w sypialni. Ciemność pomieszczenia oświetlała jedynie niewielka lampka ustawiona na szafce obok. W oddali słychać było szum wody dobiegający z łazienki. Po ostatnich nieco zwariowanych dniach, ta cisza niemal świdrowała w uszach. Teraz jednak jego uwaga skupiona była na niewielkiej kopercie przewiązanej czerwoną wstążką. Z lekkim wahaniem rozwiązał staranną kokardkę i rozłożył znajdującą się w środku kartkę. Była zapisana drobnym, tak doskonale znanym, precyzyjnym pismem królowej Friggi. Nawet gdyby list nie był podpisany i tak rozpoznałby go na końcu świata. Powoli zagłębił się w lekturę, z każdym zdaniem czując, jak coraz bardziej żelazna obręcz ściska jego gardło.

W sumie to nawet nie musiałby go czytać, i bez tego wiedział, co będzie zawierać, zbyt dobrze znał swoją matkę. Oczywiście w pierwszych zdaniach wyrażała ogromną radość, że znalazł sobie miejsce do życia, że bardzo chciałaby poznać jego wybrankę serca, że żałuje, iż dzieli ich tak olbrzymia odległość. Wiele miejsca poświęciła temu, co działo się w Asgardzie po jego odejściu i temu jak ciężkie to były chwile dla całej jego rodziny. Jednocześnie cieszyła się, że zdołał nawiązać kontakt z Thorem, i że może teraz uda się im naprawić stosunki miedzy sobą. Na koniec zaś wyrażała nadzieję, że przeznaczenie będzie dla nich łaskawe i że kiedyś będzie miała okazję ujrzeć jeszcze na własne oczy jego twarz.

„…Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, co dzień proszę Norny, by pozwoliły ci odnaleźć szczęście, na które tak bardzo zasługujesz. Kocham cię, mój synu.

Frigga."

Tymi słowami kończył się list, a kiedy Loki dotarł do ostatnich słów, zauważył, że ręce drżą mu nieznośnie. Tak wiele prawdy jest w stwierdzeniu, że trzeba coś utracić, by docenić tego wartość. On tak wiele posiadał, ale zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy, przeklęty cień, przesłonił mu rzeczywistość. Przez to nie dostrzegał miłości i przywiązania swojej rodziny, widział tylko pogardę.

Wsparł ciężką głowę na ręce, zagrzebując palce dłoni głęboko we włosach. Oddychał ciężko, jakby z wysiłkiem. Teraz ten żal był już próżny. Rzeczy, które zrobił, decyzje, które podjął, na zawsze przekreśliły wszelką nadzieję. Na własne życzenie pozbawił się tego, co najcenniejsze.

Naraz poczuł, jak obejmują go drobne ramiona. Miriady przyniosła za sobą kwiatowy zapach szamponu do włosów.

– Tak wiele straciłem… – powiedział cicho. – Przez własną głupotę, przez własne zaślepienie. A teraz mogę jedynie pogodzić się z tym faktem. Nic co zrobię, już tego nie naprawi.

– Wiem, Loki. Wiem – odparła Miriady, całując go w czubek głowy.

Koniec części trzeciej.

Mam nadzieję, że podobała wam się wyprawa na Sakaar. Przyznaję, że dość mocno popłynęłam w stosunku do tego, co było przedstawione w filmie, ale cóż… taka jest zaleta fanfików, że można popuścić wodze fantazji.