Atena92, dziękuję bardzo za komentarze. Cieszę się, że Ci się podobało! :D

Ten rozdział został zbetowany przez Kasię, której serdecznie dziękuję. :)


ROZDZIAŁ DZIESIĄTY – PAŁAC UMYSŁU


Hermiona stała w drzwiach Wielkiej Sali i czuła, że zaraz zemdleje. Zagryzła wargi w rozpaczliwej próbie przywołania rzeczywistości, ale nie na wiele to się zdało. Wyglądała jak Parkinson. Była ubrana jak Parkinson. Miała zjeść śniadanie przy stole Ślizgonów jak Parkinson. To wystarczyło, żeby spanikowała.

Dobrą chwilę zajęło Hermionie otrząśnięcie się. Wzięła głęboki wdech; musiała się uspokoić. Była Gryfonką, na litość boską! Gryfoni się nie poddają! – powtarzała w myślach. Przywołała ostatnie wskazówki Dracona – „Siądź obok Daphne albo Blaise'a, oni mało gadają. I… nie spieprz tego" – po czym wtłoczyła na twarz coś, co od biedy mogło uchodzić za wyzywającą minę i z duszą na ramieniu skierowała się w stronę Ślizgonów.

Nie. Nie mogła tego zrobić. Już odnalazła wzrokiem Zabiniego, ale po prostu nie mogła tam podejść. Ślizgon siedział między Nottem a Averym i śmiał się z czegoś dosyć głośno. Hermiona zrozumiała z rozpaczą, że absolutne nie da rady i wlepiła przerażone spojrzenie w Malfoya. Malfoya, który zajmował miejsce tuż obok Gabrielle i patrzył na Hermionę z wściekłością. Dziewczyna nie wiedziała, czy to gra i chłopak udaje złość na swoją byłą, czy próbuje przywołać Hermionę do porządku, ale uznała, że to nieistotne. Draco i Gabrielle byli jedynymi osobami, które mogły jej pomóc. Błyskawicznie podjęła decyzję i ruszyła w ich kierunku.

– Malfoy… – syknęła, patrząc na chłopaka pogardliwie i z ulgą przyjęła zrozumienie malujące się w jego oczach.

– Malfoy? Już nie „Dracusiu"? – zakpił, podejmując grę.

– Nie przypuszczałam, że jesteś takim tchórzem – warknęła i opadła na ławę tuż przy nim. – Podobno wakacje spędziłeś z Potterem i Weasleyami… Jak nisko można upaść, nieprawdaż?

– Do ciebie mi sporo brakuje – odciął się. – Nie możesz pogodzić się z rozstaniem, że zaczynasz prać brudy publicznie?

Hermiona pojęła przesłanie i rzuciła szybko zaklęcie rozpraszające.

– Draco, ja nie wiem, co mam robić! – jęknęła, starając się jednocześnie piorunować go wzrokiem.

– Myślałem, że wymiękniesz już przy wejściu – mruknął. – I tak nieźle to wymyśliłaś, ale nie możemy spędzić całego śniadania pod zaklęciem wyciszającym.

– To co ja mam zrobić? Ja sobie nie poradzę, wszyscy się od razu domyślą, Snape mnie zabije, wyrzucą mnie ze szkoły, a Dumbledore'a zawieszą i…

– Spokojnie, Granger. Oddychaj. Zdejmij zaklęcie, wstań i idź do Zabiniego. Jak by coś mówił, to warcz na niego i udawaj wkurzoną na mnie.

– Nie! Nie mogę! Nie dam rady! – panikowała Hermiona.

Draco przygryzł wargi i zamyślił się na chwilę. W takim stanie Granger rzeczywiście zrobi coś głupiego. Nie mogła iść do innych Ślizgonów, ale też nie mogła siedzieć z nim zbyt długo.

– Więc wyjdź z Wielkiej Sali – oznajmił w końcu. – Trzaśnij talerzem o stół, powyzywaj mnie i wyjdź. W końcu możesz być nieco rozhisteryzowana po stracie tak wspaniałej partii jak ja – zakończył z szelmowskim uśmiechem.

Hermiona uniosła brew, ale rozwiązanie Draco przypadło jej do gustu – wszystko, byle nie iść teraz do Ślizgonów. Skinęła głową i nie zwlekając, zdjęła zaklęcie, po czym rąbnęła talerzykiem w blat, nazwała kolegę zdrajcą krwi i niemal wybiegła z Wielkiej Sali. Modląc się, by nikt jej nie widział, wpadła do najbliższej klasy i oparła się rękami o ławkę. Próbowała uspokoić oddech, ale w końcu się poddała. Pochyliła głowę i jęknęła cicho.

– Jestem żałosna – wymamrotała do siebie. – Nie potrafię udawać nawet wśród uczniów, podczas gdy profesor Snape radzi sobie z oszukiwaniem Voldemorta! Naprawdę muszę być beznadziejna…

Samobiczowanie przerwał jej szczęk otwieranych drzwi. Dziewczyna podskoczyła przestraszona i natychmiast przybrała najbardziej wyzywającą minę, jaką miała w repertuarze.

– Nieźle, Granger. Z tym że spojrzenie Longbottoma na lekcji eliksirów nie pasuje do tego wyrazu twarzy – zadrwił Snape, obrzucając Gryfonkę uważnym spojrzeniem.

– Profesorze, ja… – zaczęła, nie wiedząc tak naprawdę, co chciała powiedzieć. Mistrz eliksirów zdecydowanie nie był osobą, której mogłaby się wypłakać. Po chwili milczenia wzruszyła ramionami i usiadła na krześle, spuszczając głowę.

Snape westchnął z irytacją.

– Granger, to nie jest moment, w którym możesz się rozklejać – warknął. – Weź się w garść, zaraz musisz iść na lekcje!

– Ale… profesorze, ja… to… W Wielkiej Sali… Myślę, że…

– Za późno na wątpliwości – powiedział beznamiętnie. – Masz, wypij to – dodał, podając jej puchar z sokiem dyniowym.

– Ee… dziękuję, ale ee… nie chce mi się pić – wymamrotała.

– Granger, do jasnej cholery, co się z tobą dzieje?! Masz tu pół dawki eliksiru uspokajającego, żebyś nie zrobiła więcej takiego przedstawienia jak na śniadaniu!

Hermiona zarumieniła się lekko. Faktycznie, jak mogła pomyśleć, że Snape tak po prostu przyniósł jej sok? Wypiła szybko zaoferowany napój i natychmiast poczuła, jak się odpręża.

– Dziękuję, profesorze – powiedziała cicho. – Ja… nie wiem, co się stało. Po prostu spanikowałam.

– To się dało zauważyć – prychnął, odwrócił się na pięcie i wyszedł z sali.


Wbrew oczekiwaniom Hermiony lekcje przeszły nadzwyczaj bezboleśnie. Warczała na wszystkich, zrzucając winę na Malfoya, a na przerwach uciekała do toalety. Draco określił to nawet strategią unikową i nazwał dziewczynę oszustką. Gryfonka jednak nic sobie z tego nie robiła i – nie chcąc przerywać dobrej passy – postanowiła zrezygnować z obiadu. W końcu miała prawo do rekonwalescencji, skoro dzień wcześniej była jeszcze zwolniona z zajęć.

– Pansy, co ty tak łykasz cały dzień? – Hermiona usłyszała głos Notta, kiedy próbowała przemknąć się do lochów.

– A jak myślisz? – spytała z wyższością i pogratulowała sobie w duchu, że tak szybko zaczęła reagować na imię Ślizgonki. – Trzy dni temu wylądowałam w skrzydle szpitalnym, hm… rzeczywiście, co by to mogło być?

Chłopak roześmiał się i podbiegł do niej.

– Nie idziesz na obiad?

– Nie mam ochoty oglądać tego zdrajcy – prychnęła. – Odbiera mi apetyt.

– Kuchnia? Wiesz, jak za starych dobrych czasów…

Hermiona nie wiedziała, ale nie miała też pomysłu na odmowę. Poza tym, przypomniała sobie, nie miała przetrwać udawania Parkinson, a wykorzystać je do zbierania informacji. Wzruszyła więc ramionami i poszła za Ślizgonem, ukrywając niechęć.


Severus Snape zmierzał szybkim krokiem w kierunku lochów. Jako jedyny szpieg w zamku czuł się odpowiedzialny za tę durną Gryfonkę. Wiedział, że tylko on może ją przygotować do zadania, które postawił przed nią Dumbledore. Snape pokręcił głową z rozdrażnieniem. To nie był pierwszy raz, kiedy dyrektor wymyślił jakiś ryzykowny plan, a zadbanie o to, by się powiódł, spadało na Severusa. Tym razem Albus nie musiał nawet prosić; wiedział, że Snape zrobi wszystko, by nie dopuścić do katastrofy.

Nagle Severus zatrzymał się wpół kroku. Usłyszał śmiech Notta i wtórujący mu dźwięczny chichot Parki… Granger. Zdecydowanie dziwny chichot. Słyszał go już kiedyś i za każdym razem kończyło się tym, że musiał wlepić szlaban. Snape zaklął pod nosem i rzucił się niemal biegiem w stronę małego, ukrytego za drzwiami korytarzyka, który lata temu stanowił dodatkową spiżarnię. Otworzył z impetem drzwi i spojrzał na uczniów z wściekłością.

– Nott, szlaban z panem Filchem – warknął. – Natychmiast – dodał, oceniając jego stan. – Na co czekasz?!

Nott niemrawo podniósł się z peleryny, na której siedział z dziewczyną, wybąkał jakieś przeprosiny i wymknął się chyłkiem z pomieszczenia.

Severus zamknął drzwi machnięciem różdżki i odwrócił się do Granger. Miał ochotę ją zamordować. Ewentualnie zamknąć się w lochach i wrzeszczeć z bezsilności, dopóki ta farsa się nie skończy. Zamiast tego westchnął ciężko i przejechał dłonią po twarzy.

– Granger, możesz iść prosto? – zapytał w końcu ze znużeniem w głosie.

– Jestem Parkinson. Pansy Parkinson – wymamrotała dziewczyna. – I t–tak, mogę – dodała i wywróciła się, próbując wstać. – Albo i nie.

– Granger, skup się! Gdzie jest Potter?

– Jestem Granger, rzeszywiśśśście. Ale n–niech pan nikomu nie mówi, to tajemnica.

– Gdzie Potter trzyma swoją pelerynę?

– Nnie mmogę pow… powiedzieć – dziewczyna bełkotała coraz bardziej. – Roz… rozstałam się z Wiktorem! Wiktorrrem trrraktorrrem.

Snape zaklął paskudnie i nie namyślając się więcej, rzucił na dziewczynę zaklęcie kameleona.

– Aaale co pan robi? – wymruczała sennie Gryfonka.

– Jęzlep – warknął Snape, myśląc o niezliczonych momentach, w których chciał to zrobić w trakcie lekcji eliksirów, po czym bezceremonialnie przerzucił sobie Granger przez ramię i wyszedł z korytarzyka.

Zaklinając wszystkie znane mu bóstwa, by nikogo po drodze nie spotkać, Severus zmierzał do swoich kwater. Co ta idiotka sobie myślała?! – zastanawiał się. Widział wcześniej, że była przerażona swoim zadaniem, ale panikowanie to jedno, a robienie czegoś tak skrajnie głupiego – drugie. Upijać się z Nottem jako Parkinson, na Merlina! Nawet Longbottom nie wyskoczyłby z czymś takim!

Gdy tylko dotarli do mieszkania Snape'a, mężczyzna celowo niedelikatnie zrzucił Granger na kanapę i poszedł po eliksir trzeźwości.

– Wypij to, idiotko – warknął, podając dziewczynie fiolkę. – Legilimens – mruknął, gdy go tylko usłuchała.

Musiał przejrzeć jej wspomnienia ze spotkania z Nottem. W takim stanie mogła wypaplać mu wszystko, czego nie powinna. Na szczęście obawy mistrza eliksirów okazały się nieuzasadnione – uczniowie rozmawiali głównie o wakacjach i quidditchu. W pewnym momencie Granger próbowała nawet mimochodem nawiązać do Czarnego Pana, ale nie uzyskała od Notta nic poza „Cóż, wiesz, jak jest". Snape odetchnął z ulgą; mógł wrócić do wyładowywania złości na Gryfonce, skoro nie musiał niczego naprawiać.

– Panie profesorze? – Dobiegł go niewyraźny szept dziewczyny.

– Granger, możesz mi powiedzieć, co ty do cholery sobie myślałaś? – zapytał cichym, zwodniczo łagodnym głosem, który zawsze zwiastował szlabany i utratę punktów.

Hermiona podniosła się powoli do pozycji siedzącej i rozejrzała niepewnie po pokoju.

– Ja… Po zajęciach Nott spytał, czy pójdę z nim do kuchni, tak jak zawsze. Zgodziłam się, żeby nie nabrał podejrzeń. Myślałam, że coś zjemy, bo to wyszło jakoś od tego, że nie chcę iść na obiad. A on… to „zawsze" dotyczyło kłótni Pansy z Draco. Zawsze wtedy szli pić Ognistą Whisky – tłumaczyła monotonnym głosem. – Ja naprawdę nie wiedziałam, a potem nie miałam się już jak z tego wyplątać!

– A nie przyszło ci do głowy zrezygnować pod byle pretekstem po pierwszym kieliszku?! Gdzie ty masz mózg, Granger? Mogłaś wszystko zniszczyć!

– Tak, ja… myślałam o tym, ale… miałam nadzieję, że może Nott mi coś powie, jak się no… rozluźni pod wpływem alkoholu.

– Cóż za eufemizmy – zadrwił Snape. – Wspaniały plan. Szkoda tylko, że to ty skończyłaś... Jak to było? Rozluźniona pod wpływem alkoholu niemal do nieprzytomności? A pan Nott ma się świetnie!

Granger skuliła się pod ostrą krytyką Snape'a i przygryzła wargi. Ostatnio weszło jej to w nawyk.

– Panie profesorze… jak pan to robi? Jak pan sobie radzi z… z tą odpowiedzialnością?

Severus obrzucił dziewczynę uważnym spojrzeniem. O co jej znowu chodziło? Nie potrafi nawet zadbać o siebie, za kogo ona znowu się czuje odpowiedzialna?

– Za profesora Dumbledore'a. Za wszystkich, którzy są z tym związani – Odpowiedź Hermiony uzmysłowiła Snape'owi, że ostatnie pytanie musiał zadać na głos. – Ja… ja się nie boję Ślizgonów, że coś mi zrobią albo… nie wiem. Przeraża mnie to, że jeśli popełnię jakiś błąd, to tyle osób, które są po naszej stronie, będzie miało problemy. Przeze mnie – wyrzucała z siebie gorączkowo dziewczyna. – Boję się – zakończyła szeptem.

– Granger… Zacznij po prostu myśleć, zanim coś zrobisz – mruknął nauczyciel. – Te informacje, które możesz zdobyć, nie są ważne na tyle, żeby ryzykować ujawnienie. Pamiętaj, że w pierwszej kolejności twoim obowiązkiem jest utrzymanie maski Pansy. Nikt nie oczekuje od ciebie listy kandydatów na śmierciożerców w ciągu tygodnia.

Snape skrzywił się z niesmakiem. Jak to się stało, że zamiast wgniatać tę idiotkę w ziemię, on ją uspokaja? I to drugi dzień z rzędu?

– Jeszcze jakieś egzystencjalne problemy? – zadrwił, chcąc poprawić sobie humor. – Bo jeśli nie, to chciałbym wrócić do pracy…

– Pracy?

Snape przewrócił oczami.

– Wymysł Pottera. Wielosokowy w tabletkach, Granger – wyjaśnił niechętnie i machnął ręką w kierunku drzwi do pracowni. – Jak mniemam, twoje… lekarstwo już zwróciło uwagę?

– Tak, ale… Och! To znaczy, że jesteśmy… że to są pana kwatery? – spytała nagle oszołomiona dziewczyna.

– Nie, Granger, jesteś w siedzibie śmierciożerców… Nowy pomysł na wzmocnienie mojej pozycji – wycedził. – Oczywiście, że to są moje kwatery!

Gryfonka zarumieniła się lekko.

– To… to ja już pójdę. Przepraszam i… I dziękuję za pomoc, profesorze.


Severus krążył po gabinecie Dumbledore'a, nie posiadając się z wściekłości. Gdy tylko Hermiona opuściła jego komnaty, poszedł do dyrektora i kazał zafiukać po McGonagall. Był przekonany, że po tym, co zrobiła Granger, Albus zrezygnuje z tego idiotycznego planu. Niestety, srodze się rozczarował. Dumbledore podszedł do tematu z właściwą sobie beztroską.

– Severusie, ale w końcu nic się nie stało – tłumaczył cierpliwie. – Daj jej szansę, a w końcu przyzwyczai się do nowej roli.

– Cholera jasna, Albusie, ona była pijana w sztok! Mogła zdradzić mu wszystko! Mi zaczęła opowiadać, że rozstała się z jakimś Wiktorem!

– Krumem – wtrąciła machinalnie McGonagall. Nie brała czynnego udziału w dyskusji. Z jednej strony nie podobało jej się wysłanie najlepszej uczennicy do Slytherinu na przeszpiegi, jednak z drugiej uważała, że jeżeli ktokolwiek sobie z tym poradzi, to właśnie panna Granger.

– Ona twierdziła, że traktorem – prychnął Snape. – Czy wy nie widzicie, że katastrofa jest tylko kwestią czasu?

– Skoro Albus uważa, że trzeba dać jej szansę, to…

– Tak, Minerwo – przerwał nauczycielce Severus. – Albus uważa. A ty jesteś na tyle ślepa, że nie masz własnego zdania?

– Jakoś ci to nie przeszkadzało, kiedy Albus prosił, by dać szansę tobie! – odcięła się McGonagall.

Mistrz eliksirów skrzywił się, jakby otrzymał policzek.

– To nie…

– Dość! – uciął stanowczo kłótnię Dumbledore. – Zachowujecie się jak dzieci, a takie przepychanki nie mają żadnego sensu. Panna Granger nadal będzie udawać pannę Parkinson, a ty, Severusie, przygotujesz ją do tego. I to jest moje ostatnie słowo.

– Jak pan sobie życzy, dyrektorze – wypluł Snape, podczas gdy Minerwa wpatrywała się w niego z triumfem.

– Och, Severusie… Przestań się dąsać – zakpiła. – Przecież ostatnio skarżyłeś się w liście, że stało się coś dziwnego, bo Potter jest dla ciebie miły, a Granger ci gotuje. Nie będzie tak źle, prawda?

Snape postanowił zbyć te uwagi pełnym godności milczeniem. Posłał koleżance po fachu spojrzenie, którego nie powstydziłby się bazyliszek i szybkim krokiem opuścił gabinet.


Wieczorem Hermiona czekała z Harrym na lekcję oklumencji. Chłopiec pojawił się niemal godzinę przed czasem. Chciał dowiedzieć się, jak jej poszło ze Ślizgonami i porozmawiać o postępach w kwestii fanklubu. Gryfonka była wdzięczna, że nie wyśmiał jej porażki i rozluźniła się nieco. Zrozumiała, że nawet nie zdawała sobie sprawy, jak zależało jej na opinii przyjaciela.

– No dobrze, to teraz twoja kolej – zarządziła, przeciągając się na fotelu. – Jak tam fanklub? No, Harry? – ponagliła, nie doczekawszy się odpowiedzi.

– Yy… Wybacz, Hermiono – mruknął. – Nie mogę się przyzwyczaić do ciebie w tych ciuchach.

Dziewczyna zarumieniła się i machinalnie obciągnęła spódniczkę. Sama nie do końca komfortowo czuła się w ubraniach Pansy, jednak wiedziała, że powinna się do nich przyzwyczaić. Im więcej rzeczy stanie się dla niej naturalnych, tym lepiej. Całe szczęście, że na razie nie musiała w tym paradować po zamku – na lekcje zakładała szkolne szaty, tylko popołudnia miały przebiegać pod hasłem dekoltów i spódnic długości szalika.

– Taa… też nie jestem zachwycona – mruknęła w końcu. – Nie wiem, jak ona się w to mieści. Ma bardziej… kobiecą budowę niż ja, a ja w to ledwo wchodzę. Więc… co z fanklubem?

Harry uśmiechnął się lekko.

– Całkiem dobrze. Jak Snape wczoraj odwołał lekcję, zebraliśmy GD. Wszyscy się zgodzili, tylko Smith miał jakieś problemy, ale Ernie go przekonał. Chociaż możliwe, że pomógł w tym upiorogacek Ginny – opowiadał Harry z rozbawieniem. – Ernie z kolei wyglądał, jakby spełniły się jego wszystkie marzenia.

– A nowi?

– Neville nic jeszcze nie mówił, ale widziałem, że jakoś częściej kręci się wśród Puchonów. Za to dziewczyny, znaczy, Luna i Ginny, zebrały już kilka nazwisk. W większości uczniów z mugolskich rodzin. Zobaczymy, co dalej.

– To świetnie, Harry. Podzieliłeś ich już jakoś?

Ku zaskoczeniu Hermiony, Harry stracił natychmiast cały entuzjazm. Zwiesił głowę i utkwił spojrzenie w kominku.

– Harry?

– Podzieliłem – mruknął chłopiec po chwili milczenia. – Wszystkich, którzy przyszli, z wyjątkiem Terry'ego i Anthony'ego, bo mają dodatkowe zajęcia z Zaklęć, a Flitwick często zmienia terminy. No i oprócz Dennisa, bo jest za młody.

– A Gabrielle? Jest od niego chyba młodsza…

– Taa… Ale Gabrielle… Cóż, świetnie sobie radzi – odparł Harry, wzruszając ramionami.

– Więc w czym problem?

Harry podniósł się i zaczął nerwowo spacerować po pokoju. Dopiero po chwili spojrzał na przyjaciółkę, jakby z wyzwaniem w oczach.

– Właściwie to w niczym. Robiliśmy pojedynki. Podzieliłem wszystkich według umiejętności. Do tego drobne zmiany, bo Puchoni poprosili o najmłodszych – pierwszaków ustawiłem osobno, to największa przepaść. No i jeszcze najstarszej grupie dałem wyłącznie członków Zakonu, pięcioro, a kolejnej – resztę Zakonu plus GD, bo w końcu będziemy mieć dodatkowe treningi. Też według wyników. Wszystko jasne dla wszystkich. Nie ma się do czego przyczepić – wyrzucał z siebie chłopiec z goryczą w głosie.

– Harry – przerwała delikatnie Hermiona. – Uspokój się i powiedz, co się stało. Przecież widzę, że coś jest nie tak…

Chłopiec westchnął ciężko i usiadł zrezygnowany na fotelu. Nie podnosząc wzroku na przyjaciółkę, zaczął opowiadać cichym i monotonnym głosem:

– Brałem udział w pojedynkach, żeby uniknąć gadania. Wygrałem wszystkie. Drugi był Malfoy, przegrał tylko ze mną. Dalej Ginny i Gabrielle, która przyznała, że od dawna ćwiczyła z Fleur. A potem był Ron.

Hermiona zmarszczyła brwi.

– Dalej nie widzę problemu, Harry – powiedziała łagodnie. – To akurat pięć osób.

– Nie rozumiesz – westchnął w odpowiedzi chłopiec. – Wiem, że jesteś lepsza od Rona. Piąte miejsce w najstarszej grupie jest dla ciebie.

– Och. Więc Ron…

– Więc Ron teraz ze mną nie rozmawia – dokończył Harry ponuro. – Uważa, że zrobiłem to specjalnie, żeby ee… sprzątnąć mu Gabrielle sprzed nosa, jakoś tak.

Hermiona spojrzała na przyjaciela ze współczuciem.

– Mogę się zamienić z Ronem, jeśli chcesz – zaproponowała po chwili namysłu. – Mi to nie przeszkadza.

Harry pokręcił głową.

– Nie. Nie mogę pozwolić, żeby przyjaźń wpływała na cokolwiek. Muszę być obiektywny – powiedział twardo. – Poza tym ty też jesteś moją przyjaciółką. A Ron przegrał w uczciwych pojedynkach.

– Ale mówiłeś, że i tak trochę pozmieniałeś, więc myślalam…

– Tak, tylko że te zmiany były uzasadnione, Hermiono – odparł. – Musiałem na przykład dać też trochę lepszych osób do młodszych grup, ale to nadal wynikało z tego, jak kto sobie radził. Wyjątkiem byli Ernie, Susan, Justyn i Hanna – poprosili o zajęcia z pierwszakami i uznałem, że to dobry pomysł. Są spokojni i dobrze się dogadują, dla dzieciaków to może być ważniejsze niż magiczne umiejętności – wyjaśnił.

– Chyba masz rację – westchnęła Hermiona. – A… nie za dużo tych osób do jednej grupy? – spytała jeszcze. – Mam na myśli, że z prawie całego GD zrobiłeś nauczycieli… Więc kogo będziemy uczyć?

– GD zostanie taka sama. Będziemy uczyć tych, którzy później będą prowadzić swoje grupy. Dopóki nie zbiorą się ludzie, wszystko zostaje po staremu. Później powoli zaczniemy się dzielić. A że dużo osób do prowadzenia zajęć… To dobrze. Więcej uwagi na jednego ucznia. Zresztą w razie czego w trakcie wprowadzi się jakieś poprawki.

Hermiona skinęła głową, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo w kominku pojawił się Snape.

– Gotowi? – warknął zamiast powitania. – Jak dobrze widzieć panią trzeźwą, panno Granger.

Harry parsknął śmiechem, za co otrzymał urażone spojrzenie przyjaciółki.

– Zdrajca – wymamrotała.

– Jak się naśmiewaliście z mojego listu do Scrimgeoura, to było dobrze – odparł Harry z rozbawieniem.

– Skończyliście? – wycedził nauczyciel. – Usiądźcie przy kominku – nakazał i sam zajął jeden z foteli. – Przodem do mnie, Potter – dodał z rozpaczą w głosie, kiedy chłopiec wyciągnął się w stronę kominka.

Hermiona nie wytrzymała i roześmiała się, widząc skonfundowaną minę przyjaciela.

– Jeszcze nie zaczęliśmy, a wy już pokazujecie swoją kompletną ignorancję. To wręcz fenomenalne – syknął, pomstując w duchu na Dumbledore'a. – Potter, w zeszłym roku uczyłeś… cóż, miałeś się uczyć… oczyszczać umysł, by Czarny Pan nie miał do niego dostępu podczas snu. Teraz sytuacja się zmieniła. Nie sądzimy, by Czarny Pan spróbował drugi raz tej samej sztuczki, więc będziecie się uczyć, jak chronić umysł przed bezpośrednim atakiem. Do tego nie wystarczy wyciszenie emocji. Musicie zbudować coś w rodzaju muru wokół waszych myśli i wspomnień. Czy to jasne?

– Czasami mam jeszcze wizje – mruknął Harry.

– A ja nie – warknął Snape. – Pytałem, czy jasne jest to, co powiedziałem, więc skup się, Potter, bo mnie twoje zwierzenia nie interesują. I tak zapewne za chwilę pokażesz mi wszystko, co będę chciał zobaczyć.

Harry zacisnął usta, ale nie odpyskował. Postanowił szanować Snape'a za to, co ten robił dla Zakonu, i tego się będzie trzymał.

– Jasne, profesorze – powiedziała w końcu Hermiona. – Jak mamy to zrobić?

– Każdy robi to inaczej, Granger. Kluczem do udanej ochrony jest wizualizacja. Jedni chowają wspomnienia, inni tworzą wokół nich ściany. Wszystko i tak sprowadza się do siły umysłów – wytłumaczył. – Niezbędna jest też dyscyplina. Możesz mieć sporo magicznej mocy, ale polec. Silne bariery ci nie pomogą, jeśli twoje myśli, emocje, wspomnienia wyfruną na zewnątrz. Panie Potter, pan pierwszy.

– Ja?

Snape westchnął z irytacją. Nienawidził się powtarzać.

– Tak, Potter. Ty – wycedził. – Legilimens!

Severus miał ochotę prychnąć z pogardą, kiedy zanurzył się w umyśle chłopaka. Takie… pospolite. Potter hasło „ściany" potraktował dosłownie. Snape wyczuł coś w rodzaju szerokiego, kamiennego muru. Wydawał się dość potężny, jak na szereg zeszłorocznych porażek, ale to było wszystko, co chłopak osiągnął. Mistrz eliksirów bez problemu przedarł się przez nie – nie były szczelne. Wspomnienia wręcz wirowały dookoła niego. Snape nie miał nawet ochoty ich oglądać.

– Potter – warknął, gdy tylko wycofał się z umysłu chłopaka. – Co ja mówiłem o dyscyplinie?! Masz dość mocy, by zbudować potężny mur, nawet jeśli nadal będzie wyglądał jak wyjęty żywcem ze średniowiecza. Zamiast jednak skupiać się na kształcie pojedynczych kamieni, nie pozwól emocjom przejąć kontroli! Nie chodzi o to, byś wizualizował każdy szczegół, masz to raczej poczuć i blokować moje ataki. A ty sobie po prostu wyobraziłeś zamek i miałeś gdzieś resztę!

Chłopiec pokiwał głową, jednak Snape widział, że bachor dalej nie rozumie, w czym rzecz.

– Granger, twoja kolej – oznajmił z rezygnacją w głosie. – Legilimens.

Umysł dziewczyny był… pusty. Snape przygotował się na natłok wspomnień, mając w pamięci dzisiejszą histerię Gryfonki, ale przywitała go sterylna biel. I nic więcej. Zanurzał się głębiej, nie napotykając żadnego oporu, ale też nie znajdując niczego. W końcu, gdy miał się już poddać, wyczuł coś dziwnego. Jakby coś go nieznacznie odpychało z tego miejsca. Zbliżył się na tyle, ile mógł i wreszcie dostrzegł wspomnienia Granger, tyle że nie był w stanie żadnego dosięgnąć. Spoczywały nieruchomo, równo poukładane za jakąś niewidzialną, leżącą na okręgu barierą, która nie mogła go wypchnąć z umysłu dziewczyny, ale też nie dawała żadnych szans na przejście dalej. Severus jeszcze chwilę obserwował niespodziewane zjawisko i przerwał zaklęcie.

– Dlaczego mnie nie wypchnęłaś? – spytał podejrzliwie.

– Próbowałam – mruknęła Hermiona, masując skronie. – Ale nie mogłam.

– Granger, nie kłam! – syknął. – Oklumencja na takim poziomie wymaga lat ćwiczeń, nie wierzę, że próbowałaś zrobić cokolwiek, skoro nawet tego nie poczułem! Kiedy się tego nauczyłaś?

– Ale czego? – wyjąkała zdziwiona dziewczyna. – Tę barierę wokół… wokół wszystkiego zrobiłam pierwszy raz.

– Oczywiście. A te wspomnienia, które widziałem dzisiaj, to…?

– Ee… sama je panu pokazałam. Domyśliłam się, że będzie pan chciał sprawdzić przebieg rozmowy z Nottem, więc od razu je znalazłam.

Snape podniósł się i zaczął nerwowo spacerować po pokoju. Nic tu nie trzymało się kupy. Mógł uwierzyć w taką barierę zrobioną po raz pierwszy, ale cała reszta jej umysłu i perfekcyjne wybieranie myśli temu przeczyły.

– Granger, a te poukładane wspomnienia, to…?

– Układam je tak od dziecka – odparła zaskoczona przebiegiem rozmowy dziewczyna. – Pałac umysłu. To z takiej książki o genialnym detektywie… No, nieważne. W każdym razie cel jest taki, żeby w każdym momencie mieć szybki dostęp do hm… wspomnień, jakichś informacji czy… czy czegoś. Mój ee… pałac wygląda właśnie tak. Tyle że jak się denerwuję, to robi się bałagan.

Snape opadł z powrotem na krzesło. Nie dziwił się już, że Granger była taką dobrą uczennicą, skoro jej umysł wyglądał jak katalog biblioteczny.

– Musisz nauczyć się wypychać intruza ze swojego umysłu. I musisz utrzymywać taki stan niezależnie od swoich emocji. To, co wydarzyło się dzisiaj rano, nie może się powtórzyć – oznajmił w końcu. – Przez chwilę sądziłem, że możesz być naturalnym oklumentą, ale to nie to. Po prostu nie masz problemów z dyscypliną, w dogodnych warunkach emocjonalnych, rzecz jasna. Jesteś bardzo… poukładana.

– Chyba na półkach – mruknęła Hermiona bezmyślnie.

– Słucham, panno Granger?

– Nie, nic, nic. Czyli chodzi o to, że ja mam opanowaną dyscyplinę, ale jestem za słaba, żeby kogoś wypchnąć, tak? A Harry odwrotnie – ma moc, ale ee… jest no…

– Bezmyślny?

– Hej, ja tu jestem! – prychnął chłopiec, który do tej pory przysłuchiwał się rozmowie bez większego zainteresowania.

– Mniej poukładany! – oznajmiła Hermiona z triumfem w głosie.

– Tak, też jestem zachwycony, że zdajecie sobie sprawę ze swoich oczywistych braków – zadrwił Snape. – Potter!

– Hmm?

– Legilimens!