A/N: uprzejmie informuje się, że rozdział jest jeszcze na etapie przed-zbetowaniem (zostanie podmieniony). Tak więc proszę o wyrozumiałość. :D Ach, i wiem, że jakiś krótszy mi wyszedł i jakiś taki bez-akcji, zwłaszcza w porównaniu do poprzedniego rozdziału, za to, również w porównaniu, dużo w nim Snape'a, więc może to się jakoś równoważy? :D Następny, już widzę, znowu będzie bardziej akcja-długość, więc, no... Wybaczcie.
Dziękuję też bardzo, bardzobardzobardzo, za wszystkie komentarze. 3 Przepraszam, że tak długo nie aktualizowałam, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać i pisałam wszystko, tylko nie "Ptaki...". W każdym razie uroczyście przysięgam, że nie porzucę tego opowiadania. (:
– Czy możesz mi przypomnieć, co miało być priorytetem w twoim odgrywaniu Parkinson?
Hermiona zdawała się w ogóle nie słyszeć słów nauczyciela. Siedziała na brzegu fotela i wpatrywała się tępo w swoje splecione na podołku dłonie.
– Granger – syknął Snape. – Nie interesuje mnie twój pokaz depresji, zadałem ci pytanie i oczekuję odpowiedzi!
– Ja… Nie wolno mi narażać się na zdemaskowanie – wymamrotała nieobecnym głosem dziewczyna i westchnęła ciężko. Wiedziała, że gdyby wszystko się wydało, Dumbledore miałby poważne problemy, ale nie potrafiła się tym teraz przejmować. Przed oczami wciąż miała Kevina lecącego w stronę śmierciożerców i wyrzucała sobie, że nie udało jej się go uratować. Zacisnęła wargi. Gdyby wiedziała więcej, gdyby lepiej się przygotowała, gdyby…
– Granger, do jasnej cholery, skup się! To, co zrobiłaś, nie może się powtórzyć. Czy to jasne?
Hermiona spojrzała ze złością na nauczyciela. To przede wszystkim jego wina! Gdyby mnie nie powstrzymał, Kevinowi nic by się nie stało!
Snape drgnął, jakby wymierzyła mu policzek.
– Słucham, panno Granger? – wycedził i Hermiona zrozumiała, że musiała wypowiedzieć ostatnie zdania na głos.
No i świetnie, w końcu usłyszał prawdę, uznała buntowniczo, rozmyślnie ignorując wyraz twarzy nauczyciela.
– Miał mi pan dawać wskazówki co do szpiegowania! Gdyby mnie pan uczył, to…
– Szpiegowanie to ocena i wykorzystywanie sytuacji, idiotko! Masz po prostu słuchać! Myślisz, że kilka rad zrobi z ciebie bohaterkę?!
– Może jakbym dostała te kilka rad, to nie byłoby takiej potrzeby! – wrzasnęła, nie zastanawiając się nad konsekwencjami swoich słów. – Ale pana przecież nie obchodzi życie uczniów!
Severus przymknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, jego twarz przypominała maskę.
– Po kolacji przyjdź po eliksir – powiedział beznamiętnie. – A teraz się wynoś.
Hermiona nie mogła sobie znaleźć miejsca. Wciąż miała przed oczami wyraz twarzy Snape'a, a kiedy dodatkowo uzmysłowiła sobie, że nauczyciel nie tylko nie odjął jej punktów, ale nawet nie próbował się bronić czy jakkolwiek odpowiedzieć na zarzuty, poczuła palący wstyd. Po tym, co dla mnie zrobił, po tym, co obiecywaliśmy sobie z Harrym, ja… Boże, jak ja w ogóle mogłam powiedzieć coś takiego? – wyrzucała sobie, po raz kolejny odkładając książkę na bok. Nie potrafiła się skupić, ale nie bardzo wiedziała, czym miałaby się zająć. Członkowie Zakonu omawiali atak, a ona nie mogła zrobić nic poza czekaniem na wiadomości. W tej chwili naprawdę była wdzięczna za osobne kwatery. Odgrywanie Pansy było ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę.
Kiedy Harry w końcu się pojawił, dochodziła pora kolacji i Hermiona była na granicy wytrzymałości.
– Harry! – zawołała z ulgą. – Co z Kevinem?
Przez twarz Pottera przemknął cień.
– Nie wiadomo. Aurorzy nie znaleźli ciała, ale Dumbledore podejrzewa, że śmierciożercy chcą… użyć go do wzbudzenia paniki. Słuchaj, muszę cię prosić…
– Wzbudzenia paniki?! Boże, przecież to było tylko dziecko! Jak oni…
– Dasz mi dokończyć? – spytał Harry niecierpliwie. – Przepraszam, ale to ważne. Potrzebuję twojej pomocy. Był tu Scrimgeour i…
– I po tym, co Ministerstwo Magii zrobiło w zeszłym roku, Scrimgeour jest ważniejszy niż Kevin?! – krzyknęła Hermiona, nie dbając o to, ze zachowuje się dziecinnie. Miała nadzieję, że przyjaciel, po tym, co sam przeszedł w związku ze śmiercią Cedrika, zrozumie ją, tymczasem wydawał się całkowicie niewzruszony stratą jednego z uczniów. – Co się z tobą ostatnio dzieje?! Jak może cię to nie obchodzić?!
Harry otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko potrząsnął głową i podszedł do kominka.
– Nieważne, dzięki za pomoc – rzucił, nie odwracając się. – Aha, Ron został ranny, jest w skrzydle szpitalnym. Na pewno ucieszy się, że o nim pomyślałaś – dodał drwiącym tonem, zanim zniknął w płomieniach.
Hermiona opadła na fotel i ukryła twarz w dłoniach. Miała niepokojące wrażenie, że w ciągu jednego wieczoru udało jej się zrazić do siebie jedyne osoby, które mogły zrozumieć, przez co przechodziła. Nagle zachowanie Harry'ego z zeszłego roku przestało ją dziwić. Gdybym to ja była na jego miejscu, prawdopodobnie nikt by już ze mną nie rozmawiał, pomyślała z gryzącą autoironią.
Obudził ją dźwięk zegara wybijającego północ. Hermiona zmrużyła oczy i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że musiała zasnąć w fotelu. Rozmasowując napięte mięśnie karku, skierowała się w stronę sypialni, ale nagle zatrzymała się wpół kroku. Zmarszczyła brwi. Czuła, że coś jest nie tak, że coś jej umyka, jednak – rozespana – nie potrafiła stwierdzić co. Omiotła pokój półprzytomnym spojrzeniem, próbując znaleźć przyczynę dziwnego niepokoju, i zamarła, kiedy jej wzrok zatrzymał się na półce pełnej pustych fiolek.
– Eliksir… Snape mnie zabije! – jęknęła i rzuciła się przetrząsać zapasy. Niedobrze. Co prawda wielosokowego zostało jej na jakieś dwie, może trzy godziny, ale w niedzielę mogła nie złapać nauczyciela wystarczająco szybko.
Bijąc się z myślami, Hermiona zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. Perspektywa udania się w środku nocy do kwater Snape'a napawała ją przerażeniem, ale z drugiej strony dziewczyna nie chciała nawet wyobrażać sobie reakcji mistrza eliksirów, gdyby przez jej obawy mistyfikacja wyszła na jaw.
– Trudno – oznajmiła w końcu na głos, chcąc dodać sobie animuszu. – Pójdę.
Nikt za mnie nie będzie ponosił konsekwencji moich błędów, pomyślała z ponurą determinacją, rzuciła na siebie zaklęcie niewidzialności i z zaciętą miną wyszła z pokoju.
Stojąc pod drzwiami do kwater Snape'a, Hermiona robiła wszystko, by nie myśleć, czym skończyło się jej ostatnie spotkanie z nauczycielem. Przełknęła ślinę i nagle przypomniała sobie, jak podczas wakacji stała w domu Syriusza pod drzwiami do bawialni, niosąc mistrzowi eliksirów tacę z czekoladkami. Uśmiechnęła się blado. Odczucia były podobne, tyle że teraz nie mogła zrozumieć, czego wtedy tak się obawiała. Przestań, nie czas na rozmyślanie, skarciła się w duchu. Wzięła głęboki wdech, zdjęła zaklęcie i zapukała cichutko we framugę. Wcześniej rozważała różne scenariusze, ale kiedy drzwi otworzyły się niemal natychmiast, a czyjaś ręka wciągnęła ją gwałtownie do pokoju, Hermiona wydała okrzyk zaskoczenia.
– Milcz i ukryj się! – Dziewczyna usłyszała natarczywy szept Snape'a i zanim zorientowała się, co się dzieje, została wepchnięta do kolejnego pomieszczenia. Zdążyła tylko zauważyć, że płomienie w kominku zabarwiły się na zielono, gdy nauczyciel zamknął jej drzwi przed nosem.
Hermiona zagryzła wargi, próbując jasno myśleć mimo zdenerwowania. Była ciekawa, kto odwiedzał Snape'a w środku nocy, ale wiedziała, że powinna skupić się na znalezieniu kryjówki. Drżącą dłonią wyciągnęła różdżkę, wyciszyła pomieszczenie i wyczarowała niewielką kulę światła. Z rosnącym strachem rozglądała się dookoła; jedyne nadzieje budziła duża szafa, ale oczekiwanie w zamknięciu na nieznane zagrożenie wywoływało w Hermionie sprzeciw. Musiała, po prostu musiała zostawić sobie jakąś możliwość reakcji; ucieczki, obrony, czegokolwiek. Z jednej strony wiedziała, że Snape już raz ją uratował, z drugiej – zdawała sobie sprawę, że mężczyzna nie zrobi nic, co mogłoby zagrozić jego pozycji wśród śmierciożerców. Z rozpaczą rozważała już nawet wpełznięcie pod łóżko albo ukrycie się w łazience, do której, jak uznała, musiały prowadzić drzwi po prawej stronie, gdy jej spojrzenie zahaczyło o lustro wiszące nad komodą. O Boże, pomyślała, to się nie uda, to się nie może udać, ale… Westchnęła ciężko. Wiedziała, że nic innego nie wymyśli. Musiała zaryzykować.
– Kara za porażkę wychowawczą? – spytał z drwiącym uśmieszkiem Snape, podając Malfoyowi szklankę Ognistej.
Lucjusz skrzywił się lekko.
– Mogło być gorzej. Mam tylko nadzieję, że ten stary głupiec potrafi zadbać o swoich sprzymierzeńców.
– Jeszcze trochę i pomyślę, że postanowiłeś wziąć przykład z Dracona.
– Nie żartuj – prychnął Malfoy. – Po prostu… miej na niego oko, Severusie. Mimo wszystko… mimo wszystko to mój syn.
Snape spojrzał badawczo na rozmówcę. Może udałoby mu się przeciągnąć Lucjusza na stronę Zakonu, ale musiał działać ostrożnie.
– Jeśli mógłbym jeszcze skorzystać z łazienki… – zmienił temat Malfoy. – Ponad rok w Azkabanie… - dodał, wzruszając ramionami.
Normalnie Severus skomentowałby złośliwie pokorę Lucjusza, ale teraz potrafił jedynie zastanawiać się, czy Granger schowała się w szafie, czy w łazience. Westchnął ciężko i machinalnie sięgnął po różdżkę. W końcu, układając w głowie listę zaklęć, zaczynającą się od niewerbalnego niewidzialności, a kończącą szybkim Obliviate, skinął na Malfoya, wszedł do sypialni i zamarł. W jego łóżku leżała rozczochrana brunetka w dezabilu. Machała swobodnie opalonymi nogami i uśmiechała się jakoś… jakoś dziwnie.
– Nie mówiłeś, że masz gościa, Severusie. – Głos Lucjusza ociekał rozbawieniem.
– Nie uznałem tego za istotne – syknął Snape w odpowiedzi i spiorunował Gryfonkę spojrzeniem. Co ta idiotka sobie myślała? – wściekał się w duchu. Może i jest niezła w transmutacji, tak, i może to lepiej, niż gdyby się ukryła w łazience, ale dlaczego, do cholery, nie wlazła po prostu do szafy? Jeśli jeszcze raz zrobi coś podobnego, to przysięgam, że…
– Nie przedstawisz nas sobie?
– Nie ma takiej potrzeby – odparł gładko Snape. – Lucjuszu, zdaje się, że chciałeś skorzystać z łazienki…
Kiedy Malfoy zniknął za drzwiami, Severus doskoczył z furią do Granger.
– Co ty sobie wyobrażasz, głupia dziewucho? – wyszeptał wściekle. – Od kiedy „schowaj się" oznacza „rozłóż się półnago na środku pokoju"?!
Hermiona wstała i zaczęła wyłamywać palce.
– Ja… ja tylko nie wiedziałam, przed czym mam się schować, i pomyślałam…
– Pomyślałaś, że nie schowasz się w ogóle?!
– Nie! Nie, panie profesorze, po prostu myślałam, że jak nikt się nie dowie, że to ja, to… no, to wystarczy.
Snape przejechał dłonią po twarzy. Wiedział, że właściwie nic się nie stało, ale to on będzie musiał wymyślić sposób na odesłanie uczennicy. Nie mogła wyjść teraz, bo Malfoy nabrałby podejrzeń. Nie mogła też przenieść się kominkiem bezpośrednio do swoich kwater, bo odpadało wymówienie ich nazwy. Najlepiej, gdyby wróciła przez Dziurawy Kocioł albo Gospodę pod Świńskim Łbem, ale Dumbledore urwałby mu głowę, gdyby puścił gówniarę samą.
– Panie profesorze? – spytała po dłuższej chwili milczenia Hermiona.
– Czego?
– Co… co tu robi Lucjusz Malfoy?
Snape westchnął z irytacją. Co za idiotka… I ona ma Szpiegować Ślizgonów, Merlinie…
– Może ci to umknęło – zaczął z drwiną – ale dzisiaj miała miejsce ucieczka więźniów z Azkabanu. W związku z tym pan Malfoy nie może wrócić do domu, dopóki nie odbędzie się tam rewizja.
Hermiona zmarszczyła brwi.
– Ale czy w takim razie on nie powinien, no… chcieć mnie zabić? – wymamrotała, rumieniąc się. – Znaczy, widziałam go tutaj i mogłabym donieść Ministerstwu.
– Merlinie, Granger, ty naprawdę jesteś idiotką – prychnął Severus, nie zważając na urażone spojrzenie uczennicy. – Słowo prostytutki przeciwko mojemu słowu, a przez to i Dumbledore'a. Nie bądź śmieszna.
Hermiona zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Znowu działo się to, o czym rozmawiała z Draconem. Nie łapała tych wszystkich zależności związanych z wojną, chociaż – po wyjaśnieniach nauczyciela – wydawały się oczywiste. Już otwierała usta, by się usprawiedliwić, gdy Snape nagle przygarnął ją do siebie i gestem nakazał milczenie. Dosłownie kilka sekund później w drzwiach stanął Lucjusz Malfoy.
– Dobrej nocy życzę – powiedział, kłaniając się z galanterią, jednak w jego głosie znów pobrzmiewały nutki rozbawienia.
Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, Severus odsunął od siebie Hermionę i otaksował ją uważnym spojrzeniem.
– Granger, a teraz wyjaśnij mi jedną rzecz. Co ty, na litość Salazara, przez cały czas wyprawiasz z twarzą? – spytał z irytacją.
Dziewczyna posłała mu zdumione spojrzenie.
– Starałam się wejść w rolę – oznajmiła, jakby to było oczywiste, i tym razem to Snape nie potrafił ukryć zaskoczenia.
– Wejść w rolę? A co konkretnie chciałaś osiągnąć? – wycedził.
– Ja, hm… chciałam wyglądać na bardziej pewną siebie może? I trochę, hm… prowokująco? Albo, ee… no jakby… kusząco? – mamrotała, nagle czując się bardzo głupio. – Wiem, że byłam zdenerwowana, ale ćwiczyłam dużo z Draconem, więc… Panie profesorze?
Rzeczony pan profesor aktualnie stał odwrócony tyłem do niej i opierał się ciężko o komodę. Merlinie, prowokująco! – myślał, modląc się, by nie roześmiać się w głos. Kusząco! To… to… ten uśmiech…
– Wspaniale, że o tym pomyślałaś – powiedział w końcu, gdy był już pewien swojej samokontroli. Nadal jednak wolał się nie odwracać. – A czy rozważyłaś fakt, że pan Malfoy, pod wrażeniem twojego, ekhem… prowokacyjnego i kuszącego wyglądu, mógłby zapragnąć… kupić twoje usługi?
Hermiona przełknęła ślinę.
– No nie, ale… Na początku nie wiedziałam przecież, że to Malfoy, i…
– Całe szczęście, Granger, że nie wyściubiasz nosa z książek – prychnął Snape, nie mogąc się dłużej powstrzymywać. – Uwierz, nikt nie chciałby prostytutki, która wygląda, jakby zbierało jej się na wymioty. Permanentnie.
– Bardzo zabawne – mruknęła Hermiona, paradoksalnie czując ulgę. Zdecydowanie wolała złośliwości Snape'a od tłumaczenia swoich zamiarów. Zwłaszcza, jeśli efekt był daleki od oczekiwanego. – Panie profesorze, ja wiem, że nie jestem najlepszą aktorką, ale dopiero się uczę i naprawdę, naprawdę się staram.
– Nie najlepsza aktorka… To niedopowiedzenie stulecia, Granger. Mówiłem ci już, zacznij w końcu myśleć!
Hermiona przygryzła wargi. Przecież rozważyła różne wersje wypadków, po prostu nie wzięła pod uwagę wszystkich! Ale to się zmieni, obiecała sobie i rozejrzała się uważnie po pokoju. Sięgnęła po różdżkę, chcąc transmutować coś w śpiwór dla siebie, ale nagle pomyślała o Malfoyu. Jeżeli ten chciałby skorzystać z łazienki… Albo po prostu przyszedłby po coś do Snape'a… Nie mógł zastać jej śpiącej na podłodze. A więc łóżko, pomyślała i z niepokojem spojrzała na nauczyciela.
– Granger, co ty wyprawiasz? – Usłyszała syk Snape'a, kiedy niepewnie podeszła do łóżka i zaczęła nerwowo skubać róg kołdry.
– No bo… gdybym spała na podłodze i zobaczyłby to Malfoy, wszystko by się wydało – wyjaśniła zażenowana. Nagle zrozumiała lęk Neville'a przed eliksirami; jeżeli nie było się pewnym swoich racji, nauczyciel naprawdę potrafił przerażać.
Snape zaklął pod nosem.
– A co przekonało cię o tym, że spędzisz tu noc? – warknął.
– Przecież udaję...
– Wiem, idiotko! Dlatego po równej godzinie przeniesiesz się do Hogsmeade, a stamtąd wrócisz do Hogwartu – wyjaśnił z irytacją. – Lucjusz pomyśli, że usługi świadczysz na tak żenująco niskim poziomie, że nie było warto płacić za całą noc – dodał, uśmiechając się drwiąco.
Hermiona usiadła i pochyliła głowę, chcąc ukryć rumieńce. Czuła się upokorzona. Zawsze szczyciła się swoją wiedzą, tymczasem ostatnio wciąż popełniała błędy. I nieważne, że robiła postępy w związku z Pansy – to wciąż było za mało. Do Parkinson powoli się przyzwyczajała, ale uświadomiła sobie, że wystarczy jakakolwiek nowa sytuacja, by jej nieumiejętność przewidywania stawała się zagrożeniem dla innych. I nie mogła nawet złościć się na Snape'a – miał rację. Począwszy od walki w Hogsmeade, a na wizycie u nauczyciela skończywszy, ten dzień był długim pasmem jej porażek.
– Granger, do łazienki. Zmień te fatałaszki w coś normalnego – Snape przerwał milczenie po dłuższej chwili.
Hermiona bez słowa spełniła polecenie nauczyciela. Miała nadzieję, że zwykły czarny płaszcz jest na tyle uniwersalny, że mistrz eliksirów zaaprobuje jej wybór. I rzeczywiście, gdy wróciła, Snape nie miał żadnych uwag.
– Teraz przeniesiesz się do Świńskiego Łba; liczę, że nie przekracza to twoich możliwości. Zamówisz Ognistą, której oczywiście nie tkniesz, i poczekasz na mnie. I absolutnie nie będziesz z nikim rozmawiać. Czy to jasne?
Hermiona pokiwała głową. Była w tak podłym nastroju, że nie miała nawet siły się obruszyć.
Pół godziny później Hermiona szła szybkim krokiem za mistrzem eliksirów. Mimo że Hogsmeade o tej porze było opustoszałe, nauczyciel spieszył się tak bardzo, że dziewczyna musiała niemal biec, by za nim nadążyć.
– Profesorze? – zagadnęła niepewnie, kiedy w ciemnościach mogli już dostrzec zarys zamku.
Snape mruknął coś tylko pod nosem i szedł dalej, nie zwracając uwagi na uczennicę.
– Panie profesorze, ja… chciałabym przeprosić.
– Daruj sobie, Granger – warknął. – Twoja nocna wizyta była tak idiotyczna, że szkoda słów.
– Nie… To znaczy, chodzi mi o to, co powiedziałam wcześniej. Że nie obchodzi pana życie uczniów. Wiem, ile pan dla nas robi i… i naprawdę tak nie myślę. Przepraszam.
– Granger, czy ty sądzisz, że twoja opinia ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie?
– Nie, nie sądzę – odparła z namysłem. – Ale… po prostu chciałam, żeby pan wiedział. Naprawdę mi przykro.
Snape zatrzymał się i odwrócił na tyle niespodziewanie, że Hermiona wpadła na niego.
– Patrz pod nogi – prychnął, odsuwając dziewczynę od siebie, ale jego głos pozbawiony był zwykłych drwiących tonów. – Jutro po zajęciach z Zakonem pójdziesz prosto do swoich kwater. Zaczniemy pracować nad twoim zdobywaniem informacji.
Hermiona uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi. Wiedziała, że to jedyna wersja „przeprosiny przyjęte", na którą mogła liczyć.
Severus przewrócił oczami.
– Przestań się głupio szczerzyć. I teraz powiedz, co się takiego wydarzyło.
– Nie rozumiem?
– Przeżyłaś zakłócanie mi w nocy spokoju wyłącznie dlatego, że, jak zakładam, stało się coś w związku z Parkinson. Słucham.
– Ach, tak – mruknęła Hermiona. – Eliksir wielosokowy. Zasnęłam wieczorem, a zostały mi trzy dawki, i… - urwała nagle, widząc reakcję nauczyciela; Snape przysłonił oczy dłonią i poruszał ustami, jak gdyby próbował coś powiedzieć, ale nie znajdował słów.
– Granger – jęknął w końcu. – Czy ty słyszałaś może o sowach albo skrzatach domowych?
