Rozdział 253: Przestań być pracoholikiem

— Gregory, najdroższy, nie patrz tak na mnie — westchnął Mycroft, ale nie był w stanie powstrzymać uśmiechu ani wesołości w głosie.

Potrząsając głową, Greg podszedł bliżej i pociągnął za rękaw kurtki młodszego mężczyzny, przyciskając się do niego i owijając bezpiecznie ramiona wokół niego.

— Nie idziesz — powiedział, prychając lekko przez nos i marszcząc brwi.

— Muszę — powiedział Mycroft, zerkając przez ramię, by móc znacząco popatrzeć na swojego partnera.

Nie chciał, nie za bardzo, ale jego obecność była wymagana w jego gabinecie przez co najmniej kilka godzin. Choć bardzo chciałby przebrać się z powrotem w piżamę (mimo że miał ją na sobie przez kilka godzin) i przez cały dzień wylegiwać się w mieszaniu ze swoim ukochanym, nie mógł. Obowiązki wzywają, czyż nie tak brzmiało to powiedzenie?

— Ale właśnie wróciłeś do domu — prychnął Greg, w końcu odsuwając się i krzyżując ramiona. — Nie było cię prawie dwa miesiące, Myc. Cholerne dwa miesiące. Sześć godzin byłeś w domu, a teraz znów wychodzisz.

Mycroft westchnął, a jego ramiona opadły, gdy patrzył na mężczyznę stojącego obok niego. Rozpaczliwie za nim tęsknił i to wcale nie ułatwiało tego. Charakter jego prac był jednak tak wrażliwy na czas, ze po prostu… nie można było tego odłożyć na bok. Czasami żałował, że był tak ważny, więc nie mógł sobie pozwolić na to, by powiedzieć, że będzie dobrze i zamiast pójść do pracy, zostać cały dzień w domu.

— Wiem i bardzo przepraszam — powiedział Mycroft, ujmując dłonią jego policzek i składając pocałunek na czole. — Bardzo za tobą tęskniłem, ale tak długo jak mnie nie było, istniały sprawy, które nie można ignorować ani przez chwilę dłużej. Moja obecność jest wymagana.

— Mogą poczekać kolejne 24 godziny — wymamrotał Greg, wpatrując się w ziemię.

Mycroft ponownie zamknął oczy i westchnął. Rozczarował swojego partnera, to było oczywiste.

— Znasz charakter mojej pracy, Gregory — powiedział łagodnie, nie chcąc uchodzić za obraźliwego, ale to była prawda. Mężczyzna wiedział o tym, odkąd rozpoczęli romantyczny związek.

— Tak, wiem, ale… — zaczął Greg, a potem potrząsnął głową. — Nie. Nie wyjdziesz dzisiaj. Mogę powiedzieć, że nie chcesz wychodzić i wyraźnie wiesz, że również tego nie chcę, dlatego zadzwonię do Anthei i załatwię ci wolny dzień.

Mycroft zaczął protestować, ale Greg już się odwracał, by stanąć między nim a wyjściem, wyciągając komórkę z kieszeni. Oparł się wyzywająco o drzwi, a w oczach widniało wyzwanie, by Mycroft spróbował go ominąć.

— Hej, Antheo, tutaj Greg — powiedział po chwili. — Tak, posłuchaj, stoi przede mną polityk, co jest dość trudne. Hmmm? O tak, zawsze taki był. O tak, wielki pracoholik. Tak. Dobra, oto więc plan. Ten polityk nie wyjdzie dziś do swojego biura. Zostaje w domu, aby jego seksowny partner, który tęsknił za nim bardziej, niż ktokolwiek mógłby to określić, mógłby go przelecieć do nieprzytomności, poprzytulać się, a potem zjeść może kolację i jeszcze trochę się pobzykać. Myślisz, że mogłabyś wpisać to do jego harmonogramu? Możesz? Och, świetnie. Widzisz, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. Tak, zwrócę go w jednym kawałku. W dużej mierze. Dziękuję bardzo.

Kończąc połączenie, Greg schował komórkę z powrotem do kieszeni i uśmiechnął się.

— Widzisz, wszystko załatwione — rozpromienił się, odsuwając się od drzwi, by podejść do Mycrofta. Uniósł ręce i chwycił kurtkę młodszego mężczyzny, ściągając ją z niego. — Anthea wszystkim się zajmie, kochanie. Proszę, zostań ze mną w domu.

Mycroft westchnął, ale uśmiechnął się i pokręcił głową. Z bardziej czułym westchnieniem ponownie ujął policzek Grega i spojrzał mu w oczy.

— Jesteś cudem, Gregory Lestrade.

— Nie ma niczego, czego nie mogę zrobić, kiedy jestem zdesperowany — wyszeptał, unosząc się na palcach, by powoli pocałować Mycrofta.

— Przypominam sobie, że była wzmianka o przeleceniu mnie, aż do nieprzytomności? Twoje słowa, a nie moje.

— O tak i wierzę, że nadszedł na to czas.