"Za pierwszym razem"
Rozdział II: Trudne początki
Przez: Megan Routh
Sarutobi Corazon był bardzo mądrym młodym człowiekiem.
Po latach przebywania w świątyni na pograniczu Kraju Ognia i Kraju Wiatru, Corazon wrócił do wioski, w której się urodził i wychował – do Konohy.
Corazon znalazł się w świątyni, gdy po czterech latach swojej służby jako specjalny jounin, wybuchła Trzecia Światowa Wojna Shinobi.
Syn Hokage został wysłany, by strzec granic Kraju Ognia, jednakże gdy Corazon umierał z powodu ran odniesionych na polu bitwy, mnisi z pobliskiej świątyni zajęli się nim, opatrzyli, ofiarowali dach nad głową i ciepły posiłek.
Wojna wkrótce się zakończyła, a młody Sarutobi został w świątyni, by stać się silniejszym, nie tylko fizycznie, ale również psychicznie.
Dzięki mnichom, medytacjom i ciężkim treningom, Corazon osiągnął wewnętrzny spokój, harmonię ducha.
Jego mistrz, mnich Hitoko zdołał wpoić w niego wiedzę i inne umiejętności, tak samo jak wiele życiowych mądrości.
Pobyt w owej świątyni przed długie piętnaście lat dobrze wpłynął na syna Trzeciego Hokage.
Corazon wrócił do wioski bez żalu i z chęcią przyjął propozycję otrzymania własnej drużyny geninów.
Choć Hiruzen nalegał, by Corazon się zastanowił, młody shinobi tylko wzruszył ramionami i powiedział „Nie będzie tak źle."
Oj, jak się przeliczył!
Czego każdy z Drużyny Czwartej nienawidził?
Porannych pobudek, oczywiście.
I jak mówię, że każdy, to każdy. Bez wyjątku; nawet sensei tego nienawidził.
Gdy jounin dotarł na pole treningowe, dochodziła godzina siódma.
- Sensei, spóźniłeś się! – zawołał zmęczony Naruto. Widoczne były wory pod jego jeszcze klejącymi się oczami, ale Sarutobi nic nie powiedział.
Nie chciał od razu rozzłościć małych geninów, po tym, co usłyszał od Sentomaru Akatory na temat dzikiego stylu Uzumakiego i bardzo agresywnej Inazumy.
Bolesna lekcja.
Sayuri pokiwała głową, cicho zgadzając się z Naruto. Nie, nikt z tu obecnych nie był rannym ptaszkiem, a już zdecydowanie nie Shinji, który wyglądał, jakby miał zaraz paść na trawę i zasnąć.
Albo coś w tym rodzaju.
- Ech, wybaczcie, budzik trochę mi nawalił. – Uśmiechnął się przepraszająco, trzymając w dłoni zepsuty mechanizm.
Szklany budzik wyglądał, jakby został przebity kunai'em, a później rzucony o ścianę, ale kto by tam wiedział.
Sayuri zrobiła minę typu „Czy sam nawalił, czy ktoś mu pomógł nawalić?", ale jounin zignorował ją.
- I tak macie szczęście, że nie trafił wam się Kakashi. On potrafi spóźniać się godzinami, a nie minutami.
Wszyscy spojrzeli na niego, jak na jakiegoś wrogiego ninję z Iwy i w duchu podziękowali, że to nie im trafił się Kopiujący Ninja, Hatake Kakashi.
- Okej, dzieciaki, zaczynamy test na genina! – okrzyknął wesoło Corazon, natychmiast zwracając na siebie uwagę całej zaspanej trójki. Byli co najmniej zdumieni.
- Ale… Corazon-sensei, czy my nie zdaliśmy już egzaminu na genina? – zapytał niepewnie Naruto, jego entuzjazm zniknął w jednej sekundzie.
O nie, kolejny test! A co jeśli Naruto nie będzie znał odpowiedzi i obleje? Co się stanie wtedy z Shinjim i Sayuri, którzy byli dla niego mili?
Odwrócą się od niego i także obleją? A co jeśli zaczną go nienawidzić i wyzywać?
- Zdaliście egzamin w Akademii, a teraz pora na prawdziwy test. – Uśmiechnął się do przerażonych dzieciaków. Tak, dzieciaków.
Oj, Corazon lubił się droczyć ze wszystkimi, a ze swoimi młodszymi uczniami to najbardziej.
Dorosły wyciągnął z kieszeni białą, zwiniętą kartkę i pokazał ją swoim uczniom.
- Widzicie tę karteczkę? Macie czas do godziny jedenastej, by odebrać ją i odczytać jej zawartość. – Niepewne spojrzenia geninów powiedziały mu wszystko, co chciał wiedzieć.
Z trudem powstrzymał śmiech.
– Jeśli chcecie zostać geninami, musicie iść na mnie ze wszystkim co macie; pomyślcie o mnie, jak o wrogim shinobi! Atakujcie mnie z pełną intencją zabijania, rozumiecie?
- Sensei? Mogę mieć pytanie? – Corazon spojrzał pytającym wzrokiem na Sayuri. – Jest jedna karteczka, tak? A nas jest trzech.
- Dobre pytanie, panno Inazuma. – Sarutobi umieścił karteczkę we włosach, podtrzymując ją chakrą, by nie spadła z jego głowy. – Odpowiedź jest prosta, ale sami musicie znaleźć na nią odpowiedź! – oznajmił wesoło i zniknął z pola widzenia trójki lekko zszokowanych nastolatków (w jednym przypadku - prawie nastolatka).
- Dooobra, coś zdecydowanie nie pasuje. – odezwał się Shinji, gdy Drużyna Czwarta zeszła z otwartej przestrzeni w krzaki, przy linii drzew.
Wspólnie doszli do wniosku, że spróbują połączyć siły i razem zdobyć karteczkę.
Co zrobią po tym, jak już zdobędą owy kawałek papieru? Nie wiedzieli.
- Tak, tak, coś mi tu też nie pasuje, ale musimy się skupić na planie. – oznajmiła Sayuri.
Mimo iż Shinji był „przywódcą" w ich Drużynie, chłopak odlatywał myślami zbyt często i jednym z zadań kunoichi było sprowadzanie dwunastolatka do porządku.
Naruto rozglądał się wokół, jakby niepewny tego, co czai się w głębi lasu.
Wciąż się jednak uśmiechał, a to dobrze, prawda?
- Naruto, ty też się skup. – zganiła go dziewczyna. Uzumaki momentalnie zwrócił całą swoją uwagę na swojego kompana. – Jeśli sami rzucimy się na Corazona-sensei, to wiadomo, że nie mamy szans. Jeśli natomiast będziemy współpracować, szanse się zwiększają. A teraz, niech każdy powie, w czym jest dobry.
Shinji potarł kark i westchnął cicho. Sayuri mogłaby przyrzec, że słyszała coś typu „jakie to skomplikowane", ale głowy by sobie uciąć nie dała.
- Raczej taijutsu i te podstawowe jutsu, oprócz Kawarimi. – Skrzywił się lekko. – No, i jeszcze znam kilka wodnych technik.
Dziewczyna skinęła głową i przeniosła wzrok na Naruto, oczekując od niego podobnej wypowiedzi. Uzumaki podrapał się po głowie i uśmiechnął lekko.
- Umiem zastawiać pułapki. I potrafię… em… w fajny sposób kogoś zaskoczyć…? – Zastanawiał się jeszcze chwilę. – Umiem Podmianę i Henge, ale nie umiem Bunshina. Głupie Bunshiny. – Wystawił język jak obrażone dziecko, co Sayuri, o zgrozo, uznała za raczej urocze. – I to chyba tyle.
Świetnie, po prostu świetnie.
Więc mieli kogoś od taijutsu, kogoś z wodnymi technikami oraz kogoś z niesamowitymi umiejętnościami zastawiania i zwabiania w pułapki.
To było to. Pułapki. Sayuri uśmiechnęła się szeroko i zaczęła gorączkowo szeptać do chłopaków to, co wymyśliła na poczekaniu.
Jak się okazało, plan nie był aż tak idealny, jakby się wydawało. Może gdyby Naruto miał przy sobie więcej swoich narzędzi do robienia żartów, może wtedy wyszłoby im to lepiej. Ale, przynajmniej ich mistrz dał się złapać.
Co się w ogóle stało?
Plan był taki: Naruto zastawia swoje cud-pułapki. Podczas gdy Sayuri próbuje odwrócić uwagę sensei'a, Shinji ma zapędzić mistrza Corazona prosto w pułapkę, która jest przygotowana. Wtedy mieli odebrać karteczkę.
Plan brzmiał świetnie, ale nie wyszedł dokładnie tak, jak genini chcieli.
Pierwszym problemem było to, że nigdzie nie mogli znaleźć mistrza. Nigdzie! Normalnie tak, jakby wyparował w powietrze!
Jak się okazało, sensei schował się w rzece, całkiem niedaleko.
Drużyna Czwarta prawdopodobnie nigdy by go nie znalazła, gdyby nie Naruto, który chciał napić się wody, a zamiast ujrzeć własne odbicie, zobaczył twarz mistrza Corazona.
Wystraszony, odsunął się od rzeki i pobiegł na ustalone miejsce, wysoko na drzewie, niedaleko pułapek.
Gdy w końcu wywabili go z tej pomysłowej kryjówki i dogonili (Oczywiście, że sensei musiał trochę się z nimi pobawić w berka), znaleźli się z powrotem w lesie, gdzie znajdowały się wszystkie pułapki. Sayuri szybko zajęła jounina swoim taijutsu, które nie było na najgorszym poziomie.
Corazon musiał przyznać; ta dziewczyna potrafiła się bić.
Kiedy Shinji miał użyć Suiton: Mizuranppa zza drzew, czarnowłosy chłopak przez przypadek ześlizgnął się z większej gałęzi, na której stał i wpadł prosto w jedną z dodatkowych pułapek, przygotowanych przez Naruto.
Po prostu świetnie, prawda?
Próbując odplątać się z niesamowitej ilości linek, nim te wybuchnęły, Shinji zwrócił na siebie uwagę mistrza Corazona. To był raczej dziwny widok dla wszystkich.
No, ale dla kogo by nie był?
Czarnowłosy shinobi z zielonymi oczami, próbujący się odplątać z czegoś, co nawet nie było widoczne?
Przekomiczne, normalnie.
Sayuri, korzystając z tego, że uwaga mistrza była zwrócona na Shinji'ego, wyprowadziła kopnięcie…
…tylko by trafić w drewniany pieniek. Dobrze, sensei znów znalazł się w innym miejscu, pośród drzew, gdzie miały na niego czekać kolejne pułapki małego Naruto.
Sarutobi nie wiedział, czego się spodziewać, przechodząc przez las. Owszem, Shinji i Sayuri działali razem, a przynajmniej chcieli. Po Naruto jednak nie było jak na razie śladu. Uważnie rozglądając się wokół siebie oraz omijając jak dotąd wszystkie pułapki, Corazon stanął na jednym z wielu liści, leżących na ziemi.
I to był błąd, ale już było za późno, by odskoczyć.
Corazon został mimowolnie związany przez cienkie linki i pociągnięty przez nie tak, że znalazł się do góry nogami, z uruchomioną wybuchową notką, lecącą w stronę jego twarzy.
Szybko wykonując Podmianę, nim wybuchowa notka faktycznie wyrządziła jakieś poważniejsze uszkodzenia, jounin znalazł się kilka metrów od owej pułapki. Trzymał w dłoni kunai, którym zablokował nadchodzący od Shinji'ego cios, wycelowany w głowę. Shinji próbował tak jeszcze parę razy, nim zatrzymał się i wykonał kilka pieczęci.
- Suiton: Mizuhame Nabara!
Sensei zdążył odskoczyć, nim kleista substancja, którą wypluł Shinji zdołała go dosięgnąć. Jednak mistrz miał wybór: dać się trafić techniką genina albo wpaść w kolejną pułapkę. Wybrał mniejsze zło i znów poczuł, że coś zawiązuje się wokół jego nadgarstka. Shinji składał już kolejne pieczęcie, gdy nagle zadzwonił minutnik.
Znaczyło to jedno: koniec czasu.
- Nie powiem, dzieciaki, zaskoczyliście mnie dzisiaj. – Corazon patrzył na całą trójkę młodych ninja, przywiązaną do drewnianych palów na polu treningowym.
Innego sposobu na uspokojenie geninów nie znalazł, więc kryzysowe sytuacje czasem wymagały użycia niekonwencjonalnych środków.
W tym wypadku – przemocy.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Sayuri wyglądała, jakby przemieniła się w rozwścieczoną Jinchuuriki, mającą ochotę na głowę jounina przed nią. Nawiasem mówiąc: była bardzo, bardzo niezadowolona.
-…normalnie, to bym was oblał, za to, że nie zdobyliście kartki – zaczął tajemniczo, wyciągając papierek z włosów.
Naruto wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać, ale cóż któż mu się dziwi?
Dzięki uprzejmości Corazona-sensei, Uzumaki sam zakosztował swoich pułapek, wynikiem czego były częściowo pomarańczowe włosy i liście na twarzy.
Skąd Naruto wziął farbę, tak w ogóle? Ach, jakim cudem Naruto miał liście na twarzy?
Ta technika Shinji'ego, która miała unieruchomić ich mistrza naprawdę się przydała.
Szkoda tylko, że niewłaściwej osobie.
Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada, co nie?
Tak więc Naruto skończył test cały oblepiony dziwną substancją i liśćmi, nie mówiąc o tym, że cały był w ziemi.
Ta, uprzejmość.
- Jednakże, skoro pracowaliście razem, nie mam powodu by was oblać. – oznajmił najnormalniej na świecie.
Cała trójka poczuła, jak więzy, które przytrzymywały ich do pieńków rozluźniają się. Kunai'e pozostały utkwione w starym, poszarzałym drewnie.
Ale dwóch chłopców i (bardzo niebezpieczna) dziewczyna wciąż patrzyli z osłupieniem na mistrza.
- Czy my… - zaczął zdziwiony Shinji.
- …właśnie… – próbowała dopowiedzieć zdzwiona Sayuri, której wściekłość nagle wyparowała.
- …zdaliśmy?! – dokończył za nich wszystkich Naruto. Uśmiechał się od ucha do ucha; zdał kolejny śmieszny test przygotowany przez ich dziwnego mistrza!
Ba, Naruto nawet był z siebie dumny, bo zdołał złapać sensei'a w pułapkę.
Może i Corazon-sensei odpłacił mu się tym samym, Uzumaki nie mógł kryć swej radości. Nawet ci śmieszni ninja w porcelanowych maskach jeszcze nie złapali się w jego pułapki!
Shinji tylko westchnął i pokręcił głową z niedowierzaniem. Że też nie wpadł na to wcześniej! Przecież o to chodziło w każdym zespole: współpraca.
Czarnowłosy chłopak zagapił się na mistrza, ale myślami był już daleko.
Oblicze Sayuri szybko się zmieniło. Ze zdziwienia przerodziło się w radość. Radość, którą młoda kunoichi z chęcią okazywała. Uśmiechała się do Naruto, do Shinji'ego, a nawet do Corazona-sensei.
Dziewczyna po prostu nie mogła powstrzymać uśmiechu. Nie mogła.
- Tak, tak, dzieciaczki. A teraz, jeśli pozwolicie, zrobimy sobie kilkuminutową przerwę na coś do zjedzenia i zaczniemy trening.
Maito Gai był zasłużonym jouninem, Zieloną Bestią Konohy, wiernym przyjacielem, doskonałym rywalem, godnym przeciwnikiem i trochę sadystycznym trenerem.
Nie, wszystko było z nim w jak najlepszym porządku, jednak Gai miał skłonności do przetrenowywania się lub wymyślania naprawdę dziwnych, niezrównoważonych obietnic i wyzwań.
Może to napędzało go do działania? Chęć pokazania, że niemożliwe jest możliwe. Chęć pokazania wszystkim, absolutnie wszystkim, że świat nie opiera się tylko i wyłącznie na chakrze.
Bo czymże jest łuk bez strzał?
Walka bez chakry była uważana za niemożliwą przez młodsze pokolenie. Zamiast skupić się na rzeczach, które naprawdę były ważne, większość nowych shinobi nie dbała o podstawy: o swoje ciało, o trening fizyczny, lecz także umysłowy, o to, co pomagało, co się liczyło.
Zaniedbywali to, przez to wielu geninów umarło wcześnie, zdecydowanie za wcześnie, gdyż zbyt bardzo polegali na super-wyglądającym jutsu.
Kamień rzucony przez mistrza może zranić bardziej, niż kunai rzucony przez nowicjusza.
To zdanie stało się jednym z ulubionych mądrości mnicha Hitoko. Tak samo jeśli ma się duże rezerwy chakry, bez odpowiedniej kontroli nad nią i swoim ciałem, chakra staje się bezużyteczna. Trzeba wytrenować ciało i umysł, a potem chakrę; tak sądziło wielu jouninów i nie tylko jouninów.
I tak również sądził Sarutobi Corazon.
Jego ojciec, Sarutobi Hiruzen, Sandaime Hokage nie kłamał, gdy powiedział, że będzie miał pełne ręce roboty z owymi dziećmi.
Tak, dziećmi. Mimo iż są geninami, wszyscy z nich byli jeszcze dziećmi. A zwłaszcza Naruto, młody, niewinny Naruto. Tak przynajmniej było w przekonaniu Corazona.
Wiadomo było, że drużyny wybierane są na podstawie umiejętności lub oczekiwań.
Jako przykład można powiedzieć, że Drużyna Piąta, składająca się z Eizo Haruty, Tsuru Akise i Konoe Hayaty, została stworzona, by jej członkowie szkolili się w zakresie medycyny, ze względu na ich kontrolę chakry, którą ćwiczyli już w Akademii, jak i wiedzę teoretyczną.
Również była to drużyna, w której były dwie dziewczyny i jeden chłopak, a nie na odwrót.
Podobnie było z Drużyną Czwartą.
Hanadao Shinji był najlepszym uczniem w Akademii, dzięki czemu zdobył tytuł Nowicjusza Roku.
Jego wiedza teoretyczna nie była najgorsza, najlepsza też nie, ale nadrabiał to niezwykłą celnością (nawet z jego wadą wzroku, jeśli chodziło o bukijutsu), niesamowitą koordynacją ruchów i nieskazitelnym stylem taijutsu (Sentomaru Akatora zdecydowanie nie rozpoznawał tego stylu jako jeden z Konoszańskich, więc musiał to być pochodzący z innej wioski), a także częściową kontrolą nad chakrą
Jedyne jutsu z Akademii, które sprawiało mu trudność to Kawarimi, gdyż Shinji, nie ważne jak bardzo by chciał i próbował, miał okropną wadę wzroku i czasem ów zmysł, wzrok, zawodził, jeśli chodziło o technikę Podmiany.
Ale Shinji się nie poddawał, ćwiczył i trenował niemal bez przerwy, by to opanować.
Również kilka wodnych jutsu, które posiadał w swoim arsenale, Shinji wykonał bez problemu.
Inazuma Sayuri była tak zwaną Najlepszą Kunoichi spośród nowo wybranych geninów.
Matka dziewczyny, Inazuma Katsumi wywodziła się z klanu Hyuuga, a dokładniej, to z Gałęzi rodu, przez co już we wczesnych latach jej życia, Katsumi otrzymała tę samą pieczęć, co wszyscy w Gałęzi – Kago no Tori no Juin.
Sayuri nigdy nie pytała, jakim cudem jej matka została wydziedziczona; może to dlatego, że poślubiła kogoś, kto pochodził z rodziny cywilów? Może to ze względu na misję, podczas której ponoć Hyuuga Katsumi straciła swój honor i zaufanie rodziny?
Sayuri nie pytała i nie miała zamiaru pytać. Jej matka nie chciała o tym rozmawiać, a jeśli nie chciała, to córka zawsze szanowała decyzję swojej rodzicielki.
Tak sprawy się miały w tym przypadku.
Młoda panna Inazuma nie odziedziczyła Byakugana od swojej mamy, z kilku (albo jednego) prostych powodów (cholerna pieczęć!). Ale to nie to sprawiło, że Sayuri chciała znaleźć sposób, by zdjąć tę pieczęć; o nie, tu chodziło o coś zupełnie innego.
Sayuri była typem taijutsu.
Mimo iż nie miała szansy, by nauczyć się stylu, jakiego używali wszyscy Hyuuga z Byakuganem, dziewczyna z miedzianymi włosami, z pomocą swojej matki i przyjaciół, wykształciła swój własny styl, w głównej mierze oparty na defensywie, niż ofensywie.
Mimo wszystko, nawet i przez to Sayuri potrafiła być groźna.
Bardzo groźna i niebezpieczna. (I agresywna, ehm ehm)
Jeśli chodzi o teoretyczną wiedzę, to Sayuri wiedziała nie mniej niż Shinji – tylko to, co potrzebne.
Dodatkowo, młoda kunoichi doskonale radziła sobie w genjutsu (w porównaniu do Shinji'ego i Naruto, to wiadomo, że doskonale).
Bez problemu rozpoznawała i przełamywała trudniejsze z nich, a nawet potrafiła rzucać takie, które wykiwałyby nawet chunina.
Jedynym problemem Sayuri były małe ilości chakry i wytrzymałość.
Tak, dziewczyna miała doskonałą kontrolę, ale szybko mogła paść z powodu braku owej energii i wycieńczenia. Corazon-sensei wiedział, na czym się skupić.
Do zanalizowania pozostał tylko Naruto.
Naruto Uzumaki, dziewięciolatek, który jakimś cudem zdał na genina.
Znalazł się tu dzięki czystemu szczęściu i niekompetencji jednego ze starszych nauczycieli, dlatego Naruto, mając najniższe jak dotąd wyniki, został przydzielony do drużyny z Najlepszym Geninem i Najlepszą Kunoichi, by każdy skład miał w miarę wyrównane szanse.
(Czy to nie brzmi znajomo? Ehm, Drużyna Siódma, ehm).
Mały Uzumaki nie wyglądał, jakby był stworzony do walki.
Owszem, miał masę energii i ciągle się ruszał, ale jego ciało nie było wytrenowane i silne, tak jak powinno być.
Poza tym, Naruto, tak samo jak Shinji, zdawał się często bujać w obłokach i jego uwaga szybko przenosiła się na rzeczy mniej ważniejsze, ale - jak to twierdził - fajniejsze.
Jak Corazon szybko się przekonał, Naruto nie miał pojęcia, jak rozproszyć nawet najprostsze genjutsu. W tym to Corazon nie mógł winić Niskiego Człowieczka, w końcu ćwiczenia z zakresu genjutsu zazwyczaj odbywają się dopiero pod koniec drugiego roku nauki w Akademii. A Naruto ukończył zaledwie jeden.
Umiejętności Naruto w taijutsu naprawdę były takie, jak powiedział pan Sentomaru – blondyn rzucał się w wir walki bez żadnego planu, a atakował naprawdę dziko, jak rozwścieczone zwierzę.
Młody Sarutobi znalazł dużo luk w obronie i błędów w ataku, ale stwierdził, że gdy dopracuje się tę technikę walki (i gdy Naruto wreszcie zacznie używać mózgu), styl ten będzie idealny.
Jounin zauważył również, że Naruto, walcząc w ten sposób raczej szybko się męczył, ze względu na dość wolne i nieskoordynowane ruchy ciała.
Celność Naruto polegała głównie na tym, co instynkt mu podpowiadał; rzucał bronią dobrze, zawsze trafiając do celu, jednakże wkładał w to za mało siły. Trzeba będzie to zmienić.
Jeśli chodzi o ninjutsu…
- Zrób Bunshin no Jutsu. – Corazon-sensei rozkazał głośno i wyraźnie, lecz Naruto wzdrygnął się i z raczej mieszanymi uczuciami spojrzał na swojego nauczyciela.
Był zawstydzony, to na pewno.
- Bunshin? – Sarutobi potaknął. – A muszę? –Sarutobi znów potaknął.
Naruto westchnął cicho i ze skupieniem zgromadził chakrę.
– Ostrzegam tylko, że nie wychodzi mi to zupełnie, sensei.
Takim oto sposobem, obok Naruto pojawił się Bunshin. Bardzo nieudany Bunshin.
Mistrz Sarutobi widział, na czym polegał problem Naruto.
Na wszystkich Kage, ten chłopiec miał więcej chakry niż wyszkolony chunin, a przecież Naruto miał tylko dziewięć lat! Nic dziwnego, że Bunshin nie wychodził. Uzumaki nie potrafił panować nad swoją chakrą, przez co za duża jej ilość spowodowała taki, a nie inny wygląd Klona.
Corazon Sarutobi podsumował sobie wszystko i ułożył wstępny plan w głowie.
Hanadao Shinji. Kawarimi, kontrola chakry, zwiększenie staminy i siły, skupienie.
Inazuma Sayuri. Zwiększenie rezerw chakry, panowanie nad emocjami, zwiększenie wytrzymałości i siły, drobne poprawki w taijutsu.
Uzumaki Naruto. Kontrola chakry, trening ciała, poprawne używanie szarych komórek mózgu, zmiany w taijutsu, rozpraszanie genjutsu, poprawa celności, skupienie i wybicie mu z głowy tego cholernego pomarańczowego koloru.
O tak, treningi Drużyny Czwartej zapowiadały się interesująco.
Dochodziła godzina dwudziesta druga, gdy Drużyna Czwarta zakończyła swój piąty trening w tym tygodniu.
Od poniedziałku każdy zaczął ciężko pracować i trenować, w szczególności Naruto.
Młody genin wysilał się i ćwiczył trzy razy ciężej niż Shinji i Sayuri, ale to przez fakt, że Naruto w pewien sposób czuł się odpowiedzialny za treningi swoich kompanów; Uzumaki uważał, że spowalnia swoich nowych przyjaciół w rozwoju kariery ninja, ale nigdy nie powiedział tego na głos.
Zamiast tego, Naruto starał się jak mógł, by nie czuć się winnym. Zdecydowanie nie chciał być obciążeniem dla swojego składu, a to było zrozumiałe.
Pomimo tego, że prawie codziennie wracał przemęczony, rano budził się z nową energią i obietnicą, że stanie się silniejszy i silniejszy!
Bo teraz Naruto miał osoby, dla których chciał stać się silny.
Idąc przez zatłoczoną ulicę Konohy (Naruto nienawidził piątków. Wtedy wszędzie było tłocznie), Naruto uśmiechał się do każdego.
Nic nie mogło zepsuć jego humoru, nie dzisiaj, kiedy w końcu udało mu się utrzymać kamyki na powierzchni jego ciała, włosów i ubrania, zwisając z gałęzi.
Tak, dzisiejszy trening pokazał, jak bardzo dziewięciolatek się stara.
To było raczej niespodziewane spotkanie.
Uchiha Sasuke, chłopiec, który rok temu stracił całą swoją rodzinę(oczywiście z pewnym wyjątkiem), starał się ignorować tłum swoich fanek, podążających za nim.
Jedyne, co Sasuke chciał, to jakieś spokojne miejsce, w którym mógłby coś zjeść i odpędzić się od natrętnych dziewczyn.
Przechodząc obok jednego z wielu stoisk z ramen, młody Uchiha stanął jak wryty, rozpoznając ten irytujący głos, którego nie słyszał od prawie dwóch tygodni.
Dobe.
Sasuke rozsunął kotarę i spojrzał na swojego Wroga Nr 1, już od czasów Akademii, siedzącego na barowym krześle i jedzącego to cholerne ramen.
Sasuke wciąż nie wiedział, co takiego było w tej zupie z makaronem, co sprawiło, że ten głupi blondyn tak ją uwielbiał.
- …i wtedy Sayuri okropnie rozzłościła się na Shinji'ego-kun i przerzuciła go przez ramię, takim chwytem, jak zapaśnicy judo! – opowiadał wesoło, zajadając swoją ulubioną potrawę.
Naruto wiedział, że Staruszek Teuchi zawsze chętnie go wysłucha i ewentualnie posłuży dobrą radą.
Pan Teuchi był też jedyną osobą, oprócz Iruki i Hokage (teraz również oprócz Drużyny Czwartej), która nie uważała Naruto za siejącego zniszczenie Demona, zamieszkującego tę wioskę.
Uzumaki wiedział, że może liczyć na pana Teuchi'ego i jego córkę, Ayame, która zawsze śmiała się z jego żartów.
Naruto cieszył się, że chociaż ona uważała je za śmieszne, a skoro Naruto się cieszył, czemu i ona, Ayame, nie miałaby się uśmiechać?
- Dlatego teraz staram się nie wspominać o naszym teście w obecności Sayuri. Ona to czasem potrafi być straszna. – Naruto odłożył pustą miskę i skinął głową.
- Dziękuję za posiłek, Teuchi-san! – zawołał wesoło, przeszukując kieszenie w poszukiwaniu drobnych, by zapłacić za ramen.
Wtedy też Sasuke zobaczył swoją szansę.
- Dobe. – oznajmił chłodno, wchodząc za kotarę. Zdziwiony Uzumaki spojrzał na niego i przetwarzając widok Sasuke, po chwili uśmiechnął się lekko.
Coś jednak nie pasowało mu we wzroku Naruto.
Uchiha potrafili czytać emocje z oczu. Potrafili z nich wyciągnąć wszystkie potrzebne informacje, lecz oczy Naruto były zwykłe, jednocześnie takie żywe. Sasuke nie wiedział, co sprawiało, że wyglądały tak.
Żywo.
- O, teme! Jak leci? – odpowiedział wesoło genin, decydując się na uprzejmość, lecz wciąż szukał pieniędzy w kieszeniach brązowych spodni.
(Które były kiedyś pomarańczowe, aleee Corazon-sensei powiedział, że żadnego pomarańczowego koloru. Żadnego. Chlip chlip).
Sasuke był raczej zdziwiony jego reakcją, bo Naruto, jakiego znał, z miejsca zacząłby krzyczeć, kłócić się z nim i tak wszystko zakończyłoby się tym, że ten idiotyczny blondyn oznajmiłby, że zostanie Hokage.
A tu? Nie, coś zdecydowanie było na rzeczy i Sasuke obiecał sobie, że odkryje, co się stało.
- Dobe, czemu nie chodzisz do szkoły? Wyrzucili cię, czy co? – zapytał, celowo wybierając kpinę, która mogłaby w każdej chwili rozwścieczyć Uzumakiego.
A przynajmniej tego Uzumakiego sprzed dwóch tygodni, którego znał Sasuke.
Naruto natomiast skrzywił się, ledwo powstrzymując złość.
Młody ninja odbył naprawdę długą rozmowę z mistrzem Corazonem, dzięki której oczy otworzyły mu się na pewne rzeczy; nie dawał się sprowokować, nie temu Sasuke-teme!
Nie dał mu tej satysfakcji.
Zamiast odpowiadać, Naruto postukał palcem swój błyszczący ochraniacz na czole i uśmiechnął się.
Codziennie wieczorem, Naruto prał wszystkie swoje ciuchy oraz polerował hitai-ate, by zawsze godnie się prezentowała.
Niestety, po morderczych treningach, opaska często była tak brudna, że czarny materiał trzeba było zmienić na inny.
Śmieszne, Naruto nigdy nie wiedział, jakim cudem wszystko tak szybko się brudziło. Obiecał sobie, że poprosi Shinji'ego-kun o nauczenie go tego fajnego wodnego jutsu; zdecydowanie przydałoby się to w praniu, myciu i takich innych rzeczach.
- Skąd ukradłeś ten ochraniacz? – wywarczał zezłoszczony Uchiha. Uzumaki tylko spojrzał na niego dziwnym wzrokiem i wybuchnął śmiechem.
To wpieniło Sasuke jeszcze bardziej. – Z czego się śmiejesz, Dobe?!
Choćby nie wiadomo jak się starał, Naruto nie mógł powstrzymać śmiechu.
Oczywiście, pan Jestem-Lepszy-Od-Ciebie nie brał pod uwagę możliwości, że Naruto został geninem przed nim.
Dla Uchihy kradzież była jedynym logicznym wyjaśnieniem, dlaczego ten idiota to nosił.
Przynosił hańbę wiosce! (w jego przekonaniu)
- Hahah, jesteś śmieszny Sasuke, hahaha! – Naruto zszedł z barowego, wysokiego krzesła i stanął twarzą w twarz z Jeszcze-Uczniem-Akademii.
Wciąż się uśmiechał, lecz jego wzrok znów się zmienił. – Ja nie ukradłem jej, teme. Jestem ninja! – oznajmił wesoło, wyrzucając ręce w górę. Sasuke patrzył na niego z niedowierzaniem i mówiąc pod nosem coś o kompletnych bzdurach i bredniach, Uchiha oddalił się od Ichiraku Ramen.
- Sasuke-kun! – Najbardziej Uciążliwa Fanka Nr 1, aka Haruno Sakura przyczepiła się do Sasuke jak lep na muchy. – Sasuke-kun, czy to prawda, że Naruto-baka jest ninja? – zapytała się z niedowierzaniem, zupełnie niczym Sasuke, wtedy tam w Ichiraku.
Sasuke warknął z irytacją, bezskutecznie próbując odczepić się od nachalnej dziewczyny.
- Oczywiście, że nie. Ten Dobe na pewno kłamał. – rzucił chłodno i odszedł w stronę wielkiej masy ludzi, by choć trochę zyskać na czasie i zgubić wszystkie irytujące fanki.
Czemu dziewczyny muszą być takie skomplikowane? Nie rozumiały, że nie to n i e?
Kilka dni po dziwnej, pełnej niedowierzania i skrywanej złości konfrontacji z Sasuke Uchihą, Naruto ponownie znalazł się w Ichiraku Ramen, tym razem z Sayuri, Shinjim-kun i Corazonem-sensei.
Wszyscy rozmawiali głośno, śmiali się i żartowali razem.
Mały Uzumaki (ze zdecydowanie niemałym kompleksem wzrostu) zauważył, że brakuje tu jeszcze Iruki i Staruszka Hokage, by wszyscy ważni dla niego ludzie byliby w jednym miejscu, o jednym czasie.
Śmiech Naruto trochę ucichł, gdy blondyn pomyślał o Iruce; zapomniał przecież, że miał się kontaktować jakoś ze swoim przybranym braciszkiem, więc młody genin poczuł się winny i jego entuzjazm trochę przygasł.
Mistrz Sarutobi zauważył jednak, że radość jego ucznia prysnęła jak bańka mydlana; czasem humor Naruto i Sayuri zmieniał się o 180 stopni w najmniej oczekiwanych momentach. To było… skomplikowane.
Corazon poczochrał nastroszone blond włosy, za co został obdarowany spojrzeniem wielkich, lazurowych oczu.
Te oczy żyły.
Iskierki radości wciąż tliły się w tych jasnych tęczówkach, więc Corazon nie mógł pozwolić, by nagle zgasły; o nie.
Jounin uśmiechnął się szeroko i zamówił jeszcze jedno Miso Ramen.
Chyba dango w jego rankingu najlepszego jedzenia zejdzie na drugie miejsce.
Stary Hokage, Hiruzen Sarutobi patrzył z uśmiechem na scenę, rozgrywającą się w stoisku z ramen, ale także w jego kryształowej kuli.
Ktoś mógł powiedzieć, że to podchodziłoby pod stalking i w ogóle, ale czy ktoś śmiałby powiedzieć coś takiego Czcigodnemu Hokage?
Otóż, nie. Hahah.
Jego syn, doświadczony shinobi i wesoły mężczyzna doskonale bawił się ze swoją Drużyną, podczas gdy on, niegdyś zwany Bogiem Shinobi siedział w swoim małym, aczkolwiek przytulnym gabinecie i kisił się nad wszystkimi papierami, które miał wypełnić.
Przeklinam cię, papierkowa roboto!
Lekki uśmiech wpłynął na starą twarz doświadczonego Hokage. Sarutobi ostrożnie wyjął z szuflady pomarańczową książeczkę i zagłębił się w lekturze Icha Icha, napisanej przez jego zdolnego ucznia, Jiraiyę.
O tak – pomyślał, czytając kolejne zdanie. –Zdolny uczeń.
W sobotę rano, Naruto zmusił się do pobudki o wiele wcześniej, niż normalnie każdy by przypuszczał. To był cud, bo rannym ptaszkiem to Naruto nie był. Co więc skłoniło młodego Jinchuuriki, by zerwać się o tak wczesnej godzinie i opuścić ciepłe, wygodne łóżko?
Odpowiedź jest prosta: Iruka.
Naruto naprawdę nie czuł się dobrze, po tym jak pomyślał o Iruce w Ichiraku. Czuł się winny temu, że zapomniał, dosłownie zapomniał o swoim przybranym, starszym Braciszku.
Chciał jakoś uszczęśliwić Irukę, lecz, wypruty z pieniędzy, mógł tylko pomarzyć o jakimś sklepowym przedmiocie. W tym momencie, własnoręcznie robiony prezent nie był takim złym pomysłem.
Tylko co Naruto mógł zrobić?
Kiedy Uzumaki wpadł wreszcie na pomysł, dochodziła godzina siódma trzydzieści. Rzucając okiem na zegarek, wiszący na zielonej ścianie, Naruto rozpoczął przygotowania do zrobienia najlepszego prezentu, na jaki mógł wpaść – śniadania dla Iruki.
Zajęło to niemal godzinę, ale było perfekcyjne, w przekonaniu Naruto; zapakowane śniadanie składało się z ryżu, tamagoyaki, słodkich suszonych ikanago, kilku owoców, smażonej ryby i zupy miso. Młody genin tym razem naprawdę się postarał, gotując to wszystko (metodą prób i błędów, oczywiście).
No, ale czego się nie robi dla braciszka Iruki?
Równo z wybiciem ósmej czterdzieści, Naruto wyszedł ze swojego lokum z dość dużym pudełkiem w ręce, po czym skierował się do domu Iruki.
Pamiętał, że tylko raz był u niego w mieszkaniu, ale to wystarczyło w zupełności, by zapamiętał adres zamieszkania pewnego brązowowłosego chunina, bliskiemu jego sercu.
Iruka miał normalną, wolną od Akademii, wolną od głośnych dzieci, wolną od pracy sobotę.
Chciał wstać później, wyjść gdzieś na zakupy, może posprzątać trochę mieszkanie i sprawdzić, co się działo z Naruto.
Iruka był trochę zaniepokojony, gdyż w ciągu tych trzech tygodni, rozmawiał z Uzumakim tylko raz, może dwa.
Tak, powiedział do siebie późnym, piątkowym wieczorem, sprawdzę, co u Naruto.
I z tą myślą poszedł spać.
A obudził się, gdy rozległo się dość natarczywe i głośne pukanie do drzwi. Spojrzał na zegarek i jęknął cicho. 8:48.
Kto normalny przychodzi w odwiedziny o tak wczesnej porze w sobotę?
Zwlekając się z łóżka, zawołał w stronę drzwi typowe „chwila!" i szybko przebrał się w czyste ciuchy.
Kto stał za drzwiami? No oczywiście, że pewien blond-shinobi w zwykłej, białej koszulce z czerwoną spiralą i brązowymi spodniami (choć Iruka zauważył, że raczej brąz przechodzi w odcień ciemniejszego pomarańczu).
Naruto uśmiechał się, trzymając jakieś pudełko w rękach.
Do Umino Iruki wreszcie dotarło. Naruto stoi pod jego drzwiami. Chunin zamrugał kilka razy, ale w końcu jego mózg obudził się i zaczął poprawnie pracować.
- Cześć, Naruto-kun. Nie sądzisz, że jest trochę… za wcześnie, jak na sobotę? – spytał się Iruka, wciąż marzący o pięciu minutach pięknego snu. I odpoczynku.
Naruto jednak uśmiechnął się jeszcze szerzej i wszedł za Iruką do mieszkania. Postawił pudełko na stole w kuchnio-jadalni i usiadł na jednym krześle.
- Wiem, wiem, ale przyniosłem ci prezent! – odparł radośnie. – Mam nadzieję, że jeszcze nie jadłeś śniadania. Prawda?
- Nie, nie jadłem. - potwierdził, przygotowując w kuchni Tsumei o-cha (zimną, zieloną herbatę).
Umino przyniósł dwa kubki, jeden dla Naruto, który przysunął pudełko do miejsca, gdzie usiadł Iruka.
Chunin zaśmiał się i odpakował swój mały „prezencik". Uśmiechnął się szeroko.
- Dziękuję ci, Naruto-kun. To bardzo miłe z twojej strony. – powiedział do wesołego genina, pomiędzy kęsami. Uzumaki uśmiechnął się, dopił herbatę i poklepał Irukę w plecy.
- Żaden problem. A teraz, jeśli pozwolisz – Wstał z krzesła i uśmiechnął się do swojego przybranego brata. – ulotnię się, zanim Corazon-sensei każe mi biegać dodatkowe kółka wokół tego przeklętego lasu!
I już go nie było.
Drużyna Czwarta przez dobre dwa miesiące miała określoną rutynę.
Każdy wstawał o siódmej trzydzieści. Może i na początku wstawanie było koszmarne, ale wszyscy przyzwyczaili się do tej pory i wstawali bez obawy, że ich nowy budzik przypadkowo wyląduje na ścianie.
No tak, dziwactwa shinobi.
Po miesiącu, każdy wstawał o siódmej, a po dwóch miesiącach – 6:30 to była normalna pora pobudki.
Ich trening rozpoczynał się o ósmej. Najpierw robili rozgrzewkę, ćwiczenia wzmacniające ciało, a później medytowali przez jakieś piętnaście minut. Pozwalało to każdemu się odprężyć (ehm, każdemu, kto nie jest skaczącą kulą energii, czyli Naruto).
Równo o dziewiątej czterdzieści pięć, każdy z nich rozpoczynał ćwiczenia z kontroli chakry; wchodzenie na drzewa, mury, skały i tym podobne.
Po ośmiu tygodniach, trójka geninów opanowała doskonale sztukę chodzenia po drzewach. Mogli więc przejść do następnego kroku.
Mieli półgodzinną przerwę, rozpoczynającą się o jedenastej trzydzieści.
Później, sensei trenował każdego z nich, by podszkolić to, z czym sobie nie radzili i poprawić to, w czym byli nieźli. Znaczyło to też mniej więcej, że Naruto miał więcej pracy, ale co to dla niego!
O piętnastej, skład dzielił się w pary i sparringował się ze swoim partnerem; na koniec treningu, Drużyna Czwarta urządzała sobie coś na typ Battle Royale: każdy na każdego.
Naruto wciąż pamiętał swoją pierwszą Battle Royale.
Skończyło się mniej więcej tak, że Sayuri stała na nieprzytomnym Shinjim i Naruto, by być wzrostu sensei'a.
To było niemiłe.
Po godzinie szesnastej, cała czwórka robiła wycieczkę do Wieży Hokage i przyjmowała zlecenia, czyli koszmar każdego genina – misje rangi D!
W wieży Hokage, Corazon-sensei znów upominał Naruto o sposobie, w jakim mieli przynieść Torę, Demonicznego Kota.
Nie mieli związywać jej w ledwo widoczne linki, ani zabarwiać jej futra na różowo!
Shinji, widząc, że Naruto posyła mu błagalne spojrzenie, w końcu mruknął, że mogliby sobie odpuścić te misje i skupić się bardziej na treningu, by wkrótce wziąć misję rangi C.
Naruto cicho dziękował Shinji'emu za krótką interwencję. Dobra, Naruto doskonale rozumiał, że mieli złapać Torę i oddać ją w jednym kawałku do właścicielki, żony Daimyō Kraju Ognia.
Ale hola, nikt nie powiedział mu, że zakazane jest użycie różowej farby, kilku linek i sprytu. Nikt nie powiedział, no!
Wyglądało na to, że Shinji także nie przemyślał porządnie swoich słów. I każdy z nich przekonał się o tym bardzo bolesnym sposobem, podczas treningu się następnego dnia.
Cóż, pomyślał Shinji, to i tak nie będzie boleć bardziej niż ten ruch judo.
Jakby czytając mu w myślach, Corazon-sensei celowo pracował nad wzmocnieniem siły Sayuri.
A co boli bardziej niż zwykły chwyt judo?
Oczywiście, że ulepszony chwyt judo!
I tym pozytywnym akcentem kończy się rozdział drugi.
Dziękuję za wszystkie komentarze, klikanie w "ulubione" i "obserwuj". Naprawdę wiele to dla mnie znaczy i zdziwiłam się troszkę, że już wzbudziłam takie zainteresowanie tylko pierwszym rozdziałem.
Cóż, byle do przodu, co nie?
Wydaje mi się, że rozdział był ciut nudny, nie? W następnym coś się wreszcie będzie dziać, oke?
Oke.
Dziękuję jeszcze raz!
MeganRouth
