"Za pierwszym razem"
Rozdział III: Pierwsza misja rangi C
Przez: MeganRouth
Mistrz Sarutobi nareszcie wpadł na pomysł rozwiązania Bunshinowego problemu Naruto, gdy zauważył pewnego zamaskowanego shinobi z szarymi włosami, które zdecydowanie nie znały takiego pojęcia jak grawitacja. Ale zacznijmy od początku.
Był późny wrzesień, a Drużyna Czwarta malowała jakiś niezbyt duży dom w Konosze.
Właściciel owego domu, Gensai Bussho, był niegdyś jouninem i to szczerze szanowanym jouninem. Jednak z nieznanych nikomu powodów, pan Bussho porzucił karierę ninja w latach swojej świetności i założył rodzinę.
Gensai Isei, żona pana Bussho wytrwale pracowała w Konoszańskim szpitalu jako pielęgniarka przez ponad piętnaście długich lat.
Właśnie dlatego Naruto rozpoznał żonę klienta, jako panią, która była dla niego miła, gdy przebywał w klinice. Wyglądało na to, że pani Isei również rozpoznała Uzumakiego, jako tego wesołego chłopca, często trafiającego na oddział.
Oczywiście, Gensai Isei wiele razy opowiadała swojemu mężowi o niezwykłych umiejętnościach Naruto w samoleczeniu. Jak się później dowiedziała, pan Gensai poszperał w bibliotece i znalazł wzmiankę, może dwie, o tym, że każdy, kto ma zapieczętowanego w sobie Ogoniastego Demona, cechuje się nadnaturalną zdolnością szybkiej regeneracji.
Gensai Ginko i Gensai Hideko, dziesięcioletnie bliźniaczki zainteresowały się tymi „Jinchuuriki", jak to określił ich ojciec, Bussho.
Jednego wieczoru, dziewczyny podsłuchały rozmowę rodziców i następnego dnia, niezmiernie zaciekawione ruszyły do biblioteki.
Znalazły wiele informacji na temat owych Jinchuuriki, Bijuu, a nawet rzeczy o Ukrytych Wioskach, o których nie uczy się w Akademii. Bez wiedzy rodziców, siostry studiowały i uczyły się o Ogoniastych Demonach oraz rzeczach z nimi związanych przez wiele miesięcy.
Bliźniaczki wspólnie zdecydowały, że w końcu porozmawiają z rodzicami o czymś, co zupełnie nie zgadzało się z książkami – o Kyuubim.
Przerażeni rodzice nie umieli się nadziwić, ale odpowiedzieli na (prawie) wszystkie pytania, nurtujące dwie siostry. Nie wyjawili jednak, kto był Jinchuurikim Kyuubi'ego.
Same i tak na to wpadną, pomyślał smutno pan Bussho.
Gensai Shigeru, pięcioletni brat bliźniaczek bawił się na podwórku, gdy trzej genini malowali dom w bardzo nietypowy, jak dla niego, sposób – chodzili po ścianach. Bez trzymania się!
Wtedy to mały Shigeru złożył cichą obietnicę, że zostanie super ninja, by chodzić po suficie, dokładnie tak jak oni!
Kiedy Drużyna Czwarta kończyła malować ściany z szarego koloru na jasnoniebieski, Corazon przechadzał się wokół budynku, obserwując, czy nigdzie nie ma niedoskonałości - i obszedłszy cały nowo pomalowany dom, który wyglądał, jakby przeszedł gruntowny remont, a nie tylko malowanie, jounin nie znalazł ani jednej wady bądź usterki.
Wszystko było pięknie wykończone i tym razem Naruto nie próbował zaprezentować swojego talentu artystycznego na jednej ze ścian; w porównaniu do poprzedniego razu, gdzie genin pozbawił ich klienta, przez wycięcie „małego" żartu, teraz nie było źle.
- Ok, dzieciaki, zejdźcie stamtąd. – Shinji, Sayuri i Naruto obrócili się w stronę mistrza i uśmiechnięci zeskoczyli z brązowego dachu domu.
Uzumaki otworzył usta i wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale Sarutobi uprzedził go. – Świetnie dzisiaj sobie poradziliście, choć zbyt wolno wam to szło. Następnym razem skończycie szybciej albo znów będziemy gonić Torę.
Cała trójka skrzywiła się, jak na zawołanie.
Poprzednio genini pobili rekord w łapaniu tego przeklętego kota (zajęło im to tylko godzinę!), ale każdy z nich był podrapany, pogryziony, i Kage wie co jeszcze.
Więc nikt naprawdę nie chciał znów wykonywać tej misji. Tak, nie ma to jak odpowiednia motywacja.
Dochodziła godzina dwudziesta, gdy Corazon skończył odprowadzać swoich uczniów do mieszkań. Z każdym chwilę porozmawiał, pożartował, aż wreszcie nadszedł czas na to, by napić się dobrego sake w nowo otwartym barze na rogu.
Już przy wejściu, do wyczulonego nosa Corazona doszedł zapach alkoholu oraz, o dziwo, zapach czegoś, co mogło przypominać te supernowoczesne pachnidełko o nazwie „Morska Bryza", polecane przez zagranicznych sprzedawców.
Milutko.
Trzydziestoletni Sarutobi szybko wypatrzył wolne miejsce i usiadł na barowym stołku.
Zamówił coś do picia u wręcz przemiłego barmana, którego twarz wyglądała niczym głowa Morino Ibiki'ego. Przerażająco.
Corazon spojrzał w lewo. Na krześle przy barze odpoczywał Hamaki Jimei, siedemnastoletni chunin, nominowany rok temu, na Zimowym Egzaminie na Chunina.
Corazon rozpoznał go, ze względu na to, iż akurat przebywał wtedy w Sunie, a skoro rozgrywały się walki trzeciego etapu egzaminu, Corazon nie mógł przepuścić takiej szansy. Jimei walczył jako drugi i wykazał się znajomością pewnych niespotykanych technik; między innymi kilku jutsu typu Fuuton i Doton.
To było ciekawe widowisko, tak by to określił.
Natomiast po jego prawej stronie siedziała białowłosa kunoichi, rozmawiająca po cichu z pewnym leniwym shinobim, trzymającym pomarańczową książeczkę Icha Icha w dłoni.
Bingo.
Mienfō Arrisu cieszyła się spokojnym wieczorem w barze i miłą pogawędką z wyjątkowo rozkojarzonym „Kopiującym Ninja" Kakashim.
Arrisu opuściła ANBU w styczniu i uważała, że to była najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek mogła podjąć; kobieta nie chciała mieć już nic wspólnego z białą maską ani z całym oddziałem.
Koniec z zabijaniem. Koniec ze stresem. Koniec z koszmarami.
Koniec z papierkową robotą.
Jeszcze w tym roku, a dokładniej w kwietniu, Arrisu wzięła pod opiekę trójkę młodych geninów, którzy tworzyli Drużynę Ósmą.
Arrisu nie sądziła jednak, że któryś z nich będzie miał rangę wyższą niż chunin. Nie znaczyło to, że ich nie lubiła, o nie. Kunoichi patrzyła na wszystko sceptycznym okiem, ale uwielbiała swoich geninów.
Niestety, według niej, nikt nie miał potencjału, by zostać jouninem lub wyżej postawionym ninja; Nomura Kiriko i Nomura Kyoji byli bliźniakami. Nie radzili sobie najlepiej w taijutsu. Kiriko zainteresował się tylko genjutsu, natomiast Kyoji kształcił się w dziedzinie ninjutsu. Oboje odmawiali wykonania prostych ćwiczeń, poprawiających sprawność, a ich sensei nie miała już do nich sił.
Mienfō wróżyła im niezbyt świetlaną przyszłość; przy dobrym układzie i szczęściu, co najwyżej chunini.
A mówiąc o trzecim ogniwie Drużyny Ósmej, Otami Mineko, Arrisu stwierdziła, że albo dziewczyna przestanie się uganiać za chłopakami i weźmie się za siebie, albo zrezygnuje (a starsza kunoichi z chęcią przekonałaby ją do tego).
Jednym słowem, Arrisu naprawdę źle trafiła. Mogła chociaż poczekać do października, kiedy odbywały się Jesienne Egzaminy.
W Konosze system Akademii był prosty.
Cztery lata nauki, podczas której uczniowie Akademii (a przyszli ninja) uczyli się rzeczy niezbędnych do przetrwania jako shinobi. Następnie przeprowadzane były egzaminy w kwietniu, czyli Wiosną oraz w październiku, czyli Jesienią. Zazwyczaj składy, które powstały wiosną rozpadały się lub tworzyły inne grupy.
Te jesienne drużyny, w porównaniu do wiosennych, często pozostawały takie same, a ich niektórzy członkowie stawali się jouninami bądź zdawali test ANBU i przechodzili szkolenie.
Tak więc śmiało można było powiedzieć, że nad Wiosennymi Drużynami ciążyła jakaś okropna klątwa.
Nie chcąc myśleć o pogłoskach na temat tych drużyn, Arrisu odwiedziła nowy bar, który wyglądał w miarę przytulnie (nie wspominając o barmanie) i spotkała swojego starego znajomego z czasów, gdy jeszcze była członkinią ANBU – Kakashi'ego.
Sam Hatake Kakashi chciał najzwyczajniej w świecie napić się dobrze przygotowanego trunku.
Najlepiej takiego, który sprawiłby, że Kakashi stałby się niewidzialny dla pewnego irytującego mistrza taijutsu, ze zbyt jasnym uśmiechem, gęstymi brwiami, dziwnymi czarnymi włosami , noszącego okropny, zielony kostium.
Tak, zniknąć. I się nie pojawić.
To byłoby piękne.
Tak zamyślony ninja, drgnął, gdy poczuł kogoś ze znajomą chakrą. Ów znajomym był Ten Drań, czyli w języku Kakashi'ego – Corazon Sarutobi. Szarowłosy shinobi posłuchał do końca wypowiedzi Arrisu, a gdy ta wyszła do toalety, jounini natychmiast odwrócili się ku sobie.
- Kopę lat, Kakashi! – rzekł radośnie brunet (zbyt radośnie, jak dla Kakashiego), pijąc sake, przyniesione przez barmana. Kakashi zmrużył oczy (w tym przypadku oko. Jedno, widoczne oko), ale wymamrotał coś, siląc się na uprzejmość.
- Witaj, Corazon. Co porabiasz w Wiosce?
- Ach, wiesz, różne sprawy tu i tam. Dostałem trójkę dzieciaków, a jeden z nich nawet nie ma jeszcze dziesięciu lat. – Hatake uniósł brwi i zamówił coś zimnego do picia. Znowu. Po chwili przypomniała mu się pewna dość istotna rzecz.
- Za dwa tygodnie. – poinformował Corazona, który spojrzał na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Kakashi westchnął cicho. – Za dwa tygodnie będzie miał już dziesięć.
Sarutobi wymówił bezgłośne „Aaa" i pokiwał głową na znak, że rozumiał.
Był dwudziesty szósty wrzesień; dodać czternaście dni, odjąć cały miesiąc i wychodzi piękna data. Dziesiąty październik. Sensei Drużyny Czwartej zanotował w pamięci, żeby później zapytać się Shinji'ego i Sayuri o ich daty urodzenia.
- Właśnie, Kakashi, mam do ciebie prośbę...
Takim oto sposobem Naruto wylądował na polu treningowym z dziwnym, szarowłosym mężczyzną w masce, który nauczył go Kage Bunshin no jutsu.
Naruto opowiadał Sayuri i Shinji'emu, że widział kilka razy, jak ten dziwny pan (chyba powiedział, że ma na imię Kashishi. Albo to był Kakashi?) przywołuje gadające psy-ninja, by go pilnowały, gdy ten Ka-koleś nie mógł.
Uzumaki pamiętał tylko, że jeden z psów, ten najmniejszy, nazywał się Pakkun.
Naruto, tak samo jak Shinji, także zapragnął mieć własnych summonów.
Sayuri to nie ruszyło; dziewczyna już wcześniej wspominała swoim kompanom, że podpisała umowę z kotami, w dniu egzaminu na genina.
Nie przywołała jeszcze żadnego summona, gdyż sytuacja tego nie wymagała; ich nauczyciel kilkakrotnie powtarzał, że ma oszczędzać chakrę i wykonać tę technikę tylko wtedy, kiedy to będzie bardzo konieczne.
Wielkimi krokami zbliżała się ich pierwsza misja rangi C.
Corazon-sensei nie chciał brać jakieś bardzo trudnej, dlatego geninom trafiło się eskortowanie dziewczyny, która była jakąś niby-ważną osobą, spokrewnioną z poprzednim przywódcą Takigakure.
Drużyna Czwarta została zapewniona, że nie zaatakują ich żadni niebezpieczni, zbiegli ninja (chyba, że tacy się nawiną przez przypadek), co najwyżej zwykli bandyci.
Wyruszyć mieli o godzinie szóstej trzydzieści, spod bramy Konohy, dziewiątego października. Przewidywany powrót do wioski miał nastąpić dwudziestego szóstego dnia, tego samego miesiąca.
W Taki mieli zostać przez pięć dni, nie więcej. Podróż w jedną stronę trwała plus minus tydzień, jeśli poruszali się po wyznaczonej drodze. Oczywiście, że gdyby skakali po drzewach, dotarliby tam szybciej, lecz osoba, którą eskortowali nie była shinobi, więc nie mieli wyjścia.
Tak więc, nie martwili się.
Ta misja miała być jak wakacje, połączone z treningami po drodze. Niczym wycieczka krajoznawcza, z korzyściami dla wszystkich.
Szkoda tylko, że dla większości nowych drużyn, każda pierwsza misja rangi C kończyła się niefortunnie.
Corazon usłyszał o takich przypadkach w tamtym barze i tylko błagał los, by wszystko poszło dobrze.
Cóż, błagać zawsze można.
Gdy trójka geninów wreszcie dotarła do Głównej Bramy, wybiła szósta trzydzieści.
Ich wesoły mistrz rozmawiał z jakąś naburmuszoną (zapewne niewyspaną), na oko szesnastoletnią dziewczyną. Owa dziewczyna miała ognistorude włosy, które bezskutecznie próbowała wcześniej uczesać. Szczotka najwyraźniej utknęła gdzieś pośród jej niechlujnej fryzury.
No, nieważne, kto by się tam przejmował.
Ubrana była w białą bluzkę, z długimi, poszerzonymi na końcach rękawami. Jej legginsy były czarne, a wszystko dopełniały śliczne, czerwone guziki wraz z drewnianymi sandałami z czarnymi zdobieniami.
Jednak guziki same w sobie sprawiały niezwykłe wrażenie, bowiem każdy z nich wygrawerowany miał mały znak Takigakure, odbijający się w porannym słońcu.
Dopiero po chwili dziewczyna zauważyła przybycie reszty Drużyny Czwartej.
Ostrym, oceniającym spojrzeniem przewiercała każdą trójkę; Naruto wzdrygnął się, kiedy jej wzrok wylądował na nim najdłużej.
To było straszne, jak zimne były jej niebieskie oczy. Takie puste.
Nieżywe.
Odwróciła się do Corazona i powiedziała coś cicho. Jounin zaśmiał się i machnął lekceważąco ręką, na co ona tylko łypnęła na niego okiem i odeszła w stronę drogi. Dopiero wtedy Shinji, Naruto i Sayuri dogonili także odchodzącego mistrza.
- Co to miało być? Że niby ta gburowata dziewczyna to nasza klientka? – syknął Shinji.
Sarutobi cicho westchnął i założył ręce za głowę. Wyglądał na całkiem spokojnego, ale kręcił lekko głową, jakby z niedowierzaniem.
- Tak. Nazywa się Isshō Hangarette i jest prawnuczką pierwszego założyciela Taki. Jak widzicie… trochę się nie wyspała, ale poza tym, wszystko jest z nią w jak najlepszym porządku. A przynajmniej tak sądzę. – oznajmił młodym geninom.
Hangarette szła przed nimi luźnym krokiem, a długie rękawy jej bluzki powiewały delikatnie. Nawet jeśli nie robiła tego specjalnie, panna Isshō poruszała się z niezwykłą gracją i wdziękiem, niczym kolorowy motyl na wietrze.
Wtedy Naruto zauważył jedną dziwną rzecz.
- Czekaj, czemu nie masz żadnego plecaka? – Dobiegł szybko i wyrównał kroku z wysoką dziewczyną, która spojrzała na niego z góry (dosłownie). Hangarette uśmiechnęła się przebiegle i pokazała dwa zwoje, które trzymała przy pasie, a później wskazała palcem na te, które (prawie) dziesięciolatek miał przy boku. Oblicze Uzumakiego zmieniło się na jeszcze bardziej zdziwione. – Chwila, myślałem, że nie jesteś kunoichi…?
- No bo nie jestem. – odpowiedziała miękko, z powrotem patrząc gdzieś w dal. – Pomógł mi pan Corazon. Myślisz, że nie znam tych waszych ninja-sztuczek? – Schyliła się i mocno postukała kłykciami o wypolerowany ochraniacz z wygrawerowanym liściem, znajdujący się na czole blondyna.
I, o zgrozo, faktycznie postukała mocno.
Naruto powiedziałby, że bardzo mocno; niemal z taką siłą, z jaką zrobiłaby to Sayuri, przez co Naruto chwilowo stracił równowagę i potknął się.
Nim jednak jego twarz zaliczyła bliski kontakt z ziemią, genin wykonał szybką Podmianę i stanął obok Shinji'ego z niezadowoloną miną i wydętymi policzkami. Ręce schował do kieszeni czarnych spodni.
- Brawo Naruto, poprawił się twój refleks! – pochwalił niezmiennie uradowany jounin.
Uzumaki wyraził całe swoje niezadowolenie w jednym, morderczym spojrzeniu, skierowanym wprost na niewzruszonego mistrza. Cóż, zapowiadała się dłuuuga podróż.
Hangarette Isshō: prawnuczka założyciela Taki, córka aktualnego przywódcy wioski i córka przywódczyni rebelii. Brzmi świetnie, nieprawdaż?
To było duże nieporozumienie, jeśli ktoś powiedziałby, że jej rodzice, niegdyś w sobie zakochani, rozeszli się trochę skłóceni i nieprzepadający za sobą.
Oni się nienawidzili.
Hangarette miała dziesięć lat, gdy jej matka, Isshō Magnoria, po wielu głośnych krzykach, wybiegła z domu i już nie wróciła.
Dziewczyna nigdy nie dowiedziała się, o co dokładnie poszło w pierwszej poważnej kłótni, która doprowadziła ich do rozstania. Z
apewne pokłócili się o pranie czy zmywanie naczyń, jak każde małżeństwo, lecz mała sprzeczka szybko przerodziła się w wielki konflikt, rozciągnięty na cały kraj.
Huh, chyba nie każde państwo zaczyna wojnę domową od brudnych naczyń.
Ojciec Hangarette, Isshō Hasu, zawsze powtarzał, że rebelie przeciwko władcy nigdy nie kończą się dobrze, doprowadzają do upadku kraju i wylewu niepotrzebnej krwi. Hasu nastawiał swoją córkę przeciwko jej własnej matce, lecz dziewczyna była bystra, wiedziała, co próbuje osiągnąć jej ojciec i rozumiała sytuację Taki.
W końcu bunt nie rozpoczyna się bez powodu.
Hangarette nie chciała być ninja.
Owszem, urodziła się naturalnym sensorem, zapamiętywała i rozpoznawała chakry wszystkich napotkanych przez nią osób.
Jednak panna Isshō nie znosiła przemocy, krwi i wolałaby żyć w spokoju, może gdzieś w niedużym, drewnianym domku nad morzem, razem ze swoimi rodzicami, gdzie odcięliby się od całego świata i wszystkich problemów.
Mimo wszystko, Hangarette przez mieszkańców była znana ze swojej trochę dziecinnej natury i chęci do żartowania, poczucia humoru. Wszystkie żarty, które wykręciła humorzasta dziewczyna pomagały zapomnieć jej, o tym kim jest i czemu wciąż ukrywa się za maską wesołości, widniejącej na jej twarzy.
Jednego dnia, Hangarette nie wytrzymała.
Wieczorem pokłóciła się z ojcem, a w nocy uciekła. Dzięki lekcjach z panią Megumi, jej nauczycielką, szesnastolatka prześlizgnęła się przez obronę ANBU, strzegących jej domu i wybiegła z wioski.
Wtedy spotkała Fū.
Kiedy ona, córka Hasu i Magnorii, leżała wyczerpana i ranna (napotkała pewne przeszkody i skończyło się na obrażeniach kunai'em) na polanie dość daleko od wioski, niebezpieczna chakra, wymieszana z normalną zbliżały się do niej, coraz szybciej i szybciej.
Hangarette była przerażona.
Nie miała sił się bronić, rana na ramieniu okropnie jej dokuczała, a nie pomagał też fakt, że czuła zanikającą świadomość. Więc jedyne, co przyszło jej do głowy, to sen.
Obudziła się rano, jednak nie leżała już na ziemi.
Zamiast tego, Hangarette leżała na materacu, przykryta kocem, w jakimś obcym domu. Ramię miała starannie obandażowane.
Czując tę samą energię, co przedtem, nastolatka poruszyła się niespokojnie i natychmiast znalazła się w pozycji siedzącej. Przed nią kucała osoba, po której najmniej by się spodziewała takiej chakry.
Dziewczyna miała jedenaście lat. Krótkie, zielone włosy nosiła rozpuszczone; jej ubranie składało się z prostej, białej bluzki bez rękawów i poszarzałych spodenek. Na plecach trzymała tubo podobne, czerwone… coś. Uśmiechała się lekko.
Było tylko jedne, logiczne wyjaśnienie dla Hangarette.
Jinchuuriki.
Wtedy też dziewczyny się zaprzyjaźniły.
W sierpniu, Hangarette zadecydowała, że opuści wioskę, ale wróci dla Fū. Wyruszyła z Taki o świcie, by wstąpić po drodze do swojej pierwszej przyjaciółki i pożegnać się.
Oczywiście, nie tak na zawsze, ale każda podróż może być ostatnią podróżą i szesnastolatka doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Czemu Isshō wybrała akurat Konohę?
Tego nawet ona nie wie.
Gdy Jichuuriki Siedmioogoniastego zapytała się o cel jej wędrówki, dziewczyna odpowiedziała odruchowo, że Konoha.
Obiecała nawet, że przywiezie jakieś pamiątki stamtąd, a tak naprawdę, to nie wiedziała, dlaczego wybrała to miejsce. Może ze wszystkich Głównych Wiosek, Konoha nie brzmiała tak źle.
Zajęło to prawie dwa i pół tygodnia błądzenia po lasach i górach, ale po wielu źle obranych ścieżkach i problemach, Hangarette dotarła do Konohy.
Na początku nie mogła się nadziwić.
Wioska była ponad cztery razy większa niż Taki!
Widok był niesamowity, ale co najbardziej lubiła dziewczyna, to nocny krajobraz wioski, widoczny bardzo dobrze z Góry Hokage.
Choć Hangarette czuła się trochę przytłoczona tymi wszystkimi otaczającymi ją chakrami, dziewczyna została w Konosze do października.
Wtedy wiedziała, że w końcu musi wrócić i pomóc swojej mamie.
Nawet ona, rozwrzeszczana i rozpieszczona, widziała jak naprawdę rządzi jej ojciec – nie tak, jak powinien.
Nie chcąc znów błądzić, obywatelka Taki zapłaciła Hokage za eskortę do wioski.
Takim oto sposobem, rozpoczęła się pierwsza misja rangi C dla Naruto i jego przyjaciół.
W następnych dniach podróży rozpoczęły się pierwsze komplikacje.
Jedyny most, który prowadził bezpiecznie przez długą i głęboką cieśninę w Kraju Ognia, został bezceremonialnie zniszczony.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż następny most był trzy godziny drogi od miejsca, w którym się znajdowali. Nie wymyśliwszy lepszego sposobu, pięcioosobowa grupa nadłożyła kilometrów, ale przeszła na drugą stronę.
Kolejnym problemem byli natarczywi bandyci, atakujący raz za razem, w gromadach piętnastu do dwudziestu ludzi.
Genini poradzili sobie z pierwszymi trzema atakami, ale gdy nadeszło ich więcej, Corazon musiał wkroczyć do akcji, by jego mali uczniowie złapali oddech.
Wraz z przekroczeniem granicy kraju, ataki nagle ustały. Każdy z ulgą przywitał krajobraz inny, niż strome ścieżki, kamienie i góry, przez które musieli przejść w ciągu dwóch dni.
Z następnym kłopotem zmierzył się sam Naruto.
Wszyscy wędrowali wydeptaną ścieżką, prowadzącą przez równinę, obrośniętą wysoką trawą i dzikimi kwiatami. Co jakiś czas, grupa mijała się z innymi wędrującymi lub jadącymi powozami z końmi.
Naruto był pewny, że usłyszał od Hangarette coś na typ „Szkoda, że też nie mam powozu", ale mądrze postanowił to przemilczeć.
Zła panna Isshō, to groźna panna Isshō.
Hangarette natomiast rzucała okazjonalne zaciekawione spojrzenia w stronę Naruto, które nie uszły uwadze czujnych oczu Sayuri. Czemu to robiła? Powód jest prosty.
On był taki jak Fū.
W pewnej chwili ich klientka uśmiechnęła się tajemniczo. Hangarette już wybrała sobie ofiarę kolejnego żartu.
Szli w spokoju przez jakąś godzinę, a dziesięcioletni blondyn miał nieodparte wrażenie, że czegoś mu brakuje.
Uzumaki chyba nigdy by nie zauważył, gdyby nie Sayuri.
- Huh, Naruto? Gdzie twoje hitai-ate? – Blondyn spojrzał na nią nierozumiejącym wzrokiem, po czym pomacał własne czoło…
…gdzie było jego hitai-ate?!
Ledwo powstrzymując nagły atak paniki, Naruto rozglądał się gorączkowo za swoim cennym ochraniaczem, dopóki nie zobaczył, że Hangarette uśmiecha się, trzymając coś w ręce.
Osz ty, było pierwsze, co przyszło mu do głowy.
Nim jednak dziesięciolatek rzucił się na starszą dziewczynę, Hangarette zamachnęła się, a jego ochraniacz wylądował na ziemi, dobre kilkadziesiąt metrów od nich.
Gdzie ona nauczyła się tak rzucać?
Uzumaki zauważył szybko zbliżający się powóz, zapewne wiozący jakiegoś bogatego cywila lub ważną osobistość. Zestresowany genin rzucił się w ostatniej chwili i uchronił swój ochraniacz od brudnych kopyt koni.
Sam siebie jednak od kopyt nie uratował.
Przepraszając jadącego pojazdem, ubrudzony oraz podeptany Naruto skłonił się z pokorą i rzucił mordercze spojrzenie do Hangarette, która odpowiedziała tym samym, lecz wciąż z uśmiechem.
Piękne przyjaźnie zaczynają się od wrogów, pomyślał z uśmiechem jounin. Wszyscy kontynuowali podróż.
W nocy, Naruto objął pierwszą wartę, jakoś nie mając ochoty na sen.
Genin usiadł na drzewie i patrzył w gwiazdy; rozpoznał niektóre konstelacje, o których mówiła książka Shinji'ego. Naruto zastanowił się nad swoją Drużyną; mimo iż minęło dopiero pół roku, Uzumaki przywiązał się do każdego z Drużyny Czwartej.
Czasem jedli obiady razem, czy to w Ichiraku, czy to w domu Shinji'ego, czy w mieszkaniu Sayuri, a czasem nawet w domu Corazona-sensei. Jeszcze nigdy nie jedli w mieszkaniu Naruto, ale umówili się, że po misji to zrobią.
To była obietnica, a obietnice się dotrzymuje, tak?
Blondyn pomyślał nad tym, co mogłoby się zdarzyć, gdyby nie zdał tego egzaminu.
Nie spotkałby Corazona-sensei ani Shinji'ego, ani Sayuri. Zostałby w tej samej klasie z Wielkim-Ego Uchihą, Fankami Uchihy i innymi dziećmi, nie mającymi pojęcia, w co się pakują.
Nie doświadczyłby tylu ciekawych zajęć i treningów. Zapewne też nie zmądrzałby, wciąż chodziłby w tym samym, rzucającym się w oczy kombinezonie; w końcu to Corazon-sensei jako pierwszy uświadomił mu, kim jest prawdziwy shinobi.
Prawdziwy shinobi zabija, jeśli to konieczne. Odbiera życia, odbiera życia czyiś najbliższych. Jest posłuszny swojej wiosce i przełożonemu. Zawsze sumiennie wykonuje obowiązki i nie neguje poleceń. Dba o swoich kompanów i nigdy ich nie porzuca.
Bycie ninja to nie zabawa. Tam nie ma miejsca na pomyłki, żarciki czy ignorancję. Tam nie ma miejsca dla aroganckich i bezmyślnych ludzi.
Kiedy trzeba zabić wroga, który stanowi zagrożenie, nieważne jak bardzo błaga o litość. Nie można mieć wątpliwości, bo albo zginie wróg, albo ten, który się zawahał. Nie ma czasu na emocje.
Naruto odwiązał swój ochraniacz i przyjrzał się mu dokładnie.
Zadał sobie pytanie: Czy jest godny to nosić? Zabiłby kogoś dla dobra wioski?
Dostał go, bo zdał test. Jest geninem w Konosze, ale wciąż nie jest prawdziwym shinobim. Shinobi odbiera życia.
A Naruto nie wiedział, czy potrafi kogoś zabić.
- Wciąż jesteś młody.
Naruto podskoczył na gałęzi i prawie z niej spadł. W ostatniej chwili podtrzymał się chakrą, zwisając do góry nogami. Spojrzał w stronę namiotów i zauważył, że Hangarette obserwowała nocne niebo. Ręce założyła za głowę, a podparła się starym, drewnianym pieńkiem. Jej wzrok spotkał się z jego błękitnymi oczami.
Uzumaki zastanawiał się, nad czym myślała dziewczyna. Wspiął się z powrotem na gałąź.
- Nie chcesz iść spać, Chō?
- Jak mnie nazwałeś?! – posłała mu mordercze spojrzenie. W jej oczach czaiła się złość, która po chwili wygasła. - Nie mam ochoty. – odburknęła, ale po dłużej chwili się uśmiechnęła, aż w końcu zaśmiała. Naruto, będąc taki, jaki jest, zastanawiał się, co ją rozśmieszyło. – Przypominasz mi Fū.
Blondyn przechylił głowę w zamyśleniu i podrapał swój policzek, na którym widniały blizny, wąsy, które miał od urodzenia. Zmrużył lekko oczy.
- Kim jest Fū? – zapytał zaciekawiony. Księżyc oświetlał całą polanę mdłą, białą poświatą, ale wciąż wszystko było widoczne. Wzrok Hangarette przeniósł się na gwiazdy.
Dziewczyna podziwiała je, rozkoszując się chwilową ciszą.
- Fū-chan to moja przyjaciółka. Rok starsza od ciebie, jeśli się nie mylę. – Przymknęła na chwilę oczy. – Dzieli ten sam los, co ty, Naruto-kun. – Hangarette spotkała się z pytającym wyrazem twarzy młodego genina. Naruto nie wiedział, co miała na myśli, więc czekał, aż dziewczyna będzie kontynuować. – Zimne spojrzenia, szepty za plecami, wyzwiska, cicha nienawiść i ignorowanie.
Naruto zamarł. Pomrugał kilka razy, próbując przetrawić to, co powiedziała szesnastolatka.
- A-ale… jak ty to…?
- Jak to zauważyłam? – Naruto pokiwał głową, niezdolny wypowiedzieć więcej. Lekki uśmiech nie schodził z twarzy Hangarette, która nie wyglądała, jakby reakcja Uzumakiego ją zaskoczyła. – Jesteś wciąż młody i nie dostrzegasz pewnych rzeczy, Naruto-kun. Dla normalnego mieszkańca Konohy, te spojrzenia są normalne, ale dla podróżnego, tak jak ja, coś było nie w porządku. Odkryłam, co to. – Znów cicho się zaśmiała i rzuciła poważne spojrzenie w stronę zszokowanego genina. Zaczęła poważnym tonem.
– Wiesz, kto to jest sensor?
Naruto potaknął. Oczywiście, że wiedział; Corazon-sensei robił dla niego specjalne, hm, korepetycje, jeśli można to tak nazwać, więc Uzumaki orientował się w wielu dziedzinach.
- Twoja chakra i chakra Fū są podobne. Nie w tym sensie, co myślisz, ale sądzę, że wkrótce się dowiesz. – Uśmiechnęła się tajemniczo, przeciągnęła się i ziewnęła.
Wstała z ziemi, otrzepała brudne ciuchy i pokazała Naruto kciuk w górę.
– I nie martw się, zasługujesz na tę opaskę.
Ruszyła do namiotu, zostawiając Naruto samego z myślami.
- Dobranoc, Chō. – szepnął do siebie i spojrzał na księżyc.
Zasługujesz na nią bardziej, niż myślisz, Naruto-kun.
Następny kłopot był chyba najbardziej irytującym, jak dotąd, problemem. A czemuż to? Bo oto, dwa dni drogi od Taki, nadleciała chmara owadów.
To nie tak, że Sayuri nie lubiła robaków.
Nie, po prostu wolała się trzymać od nich z daleka; biedna dziewczyna wciąż miała uraz po pewnym… incydencie z Aburame Senshim.
Ten chłopak lubił żartować, ale te żarty były raczej przerażające niż śmieszne.
- Aaah! – krzyknęła, gdy zobaczyła żuka na swojej białej bluzce.
Strzepnęła go szybko i schowała się za sensei'em, który spojrzał na nią z politowaniem. Sayuri obrzuciła go zabójczym spojrzeniem, ciskając błyskawice w każdą stronę.
Shinji'ego irytowało tylko to, że głupie muchy czy cokolwiek to było, łaziły po nim wszędzie. Miał je nawet za koszulką, w butach, w kieszeniach… nie, Shinji nie lubił tego.
- Cholerne muchy! – wrzasnął i stanął jak wryty. Zdjął swoją czarną, materiałową kurtkę, i wytrzepał ją, po czym ściągnął kremową koszulkę.
Sayuri zarumieniła się i z zażenowaniem spuściła głowę, chowając się Corazonem-sensei.
Hanadao wytrzepał koszulkę i pacnął chodzącego po jego plecach owada. Ubrał się z powrotem, klnąc pod nosem.
Najgorzej miał Naruto. Znowu. Jego jasne, blond włosy wprost przyciągały owady niczym magnes. I, tak samo jak u Shinji'ego, one były wszędzie. Więc Uzumaki, pomimo tego, że lubił żuki i w ogóle, tych konkretnych zdecydowanie nie lubił.
- Na Kage, skąd one się wzięły?! – Pomysł użycia wybuchowych notek wydawał się być bardzo kuszący, zwłaszcza w tym momencie, ale Jinchuuriki powstrzymał się.
To tylko żuki, myślał. Cholernie denerwujące żuki.
Jednak Naruto nie czuł, że są normalne. Nie, one były dziwne. Zbyt dziwne.
Najlepiej to się mieli sensei (który według Naruto wykorzystał jakąś supertajną technikę, bo owady w ogóle do niego nie przychodziły) i Hangarette, która wyglądała, jakby rozmawiała z latającymi żukami i cieszyła się z ich towarzystwa.
Cóż, nikt oprócz klientki nie wiedział, że te żuki były stworzone z chakry Chōmei, więc naturalnie, każdy był zirytowany.
Szóstego dnia wieczorem ukazały się im jaskinie, otwory w górze Takai i prowizoryczne schody, prowadzące od zewnątrz na płaską powierzchnię na szczycie.
Czubka Takaiyama nie dało się zobaczyć z powodu mgły i niskich chmur.
- Idziemy środkiem. – powiedziała stanowczo Hangarette, gdy Drużyna Czwarta rozważała przejście owymi schodami. Dziewczyna spojrzała nerwowo na schodki z ziemi. – Znam cały kompleks jaskiń. Na szczyt dostaniemy się w pięć godzin, ale stamtąd jeszcze dzień drogi do Takigakure.- Nie czekając na innych, wkroczyła do najbliższego wejścia.
Nikt nie oponował, tylko podążył za Isshō, znikającą w ciemności.
Bramy Taki ukazały się w połowie ósmego dnia.
- Wreszcie! – Hangarette przerwała szyk, wyprzedziła wszystkich i wbiegła do wioski, nie zatrzymywana przez strażników, którzy od razu rozpoznali tę charakterystyczną fryzurę.
Corazon westchnął cicho i załatwił wszystkie potrzebne procedury ze strażnikami, po czym znudzo-, ehm, oficjalnym tonem oznajmił coś swoim geninom.
- Witajcie w Takigakure no Sato. Idę załatwić nocleg, a wy… idźcie gdzie chcecie. Nie wdawajcie się w bójki i nie pakujcie się w kłopoty. Spotkamy się tutaj za trzy godziny, zrozumia…- Nie dokończył.
Geninów już nie było.
Nie mając innego wyboru, jounin powlókł się do najbliższego motelu, mamrocząc coś po drodze o normalnym jedzeniu.
Naruto obszedł całą wioskę wzdłuż i wszerz.
To była jego pierwsza wyprawa poza mury Konohy, poza granicę Kraju Ognia. Widział nowe rzeczy, inne krajobrazy, więcej świata.
Taki nie była tak imponująca jak Konoha, aczkolwiek wciąż ciekawa.
Domy były w pastelowych kolorach, trochę przyblakłych, ale z całą tą mgłą, to Naruto się nie dziwił.
Widział, jak sprzedawcy rozmawiają z potencjalnymi klientami, grzecznie proponując różne produkty lub po prostu gawędząc, plotkując.
Wszystko wyglądało na normalne, ale Uzumaki czuł, że atmosfera tutaj jest napięta, nerwowa.
Pogrążony w myślach Naruto skręcił w jakąś uliczkę, wciąż patrząc się w górę.
Z „transu" wyrwało go zderzenie z jakimś wyjątkowo tłu-, ehm, grubym mężczyzną.
Naruto odbił się od jego pleców, ale nie przewrócił się, tylko cofnął.
Mężczyzna (który, nawiasem mówiąc, śmierdział okropnie) odwrócił się i spojrzał w dół na jakiegoś bachora z blond włosami i dziwnymi bliznami na policzkach. Po chwili zauważył również, że ten dzieciak ma hitai-ate z symbolem Konohy. Mężczyzna uśmiechnął się do nieznajomego dziecka (Naruto wspominał też, że ten koleś miał okropne, żółte zęby) i skinął głową do innych mężczyzn, którzy byli za nim. W sumie było ich trzech.
Naruto miał ochotę jęknąć. Świetnie, był dopiero dwie godziny we wiosce i już wpakował się w kłopoty.
Mężczyzna nr 1 schylił się, by spojrzeć bliżej na Naruto. Z bliska, twarz mięśniaka wyglądała jeszcze brzydziej, więc Uzumaki cofnął się o parę kroków.
- Hej, bachorze. Wyskakuj z pieniędzy, już. – rozkazał Dwójka, ten z tyłu. Blondyn powstrzymał prychnięcie w odpowiedzi.
- Czy ja wyglądam na kogoś, kto miałby własne fundusze? I gdzie je niby mam trzymać? – Podniósł ręce do góry, starając się jak najbardziej mógł, by uniknąć niepotrzebnej bójki.
Nie, Naruto bez problemu poradziłby sobie z grupą (bo trzech to już grupa, co nie?), ale Sarutobi-sensei zabronił bójek. I wpadania w kłopoty.
A młody genin z pewnością już złamał oba zakazy.
- Jesteś sprytny, bachorze, ale my znamy gierki shinobi. – Za Naruto pojawili się jeszcze dwaj mężczyźni, zapewne zaprzyjaźnieni z Mężczyzną nr 1.
Dziesięcioletni ninja stęknął cicho.
Wiedział, że innego wyjścia nie ma, więc wszedł w pozycję taijutsu, którą ćwiczył z sensei'em od miesięcy.
Widząc to, mężczyźni wybuchnęli śmiechem, trzymając się za brzuchy, lub ocierając fałszywe łzy śmiechu.
- Hahaha! Ty! Chcesz walczyć z nami! – odezwał się Mężczyzna nr 3, stojący najbardziej w cieniu. Źrenice Naruto zwęziły się, a niebieskie tęczówki zrobiły się chłodniejsze. Tylko taijutsu. Tylko. – Wyglądasz na ośmiolatka najwyżej! Hahaha-!
Trójka przestał się śmiać, gdy dostał silny cios w szczękę, który posłał go na ścianę.
Wszyscy zamilkli i zamarli w bezruchu, ale Naruto nie tracił czasu i od razu rzucił się na Mężczyznę nr 2. Kopnął z całej siły jego brzuch, lądując na ziemi. Wyskoczył w górę i po kolejnym ataku, głowa Dwójki wylądowała twardo na brudnym gruncie.
Uzumaki odwrócił się do pozostałej trójki mężczyzn i rzucił im piorunujące spojrzenie.
- Mam dziesięć lat, wy durnie.
Wywołało to u nich dokładnie taką reakcję, jakiej Naruto się spodziewał; cała wyprowadzona z równowagi trójka rzuciła się na niego.
Blondyn tylko uśmiechnął się lekko i padł na podłoże, a pięść Czwórki natrafiła na powietrze; genin zmienił pozycję i wyprowadził kopnięcie z dołu, wprost na żuchwę Mężczyzny nr 4, który poleciał w górę i spadł z głośnym „thud".
Jedynka odsunął się, a Piątka rzucił się całym ciałem na dzieciaka.
Naruto oczywiście uniknął zmiażdżenia potężnym cielskiem, ale wykorzystał szansę, gdy Mężczyzna nr 5 się zachwiał; Uzumaki natarł na jego kolano i powalił go ziemię. Wskoczył na plecy mięśniaka i jak najlepiej potrafił, skoczył, wbijając Piątkę w ziemię.
Zrobił salto i wylądował przed cofającym się Jedynką.
- C-Cz-cz-cz-e-ee-kaj! N-Nie r-rób mi teg-go!
Cóż, źle dla niego.
Mężczyzna próbował uciec tyłem, jednak pojawił się ANBU i pozbawił go przytomności.
Naruto stanął luźno, opierając ciężar ciała na lewej nodze.
Ninja z Takigakure skinął do niego głową, za co genin odpowiedział tym samym. Wyszedłszy z ciemnej alei, blondyn zaczął iść, jakby nic się nie stało.
- Naruto! Hej, zaczekaj!
Genin obrócił się i uśmiechnął się na widok Sayuri, która trzymała jakieś zawiniątko. Sayuri szybko dobiegła do blondyna i odwzajemniła szeroki uśmiech.
- To… Jak ci minął dzień?
-… no i pojawił się ANBU, zabierając ich wszystkich. Opuściłem alejkę i miałem iść się rozejrzeć za czymś dla-, umm, nieważne. Wtedy mnie zawołałaś. – Sayuri nie wiedziała czy ma się śmiać, czy płakać.
Pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Jesteś niemożliwy, Naruto. Ile razy mamy powtarzać, że masz się trzymać z dala od… - przerwała szybko, gdy zobaczyła zbliżającego się Corazona-sensei.
Spojrzała na Naruto i cicho poprosiła bogów, by chronili go od złego.
Z uśmiechem odwróciła się do mistrza.
- Nie ma jeszcze Shinji'ego? – zdziwił się Sarutobi. Dwaj genini potrząsnęli głowami, dopóki…
- Tu jestem. – powiedział Hanadao, stojąc za Inazumą i Uzumakim.
Oboje drgnęli i obrócili się do przyjaciela, który miał nową, materiałową kurtkę; tym razem ciemnoniebieską.
- Wow, jak ty to? - Naruto wytrzeszczył oczy, ale szybko wrócił do siebie i uśmiechnął się. – Czyli chyba jesteśmy wszyscy. Idziemy coś zjeść?
Następne trzy dni minęły spokojnie. Drużyna Czwarta ćwiczyła na polach treningowych; lider Taki wspaniałomyślnie dał zgodę na użycie ich do treningów.
Corazon kupił pamiątki i zabawkę dla swojego bratanka, Konohamaru, Shinji także coś zakupił dla swojej siostry, razem z Sayuri, kupującej dla swojej mamy.
Naruto również pomyślał o Iruce i idąc przykładem innych, kupił małą figurkę wodospadu.
Na pewno spodoba się Iruce.
Czwartego dnia ich pobytu, najmłodszy genin przechadzał się po obrzeżach wioski, aż przed oczami, wśród ludzi, błysnęły mu znajome, ognistorude włosy. Uzumaki zamrugał i puścił się pędem za dziewczyną, chcąc ją dogonić i zapytać o co chodzi.
Hangarette dosłownie zniknęła, gdy był przy rzece za wioską, gdzie panował straszny szum. Ciekawy, co wywoływało ów hałas, Naruto poszedł z nurtem rzeki, aż dotarł do wielkiego wodospadu, tak samo jak do krawędzi klifu.
Młody shinobi wychylił się dość mocno, bo chciał zobaczyć więcej szczegółów na dole, ale poczuł, że ktoś go popycha i traci równowagę.
Chłopiec spadał głową w dół klifu, prosto w kamienie na dole, ale szybko orientując się w sytuacji, Naruto wyciągnął shuriken z kilkoma linkami.
Wycelował w klif, a ku jego uldze, broń wbiła się w skałę. Trzymając się mocno linek, Naruto poleciał na drugą stronę, którą rozdzielała rzeka i wodospad.
Uzumaki złapał się ściany i przytrzymał chakrą. Zaczął szybko się wspinać, a gdy był z powrotem na trawie, odetchnął głęboko.
Rozejrzał się wokół, ale nikogo ani niczego podejrzanego nie zauważył. Ostatecznie Jichuuriki wrócił do motelu.
Piątego i ostatniego dnia, Shinji zachowywał się dziwnie.
Naruto zauważył, że jego przyjaciel krzywił się często i przenosił ciężar ciała z jednej nogi na drugą, tak jakby czuł się dość niekomfortowo.
Zaalarmowani zachowaniem kompana, Naruto i Sayuri spojrzeli na siebie, a później na Shinji'ego.
- Dobra, wypluj to. O co chodzi? – Sayuri przeszła do konkretów, nie zważając na nerwowe drgnięcie Hanadao. – Widać, że coś jest nie tak, Shinji.
Czarnowłosy chłopak westchnął cicho.
- To nic, tylko… - zawahał się, nie wiedząc, co powinien powiedzieć, a co nie. – Mam przeczucie, że im prędzej opuścimy wioskę, tym lepiej.
Naruto i Sayuri pokiwali głowami. Inazuma spojrzała na młodszego kompana.
- Naruto, idź znaleźć mistrza, dobrze?
Blondwłosy chłopak pokiwał głową i wyszedł przez okno. Sayuri spojrzała twardo na Shinji'ego.
- A teraz mów prawdę, Shinji-kun, bo nie umiem powstrzymać chęci przerzucenia cię przez ramię.
Shinji wzdrygnął się na samą myśl i potarł nerwowo kark.
Jak miał wytłumaczyć, że widział, jak Hangarette, ich klientka, zrzuciła Naruto z klifu na drugim końcu wioski?
Jak miał wytłumaczyć, że czuł się non-stop obserwowany?
Jak miał powiedzieć, że odkrył coś w rodzaju tajnej bazy, w której wciąż powtarzano o obaleniu aktualnego przywódcy?
Nie, Shinji potrząsnął głową.
- Wytłumaczę, gdy wróci Naruto i mistrz Corazon.
Akurat wtedy, jak na zawołanie, przez okno wpadł Uzumaki i Sarutobi ze zmartwionym wyrazem twarzy.
- Myślę, że musimy porozmawiać.
Drużyna Czwarta, po wyjaśnieniach Shinji'ego szybko zgodziła się, by natychmiast opuścić wioskę.
Sprawy rebelii i wojen domowych nie dotyczyły ani Konohy, ani ich osobiście, więc nie powinni się angażować. Po trzydziestu minutach, skład był poza bramą, żegnając miłych strażników.
Genini odetchnęli, będąc poza murami Taki. Ich zadanie było skończone i teraz wystarczyło wrócić do Konohy.
Droga powinna była zająć nie więcej niż trzy, może cztery dni, ale jak to w przypadku pierwszych misji rangi C było – zawsze coś się psuło.
Decydując się na krótszą drogę, shinobi z Konohy zeskakiwali gęsiego, z jednej wnęki w górze na drugą, coraz niżej i niżej. Pierwszy szedł mistrz, ostatni Shinji. Rozpoczęli podróż powrotną do domu, do Konohy.
Pod koniec pierwszego dnia podróży, kiedy Sayuri, Shinji i Naruto byli wyczerpani, w pobliskim lesie urządzili obozowisko.
Wszyscy byli zmęczeni, gdyż po południu starli się z poszukiwanym ninja z Kusagakure, „Akai kusa" , który doczekał się swojego miejsca w Książeczce Bingo.
Starcie z nim na szczęście zakończył mistrz Corazon, a ostatecznie tylko Uzumaki miał poparzone ramię; jego kompani tylko potrzebowali czasu, by odpocząć, zebrać siły i zregenerować trochę chakry.
Genini poszli spać,(raczej padli na twarz), a mistrz czuwał, zastanawiając się nad miejscem odpowiednim dla dłuższego postoju.
Rano, Naruto nie obudził się w lesie, w swoim śpiworze, lecz na materacu, przykryty kocem.
Czując dziwną miękkość i kłujący ból w miejscu, gdzie jeszcze niedawno była jego rana, oczy Uzumakiego natychmiastowo otworzyły się.
Dziesięciolatek szybko znalazł się w pozycji siedzącej, stając(ehm, siedząc) twarzą w twarz ze znajomymi, zimnymi, błękitnymi oczami , częściowo zakrytymi przez rude włosy.
- O, cześć, Naruto-kun! Właśnie zastanawiałam się, kiedy się obudzisz. – zaćwierkała radośnie Hangarette, mieszając w umyśle Uzumakiego jeszcze bardziej.
Przez chwilę blondynowi kręciło się w głowie, więc położył się z powrotem, czując chakrę Sayuri i Shinji'ego obok siebie. Spojrzał w bok i istotnie, zobaczył Sayuri, śpiącą na takiej samej macie jak on; za nią leżał Shinji.
Wyglądają tak spokojnie.
Przymknął na chwilę oczy. Na zewnątrz domu wyczuł chakrę Corazona-sensei, a w jeszcze innej części domu znajdowała się dziwna, nieznana dla Naruto osoba. Wziął głęboki oddech i spojrzał na Hangarette.
- Chō, co się dzieje? Gdzie jesteśmy? Jak długo spałem? Co… - Dziewczyna przerwała mu, kręcąc głową.
Uśmiechnęła się promiennie i usiadła ze skrzyżowanymi nogami.
- Spokojnie, Naruto-kun, wszystko jest w porządku. – zapewniła go, bawiąc się końcówkami długich włosów. – Byłam w lesie z… pewnymi osobami, bo musiałam załatwić moje sprawy i wyczułam was wszystkich, śpiących. No, oprócz pana Corazona. Sayuri i Shinji zużyli dużo chakry i nie obudzą się przynajmniej do jutra, a ty byłeś bardzo zmęczony i podczas snu twoja rana cię piekła. To było widać. – powiedziała miękko.
Naruto spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy i zamrugał kilka razy. To prawda, że po południu nawinęli się na poszukiwanego shinobi. Walczyli z nim, ale sensei szybko się z nim rozprawił, gdy ów ninja trafił w Naruto jakąś ognistą techniką, gdzieś pomiędzy rangą C a B; Naruto został poparzony, ale szybko się regenerował.
– Zaproponowałam waszemu nauczycielowi, byście odpoczęli parę dni tutaj – pomachała ramionami, robiąc kółka w powietrzu. – a później wyruszyli.
- Tutaj, to znaczy gdzie dokładnie? – Był ciekawy, zaintrygowany głównie tą inną, nieznaną mu osobą, która właśnie miała wejść do pokoju.
Gdy Hangarette otworzyła usta, by odpowiedzieć, drzwi otworzyły się szeroko.
- Przyniosłam herbatę i ciasteczka, Hang-chan! – Zielonowłosa dziewczyna z tacą w rękach powiedziała radośnie, wchodząc do pokoju. Rozejrzała się i zobaczyła Uzumakiego; wciągnęła głęboko powietrze. Uśmiechnęła się szeroko.
Naruto odwzajemnił uśmiech.
- Cześć! Jestem Fū, a to jest mój dom. – Odstawiła tacę na stolik niedaleko i wykonała taki gest, jaki poprzedni zrobiła Hangarette.
- Miło mi cię poznać, Fū. Jestem Naruto! – oznajmił wesoło, próbując usiąść na materacu, ale szybko zrezygnował, gdy zawroty głowy wróciły.
Jinchuuriki Chōmei natomiast zabrakło tchu.
- Chwila…Naruto? Jak ten z „Opowieści o odważnym ninja"?! – zapytała się z niedowierzaniem i usiadła przy jego macie.
Jej pomarańczowe oczy błyszczały z podekscytowania, a palce skubały dół jej spodenek.
„Opowieść o odważnym ninja" to była ulubiona książka Fū.
Nieważne, ile razy ją już czytała; za każdym razem dostawała gęsiej skórki na przerażających momentach, a gdy Odważny Ninja był w niebezpieczeństwie, dziewczyna nerwowo obgryzała paznokcie. Cieszyła się razem z głównym bohaterem i smuciła się razem z nim.
Fū kochała książki. Mogła godzinami czytać, zapominając o całym świecie. Dzięki książkom mogła oderwać się od swoich problemów i zrelaksować.
Dzięki książkom przez jakiś czas nie martwiła się tym, kim jest.
Hangarette była pierwszą i jedyną przyjaciółką Fū. Obie dziewczyny uwielbiały czytać i okazjonalnie wymieniały się swoimi zbiorami, pożyczały sobie powieści lub pogrążały się wspólnie w lekturze.
Hangarette, wiedząc że jej przyjaciółka ma uraz do innych ludzi, robiła co w jej mocy, by pomóc Jichuuriki otworzyć się na innych bądź chociaż spróbować się z nimi zaprzyjaźnić.
Chyba udało jej się to w momencie, w którym przyprowadziła do Fū młodego Odważnego Ninję.
- „Opowieść o odważnym ninja"? – Naruto przekrzywił głowę w zamyśleniu. – To jest ta książka, którą napisał Sannin Jiraiya?
- Tak! – odrzekła uszczęśliwiona Fū.
Uzumaki jeszcze przez chwilę zastanawiał się nad czymś, po czym zbladł lekko
- Czy Jiraiya nie napisał przypadkiem Icha Icha? – Jego głos był cichy, przez co dziewczyny ledwo zrozumiały, ale potaknęły. Słyszały o tej książce i chciały ją zakupić, ale jeszcze się za to nie zabrały. Naruto, jakby czytając im w myślach, znów się odezwał. – Nie, nie czytajcie tego. To jest... straszne.
Sayuri wydała z siebie niski dźwięk, trochę przypominający jęk.
Wszystko ją bolało i czuła się słabo. A Sayuri nienawidziła czuć się słabo.
Otworzyła oczy i, tak jak niegdyś Naruto, zdziwiła się.
Była w ładnie wyglądającym pokoju, a obok niej leżał nieprzytomny Shinji.
Dziewczyna cicho westchnęła i powoli wstała. Chwilę się chwiała, ale udało jej się złapać równowagę i dojść do drzwi.
Usłyszała głosy, więc wyszła na korytarz i dotarła do większego pomieszczenia. Do kuchni.
Znajdował się tam duży, ciemnobrązowy stół, zastawiony jedzeniem. Na sześć krzeseł, cztery już były zajęte; siedział tam Sarutobi-sensei, Naruto, Hangarette i jakaś zielonowłosa dziewczyna, której Sayuri nie rozpoznawała.
Wszyscy jedli, rozmawiając i okazjonalnie się śmiejąc. Inazuma podeszła do nich ze słabym uśmiechem.
- O, Sayuri! Już się obudziłaś! – zawołał wesoło Naruto. Sayuri pokiwała głową i zajęła miejsce obok nieznanej dziewczyny.
- Cześć, jestem Sayuri. – Uśmiechnęła się do niej, a Jinchuuriki odwzajemniła uśmiech.
- Jestem Fū, a to miejsce, to mój dom. – Pomachała rękami, wskazując przestrzeń wokół nich. Sayuri pokiwała głową na znak, że zrozumiała i zabrała się za jedzenie.
- Aaaa, Shinji jeszcze nie wstał? – zapytał Uzumaki, rozglądając się wokół kuchni. Inazuma miała odpowiedzieć, że nie, ale wzdrygnęła się, czując wzrok na swoich plecach.
- Już nie śpię. – Shinji wyszedł z korytarza, pocierając oczy i ziewając głośno.
Corazon-sensei zaśmiał się cicho.
- Nasz Śpiący Królewicz się obudził. W takim razie, zostaniemy tu jeszcze dwa dni, a później ruszymy z powrotem do wioski. – Jounin przeciągnął się i podziękował za jedzenie. Zastanowił się nad pogłoskami w barze. – Czyli jednak każda pierwsza misja rangi C jest pechowa. – wymamrotał do siebie, a Shinji posłał zdziwione spojrzenie do Naruto, który tylko potrząsnął głową.
Nasz sensei zwariował.
Była noc i Naruto znów nie mógł zasnąć.
Spojrzał na prawo i lekko uśmiechnął się, widząc spokojne oblicze Sayuri. Shinji odwrócony był do niego plecami, ale Naruto wiedział, że śpi.
Starając się nie narobić hałasu, Uzumaki niemal bezszelestnie wstał i wyszedł z pokoju. Przeszedł przez korytarz i zatrzymał się na chwilę, gdy stanął na skrzypiącej desce podłogowej.
Nic się jednak nie stało, żaden kunai nie był wycelowany w jego głowę ani żaden shuriken nie trafił go w nogę; więc Naruto szedł dalej i dotarł do drzwi wyjściowych.
Szybko wyślizgnął się na zewnątrz i głęboko wciągnął świeże powietrze, stojąc boso na wilgotnej przez rosę trawie. Obrócił się wokół własnej osi, podziwiając widoki nocy. Uśmiechnął się i położył na ziemi. Niebo znów usiane było jasnymi gwiazdami, które Naruto tak kochał.
- Widzę, że nie tylko ja jeszcze nie śpię.
Obok Uzumakiego położyła się Fū z rozmarzonym wyrazem twarzy. Także się uśmiechała i obserwowała gwiazdy. Naruto zaśmiał się cicho.
- Jakoś nie umiem zasnąć. – odpowiedział i przygryzł delikatnie dolną wargę.
Chciał zapytać się Fū o masę rzeczy, które powiedziała mu szesnastoletnia Isshō, ale to byłoby trochę niezręcznie. Zdecydował się na jedno, ważne pytanie.
– Chō-, znaczy Hangarette, powiedziała mi, że… że jestem taki jak ty, a ja w ogóle nie wiem, co to miało znaczyć. – Spojrzał w bok zawstydzony, lecz czuł, jak jego nowa znajoma się napina. – I-I chciałem się zapytać, czy ty wiesz, co ona miała na myśli?
Jego wzrok przeniósł się na pełną zdziwienia i niedowierzania twarz Fū.
Czyli… Naruto także…
Fū uśmiechnęła się smutno i objęła Naruto, który nie był przyzwyczajony do przytulania. Nie wiedząc co zrobić, Uzumaki przejechał dłonią po jej włosach i czekał.
- Naruto-kun… - Dziewczyna w końcu odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Jej wzrok był twardy, pewny. - …jeśli nie wiesz, spytaj się kogoś, kto wie wszystko we wiosce. Jesteś sierotą, tak? Spytaj też o to. Jesteśmy inni, ale nie znaczy, że jesteśmy potworami. – Pokręciła lekko głową. – Nie. Jesteśmy ludźmi i mamy prawo znać prawdę. Pamiętaj o tym.
Po swojej wypowiedzi wstała i zostawiła zszokowanego Naruto na ziemi.
- Do widzenia, Hang-chan! Do widzenia, Fū-chan!
Nadszedł czas pożegnań. Drużyna Czwarta powoli znikała w lesie, machając dwóm dziewczyną na pożegnanie, Naruto najmocniej z nich wszystkich.
Gdy mieszkańcy Konohy zniknęli z pola widzenia, Fū westchnęła cicho i opuściła rękę.
Ni z tego, ni z owego, zaczęła się głośno śmiać. Hangarette spojrzała zaniepokojona na swoją przyjaciółkę.
- Hahahahah! A to ci heca, że młody Odważny Ninja jest Jinchuuriki, jak ja!
I na tym koniec na dziś. Ogólnie, to rozdział miał się pojawić w sobotę po południu, lecz cztery razy zmieniałam końcówkę, nie mogąc wymyślić czegoś sensownego. Tak więc, przepraszam.
Wiem, Takigakure to w ogóle inna historia, ale to na potrzeby tego ficka, rozumiecie? Wybaczycie? No, ja mam nadzieję.
Dziękuję za wszystkie komentarze! Miło wiedzieć, że się podoba :) Rozdziały niestety będą pojawiać się nieregularnie (wiecie, jutro wracam do szkoły na tydzień), ale od 15 lutego mam ferie, więc może znajdę czas na pisanie czegoś dłuższego.
Ano, innym powodem, dla którego rozdział nie pojawił się wcześniej to fakt, że planuję napisanie dłuuuugiego one-shot'a (30k słów), który, podzielony, spokojnie mógłby być historią. Ale nie chcę.
Więc zaczęłam już nad nim pracę. Trochę to zajmie, ale z odrobiną szczęścia, pojawi się on w drugiej połowie lutego :)
Cóż, mam nadzieję, że was nie zanudziłam rozdziałem. W kolejnym: przeskok w czasie! Yay i w ogóle.
No. Nie pamiętam, co jeszcze miałam napisać, więc trzymajcie się!
Komentujcie, obserwujcie, piszcie na PW!
MeganRouth
