"Za pierwszym razem"
Rozdział IV: Kirigakure I
"Współpraca"
Napisane przez: M.R.
- Chcę poznać prawdę, Jiji.
Jeśli wypowiesz moje imię, już mnie nie będzie. Cisza.
Tylko stłumione odgłosy kroków na korytarzu zakłócały całkowitą ciszę, która trwała w czerwonym gabinecie Hokage.
Dwie pary oczu, ciemne i jasne, niestrudzenie patrzyły się w siebie, próbując doszukać się sensu, zobaczyć wnętrze właściciela.
Ciemniejsze oczy w końcu poddały się i rozległo się głośne westchnienie. Sarutobi Hiruzen oparł się na swoich rękach, lustrując wzrokiem małą postać przed nim.
- Naruto, jak bardzo bym nie chciał, nie mogę tego zrobić. – odrzekł ze zmartwieniem. Naruto wiedział, że Hokage nie kłamie, ale wciąż chciał się dowiedzieć, dowiedzieć wszystkiego. Wszystkiego bez wyjątku.
- Ale Staruszku, dlaczego? Jesteś… jesteś Hokage, dyktatorem Wioski! Bogiem Shinobi! Dlaczego nie możesz?! Jakaś głupia Rada ci zabroniła?! Przecież wiesz, że oni wszyscy mnie nienawidzą, a ja chcę wiedzieć, dlaczego? Czemu oni ciągle mnie ignorują, wyzywają od demona, nienawidzą, wykluczają?! Czemu…?
Krzyk Naruto zmienił się w pełen desperacji i smutku szept.
Naruto chciał być normalny.
Chciał chodzić ulicami bez tych wszystkich spojrzeń, podążających za nim, chciał normalnie kupować jedzenie bez obawy, że sprzedawca podmieni je na nieświeże, chciał witać wszystkich z uśmiechem, chciał być jak wszyscy. A nie mógł, bo cała wioska wiedziała o jakimś sekrecie, który go dotyczył.
Cała wioska wiedziała, ale on nie wiedział.
- Naruto-kun, ja nie mogę. To ściśle tajne. – Sarutobi pokręcił głową i położył kapelusz Hokage na biurku. Widok zranionego i niepewnego Naruto nie motywował go bardziej, ale Hiruzen wpadł na jakiś pomysł. Nie wiedział, czy wypali, ale zawsze warto było spróbować, tak? – Zawrzyjmy umowę, Naruto-kun. Powiem ci całą prawdę po twoim pierwszym Egzaminie na Chunina, w którym wziąłeś udział, dobrze? Ale musisz się postarać.
Oczy Uzumakiego zaświeciły się z nadzieją i radością, gdy jego przybrany dziadek powiedział te słowa. Naruto potaknął, w duchu obiecując sobie, że weźmie się do pracy jeszcze bardziej niż przedtem.
Trzeba było również zapytać Corazona-sensei o egzamin.
Hokage nie miał pojęcia jak wielką decyzję podjął wtedy, w swoim małym, przytulnym gabinecie.
To nie tak miało się potoczyć, pomyślał z kamienną miną Sarutobi Corazon, gdy wisiał głową w dół ze skrępowanymi rękami, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek jutsu.
No, może prócz Kawarimi, ale to zostawił na koniec, by zaskoczyć swoich małych studentów.
Niemniej, Sarutobi nie tak to sobie zaplanował.
Miał iść na całość i rozprawić się raz-dwa ze swoimi geninami. Iść na całość. Całość-całość.
Tymczasem, po wymianie w sumie czternastu jutsu, Corazon skończył tak – dając się złapać w bardzo dobrze skonstruowaną i jeszcze lepiej ukrytą pułapkę Naruto.
Tym razem nie było żadnych wybuchowych notek, lecących na twarz ani pomarańczowej, żółtej lub innej jaskrawej farby, ale była za to klejąca i szybko twardniejąca substancja (Corazon podejrzewał, że Shinji udoskonalił swoje jutsu i pomógł z pułapką), która oblepiła jego ręce, przez co niemożliwe było poruszenie palcami, nadgarstkami czy zrobienie pieczęci; znalazło się jeszcze kilka żyłek i pozycja „do góry nogami", bo Uzumaki uważał ją za śmieszną i najbardziej skuteczną.
Była to prawda. Pułapka ciągnęła wroga za nogi do góry w bardzo szybkim tempie, przez co zmysły wariowały, obraz wirował, krew leciała do głowy i przeciwnik był totalnie skołowany.
Szybki i skuteczny sposób na wykończenie kogoś.
Taką taktykę Naruto wypróbował, lecz jounina zaatakowały Kage Bunshiny, zamiast oryginalnej Drużyny Czwartej. Nawet ze związanymi rękami, Corazon potrafił rozproszyć klony, więc wspomnienia wróciły do Naruto, który kierował się w tę stronę razem z Sayuri na jego ogonie.
Shinji był w innym miejscu, zbyt daleko, by Sarutobi zgadnął, co może robić.
Cóż, świetnie, pomyślał lekko rozdrażniony Corazon. Lekko. Trzeba jednak jeszcze popracować.
I z tą ostatnią myślą, nauczyciel Drużyny Czwartej wyrwał się z pułapki akurat na czas, by zablokować kopnięcie Sayuri skierowane w jego lewe przedramię oraz chwycić pięść Naruto, atakującego od prawej.
- Moi kochani genini! – zawołał wesoło Corazon, znów stając twarzą w twarz z trójką związanych dzieciaków.
Shinji był oblepiony klejącą substancją i wyglądał na bardzo niezadowolonego. Włosy też miał całe sklejone. Trudno to będzie zmyć. Shinji w duchu jęknął, nie chcąc pokazać się tak swojej siostrze. Za każdym razem, kiedy wracał z treningu, Rebecca śmiała się z jego wyglądu. Czasem mistrz Corazon potrafił dać w kość.
Cała twarz Naruto ozdobiona była małymi, wciąż krwawiącymi cięciami, a jego ciuchy były do wyrzucenia. Uzumaki cicho płakał nad swoim niedawno otrzymanym, nowym portfelem, Gamą, gdy zdał sobie sprawę, że to była jego ostatnia nadająca się do noszenia koszulka.
Sensei potrafił być okrutny.
Sayuri natomiast straciła przytomność dobre pięć minut temu.
Może jednak Corazon trochę przesadził.
- Świetnie się spisaliście, ale wciąż brakuje wam… hm, jak to się nazywało? – Podrapał się po głowie w zamyśleniu.
Naruto i Shinji spojrzeli po sobie z zażenowaniem. Cały sensei – próbuje coś wytłumaczyć, ale zapomina. Czy powinni się tym martwić?
W tym momencie obudziła się Sayuri.
- Huh? Gdzie jesteśmy? Co się...
- O, lepszej współpracy! – Corazon klasnął w dłonie i uśmiechnął się do rozbudzonej Sayuri. Dziewczyna przechyliła głowę w niezrozumieniu. – Mam świetny pomysł jak poprawić wasze umiejętności i współpracę. Musimy się do siebie zbliżyć, a na to pozwoli nam tylko jedno. – Uśmiechnął się porozumiewawczo, ale żaden genin nie rozumiał, co jounin miał na myśli.
Naruto i Shinji dołączyli do swojej przyjaciółki i przechylili głowę na lewo. Cóż za synchronizacja.
- Zamieszkamy razem!
- CO?!
- Czy to na pewno dobry pomysł, sensei? – Shinji spojrzał w górę na spokojną i uśmiechniętą twarz Sarutobiego, który tylko wsadził ręce do kieszeni spodni i uśmiechnął się szerzej.
- Oczywiście, że nie!
- To świetnie. – Sayuri przybiła piątkę ze swoim czołem, nie mając sił na głupotę dwóch shinobi.
Nie, czasem oni kompletnie załamywali Inazumę swoim intelektem i niedomyślnością. Cud, że dziewczyna jeszcze z nimi wytrzymywała.
Aktualnie cała trójka szła do mieszkania Naruto, gdzie mieli mieszkać pierwszy miesiąc i dwa tygodnie. Następny był dom Shinji'ego, potem Sayuri, a na koniec – kompleks rodziny Sarutobi. Mieli spędzić całe półtora miesiąca pod jednym dachem z Hokage!
To była niesamowita myśl dla starszych geninów; Naruto był przyzwyczajony do Staruszka Hokage, a Corazon… ehm, no cóż, chyba nie trzeba tego wspominać, prawda?
Corazon. Sarutobi. Syn Trzeciego Hokage i w ogóle.
Jednakże nikt z nich jeszcze nie był u Naruto. Racja, obiecali wpaść do niego na obiad po misji do Takigakure, lecz nie było czasu w ciągu tych ponad dwóch miesięcy od powrotu.
Powitano już nowy rok, styczeń ledwo się zaczął, a grudniowy, Zimowy Egzamin na Chūnina miał miejsce w Kumogakure. Kilkoro geninów awansowało na chūnina, kilkoro wróciło bez nowego tytułu. Niekiedy śnieg był widoczny gdzieś na ulicach Konohy, większą ilość białego puchu można było wypatrzeć w lasach lub poza granicami. Kraj Ognia nieczęsto miał długą zimę; zazwyczaj śnieg padał pod koniec grudnia i topił się na początku lutego. Ciepło było przez większą część roku.
Zanim dotarli pod budynek mieszkalny, zdążyli się zgubić przynajmniej trzy razy (Sayuri mówiła, że to wina Corazona-sensei, bo on miał pamiętać adres, a nie iść na ślepo!). W końcu zapukali do staro wyglądających drzwi z namalowanym czerwonym znakiem wiru. Shinji i Sayuri przypatrywali się znakowi z ciekawością i obiecali sobie, by zapytać się Naruto, co on oznacza.
W końcu stary zamek zaskrzypiał, a zza ramy wyłonił się mały blondyn.
Widok ponowie był dziwny, jak dla młodych geninów.
Uzumaki był w swoim starym, rozpiętym, przerażająco rażącym w oczy, pomarańczowo-niebieskim kombinezonie. Pod spodem miał rozciętą, białą koszulkę i zakładał skarpetkę na lewą nogę, jednocześnie jedząc kanapkę i podtrzymując głową swój czarny ochraniacz, który zsunął mu się z czoła. Na widok swoich kompanów, kanapka wypadła mu z buzi, ale szybko złapał ją, jednocześnie do tej samej ręki dając swój ochraniacz. Uśmiechnął się niewinnie i potarł kark.
- Uch, emm, przepraszam. Myślałem, że to Iruka.
Niedawno pomalowane, błękitne ściany w starym mieszkaniu Naruto były ciekawie ozdobione według opinii Shinji'ego.
Było mnóstwo zdjęć w ramkach, głównie przedstawiały one Drużynę Czwartą w różnych momentach ich życia. Na przykład było zdjęcie, które robione zostawało zawsze na początku istnienia drużyny.
Było zdjęcie z urodzin Sayuri, kiedy to dziewczyna biła po głowie Shinji'ego.
Był obrazek, własnoręcznie namalowany przez Naruto (który notabene poprawił swoje zdolności dzięki pomocy Sayuri i jej matki), przedstawiający Uzumakiego i Fū, leżących na trawie w nocy. Były jeszcze inne różne fotografie, niektóre normalne, niektóre już mniej. Wokół zawieszonych ramek pociągnięta była zawijana, biała linia, ładnie ozdabiająca pustą przestrzeń.
Linia ta ciągnęła się przez wszystkie ściany, przez drzwi również. Meble były nowe, jaśniejsze, a ich ustawienie zmienione, przez co wydawało się, że jest więcej przestrzeni w mieszkaniu.
Maty Corazona, Shinji'ego i Sayuri spoczywały w części mieszkania, gdzie kiedyś stała stara, zielona kanapa. Wszystko było odświeżone, składniki nakupowane, a nawet zewnętrzna część lodówki była zapełniona żółtymi karteczkami z przypomnieniami.
Co przyciągnęło uwagę Shinji'ego to druga ściana ze zdjęciami.
Był tam mały Naruto. Huśtał się, popychany przez Hokage, jadł ramen w Ichiraku, a nawet wyszedł gdzieś z Iruką.
Były też fotografie bardziej aktualne z Iruką, panem Teuchim, Hokage również. Był dyplom ukończenia Akademii, oprawiony w antyramę i jakieś pocztówki.
- Piszemy listy. – Naruto pojawił się obok niego, patrząc z uśmiechem na pocztówki. – Fū i Hangarette piszą do mnie, ja odsyłam im odpowiedź, zawsze załączając coś, jakiś mały podarunek. Miło się robi na sercu. – Uśmiechnął się szeroko i klepnął wyższego przyjaciela w plecy, po czym odszedł, aby przygotować herbatę i coś do jedzenia.
Shinji jeszcze przez chwilę patrzył na pocztówki, ukazujące wodospad w Taki, wielkie drzewo, widok na wioskę, a nawet zdjęcie domku starszej Jichūriki. Chciał ich także jeszcze kiedyś odwiedzić.
Sayuri oglądała rysunki, wykonane przez Naruto. Były śliczne, choć jeden nie zadowalał zmieszanej dziewczyny.
Na obrazku była ona z Byakuganem i stojący obok niej Shinji.
Trzymali. Się. Za. Ręce.
Jak później to wyszło, Naruto był bardzo sprytny i obserwował wszystko z potrojoną uwagą.
Nigdy nie miał się na czym skupić, więc czemu nie na relacji innych?
Tak więc świetnie zaobserwował to zjawisko. Sayuri nie była typem fanki, ale nie potrafiła zaprzeczyć, że naprawdę lubiła Shinji'ego. Wiedziała, że to nie czas i miała rację. Była cierpliwa i uśmiechnięta. Nie zrobiła praktycznie nic, co zdradziłoby jej uczucia.
Jednak Naruto miał naprawdę dobre oko. No i oprócz tego jeszcze Byakugan. Inazuma nie chciała nigdy mieć Byakugana, ale Uzumaki nie mógł się powstrzymać. Twierdził, że to niesprawiedliwe.
Obiecał, że znajdzie sposób, by zdjąć Kago no Tori no Juin. Dla niej, dla jej matki. Dla Hyūgów.
Sayuri szczerze mówiąc, nigdy nie wyobrażała sobie z tymi białymi, dziwnymi oczami. Nie pasowały do niej, nie była do tego stworzona.
Jakby to w ogóle wyglądało? Każdy Hyūga ma ciemne włosy. Ona ma miedziane. Każdy Hyūga ma Byakugana. Ona ma niebieskie oczy, zwykłe, niewyróżniające się niczym.
Mimo to, jest z klanu Hyūga. Daleko jej do całego „poziomu" arystokratów. Żyje w małym mieszkaniu z matką i ojcem. Jest zwykłą dziewczyną, która pragnie, by jej rodzice byli szczęśliwi. Robi karierę jako ninja, by im pomóc. Życie czasami naprawdę jest niesprawiedliwe.
- Świetne są. – Corazon-sensei przydreptał do niej, oglądając rysunki. Sayuri tylko bezmyślnie potaknęła, zbyt zagubiona w swoich myślach, by przetrawić słowa nauczyciela.
Corazon spojrzał na nią krytycznym okiem i wrócił do obrazów. Jemu także podobały się prace Naruto. Cieszył się, że dziesięciolatek otworzył się na świat, przestał być aż takim niedomyślnym idiotą, lecz wciąż żartował. Wciąż był wesoły, wciąż był szczęśliwy, wciąż był żywy.
Nie odsunął od siebie emocji. Poważnie brał swoją profesję, ale był sobą. W jego oczach bez przerwy tliły się wesołe ogniki, nie gasły, nie umierały, nie znikały. Corazon uśmiechnął się lekko.
Widział w Naruto dawnego siebie; wesołego, miłego chłopca. Kiedy to się zmieniło? Na polu bitwy? Kiedy prawie umarł? Może w świątyni? Sarutobi nie wiedział, ale to się nie liczyło. On był przeszłością.
Przyszłością Konohy było kolejne pokolenie.
Pokolenie wieku Naruto, niedoświadczone, nie mające najmniejszego pojęcia o świecie, biorące bycie shinobi jako zabawę.
To pokolenie było przyszłością. Nadzieją, radością, dziedzictwem Woli Ognia.
Bo Wola Ognia płonie. Płonie na wieki w każdym z nich.
- A to ładne jest, prawda Sayuri? – Dziewczyna wyrwała się z natłoku myśli i spojrzała na obraz, który wskazywał Corazon-sensei.
Ukazywał śmiejącą się Inazumę z trzema białymi kotami; jednym na głowie, drugim na ramieniu, a trzecim w ramionach dziewczyny. Sayuri natychmiastowo uśmiechnęła się na ten widok. Czyli Naruto tak sobie wyobraża moich summonów, huh?
Pokiwała głową i poszła do kuchni z podążającym za nią Sarutobim.
Corazon czuł jak jego ciało napina się, gdy Shinji zapytał jedno, zupełnie nieprzemyślane i bezmyślne pytanie.
- Naruto, wiesz kim byli twoi rodzice?
Miał ochotę przybić piątkę ze swoim czołem.
W myślach wyklinał wszystkich bogów i Shinji'ego za tak niezręczne pytanie.
Naruto zamarł na chwilę i także zaczął nerwowo przebierać pałeczkami w dłoni. Wzrok wbity miał w podłogę. Shinji chyba zrozumiał swój błąd i zakrył swoje usta dłonią.
- Nie, nie wiem. Nic o nich nie wiem. – odpowiedział cicho, nim Hanadao zdążył przeprosić. Uzumaki uśmiechnął się lekko. – Za to wiem o moim klanie. Wiecie, Uzumaki i w ogóle. – Wskazał na czerwony wir na swojej białej, poszarpanej koszulce pod kombinezonem.
- Klan Uzumaki nazywany inaczej był klanem długowieczności. Byli mistrzami w fuinjutsu.
Znali wiele sekretów i mieli siłę. Byli w sojuszu z Konohą, lecz klan został zniszczony podczas Drugiej Wielkiej Wojny Shinobi przez inne kraje. Zbyt wielki strach wzbudzali w Ukrytych Wioskach, dlatego zostali rozbici.
Terytorium Uzu no Kuni i Uzushiogakure znajduje się w Kraju Faj. Żona pierwszego Hokage to Mito Uzumaki, pierwsza Jinchūriki Kyūbiego no Yoko, Dziewięcioogoniastego Lisa.
Oprócz tego, Kushina Uzumaki przeprowadziła się do Konohy na krótko przed masakrą klanu Uzumaki. Inni ocaleni rozpierzchli się po całym świecie, zmienili nazwiska, a nawet przefarbowali włosy w obawie, że zostaną zabici. – powiedział jak z nut, patrząc się w czysty, miły w dotyku dywan. Każdy z nich trawił te informacje przez chwilę.
– Poza tym, czerwony wir jest symbolem klanu Uzumaki. Umieszczany jest na kamizelkach jouninów i chuninów jako znak przyjaźni między dawnymi wioskami. – dodał szybko i wrócił do swojej normalnej ekspresji. Uśmiechnął się szeroko. – Żałuję tylko, że nikogo z nich nie znam. Nie mam czerwonych włosów i w ogóle!
Corazon zaśmiał się cicho. Tak, Naruto zdecydowanie potrafił przełamać ciężką atmosferę i rozweselić wszystkich. Odpędził od siebie złe myśli o swoich rodzicach i zajął głowę czymś zupełnie innym.
Sprytnie, Naruto, sprytnie.
-Heeeeeeeej, Shinji! – Ciemnowłosy chłopak odwrócił się i uśmiechnął się na widok swojej siostry, biegnącej w jego stronę.
Rebecca, czarnowłosa dziewczyna z jasnymi oczami była pociesznym dzieckiem, wpatrzonym w swojego starszego braciszka. Rebecca kochała swojego brata i nigdy nie zamieniłaby go na kogoś innego.
Shinji był wyjątkowy według niej. I Shinji tak samo myślał o Rebecce.
Wiadomo, Shinji już za niedługo miał trzynaście lat, a jego mała siostra miała ledwo sześć. Naturalnie, że chciał chronić i bronić swoje młodsze rodzeństwo przed niebezpieczeństwem, a Rebecca chciała być kunoichi, pełnoprawną ninja.
Na każdego z nich czekało niebezpieczeństwo na każdej misji, każdym wyjściu poza mury, poza granicę.
Shinji chciał przeżyć swoje życie jak najlepiej, bez żalu. Chciał spędzić jak najlepiej czas, ze swoimi przyjaciółmi i rodziną. Chciał, by jego siostra była najszczęśliwszą dziewczyną w Wiosce.
Prawdą było to, że Shinji nie urodził się w Konosze.
Tak, mieszkał tu całe życie, ale jego matka, Hanadao Lire, pochodziła z Kirigakure, gdzie chłopak się narodził.
Jego ojciec, Hanadao Atsuke, był z Iwagakure, gdzie wciąż się znajdował. Żył tam w małym mieszkaniu, pracował jako ANBU i poświęcał swoje życie wiosce.
Na jednej długoterminowej misji, Atsuke poznał Lire, jounina Kirigakure z niesamowicie przydatnym Kekkei Genkai. Jak się później okazało, Lire także zainteresowała się silnym ANBU z Iwy. Przez życie shinobi, ludzie szybko poszukują miłości i biorą ślub ciągle w biegu. Byleby druga połówka nie zginęła na misji.
Tak więc podążając tym tokiem myślenia, po pół roku dwójka shinobi wzięła ślub.
Gdy Atsuke wracał do wioski, Lire musiała uciekać. Nikt jeszcze nie poznał jej powodów, ale Atsuke sądził, że to przez ludzi z Kiri, którzy mieli chrapkę na jej kekkei genkai, jedno z rzadkich uwolnień.
Lire uciekła do Konohy, Atsuke wrócił do Iwagakure z informacją, że zostanie ojcem.
Później, odwiedził Lire w Konosze, gdy jego mały syn, Shinji, był w wieku siedmiu lat.
Atsuke tęsknił za swoją żoną i nie mógł się powstrzymać, gdy przyszła szansa, by wstąpić do niej do Konohy. Jego syn wtedy spał, ale nawet wtedy ANBU z Iwy mógł powiedzieć, że byli bardzo podobni.
W każdym razie, Atsuke nie wiedział, że ma córkę. Nie sądził, że coś takiego aktualnie nastąpi. Jednakże shinobi nie mógł się doczekać, by jego dziecko dotarło na Egzamin na Chunina w Iwie. Nie wiedział czy to aktualnie nastąpi, ale nadzieję zawsze pozostawił przy sobie.
Shinji także miał nadzieję. Chciał obudzić kekkei genkai swojej matki, która nie powiedziała mu na czym ono polega. Nie miał okazji zobaczyć, jak go używa, gdyż Lire zrezygnowała z bycia kunoichi przy przeprowadzce do Kraju Ognia.
Ale, jak się dowiedział, miał szansę odziedziczyć zdolności matki. Rebecca także, lecz dziewczyna miała jeszcze czas.
Być może stanie się tak, że Rebecca okaże się tą bardziej zdolną, może nie. Shinji mógł zawsze zginąć, nim przyjdzie mu zobaczyć, jak jego siostra rozkwita. Nigdy nic nie było wiadomo.
Dom rodziny Hanadao był dość duży. Było kilka pokoi, kuchnia połączona z jadalnią, salon i dwie łazienki.
Gdy po miesiącu i pół mieszkania u Naruto przyszła kolej na dom Shinji'ego, młody Uzumaki nie mógł być bardziej szczęśliwy. Nigdy nie mieszkał tak długo u kogoś, kto również mieszkał w Konosze.
Całe półtora miesiąca w innym miejscu, osłonięty od zimnych spojrzeń!
To było coś pięknego zdaniem młodego genina.
Pokój Shinji'ego był jak każdy inny pokój. Chłopak utrzymywał go w kolorach jasnych; biały, kremowy, ale także ciemnobrązowy. Jego meble też były kremowe i ciemnobrązowe. Białe ściany były pokryte kremowymi pieczęciami, narysowanymi przez niego i Naruto.
Niby to był element dekoracyjny, ale nawet jego matka nie wiedziała, że w tych pieczęciach trzymał różne zwoje i książki, które nie powinny być na widoku.
Mieszkanie Naruto dało też mu pomysł na postawienie różnych zdjęć w ramkach, niektórych z Rebeccą, niektórych ze swoją Drużyną. Oprócz tego miał kolekcję różnych książek i zwojów na widoku. Shinji lubił czytać.
- Słucham, siostrzyczko? – Czarnowłosy chłopiec uśmiechnął się do Rebekki, wbiegającej do jego pokoju. Jasnowłosa dziewczyna z zielonymi oczami wyszczerzyła ząbki i zaśmiała się.
- Ninja przyszli! Mówili, że będą tu spać! – powiedziała, podchodząc do brata i tuląc się do niego. Shinji pogłaskał ją po długich włosach i pokiwał głową.
- Owszem, to moi przyjaciele. Co powiesz na to, bym cię przedstawił?
Po dwóch miesiącach i dwóch tygodniach wspólnie spędzonych, codzienne poranne kłótnie o łazienkę to była już norma.
Pani Hanadao i Rebecce to nie przeszkadzało, ale Drużyna Czwarta, mając do użytku jedną łazienkę na piętrze w rezydencji Hanadao była trochę zirytowana.
- Shinji! Pośpiesz się, cholera! – Sayuri energicznie pukała w drzwi od łazienki, za którymi Shinji się znajdował.
Okupował łazienkę jako pierwszy, ze względu na to że to był jego dom. Ale ten niepozorny chłopak potrafił siedzieć nawet dłużej niż Sayuri, co irytowało wszystkich.
- Już wychodzę! – odkrzyknął, otwierając drzwi. Zmierzył przyjaciółkę wzrokiem i odszedł. Sayuri z cichym westchnieniem weszła do łazienki i zamknęła się w niej.
Naruto siedział na macie, czytając nowe listy od Fū. Ostatnio jego zielonowłosa znajoma została kunoichi i Uzumaki cieszył się razem z nią. Może będzie szansa, że spotkają się w Konosze lub na jakieś misji…?
Również dostał list od Hangarette. Szesnastolatka opowiadała w nim o nadchodzącej rebelii i o jej poważnej decyzji; Chō chciała się szkolić na ninja. Chciała pomóc swojej matce ze swoimi zdolnościami sensora, ale na nic się nie przyda, jeśli nie będzie się szkolić.
Więc Naruto życzył jej powodzenia, odpisując na oba listy.
Dzielił ich szczęście, smutki i zmartwienia, ale ponoć zawsze je rozweselał, pisząc o swoich ostatnich żartach.
W sumie, to już dawno nie wykręcił jakiegoś numeru. Na jego twarz wpełzł mały uśmieszek.
Może to była pora się chwilę zabawić?
Shinji zastał Naruto w pokoju z tajemniczym błyskiem w oku i małym uśmiechem.
Zaprzestał ruchu w pół kroku, bojąc się tej ekspresji. Wiedział, że cokolwiek rozśmieszyło Naruto, znaczyło kłopoty. Zbyt dobrze znał wyraz twarzy blondyna, gdy ten planował jakiś żart.
Wycofał się cicho i zniknął za drzwiami. Uzumaki wybuchnął śmiechem, już myśląc nad najbliższą sposobnością, by wykręcić coś w domu Sayuri.
Inazuma Sayuri prowadziła dość spokojne życie, nim ukończyła Akademię i trafiła do Drużyny Czwartej.
Mieszkała z matką, Katsumi i ojcem, Takeshim całkiem niedaleko Wieży Hokage w przytulnym mieszkaniu.
Nie było tak małe jak mieszkanie Naruto, ale nie było wielkie jak najdroższy apartament w Konosze.
Było w stanie pomieścić maksymalnie sześć osób, więc było ono dopasowane pod wiele rodzin. Sayuri miała nawet swój własny pokój, lecz gdyby jej rodzice zechcieli mieć kolejne dziecko, Sayuri musiałaby podzielić się swoim pokojem. Nie żeby to jej przeszkadzało, o nie. Zawsze chciała mieć młodsze rodzeństwo, jak Shinji, ale skoro sytuacja na to nie pozwalała, to dziewczyna nie oponowała.
Życie czasem mogło być ciężkie.
Inazuma Katsumi pracowała w administracji, gdzie wypełniała jakieś niezbyt ważne papiery. Inazuma Takeshi był świeżo mianowanym jouninem, który dostał podwyżkę. Finanse to był odwieczny problem rodziny Inazuma, ale teraz, wraz z awansem Takeshi'ego, rodzina mogła pozwolić sobie na coś więcej; wyremontowali mieszkanie, robili co dwa tygodnie porządne zakupy, kupowali rzeczy, o których kiedyś marzyli.
Żyło im się dobrze.
Sayuri kochała swoich rodziców. Chciała pomagać im najlepiej jak potrafiła, pieniądze z misji zawsze przekazywała im albo chomikowała na czarną godzinę. Pragnęła, by byli szczęśliwi.
Katsumi i Takeshi także pragnęli szczęścia swojej jedynej córki.
Życzyli sobie, by została kim zechce, by miała prawdziwych przyjaciół i by cieszyła się z życia. Dlatego nie posiadali się z radości, gdy po trzech miesiącach nadeszła kolej gościny w ich mieszkaniu.
Sayuri miała świetnych przyjaciół i wspaniałego sensei'a.
Jej rodzice najpierw byli sceptyczni co do Naruto (wiadomo z jakiego powodu) ale szybko się przekonali, że plotki pozostaną plotkami. Uzumaki był każdym oprócz demona.
Był dzieckiem, mądrym i szybko uczącym się.
Każdy, kto wierzył ludziom w Konosze źle go ocenił. Każdy bez wyjątku.
Państwo Inazuma byli bardzo zdziwieni, gdy w drugim tygodniu w ich mieszkaniu nastąpił wybuch bardzo żółtej, jasnej farby.
- Naruuuuuuuuto! Ty durniu! – Cała ubabrana żółtą farbą Sayuri goniła szybko uciekającego Naruto przez ulice Konohy.
Mieszkańcy byli zadziwieni i obrzydzeni widokiem biegnącego Demona, ale nic nie mówili. Widok Sayuri był straszniejszy. Konoszanie mieli nadzieję, że dziewczyna szybko go wykończy.
- Udało się! – krzyknął wesoło Uzumaki. Wreszcie wykręcił żart, który naprawdę rozzłościł jego przyjaciółkę, zwłaszcza że dziewczyna dopiero wyszła spod prysznica i znowu będzie musiała się myć.
Może i bał się konsekwencji, ale mina Sayuri była czymś wartym poświęcenia. Zrobił wspaniałe zdjęcie, które na pewno zawiśnie na jego ścianie.
Zastanowił się, czy powinien może narysować ich wszystkich w żółtej farbie? Rozważał to później.
Skręcił szybko w prawo i przebiegł obok jakieś niskiej dziewczyny. Przed oczami śmignął mu czerwień i róż, lecz nie zwrócił na to uwagi, skupiając się na biegu. Pobiegł w lewo.
Lecz ów czerwień i róż stał jak wryty. Obok niej właśnie przebiegł Naruto, który miał opaskę na czole i koszulkę całą w żółtej farbie. Sakura zauważyła, że Naruto przecież nigdy nie biegał tak szybko, a już na pewno nie uciekał z uśmiechem na twarzy.
Spojrzała za siebie, ale Uzumakiego już nie było. Za to przed nią przebiegła dziewczyna, która była cała w żółtej farbie.
- Zabiję cię, Naruto! – wrzasnęła i pobiegła jego śladem. Zielone oczy Sakury rozszerzyły się ze zdziwienia.
Czyli ten Głupek jednak był ninja?
Nie, pomyślała. Sasuke-kun powiedział, że on nie jest shinobi. On ukradł tę opaskę! Dlatego ta dziewczyna go goniła!
Potrząsnęła lekko głową i z uśmiechem wznowiła swoją wędrówkę. Wracała właśnie po zakończonych zajęciach z Akademii i miała zamiar opowiedzieć mamie o tym, że Iruka-sensei znów przynudzał na lekcji, Chōji znów podjadał w czasie zajęć, Shikamaru zasnął podczas wykładu, Shino siedział jak posąg, a Ino znów stanęła w jej drodze do zdobycia sympatii Sasuke-kun!
Sarutobi Hiruzen uśmiechnął się, gdy zobaczył swojego syna i jego drużynę, podążającą w jego kierunku.
Stał przed wejściem do kompleksu Sarutobich bez czapki Hokage, ale w biało-czerwonych szatach. Odmachał, gdy Naruto z uśmiechem wykrzyknął jego przydomek (Jiji!) niosąc plecak na plecach i wymachując energicznie dłonią.
Jego towarzysze, Shinji i Sayuri zaśmiali się lekko z jego zachowania, ale skarcili go za takie działania w kierunku Hokage. Corazon tylko pokręcił z niedowierzaniem głową i westchnął.
Ich praca zespołowa poprawiła się; każdy lepiej się poznał i zbliżył do siebie. Może i mieli okropne momenty, kłótnie, sprzeczki i niedogodności, ale kompleks rodziny Sarutobi był duży. Łazienek starczało dla każdego.
Więzy zostały zacieśnione, Corazon miał pewność co do tego. Wiedział, że w wypadku śmiertelnego zagrożenia, każdy z nich był gotowy skoczyć przed rozżarzony kunai, byleby tylko ochronić przyjaciela.
O to chodziło młodemu Sarutobiemu. Praca zespołowa. Kooperacja.
Wzajemne uzupełnianie się.
Zostały tylko dwa miesiące i trzy tygodnie do Letniego Egzaminu na Chūnina i Corazon dobrze o tym wiedział.
Wiedział też o obietnicy pomiędzy jego uczniem, a ojcem. Doskonale rozumiał sytuację i przez ostatnie cztery i pół miesiąca starał się ich przygotować do tego, nie wspominając o niczym.
Choć czuł, że Shinji to wie. Zapewne zorientował się w momencie, w którym jego sensei zaczął mówić o technikach, które nie pochodzą z Konohy i formach obrony przed nimi. Nawijał też ciągle o współpracy, więc wystarczyło połączyć wątki i wszystko stawało się jasne jak słońce.
A przynajmniej jasne dla Shinji'ego.
- Dzień dobry, Naruto-kun, Shinji-kun, Sayuri-chan, Corazon-kun. – Hokage przywitał ich wszystkich z lekkim uśmiechem błąkającym się po jego starej twarzy. Odsunął się kawałek, odsłaniając drzwi i gestem zapraszając ich do środka.
Naruto jednak nie mógł się powstrzymać i przytulił się do Staruszka. Hiruzen uśmiechnął się do niego i poczochrał po włosach. Był niczym przybrany dziadek dla młodego Naruto, więc czasem też zachowywał się jak dziadek. Konohamaru, jego wnuk, raczej nie uważał go za dobrego dziadka i odtrącał go.
Przynajmniej Naruto twierdził, że Hokage jest świetnym dziadkiem.
Shinji i Sayuri patrzyli na Naruto z rozbawieniem. Cieszyli się, że Uzumaki miał kogoś jeszcze bliższego niż oni. Byli przybraną rodziną, którą Naruto zawsze potrzebował. Na nich zawsze mógł liczyć.
Odkąd mały blondyn został geninem, lista osób bliskich jego sercu zwiększyła się. Hokage, Pan Teuchi, Iruka, Corazon-sensei, Shinji, Sayuri, Fū, Hangarette, a nawet Sakana, dziewczyna którą poznali na misji poza granicami wioski. Przybrana rodzina Naruto wciąż się powiększała.
Konohamaru patrzył uważnie, jak ten dziwny, blondwłosy chłopak przytulał jego dziadka. Co on sobie myślał?! Od tak przytulać Hokage?! Chciał wyskoczyć na niego i powalić go z nóg, ale powstrzymał się, widząc wesołą twarz dziadka. Był uśmiechnięty, więc czy to było możliwe, by jednak się cieszył? Konohamaru potrząsnął lekko głową, ale ten ruch go zgubił.
Corazon już go zauważył i szybko wszedł do kompleksu, wpatrując się dokładnie w ciemne oczy Konohamaru.
- Jiji, czy ten mały chłopiec za mną ma jakiś problem? – spytał spokojnie Naruto, gdy jedli obiad na końcu pierwszego tygodnia pobytu w rezydencji Hokage.
Hiruzen zaśmiał się cicho i pokręcił głową. Konohamaru, cały napięty i gotowy do ucieczki stał za drzwiami, obserwując uważnie Uzumakiego.
- Nie, Naruto. Konohamaru-kun, zechciałbyś się przedstawić? – Najmłodszy Sarutobi wszedł do pokoju, czując że ucieczka będzie bezcelowa. W końcu i tak musiałby się z nimi spotkać.
Naruto przyjrzał się małemu chłopakowi. Miał brązowe włosy i czarne oczy, na szyi zarzucony miał długi, niebieski szalik. Był zażenowany i zestresowany.
Uzumaki uśmiechnął się do niego, by dodać mu otuchy, lecz efekt był odwrotny; chłopiec wydawał się być jeszcze bardziej zażenowany.
- K-K-Konohamaru jestem! – krzyknął i wybiegł z jadalni. Genini wymienili zaniepokojone i zdziwione spojrzenia, a ojciec i syn tylko westchnęli cicho.
Cały Konohamaru.
Naruto usiadł po cichu na dziedzińcu pomiędzy budynkami w kompleksie Sarutobi.
Krótka trawa była mokra, a ziemia zimna.
Przed nim znajdowały się oświetlone przez bladą poświatę księżyca kwiaty, które wkrótce miały zakwitnąć. Przyglądał się nim uważnie, nim oderwał i wziął jeden do rąk; obejrzał go ze wszystkich stron.
- Co robisz?
Konohamaru usiadł obok Naruto w białej piżamie ze wzorem w małpy. Przypominały małpy ninja, summony Dziadka. Uzumaki ścisnął łodygę kwiatka, nie spuszczając z niego wzroku.
- Przyglądam się kwiatom. – odpowiedział cicho, wciąż skupiony na małym przedmiocie w jego dłoni. Nagle zmarszczył czoło. – Jeśli wsadzisz zbyt dużo chakry, to zwiędną.
Konohamaru patrzył, jak roślina w ręce blondyna rozkwita, ale zaraz więdnie. Niemal niewidoczna, niebieska poświata wytworzyła się wokół umierającego kwiatu. Naruto westchnął cicho i wziął inny kwiat do ręki. Najmłodszy Sarutobi spojrzał na skupioną twarz dziesięciolatka.
- Jak się nazywasz? – zapytał zaciekawiony. Ten cały blondyn, który był blisko z jego dziadkiem potrafił robić dziwne rzeczy z chakrą! Ebisu, opiekun Konohamaru zawsze uczył go różnych rzeczy, także o chakrze i innych sztuczkach ninja.
Ale to było coś.
Naruto wsadził w dłoń Konohamaru kwiat, który zerwał i wstał.
- Powinieneś dać szansę swojemu dziadkowi. – powiedział, odchodząc w stronę budynku. Przystanął na chwilę, a Sarutobi patrzył z niedowierzaniem, jak z chłopaka wychodzi niebieska fala, która omiotła wszystkie rośliny na dziedzińcu. Kwiaty zaczęły kwitnąć, liście na drzewach zaczęły rosnąć, a trawa wydłużyła się.
Róża w rękach Konohamaru także rozkwitła. Jej płatki miały biały kolor.
– Uzumaki Naruto.
Hatake Kakashi obserwował z zaciekawieniem, jak syn jego mistrza i kilka jego klonów wiesza kolejne ramki ze zdjęciami na swojej specjalnej ścianie.
Nie mógł się powstrzymać i użył Sharingana, by zobaczyć te fotografie. Uśmiechnął się pod maską.
Jedna przedstawiała minę tej dziewczyny, Sayuri, która była cała w żółtej farbie.
Inne pokazywało Naruto i siostrę jego przyjaciela, Shinji'ego, którzy bawili się na placu zabaw. Kolejne zawierało świetnie uwieczniony moment, w którym Sakana wpadła wprost na Naruto i razem przewrócili się w kałużę.
Jeszcze inne zdjęcie uchwyciło Corazona i jego bratanka, Konohamaru, obserwujących rozkwitające kwiaty z niebieską poświatą.
Naruto zawiesił też parę obrazków. Drużyna Czwarta cała w farbie, Sayuri z jej rodzicami podczas obiadu, uśmiechniętego Hokage, a nawet Pakkuna, co Kakashi zauważył z wielkim zdziwieniem.
Wyglądało na to, że młody Uzumaki miał pamięć co do niektórych szczegółów.
Był szczęśliwy, a o to głównie chodziło Kakashi'emu.
Prawda, chciał mieć Naruto w swojej drużynie, którą wziąłby za dwa lata, po jesiennych egzaminach w Akademii. Chciał nadrobić stracony czas z Uzumakim, ale skoro Corazon robił to lepiej, to nie było powodu do kłótni i zazdrości. Liczyło się dla niego szczęście i uśmiech Naruto. Było za późno, by naprawić błąd, popełniony przez Kakashi'ego. Kopiujący Ninja pogodził się z tym, ale obiecał sobie, że postara się coś zrobić dla Naruto.
Zbliżyć się do niego i ewentualnie zostać częścią jego przybranej rodziny.
Kakashi miał ambicje, a Naruto mierzył wysoko.
- Wiecie, co odbywa się w Kirigakure za niecałe trzy tygodnie? – Corazon podpytał swoich geninów, gdy spotkali się pod Wieżą Hokage. Shinji wyglądał, jakby sprawdziły się wszystkie jego przypuszczenia, a Naruto i Sayuri zastanowili się. Nim jednak któryś z nich mógłby odpowiedzieć, Corazon kontynuował. – Egzamin na Chūnina, w którym weźmiecie udział!
Shinji pokiwał głową, zadowolony z tego faktu. Każdy z nich ciężko zapracował sobie na to i teraz nie było mowy, by zrezygnowali, chyba że sytuacja tego by wymagała. Nie, każdy z nich naprawdę zasłużył na tytuł chūnina i Sarutobi doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Naruto uśmiechnął się szeroko i przybił piątkę z Sayuri. To była wspaniała szansa dla niego, by pokazać że starał się jeszcze bardziej. A poza tym, Jiji obiecał mu całą prawdę tuż po jego powrocie z egzaminu! Nic nie mogło zniszczyć jego dobrego humoru. Wciąż jednak miał całe trzy tygodnie, podczas których obiecał, że będzie wkładać w trening jeszcze więcej.
Sayuri w duchu świętowała. Chciała pokazać rodzicom, że także poprawiła swoje umiejętności i urosła do miana chūnina. Chciała, by jej rodzice byli z niej dumni, niczym Iruka, tryskający dumą z powodu awansu Naruto na genina. Poza tym, bycie chūninem wiązało się z więcej płatnymi misjami.
Wreszcie miała szansę, by awansować i kupić naprawdę drogie podarunki dla jej rodziców. Tak samo jak u Naruto, praktycznie nic nie mogło zniszczyć jej humoru.
Cała trójka miała też świetną okazję, by odwiedzić jedną z Pięciu Wielkich Wiosek, Kirigakure.
Shinji cieszył się chyba najbardziej, gdyż były to rodzinne strony jego matki i miejsce jego narodzenia. Kto wie, może przez klimat Kiri prawie-trzynastolatek obudzi swoje kekkei genkai? Może wykorzysta go w Egzaminie? Było wiele możliwości i Shinji miał zamiar wykorzystać je wszystkie, dopóki mógł.
A Corazon po prostu cieszył się ze szczęścia swoich geninów. Również twierdził, że to wielka i wspaniała szansa dla całej trójki.
Tytuł chūnina to było coś.
Zdałeś test na spryt i pomysłowość, przeżyłeś w najcięższych warunkach ze wszystkich, eliminując inną drużynę i brałeś udział w pojedynkach, niemal na śmierć i życie.
Być chūninem to znaczy być dumnym shinobi, który wykazał się i zasłużył na ten tytuł.
To jest ważny sprawdzian w życiu każdego ninja. Walczysz albo jesteś zwalczany.
Sarutobi uśmiechnął się i wyciągnął trzy zwoje ze zgłoszeniami. Każdy był już podpisany podrobionym pismem. Oczy geninów rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Sensei podrobił nasze pismo? – Naruto spojrzał ze zdziwieniem, podejrzliwością, a nawet zaniepokojeniem na mistrza. Corazon tylko zaśmiał się i schował zwoje, odchodząc w stronę wejścia do Wieży Hokage. Genini pobiegli za nim.
- Nie, po prostu Shinji nie ma już trzech pieczęci na ścianie. – Czarnowłosy zawstydził się i spuścił głowę, mrucząc coś do siebie o dekoracjach w pokoju. Oczywiście, każdy zignorował mamrotanie przyjaciela. Drużyna kontynuowała swoją drogę do gabinetu Hokage, który schował swoją kryształową kulę do szafki.
Jak to powiedział stary Hiruzen: Tegoroczny Egzamin zapowiada się interesująco.
Jednak czego nikt nie wiedział, słowa te były zgubne.
Shinji wychylił się zza łódki by spojrzeć na czystą, aczkolwiek wzburzoną wodę, przez którą płynęła ich ciemnobrązowa łódź.
Owa łódź nie była wielka, pomieściłaby maksymalnie piętnaście osób, a przewoźnik, Rappū, musiał często robić przerwy.
Nie było to jednak nic dziwnego, tylko coś uciążliwego.
Fale pomiędzy małymi wyspami w Kraju Wody zawsze były duże i często małe, przewoźne łódeczki nie dawały sobie z nimi rady, lądując rozbite na najbliższych wyspach. Mimo to, ludzie nie nauczyli się niczego i wciąż pływali małymi łódkami, rozbijając się i zostając uwięzionym na już zaludnionych wysepkach.
Tacy ludzie byli głupcami. Byli też ci mądrzejsi, którzy budowali większe łodzie i przewozili towary, ludzi oraz inne rzeczy prosto do Kirgakure lub też na wyspy.
Rappū był starszym człowiekiem, żyjącym tylko na przewożeniu ninja do wysp.
Miał na utrzymaniu trzy wnuki, które straciły rodziców w pożarze. Rinno, Cinno i Kinno to były trojaczki; dwóch chłopców i dziewczyna. Mieszkali oni z dziadkiem, Rappū na jednej z zaludnionych wysepek w Archipelagu Kiri.
Często zostawali oni z przyjaciółmi, gdy ich dziadek wyruszał, by kogoś podwieźć.
Pomimo sędziwego wieku, wola do życia Rappū wygrywała i starzec nie dawał się chorobom. Nie odwiedzał lekarza z własnego powodu już długi czas, ale także nie chciał tego robić w przyszłości. Cieszył się na razie ze zdrowia i możliwości, by wychować wnuki. Choć czasem strzykało mu w kościach, nie było to nic poważnego.
Kinno czasem robiła dla niego specjalne maści, za które był niezmiernie wdzięczny. No, ale kto by nie był?
Rinno był typem spokojnego chłopca, pilnie uczącego się w szkole, podczas gdy Cinno był buntownikiem, żartownisiem i łobuzem.
Rappū czasem nie miał do niego sił, dlatego pozwalał, by rodzeństwo rozwiązywało problemy między sobą. To była najwyższa pora, by nauczyli się samodzielności.
Rappū prowadził małą firmę przewoźniczą. Dzięki niej wciąż miał gdzie mieszkać i co jeść.
Własnymi rękami wybudował kilkanaście łodzi, które przycumowane były przy porcie naprzeciw jego domu. Jednak jedną łódź wybudował specjalnie na trudniejsze i dłuższe ekspedycje.
Drużyna Czwarta płynęła właśnie taką łodzią do Kiri. Egzamin był tuż-tuż, a przez wody niedaleko wioski płynęli dłuższy czas.
Czasem Corazon myślał, że popełnił błąd płynąc łodzią. Gdyby biegli po powierzchni wody, o wiele szybciej znaleźliby się w Kirigakure, zrobiliby z tego trening i mieliby więcej czasu, by pozwiedzać wioskę.
Planowali znaleźć się na głównej wyspie za dwa dni, a za cztery dni odbywają się egzaminy.
Nie, tu Sarutobi zdecydowanie popełnił błąd. Właśnie płynęli do najbliższej wyspy, bo ich przenajmilszy przewoźnik Rappū znów musiał odpocząć. Bez przerwy narzekał na łupanie w kościach, przez co podróż nie stawała się ani trochę milsza.
Corazon postanowił: już nigdy więcej łodzi.
- Wychodzimy dzieciaki! – zawołał, gdy tylko zacumowali do jakiegoś małego portu na jednej wyspie. Genini wysiedli z łódki, a Corazon rzucił zapłatę przewoźnikowi i odszedł z drużyną. – Zaczynamy trening. Dojdziemy do Kiri po wodzie na własnych nogach. – oznajmił lekko zirytowany.
Trudno mu się dziwić, Naruto i Sayuri także byli zdenerwowani, kiedy Shinji doskonale krył swoje uczucia. Nie był aż tak zły za powolność łodzi, ale też nie był zadowolony ze śmiałych odzywek starszego mężczyzny.
Z cichym westchnieniem postawił nogi na wodzie, tak samo jak reszta drużyny. Cała czwórka zaczęła kierować się w stronę Kirigakure, przeskakując przez fale i chodząc po wzburzonej powierzchni bez żadnych problemów.
No, oprócz słonej wody pluskającej na twarz. Oczy potem szczypały, ale to nie było coś wielkiego.
Dotarli do wioski jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, gdy życie wciąż tliło się na jednej z głównych ulic. Niczym w Konosze.
Mgła była gęsta i nisko zawieszona, ledwo można było widzieć pięć metrów przed sobą, więc Drużyna Czwarta trzymała się razem, idąc przez górzystą wyspę w poszukiwaniu Kiri.
Cały łańcuch górski wokół wyspy wyglądał niczym pierścień, a niektóre szczyty przeszły pod wodę i tylko ostro zakończone wzgórza wystawały spod powierzchni, zgubne dla wszystkich łodzi. Droga była uciążliwa, chmury wisiały nad nimi, a pomimo początku czerwca, panował mróz i wiał zimny, szczypiący w policzki wiatr. Nie mówiąc o nagłej, zaledwie piętnastominutowej śnieżycy, jaka ich dopadła podczas wędrówki przez jedną z wielu cieśnin. Zatrzymali się wtedy w pobliskiej jaskini, by przeczekać najgorszy śnieg i wyruszyć dalej.
Naruto bez przerwy patrzył za siebie, przypominając sobie głośny ryk wściekłego niedźwiedzia z głębi jaskini, w której siedzieli.
W końcu jednak znaleźli Kirigakure, a widok z góry był niesamowity.
Cała wioska spowita była gęstą mgłą, a wyższe budynki wystawały z niej, wyglądając niczym wieżowce. Oczywiście, najwyższym i najpotężniejszym budynkiem we wiosce była Wieża Mizukage, ale kto by tam wiedział. Żadnych wieżowców nie było. Światła były przyćmione i rozmazane, ale nietrudno było zgadnąć, gdzie była główna ulica we wiosce. Często pojawiające się w rządku lampy zdradzały wszystko.
Zejście z góry okazało się najtrudniejsze. Ścieżki były wąskie i pokryte śniegiem lub lodem. Łatwo było spaść w przepaść, a na śniegu niesamowicie trudno byłoby się utrzymać, nawet z chakrą. Corazon mógłby to także potraktować jako trening, ale po biegu przez morze chciał by jego mali genini odpoczęli przez chwilę.
Jednak i jego nakaz nie powstrzymał Sayuri od przypadkowego ześlizgnięcia się ze ścieżki i polecenia w dół. Dziewczyna poradziła sobie całkiem dobrze, kurczowo trzymając się oblodzonej ściany, ale była cała przemarznięta.
Jej płaszcz cały przemókł, szary szalik wyglądał jakby był po praniu, o spodniach i butach nie mówiąc.
Opuściła się po pionowej ścianie góry powoli, lecz i tak zeszła szybciej niż chłopcy.
Było zimno. Przez taki, a nie inny klimat, Kirigakure było mroźną wioską z wiecznie unoszącą się nań mgłą. Kiri położona była w dolinie pomiędzy górami.
Tutejszy wiatr halny miał zmienione temperatury, a słońce szybko zachodziło.
Śnieg trzymał się przez cały rok, nie licząc końca lipca, podczas którego często okoliczne wioski zalewała woda.
Kiri nie miało takiej możliwości.
Strażnicy na końcu ścieżki szybko sprawdzili ich papiery i przepustki, po czym puścili ich znudzeni całą sytuacją.
Naruto był już w ponad czterech wioskach, ale dla niego Kirigakure było po prostu szare.
Budynki były w maksymalnie pięciu odcieniach, żadne z nich nie było jasnym kolorem. Życia wiosce nadawały żółte lub białe światła, żadnych, kompletnie żadnych dekoracji czy jaskrawych kolorów. To chyba było najgorsze. To, jakby cała wioska się kogoś bała, była zastraszana, nieżywa.
Bez tych świateł i okazjonalnych ludzi na drodze, Naruto powiedziałby, że nikt tutaj nie mieszka.
Nikt.
A jednak, byli mieszkańcy, chodzący po drogach, rozmawiający przyciszonymi głosami na widok Konoszan, czasem śmiejący się. Samotnie biegnący, idący w parach lub grupach także przyglądali się drużynie z niemałym zaciekawieniem.
Wiedzieli, że odbywają się Egzaminy na Chūnina. Niektórzy z nich widzieli innych ninja, z Kumogakure, Iwagakure, Takigakure i innych wiosek.
A teraz także mieli szansę podziwiać trzecią drużynę z Konohy, złożoną z młodszego od swoich kompanów blondyna, czarnowłosego znudzonego shinobi i ładnie wyglądającej dziewczyny z miedzianymi włosami.
Dzieci, ktoś by pomyślał. Ale czy miałby rację?
- Idę zgłosić nasze przybycie. Wy idźcie coś zjeść, ale nie zgubcie się po drodze, dobrze? – Genini pokiwali głowami i rozpierzchli się we wszystkie strony, zostawiając sensei'a samego ze swoimi myślami.
Naruto wędrował oświetlonymi ulicami Kirigakure, rozglądając się wokół. Odprowadzały go zaciekawione lub podejrzliwe spojrzenia mieszkańców, ale to nie było to, co w Konosze.
W Konosze wszyscy go znali.
Wszyscy wiedzieli, kim jest. Wszyscy go nienawidzili.
Natomiast tutaj, w Kiri, nikt go nie znał.
Każdy widział tylko czerwoną spiralę na jego koszulce lub połyskujący, wypolerowany ochraniacz ze znakiem Konohy.
Tutaj przez jakiś czas pozostawało się anonimowym, nic nie znaczącym shinobi. Po egzaminach, zostawało się kimś zupełnie innym.
Być może chūninem, być może zagrożeniem dla wioski, być może zwykłym podróżnym.
To nie to, co w Kraju Ognia. Tu nie byłeś demonem.
Młody Uzumaki z zażenowaniem stwierdził, że tak jak wtedy w Takigakure, skupił się zbyt na swoich myślach i nie patrzył gdzie idzie.
Wniosek był jeden: zgubił się.
Rozejrzał się wokół, widząc tylko jedną osobę; dziewczynę z wiklinowym koszykiem, ubraną w białe kimono z kwiatami. Miała bladą skórę, ciemne włosy w koku i czarne oczy. Naruto podszedł do niej bezszelestnie, z nadzieją, że owa dziewczyna będzie choć trochę sympatyczna i pokaże mu drogę.
- Em... przepraszam – Haku odwrócił się błyskawicznie, by zobaczyć jasne, nastroszone blond włosy i błękitne oczy, wpatrujące się w niego. Odetchnął w myślach; już się bał, że został wypatrzony i przyłapany przez jouninów z Kiri.
Haku miał proste zadanie: zanieść wiadomość do szpiega Zabuzy-sama i opuścić mury Kirigakure najszybciej jak to możliwe.
Nie daj się złapać, jak to powiedział jego wybawca, Demon Mgły. Proste zadanie, lecz teraz utrudnione przez blondwłosego chłopaka.
Ale czy na pewno utrudnione? Haku musiałbyś się zastanowić.
Ten niewinny chłopiec nie był stąd. Haku mógłby użyć go jako dywersji, do przyciągnięcia uwagi jouninów z Kiri, by zajęli się Naruto, a nie nim.
Może jednak powinien go nie zignorować.
- Słucham? – odpowiedział grzecznie. Widział jak młody shinobi z Konohy wzdryga się lekko na dźwięk jego głosu.
Naruto zapewne nie spodziewał się takiego dźwięku po takiej ładnej dziewczynie, prawda?
Kto by się spodziewał, że to jest chłopak?
No właśnie. Nikt.
- Czy wie pan może, gdzie jest stoisko z dobrym ramen w tej wiosce? – Haku zdziwił się, ale nie dał po sobie tego poznać. Shinobi szukał stoiska z ramen.
Haku rozumiał, że każdy musi coś jeść, ale że ramen? Nigdy nie miał sympatii do tego dania. Chyba zbyt wiele wspomnień związanych z jego dawnym domem przywoływało ono. Kiwnął głową i wskazał palcem w kierunku większej ilości świateł.
– Czy może mnie pan tam zaprowadzić? Jestem w stu procentach pewny, że się zgubię.
Znów kiwnął głową i ruszył we wskazanym przez siebie kierunku. Blondyn szybko go dogonił i wyrównał z nim kroku. Szli przez chwilę ciszy, w miarę jak światła powiększały się.
- Mieszkasz tutaj? – zapytał ninja z Konohy. Haku pokręcił przecząco głową, nie mając ochoty się odzywać.
Miał proste zadanie i nie mógł go zepsuć. Nie mógł, po prostu nie mógł zawieść Zabuzy-sama.
Zabuza zaufał mu z tym, a odzywając się za dużo, Haku mógł zepsuć wszystko.
Naruto zauważył małomówność swojego tymczasowego towarzysza, więc nie odzywał się przez chwilę. Cisza była niezręczna, a atmosfera między nimi napięta.
Śnieg niemal irytująco skrzypiał pod ich butami, a głośne krzyki i rozmowy z barów na głównej ulicy nasilały się.
Czasem dzieci w starych, poszarpanych koszulkach i na boso przebiegły przez ulicę, czasem podeszły do nich, prosząc o wyrozumiałość i coś do jedzenia.
Wzrok Naruto zmieniał się, stawał się łagodny i blondyn z lekkim, aczkolwiek smutnym uśmiechem dawał wszystkie drobne dzieciom.
Doskonale znał ból głodowania i życie na ulicy. W dodatku wyglądało na to, że tutaj nie było sierocińców.
Miał ochotę zapytać o to czarnowłosego znajomego, ale przypomniało mu się, że on tu nie mieszkał. Bezcelowe byłoby w takiej sytuacji pytanie się o takie rzeczy.
W końcu dotarli do losowego skrzyżowania dwóch mniejszych uliczek. Haku odwrócił się do lekko zdziwionego Naruto.
- Muszę cię opuścić, shinobi-san. Idź prosto, a dojdziesz do celu. – Obrócił się na pięcie i już miał odejść, gdy Uzumaki chwycił go mocno za ramię.
Haku spojrzał prosto w jego świecące, żywe oczy. Ile on by dał, by jego też tak świeciły. Były żywe, kochane.
Jednak czarnowłosy był tylko narzędziem. Miał tylko i wyłącznie ochraniać Zabuzę i pomóc w zamachu na Trzeciego Mizukage. Pomóc w rebelii, żeby zaprzestać wybijania wszystkich ludzi z kekkei genkai. Pomóc w zaprowadzeniu stałych zmian. Pomóc w odmienieniu życia wszystkich mieszkańców Kirigakure. Pomóc im wszystkim.
- Czekaj. Jak masz chociaż na imię?
Haku zastanowił się. Mógł równie dobrze zignorować to pytanie i odejść, ale nie wiedział czy dziesięciolatek nie pobiegłby za nim, domagając się odpowiedzi i zwracając na siebie uwagę. Poza tym, czuł, że obserwuje ich co najmniej jounin, więc nie podanie odpowiedzi wydawałoby się podejrzane.
Rozważył wszystkie za i przeciw, nim w końcu odpowiedział.
- Masz kogoś, kto jest dla ciebie ważny? – Naruto potaknął, zaskoczony tym pytaniem. Haku uśmiechnął się sztucznie, nie potrafiąc zmusić się do czegoś więcej. Już dawno się nie uśmiechał. Broń, narzędzie się nie uśmiecha. – Chroń tego kogoś całym swoim sercem. – Odwrócił się i wznowił swoją wędrówkę. Odszedł dobre dziesięć metrów i poprawił koszyk na zgięciu łokcia. – Nazywam się Haku.
Zniknął w cieniu. Nie ryzykował tak wiele, zdradzając swoje imię, nikt we wiosce nie znał go osobiście, a młody ninja z Konohy wydawał się być kimś, kto był dobrym przyjacielem.
Jednak teraz Haku musiał skupić się całkowicie na swojej misji, zleconej przez Zabuzę. Dostarczyć wiadomość i opuścić to miejsce jak najszybciej. Obserwujący ich jounin zwrócił uwagę na młodym shinobi z Konohy, więc Haku nie musiał martwić się tą sprawą.
Szybko podążył w stronę domu na przedmieściach, prosto do zwyczajnie wyglądającego mężczyzny, który pracował jako specjalny jounin. Pan Zabuza miał naprawdę świetne znajomości i dobrze zorganizowaną siatkę szpiegowską w Kiri. Haku mógł powiedzieć co najmniej tyle.
Naruto obserwował Haku, gdy ten znikał w cieniu.
Wzruszył ramionami, wciąż zaintrygowany chłopakiem, ale odwrócił się tylko po to, by stanąć twarzą w twarz z kucającym jouninem. Powstrzymał ciche krzyknięcie, ale upadł na ziemię, patrząc centralnie w oczy ninja z Kirigakure.
Mężczyzna przez chwilę przyglądał mu się, przeniósł wzrok na symbol czerwonego wiru na jego niebieskiej koszulce, po czym zaśmiał się i zniknął.
Zdenerwowany Naruto szybko wstał i ruszył w stronę stoiska z ramen, czując na sobie rozbawione spojrzenia mieszkańców, świadków tego wydarzenia. Gdy wreszcie dotarł do baru, usiadł na najbliższym krześle i z ponurą miną zamówił Miso Ramen. Niektórzy mieszkańcy przechodzili obok stoiska i zatrzymywali się na chwilę, wskazując sobie jego jasne włosy.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby robili to bardziej taktownie, bo Uzumaki wszystko wiedział. I tak jakby widział. Takie trzecie oko z tyłu głowy.
Czekając na swoje zamówienie, Naruto przymknął na chwilę oczy i skupił się na sygnaturach chakry w okolicy.
Wyczuwał Shinji'ego i Sayuri, idących razem w jego stronę. Zapewne rozmawiali, pomyślał Naruto i uśmiechnął się lekko.
Widział ich relację i za każdym razem żartował z tego, wkurzając tym Sayuri. Głupio się przyznać, ale za każdym razem także obrywał od niej. Od niej i od jej ulepszonego ruchu judo, wciąż skutecznego w działaniu. Dwójka jego kompanów dotarła do stoiska akurat, gdy Naruto kończył pierwszą miskę.
Zamówił już trzy inne, więc Shinji i Sayuri usiedli obok niego z lekkimi uśmiechami błąkającymi się po ich rozweselonych twarzach.
Tak, pomyślał blondyn. Rozmawiali. Zdecydowanie.
- Raport.
Jedno krótkie słowo Trzeciego Mizukage wystarczyło, by w jego gabinecie pojawił się ten sam mężczyzna, który przestraszył blondwłosego ninja z Konohy. Skłonił się lekko i zaczął swój monolog.
- Ktoś użył shinobi z Konohy, by nas zmylić. Straciliśmy jego ślad, więc podejrzewamy, że wiedział o naszej obserwacji, Mizukage-sama. Musiał użyć doskonałych środków, by nas zgubić. Być może miał przekazać coś jednemu z naszych shinobi, a być może był to po prostu zbieg okoliczności.
Mizukage walnął pięścią w biurko. Niektóre papiery pospadały z drewnianego mebla, a wszyscy shinobi w środku pomieszczenia podskoczyli lekko lub wzdrygnęli się. Sandaime Mizukage znany był ze swojej brutalności i agresji. Nie wahał się wkraczać do akcji czy mordować niewinnych ludzi. Był bezwzględny, ale jak każdemu zbliżał się jego czas i lata świetności przemijały. Mimo wszystko, Mizukage potrafił wystraszyć, nieważne kogo, nieważne gdzie i nieważne z jakiego powodu.
- Znaleźć go i nie przychodzić, dopóki go nie znajdziecie! Wezwijcie Jinchūriki! Niech go wytropią. Użyjcie wszystkiego. Rebeliant nie może opuścić murów, zrozumiano?!
- Tak jest, Mizukage-sama!
Następne dni zleciały szybko.
Drużyna Czwarta pozwiedzała razem wioskę, razem się zgubiła, oddzielnie zwiedziła różne zakątki Kiri, przygotowując się do egzaminu i spotykając inne drużyny z Konohy.
Nie znaleźli jednak powodów do zawiązania przyjaźni, gdyż Nomura Kiriko i Nomura Kyoji wciąż gapili się wilkiem na Naruto, za to starsi genini, w tym Yakushi Kabuto, uśmiechali się zbyt podejrzanie jak dla Shinji'ego.
Sayuri zignorowała ich wszystkich (i dobrze zrobiła, mądra dziewczyna).
Corazon, Arissu i Gintori po prostu patrzyli na swoich geninów z zażenowaniem. Właśnie tak przebiegło ich „zawiązywanie więzi" między sobą. Całkowicie i kompletnie nie wyszło. Jounini znali się już od długiego czasu, ale ich podopieczni… nie przepadali za sobą.
Otsuri w ogóle zignorowała wszystkich, gapiąc się rozmarzonym wzrokiem na Shinji'ego.
Arrisu także miała dość zachowania młodej kunoichi. Po Egzaminie zrezygnuje z drużyny. Tak obiecała, bo już nie miała sił.
Naruto nie spotkał już więcej Haku, a nie pomyślał o tym, żeby zapamiętać jego chakrę.
Nie skupiał się wtedy wystarczająco, więc ta informacja przeszła przez jego głowę i wyszła z niej, nie znajdując punktu zaczepienia. Uzumaki żałował trochę, bez przerwy zastanawiając się nad słowami starszego chłopaka.
Chroń tego kogoś całym swoim sercem. Chronić kogoś swoim sercem, życiem, ciałem, umysłem.
Naruto rozumiał, co Haku chciał mu przekazać, ale w jakim celu mu to powiedział? Czyżby wiedział, że coś wielkiego szykuje się w Kirigakure?
A może Haku miał dla siebie taką osobę, którą stracił i to przeżywa?
Naruto tego nie wiedział.
W końcu nadszedł ten pamiętny dzień, w którym Drużyna Czwarta podjęła się wyzwania i wzięła udział w Egzaminie na Chūnina.
Każda drużyna zebrała się w budynku Akademii, gdzie miał odbyć się pierwszy etap egzaminu.
Wszyscy stali w jednym, długim i ponurym korytarzu, już bez swoich mistrzów. Drużyny z Iwagakure posyłały okazjonalne spojrzenia do Naruto i co jakiś czas kiwali do siebie głową, porozumiewając się gestami z Iwy.
Jednym z geninów był Chairo Ishi, piętnastoletni shinobi Iwagakure. Ishi był normalnym nastolatkiem, który wiedział dużo na temat Wielkich Wiosek i wszystkich wojen, wrogów i sojuszników każdego kraju.
Jego umysł był skarbnicą wiedzy na każdy temat.
Gdyby obudziłoby się go w środku nocy i zapytałoby się o życiorys Nidaime Raikage, Ishi bez problemu odpowiedziałby bezbłędnie. To samo tyczyło się wszystkich innych Kage, wiosek, krajów, mórz i oceanów. Znał nazwę wszystkich prądów i rzek, które płynęły przez Kraj Fal.
Mógłby wymienić wszystkie rodzaje gleby z Kraju Ryżu.
Mógłby wymienić wszystkie rodzaje i gatunki drzew, jakie rosną w lasach porastających Konohę.
Ale teraz nie mógłby odpowiedzieć na pytanie, kim jest ten mały blondyn.
Oczywiście, jego podobieństwo do Czwartego Hokage było rozbrajające, ale czy to możliwe, że chłopak był z nim jakoś spokrewniony? Ishi sięgnął do wiedzy w swoim umyśle. Yondaime Hokage, Namikaze Minato był sierotą.
Wychował się w sierocińcu, został shinobi w młodym wieku. Ledwo awansując na jounina, przyjął pod opiekę trójkę geninów, z czego dwójka już nie żyła, a trzecim był Kopiujący Ninja, Hatake Kakashi.
Namikaze Minato miał żonę, Uzumaki Kushinę, ostatnią ocalałą z klanu Uzumaki, która nie kryła się ze swoim pochodzeniem. Krwawa Habanero, czyli inaczej Uzumaki Kushina była bardzo niebezpieczna i potrafiła iść ramię w ramię z Czwartym.
Wykształciła kekkei genkai klanu Uzumaki i udoskonaliła je; łańcuchy z chakry to była jej unikatowa broń. Potrafiła zabijać nią z niezwykłą łatwością, jakiej brakuje wielu kunoichi. Uzumaki Kushina była jedną ze swojego rodzaju, z ostrym temperamentem i silnym charakterem.
Może dlatego Namikaze Minato ją wybrał.
Tu ujawniała się też inna zdolność Ishi'ego. Inteligencja i szybkie łączenie wątków.
Blondyn wyglądał jak kopia Yondaime. Na koszulce miał czerwony wir, symbol klanu Uzumaki. Był młodszy od zwykłych nowicjuszy, co znaczyło, że musiał być geniuszem i zdać wcześniej. To wszystko teraz miało sens dla Chairo Ishi'ego.
I to było niesamowite, że na zwykłym Egzaminie na Chūnina spotkali syna największego wroga Iwagakure.
Szybko przekazał tę informację swoim kompanom i innym shinobi z Iwy. To była ich szansa, by zabłysnąć i wyeliminować największe zagrożenie dla Iwy. Jak szczęśliwy byłby Tsuchikage, gdyby oni przynieśli głowę żywej kopii Yondaime! Tsuchikage nie posiadałby się z radości, to wiedzieli na pewno.
Na ich twarze wpełzły małe, tajemnicze uśmieszki. Podczas drugiego etapu dozwolone jest zabijanie. Wystarczyło zgrać się z tym w czasie.
Czego ninja z Iwy nie wiedzieli to fakt, że ich cel jest Jichūriki najpotężniejszego Ogoniastego Demona.
Wracając do egzaminu…
Najwięcej drużyn było z Kiri. Ci stali w dalszej części korytarza, konwersując z Yakushim Kabuto. Szarowłosy miał swoje karty, informujące o każdym geninie i dzielił się informacjami z nowicjuszami z Mgły. Trzy drużyny z Kumo stały na całej długości korytarza, oddzielone od siebie. Widać, że się nie lubili.
Jeszcze jedna drużyna z Konohy, jedna z Taki i jedna z Kusa siedzieli razem, poznając się w miarę dobrze jak na wrogów. Wiadomo, gdy sytuacja tego wymaga, czasem trzeba łapać się każdej deski ratunku, nawet jeśli owym ratunkiem będą twoi wrogowie.
Trzeba wtedy modlić się, że nie postanowią cię zabić w nocy, podczas drugiego etapu.
Jeśli w ogóle przejdą.
Shinji, Naruto i Sayuri stanęli przy ścianie, cicho rozmawiając między sobą. Wiedzieli, że pierwszy etap to test sprytu i kreatywności. Musieli wykazać się tymi umiejętnościami, nie wiedząc co ich będzie czekać za drzwiami.
Ninja Kirigakure mieli doskonały pomysł na tegoroczny Letni Egzamin, więc postarali się najdokładniej, by tylko najlepsi zostali. Nie przewidzieli jednak, że trafi im się ktoś z tak niesamowicie dokładnym instynktem, że test będzie prosty.
O nie, nie przewidzieli tego ani trochę.
Egzaminator, chłodny i opanowany jounin wzywał po kolei drużyny do sali. Nie powracały one tymi samymi drzwiami, więc musiało to być pomieszczenie z wieloma drzwiami. Tyle to by zauważył każdy.
Fuhame Kōri nie miał prostego życia.
Był z rocznika, w którym Krwawa Wioska Mgły wciąż organizowała brutalne egzaminy na genina, w których walczyło się na śmierć i życie. Kōri zabił wtedy swoją najlepszą przyjaciółkę i pierwszą dziewczynę, w której się zakochał.
Widząc jak umiera w agonii, aktualny jounin przyrzekł, że wyzbędzie się jakichkolwiek emocji.
By nie widzieć, jak bliscy umierają. By się do nikogo nie przywiązywać. By być tylko narzędziem, pionkiem w rękach Mizukage.
By być przydatnym dla wioski.
To Kōri sobie przyrzekł.
Zaintrygował go jednak widok małego blondyna, który wyglądał jak mała kopia Yondaime Hokage. To było dziwne, nigdzie nie wspominano, że Czwarty miał syna, a gdyby nawet taki ktoś się urodził, wszystko wyciekłoby z Konohy, racja?
Konoha taka była, zdaniem jounina z Kiri.
Konoha żyła, plotkowała, przesyłała wszelkiego rodzaju wieści, informowała, chroniła, ale także miała swoją złą, ciemną stronę. Konoha była wielkim rynkiem, handlowała niektórymi ważnymi wieściami i przesyłała je na stronę wroga.
Kōri wiedział o tym.
Kiri była podobna z tym wyjątkiem, że Kiri była jedną wielką ciemną stroną.
Kiri nie żyła tak bardzo i jasno jak Konoha. Kiri była inna, zamglona, przyćmiona chwałą innych wiosek. Nie miała zbut wielu shinobi, ale jeśli takowi się znajdowali, byli nie do zastąpienia.
Byli jednak indywidualistami, samotnikami i egoistami, czyli zupełnymi przeciwieństwami shinobi z Konohy, gdzie współpracę nadkładało się ponad własną siłę czy moc.
Konoha walczyła razem, za wszystkich, a Kiri? W Kiri każdy walczył za siebie.
W Kiri wszystko było inne. W Kiri było ciemno, mrocznie i tajemniczo, w Konosze było jasno, ciekawie i wesoło.
Zupełne przeciwieństwa.
Sandaime Hokage i Sandaime Mizukage byli dalekimi znajomymi.
Nie przepadali za sobą, ale również nie nienawidzili się. Postawieni zostali na neutralnym gruncie i tak chcieli pozostać, choć byli zupełnymi przeciwieństwami; Hokage, miły i skory do rozejmów silny starzec i Mizukage, stanowczy, brutalny i nie przyjmujący opinii innych podstarzały pryk.
Tak Kōri sądził, pomimo głębokiego szacunku do Mizukage; według niego była to pora na Yondaime Mizukage.
Najwyższa pora.
Nie mógł przestać się gapić na młodego Uzumakiego. Kopia, dosłowna kopia.
Jounin miał okazję spotkać Czwartego Hokage jako sojusznika, ale jego widok nawet dla niego był przerażający, choć dzięki swojej fotograficznej pamięci, Kōri zapamiętał wszystkie szczegóły jego twarzy, które młody Naruto posiadał.
Jounin wezwał drużynę i zniknął w środku pomieszczenia z zadaniem.
Drużyna Czwarta po dwóch godzinach znalazła się wreszcie w ciemnym, przestronnym pomieszczeniu w Akademii, gdzie odbywał się ich pierwszy test. Pokój był ciemny, a przed nimi stała gruba szyba. Za ową (nawiasem mówiąc już bardzo brudną nie wiadomo z czego) szybą znajdowali się stojący jak słupy soli ludzie.
Każdy z nich był inny; wysoka kobieta z białymi włosami i pustymi oczami, gruby mężczyzna w pobrudzonej koszulce, niski mężczyzna z wytrenowanym ciałem, kolejny mężczyzna w zielonej kamizelce i średniej postury kobieta z wykrzywionym, zapewne wielokrotnie złamanym nosem.
Podobnych ludzi było jeszcze dziesięć.
Shinji przypatrzył się każdemu z nich, kilka razy przechadzając się przed szybą z nieodczytaną ekspresją.
Sayuri skrzyżowała ręce na piersi i wpatrywała się w puste oczy białowłosej kobiety, natomiast Naruto przymknął powieki i skupił się na chakrze każdego z nich. Problem w tym, że żadnej chakry nie czuł.
Żadnej. Niczego.
Kōri chrząknął głośno, zwracając na siebie uwagę całej trójki. Jounin miał ochotę wzdrygnąć się pod spojrzeniem niebieskich tęczówek, tak podobnych do tych od Czwartego, ale powstrzymał się. Pokazałby wtedy swoją słabość, a tego nie chciał.
- Przed wami stoi piętnastu ludzi. Waszym zadaniem jest zgadnięcie, którzy z nich to shinobi Kirigakure. – oznajmił mocnym, silnym głosem nie uznającym sprzeciwu. Genini spojrzeli po sobie i tylko potaknęli, przenosząc swoją całą uwagę na ludzi przed nimi. Kōri dopowiedział jeszcze parę ważnych rzeczy. – Macie pół godziny. Jeśli użyjecie jakiegoś jutsu, żeby zniszczyć szybę, zostaniecie zdyskwalifikowani. Dozwolone jest tylko sprytne użycie mózgu. Będą was obserwować inni egzaminatorzy.
Czas…start!
Zniknął z pokoju, zostawiając Drużynę Czwartą samą.
Shinji podrapał się po głowie, starając się pomyśleć nad jakimś dobrym rozwiązaniem. Nic jednak nie przychodziło mu na myśl, więc westchnął cierpiętniczo i potarł nerwowo czoło.
Sayuri zmarszczyła brwi i także starała się wymyślić jakieś poprawne rozwiązanie. Razem z Shinjim przeszła przed szybą parę razy i postukała o nią kłykciami. Nikt, kompletnie nikt się nie poruszył, jednak dziewczyna mogła przysiąc, że źrenice białowłosej kobiety drgnęły.
Shinji przypatrzył się jej i pokręcił głową. Oczywiście, że rozpoznał Arrisu, w końcu spotkali ją dzisiaj.
Więc mamy tutaj uczących jouninów.
- Ci najbardziej szczupli są z Kiri. – odezwał się niespodziewanie Naruto. Wzrok Shinji'ego przeniósł się na Uzumakiego, kiedy Sayuri patrzyła na tych, wskazanych przez blondyna. Czarnowłosy spojrzał pytająco na swojego przyjaciela, domagając się porządnych wyjaśnień. Naruto przymknął na chwilę oczy w zastanowieniu. – Zwróciliście uwagę na ludzi w tej wiosce? Czy wyglądają oni, jakby jedli pełne posiłki codziennie?
Nie wiem jak wy, ale według mnie za pensję jounina trudno wyżyć w tej wiosce. Poza tym, mieszkańcy Kiri zazwyczaj mają albo najjaśniejsze włosy i ciemne oczy, albo ciemne włosy i jeszcze ciemniejsze oczy.
Wstał i stanął twarzą w twarz z chudym ciemnowłosym mężczyzną. Przejechał palcem po zakurzonej szybie, zbierając pyłek na swój mały palec. Spojrzał na zakurzony wskazujący i pokiwał lekko głową, nie wiadomo do kogo.
Wbił wzrok dokładnie w spojrzenie zielonych oczu Shinji'ego, po czym zrobił to samo z jasnymi oczami Sayuri.
– Ufacie mi? Bezgranicznie? – zapytał, chcąc mieć pewność. Rozumiał dlaczego mieszkali razem przez ponad pół roku. Każdy z nich znał sekrety każdego. Nie ukrywali się z niczym.
Może oprócz biednego Naruto, ale on nie wiedział. Nie teraz.
Jego pierwsi zbliżeni wiekiem przyjaciele odpowiedzieli głośno i wyraźnie. Tak, ufają. Blondyn wziął głęboki oddech i uspokoił swoje szybko bijące ze stresu serce. Zdobył się na uśmiech.
– To są oni. Ja to czuję, mój instynkt mi to mówi, więc muszę mu zaufać, rozumiecie? Muszę.
Shinji znał doskonale paradoks instynktu Naruto.
Uzumaki przez wiele lat tak bardzo na nim polegał, że jego instynkt stał się niemal oddzielną osobą z własnym umysłem i nieograniczoną wiedzą. Jego szósty zmysł był tak dokładny, a jednocześnie brutalny jak tylko to było możliwe.
Jednak Shinji ufał Naruto i jego instynktowi. Jeśli jego najlepszy przyjaciel powiedział, że to oni, to nie oponował. Nie potrafił tego zrobić.
Zmysły Naruto jeszcze nigdy nie zawiodły.
Sayuri myślała całkiem podobnie.
Zapewne gdyby nie instynkt blondyna, ona leżałaby pewnie w szpitalu z poważnymi uszkodzeniami ciała tylko z powodu porządnie skonstruowanej pułapki na ich czwartej misji poza granice Kraju Ognia. Gdyby nie on, dziewczyna zakończyłaby swoją karierę ninja na dobre z wielkim żalem i smutkiem.
Ale jednak Uzumaki uratował ją przed tym losem i zatrzymał wtedy w pół kroku, tłumacząc swoje przypuszczenia.
To było straszne.
Instynkt niczym zupełnie inna osoba, druga podświadomość z innym charakterem, która się ujawniała w podobnych sytuacjach. Sayuri mogłaby powiedzieć, że bała się tego Drugiego Naruto, objawiającego się przez szósty zmysł.
Czasem potrafił przerazić, bez wątpienia. Inazuma zastanawiała się czy może Naruto z tą drugą podświadomością nie nadawałby się do Wydziału Przesłuchań i Tortur.
Potrafił przestraszyć nie na żarty. Potrafił zranić. Był niczym dziki zwierz. Był żądny krwi.
Ale teraz zachowywał się całkiem spokojnie. Shinji zauważył to i podszedł do niego. Położył dłoń na jego prawym ramieniu, a Uzumaki zamrugał kilkakrotnie, nim wreszcie otrząsnął się i uśmiechnął do swoich przyjaciół. Cała trójka znała odpowiedź, a widok min zdziwionych i zszokowanych chūninów i Kōri'ego był tego wart. Znaczyło to jedno.
Zdali pierwszy etap Egzaminu!
Tak, wreszcie oddaję w wasze ręce czwarty rozdział! Pisałam go całą, cholerną noc! Yay! :')
Oczywiście, że Egzamin na Chūnina, a jakżeby inaczej? Wystarczająco długi rozdział? Może być? Mam nadzieję.
Jeśli jakieś rzeczy są niezrozumiałe, to śmiało piszcie, wytknijcie mi błędy, skrytykujcie mnie porządnie. Potrzebuję czasem takiego kopa, czaicie? No.
Serdecznie dziękuję mizerykordia za komentarze! Miło wiedzieć, że ktoś chociaż to czyta jeszcze :)
Komentujcie, obserwujcie, dodawajcie do ulubionych.
Trzymajcie się!
