A/N: Zgodne z założeniami, przedstawiam drugi rozdział mojego "dziełka".

Podziękowania dla Rosmery21 za budujący komentarz. Mam nadzieję, że ciąg dalszy spełni twoje oczekiwania :).


II

Loki miał dużo czasu na podziwianie specyficznego piękna Asgardu, kiedy w asyście kilkunastu strażników szedł po Tęczowym Moście. Co by nie powiedzieć, nie można było odmówić temu miastu monumentalności i aury potęgi. Wszędzie odbijały się setki lat trudów tutejszych architektów, jak i magów, gdyż niemal każda budowla emanowała charakterystyczną mocą. Każde miejsce starało się mówić wszystkim dookoła, że znajdują się w sercu dziewięciu królestw, które górowało nad wszystkim innym. Tutaj nie było miejsca do dyskusji, elfy czy krasnoludy mogły mieć swoją wizję rzeczywistości, ale prawda była jedna, to Asgard i zamieszkujący go Azowie byli władcami siedzącymi na szczycie drzewa Yggdrasil.

A teraz Loki zmierzał bezpośrednio na spotkanie z najpotężniejszym z nich, samym Odynem Wszech – ojcem. Otoczony przez zaprzysięgłych wrogów, nie mógł liczyć na żadne wsparcie ze strony Jotunheimu. Jeśli coś pójdzie nie po jego myśli, porażkę może przypłacić życiem. Albo równie dobrze mogą go uwięzić i trzymać jako zakładnika, by próbować wywrzeć wpływ na jego ojca. A wiele rzeczy mogło pójść nie tak, zwłaszcza jeśli przyjdzie mu stać twarzą w twarz z gorącokrwistym następcą asgardzkiego tronu.

- To będzie interesujący dzień – powiedział sam do siebie, a jego twarz wykrzywił lekki uśmiech.

Idąc złotymi ulicami Asgardu, trzymał głowę uniesioną wysoko, choć jednocześnie starał się, by wyraz jego twarz pozostawał neutralnie przyjazny. Nic jednak nie mogło zmniejszyć napięcia, jakie budził wśród mieszkańców. Pojawienie się trzech Jotunów w asyście strażników powodowało nieprzyjemną ciszę, zakłócaną jedynie cichymi, nieprzyjaznymi szeptami. Gdyby Loki i jego towarzysze szli zakuci w kajdany, byłby to znacznie bardziej naturalny widok dla mieszkańców złotego królestwa. Jednak oni więźniami nie byli, jedynie posłami z wrogiego świata. To budziło niepokój, a czasami nawet skrywaną złość. Zapewne niejeden Asgardczyk zadawał sobie pytanie, co ci przeklęci Lodowi Giganci robią w tym miejscu.

Jednak nikt nie ośmielił się zakłócić ich przemarszu ulicami miasta. Nie wydarzyło się nic, prócz złowrogich szeptów i nienawistnych spojrzeń. W równie sympatycznej atmosferze Loki dotarł aż do samego pałacu. Monumentalna, oczywiście olśniewająco złota, budowla zdawała się być drugim słońce i przyćmiewała wszystkie inne budynki Asgardu. Ostatecznie jednak czego innego można było się spodziewać po siedzibie Wszech-ojca.

Loki tylko nieznacznie czuł się przytłoczony ogromem budowli. Nie zwalniając kroku, wziął głęboki oddech i ruszył po długich schodach prowadzących prosto do wejścia. Stojący tam strażnicy otworzyli wrota, kiedy tylko „goście" podeszli bliżej. Przed Jotunami pojawił się rozległy, długi hol, o wysokim sklepieniu z kolumnadą po obu stronach. Tam również wszystko utrzymane było w złotym, choć nieco przytłumionym odcieniu. Towarzyszący im strażnicy, poprowadzili ich w głąb pałacu, aż do potężnych, zdobionych wrót zamykających przestrzeń. Kiedy te zostały otwarte, oczom Lokiego ukazała się przestronna sala tronowa. Na samym jej końcu, na podium, do którego prowadziło kilkanaście stopni, stał masywny, złoty tron, a na nim siedział władca. W swej zdobnej, reprezentacyjnej zbroi, z włócznią w ręku i hełmem na głowie, z góry spoglądał na przybyłych Odyn Borson, król Asgardu.

Strażnicy rozstąpili się, przepuszczając Lodowych Gigantów do przodu. Loki szedł pierwszy, a kilka kroków za nimi podążali pochmurni i coraz bardziej niepewni Elda i Urim. Młody Jotun starał się nie spuszczać wzroku z Odyna, ale mimo to kątem oka widział licznych strażników stojących pod ścianami, a także innych ludzi, zapewne królewskich doradców lub dworskich dostojników, którzy zajmowali miejsca po bokach sali tronowej. Jego uwadze nie umknęła również obecność królowej Friggi stojącej nico z tyłu tronu, a także Thora Odinsona i jego nieszczęsnej świty, który przyglądali się Jotunom ze słabo krytą niechęcią. Trudno powiedzieć czy spodziewali się akurat Lokiego w roli emisariusza, nie mniej z pewnością pamięć ich ostatniego spotkania wciąż była żywa i budziła z trudem skrywaną wrogość.

Loki włożył wiele wysiłku, by stworzyć wrażenie, że nie zaszczycił ich nawet spojrzeniem. Zatrzymał się kilka metrów przed schodami prowadzącymi na podium, przez krótką chwilę w milczeniu lustrował wzrokiem króla Asgardu, a ostatecznie przyłożył pięść do piersi i nieznacznie pochylił głowę. Jego towarzysze powtórzyli za nim ten sam gest.

- Pozdrawiam cię, Odynie, władco Asgardu, Wszech-ojcze wszystkich dziewięciu światów. Jestem Loki, syn Laufreya, trzeci książę Jotunheimu.

- Witaj w złotym królestwie, Loki Laufreysonie – odparł Odyn głosem spokojnym, choć nader władczym.

Nacisk, jaki powodowały słowa króla, był tak silny, że młody Jotun potrzebował więcej czasu niż początkowo zakładał, żeby opuścić rękę i wyprostować się. Ostatecznie jego jedyną bronią tutaj były słowa, a to bardzo niewiele w konfrontacji z jedną z potężniejszych istot we wszechświecie. Musiał mieć się na baczności i ważyć je nad wyraz ostrożnie.

- Przybyłem na wezwanie, które wystosowałeś do mego ojca – zaczął, przerywając, przedłużającą się ciszę. – Liczę, że nieobecność króla Laufreya, nie zostanie potraktowana jako afront.

- Nie oczekiwałem, że władca Jotunheim stawi się tutaj osobiście. Sądzę, że wizyta jednego z jego synów w zupełność wystarczy, by rozwiązać tę nieprzyjemną sytuację.

- Cieszę się, że jesteśmy zgodni w tej materii. Zwłaszcza, że moje przybycie tutaj było podwójnie zasadne, biorąc pod uwagę, że w dużej mierze sam przyczyniłem się do powstania tego problemu.

Na to oświadczenie po sali przeszedł cichy szmer, który umarł niemal natychmiast z następnymi słowami króla.

- Mam świadomość, że mój syn, w swej arogancji, złamał zasady trwającego przez lata rozejmu. Nie mniej jego działania nie były skierowane przeciw Lodowym Gigantom. A jednak został potraktowany ze wszech miar wrogo.

- Pragnę wyjaśnić, że moje działania również nie miały na celu wyrządzić szkody księciu Asgardu, wątpię, bym był w stanie to uczynić, nawet gdybym tego pragnął – odpowiedział Loki, starając się nadać swemu głosowi jak najbardziej pojednawczy ton. Jednocześnie liczył, że jego słowa mile połechcą głęboko skrywaną dumę Odyna, który niewątpliwie musiał ją czuć względem swego niepokonanego syna. – W tamtych okolicznościach ciężko jednak było znaleźć pole do spokojniejszych negocjacji.

- Mam tego świadomość.

- Jeżeli twój syn oczekuje ode mnie przeprosin, nie będę w stanie zadośćuczynić jego potrzebom – kontynuował młody Jotun, wciąż nie spuszczając wzroku z króla. Ostatecznie to z nim rozmawiał, a nie z jego aroganckim i butnym pierworodnym. – Nie zrobiłem wszak nic, czego nie zrobiłby on w mojej sytuacji.

Loki nie zamierzał poruszać kwestii, że to Thor zaatakował pierwszy. Dyplomacja wymagała, by pominąć ten niewygodny szczegół. Dla wyższego dobra Loki był w stanie wziąć na siebie część odpowiedzialności. To zawsze było lepiej widziane, niż bezsensowne obrzucanie się oskarżeniami.

- Jestem jednak skłonny przyznać, że całe zajście nie było warte ewentualnych przyszłych konsekwencji – dodał, konkludując tym swoją wypowiedź.

Odyn przez chwilę w milczeniu rozważał jego słowa. Można było mieć tylko nadzieję, że władca Asgardu również nie pragnie eskalacji konfliktu. Zaprzepaszczenie ponad tysiącletniego spokoju z powodu jednego wilka byłoby dość absurdalne.

- Rozumiem, że twoje słowa mogę traktować jak stanowisko Jotunheimu.

Loki gestem głowy potwierdził.

- Cieszę się więc, że Lodowi Giganci nie zamierzają wykorzystać tej sytuacji, by zaostrzyć i tak napięte stosunki między naszymi królestwami. Asgard nie dąży do wojny, choć odpowie na każde wrogie działanie. Tu jednak wina wydaje się być obopólna, więc jeżeli Jotuni nie zamierzają poruszać tej kwestii, my również uznamy ją za niebyłą.

- Dziękuję, królu, za twoje mądre i rozważne sądy – odparł młody mag, schylając lekko głowę, a potem ponownie się wyprostował i biorąc krótki, szybki oddech, dodał – sprawa ataku na twojego syna, nie jest jednak jedyną, z którą przybyłem do Asgardu.


Myśli Odyna były mroczne, kiedy siedząc w sali tronowej czekał na przybycie wysłannika Laufreya. Dominował w nim gniew na syna, którego pochopne czyny nie po raz pierwszy wystawiają na niebezpieczeństwo całe królestwo. Mimo, że Thor dawno osiągnął wiek, w którym powinien rozumieć ile problemów może spowodować nawet tak błahe wydarzenie, wciąż pozostawał nierozważny i w swej nieokiełznanej brawurze, lekkomyślny. Co więcej nie dostrzegał w tym swego błędu. Gotowy był iść za ciosem, doprowadzić do wojny i rozlewu krwi. Żyjąc całe życie w pokoju, o niczym innym nie marzył, jak o pełnej chwały, walce z lodowymi bestiami. Nie znając rzeczywistych realiów wojny, wydawało mu się to kolejną ambitną przygodą. Jednak Odyn doskonale pamiętał ilu wspaniałych wojowników powędrowało do Valhalli, by odeprzeć atak Jotunheimu. Nie potrafił jednak uzmysłowić tych konsekwencji Thorowi.

Kiedy wrota się otwarły, Odyn odrzucił wszelkie rozgoryczenie związane z zachowaniem syna. Wróci do tego, gdy już naprawi jego błędy. Tymczasem swoje spojrzenie skupił na dość niecodziennym widoku. Wzdłuż sali tronowej szli w jego kierunku Jotuni. Dwaj z nich rzeczywiście zasługiwali na miano Gigantów, trzeci natomiast stanowczo odbiegał od znanego wszystkim wizerunku lodowych olbrzymów. Niewielki w stosunku do swoich towarzyszy, z postury i ruchów bardziej przypominał człowieka niż Jotuna. Jedynie kolor skóry i oczu zdradzał jego prawdziwe pochodzenie. Odyn rozpoznał go niemal natychmiast. Loki, trzeci syn Laufreya. Według informacji, jakie dotarły do Asgardu, urodzony przedwcześnie, nie powinien był przeżyć w surowym środowisku Jotunheimu. Okazał jednak wystarczającą wolę walki, by przetrwać pierwsze kluczowe tygodnie i ostatecznie stać się częścią królewskiego rodu. Napiętnowany przez trudny początek życia, nawet po osiągnięciu dorosłości, nigdy nie zyskał wyglądu i wielkości należnej Lodowym Gigantom. Fizyczne braki nadrabiał ponoć inteligencją i magicznym darem. Ostatnie wzmianki o nim mówiły, że został namiestnikiem północnego regionu Jotunheim.

Odyn mierzył przez dłuższą chwilę małego Jotuna, gdy ten stanął przed tronem. Wyglądał młodo, raczej nie był starszy od Thora, ale jego wzrok miał w sobie coś z uczonego. Kogoś kto może jeszcze nie doświadczył zbyt wiele osobiście, ale posiadał dużą wiedzę zaczerpniętą z ksiąg. Najwyraźniej pogłoski o jego wybitnym umyśle, nie mijały się z prawdą. Z drugiej jednak strony władca Asgardu nie mógł odeprzeć wrażenia, że za tymi inteligentnym oczami, kryje się coś więcej, jakaś przebiegłość, którą młody Jotun starał się za wszelką cenę stłamsić.

Jego powitanie jak i następne słowa, dalekie były od tego, co zwykło się słyszeć z ust Lodowych Gigantów. Najwyraźniej dobrze przygotował się do wizyty tutaj i starał wpasować w asgardzki sposób wysławiania. Z tego co Odyn pamiętał i z czym sam miał styczność, Jotuni byli raczej oszczędni w słowach i nie gustowali w konwenansach. Tymczasem syn Laufreya był elokwentny i z wielką dbałością dobierał słowa. Ani jedno z nich nie zostało wypowiedziane pochopnie czy na marne.

Im dłużej Odyn przyglądał się młodemu Jotunowi, tym bardziej dostrzegał jego pewne subtelne podobieństwo do ojca. Nie fizyczne oczywiście. Wyrażało się ono bardziej w pewności siebie i stonowanej, choć wcale nie krytej dumie. Koniec końców postawił sprawę jasno, nie zamierzał nikogo przepraszać, ale również nie chciał wyciągać wobec nikogo konsekwencji. To jedno z pewnością różniło go od króla Jotunheimu. Laufrey nigdy nie był tak ustępliwy.

A kiedy wydawało się, że wszystko zmierza do szczęśliwego końca, padły słowa, których Odyn nie oczekiwał.

- Sprawa ataku na twojego syna, nie jest jednak jedyną, z którą przybyłem do Asgardu.

To nie mogło być nic dobrego i choć Odyn nie dał niczego po sobie poznać, to lata doświadczeń ostrzegały go z całą mocą.

- Czegóż więc jeszcze od nas oczekujesz?

Odpowiedź nie padła natychmiast. Loki wydawał się jeszcze przez moment coś rozważać, a potem odezwał się z tą samą dbałością o każde wypowiadane słowo.

- Przybywając tutaj na własne oczy zobaczyłem przepaść, jaka przez stulecia powstała między naszymi narodami. Choć od wojny minęło już tak wiele czasu, to przepaść ta wciąż się pogłębia napędzana nienawiścią, wzajemnymi oskarżeniami i zdarzeniami takimi jak to sprzed kilku dni. Nikt nie jest tu bez winy, jednak to działania mojego ojca zapoczątkowały ten błędny krąg. Świadom tego, Laufrey, król Jotunheimu, wysłał mnie tutaj z jeszcze jednym posłannictwem. Przychodzę, by zaproponować Asgardowi pokój – prawdziwy pokój, w miejsce trwającego od wieków, przepełnionego wrogością rozejmu.

Naraz salę tronową wypełnił przejmujący pomruk, wyrażający tak zaskoczenie, jak i zdenerwowanie zebranych. Odyn nie odrywał jednak wzroku od twarzy Lokiego, który starał się nie reagować na zamieszanie, jakie wywołały jego słowa. Czy to był jakiś rodzaj podstępu? Czy może właśnie dlatego młody Jotun tak bardzo starał się ukryć czającą się gdzieś w głębi niego przebiegłość? Czy obawiał się, że jeśli wypłynie ona na wierzch, to nie zdoła osiągnąć swego celu?

Choć z drugiej strony czy mimo obaw, Odyn nie powinien przyjąć wyciągniętego w jego stronę gestu pojednania? W jakim świetle go to postawi, jeśli odmówi?

- Trudno mi uwierzyć, by po latach król Laufrey zapragnął zgody z Asgardem.

- A jednak dokładnie z taką misją tutaj mnie wysłał. Ojciec pragnął, bym został ambasadorem Jotunów w złotym królestwie. Jotunheim wchodzi w czas wielkich zmian. Niebawem mój brat, Helblindi, zasiądzie na tronie i chcielibyśmy, by jego rządy naznaczone były pozytywnymi zmianami dla nas wszystkich. Jedną z nich mógłby być trwały pokój z Asgardem.

- Ostatnim razem nie byłeś tak pokojowo nastawiony.

Niespodziewane, pełne gniewu słowa padły z prawej strony. Odyn, krótkim, pełnym dezaprobaty spojrzeniem obrzucił swego syna, zmuszając go tym do milczenia. Na szczęście Loki nie podjął rękawicy, całkowicie ignorując wypowiedź Thora.

- Nie pamiętam ostatniej wojny – dodał za to po chwili. – Byłem wtedy jeszcze małym dzieckiem. Może dlatego nie czuję w sobie nienawiści do Asgardczyków. Ponoć najbardziej obawiamy się tego czego nie rozumiemy, a wszystko co obce budzi w nas strach i wrogość. Dlatego chciałbym dostać możliwość poznania złotego królestwa i na bazie tego doświadczenia zbudować most nad dzielącą nas przepaścią. Oczywiście, żebym miał szanse to zrealizować wola musi być po obu stronach.

Jeszcze kilka minut temu Odyn miał przed sobą problem zaognienia konfliktu z Jotunheimem, teraz natomiast, w postaci młodego, dziwnie ludzkiego z wyglądu Jotuna, stała przed nim szansa na naprawienie krzywd z przeszłości. Syn Laufreya wyglądał na zdeterminowanego, choć ile z tego było grą, a ile rzeczywistym przekonaniem, trudno było jednoznacznie powiedzieć. Z pewnością nie był z Odynem całkowicie szczery, co oczywiście nie powinno nikogo dziwić, wszak nie stał w pozycji kogoś, kto mógł sobie pozwolić na szczerość. W dyplomacji rzadko kiedy jest na to miejsce. Nie mniej jego słowa nie miały w sobie żadnego ukrytego podtekstu, prowokacji, czy nawet próby uzyskania jakiejś korzyści dla siebie. Nic ponad chęć zawarcia pokoju. Tylko czy po tylu wiekach ktokolwiek w Asgardzie będzie w stanie spojrzeć na Jotunów inaczej niż jako na dzikie bestie? Czy ten młody książę zdoła przekonać do siebie kogokolwiek? Był tylko jeden sposób, by odpowiedzieć na te pytania.

- Jeśli król Laufrey rzeczywiście pragnie pokoju, to Asgard odpowie na to pragnienie. Otrzymasz ode mnie kredyt zaufania, książę, w nadziei, że twoje zamiary są szlachetne, a pobudki czyste.

Młody Jotun po raz kolejny tego dnia skinął nieznacznie głową. Był to bardzo charakterystyczny gest, głęboki na tyle, by okazać szacunek, ale jednocześnie nie popaść w poddaństwo i zachować własną dumę.

- Dziękuję, Wszech-ojcze. W dowód moich szczerych intencji pragnę ofiarować ci ten oto dar – mówiąc to, skinął na dwóch Jotunów stojących za nim. Ci dźwignęli wielką skrzynię, którą mieli ze sobą i postawili ją bliżej tronu. Kiedy ją otwarli, Odyn zobaczył, że była wypełniona futrami śnieżnych niedźwiedzi z Jotunheimu, niezwykle rzadkimi i wysoko cenionymi w wielu zakątkach dziewięciu królestw.

Spojrzał w stronę syna Laufreya, który wciąż stał na swoim miejscu, a jego twarz spowijał łagodny, stonowany uśmiech, nie sięgający jednak oczu. Te pozostawały czujne i skupione. Choć nic z zachowania Jotuna tego nie sugerowało, to Odyn nie mógł odeprzeć wrażenia, że swoim darem próbuje nawiązać do myśliwskich aspiracji Thora, od który przecież wszystko się zaczęło. Tę uwagę król zostawił jednak dla siebie.

- Przyjmuję twój podarunek z wdzięcznością i oby był on podwaliną pod zupełnie nową drogę dla naszych królestw.

Po tych słowach Odyn wstał z tronu i uderzył swoją włócznią w podłogę. Donośny dźwięk zdominował całe pomieszczenie.

- Witaj w Asgardzie, ambasadorze Loki.


Loki przez dłuższą chwilę stał w bezruchu, analizując wystrój pokoju, który tymczasowo został mu ofiarowany. Wciąż jeszcze czuł napięcie z tyłu głowy, choć od rozmowy z Odynem minęło już nieco czasu. Mimo to wiedział, że nie może sobie pozwolić na pełne rozluźnienie, teraz każdy jego ruch będzie bacznie obserwowany, więc musiał pozostać czujny. Ostatecznie stąpał po bardzo kruchym i cienkim lodzie.

Rozejrzał się powtórnie po pokoju, jego wygląd był dokładnie taki, jak można było sobie wyobrażać pokoje w Asgardzie, utrzymany w czerwono-złotej tonacji, pełen był przepychu i bogactwa, choć nie można mu było odmówić swoistego piękna. Po chwili wzrok Jotuna zatrzymał się na niewielkim stoliku w kącie, gdzie znajdował się kosz z owocami i dwie karafki wina. Jako że z napięcia i nerwów kompletnie zaschło mu w ustach, z chęcią nalał sobie trunku i pijąc go powoli podszedł do okna, gdzie rozciągał się widok na dużą część miasta. Loki mógł stąd zobaczyć ludzi śpieszących ulicami, sprzedawców na targach, a nawet dzieci bawiące się w zaułkach. Nijak miało się to do lodowego mroku Utgardu, choć z drugiej strony oba te miejsca tętniły życiem, każde na swój indywidualny sposób.

Daleko w oddali majaczył tęczowy most prowadzący wprost do obserwatorium. Z tej odległości Loki nie był w stanie niczego dostrzec, mógł więc jedynie przypuszczać, że Elda i Urim musieli być już blisko wejścia do Bifrostu. Odesłał ich niedługo po opuszczeniu sali tronowej, Elda miał udać się do cytadeli i poinformować starszyznę, że Loki nie wróci prędko do domu, natomiast Urimowi polecił pojechać bezpośrednio do stolicy, by o wszystkim poinformował króla.

Nie żeby ci dwaj byli jakimś niesamowitym wsparciem, ale kiedy przed wyruszeniem w drogę, obaj wypytywali go, czy to na pewno dobry pomysł, by został sam w Asgardzie, poczuł przypływ sympatii dla swoich uczniów. Aż dwukrotnie musiał ich zapewnić, że zna ryzyko i wie, co robi, żeby w końcu bez dalszego zwlekania ruszyli w drogę.

Teraz Loki był sam. I nie chodziło o pusty pokój, w którym aktualnie przebywał, lecz raczej o świadomość, że był jedynym Jotunem w całym Asgardzie. To nie była specjalnie budująca myśl, więc szybko ją odrzucił, by przypadkiem nie poczuć podążającego za nią strachu. Czy bał się teraz? Niespecjalnie. Czy odczuwał lęk stojąc przed obliczem Wszech-ojca? Jakkolwiek nie chciał tego po sobie pokazać, to z pewnością. Władca Asgardu był na swój sposób przerażający i zapewne nie wynikało to jedynie z wieku i zajmowanej pozycji. Raczej z faktu, że patrząc na kogoś, spoglądał także do jego wnętrza, tak by odkryć całą prawdę. Ile zdołał wyczytać z Lokiego w czasie ich krótkiej rozmowy? Trudno powiedzieć.

Młody mag po raz trzeci rozejrzał się po pokoju, tym razem skupiając wzrok na niewielkiej biblioteczce stojącej pod przeciwległą ścianą. Podszedł tam i przeciągnął palcami po obwolutach książek. Tytuły nie mówiły mu zbyt wiele, nie miał też zresztą za dużo czasu, by się w nie zagłębiać, jednak ten widok nasunął mu jeszcze jeden pomysł, który chciałby zrealizować, tym razem z korzyścią dla siebie samego.


Był wczesny wieczór, kiedy pukanie do drzwi wyrwało go z rozmyślań. Po chwili do środka wszedł sługa i z twarzą nie zdradzającą nawet cienia zdumienia na widok Jotuna, zaprosił ambasadora na kolację. Loki podziękował gestem głowy, odłożył na bok sporządzaną właśnie notatkę i podążył za sługą na spotkanie.

Idąc długim pałacowym korytarzem, nie bardzo wiedział czego się spodziewać. W końcu jednak odbili w bok, do sporej sali z jednym długim stołem nakrytym dla około dwudziestu osób. W komnacie zapanowała dziwna cisza, kiedy Loki wszedł do środka. Lekkim skinieniem głowy powitał zebranych, a potem bez słowa zasiadł na wskazanym mu przez sługę miejscu. Szybko pojął, że to z pewnością nie będzie zwykły posiłek i to jemu przypadło w zaszczycie być gościem honorowym. Na szczycie stołu znajdował się wysoki, zdobiony fotel, niewątpliwie należący do samego Odyna, natomiast Lokiemu sługa wskazał drugie miejsce po lewej stronie. Pozostali goście, którzy znajdowali się w pokoju, będący zapewne jakimiś królewskimi dostojnikami, patrząc na szaty i zbroje, zajmowali kolejne, dalsze miejsca przy stole.

W pewnym momencie ciszę pomieszczenia przerwała głośna dyskusja dobiegająca z zewnątrz, która jednak również urwała się gwałtownie, kiedy Thor wraz z towarzyszącą mu Lady Sif weszli do środka i dostrzegli Lokiego. Asgardzki książę nie zdobył się nawet na gest powitania, po prostu przeszedł i w milczeniu zasiadł na pierwszymi miejscu po prawej stronie. Jego towarzyszka wykazała się odrobinę większym taktem, czego wyrazem był ledwo zauważalny gest głowy. Nie dało się za to nie zauważyć niebezpiecznego blasku, który krył się w jej oczach. Ona podobne jak Thor wolałaby pewnie widzieć głowę Lokiego na srebrnej tacy, niż wspólnie z nim spożywać wieczerzę. Nie miał jednak czasu dłużej kontemplować morderczych zamiarów wojowniczki, bo do komnaty wszedł Odyn wraz ze swoją małżonką.

Widząc, że królowa zmierza do miejsca obok niego, Loki wstał i skłonił się nieznacznie, przykładając pięść do piersi. Był to gest wywodzący się typowo z Jotunhiemu, ale na tę okoliczność również wydawał się być adekwatnym do sytuacji.

- Witaj, pani.

Królowa Frigga obdarzyła go niespodziewanie ciepłymi i pełnym sympatii uśmiechem.

- Witaj, ambasadorze. Mam nadzieję, że pokój, który otrzymałeś spełnia wszystkie twoje potrzeby.

- W zupełności, dziękuję za troskę.

To była oczywiście czysta kurtuazja, aczkolwiek miło, że przynajmniej królowa nie zamierza milczeć w jego obecności. Wtedy sytuacja mogłaby stać się nie do zniesienia.

Kiedy sam Odyn zasiadł przy stole, słudzy zaczęli kolejno przynosić potrawy. Odbiegały one oczywiście znacząco od tego, co Loki znał ze swego domu, ale były smaczne, więc nie zamierzał zagłębiać się w tę tematykę.

- Czy to już pewne, że twój brat zostanie następcą króla Laufreya? – zapytał w pewnym momencie Odyn, przełamując panującą dotychczas ciszę.

- Od dawna nie było co do tego wątpliwości, ale tak, to pewne. Kilka dni temu ojciec ogłosił to oficjalnie - odparł Loki, spoglądając w stronę władcy.

- I uważasz, że jego rządy będą inne?

Loki od razu wyczuł podtekst. Czy Helblindi będzie lepszym władcą niż Laufrey?

- Mój brat bardzo podobny jest do ojca i w dużej mierze podziela jego poglądy. Także te związane z naszymi stosunkami z Asgardem.

- Czyli jakie? - Niespodziewanie do rozmowy włączył się Thor. - Może podzielisz się z nami swoją wiedzą na temat tych poglądów, ambasadorze?

Loki po raz pierwszy otwarcie spojrzał w stronę przyszłego króla, który nawet nie próbował kryć wrogości. On jeden spośród całego towarzystwa jasno dawał do zrozumienia, że nie akceptuje obecności Jotuna w swoim domu. Zapewne większość myślała podobnie, ale brakowało im takiej śmiałości.

- Ojciec chce, bym naprawił jego błędy, dokładnie takie słowa usłyszałem przed przybyciem tutaj.

- Skąd taka nagła zmiana?

- Od wojny minęło ponad tysiąc lat, trudno więc mówić o niespodziewanej przemianie. Ale rzeczywiście w ostatnich latach ojciec coraz więcej myśli o zbliżającej się sukcesji i dlatego chce przygotować dla Helblindiego jak najlepszy start. Pojednanie z Asgardem nie jest może najistotniejszą kwestią, ale z pewnością znajduje swoje miejsce w tym procesie. W pewnym sensie powinienem ci wręcz podziękować, książę. Gdyby nie twoja... wizyta w Jotunheimie, zapewne nie miałbym sposobności, żeby przedstawić moją propozycję.

Loki włożył wiele wysiłku, by na jego twarzy nie zadrżał nawet jeden mięsień, choć po ostatnich słowach miał nieprzepartą ochotę zaśmiać się Thorowi prosto w twarz. Słowa były jego najlepszą bronią, i królewski dzieciak nie zdoła obrócić jej przeciwko niemu. Z pewną satysfakcją Loki dostrzegł, jak książę nerwowo zaciska dłoń na widelcu.

- Tam gdzie żywoty trwają przez milenia, zmiany nie zachodzą łatwo, dobrze wiedzieć, że jednak się zdarzają – dodał od siebie Odyn.

- Choć wcale nie będą łatwe - dorzucił poważnie Loki, zwracając wzrok w stronę króla. - Dlatego czeka mnie dużo pracy.

- O szczegółach porozmawiamy jutro, dziś nie czas na podobne rozważania.

Jotun skinął tylko głową na zgodę.

Po tym rozmowa zeszła na inne tematy, niezwiązane bezpośrednio z wizytą Lokiego. Król odpowiadał na różne pytania dostojników i sam dopytywał o różne kwestie. Tymczasem Thor milczał jak głaz, próbując wzrokiem zabić i tak już martwego ptaka, leżącego na jego talerzu.

- Słyszałam, że posiadasz dar magii, książę - naraz zwróciła się do Lokiego, królowa Frigga.

- Istotnie, mam pewne zdolności w tej materii, choć nie są one wybitne, przynajmniej jeśli przyrównywać je do tutejszych mistrzów.

Dopiero gdy wypowiedział te słowa, przypomniał sobie, że królowa również zaliczała się do tego grona.

- Mam wrażenie, że przemawia przez ciebie zwykła skromność.

Twarz władczyni pozostawała ciepła i przyjazna, ozdobiona lekkim uśmiechem. Najwyraźniej lata doświadczeń doskonale nauczyły ją, jak kryć swoje prawdziwe myśli pod maską uprzejmości.

- Zdolność władanie Seidr jest czymś rzadkim w Jotunheimie, znacznie rzadszym niż w innych królestwach. Stąd nasza wiedza na ten temat nie jest zbyt dogłębna. To co znajduje się w murach cytadeli, to głównie zapiski pochodzące z pradawnych czasów, kiedy obdarzonych było znaczenie więcej.

- Jeśli pragniesz poszerzać wiedzę, biblioteki Asgardu stoją dla ciebie otworem.

Loki skinął głową w podziękowaniu. Ta rozmowa potoczyła się bardziej po jego myśli niż zakładał. Wcześniej zamierzał prosić o dostęp do tutejszych ksiąg, króla, jednak wobec powyższego oświadczenia, mógł chyba pominąć tę kwestię.


Gdy wszystkie dania zostały już zjedzone, Odyn wraz ze swoją małżonką udali się na spoczynek. Kolejni dostojnicy również opuszczali komnatę i Loki zamierzał pójść w ich ślady. Nim jednak to zrobił, zatrzymał się, poczekał, aż inni wyjdą i zwrócił w stronę Thora.

- Książę - zaczął, podchodząc z powrotem do stołu. Przyszły król spojrzał na niego złowrogo. - Nie musisz pałać do mnie sympatią. Doskonale rozumiem twoją niechęć i wiedz, że nie jesteś odosobniony w tym odczuciu. Powinieneś jednak mieć świadomość, że im bardziej będziesz utrudniać moje zadanie, tym bardziej wydłuży się moja obecność tutaj, a wydaje mi się, że na równi sobie tego nie życzymy.

Chyba po raz pierwszy udało mu się zmienić wyraz twarzy Thora. Wcześniejsza wrogość, została przełamana przez zaskoczenie. Najwyraźniej następca tronu nie oczekiwał usłyszeć podobnych słów. Loki jednak nie zamierzał napawać się tym wątpliwym triumfem. Skinął głową w kierunku Lady Sif i wyszedł na zewnątrz.