A/N:
Szczerze dziękuję za bardzo budujące komentarze. Cieszę się niezmiernie, że moja pisanina przypadła wam do gustu. Jest to niezwykle satysfakcjonujące i zachęcające do dalszej pracy (na tę chwilę zbliżam się już do ostatniego aktu mojej opowieści, jeśli chodzi o napisane rozdziały, więc nie musicie się obawiać, że porzucę ten projekt).
Zgodnie z obietnicą umieszczam następny rozdział. Zmagań Lokiego z Asgardem ciąg dalszy ;).
III
Poranek w Asgardzie był naprawdę pięknym zjawiskiem. Słońce, wiszące wciąż dość nisko nad horyzontem, odbijało się setkami promieni od okien i dachów miasta. Wszystko to razem jeszcze mocniej podkreślało słuszność nazwy "złote królestwo". Ta barwa dominowała wszystko inne, tworząc ciepłą, choć zarazem pełną specyficznego przepychu, atmosferę. Dla Lokiego wręcz za ciepłą. Młody Jotun przyzwyczajony do zimnych, lodowych krajobrazów, czuł się tutaj co najmniej nieswojo. Stojąc na balkonie, z lampką czerwonego wina w ręku, tylko dzięki magii nie miał problemu z wytrzymaniem tutejszej temperatury. Dla przeciętnego Lodowego Giganta przebywanie w podobnych warunkach na dłuższą metę byłoby prawdziwą udręką. To też jest problem, którym będzie musiał zająć się w przyszłości. Tymczasem jednak starał się nieco wyciszyć umysł, który na pełnych obrotach analizował wszystkie zadania, jakie stawiał przed nim nowy dzień. Od jednego ze sług dowiedział się, że Odyn zaprosił go na rozmowy w południe, więc miał przynajmniej jeszcze kilka godzin, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Wykorzystując wolny czas, z zainteresowaniem obserwował coraz bardziej tłoczne ulice miasta poniżej. Nieświadomi zachodzących zmian Asgardczycy zajęci byli swymi codziennymi sprawami. Loki doskonale pamiętał, jak te głośne i tętniące życiem ulice zamierały w milczeniu, kiedy szedł w stronę pałacu. Zapewne miną długie lata, nim będzie mógł przejść się po mieście, nie wzbudzając niczyjego zainteresowania. Na szczęście akurat w jego przypadku nie było to dużym problemem.
Odstawił wino na balustradę, po czym skupił myśli na bezgłośnym zaklęciu. W jednej chwili jego skóra z niebieskiej, stała się bladoróżowa, zdobiące ją symbole całkowicie znikły, a oczy zyskały bardziej ludzki, zielony odcień. Ciemne jotuńskie ubranie, również zmieniło kolor na złotozielony i fason bardziej przypominający ubiór tutejszych mieszkańców. Przez moment analizował kompletność swego wizerunku, a kiedy uznał, że jest wystarczający, ponownie uniósł kielich i opróżnił go do końca. Po raz ostatni wszedł do pokoju, odstawił puste naczynie na stolik, i rzucił krótkie spojrzenie w stronę łóżka. Naraz pojawiła się na nim iluzja śpiącego Jotuna, która miała go ostrzec, gdyby został wezwany przedwcześnie.
Dopełniwszy wszystkich zabezpieczeń, ponownie wyszedł na balkon, skupił spojrzenie na wcześniej wybranym zaułku i nie tracą więcej czasu przeniósł się w tamto miejsce.
Tłoczna ulica uderzyła w Lokiego tysiącem barw, głosów i zapachów. Minęło kilka minut nim zyskał pewność, że jego wygląd nie budzi niczyjego niepokoju, dzięki czemu mógł w pełni cieszyć oczy otoczeniem. Skierował się na rozległe targowisko w centrum miasta, gdzie handlowano przedmiotami z najodleglejszych zakamarków dziewięciu królestw. Loki oglądał barwne tkaniny, zdobną biżuterię, chłonął zapachy tutejszych owoców, ryb i kiełbas. Od jednej karczmarki otrzymał nawet nieco wina do degustacji, a po chwili kilku Asgardczyków zaprosiło go do wspólnego stołu. Loki z całej siły starał sie ukryć, jak bardzo absurdalność tej sytuacji go bawi. Gdyby teraz usunął kryjące go zaklęcie, zapewne nie opuściłby tawerny żywy. Tymczasem obecnie bawiący się tutaj mężczyźni byli niezwykle przyjacielscy i dzielili się z nim bardziej i mniej wiarygodnymi opowieściami. Loki przytakiwał, śmiał się, kiedy wymagała tego sytuacja, a nawet na poczekaniu również wymyślił barwną historyjkę.
Ostatecznie spędził tam ponad dwie godziny, znacznie lepiej poznając zwyczaje zwykłych mieszkańców złotego królestwa. Ta wiedza była daleka od tego, co miał okazję poznać czytając różne kroniki i asgardzkie księgi, których nieliczne egzemplarze znajdowały się w cytadeli. W przyszłości takie doświadczenie może się okazać bardzo cenne. Pomijając już fakt, że czas spędzony tutaj, był znaczenie zabawniejszy, niż tkwienie w czterech ścianach jego komnaty.
Równo w południe Loki znalazł się w gabinecie Odyna. Prócz samego władcy było tam obecnych kilku doradców. Młody Jotun skłonił się nieznacznie i zasiadł na wskazanym mu miejscu. Zaczęły się długie godziny debat, szukania najbardziej optymalnych i zapewniających bezpieczeństwo rozwiązań, a także ustalania zakresu nowego porozumienia. Z przerwami na posiłki i kilka godzin snu, rozmowy trwały do wczesnego popołudnia dnia następnego. Kiedy wreszcie wszystkie podstawowe kwestie zostały omówione, Loki pożegnał króla Asgardu i wrócił do swojej komnaty, gdzie zasiadł przy stole i zaczął opisywać wszystko w długim liście. Główne ustalenia dotyczył między innymi Bifrostu, który miał mieć możliwość swobodnego przesyłu mieszkańców, jednak ustalono, że na terenie Jotunheimu zostanie wyznaczone jedno konkretne miejsce, gdzie most będzie otwierany. Każde inne działanie miało być uznawane, za przekroczenie założeń traktatu. Ponadto każdy Asgardczyk, który będzie miał wolę podróżować do krainy Lodowych Gigantów, będzie musiał ubiegać się o odpowiednie pozwolenie od ambasadora lub któregoś z jego zastępców. Identyczna sytuacja będzie miała miejsce po drugiej stronie. Po wejściu porozumienia w życie, Asgard wyznaczy odpowiednie osoby, które będą pełniły funkcje reprezentacyjne w Jotunheimie. Kolejną poruszaną kwestią była wymiana handlowa, która miała nie być limitowana ponad powyższe ustalenia dotyczące transferu ludzi i dóbr. Ponadto Asgard pragnąłby uzyskać dostęp do rzadkich surowców naturalnych, zwłaszcza tych, które dostępne były jedynie na terenie Jotunheimu. Oczywiście jakiekolwiek umowy dotyczące powstania ewentualnych kopalni, były raczej pieśnią przyszłości, ale sam traktat pokojowy nie wykluczał działań zmierzających w tę stronę.
Zapisawszy drobnym tekstem pięć zwojów papieru, wysłał wiadomość z pomocą zaklętego kruka prosto do Utgardu. Ojciec miał zapoznać się ze przyjętymi ustaleniami i odesłać mu swoją opinię na ich temat.
Wypełniwszy wszystkie formalności zjadł niewielką kolację, którą dostarczono bezpośrednio do jego pokoju i wypił kieliszek wina. Było późne popołudnie i choć Loki czuł się psychicznie zmęczony od nadmiar kłębiących się w jego głowie myśli, to jednocześnie nie miał najmniejszej ochoty, by kłaść się spać. Ostatecznie sprzątnął papiery ze stołu i opuścił komnatę, wyruszając na poszukiwanie pałacowej biblioteki. Nie było to zadanie specjalnie trudne, bo już pierwszy napotkany sługa wskazał mu właściwy kierunek.
Gdy dotarł na miejsce, musiał, co prawda zmierzyć się z prawdziwie przerażonym bibliotekarzem, który na widok Jotuna wydawał się całkowicie stracić zdolność mowy, nie mniej już po chwili Loki spacerował między wysokimi regałami, uginającymi się pod ciężarem starszych i nowszych tomów. Swoje kroki skierował oczywiście tam, gdzie znajdowały się zbiory poświęcone magii, jednak ich ogrom niemal go przytłoczył. Po prawdzie to nie miał pojęcia od czego powinien zacząć.
Sięgnął po trzy tomy, których tytuły brzmiały zachęcająco, i powoli zaczął wertować strony. Ostatecznie ze skrzyżowanymi nogami usiadł na podłodze i opierając się plecami o regał, zatopił się w lekturze.
Nie wiedział ile czasu spędził w bibliotece, ale w pewnym momencie kątem oka dostrzegł postać, która zmierzała w jego stronę. Była to królowa Frigga. Natychmiast odłożył książkę, podniósł się z podłogi i gestem głowy powitał władczynię. Jej twarz jak zwykle spowijał delikatny uśmiech, kiedy odwzajemniła powitanie.
Podobnie jak podczas kolacji, Loki czuł się dziwnie nieswojo w obecności żony króla. Coś w jej wzroku powodowało, że zdawała się prześwietlać rozmówcę na wylot. Trudno powiedzieć czy to jakiś rodzaj magii, naturalnego daru, czy może wykształciły to tysiące lat doświadczeń. Nie mniej w jej obecności Loki musiał się mieć jeszcze bardziej na baczności. Najmniejsze kłamstwo zapewne nie uszłoby jej uwadze. A następne słowa tylko to potwierdziły.
- Mam nadzieję, że twój wczorajszy spacer był udany, ambasadorze?
Młody Jotun poczuł dreszcz przechodzący go po plecach. To wydawało się niemożliwe, przecież zadbał o wszystkie względy bezpieczeństwa. A jednak królowa zdawała się być w pełni świadoma jego krótkiej eskapady po Asgardzie. W takiej sytuacji zaprzeczanie temu byłoby jeszcze gorszą z opcji.
- Ja… - poczuł narastający niepokój, kiedy w jednej chwili zawiodły go nawet słowa. To krótkie wahanie mogło zaowocować późniejszą nieufnością, a na to Loki nie powinien sobie teraz pozwolić. I bez tego był w trudnym położeniu, jeśli ktokolwiek, zwłaszcza królowa uzna go za podejrzanego, niegodnego zaufania, wszelkie jego działania mogą okazać się daremne. – Nie mogłem odeprzeć pokusy – odparł ostatecznie, zdobywając się na całkowitą szczerość. – Myślę, że jest za wcześnie, by Jotun spokojnie chodził ulicami złotego miasta, jednak jest to miejsce tak inne od mojego domu, że nie potrafiłem powstrzymać się przed obejrzeniem go z bliska. Mam nadzieję, że nie zostało to źle odebrane.
- Widzę, że łakniesz wiedzy w każdej postaci – odparła królowa podchodząc bliżej.
- Ciekawość zawsze była tym, co napędzało mnie do działania. Miałem okazję zwiedzić większość z dziewięciu królestw, Asgard jednak dotychczas był dla mnie niedostępny.
W obecności Odyna Loki musiał powściągać język, by przypadkiem nie przekroczyć tej delikatnej granicy, za którą jego wypowiedź mogłaby zostać uznana za impertynencje i obrazić władcę. Jednak było to dalece mniej frustrujące niż rozmowa z jego żoną. Coś w tej kobiecie powodowało, że nawet gdyby Loki chciał, to nie mógłby zdobyć się na kłamstwo. To mogło niesamowicie utrudnić mu działanie.
W jednej chwili zrozumiał, że to wszystko jest specyficznym testem. Oczywiste było, że Asgardczycy nie darzyli go zaufaniem i mogli poddawać w wątpliwość szczerość jego intencji, najwyraźniej do tego stopnia, że sama królowa postanowiła go wybadać. A powszechnie wiadome było, że Odyn ufa jej intuicji bardziej niż swojej własnej.
Frigga przeszła obok niego i przyjrzała się książkom leżącym na ziemi.
- Po prawdzie, nie miałem pojęcia od czego zacząć – uprzedził następne pytanie, doskonale wiedząc, że jego wybór był najzwyczajniej przypadkowy.
- Domyślam się, że w twoich rodzinnych stronach księgozbiory wyglądają inaczej.
Loki skinął głową i schylił się, by podnieść książki. Nie chciał być posądzony o brak szacunku dla czyjejś własności.
- Z pewnością nie są tak usystematyzowane – odparł, odkładając tomy na miejsce.
- Jeśli pójdziesz wzdłuż regałów i w prawo, znajdziesz czytelnie. Powinno być ci tam wygodniej.
Tym razem nie zdołał w pełni ukryć zażenowania. Z jej punktu widzenia musiał wyglądać śmiesznie siedząc na podłodze. Mógł to zrzucić na karb braku rozeznania w otoczeniu, ale w rzeczywistości prawda była zupełnie inna.
- To stare przyzwyczajenie – odparł, po raz kolejny nie mogąc się zdobyć na nic więcej ponad szczerość. – Jestem… W moim domu wszystko zawsze było dla mnie za duże. Już jako dziecko nauczyłem się rozkładać z pracą na podłodze, by nie musieć się martwić, że nie sięgam nosem do krańca stołu.
Mimo, że powiedział to lekkim tonem, niemal natychmiast dostrzegł zmianę w oczach królowej. Nie miała najmniejszej trudności z odczytaniem tego, co kryło się między wierszami.
- Musiało być ci ciężko – bardziej stwierdziła, niż zapytała.
- Mogło być dużo gorzej. Miałem wiele szczęścia, że nie zostawiono mnie na zamarzniętej skale, bym tam spotkał swoje przeznaczenie.
Po raz pierwszy uśmiech znikł z twarzy władczyni. Zmarszczyła brwi i spojrzała na niego badawczo.
- Nie wszystko co mówią o Jotunach w Asgardzie jest prawdą, niestety nie wszystko też jest kłamstwem – dodał.
Może nie było to zjawiskiem powszechnym, ale Loki miał świadomość, że w tak trudnym do życia świecie jakim jest Jotunheim, zdarza się porzucać dzieci na śmierć, jeśli nie rokują dobrze na przyszłość.
- Mam nadzieję, że i Asgard okaże się dla ciebie szczęśliwym miejscem – odparła Frigga, a potem odwróciła się w stronę półki i po chwili podała mu jedną z książek. – Myślę, że ta powinna cię zainteresować. Może zawiera dość podstawowe zagadnienia, ale w wielu przypadkach kładzie nowe światło, na rzeczy które możesz już wiedzieć.
Loki podziękował przyjmując księgę i pożegnał królową. Mógł mieć jedynie nadzieję, że zaliczył jej test wiarygodności.
Z pewnym wahaniem Thor zapukał w drzwi i kiedy usłyszał zaproszenie, wszedł do środka. Był zaniepokojony, jego matka niezwykle rzadko zapraszała go do siebie o tak późnej porze. Gdy zamknął za sobą drzwi poczuł znajomy, wręcz sentymentalny zapach kwiatów i perfum, tak charakterystyczny dla komnat królowej. Pastelowo złote barwy i miękkie, wyłożone licznymi poduszkami sofy, budziły miłe wspomnienia. Jako dziecko często przesiadywał tu rankiem, kiedy matka opowiadała mu historię z najróżniejszych zakamarków dziewięciu królestw. Ostatnio jednak znacznie rzadziej tu przychodził. Pochłonięty własnymi zajęciami, przygodami wraz z przyjaciółmi, nie znajdywał zbyt wiele czasu na kontakty z matką. W chwilach takich jak ta czuł z tego powodu narastające wyrzuty sumienia.
Mimo to królowa Frigga przywitała go serdecznie, posadziła na kanapie i podała filiżankę esencjonalnej herbaty.
- Przepraszam, że wezwałam cię tak późno, zapewne jesteś zmęczony – zaczęła, siadając obok.
Thor uśmiechnął się radośnie i machnął od niechcenia ręką.
- Volstagg właśnie zamierzał zacząć kolejną opowieść, a jak wiesz, znam je już wszystkie na pamięć, więc stanowczo wolę spędzić czas tutaj.
Frigga matczynym gestem ujęła jego dłoń.
- Niezwykle uprzejme kłamstwo, mój drogi.
Na twarzy boga piorunów pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
- Starałem się, ale jak widać niedostatecznie.
- Nigdy nie byłeś biegły w tej materii, ale to dobrze, twoja szczerość jest jedną z twych najlepszych cech. Właśnie to najbardziej cenią twoi przyjaciele.
- A myślałem, że to przez waleczność i nieustraszenie w obliczu wroga - zaśmiał się mężczyzna.
- Ja jednak doceniam właśnie twoją szczerość. Nie ma w tobie fałszu czy podstępności jaką widzę wśród wielu osób, które są blisko tronu. Mówisz to, co myślisz i nie kryjesz własnych uczuć.
- Ojciec raczej nie podziela twojego entuzjazmu, twierdzi, że powinienem nauczyć się działać bardziej dyplomatycznie.
Frigga skinęła głową, ale wbrew temu kontynuowała swój wywód.
- Czasami najtwardszych oponentów można pokonać tylko zjednując ich sobie.
Naraz Thor zrozumiał w jakim kierunku matka próbuje poprowadzić tę rozmowę. Oczywistym było, że nie zaprosiła go tylko z powodów towarzyskich, jednak nie przypuszczał, że taki może być motyw.
- Masz na myśli tego Jotuna, tak?
Matka ponownie obdarzyła go łagodnym uśmiechem, od którego topniało mu serce.
- Istotnie. Odyn prosił mnie, bym go oceniła podłóg własnej intuicji, lecz mimo, że dwukrotnie z nim rozmawiałam, wciąż nie potrafię wydać ostatecznego osądu. Jest bardzo wycofany i skrupulatnie panuje nad swoimi słowami, by przypadkiem nie powiedzieć niczego, ponad to, co powinno paść z jego ust.
Thor westchnął nieznacznie.
- Wiesz, że nie jestem dobry w podobnych rozgrywkach, mogę go wyzwać na pojedynek, ale wątpię, bym w ten sposób zdołał cokolwiek z niego wyciągnąć.
Królowa pokręciła głową.
- Nie tego od ciebie oczekuję.
- Czego w takim razie?
- Żebyś powściągnął nieco swoje uprzedzenia i spróbował go poznać.
Mężczyzna wzdrygnął się, a uśmiech niemal całkowicie zniknął z jego twarzy.
- To może być trudne, biorąc pod uwagę, że nasza pierwsza konfrontacja skończyła się rozlewem krwi.
- Mam tego świadomość, oboje jednak wiemy, że nie byłeś tam bez winy, więc ręka wyciągnięta na zgodę z twojej strony, powinna zostać przyjęta.
Thor przetarł palcami czoło. Wiedział czemu matka go o to prosi, trudno było mu jednak wyobrazić sobie, jak miałby zadowolić jej życzenie.
- Mówimy o Lodowym Gigancie z Jotunheimu. Wątpię, by zadziałał tutaj mój urok osobisty. Ostatecznie to dzikus.
Królowa wciąż uśmiechnięta, lekko pogroziła mu palcem.
- Nie powinieneś wyciągać tak pochopnych wniosków. Pamiętaj, że udało mu się zaskoczyć nas wszystkich. Nawet twój ojciec nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Syn Laufreya wydaje się być znacznie bardziej cywilizowany, niż można by oczekiwać po Jotunie. A poza tym - niespodziewanie Frigga oderwała wzrok od Thora i utkwiła go w jakimś odległym punkcie, ewidentnie pogrążając się w rozważaniach. - Poza tym jest jeszcze młody, może nawet młodszy od ciebie i znalazł się w zupełnie obcym, wrogim wręcz otoczeniu. Sam jeden.
Thor pokręcił głową i ponownie uśmiechnął się lekko. Teraz to już wszystko stało się bardziej niż jasne. Jego matka była zbyt życzliwa i zbyt empatyczna. Nawet jeśli chodziło o istotę, której bliżej było do bestii, niż człowieka. A może po prostu jak zwykle dostrzegała więcej niż inni, widziała to, co kryło się wewnątrz, nawet jeśli schowane było pod szczelnym pancerzem. A on jak zawsze nie potrafił jej niczego odmówić.
Lokiego obudziło zdecydowane pukanie do drzwi. Podniósł się z łóżka i krótkim spojrzeniem za okno ocenił porę dnia, był wczesny ranek. Nieco zaniepokojony tą niespodziewaną pobudką, zebrał się w sobie i otworzył drzwi komnaty. Na korytarz, w lekkiej, ciemnej tunice stał następna tronu Asgardu. Przez ułamek sekundy młody Jotun poczuł się zagrożony, szybko jednak odrzucił podobne myśli. Jaki sens miałoby pukanie, gdy planuje się atak?
- Witaj, książę - odezwał się, nie tracąc inicjatywy. - Co sprowadza cie tutaj, o tak wczesnej porze?
Thor przez chwili w milczeniu mierzył go poważnym spojrzeniem, a ostatecznie westchnął ciężko i odezwał się głosem, pełnym tłumionej irytacji.
- Nie zaczęliśmy dobrze za pierwszym razem. W obecnej sytuacji jednak wygląda na to, że jesteśmy skazani na wzajemną obecność i myślę, że nikomu nie wyjdzie na dobre, jeśli będziemy skakać sobie do gardeł.
Już na pierwszy rzut oka Loki wiedział, że Thor nie jest typem kłamcy i manipulanta. Jednocześnie doskonale było widać, ile wysiłku wkłada w panowanie nad sobą, by jego głos brzmiał spokojnie i rzeczowo. Biorą po uwagę, jak wielką niechęć okazywał Jotunowi przy ich ostatnim spotkaniu, należało docenić ten trud.
- Jesteś teraz gościem Asgardu - kontynuował Thor. - I nikt nie chce, byś zaniósł do swojej ojczyzny wiadomość o naszym braku gościnności. Za godzinę wybieram się z przyjaciółmi na polowanie. Jeśli nie masz żadnych innych planów na ten czas, możesz czuć się zaproszony, ambasadorze.
Loki jeszcze przez moment podziwiał samokontrolę przyszłego króla, po czym nie przedłużając tej niezręcznej chwili, skinął głową.
- Dziękuję za zaproszenie, książę.
Thor również odpowiedział gestem głowy i oddalił się znacznie szybciej niż wymagała tego sytuacja. Najwyraźniej pokłady jego cierpliwości były na granicy wyczerpania. Tymczasem mag zamknął drzwi komnaty, a przebiegły uśmiech wykrzywił jego usta.
- To będzie ciekawe - mruknął do siebie, zbierając potrzebne rzeczy.
Loki szedł nieśpiesznym krokiem w stronę stajni, gdzie według słów strażnika, miał spotkać Thora i jego świtę. Po prawdzie i bez tego nie trudno było ich znaleźć, głośną dyskusję słychać było na całym dziedzińcu. Młody Jotun nie bez powodu, zbliżał się powoli, dając im tym samym szansę, by oswoili się z jego widokiem. Już po chwili rozmowy ucichły i wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę. Poczuł jedynie niewielkie mrowienie z tyłu głowy, gdzieś w okolicy karku, ale nie pozwolił, by choć jeden jego mięsień zdradził zdenerwowanie. Wciąż z maską uprzejmości na twarzy, zatrzymał się kilka kroków przed nimi i skłonił się nieznacznie.
Mina Thora wyrażała sprzeczność emocji. Z jednej strony był poniekąd zadowolony, że jego zaproszenie nie odbiło się od ściany, z drugiej zaś, chyba jednak na to liczył. Ostatecznie gdyby to Loki odrzucił propozycję, Thor miałby czyste ręce i nie musiałby się już więcej silić na sztuczną uprzejmość. Niestety mag nie zamierzał dać mu tej satysfakcji.
- Przyszedłeś w samą porę, ambasadorze. Właśnie ruszamy. - W ustach następcy tronu słowo "ambasador" brzmiało niemal jak obelga. - Lady Sif już znasz, a to są moim pozostali towarzysze, Volstagg, Fandral i Hogun.
Trzej mężczyźni powitali go z dalece umiarkowanym optymizmem. W tej samej chwili jeden z chłopców stajennych bardzo niechętnie podszedł do Lokiego i wyciągnął w jego stronę drżącą dłoń z lejcami.
- Twój koń, panie.
Jotun najpierw nieco krytycznym spojrzeniem obrzucił skórzane rzemienie, następnie chłopca, aż w końcu samo zwierzę stojące tuż za nim. Tym razem nie zdołał w pełni ukryć zdumienia.
- Jakiś problem? - zapytał Volstagg, sam dosiadając czarnego ogiera.
- Absolutnie żaden, pomijając fakt, że nigdy nie jeździłem konno.
Na to oświadczenie po okolicy rozniósł się tłumiony śmiech Fandrala. Ten jednak pod naporem wzroku towarzyszy szybko zapanował nad rozbawieniem.
- Racja, wy jeździcie na tych... wielkich kotach - dodał, kiedy już w pełni się uspokoił.
- To są kaary i bliżej im raczej do waszych psów niż kotów - wyjaśnił Loki, po czym odebrał lejce od sługi. - Zobaczymy jak wielka jest różnica.
- Koń przynajmniej nie będzie próbował odgryźć twojej głowy - dorzucił, wciąż nieco rozbawiony wojownik.
Loki nie skomentował ostatniego argumentu. Uniósł rękę i delikatnie dotknął miękkich nozdrzy zwierzęcia, pozwalając mu tym samym poznać swój zapach. Nie wiedział na ile te metody działają w przypadku koni, ale tak właśnie postępowało się z nowo dosiadanymi kaarami. O dziwo zwierzę zareagowało na niego pozytywnie i przysunęło bliżej łeb, wyraźnie domagając się pieszczot. Przez kilka sekund gładził jego delikatną sierść na pysku. Potem przeszedł obok i poświęcił moment, by przeanalizować konstrukcję siodła. Ostatecznie zapierając się o strzemię zasiadł na grzbiecie konia. Zwierzę przestąpiło nerwowo z nogi na nogę, ale ponadto nie wydawało się przejęte obecnością nowego jeźdźca.
Było to doświadczenie dalekie od tego, co znał z Jotunheimu. Koń był znacznie sztywniejszy i mniej zwrotny niż kaar, do tego jego rytm kroków również był zupełnie inny. Trwało dłuższą chwilę nim Loki zdołał, choć w niewielkim stopniu dostosować swoje ruchy do sposobu poruszania konia. Nim jednak dotarli do granicy pobliskiego lasu, był w stanie podróżować, nie skupiając na tym całej swojej uwagi.
Jechali rzadko uczęszczanym, szerokim, leśnym traktem, pośród przesyconego słońcem zagajnika. Nawet to miejsce, choć oddalone od samego miasta, nie pozostawiało wątpliwości, że wciąż znajdują się w Asgardzie, złotym królestwie. Otoczenie wydawało się wręcz bajkowe, brakowało jedynie unoszących się nad kwiatami wróżek lub galopujących po polanach jednorożców. Loki uśmiechnął się do własnych myśli. Zapewne tak właśnie wyobrażali sobie Asgard mieszkańcy innych królestw. Rzeczywistość może nie była aż tak cudaczna, ale nadal potrafiła wzbudzić podziw i zachwyt, zwłaszcza w oczach kogoś, kto całe życie spędził w lodowych mrokach. Oczywiście młody Jotun miał pełną świadomość, że nie jest tu po to, by podziwiać przyrodę, więc wszelki entuzjazm zachowywał dla siebie.
Na czele grupy jechał Thor wraz z Lady Sif, zaraz za nimi Loki w towarzystwie Fandrala i Volstagga, a całość zamykał milczący Hogun. W odróżnienia od ciemnowłosego wojownika o cudzoziemskich rysach, najwyższy z nich blond włosy Asgardczyk nie przestawał mówić ani na moment. Głównie wymieniał różne uwagi z jadącym obok Volstaggiem, ale nie omieszkał też zaczepiać Lokiego.
- Twój sposób wypowiadania się daleki jest od tego, czego można by spodziewać się po mieszkańcach Jotunheimu, ambasadorze.
Loki uśmiechnął się nieznacznie, spoglądając kątem oka na Fandrala.
- Odrobiłem lekcje przed przybyciem tutaj - odparł. - W cytadeli, gdzie mieszkam, jest kilka asgardzkich ksiąg, z których miałem możliwość zaczerpnąć wiedzę o waszych zwyczajach i sposobie zachowania.
- Czyli raczej jesteś wyjątkiem od reguły?
- Powiedzmy, że moi bracia mają mniej tego, co wy nazywacie ogładą.
- Jakoś nie trudno nam to sobie wyobrazić - mruknął Thor, który jadąc z przodu przysłuchiwał się rozmowie z zatwardziałą miną.
Młody Jotun jedynie wzruszył ramionami na to oświadczenie. Doskonale wiedział, że nawet z jego dobrą grą aktorską, nie jest mu łatwo zjednać sobie przychylność wielko-wiekowych wrogów. Strach pomyśleć, jak zareagowaliby na bezczelność Byleistra.
Po pewnym czasie zjechali z traktu i zanurzyli się w leśne ostępy.
- Czy z łucznictwem miałeś do czynienia? - zapytał Volstagg, ewidentnie nawiązując do jego braku doświadczenia w jeździe konnej.
- Preferuję inne metody walki, ale miałem kilka razy łuk w ręku - odparł Jotun, przyjmując wyciągniętą w jego stronę broń.
- W takim razie możesz pochwalić się swoimi umiejętnościami, ambasadorze - rzucił następca tronu, wskazując gestem ręki na odległy punkt.
Po chwili Loki rzeczywiście dojrzał beżowego zająca, w odległości niemal trzystu stóp od nich. Znał swoje możliwości w tej dziedzinie i nie liczył na spektakularny sukces, mimo to złożył się do strzału, wymierzył i haniebnie spudłował, trafiając w ziemię dość daleko od celu. Jedyne co osiągnął, to spłoszenie zająca, który zaczął uciekać w stronę pobliskich zarośli. Nie zdołał jednak dotrzeć do swej kryjówki, kiedy druga strzała powaliła go na ziemię. Tę wystrzelił Thor i teraz z nieukrywaną satysfakcją spoglądał w stronę Lokiego. Wyglądał jakby chciał rzucić coś w stylu "tak to robią prawdziwi myśliwi", ale najwyraźniej wciąż starał się trzymać emocje w ryzach, bo jedynie przyjął entuzjastyczne pochwały od kompanów.
Podjechali do ich niewielkiego trofeum. Hogun zeskoczył z konia, wyciągnął i odrzucił strzałę, po czym przypiął zająca do uprzęży przy siodle księcia.
- Widać, że za dużo siedzisz w książkach, ambasadorze - dorzucił Thor, wciąż uśmiechając się z triumfem.
Loki miał już kąśliwą uwagę na końcu języka, jednak powstrzymał się i jedynie nieznacznie skinął głową. Nie mógł się zapomnieć. To nie byli jego kompani, to byli tylko trochę mniej niż wrogowie, którzy z łatwością mogą obrócić się przeciwko niemu. Nie powinien o tym zapominać ani na chwilę. Jeśli ma wypełnić swoją misję, musi pozostać przynajmniej neutralny, a wchodzenie w utarczki słowne z przyszłym królem z pewnością w tym nie pomoże.
- Istotnie - odparł, kiedy już zapanował nad emocjami. - Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, że w Jotunheimie nie uważa się polowań za rozrywkę, tak jak ma to miejsce tutaj.
Tym razem udało mu się wzbudzić żywsze zainteresowanie wśród zebranych.
- Trudne do uwierzenie - zaczął Volstagg. - Wyglądacie na takich, co lubią podobne rzeczy.
- Możliwe, ale Jotunheim jest srogą krainą, w której zwierzęta są zbyt cenne, by mordować je dla zabawy.
Przez moment miał wątpliwość czy słusznie użył równie ostrych słów. Nawiązanie do ustrzelonego przez nich wilka, było aż nazbyt oczywiste, a widząc wyraz twarzy otaczających go wojowników, nie można było mieć złudzeń, że i oni bez trudu je odczytali.
- To w pewnej mierze tłumaczyłoby twoje wzburzenie, przy naszym pierwszym spotkaniu - odezwała się po chwili milczenia Lady Sif.
- Po części na pewno.
Ruszyli dalej leśną głuszą, po drodze trafiając kilka bażantów i jednego lisa. Loki podarował sobie dalsze próby łucznicze i skupił się na ignorowaniu niezbyt subtelnych zaczepek ze strony następcy tronu. W pewnym momencie młody Jotun doszedł do wniosku, że Thor chyba wziął sobie za punkt honoru wyprowadzenie maga z równowagi i tym samym ujawnienie jego prawdziwej natury (która jak zapewne przypuszczał była gwałtowna, barbarzyńska i pełna wszystkiego tego, czego Asgardczycy nienawidzili w Lodowych Gigantach). Na szczęście Loki przez stulecia obcował z Byleistrem, więc posiadał sporą odporność na podobne zabiegi.
Jednak po pewnym czasie, kiedy słońce wskazywało już wczesne popołudnie, a oni siedzieli na niewielkiej polance i posilali się zabranym przez Volstagga prowiantem, Loki zauważył pewną subtelną zmianę w zachowaniu tak księcia, jak i jego towarzyszy. Śmiali się i żartowali z jakiś swoich wcześniejszych przygód i zdawali się znacznie mniej przejęci obecnością Jotuna. Całe początkowe napięcie gdzieś uleciało i sam Loki również pozwolił sobie na lekkie opuszczenie gardy, opowiadając kilka ciekawostek ze swojej ojczyzny. Było to nawet zaskakująco przyjemne, biorąc pod uwagę, że spędzał czas w gronie Asgardczyków, którzy jeszcze niedawno byli gotowi skrócić go o głowę, tylko dlatego, że jego skóra jest niebieska, a oczy czerwone.
- Czym są te wzory na twojej skórze? - zapytał w pewnej chwili Fandral.
- To znaki rodowe. Dziedziczy się je, tak jak wy przejmujecie kolor włosów czy oczu.
- Czyli król Laufrey ma takie same?
- Podobne. Jotuńskie dzieci mają symbole, które są mieszaniną znaków tak ojca jak i matki.
Niemal od razu pożałował tego wywodu, gdyż wyczuł, jakie będzie następne pytanie.
- Kim jest twoja matka? Laufreya znamy wszyscy, o niej chyba nikt nie słyszał.
- Nazywała się Farbauti i zmarła, gdy byłem małym dzieckiem. Nie była zaangażowana w politykę, stąd też żadne wieści o niej mogły do was nie dotrzeć. Sam wiem o niej praktycznie tylko to, co opowiadali bracia.
Naraz po tych słowach zapanowało niezręczne milczenie. Loki nie pamiętał swojej matki, nie mógł wiec też opłakiwać jej braku, najwyraźniej jednak pozostali wyczuli, że poruszono kwestię, która nie była dla niego przyjemna.
- A twoim bracia? - zapytał niespodziewanie Thor, przełamując ciszę, ku uldze wszystkich zebranych. - Masz ich dwóch, tak?
- Zgadza się. Starszy Helblindi jest następcą tronu, młodszy Byleistr dowodzi legionem wojowników - odparł Loki, po czym uśmiechął się nieco przekornie. - I tak, są ode mnie więksi, silniejsi i bardziej dosadni w słowach.
Volstagg zakrztusił się pitym właśnie winem, kiedy zaśmiał się niespodziewanie.
- Mam pięcioro rodzeństwa, więc kiedy tak o tym mówisz, to wyobrażam sobie, że musiałeś mieć straszne dzieciństwo.
Loki nic na to nie odpowiedział, uśmiechnął się jeszcze szerzej i wzruszył nieznacznie ramionami. Stanowczo nie chciał odsłaniać przez Asgardczykami wszystkich kart, a zwłaszcza nie zamierzał zagłębiać się w swoje relacje rodzinne. W przypadku niepowodzenia jego planów, zwłaszcza to mogłoby zostać brutalnie wykorzystane.
- Moje umiejętności pozwoliły mi przetrwać ten okres - odparł wymijająco, i niespodziewanie zmienił temat, ściszając głos do szeptu. - Myślę, książę, że będziesz miał doskonałą okazję zaprezentować swoje umiejętności.
Mówiąc to, wskazał Thorowi masywnego jelenia, który właśnie wyszedł z lasu na przeciwległym krańcu polany. Następcy tronu niemal zaświeciły się oczy, najwyraźniej już widział imponujące poroże na ścianie swojej komnaty. Bez gwałtownych ruchów, wziął łuk i strzały, powoli podniósł się z ziemi i złożył do strzału. Mierzył jedynie przez sekundę, po czym ze świtem puścił cięciwę. Strzała błyskawicznie pokonała długość polany i uderzyła centralnie między oczy zwierzęcia. Ku zdziwieniu zebranych nic mu mnie zrobiła, a zamiast tego z trzaskiem wbiła się w drzewo nieopodal. Jeleń obrzucił Thora wzgardliwym spojrzeniem, po czym rozpłynął się w powietrzu.
Konsternacja trwała dłuższą chwilę. A potem książę spojrzał w stronę młodego Jotuna, który wciąż siedząc na ziemi ze skrzyżowanymi nogami, uśmiechał się w sposób, daleki od jego dotychczasowego łagodnego uśmiechu.
- Jak mówiłem, posiadam pewne przydatne umiejętności.
Może nie powinien tego robić, może nierozważnie dał się ponieść ogólnemu rozbawieniu i jego natura wzięła górę nad rozsądkiem. A może to wspomnienie braci, zwłaszcza Byleistra, którego podobnymi sztuczkami skutecznie doprowadzał do szału, spowodowało, że pozwolił sobie na zakpienie z butnego Asgardczyka. Thor jednak nie był Byleistrem, był następną tronu i co więcej do niedawna zaprzysięgłym wrogiem wszystkich Jotunów. Igranie z nim mogło się okazać brzemienne w skutkach. Co jeśli uznałby to za obrazę jego majestatu czy inne równie irracjonalne oskarżenie, które przecież są domeną koronowanych głów? Teraz jednak było za późno, żeby myśleć o konsekwencjach. Stało się, i młody mag, mógł jedynie w ciszy mierzyć spojrzeniem przyszłego władcę Asgardu.
- Sztuczka?
- Iluzja.
Thor prychnął niechętnie, po czym na jego twarzy na powrót zagościł uśmiech, choć nie pozbawiony lekko kpiącej nuty.
- Kiedy jedni walczą, inni robią tylko sztuczki.
Koniec części trzeciej
