A/N:

Witajcie,

dziś wrzucam koleją część nieco szybciej, a to dlatego, że pochorowało mi się dziecko i nie wiem, co będzie w weekend. Jak zwykle serdecznie dziękuję za komentarze. Miłej lektury.

Nowy rozdział, populacja Jotunów w Midgardzie wzrasta.


VI

Od przybycia Lokiego do Asgardu minął prawie rok. Dwanaście miesięcy ciężkiej pracy, wielu zmagań, często nieprzyjemnych spięć. Jako ambasador, młody Jotun musiał wielokrotnie mierzyć się z problemami rodzącymi się w kontaktach między dwoma tak różnymi królestwami. Nierzadko musiał być również arbitrem w rozstrzyganiu sporów. Wszystko to kosztowało go wiele sił i czasu. A mimo to z każdym dniem czuł coraz większą satysfakcję. Teraz już nie musiał kryć się za iluzja, żeby wyjść na miasto i kupić tutejsze owoce. Był rozpoznawany, co prawda wciąż witany ze sporą rezerwą, ale było w tym również nieco specyficznego szacunku. Pozostawał wszak przedstawicielem władcy Jotunheimu w Asgardzie, a co za tym idzie, coraz mniej różnił się od gości z innych krain. Paradoksalnie to co było jego słabością w ojczyźnie, tutaj okazało się prawdziwym atutem. Ponieważ wzrostem nie odstawał od reszty mieszkańców złotego królestwa, znacznie łatwiej było im przejść do porządku dziennego nad jego niebieską skórą. Dużo bardziej nieufnie patrzyli chociażby na Eldę, kiedy ten swymi wielkimi krokami przemierzał ulice.

Choć zajęcia ambasadora pochłaniały większość jego czasu. To wiele wolnych chwil spędzał w towarzystwie Thora i jego przyjaciół. Stał się niemal nieodłącznym elementem kolejnych wypraw, które urządzali tak dla zdobycia chwały, jak i dla czystej przyjemności. Co prawda jego sposoby walki zyskały sobie miano "niehonorowych i oszukańczych" (wszak tylko mierzenie się z wrogiem twarzą w twarz było godnym sposobem walki Asgardczyków), nie mniej i oni doceniali ich przydatność. Dla niego zaś wyprowadzanie w pole tak wrogów, jak i towarzyszy było rozrywką, której nie potrafił sobie odmówić. Może kłóciło się to z budowanym przez niego pieczołowicie wizerunkiem osoby poważnej i odpowiedzialnej, ale czasami po prostu nie potrafił się powstrzymać. Zwłaszcza, że Thor był idealnym materiałem na ofiarę jego żartów. W swej prostoduszności i naiwności zawsze wpadał w zasadzki Lokiego, a ten słuszny gniew, który w nim płonął, kiedy sztuczka wychodziła na jaw, był wręcz komiczny. Z czasem następca tronu zaczął nawet podejmować próby odwetu na młodym magu, ale póki co pozostawały one bezowocne, wzbudzając co najwyżej rozbawienie tak Lokiego jak i pozostałych.

Kiedy nie wypuszczali się poza Asgard w poszukiwaniu przygód, przesiadywali na polach ćwiczebnych lub w miejskich tawernach. Loki, choć nierzadko czuł na sobie podejrzliwe spojrzenia i ogólnie nie przepadał za tego typu rozrywkami, coraz częściej łapał się na myśli, że po prawdzie lubi spędzać z czas w tym towarzystwie. Fandral, w swym wesołym usposobieniu, zawsze najgłośniej śmiał się ze sztuczek młodego Jotuna, Volstagg był po prostu bardzo ciepłym i przyjaznym mężczyzną, a Hogun, choć cichy i opanowany, chyba najlepiej potrafił docenić tak wiedzę, jak i umiejętności Lokiego. Nawet początkowo bardzo nieufna Lady Sif, z czasem nabrała do niego nieco przekonania. No i był jeszcze oczywiście Thor, który od czasu pogrzebu Laufreya bardzo zmienił swoje nastawienie. Tamtego dnia powstała między nimi jakaś specyficzna więź. Obaj nieśli na swoich barkach dużą odpowiedzialność, a ich działania i decyzje miały bezpośredni wpływ na życie ich pobratymców. I obaj pełni byli wątpliwości czy zdołają sprostać stawianym im wymaganiom. Oczywiście obecnie Thor nie sprawował jeszcze władzy, ale widmo zbliżającej się sukcesji coraz mocniej go ogarniało. Tymczasem on wbrew oczekiwaniom, z każdym dniem czuł wyraźniej, że nie jest do tego przygotowany. Rzecz jasna, po za tym jednym razem w cytadeli, następca tronu nie dzielił się z towarzyszami swym niepokojem, ale Loki wyraźnie to dostrzegał. Wszak szybko nauczył się czytać z Thora niczym z otwartej księgi.

Jeśli Loki nie był zajęty obowiązkami, ani nie spędzał czasu w towarzystwie młodych Asgardczyków, chętnie uciekał w otchłanie biblioteki. Patrząc na nieprzebrane ilości dostępnych dla niego ksiąg, miał wrażenie, ze nie starczy mu życia, by poznać całą zawartą w nich wiedzę. Czasami zresztą trudno było mu po prostu zrozumieć to, co czyta. Wtedy też z pomocą przychodziła mu królowa. Frigga zawsze z przyjemnością rozważała z nim wszelkie wątpliwości i uzupełniała jego braki w wiedzy. Potrafili spędzać całe popołudnia w cichych i przepełnionych kwiatowym zapachem, ogrodach, gdzie dyskutowali na temat magii, mitów i tajemnic wszechświata.

Tak było i dzisiaj, choć tym razem to królowa zaprosiła Lokiego do siebie, by pokazać mu pewne starodawne manuskrypty. Jotun swoim zwyczajem siedział ze skrzyżowanymi nogami na ziemi, opierając się plecami o siedzenie ławki, a na kolanach trzymał otwartą księgę. Tymczasem Frigga siedziała z gracją tuż obok, na tej samej ławce i spoglądała z góry na omawiany tekst. Opisywał on zagadnienia związane z podróżami między królestwami i artefakt, który mógł to umożliwić - kamień przestrzeni. Jeden z sześciu potężnych narzędzi, kamieni nieskończoności.

Loki czytał o nich wielokrotnie, choć w żadnym tekście nie były opisane tak szczegółowo jak tutaj. Ten konkretny kamień umożliwiał otwieranie przejścia między poszczególnymi krainami, a nawet do światów znacznie odleglejszych, które ukryte pozostawały w mrokach otchłani. Potrzebne do tego było potężne źródło energii i oczywiście, ktoś wystarczająco uzdolniony, by potrafił zapanować nad tą mocą.

- Ktoś, kto posiadłby moc wszystkich kamieni, stałby się naprawdę niezwyciężony - podsumował Loki, kiedy skończył czytać.

Frigga skinęła głową.

- Dlatego są ukryte w różnych miejscach wszechświata, by trudno było osiągnąć ten cel. Stanowią na równi wielki skarb, jak i niebezpieczeństwo.

- Jak każda broń, jeśli wpadnie w niepowołane ręce.

Niespodziewanie królowa wstała z ławki i wyprostowała fałdy sukni. Spojrzała na Jotuna poważnie, choć wciąż z tą zwyczajową dobrocią w oczach.

- Nie pokazuję ci tego bez powodu. Chciałabym, żebyś gdzieś ze mną poszedł.

To było z pewnością coś nowego, nie mniej Loki miał już wystarczająco zaufania do władczyni, by nie odczuwać z tego powodu niepokoju. Wstał z ziemi i odłożył księgę na ławkę, po czym podążył za królową w stronę pałacu.

Przez dłuższą chwilę szli w milczeniu, aż dotarli do dużych zdobionych drzwi, które otwarły się, gdy Frigga przyłożyła do nich dłoń. Zeszli po kilku stopniach do długiego pomieszczenia, gdzie po obu stronach były głębokie wnęki, a w każdej z nich znajdował się inny artefakt. Loki zrozumiał, że znaleźli się w słynnym skarbcu Odyna, sekretnym miejscu strzeżonym przez tajemniczego Niszczyciela. Większość znajdujących się tutaj przedmiotów była niezwykle potężna i wręcz emanowała magią, jedną z nich młody mag rozpoznał natychmiast. Na niewielkim postumencie stała Szkatuła Wiecznej Zimy. Niemal wbrew sobie Jotun zatrzymał się przy niej i zmierzył ją badawczym spojrzeniem. Wiedział, że nie powinien tego robić, to było więcej niż podejrzane, ale nie potrafił się powstrzymać, Szkatuła w niezwykły sposób rezonowała z jego własna mocą i niemal czuł jak go przyzywa. Ona również chciała, by wziął ją w ręce i zabrał do domu, zupełnie jakby ten artefakt posiadał własną świadomość. Tak jakby chciał się stąd wydostać, z tego trwającego stulecia więzienia.

Z pewnym trudem Loki oderwał wzrok od Szkatuły, by zmierzyć się z dziwnie badawczym spojrzeniem królowej. Frigga nic nie mówiła, choć wyraz jej twarzy był teraz znacznie poważniejszy. Z pewnością analizowała każdy jego gest. Tego dnia po raz pierwszy poczuł gniew. Zacisnął dłonie w pięści i odezwał się przez ściśnięte gardło.

- To jakiś test? - Choć starał się zachować chociaż pozory spokoju, jego ton był bardzo ofensywny. Nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek w taki sposób odezwie się do władczyni Asgardu. - Chcesz sprawdzić czy w obecności tego przedmiotu nie postradam zmysłów? Czy moje jotuńskie przywiązanie do Szkatuły nie wygra z poczuciem obowiązku?

Królowa podeszła bliżej, wciąż nie spuszczając oczu z Lokiego. Nadal była dziwnie poważna.

- Nie z powodu Szkatuły cię tutaj przyprowadziłam - mówiąc to, w końcu przeniosła spojrzenie na artefakt. - Ale jeśli już o tym mówimy, to chcę byś wiedział, że ten przedmiot sprowadził wiele zła na nasze królestwa. Jest tutaj, by, jak to stwierdziłeś, nie wpadł w niepowołane ręce.

- Ręce mojego ojca - dodał cicho Loki i ponownie spojrzał na Szkatułę. Pulsowała przyjaznym, niebieskim blaskiem.

Doskonale wiedział do czego zmierza królowa, sam również miał tego świadomość. Król Laufrey nie posiadał daru magii i gdy w jego posiadaniu znalazła się Szkatuła, nie potrafił nad nią zapanować. Ta moc niemal go pochłonęła i doprowadziła na skraj szaleństwa. A co za tym idzie, prawie do upadku Jotunheimu. Ręce jego ojca z pewnością nie były tymi, które powinny władać Szkatułą. Czy jednak ręce Lokiego były bardziej właściwe?

- Nie pożądam Szkatuły, jeśli o to ci chodzi, pani - powiedział po dłuższej chwili milczenia, teraz już nieco spokojniejszym tonem. - Choć wyraźnie czuję, jak rezonuje z moją mocą.

- Potęga tego przedmiotu zawładnie każdym, kto nie jest odpowiednio silny, by ją sobie podporządkować. Dotyczy to tak Jotunów, jak wszystkich innych istot w dziewięciu królestwach. Nie mniej wy z pewnością odczuwacie to najmocniej.

Niespodziewanie Frigga położyła rękę na jego ramieniu, przez co cały zesztywniał. Ten niespodziewany gest kompletnie go zaskoczył.

- Kiedyś będziesz wystarczająco potężny, żeby zapanować nad Szkatułą - dodała królowa, a łagodny uśmiech powrócił na jej twarz. - Myślę jednak, że ten dzień jeszcze nie nadszedł.

Loki z pewnym wahaniem skinął głową, wciąż wpatrując się w artefakt. Od razu pojął ukryte znaczenie słów Friggi. Byli skłonni oddać mu serce Jotunheimu, jeśli okaże się godnym posiadania go. Co jednak musiałby uczynić, żeby to udowodnić? Nie miał pojęcia.

- Jeśli nie do Szkatuły, to w jakim celu tutaj przyszliśmy? - zapytał, zmieniając temat.

Królowa opuściła rękę, co przyjął z pewnym żalem, i poprowadziła go dalej w głąb skarbca. Ostatecznie zatrzymali się przy zdobnej, złotej rękawicy, z sześcioma błyszczącymi kamieniami osadzonymi na jej wierzchu. Jeden z nich błyszczał bardziej niż pozostałe. Niebieski blask wydawał się być niemal żywy.

- Zakładam, że wiesz, co to jest.

Oczywiście, że wiedział, nie miał jednak pojęcia, że ten potężny artefakt znajduje się w Asgardzie.

- Jak to ma się do ukrycia kamieni nieskończoności po całym wszechświecie?

Królowa pokręciła głową.

- To tylko replika, prawa rękawica nieskończoności, jest tylko lustrzanym odbiciem tej prawdziwej. Tak samo wypełniające ją kryształy również posiadają jedynie namiastkę mocy tych rzeczywistych.

- Jaki jest więc cel stworzenia takiego artefaktu, jeśli jest on bezwartościowy?

- Nie wszystko trzeba przeliczać na siłę ofensywną - mówiąc to, Frigga podniosła rękawicę i wyciągnęła ją w stronę Lokiego.

Młody Jotun zawahał się przez moment.

- Czy to bezpieczne? Słyszałem o zabezpieczeniach asgardzkiego skarbca.

- Bez obaw, Niszczyciel nie zostanie aktywowany, gdy przebywa tutaj, ktoś z królewskiego rodu.

Nie do końca przekonany, mag wziął artefakt w ręce. Niemal od razu poczuł pełnię mocy przedmiotu. Przerażająca była myśl, że jest to tylko replika. Jak więc potężny musiał być oryginał? Trudno to było sobie nawet wyobrazić. Trwało dłuższą chwilę, nim zdołał na tyle opanować przepływy mocy, by rozróżnić te płynące od poszczególnych kamieni. Większość była spokojna i stłumiona, tylko jeden zdawał się nad wyraz aktywny. Czy właśnie to starała się pokazać mu królowa?

- Dzięki tej kopii możemy śledzić aktywność prawdziwych kamieni nieskończoności. Przez stulecia wszystkie były uśpione. Od pewnego czasu jednak jeden się przebudził.

- Kamień przestrzeni.

- Dokładnie. W dawnych czasach sześcian znajdował się tutaj w Asgardzie, ale przed wiekami został ukryty w Midgardzie. Tam nieniepokojony przez nikogo trwał przez ponad tysiąc lat, potem jednak wydarzył się krótki incydent. Ktoś wzbudził moc kostki, ale nim ktokolwiek zdołał interweniować, ponownie zapadła w sen. Przez kolejne siedemdziesiąt lat wydawało się, że gdziekolwiek została ponownie ukryta, była bezpieczna. Tymczasem ostatnio znowu przejawia aktywność, tym razem dużo większą niż wcześniej.

Loki skupił całą uwagę na mocy generowanej przez replikę kamienia przestrzeni. Była bardzo chaotyczna, tak jakby ktoś próbował nakłonić ją do swojej woli, ale robił to albo nieumiejętnie, albo nie posiadał właściwych narzędzi. Nie mniej aktywność była wyraźna i zdawała się dążyć do jednego konkretnego celu.

- Ktoś próbuje otworzyć przejście - skwitował, spoglądając na królową. - Za pomocą sześcianu chce się dostać do Midgardu.

Firgga skinęła głową.

- Obawiałam się, że potwierdzisz moje własne domysły. Wyraźnie wyczuwam jakąś złowrogą aurę, która spowiła kostkę i lękam się następstw tego.

To rzeczywiście musiało być coś poważnego, bo po raz pierwszy Loki wyczuł tyle niepokoju w głosie królowej.

- Czego oczekujesz ode mnie, pani? - zapytał bez wahania.


Odyn siedział w swoim gabinecie i czujnym wzrokiem patrzył na małżonkę. Kilka kroków za nią stał cichy i wycofany Loki, który prócz powitania, nie odzywał się zbyt wiele. Ta nietypowa komitywa nie była dla Odyn czymś bardzo zaskakującym, nie od dziś wiedział, że Frigga upodobała sobie młodego Jotuna jako towarzysza magicznych rozważań. Nie dziwiło więc to, że właśnie z nim postanowiła się podzielić swoimi obawami dotyczącymi kamienia przestrzeni. Wszystko to razem było bardziej niż niepokojące i stanowczo wymagało dalszego zbadania.

Kiedy rozległo się donośnie pukanie do drzwi, cała trójka spojrzała w tamtą stronę.

- Wzywałeś mnie, ojcze - przywitał się Thor, ale dalsze słowa uwięzły mu w gardle, kiedy wraz ojcem, zobaczył również Friggę i Lokiego. Przede wszystkim Lokiego.

- Wejdź, mój chłopcze - Odyn zaprosił go do środka gestem ręki. - Jest pewna kwestia, którą musimy przedyskutować.

Thor spojrzał pytająco w stronę matki, tam szukając jakiś odpowiedzi. Mimo to wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.

- Obawiamy się, że ktoś próbuje przejąć władzę nad jednym z kamieni nieskończoności - zaczął władca spokojnym głosem. - Tym który przed wiekami osobiście ukryłem w Midgardzie. Ponieważ Asgard poprzysiągł trzymać pieczę nad tym światem, musimy wypełnić naszą misję i zneutralizować to zagrożenie w zarodku.

Wyraz twarzy Thora sugerował, że już domyśla się dalszego przebiegu tej rozmowy.

- Chcesz, bym udał się tam i odzyskał kamień, tak?

Odyn pokiwał głową.

- Masz go sprowadzić z powrotem do Asgardu, obawiam się, że Midgard nie jest już dla niego bezpiecznym miejscem. Dbanie o bezpieczeństwo tej krainy jest obowiązkiem władcy, niestety mój sen zbliża się nieubłaganie i mógłbym nie sprostać temu wyzwaniu.

- W takim razie ruszam niezwłocznie - oparł Thor ze zwykłym sobie entuzjazmem. Może na przestrzeni ostatniego roku zyskał nieco rozsądku, ale pragnienie przygód dalej było w nim silne.

- Loki będzie ci towarzyszyć - dodał Odyn, a widząc zaskoczone spojrzenie syna, wyjaśnił. - Pomoże ci zlokalizować sześcian, poza tym zna Midgard lepiej niż jakikolwiek Asgardczyk.

Thor wymienił krótkie spojrzenie z Jotunem, na co ten skinął lekko głową.

- Ruszajcie, czas nagli - pośpieszył ich władca.

Jego syn pożegnał się gestem głowy, młody mag skłonił się nieznacznie, po czym obaj wyszli z gabinetu. Odyn przez dłuższą chwilę milczał, patrząc na zamknięte już drzwi. Potem przeniósł wzrok na żonę.

- Jesteś pewna, że to dobry pomysł?

Frigga podeszła bliżej i położyła dłoń na zmęczonym ramieniu władcy.

- Sam wiesz, że ten chłopiec ma dobry wpływ na naszego syna. Wierzę, że ta wyprawa wypłynie pozytywnie na ich obu.

Temu Odyn nie mógł zaprzeczyć, już jakiś czas temu zauważył, że Thor zaczął się zmieniać. Skończyły się jego absurdalne wyskoki, zyskał nieco rozwagi, a nawet ostatecznie odmówił przejęcia tronu, twierdząc, iż nie czuje się do tego przygotowany. Wtedy to Odyna całkowicie zaskoczyło, lecz z czasem zrozumiał pobudki syna. Thor widział w Lokim swojego odpowiednika z Jotunheimu, kogoś, kto także jest odpowiedzialny za swój kraj, nawet jeśli nie jest następcą tronu. I widząc jego zaangażowanie, oddanie swoim obowiązkom, zaczął lepiej dostrzegać własne niedoskonałości.

- Jak zawsze powierzam się twojej intuicji - odparł, ujmując dłoń Friggi i całując ją czule.


Thor wraz z Lokim szli tęczowym mostem w stronę Obserwatorium. Młody Jotun nie wyglądał na specjalnie przejętego czekającą ich misją, w jego wyrazie twarzy więcej było krytej ekscytacji, niż niepokoju. To jedno wyraźnie zmieniło się w ostatnich miesiącach, dawniej bardziej krył się ze swoimi emocjami, tymi prawdziwymi. Teraz jednak był w otoczeniu Asgardczyków znacznie swobodniejszy i najwyraźniej już nie czuł potrzeby ciągłego panowania nad sobą.

- Kiedy ostatni raz byłeś w Midgardzie? - zapytał, przerywając rozważania Thora.

Następca tronu wzruszył ramionami.

- Nie ma tam zbyt wiele wyzwań, po które warto by sięgać. Żadnych bestii czy innych godnych mnie przeciwników. Będzie więc z pięć stuleci, może więcej.

Uśmiech na twarzy Lokiego stał się znacznie bardziej przebiegły.

- No to sądzę, że czeka cię duże zaskoczenie.

- Co masz na myśli?

- Przekonasz się niebawem.

Thor popatrzył na Jotuna podejrzliwie, ale ten najwyraźniej nie zamierzał się z nim dzielić swoją wiedzą. Zapewne zresztą za chwilę sam się o wszystkim dowie, bo właśnie dotarli do Obserwatorium. Heimdall przywitał ich jak zwykle bardzo stonowanie i po chwili otworzył Bifrost, który porwał ich wprost do Midgardu.

Wylądowali w jakimś odludnym, pustynnym miejscu, które nijak miało się do tego, co Thor pamiętał ze swojej ostatniej wizyty w tym królestwie. Tutaj nie było żadnych drzew, jedynie piach, silne podmuchy gorącego wiatru i żar lejący się z nieba. Prawdziwy szok młody książę przeżył jednak w chwili, kiedy spojrzał na swojego towarzysza. Loki wyglądał niczym rodowity Asgardczyk, miał jasną, dość bladą, ale zupełnie ludzką skórę, jego rodowe symbole całkowicie znikły, a oczy straciły tę nieprzyjemna, krwistą barwę. Ubranie też miał inne, zamiast zwyczajowej czarnej szaty, ubrany był w grafitowy strój składający się z długich spodni, koszuli i marynarki. Z nie mniejszym zaskoczeniem Thor dostrzegł, że sam również ma na sobie jakiś midgardzki strój. Niebieskie spodnie i miękką, szarą bluzę. Widząc to wszystko spojrzał na Lokiego pytająco.

- W ten sposób lepiej wtopimy się w otoczenie. Choć nasza obecność z pewnością i tak zostanie zauważona - stwierdził mag, spoglądając sugestywnie w stronę kręgu pozostawionego przez Bifrost.

Thor rozejrzał się dookoła, w zasięgu wzroku nie był żywego ducha.

- Niby kto miałby nas zauważyć?

Loki zaśmiał się krótko i położył rękę na jego ramieniu.

- Chodź, chyba musisz wreszcie zrozumieć, że to nie jest już świat, w którym wystarczy, byś wezwał serię piorunów, by wszyscy padli na ziemię i ogłosili cię bogiem.

Nim Thor zdołał cokolwiek odpowiedzieć, poczuł dziwne szarpnięcie i obaj znaleźli się na obrzeżu jakiegoś małego miasteczka, zostawiając pustynię za sobą. Od razu dostrzegł, że rzeczywiście było to dalekie od tego, co sam pamiętał. Budynki choć niewysokie, zbudowane był z innych materiałów niż drewno i glina, po ulicach poruszały się dziwne, głośne pojazdy, a ludzie, którzy ich mijali, zupełnie nie przypominali przelęknionych pastuchów. Loki poprowadził go do jakiejś niewielkiej knajpki, gdzie dość pokaźnych rozmiarów kelnerka nalała im dziwnego, czarnego napoju, a po chwili przyniosła zamówione przez maga naleśniki z niesamowicie słodką polewą.

- Co tutaj robimy? Czy nie powinniśmy szukać kamienia? - zapytał Thor, kiedy wypił trzeci kubek tego gorzkiego napitku.

- Na razie czekamy. Sześcian jest obecnie w rękach ludzi i nie możemy tak po prostu tam wejść i go wziąć. Nie zostałoby to dobrze odebrane.

- Jest własnością Asgardu.

- Masz na to jakiś dowód?

- Słowo następcy tronu powinno w zupełności wystarczyć.

Mina Lokiego wyraźnie sugerowała, że z każdym słowem Thor coraz bardziej się pogrąża.

- Tutaj nie ma ono żadnej wartości. Musisz zrozumieć dwie kwestie. Po pierwsze dla nich Asgard i Jotunheim są niczym więcej jak mitem, więc wszystko, co powiesz zostanie potraktowanie jak słowa szaleńca. Nie tak łatwo będzie przekonać ich do naszych racji. A po drugie, skoro twierdzisz, że ostatni raz byłeś tutaj pięćset lat temu, to jest to odpowiednik dwudziestu pięciu ludzkich pokoleń. Midgardczycy żyją krótko, ale bardzo intensywnie, stąd zmiany zachodzące tutaj są niezwykle dynamiczne. Moja ostatnia wizyta miała miejsce jakieś dwadzieścia lat temu, i już widzę, że sporo się zmieniło.

Thor przez chwilę przyglądał się widokowi za oknem, analizując jednocześnie usłyszane słowa.

- To na co w takim razie czekamy?

- Na TARCZĘ - odparł lakonicznie Jotun, a widząc zdumione spojrzenie towarzysza dodał. - To organizacja stworzona przez ludzi w celu zapewnienia im bezpieczeństwa. Mają swoją siatkę na całym świecie i z pewnością zauważyli otwarcie Bifrostu. Oni też najprędzej mogą wiedzieć, gdzie znajduje się sześcian.

- Po czym ich rozpoznamy?

Niemal niczym samospełniająca się przepowiednia, naraz z dużą prędkością, ulicą przejechały cztery ciemne pojazdy.

- Aha - wyrwało się następcy tronu.

Loki skinął głową, wyjął z kieszeni kilka banknotów, które musiały być tutejszą walutą, po czym obaj wyszli na zewnątrz. Ruszyli z powrotem w stronę miejsca otwarcia Bifrostu. Kiedy wyszli poza obręb ostatnich budynków, mag powtórzy wcześniejszą sztuczkę, dzięki czemu w mgnieniu oka pojawili się na miejscu. Teraz stały tam wcześniej widziane pojazdy i kilkunastu ludzi ubranych w ciemne stroje lustrowało okolicę.

- Postaraj się ich nie wystraszyć - rzucił stłumionym głosem Loki.

Kiedy zbliżyli się, ludzie spojrzeli w ich stronę. Na czoło wyszedł jeden z nich, niezbyt wysoki mężczyzna w średnim wieku, z oczami ukrytymi za ciemnymi okularami.

- Nie ma tutaj niczego do oglądania - rzucił spokojnym, formalnym tonem.

- Jestem Thor syn Odyna, z Asgardu.

Loki westchnął ciężko. Chyba powinien był prosić Thora, żeby jednak milczał. Można było się domyśleć, że ten narwaniec wyskoczy z czymś podobnym. Ich konspiracja miała bardzo krótki żywot.

- Thor? Jak ten nordycki bóg? - żachnął się mężczyzna.

- Na jego wzór powstały wasze mity - odpowiedział Loki, uprzedzając tym samym następce tronu. Musiał przejąć inicjatywę w tej rozmowie, w przeciwnym razie mogło dojść do nieprzyjemnych zdarzeń.

- A ty to kto? Apollo?

- Jestem Loki z Jotunheimu. Obaj przybyliśmy tutaj za pomocą przejścia, którego pozostałości właśnie badacie.

Twarz mężczyzny wyrażała daleko posuniętą wątpliwość. Najwyraźniej Loki musiał sięgnąć po bardziej namacalne dowody, żeby jego słowa zostały potraktowane poważnie. Bez dalszego wahania wykonał krótki gest ręką, zdejmując czar ukrywający ich wygląd.

Naraz kilku ludzi cofnęło się i wyciągnęło broń. Widok Thora w pełnej zbroi z Mjolnijrem u pasa i niebieskoskórego Jotuna najwyraźniej wywarł na nich odpowiednie wrażenie.

- Kim jesteście i czego tu szukacie? - Tym razem głos dowódcy zdradzał znacznie więcej napięcia. Wcześniejszy lekceważący ton zupełnie zniknął.

- Przybywamy w pokoju - odezwał się Thor. - Pochodzę z Asgardu, jednego z dziewięciu królestw na drzewie Yggadrasil. W przeszłości poprzysięgliśmy chronić wasz świat, a teraz szukamy potężnego artefaktu, który może sprowadzić na was wielkie niebezpieczeństwo.

Może Thor nie był urodzonym dyplomatą, ale jego szczerość czasami również odnosiła pozytywny skutek. Po chwili dowódca oddziału dał znać swoim ludziom, by ci opuścili broń.

- O jakim niebezpieczeństwie mówisz?

Tutaj Thor spojrzał w stronę Lokiego, ten jednym gestem przywrócił im bardziej midgardzki wygląd, a potem odparł w najbardziej prosty i rzeczowy sposób.

- Ktoś próbuje za jego pomocą dostać się na Ziemię. Jakaś potężna siła ukryta w otchłani. Nie znamy szczegółów, jedynie przesłanki.

Mężczyzna przez dłuższą chwilę przyglądał się im badawczo, a w końcu wyciągnął z kieszeni niewielkie urządzenie i przyłożył do ucha.

- Dyrektorze Fury, chyba powinien pan tutaj przyjechać - powiedział po chwili.


W ciągu godziny znaleźli się w pokaźnym, rozłożystym budynku strzeżonym przez licznych strażników. Kiedy dojeżdżali na miejsce, Loki widział również śmigłowiec, który właśnie lądował na wyznaczonym do tego miejscu. Nie znał dowódcy TARCZY, ale gdy dostrzegł wysokiego, ciemnoskórego mężczyznę z jednym okiem, nie miał wątpliwości, że to właśnie z nim mają się spotkać.

Zostali zaprowadzeni do sporego pomieszczenia, z metalowym stołem po środku i dużym lustrem na ścianie. Po kilku minutach do środka wszedł dowódca.

- Agencie Coulson, co to za bajki próbujecie mi tu opowiadać? - zapytał głosem pełnym niedowierzania, po czym równie sceptycznym wzrokiem obrzucił zebranych. - Ostatni raz bawiliśmy się w kontakty z kosmitami w latach pięćdziesiątych.

- Dyrektorze, oni wiedzą o Tesserakcie - odparł spokojnie mężczyzna, po czym zwrócił się do Jotuna. - Możesz jeszcze raz pokazać tę sztuczkę.

Tym razem spojrzenie Furego na dużo dłużej zatrzymało się na Thorze i Lokim. Ten drugi wyciągnął przed siebie dłoń, na której po chwili pojawiała się iluzja przedstawiająca niebieski, błyszczący sześcian.

- Poszukujemy tego artefaktu - dodał, spoglądając na dowódcę. - Dla własnego bezpieczeństwa lepiej, żebyście go nam zwrócili.

- Ten przedmiot jest własnością TARCZY, chyba nie sądzisz, że tak po prostu go oddamy, bo ktoś o to prosi.

- Należał do Asgardu, na długo przed tym jak trafił do Midgardu - odezwał się Thor, choć jedyne, co udało mu się osiągnąć to wyraz konsternacji na twarzy Furego.

- Midgardem nazywają Ziemię, a Asgard to miejsce, z którego pochodzą, inny świata, jakieś tam królestwo, to dość mętne - wyjaśnił Coulson.

- Kojarzę te nazwy, podobne występują w skandynawskiej mitologii.

- Mój ojciec przed wiekami przybył tutaj, i ukrył sześcian na dalekiej północy.

Twarz dyrektora sugerowała, że Thor przypadkiem trafił w dziesiątkę, najwyraźniej jego słowa pokrywały się z tym, gdzie odnaleziono kamień.

- Nie jesteśmy złodziejami - dodał od siebie Loki. - Po prostu mamy informacje, że ktoś próbuje wykorzystać sześcian, by znaleźć się na Ziemi. Ktoś na tyle potężny, że może przynieść zagładę całemu waszemu światu.

Fury zmarszczył brwi.

- Więc chcecie zabrać Tesserackt do siebie i dobrowolnie sprowadzić niebezpieczeństwo na własną ojczyznę? Wybaczcie, ale taki altruizm budzi moje niedowierzanie.

- W Asgardzie mamy metody i środki, by nie dopuścić do jego aktywacji - odparł zarzut Loki.

Dyrektor zaczął przemierzać pomieszczenie szybkimi krokami, najwyraźniej analizując usłyszane słowa. Na jego twarzy wątpliwości walczyły z rosnącym niepokojem.

- To zagrożenie, o którym mówicie. Co to jest?

- Nie wiemy dokładnie, mamy tylko przesłanki, wynikające ze zwiększającej się aktywności sześcianu. To może być...

Loki niespodziewanie urwał i podniósł się z krzesła. W jednej chwili zjeżyły mu się włosy na karku, kiedy poczuł silną falę magicznej energii, która przetoczyła się przez całą planetę. Wszyscy spojrzeli na niego pytająco, ale nim cokolwiek zdążył wyjaśnić, rozdzwoniły się telefony, tak w kieszeni dyrektora, jak i agenta Coulsona.

Fury odebrał pierwszy.

- Hill, co się dzieje? - zapytał, po czym przez dłuższą chwilę słuchał odpowiedzi z drugiej strony. Z każdym kolejny słowem jego twarz wyrażała coraz większe zdenerwowanie. - Wszyscy którzy nie wyciągają rannych mają szukać Tesseraktu. Ogłaszam stopień siódmy, jesteśmy w stanie wojny.


W przeciągu paru godzin Thor i Loki znaleźli się w niezwykłej latającej twierdzy TARCZY, zwanej Helicarrierem. Jeśli wcześniej książę nie wyrażał specjalnego zachwytu nad rozwojem technologicznym Midgardu, to ten lotniskowiec zrobił na nim odpowiednie wrażenie. Nie mieli jednak czasu na dłuższe podziwianie potężnej maszyny. Wraz z agentem Coulsonem znaleźli się na mostku i przeglądali zapisy z kamer w miejscu, gdzie dotychczas przetrzymywany był sześcian. Jak wynikało z nagrania, za pomocą portalu otwartego przez kamień przestrzeni, w pomieszczeniu pojawił się dziwny osobnik z czerwoną głową. Spacyfikował przebywających tam naukowców i żołnierzy, po czym zabrał artefakt, co ostatecznie doprowadziło do potężnej eksplozji, powiązanego z nim reaktora. To właśnie ten wybuch poczuł młody mag, choć od epicentrum dzieliły ich setki kilometrów.

- Jak to możliwe? – dziwił się Coulson. – Hawkeye jest jednym z naszych najlepszych agentów, a tutaj nagle sprzymierzył się z napastnikiem. Trudne do uwierzenia.

Loki poprosił o przewinięcie do chwili ataku na agenta.

- Dotknął go swoją bronią – zaczął tłumaczyć. – Musiała wywrzeć na waszym człowieku jakiś wpływ. Rodzaj urok, albo halucynacji.

- Wiesz co to może być? – spytał Thor.

- Wiele rzeczy potrafi w ten sposób działać na myśli, jednak niewiele byłoby w stanie przetrwać podroż przez portal. Wydaje mi się, że może to być inny kamień nieskończoności, kryształ umysłu. Choć wolałbym się mylić. Jeśli nasz przeciwnik będzie w posiadaniu dwóch tak potężnych artefaktów, pokonanie go może być trudnym zadaniem.

- Kim jest ten człowiek? - zapytał Thor, po raz kolejny przyglądając się napastnikowi.

- To ktoś, kto wydawało nam się nie żyje od przeszło siedemdziesięciu lat - odpowiedział mu niespodziewanie dyrektor Fury, który wszedł na mostek w towarzystwie innego, postawnie zbudowanego mężczyzny. - To Johann Schmidt, lepiej znany jako Red Skull, nazista, psychopata i swego czasu przywódca przestępczej organizacji zwanej HYDRA.

- Idealny kandydat na posiadacza sześcianu - mruknął Thor. - Ale skoro powinien być martwy, to jakim cudem wyszedł z portalu.

- Zginął dotykając Tesseraktu - odezwał się towarzysz Furego. - A raczej został przez niego wessany. Nikt nie przypuszczał, że mógłby to przetrwać.

Loki obrzucił przybysza nieco wzgardliwym spojrzeniem.

- W przypadku kamieni nieskończoności, nigdy nie można brać niczego za pewnik. One służą do tego, by działać wbrew prawom natury, a nawet wypaczać je według woli użytkownika.

- Zdajesz się dużo wiedzieć na temat tej rzeczy.

- Wystarczająco by rozumieć, że jest zbyt potężna, by ludzie zdołali ujarzmić ją do swoich celów.

- W takim razie tutaj mamy zgodność - odparł mężczyzna i wyciągnął rękę w stronę Jotuna. - Jestem Steve Rogers. Osobiście zadbałem w czasie wojny, by Tesserackt został dobrze ukryty, niestety ktoś postanowił go koniecznie odnaleźć.

Młody mag natychmiast zrozumiał, że zarzut ten padł w stronę TARCZY.

- Loki, syn Laufreya z Jotunheimu - powiedział, odwzajemniając gest powitania, a widząc zdumione spojrzenie mężczyzny, dodał. - To dość skomplikowana sprawa, nie mniej zarówno ja, jak i mój towarzysz, Thor Odinson z Asgardu, jesteśmy tutaj, by pomóc wam rozwiązać problem sześcianu.

Steve skinął głową, po czym zwrócił się do Furego.

- Każda pomoc będzie mile widziana.

- Na szczęście mamy plan na taki kryzys. Odpowiednie działania już zostały podjęte - odparł dyrektor, kładąc na blacie teczkę opatrzoną tytułem "Inicjatywa Avengers".

Koniec części szóstej.


A/N:

Kilka słów wyjaśnienia:

- motyw z rękawicą w skarbcu Odyna zaczerpnęłam z filmu Thor: Ragnarok, gdzie jest scena, kiedy Hela ogląda znajdujące się tam artefakty i określa rękawicę mianem podróbki.

- jeśli zaś chodzi o sen Odyna (który przecież kanonicznie wypadał w pierwszej części Thora), to przesunęłam go nieco w czasie, wychodząc z założenia, że w filmie został on przyśpieszony przez dramatyczne wydarzenia związane tak z wygnaniem Thora, jak i odkryciem prawdy o swoim pochodzeniu przez Lokiego.