A/N:
Witajcie,
kolejny rozdział przed nami. Tym razem postawiłam na nieco więcej akcji niż zwykłego gadania. Mam nadzieję, że to również przypadnie wam do gustu.
Nowy tydzień, populacja Asgardczyków w Midgardzie zwiększa się.
VII
Loki siedział przy stoliku w wyznaczonej dla niego kajucie i przeglądał otrzymane dokumenty. Ewidentnie na Ziemi zmieniło się dużo więcej niż przypuszczał. Zachodzące zmiany były tak dynamiczne, że rzeczywiście trudno było za nimi nadążyć i nawet sama TARCZA nie sprostała do końca temu wyzwaniu, choć przecież właśnie między innymi do tego została stworzona. A jednak na tym świecie pojawiało się coraz więcej istot wykraczających daleko poza ludzkie standardy. Jak chociażby Hulk, którego akta Jotun miał właśnie przed oczami i którego poznał osobiście kilka godzin temu, w postaci mocno zestresowanego, skrajnie nieufnego naukowca. Był też oczywiście Steve Rogers, alias Kapitan Ameryka, super żołnierz stworzony w laboratorium za pomocą tajemniczego serum. A także niejaki Anthony Stark, miliarder, konstruktor i "niestabilny emocjonalnie narcyz" jak twierdziły jego akta. Ci trzej osobnicy mieli, wraz z dwójką szpiegów, tworzyć pierwszą linię obrony Ziemi.
Dyrektor Fury wydawał się być przekonany do swojego pomysłu, choć z drugiej strony Loki wątpił, by tak różne, często sprzeczne osobowości były skłonne skutecznie współpracować. To jednak nie było jego problemem, on musiał odnaleźć kamień nieskończoności, zanim wyrządzi więcej krzywdy niż zniszczenie jednej wojskowej placówki. To był stanowczo za potężny artefakt, by mógł pozostać w rękach szaleńca. Nie sam sześcian martwił go jednak najbardziej. Pozostawała wszak jeszcze zagadka tego berła. Ewidentnie miało ono również związek z kamieniami, ale czy rzeczywiście był to kryształ umysłu? A jeśli tak, to kto ofiarował go człowiekowi? Za tym wszystkim krył się głębszy plan i to budziło niepokój. Co więcej mimo wysiłków Loki nie potrafił nawet w przybliżeniu określić położenia sześcianu. Został dobrze ukryty, a do tego trzeba było potężnych magicznych umiejętności.
Naraz ciszę kajuty przerwało uruchomienie komunikatora i w głośniku dał się słyszeć głos agenta Coulsona.
- Namierzyliśmy Schmidta.
Loki spakował dokumenty do teczki i udał się na mostek. Tam czekał już Thor, kapitan Rogers i dyrektor Fury. Cała trójka oglądała jakieś nagranie na monitorze.
- Dziesięć minut temu potwierdziliśmy wzorzec wyglądu. Red Skull był widziany w Stuttgardzie, niedaleko Muzeum Historii Naturalnej. Chwilę później na ulicach miasta wybuchły zamieszki.
Jotun spojrzał na zapis z kamery, gdzie rzeczywiście widać było walczących ze sobą ludzi, nie wojskowych, lecz zwykłych cywilów.
- Agentka Romanov szykuje odrzutowiec - dodał Fury. - Kapitanie, myślę, że to odpowiedni czas na powrót do akcji.
- My również się tam udamy - odpowiedział Thor, spoglądając w stronę Lokiego.
Mag jedynie nieznacznie skinął głową, wciąż wpatrując się w rozszalały tłum na ulicach miasta.
To był prawdziwy chaos, wokoło płonęły samochody, w powietrzu latały przedmioty, wszystko, co było w zasięgu ręki stawało się bronią. Ludzie atakowali siebie nawzajem, wydając przy tym dziwne, niemal zwierzęce odgłosy. Nie istniał ku temu żaden logiczny powód, przyczyna takiej agresji, walczyli, pchani do przodu jakąś obłędną nienawiścią. Na ulicach leżało coraz więcej ciał, osób tak nieprzytomnych, jak i martwych. Jednak napastników zdawało się nie ubywać.
Loki musiał markować ciosy, wiedział wszak, że walczy ze zwykłymi śmiertelnikami, których z łatwością mógłby zabić. Widział kątem oka, że Thor również boryka się z tym problemem. Jego młot wciąż wisiał u pasa, a on walczył gołymi rękoma, starając się jedynie ogłuszyć tych, którzy podeszli zbyt blisko. Kapitan oddalił się nieco, poszukując Schmidta, ale ten najwyraźniej rozpłynął się w powietrzu.
- Chłopaki... - Loki usłyszał głos Natashy Romanov w nadajniku, który miał włożony do ucha. Agentka sterowała odrzutowcem, wiszącym kilkanaście metrów nad poziomem ulicy. - Dziwnie się czuję, mąci mi się w głowie.
To nie była dobra informacja. Najwyraźniej to, co wprowadziło zebranych tu ludzi w szał, nadal działało i mogło wpływać nawet na tych, którzy pojawili się później.
- Zwiększ dystans - rzucił mag.
Jak na rozkaz, samolot zwiększył ciąg i wzbił się wyżej w powietrze.
- Gdzie jest Rogers? Na niego to również może mieć wpływ.
Obaj z Thorem rozejrzeli się po okolicy, ale po super żołnierzu nie było śladu.
- To szaleństwo, musimy ich jakoś powstrzymać - krzyknął książę, pacyfikując jednocześnie dwoje ludzi.
- Trzeba zlokalizować miejsce, które generuje to zjawisko.
- Jesteś w stanie to zrobić?
Loki uchylił się przed ciosem, gdy jakiś długi pręt przeleciał tuż koło jego ucha. Cokolwiek wprowadzało ludzi w ten stan, było wyraźnie nakierowane na śmiertelników, bo zarówno on, jak i Thor nie odczuwali żadnej zmiany. Młody mag potrzebował czasu i spokoju, by wyczuć te specyficzne, magiczne drgania. Niestety w tej chwili nie miał ani jednego, ani drugiego. A tłum ludzi zdawał się gęstnieć.
Naraz między budynkami przeleciała dziwna, niewielka maszyna, kształtem przypominająca zbroję. Zrobiła rundę wokół najbliższej okolicy, wystrzeliwując pociski, które z metalicznym brzdękiem wbijały się w ziemię. Kiedy robot zatoczył krąg, naraz z pocisków wydobyła się energia, która łącząc się w siatkę, poraziła wszystkich zgromadzonych silnym impulsem elektrycznym.
Thor i Loki również dostali się pod jego wpływ, im jednak, w odróżnieniu od innych ludzi, nie mógł wyrządzić większej krzywdy. Tymczasem walczący wokoło śmiertelnicy, w jednej chwili zaczęli opadać nieprzytomni na ziemię.
- Stark, zbieraj się stamtąd, ty też raczej nie jesteś mitologicznym herosem - usłyszeli głos Natashy.
- A mógłbym być, wydaje mi się, że mam odpowiednie kwalifikacje - odezwał się rozbawiony, męski głos.
Mimo to maszyna wzbiła się wyżej.
- Na pułapie stu metrów jest już raczej bezpiecznie. - dodała agentka.
To był odpowiedni moment, Loki zamknął na chwilę oczy i wyciszył umysł. Dopiero wtedy był w stanie odczuć to delikatne zawirowanie energii, które jednak wyraźnie promieniowało z jednego, konkretnego punktu.
- Pod ziemią - rzucił, wskazując miejsce na ulicy.
Dla Thor nie było potrzeba niczego więcej. Zamachnął się kilkakrotnie młotem, skoczył i uderzył we wskazany punkt, krusząc asfalt i robiąc pokaźną dziurę, która odsłoniła fragment miejskiej kanalizacji. Tam dostrzegli wysokie na półtora metra urządzenie. Dziwaczny trójnóg, z kablami i jakimiś dużymi, metalowym kondensatorami, do którego szczytu przyczepiony był błyszczący na niebiesko kamień. Loki podszedł bliżej i zeskoczył do dziury. W ręku zmaterializował mu się sztylet, którym szybko przeciął przewody zasilające kryształ. Ten niemal natychmiast stracił swój blask.
- Możecie lądować, powinno być bezpiecznie.
Chwilę później na ulicy, wśród leżących ludzi, wylądował człowiek, z wyglądu pasujący do Tony'ego Starka, Iron Mana, o którym Loki czytał w aktach.
- Widzieliście kapitana? - zapytała Natasha, gdy wysiadła z odrzutowca.
Loki spojrzał w stronę Thora, ale ten jedynie wzruszył ramionami.
- Zniknął nam z oczu na samym początku - dodał książę.
- Rogers, zgłoś się. - Agentka wezwała przez nadajnik brakującego członka ekipy. Odpowiedziała jej cisza.
- Kapitan Rogers jest w podziemiach muzeum - odezwał się, dziwnie nieludzki głos wydobywający się z pancerza Starka.
- Jesteś w stanie dokładnie namierzyć jego położenie, Jarvis?
- Z dokładnością do czternastu metrów.
- To powinno nam wystarczyć.
Idąc za wskazówkami sztucznej inteligencji, dotarli do głębokich podziemi tutejszego muzeum. Tam odnaleźli kapitana, który przeglądał zawartość skarbca.
- Na górze znalazłem ciężko rannego mężczyznę. Red Skull wyłupał mu oko. Dowiedziałem się, że skan jego siatkówki potrzebny był do otwarcia tego pomieszczenia. Niestety spóźniłem się, cokolwiek chcieli stąd zabrać, zdążyli to zrobić - wyjaśnił Steve.
- Z pewnością mają inwentaryzację tego sejfu. Porównamy ją i zobaczymy, co zniknęło - stwierdziła Natasha. - Tymczasem zbierajmy się stąd. Lepiej, żeby policja nie utrudniała naszych działań.
- Jesteście pewni, że gdy ludzie zaczął się budzić, nie wpadną znowu w szał? - spytał kapitan.
Oczy zebranych zwróciły się w stronę Thora i Lokiego.
- Bez źródła energii, ten kryształ jest tylko błyszczącym świecidełkiem - odparł Jotun.
- Czy to ten sam kamień, który Red Skull miał w berle?
- To raczej jakaś kopia, zasilona jedynie niewielką ilością mocy tamtego artefaktu. W tej chwili nie wyczuwam w nim żadnej magicznej mocy.
- Magia zasilana elektrycznością – zamyślił się kapitan, kiedy podszedł bliżej, by obejrzeć przedmiot trzymany przez maga. – Doprawdy niezwykłe.
- Ludzie chętnie nazywają magią to, czego nie rozumieją, tymczasem jest ona tylko wyższą formą nauki – odparł Loki.
- Chciałbym się temu dokładniej przyjrzeć – rzucił Stark.
- Będziesz miał do tego okazję, jak wrócimy na lotniskowiec – skwitował kapitan.
- Czyli podsumujmy wszystko, co wiemy - mówił, nieco sarkastycznym tonem Stark, krążąc po laboratorium, gdzie wszyscy się zebrali. - Twój tatuś - tu wskazał na Thora - stwierdził, że Ziemia jest świetnym miejscem do ukrycia mega potężnej zabawki, która teraz znalazł się w rękach czerwonogłowego. Którego - przeniósł spojrzenie na kapitana - ponoć uśmierciłeś siedemdziesiąt lat temu. Ten jednak wrócił za sprawą jakiegoś hokus pokus, bardziej niebezpieczny niż kiedykolwiek, dzięki wsparciu - tu odwrócił się do Lokiego - tajemniczej, niezwykle potężnej siły, krążącej w otchłani między światami. Teraz za sprawą kijka przeznaczenia, robi ludziom wodę z mózgu, jeszcze bardziej niż naziści robili swoim pobratymcom w trzydziestym dziewiątym. Nie wiemy, gdzie się znajduje, ani jaki będzie jego następny ruch, za to wiemy, że jest mu do czegoś potrzebny iryd, który wykradł z muzeum.
- Zapewne potrzebuje go, do ustabilizowania przepływu energii w Tesserakcie - odezwał się doktor Banner ze swojego miejsca przy biurku.
Tony podrapał się po krótkiej brodzie.
- Nawet jeśli, to wciąż potrzebowałby potężnego źródła zasilania, żeby zainicjować reakcję.
- TARCZA monitoruje wszystkie elektrownie na terenie Europy i Ameryki. Jesteśmy też w kontakcie ze służbami w Azji - odparła agentka Romanov.
- W przeszłości HYDRA miała wiele baz Alpach - stwierdził kapitan. - Jednak większość z nich została zniszczona. Czy wysłaliście tam ludzi?
Natasha pokiwała głową.
- W pierwszej kolejności. Niestety nie mamy pewności, czy znamy lokalizację ich wszystkich. Dlatego musimy polegać na badaniach doktora Bannera. Prócz promieniowanie gamma emitowanego przez Tessaract, nie mamy na tę chwilę innych tropów.
- Ten człowiek skutecznie ukrył obecność sześcianu, mało więc prawdopodobne, by w ten sposób udało się go odnaleźć - wtrącił Loki.
Stark obrzucił maga krytycznym spojrzeniem.
- Jakoś bardziej wierzę w skuteczność jego spektrometrów, niż twojego szóstego zmysłu.
Jotun skrzyżował ręce na piersi i zmierzył mężczyznę wzrokiem.
- Dwa dni temu byłem w stanie wyczuć aktywność kryształu, będąc w Asgardzie. Wybacz, jednak pozostanę wierny swoim umiejętnościom.
- Może to jakaś chwilowa niemoc, wiesz, każdemu czasem się zdarza - zażartował Tony, ale jakoś nikt nie poczuł się specjalnie rozbawiony. Wobec braku dalszego pola do słownej dyskusji, wynalazca zmienił temat. - Jak rozumiem, ten cały Asgard, to jakaś inna planeta, więc teoretycznie jesteście kosmitami.
- Królestwo - wtrącił Thor. – Asgard, podobnie jak Midgard, jest jedną z dziewięciu krain...
- Tak, tak, drzewo Yggadrasil i te sprawy - przerwał mu Stark. - Częsty motyw w rpg'ach. Czyli naprawdę potrafisz wezwać pioruny z czystego nieba? Nie... nie udowadniaj tego tutaj. Ta maszyna mogłaby tego nie przetrwać.
- A jednak wiele rzeczy się nie zgadza - odezwał się Banner. - Według zachowanych do dzisiaj tekstów, Loki miał być bratem Thora, adoptowanym przez Odyna.
Mag wymienił zaskoczone spojrzenie z księciem.
- Tamtejsi kronikarze musieli mieć bujną wyobraźnię - zaśmiał się Loki.
Niespodziewanie Thor podszedł bliżej, położył rękę na jego ramieniu i odezwał się z rozbrajającym uśmiechem na twarzy.
- Choć posiadanie takiego brata, byłoby dla mnie prawdziwym zaszczytem.
Jotun zdumiał się na to oświadczenie. Jak wiele zmieniło się na przestrzeni ostatniego roku. Jeszcze nie tak dawno byli zaprzysięgłym wrogami, a teraz książę mówił coś podobnego. Kto by przypuszczał, że właśnie w nim znajdzie bratnią duszę.
Loki skinął głową, a potem jego twarz wykrzywił podstępny uśmiech.
- Zalazłbym ci za skórę bardziej, niż sięgają twoje najbardziej wymyślne przypuszczenia.
Słysząc to, następca tronu roześmiał się już całkiem otwarcie.
- Wyobrażam sobie.
Cios uderzył prosto w głowę Lokiego, jednak zamiast powalić przeciwnika, spowodował jedynie, że iluzja zadrżała i rozpłynęła się w powietrzu. Tymczasem Jotun kucał kilkanaście metrów dalej, z rękoma przyłożonymi do ziemi. Z jego skroni spływała stróżka krwi, popękane żebra bolały przy każdym oddechu, a ubranie miał brudne i nieco nadpalone z jednej strony. Nie było jednak czasu na ocenianie swojego stanu, krótka myśl, jeden impuls mocy i po ziemi wystrzeliła lodowa strzała, która uderzyła w nogi jego przeciwnika. To była krótka chwila, kiedy zdołał go unieruchomić. Niestety wystarczyło jedno uderzenie Mjolnira, by lód skruszył się na tysiące kawałeczków.
Wiatr szarpał coraz bardziej okolicznymi drzewami, chmury gęstniały. Loki doskonale wiedział, czego jest to zwiastunem. Powoli kończyły mu się alternatywy, rozsądek podpowiadał odwrót. Powinien się wycofać, spróbować dostać do Asgardu i tam szukać wsparcia. To co tutaj się działo, daleko wkraczało poza wszelkie wcześniejsze założenia. Jednak jak miałby stanąć przed obliczem Wszechojca, kiedy pozwolił, by umysł jego syna opanował szaleniec. I to plan Lokiego do tego doprowadził. Musiał sam naprawić swoje błędy, działać tu i teraz. Zebrał całą pozostałą w nim magiczną moc i ruszył na Thora. W jego dłoniach zmaterializowały się dwa sztylety, kiedy natarł na następcę tronu. Jednak ciosy pozostały daremne. Książę bez trudu sparował atak, a potem równie niespodziewanie z nieba uderzyła w nich błyskawica.
Loki poczuł przeszywający ból w całym ciele, a potem potężna fala uderzeniowa odrzuciła go kilkanaście metrów dalej. Z impetem uderzył w ścianę, która jeszcze nie tak dawno stanowiła część głównego pomieszczenia bazy. Zamroczyło go na kilka sekund, a kiedy otworzył oczy i odzyskał jasność widzenia, zobaczył nad sobą masywną sylwetkę Thora. Asgardczyk trzymał młot w dłoni, a jego twarz nie wyrażała niczego, prócz całkowitego spokoju i pewności siebie. Tu żadne słowa nie mogły pomóc, on był zdeterminowany i niezachwiany w dążeniu do swego celu, jakim było uśmiercenie młodego Jotuna.
Mag wstrzymał oddech, kiedy Mjolnir zatoczył krąg, uderzając prosto w jego głowę…
Kilkanaście godzin wcześniej
Loki siedział w laboratorium, gdzie wraz z doktorem Bannerem i Starkiem starali się rozpracować sposób na lokalizację Tesseractu. Od kilku dni spędzali razem po kilkanaście godzin dziennie i Jotun powoli zaczynał mieć dość tego towarzystwa, zwłaszcza narcystycznego milionera, który im był bardziej sfrustrowany, tym mocniej dawał się we znaki swoim kompanom. Loki musiał włożyć wiele wysiłku, by powstrzymać przynajmniej te najbardziej kąśliwe uwagi. Zazwyczaj śmiertelnicy nie potrafili wyprowadzić go z równowagi, najwyraźniej jednak Stark był niechlubnym wyjątkiem. W opozycji do niego znajdował się doktor Banner, który cichy i skupiony, starał się ignorować obu towarzyszy. Z tego co mag, miał okazję czytać, akurat tego człowieka nie należało zbytnio denerwować. Pojawienie się wielkiej zielonej bestii w tej latającej fortecy, mogłoby mieć opłakane skutki da nich wszystkich.
Naraz do pomieszczenia wszedł pośpiesznie Steve.
- Dostaliśmy niepokojące zgłoszenie, ponoć z jednego z rosyjskich kosmodromów niedaleko Wołgogradu, odbył się nieplanowany start rakiety, która wyniosła na orbitę satelitę.
Stark prychnął nieznacznie.
- Rosjanie raczej rzadko przekazują nam harmonogram swoich działań.
- Oni sami to zgłosili. Ponoć od kilku dni nie są w stanie skontaktować się z przebywającą tam załogą, a wysłane oddziały zwiadowcze przepadły bez śladu.
Tym razem udało mu się na dłużej przykuć uwagę konstruktora. Mężczyzna przełączył coś na pulpicie.
- Jarvis, wrzuć mi dane naszego satelity komunikacyjnego. Gdzie w tej chwili się znajduje?
- Dane niedostępne – odparła sztuczna inteligencja.
- Jak to?
- Zablokowany został dostęp do procesora satelity.
- Co go blokuje?
- Niezidentyfikowano.
Tony teraz już wyglądał na całkowicie sfrustrowanego. Najwyraźniej zamierzał coś powiedzieć, kiedy w głośniku odezwał się zdenerwowany głos Natashy.
- Chodźcie prędko do konferencyjnej.
Mężczyźni spojrzeli po sobie i niemal natychmiast opuścili pomieszczenie. Niespełna minutę później weszli do sporej salki, gdzie już czekała na nich agentka Romanov, Thor i dyrektor Fury. Na dużym ekranie zawieszonym na ścianie widoczny był sam Red Skull, wygłaszający właśnie jakieś płomienne przemówienie.
- …będą surowo karane. W ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin ONZ ma odpowiedzieć na moje żądania jednogłośnie. Chyba nie muszę mówić, co spotka tych, którzy odmówią.
- Co to jest? – zapytał doktor Banner.
- Leci na wszystkich kanałach – rzuciła Natasha i niczym na dowód kilkukrotnie nacisnęła przycisk na pilocie, zmieniając program. Niczego to nie dało, nadal na ekranie widoczny był Red Skull.
- A teraz zwracam się do TARCZY – kontynuował przywódca Hydry. – Macie złożyć broń i dostarczyć mi pod drzwi Kapitana Amerykę, koniecznie w łańcuchach. Znajdziecie mnie w mojej nowej siedzibie na Kaukazie. Z pewnością macie informacje o dawnej bazie wojskowej sowietów znajdującej się w tamtym rejonie. Czekam do jutra do południa. Nie każcie światu czekać ani minuty dłużej, inaczej wasza chluba, ukochane miasto Nowy York zapłaci za waszą opieszałość. A gdybyście mieli wątpliwość czy moje groźby są poważne, zapraszam do Odessy. Z pewnością będzie potrzebowała nowych mieszkańców.
Niespodziewanie ekran zrobił się czarny, a potem nastąpiło przekierowanie na zapis z jakiejś kamery umieszczonej na budynku. Z kontekstu mogli się jedynie domyślać, że widziana z góry ulica, była częścią wspomnianego miasta. To co się tam działo, zmroziło krew w ich żyłach. Ludzie wyskakiwali z okien, rzucali się pod jadące samochody, te zresztą też z impetem uderzały w budynki i słupy. Wszystko to wyglądało tak, jakby wszyscy mieszkańcy starali się za wszelką cenę popełnić samobójstwo.
- Natasho, możesz to wyłączyć – pierwszy nie wytrzymał doktor Banner.
- Musimy tam lecieć, zatrzymać to szaleństwo – zawołał kapitan.
- Jeśli to, co mówił Schmidt jest prawdą, to nie zdołamy tego powstrzymać – odparł Fury.
Przybyli późnej, spojrzeli na niego pytająco. Z wyjątkiem Lokiego, który patrzył w stronę Thora. Książę wciąż wzrok utkwiony miał w czarnym już ekranie i zaciskał silnie pięści z trudem panując nad wściekłością.
- Satelita? – zapytał Stark.
Dyrektor TARCZY skinął głową.
- Według słów tego szaleńca, na wystrzelonym satelicie zainstalował urządzenie, które może wpływać na ludzi w ten sam sposób, jaki miało to miejsce w Stuttgardzie. Możemy tylko spekulować, że to tam znajduje się Tesseract, bądź ten drugi kamień. Jednocześnie zdołał zhakować satelity komunikacyjne, przez co jego działania stały się globalne. Teraz może uderzyć w dowolne miasto na świecie w dowolnej chwili.
- Chcesz powiedzieć, że wziął za zakładników całą ludzkość? – żachnął się Steve. – Zawsze był szaleńcem, ale to wykracza daleko za jego wcześniejsze knowania.
- Istotnie. Dał dobę Organizacji Narodów Zjednoczonych na rozwiązanie wszystkich istniejących rządów i przekazanie mu całości władzy – kontynuował Fury. – Ci którzy się sprzeciwią podzielą los Odessy.
W pomieszczeniu zapadła nieprzyjemna cisza. Czy mogli podjąć jakiekolwiek działanie, kiedy to mogło się w straszliwy sposób odbić na losie tysięcy, jeśli nie milionów istnień?
Przez długą chwilę wszyscy patrzyli po sobie nawzajem, nie znajdując żadnego logicznego rozwiązania tego problemu. Stark krążył po pokoju, drapiąc się po krótkiej brodzie, Steve i doktor Banner siedzieli milczący przy stole, a agentka Romanov podpierała ścianę ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
- Jak idą wasze prace? – zapytał w końcu Fury.
Stark obrzucił go niemal nienawistnym spojrzeniem.
- Jakie to ma teraz znaczenie?! – warknął. – Wiemy już gdzie jest! Tylko co z tego, skoro związał nam ręce. Ja nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności, nie pisałem się na to. Zaatakujemy, a on w zemście zabije wszystkich w Nowym Yorku! Nie zamierzam patrzyć jak Pepper podcina sobie żyły!
- Trzeba przekalkulować ryzyko – odparł szef TARCZY. – Oddanie świata w ręce szaleńca nie wchodzi w grę.
- No tak, ktoś ośmielił się wejść wam w kompetencje – mruknął Banner.
- Coś sugerujesz, doktorze?
Fury obrzucił wszystkich gniewnym spojrzeniem. Bruce nie kontynuował myśli, ale i tak wszyscy wiedzieli do czego zmierza. Globalny zasięg TARCZY tworzył z niej narzędzie nie mniej niebezpieczne do Red Skulla.
- Nie możecie narażać ludzi, których przysięgaliście bronić – odezwał się niespodziewanie Thor, a w jego głosie przebijał z trudem tłumiony gniew. - Gdzie wasz honor?!
- Wybacz, że nie spełniamy twoich kosmicznych standardów – mówiąc to Fury, podszedł bliżej mierząc księcia wzrokiem. – Ale odpowiadamy za całą ludzkość i będziemy jej bronić za wszelką cenę.
- Czyli TARCZA zaatakuje, nawet biorąc pod uwagę ryzyko odwetu – bardziej stwierdziła niż zapytała Natasha.
- Nie wątpię, że taką decyzję podejmie Rada. Mogę się z nią nie zgadzać, ale sam również nie widzę innego wyjścia.
- To nie będziecie lepsi od tego szaleńca! – rzucił Thor.
- Co więc proponujesz? Masz lepszy pomysł?
Książę zacisnął pięści, a jego oczy płonęły bezradnym gniewem. Ostatecznie tylko nieznacznie pokręcił głową.
- Ale może ja mam – odezwał się dotychczas milczący Loki, zwracając na siebie uwagę zebranych. – Myślę, że w takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, niż spełnić jego żądania.
Baza wciśnięta w przełęcz między dwoma szczytami wyglądała na opustoszałą. Jednak świeżo zainstalowane kamery i naprawione ogrodzenie sugerowało, że jednak rzeczywiście, ktoś przejął ją w posiadanie. Do głównej bramy prowadziła tylko jedna, żwirowa droga, po której właśnie jechał czarny jeep. Samochód zatrzymał się pod samym ogrodzeniem i z środka wysiadł dyrektor Fury, agentka Romanov i Kapitan Ameryka. Ten ostatni ubrany był w swój bojowy uniform, ale jego ręce i nogi spięte były kajdankami, podobnymi do tych, jakie noszą przestępcy w więzieniu. Kiedy cała trójka zbliżyła się do bramy, ta otwarła się automatycznie, zapraszając ich do środka. Do pokonania mieli jakieś sto metrów, nim stanęli przed wielkimi, ciężkimi wrotami, prowadzącymi w głąb bazy. Kiedy i te się otwarły, przywitał ich brakujący członek Avengers.
- Clint... - mruknęła Natasha, szybko jednak zreflektowała się, widząc martwe i puste spojrzenie towarzysza.
- Za mną - rozkazał Hawkeye i poprowadził ich długim, mrocznym korytarzem.
Po kilku minutach znaleźli się w sporym pomieszczeniu, wypełnionym jakimś bliżej niezidentyfikowanym sprzętem. Kręciło się tam kilku naukowców i sporo wojskowych.
- Nareszcie, nie spieszyliście się zbytnio - odezwał się głos z góry, a kiedy spojrzeli w jego kierunku, zobaczyli Red Skulla stojącego na żelaznej kratownicy, prowadzącej na wyższy poziom. - Mam nadzieję, że doceniasz mój gest, panno Romanov. Pomyślałem, że ucieszysz się na widok swojego towarzysza.
Natasha jedynie zacisnęła pięści i nic nie odpowiedziała.
- Spełniliśmy twoje żądanie - powiedział Fury, popychając do przodu Rogersa.
Szkieletowa twarz Schmidta wykrzywiła się w sadystycznym uśmiechu. Powoli, napawając się swoim sukcesem, zszedł po metalowych schodach na dół i powoli podszedł w ich kierunku. Wciąż morderczym wzrokiem lustrował kapitana.
- Widzę, że sprawili ci nowego wdzianko, czyżby tamto okazało się za ciasne, by pomieścić tyle amerykańskiego patriotyzmu?
Steve nic nie odpowiedział, z zaciśniętymi ustami mierzył spojrzeniem nazistę.
- Jaką mamy gwarancję, że teraz nie zaatakujesz miasta? - odezwał się Fury.
Red Skull zaśmiał się krótko.
- Dlaczego miałbym niszczyć jedną z moich największych metropolii, czyżbyś zapomniał, że za pięć godzin ONZ również podda się moim rządom? Więc póki będziecie współpracować, nikomu włos z głowy nie spadnie. No, prawie nikomu.
Tu Schmidt skinął na agenta Bartona, a ten chwycił ramię Steve'a i pociągnął go w stronę jakiejś aparatury.
- Doktor Erskine był prawdziwym geniuszem, choć początki nie były aż tak imponujące, ale teraz ja postaram się poprawić jego niedokończone dzieło. – Red Skull przeszedł wzdłuż maszyny, przeciągając dłonią po błyszczącym metalicznie pulpicie. – Wiele się zmieniło od czasów wojny. Genetyka, mutacje, nanotechnologie. Dzięki temu wszystkiemu zdołam wyseparować serum z twojego ciała kapitanie i wreszcie stanę się kompletnym nadczłowiekiem.
- Jesteś szalony - warknęła Natasha.
- Jak każdy geniusz - zaśmiał się nazista.
Parę minut później Steve został podpięty do aparatury i unieruchomiony. Jeden z naukowców zasiadł przed komputerem i spojrzał w stronę Red Skulla, ten skinął głową i naraz całe urządzenie zaczęło pracować. Steve skrzywił się, a potem z jego ust wyrwał się krzyk. Coś jednak poszło nie tak, bo naraz po kablach przeszły iskry, a potem wszystko zgasło.
Schmidt skrzywił się i podszedł do kapitana, którego głowa zwisała bezwładnie.
- Udało się? - zapytał, chwytając Rogersa za maskę i ciągnąć ją do góry.
- Nie zlokalizowaliśmy serum.
- Jak to?
Naraz ręka Rogersa poruszyła się, z dziecinną łatwością rozerwała krępujące go łańcuchy i chwyciła Red Skulla za szyję.
- Niespodzianka, łotrze.
- Weszli do bunkra. Rozstawiam blokadę. Bez odbioru. - Tony usłyszał w nadajniku głos kapitana.
Stark stał na szczycie swojej wieży, w pełnym uzbrojeniu, czekając na sygnał do rozpoczęcia akcji.
- Jak tam, doktorze? - zapytał po raz wtóry.
- Co minutę wysyłam do Jarvisa unacześnione koordynaty. Jak tylko dostaniesz sygnał, możesz lecieć - odpowiedział Bruce Banner.
- Oby Rogers nie zawalił, bo według będę pierwszym, którego mózg zostanie upieczony.
- Więcej wiary, przyjacielu, z jego siłą i sprawnością, ma największe szanse, by przemknąć niezauważony.
Cały ten plan wydawał się mocno ryzykowny, zwłaszcza, że był pomysłem człowieka (a raczej kosmity), któremu nie patrzyło najlepiej z oczu. Tony znał takich cwaniaków, zawsze coś kombinują i nigdy nie mówią całej prawdy, dlatego też nie ufał Lokiemu, ani jego planom. Niestety teraz nie mieli lepszej alternatywy.
- Nadajniki rozstawione, uruchamiam - odezwał się ponownie kapitan.
Tony westchnął ciężko, zawsze wierzył, że jego urządzenia są genialne i niezawodne, ale jeśli ta blokada sygnału zawiedzie, zapłaci za to cały Nowy York. Nie było jednak czasu na wahanie, ich dywersja też niebawem wyjdzie na jaw.
- Jarvis, pobierz najnowsze koordynaty doktora.
- Pobrane i załadowane.
Stark zatrzasnął hełm, odpalił silniki i wystrzelił w górę.
- Do celu pozostało pięć minut i trzynaście sekund.
- Nie śpieszyli się zbytnio, zdążyła nam daleko uciec - mruknął Stark.
Wyliczenia były precyzyjne, już ponad dziesięć godzin temu za pomocą spektrometrów na Halicarrierze udało im się namierzyć satelitę, który jako jedyny emitował promieniowanie gamma. W pierwszej chwili padła propozycja by go zestrzelić, niestety po tym jak wszystkie maszyny latające zostały uziemione, jakakolwiek rakieta, mogłaby jedynie sprowokować Red Skulla do ataku. Poza tym według słów Asgardczyków, skutki takiego ataku na kryształ umysłu mogłoby być trudne do przewidzenia. Stąd cała ta dywersja. Akcja musiała być przeprowadzona dokładnie w czasie, kiedy satelita z kamieniem znajdzie się najbliżej lokalizacji Starka. Gdy troje jego towarzyszy miało zabawiać Red Skulla, kapitan powinien rozstawić wokół bazy nadajniki blokujące sygnał. Dzięki temu Tony powinien bez zwracania na siebie uwagi dostać się na orbitę i odnaleźć nieszczęsny kamień. Kiedy zagrożenie zostanie zneutralizowane, będą mogli porachować kości Red Skulla.
- Trzy minuty - odezwał się Jarvis.
Niestety trochę zbyt długo zajęło im wejście do bazy i teraz Stark musiał dogonić satelitę, która przemieszczała się po orbicie. Nie miał wiele czasu. Na niewielkim ekranie śledził nagranie z kamery ukrytej w kombinezonie Natashy. Widział jak prowadzą kapitana do jakiejś maszyny rodem z koszmaru Frankensteina i słyszał wywód Red Skulla na temat serum super żołnierza. No to się chłopina srogo zdziwi.
- Cel w zasięgu.
- Nareszcie.
Tony dotarł do satelity i z pomocą lasera otworzył zamykającą ją klapę. W pogotowiu miał specjalną skrzynkę, która miała posłużyć za transporter dla kamienia umysłu, kiedy już go wydobędzie. Jakież było jego zdziwienie, gdy w środku znalazł błyszczący na niebiesko sześcian.
- Chłopaki, mamy problem. To nie fragment berła. Tutaj jest Tesseract.
- Niespodzianka, łotrze - zawołał Thor. Niemal natychmiast oswobodził się z całej aparatury, a gdy zniknęła maskująca go iluzja, chwycił młot w drugą rękę i zamachnął się na Red Skulla.
Loki wykorzystał efekt zaskoczenia. Jego kamuflaż również nie był już potrzebny. Postać dyrektora Furego rozpłynęła się w powietrzu, kiedy mag teleportował się w pobliże agenta Bartona. Mężczyzna nawet nie zdążył zareagować, kiedy szybki impuls pozbawił go przytomności. Loki miał nadzieje, że to wystarczy, by na dłuższą chwilę wyłączyć go z gry. Wystarczająco naczytał się w aktach, by nie chcieć mieć do czynienia z umiejętnościami Hawkeye'a. Tymczasem Natasha spacyfikowała dwóch najbliżej stojących żołnierzy.
- ... To nie fragment berła. Tutaj jest Tesseract.
Tego nie brali pod uwagę. Z góry założyli, że w satelicie ukryto kamień umysłu. Tymczasem najwyraźniej Red Skull znał lepiej ich właściwości niż mogli przypuszczać. Pytanie kto przekazał mu taką wiedzę? Jeśli na orbicie był sześcian, to musiał robić jedynie za przekaźnik dla mocy berła. Ale w takim razie gdzie było samo berło.
Na to pytanie Loki bardzo szybko uzyskał odpowiedź, kiedy broń zmaterializowała się w ręku Schmidta i dzięki niej sparował uderzenie Mjolnira.
- Słyszałem o tobie, Asgardczyku! - warknął Red Skull. - Twoja sława dotarła w najgłębsze czeluście otchłani. Zobaczymy czy zdołasz się oprzeć potędze kamienia nieskończoności.
Mówiąc to skierował berło wprost na klatkę piersiową księcia. Kamień zalśnił niebieskim blaskiem.
- Uważaj, Thor... - krzyknął Loki, ale było już za późno.
Oczy Asgardczyka na moment zrobiły się czarne, a potem opuścił broń i spojrzał na Red Skulla obojętnym wzrokiem.
- Zabij ich, zabij ich wszystkich - warknął Schmidt, opętany tak wściekłością, jak i szaleństwem. - Niech boleśnie zapłacą za swoje podstępy.
Po tych słowach nazista wybiegł jednym z bocznych korytarz.
- Steve, Red Skull ucieka. Ma berło - przekazała przez nadajnik Natasha. - Udało mu się zawładnąć Thorem.
- Pomóż kapitanowi go złapać, ja zajmę sie Thorem - zawołał Loki, spoglądając w stronę księcia.
Agentka skinęła głową, nim jednak zdążyła cokolwiek przedsięwziąć, błyskawica rozerwała strop bazy, a potem potężna eksplozja wstrząsnęła okolicą.
Loki wysiłkiem wszystkich mięśni zdołał uskoczyć na bok, unikając miażdżącego uderzenia Thora. Nieznacznie zwiększył dzielący ich dystans, choć wiedział, że w starciu z gromowładnym, to nie miało większego znaczenia. Książę był równie niebezpieczny z bliska, jak i z daleka. Chwila nieuwagi i kolejny cios mógł definitywnie zakończyć żywot Jotuna.
Naraz kątem oka mag dostrzegł Kapitana Amerykę, który na zboczu wzniesienia, dużo powyżej ostatnich murów bazy, walczył z Red Skullem. Steve najwyraźniej miał na uwadze niebezpieczeństwo związane z kontaktem z berłem, bo swoją tarczą skutecznie blokował wszystkie próby Schmidta w przejęciu nad nim kontroli. Przez to jednak został zepchnięty mocno do defensywy. Nazista niemal nie ustępował mu w sile czy sprawności fizycznej, a jednocześnie atakował z wielką zawziętością.
Loki nie miał jednak czasu na dłuższe analizowanie tamtej sytuacji, bo sam musiał się ratować przed kolejnymi, coraz gwałtowniejszymi atakami Thora. Nagle dostrzegł, że chmury ponownie gęstnieją. Do kolejnego uderzenia pozostały ułamki sekund, a Jotun miał nieodparte wrażenie, że jego ciało może nie wytrzymać kolejnego tak silnego wyładowania. Pozostał mu ostatni krok desperacji.
Kiedy Thor uniósł młot, a pierwsze iskry zamigotały na jego broni, Loki rzucił się do przodu, dotknął ręką do piersi Asgardczyka i w jednej sekundzie teleportował ich prosto między walczących Rogersa i Schmidta.
- Kapitanie, tarcza! – krzyknął, sam zbierając całą pozostałą energię, by wytworzyć wokół siebie ochronną barierę.
Potężne wyładowanie przeszło przez Mjolnir i uderzyło w przygotowaną na cios tarczę. Steve krzyknął z wysiłku, po czym skierował strumień mocy prosto w trzymane przez Red Skulla berło. To rozpaliło się niemal do czerwoności i z potężnym impulsem mocy, rozpadło się na setki kawałków.
W okolicy zapanowała głucha cisza, choć Loki zastanawiał się, czy to przypadkiem nie eksplozja go ogłuszyła. Pokręcił głową, starając się odzyskać kontakt z rzeczywistością. Dopiero po chwili zauważył, że cała ich czwórka znalazła się w sporym kraterze, wyrwanym w zboczu góry. Steve leżał na ziemi, również oszołomiony, Thor stał po środku, nieprzytomnym spojrzeniem oglądając okolicę, a Schmidt stał nieco z boku i chyba krzyczał coś niezrozumiale. W miejscu rąk miał dwa dymiące kikuty.
Jednak coś innego przykuło uwagę maga, tuż koło niego, leżał owalny, żółty kryształ. Najwyraźniej eksplozja zniszczyła okalające go berło, choć nie była wystarczająco silna, by uszkodzić kamień nieskończoności. Z pewnym wahaniem, dźwignął się na nogi, postąpił trzy kroki i podniósł artefakt, choć gdyby wiedział, co nastąpi później, zapewne dwa razy przemyślałby ten ruch.
W jednej chwili jego umysł został niemal wyrwany z ciała i powędrował gdzieś daleko, do odległych światów, alternatywnych rzeczywistości, w nieznane żadnemu badaczowi zakątki wszechświata.
Widział ludzi i miejsca, które nie istnieją już od tysiącleci, a także takie, które dopiero powstaną. Był światkiem narodzin światów, gwiazd i galaktyk, jak również ich śmierci. Zobaczył osobiście też tego, który pożąda kamieni najbardziej, który przemierza światy w ich poszukiwaniu. Tego, który wysłał na ziemię Red Skulla, i który czekał na otwarcie portalu dla jego armii. Czuł też rozsadzającą go wściekłość, gdy zrozumiał, że jego niewolnik, nie zamierzał wcale realizować tego planu.
A potem nadeszły go wizje innych światów, innych rzeczywistości, mrocznych i niezbadanych, takich, które nigdy nie będą mieć miejsca. W jednej z nich dostrzegł nawet samego siebie. Tam, niczym w midgardzkich mitach rzeczywiście był bratem Thora, ale opanowanym rządzą zemsty na Jotunheimie, nienawiścią do Asgardu i chęcią unicestwienia wszystkiego, co kiedykolwiek było mu bliskie.
Na żadnej z tych wizji nie mógł jednak dłużej zatrzymać umysłu, bo przepływały zbyt szybko, by mógł je wszystkie ogarnąć. Były chaotyczne, a zarazem tak pełne detali, że nie sposób był za nimi nadążyć.
A potem zobaczył ciemność. Przerażający, pożerający wszystko mrok, który niczym widmo śmierci powoli, acz nieubłaganie zbliżał się w jego stronę. Ta przytłaczająca, ogarniająca wszystko pustka, przyzywała go, wołała, tak jakby jego przeznaczeniem było zapadnięcie się w tej nicości. Przejmujące, choć zarazem niesamowicie przyciągające uczucie. Mimo że czuł, iż to niewłaściwe, nie potrafił z tym walczyć. Chciał oddać się w ręce tego niebytu, zapomnieć o wszystkim i wszystkich. Ulec pokusie wiecznego zapomnienia…
Loki…
Odległy głos z trudem przebił się do jego świadomości, jednak to wystarczyło, by zdał sobie sprawę, że omal dał się pochłonąć tej ciemności.
Loki!
Uchwycił się tego wezwania, kierując na nie całą swoją uwagę. Było niczym drogowskaz wskazujący kierunek do domu. Do jego czasu i jego rzeczywistości.
Loki!
Ostatnie wezwanie było tak potężne, że mag zdołał odzyskać panowanie nad swoim ciałem. Dopiero wtedy dostrzegł przerażoną twarz Thora, który potrząsał nim z całej siły. Jotun skrzywił się, czując jak połamane żebra, krzyczą przy każdym ruchu.
- Loki! Odezwij się! – krzyczał książę.
- Możesz przestać mną szarpać – wymamrotał ten słabym głosem, nad którym nie miał jeszcze pełnej kontroli.
- Wszystko w porządku?
Loki pokiwał nieznacznie głową, po czym spojrzał na kryształ, wciąż lśniący w jego dłoni.
- Lepiej żeby nikt go nie dotykał – dodał, a potem przeniósł wzrok na Thora. – Cieszę się, że odzyskałeś władzę nad samym sobą.
Uśmiech, który wypłynął na twarz Asgardczyka, wyrażał więcej zażenowania niż radości. Ewidentnie musiał czuć się winny, że tak łatwo dał się podejść.
- Omal cię nie zabiłem – powiedział w końcu, odwracając wzrok.
Tymczasem twarz Lokiego wykrzywił przekorny uśmiech, nieco złamany odczuwanym bólem.
- Podkreśliłby „omal" w tym zdaniu. Nie tak łatwo mnie zabić – stwierdził, po czym kontynuował nieco poważniej. - Jednak ostatecznie, to ty zdołałeś zniszczyć berło. Co z Red Skullem?
- Został ciężko ranny. Próbował uciekać, ale dopadł go kapitan z Natashą.
- A sześcian?
- Jest tam gdzie powinien być – dał się słyszeć irytująco pewny siebie głos Starka – czyli w moich opiekuńczych objęciach.
- Tylko nie próbuj dotykać go gołymi rękoma – powiedział Thor do komunikatora.
- W odróżnieniu od niektórych, nie jestem samobójcą.
Loki skrzywił się na to oświadczenie, w pełni zdając sobie sprawę, jak lekkomyślnie postąpił.
- Chodźmy na dół. Wiele rzeczy zostało do posprzątania – dodał książę.
Jotun jedynie skinął głową i na nieco drżących nogach zaczął wraz z nim schodzić ze zbocza.
Tydzień później cały zespół Avengers zebrał się w wysokim budynku znajdującym się w centrum Nowego Yorku. Stark Tower, gościła ich w czasie, kiedy dochodzili do siebie po batalii z Red Skullem. Wraz ze zniszczeniem berła nie tylko Thor odzyskał panowanie nad sobą, ale również agent Barton, choć jak sam później przyznał, niewiele pamiętał z wydarzeń, które miały miejsce od dnia wykradzenia Tesseractu. Sam Schmidt trafił pod nadzór TARCZY, gdzie miał go czekać proces w sprawie ludobójstwa.
Loki szybko wyleczył połamane kości i doprowadził swoje ciało do właściwego stanu. Bardziej niż urazów fizycznych, obawiał się jednak jakie spustoszenie mógł sprawić kryształ w jego umyśle. Momentami wciąż nawiedzały go wizje przedstawione mu przez kamień, choć z każdym dniem były słabsze, co dobrze rokowało na przyszłość.
Tymczasem oba kamienie nieskończoności zostały zamknięte w specjalnie do tego przystosowanych pojemnikach. Ostateczne ustalenia były takie, że kryształ umysłu pozostanie na Ziemi, pod opieką TARCZY i Avengersów, natomiast Tesseract zostanie zabrany do Asgardu i ukryty w skarbcu Odyna.
- To był zaszczyt walczyć u waszego boku, przyjaciele – odezwał się na pożegnanie Thor.
- Tak, tak, wszyscy wiemy, że jesteśmy świetni – zaśmiał się Stark. – Trzymaj się, wielkoludzie i ty również, hokus pokus.
Mag, który z powrotem odzyskał swój jotuński wygląd, uśmiechnął się lekko, przyłożył pięść do serca i skinął nieznacznie głową.
- Gdybyście kiedyś potrzebowali naszej pomocy, wiecie gdzie nas szukać – dodał kapitan Rogers, ściskając ich dłonie.
- Wy również możecie liczyć na nasze wsparcie – odparł Thor. – Asgard zawsze pozostanie waszym sojusznikiem.
Doktor Banner pożegnał ich stonowanym uśmiechem. A w pewnym oddaleniu całość wydarzenia obserwowali Natasha i Clint.
Kiedy wszyscy Midgardczycy odsunęli się na kilka kroków, książę spojrzał w niebo i zawołał donośnym głosem.
- Heimdallu, możesz zabrać nas do domu!
Niemal natychmiast niebo się otwarło i strumień światła porwał ich wprost do Asgardu.
Koniec części siódmej.
A/N:
Na dziś to tyle. Wiem, że może spotkanie z Avengersami było dość krótkie, ale jednak jest to przede wszystkim fik poświęcony Lokiemu i Thorowi, więc nie chciałam zaburzać całości wciskając jakąś strasznie dużą ilość rozdziałów dziejących się na Ziemi. Jest to tylko epizod prowadzący do wielkiego finału, który już coraz bliżej.
Mam też parę słów wyjaśnienia.
- bardziej spostrzegawczy mogliby zauważyć, że w opowiadaniu występują dwie jednostki miary (stopy i metry), zależność pozostaje taka, że stopy określają odległość w Asgardzie i Jotunheimie, natomiast metry w Midgardzie.
- odnośnie zaś samego Red Skulla, to stwierdziłam, że idealnie nadawał się on na złoczyńcę w tym midgardzkim epizodzie. Jako jeden z nielicznych zaginął w niewyjaśnionych do końca okolicznościach i to do tego w kontakcie z Tesseraktem. A dlaczego tak drastycznie zmieniłam fabułę? Po pierwsze nie lubię fików, które bardzo dokładnie streszczają i opisują wydarzenia z filmu, jest to dla mnie zwyczajnie nudne. Po drugie zaś stwierdziłam, że skoro zmienił się główny prowodyr wszystkich zajść, to i one powinny przebiegać zupełnie inaczej. Ostatecznie Red Skull miał inne metody działania i priorytety niż filmowy Loki.
