EPILOG

Loki nie wiedział, czy bardziej czuje złość, czy wdzięczność dla Byleistra. Z jednej strony ten nierozważny głupiec położył na szali bezpieczeństwo całego królestwa, a z drugiej chyba nie mógł okazać mu większego przywiązania. Było to irytujące i wzruszające zarazem. Najwyraźniej jednak Byleistr odnalazł bratnią duszę, w osobie następcy tronu Asgardu, bo ten z równym uporem i zaangażowaniem zaczął działać na rzeczy uwolnienia Lokiego. Młody Jotun wręcz zastanawiał się, czym sobie zasłużył na tę przyjaźń. Z której przecież zadrwił tak brutalnie.

Nie mniej jeszcze tego samego dnia Loki znalazł się przed obliczem Wszechojca. Odyn z grobowym obliczem słuchał słów swego syna, który przedstawiał wszystko, czego dowiedział się tak od Byleistra, jak i później od samego maga.

Wysłuchawszy całej opowieści Odyn niespodziewanie wstał z tronu i podszedł do syna.

- Czy jako przyszły władca, uważasz, że zagrożenie dla innego królestwa, jest usprawiedliwieniem dla kradzieży naszej własności?

- Po prawdzie Szkatuła nigdy tak naprawdę nie była nasza – odparł Thor, nie tracąc inicjatywy. – Ale jeśli tak stawić sprawę, to jako król, wolałbym być uboższy o jeden artefakt, niż mieć na sumieniu niewinną krew, zwłaszcza krew sojuszników.

Wzrok Odyna nieco złagodniał.

- Cieszę, się, że wreszcie zaczynasz rozumować, w sposób należny następcy tronu. – Potem jego spojrzenie zwróciło się w stronę stojącego nieco z tyłu Jotuna. - Bardzo nadwyrężyłeś nasze zaufanie. Będziesz musiał włożyć wiele pracy, by je odzyskać, ambasadorze Loki.

Mag uśmiechnął się lekko, przyłożył pięść do piersi i skłonił nieznacznie.

- Zrobię, co w mojej mocy – odparł.


Loki wziął głęboki wdech i zapukał do drzwi. Ciche wezwanie z środka nie dało mu wiele czasu na wahanie. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. To był pierwszy raz kiedy znalazł się w prywatnej komnacie królowej. Była utrzymana w ciepłych, przyjemnych barwach, tak pasujących do samej Friggi. Jotun nie przykładał jednak teraz większej wagi do wystroju wnętrza pokoju. Jego wzrok skupiony był na stojącej przy otwartym balkonie władczyni. Jej złota suknia lekko falowała na wietrze. Nie patrzyła w stronę gościa, jej wzrok lustrował widok na zewnątrz.

Jeśli Loki obwiał się konfrontacji z Wszechojcem, to, to spotkanie napawało go prawdziwym lękiem. Nie wiedział, co miałby powiedzieć, szczerze zresztą wątpił, żeby jakiekolwiek słowa naprawiły to wszystko, co zniszczył. Teraz bardziej dotkliwie niż kiedykolwiek odczuwał, jak trudno jest zbudować zaufanie, a jak łatwo, w jednej chwili je stracić. A mimo tego królowa się za nim wstawiła. Gdyby nie jej dobroć, możliwe, że teraz byłby już martwy. Nie wiedział, naprawdę nie wiedział, jak się zachować w tej sytuacji.

Ostatecznie wziął głęboki wdech i wszedł do środka. Z lekkim trzaskiem zamknął drzwi za sobą. Po prawdzie, to jak nigdy wcześniej miał ochotę zwyczajnie uciec, wiedział jednak, że nigdy nie wybaczyłby sobie takiego tchórzostwa.

Przezwyciężając wszystkie lęki podszedł bliżej, a kiedy od królowej dzieliły go mniej niż dwa kroki, zatrzymał się i przyklęknął na jedno kolano.

- Pani, ja… - Tak jak przy pierwszym spotkaniu, tak i teraz słowa go zawiodły. Powinien się bronić, powiedzieć coś na swoje usprawiedliwienie, przecież działał w słusznej sprawie. Z pewnością nie mogłaby go za to potępić. A mimo to, żadne z tych słów nie chciało wyrwać się z jego gardła. Wszystko ugrzęzło gdzieś w połowie drogi, wstrzymywane jednym przemożnym uczuciem. Było mu wstyd.

Niespodziewanie poczuł dłonie królowej na swojej głowie. Frigga nachyliła się, ujęła jego twarz i zmusiła tym, by na nią spojrzał.

- To nie jest konieczne – powiedziała, tym swoim łagodnym, pełnym ciepła tonem. – Wiem czemu to zrobiłeś.

Świadomość, że nie chowa do niego urazy, spowodowała, że poczuł jeszcze większe obrzydzenie do samego siebie.

- Przepraszam… - To było jedyne, co zdołał z siebie wykrzesać. Żałośnie mało, jak na mistrza słów.

Królowa obdarzyła go łagodnym uśmiechem, po czym pocałowała w czubek głowy.

- Następnym razem miej do mnie więcej zaufania.

Ścisnęło go za gardło, ale mimo to również zdołał się uśmiechnąć. Nie pamiętał własnej matki, ale miał nadzieję, że była właśnie taka jak Frigga.


Jeszcze kilka dni temu sądził, że nie będzie mu dane ponownie zobaczyć Utgard na własne oczy. Dziś jednak stolica wydawała mu się piękniejszym miejscem niż kiedykolwiek. Oczywiście trzeba było być Jotunem, by dostrzec ten specyficzny urok lodowego miasta, ale teraz nie miał z tym najmniejszego problemu. Zwłaszcza, że dzień był wyjątkowo przyjemny jak na tutejszy klimat.

Jednak ani stolica, ani pałac, nie wywarły na nim większego wrażenia, niż widok jego braci, którzy czekali w sali tronowej.

- Loki! – zawołał Byleistr, podchodząc bliżej.

Z delikatnością godną niedźwiedzia, objął go ramieniem i potarmosił mu włosy.

- Czekaliśmy na ciebie, kurduplu.

Wojownik był w doskonałym nastroju, co zawsze przejawiało się u niego niewyszukanym doborem słów.

- Ja też cieszę się na twój widok, bracie – odparł Loki, po czym uśmiechnął się przebiegle. – Słyszałem, że z mojego powodu, miałeś przyjemność z bliska oglądać posadzkę asgardzkiego pałacu. Z bardzo bliska.

- Oj, uważaj, młody, bo jeszcze pożałuję tamtego poświęcenia. - Mimo tych słów Byleistr wciąż uśmiechał się z zadowoleniem. – Jedyny pozytyw, że dzięki tobie miałem przynajmniej okazję zdzielić Helbiego. Od dawna ręka mnie już świerzbiła.

Loki zaśmiał się krótko, po czym spojrzał w stronę młodego króla. Ten był znacznie bardziej poważny, wręcz wyglądał na zmartwionego. Ostatecznie jednak westchnął ciężko i również podszedł bliżej. Niespodziewanie przyklęknął, by zrównać się z Lokim wzrostem, po czym przygarnął najmłodszego brata do siebie.

- Nigdy więcej nie każ mi robić czegoś podobnego – powiedział równie gniewnym, jak drżącym głosem.

- Postaram się, choć nie mogę niczego obiecać – odparł Loki, odwzajemniając uścisk.


Pożegnał się późnym popołudniem, dosiadł Urzę i ruszył w stronę Bifrostu. Obowiązki wzywały go z powrotem do Asgardu, ale nie czuł żalu z tego powodu. Co prawda znów musiał opuścić braci i ojczyznę, jednak wiedział lepiej niż kiedykolwiek, że tutaj zawsze będzie czekało na niego miejsce. Tymczasem wracał do złotego królestwa, kiedyś tak wrogiego, teraz pełnego nieoczekiwanych zmian i ludzi, którzy zasługiwali tak na jego szacunek, jak i zaufanie.

Kiedy pojawił się w Obserwatorium, czekał tam na niego Thor.

- Książę – przywitał go, kłaniając się nieznacznie.

- Ambasadorze – odparł ten, witając go gestem głowy.

A potem szeroki uśmiech ozdobił twarz Asgardczyka.

- Widzę, że bracia ostatecznie wypuścili cię z rąk.

- Istotnie, choć nie było to łatwe, musiałem użyć wszystkich swoich umiejętności – odpowiedział równie rozbawiony Loki.

Thor gestem ręki wskazał w stronę miasta.

- To dobrze, że masz ich szeroki zasób. Chodźmy, jeśli się pośpieszymy, może Volstagg nie zdąży zjeść całej wieczerzy.

- Obawiam się, że go nie doceniasz w tej materii.

Książę zaśmiał się donośnie i ruszył wzdłuż tęczowego mostu.


Idąc obok następcy tronu, Loki uśmiechał się lekko i opowiadał o wszystkim, co wydarzyło się Utgardzie, a także o swoich planach na najbliższą przyszłość. A ta bez wątpienia należała do nich. Ostatnie wydarzenia pokazały mu jasno nie tylko to, że Thor będzie wspaniałym władcą, ale także, a może przede wszystkim, że ma w nim oddanego przyjaciela. Może dzieliło ich pochodzenie, wychowywali się w zupełnie innych światach, różniło ich praktycznie wszystko, a mimo to gdzieś ponad tymi podziałami znaleźli wspólny język i potrafili dostrzec w sobie nawzajem, kogoś więcej niż wroga. Dużo więcej.

Kiedyś to właśnie w ich rękach spoczywać będą losy tak Asgardu, jak i Jotunheimu. I dziś, bardziej niż kiedykolwiek Loki był przekonany, że we dwóch poprowadzą swoje królestwa do wielkiej chwały.

Koniec


A/N:

I tym optymistycznym akcentem rozstajemy się z bohaterami „Ambasadora". Od razu zaznaczam, że jest to dla mnie zamknięta opowieść i nie planuję jej kontynuacji (czyżbym słyszała westchnienie ulgi?). Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście i zechcecie na koniec zostawić parę słów komentarza, uwag, wrażeń.

Pozwolę sobie w tym miejscu na drobną kryptoreklamę. Otóż choć nie planuję rozwijać dalej tej opowieści, niebawem ukaże się mój drugi fanfik, również z Thorem i Lokim w rolach głównych. Jego tytuł to „Spojrzeć poza cień" i rozgrywa się bezpośrednio po wydarzeniach z Avengers.