ROZDZIAŁ V

Harry wiedział, że gdyby zaczął pukać do własnego pokoju, jego zachowanie szybko zostałoby ocenione jako dziwne. Dlatego tego nie robił, choć chwilowo nie był jedynym mieszkańcem przydzielonej mu klitki. Uprzejmie byłoby ostrzec Toma o swoim powrocie w miarę możliwości, może przez wolniejsze otwieranie drzwi albo głośne upuszczenie torby. Harry zdawał sobie z tego sprawę. Nie mógł się jednak oprzeć pragnieniu przyłapania Toma na czymś, choć sam nie wiedział na czym. Chciał wiedzieć, co czarodziej robił, gdy go nie było i jaka mina pojawiała się na jego twarzy, gdy nikt nie patrzył.

Złudzenie, że gwałtowne otwieranie drzwi do własnego pokoju da mu odpowiedź na te pytania, sprawiało, że jego serce biło szybciej.

- Przyniosłem mapę - oświadczył Harry, wchodząc do środka. Pod pachą trzymał potężny rulon, który co rusz wysuwał się z jego uścisku i wymagał nieustannego poprawiania. Pchnięciem nogi zamknął za sobą drzwi. - Mam nadzieję, że zdecydowałeś już, gdzie chcesz trafić.

Tom siedział na łóżku z książką rozłożoną na kolanach i nie wyglądał na w połowie tak zajętego, jak pewnie by chciał. Jego ubrania zdążyły się pognieść i stracić nieco na świeżości od czasu, gdy odzyskał ciało. Z włosami przeczesanymi tylko z użyciem palców i nudą widoczną w spojrzeniu wyglądał bardziej na więźnia niż człowieka, który dopiero co opuścił swoje więzienie.

Harry nie oderwał od niego wzroku, rzucając w międzyczasie torbę w kąt i na ślepo wymacując sznurek, którym była obwiązana mapa. Chciał dostrzec wiele rzeczy, ale w szczególności wypatrywał oznak zmiany, która mogła zajść pod jego nieobecność. Chciałby wiedzieć, czy cokolwiek znalezionego w książkach mogło natchnąć Toma do uformowania opinii, podjęcia decyzji o dalszym postępowaniu.

Celowo wybrał takie pozycje, które dostarczały ograniczonej ilości informacji. To miało wywołać frustrację, pozwolić Harry'emu zachować jedyną przewagę, co do istnienia której miał pewność.

- Mapę? - zapytał Tom. Wykrzywił wargi w grymas niezadowolenia. - Zamierzasz zamiast świstoklika wręczyć mi swoją miotłę i mapę, oczekując, że przelecę z takim wyposażeniem nad Morzem Północnym? - wycedził sarkastycznie.

Tom miał widocznie dość i Harry niemal uśmiechnął się na myśl, że może mu się udało osiągnąć swój cel. Mruknął „hmmm" dając znać, że słyszał. Rozwiązał w końcu supeł i rzucił sznurek na blat biurka. Uklęknął, plecami opierając się o twardą ramę łóżka, a zwój rozwinął na niewielkim fragmencie podłogi, jaki miał do dyspozycji. Ledwo się tam zmieścił. Mapa tylko z zewnątrz wyglądała na wykonaną z pergaminu. Wewnętrzna warstwa bardziej przypominała wypolerowaną stal.

Harry wygładził rogi, upewniając się, że przylegały do podłogi. Tom przyglądał obserwował jego poczynania z zainteresowaniem. Przesunął się na skraj łóżka i pochylił do przodu, podpierając brodę na otwartych dłoniach.

- Zakładam, że chcesz się znaleźć w Czarodziejskiej Brytanii? - odezwał się Harry, prostując się. Obrócił się w stronę Toma.

- Tak.

Harry kiwnął tylko głową i stuknął różdżką w mapę. Pozostała nieruchoma. Światło zagrało na jej powierzchni w ten sposób, że wyglądało to, jakby stalowa powierzchnia zafalowała. Złudzenie szybko ustąpiło. Zamiast jednolitej szarości mapa przedstawiała teraz Brytanię.

Tom oblizał wargi, nie odrywając oczu od artefaktu. Sprawiał przez chwilę wrażenie, jakby zamierzał coś powiedzieć, rozchylił nawet usta. Nie zrobił tego jednak i Harry oświadczył:

- Służy specjalnie do robienia świstoklików. Niestety nie należy do mnie, pożyczyłem ją.

Nie spodziewał się zachwytów - w końcu nie była jego własnością. Nie mógł też jej oddać, choć tylko głupiec rozstałby się z tak cennym i przydatnym przedmiotem. Nie otrzymał jednak żadnej reakcji, jedynie kolejny moment ciszy. Odpowiedź, która w końcu nadeszła, zawiodła Harry'ego:

- To będzie... - zaczął Tom ostrożnie - w Anglii, w Yorkshire.

Chciwość, Harry był pewien, że właśnie to widział w oczach czarodzieja. Zatrzymał tę myśl dla siebie. Stuknął w mapę po raz kolejny, aż w jej centrum znalazł się odpowiedni obszar w powiększeniu.

Zanim Harry zdołał zrobić coś więcej, Tom pochylił się do przodu i skradzioną różdżką dźgnął punkt podpisany jako Great Hangleton. Zaraz potem artefakt zniknął w jego rękawie.

W głowie Harry'ego pojawiło się pytanie, jak wygląda prawdziwa różdżka Toma, która go wybrała. Wątpił, by w czymkolwiek przypominała tę należącą do Benjamina, krótką i wykonaną z niewyróżniającego się niczym brązowego drewna.

- Powinieneś pozbyć się tej różdżki - stwierdził cicho Harry. Podejrzewał Toma o nieostrożność, a właśnie tym byłoby zachowanie dowodu morderstwa, obnoszenie się nim przy każdej okazji uprawiania magii.

- Uważasz, że może zostać namierzona? - zainteresował się Tom. Spojrzał Harry'emu w oczy. Robił to za każdym razem, gdy czarodziej przykuł jego uwagę i wyglądało to, jakby za pomocą wzroku zamierzał wyczytać intencje, ocenić szczerość rozmówcy.

- Nie słyszałem nigdy, by ktoś prowadził rejestr różdżek albo kontrolował ich późniejsze losy - stwierdził Harry rzeczowo. - Ollivander słynie jednak z pamięci do swoich klientów. Rodzina też mogłaby ją rozpoznać.

Tom przerwał na chwilę kontakt wzrokowy, zaciskając przy tym usta. Zaraz jednak decyzja została podjęta i jego twarz na powrót przybrała neutralny wyraz.

- Zaczaruję ją. Mogę prosić, żebyś dał mi na chwilę swoją różdżkę? - zapytał uprzejmie, wręcz kurtuazyjnie.

Tom wyciągnął do niego dłoń i Harry po krótkim zawahaniu wyłowił swoją różdżkę z kieszeni. Obrócił ją w palcach, starając się pokonać niechęć przed wręczeniem jej drugiemu czarodziejowi. W końcu jednak delikatnie ułożył ją na dłoni Toma, nie wypuszczając jej wciąż z uścisku.

- Tylko jeśli dasz mi na ten czas tę.

Różdżka Benjamina została mu wręczona i Harry zabrał ręce. Tam gdzie jego palce stykały się przez chwilę ze skórą Toma czuł teraz tylko nieprzyjemny chłód.

Na twarzy Toma pojawił się na chwilę dziwny wyraz, gdy chwycił pożyczoną różdżkę, zaraz jednak zniknął. Nie na tyle szybko jednak, by Harry tego nie zauważył.

W lesie, gdy Harry został uderzony expelliarmusem, jego różdżka poleciała w krzaki. Teram Tom miał po raz pierwszy okazję jej dotknąć i Harry zastanawiał się, czy zareagowała ona przyjaznym ciepłem, odrzucającym chłodem, a może czym innym. Na pewno nie pozostała martwa w rękach drugiego.

- Aliter spectant - zainkantował Tom.

Drewno natychmiast ściemniało, aż stało się połyskliwie czarne i wydłużyło się.

- Tak wyglądała twoja różdżka? - zapytał Harry, przyglądając się fantazyjnie zdobionej rękojeści. Gdy przesunął palcami po zawijasach i splotach, poczuł pod opuszkami żłobienia. Iluzja była kompletna.

- Nie. Przecież ktoś mógłby ją rozpoznać - odpowiedział Tom z uśmieszkiem, powtarzając wcześniejsze słowa swojego rozmówcy.

- Racja - przyznał Harry z zakłopotaniem. Przeczesał palcami włosy, burząc je jeszcze bardziej. Chciał wiedzieć. - Great Hangleton, tak?

- Tak - potwierdził Tom, kiwając przy tym głową.

- Dlaczego akurat tam?

- Spodziewam się znaleźć w tej okolicy miejsce, w którym zdołam się zatrzymać - wyjaśnił Tom chłodno.

Harry kolejnym stuknięciem różdżki sprawił, że mapa zamiast planu okolicy pokazywała konkretne miejsce niczym na fotografii. Widział piaszczystą drogę, liczne domki jednorodzinne z dużymi podwórkami. Kwiatki rosły przed płotem najbliższego z nich. Obok zaczynało się pole.

- Zdecydowałeś już, co zamierzasz zrobić?

- Zrobię to, gdy znajdę się na miejscu i zobaczę na własne oczy, jak wygląda sytuacja - odpowiedział powoli, od niechcenia. - Powiedz mi, Harry, czy coś się zmieniło na Pokątnej przez ostatnich kilka dekad?

- Wejście znajduje się tam, gdzie zawsze - zapewnił Harry. - Ciężko mi powiedzieć, czy sklepy są te same co kiedyś. Mógłbym ci powiedzieć, czy dane miejsce wciąż istnieje, gdybyś wiedział, gdzie chcesz pójść.

- Nie, to nie ma znaczenia.

Harry był obrócony w ten sposób, że Tom nie mógł widzieć jego twarzy. Tylko dlatego pozwolił sobie zacisnąć usta w wąską linię. Chciał wiedzieć, chciał wiedzieć o tylu rzeczach... I nie mógł pytać zbyt natarczywie.

- Obiecałem, że ci pomogę - zaczął Harry ostrożnie, pilnując, by ton jego głosu nie zdradzał napięcia, by brzmiał swobodnie.

- Pomagasz mi, Harry - przyznał Tom i otwierał już usta, by kontynuować i, jak podejrzewał Harry, wyrazić wdzięczność, której wcale nie czuł. Przerwał mu:

- Moja pomoc nie musi się kończyć na umożliwieniu ci ucieczki z Durmstrangu. - Dużo go kosztowało, by stwierdzenia zabrzmiało na niewymuszone.

- Nie musi? - powtórzył Tom zwodniczo łagodnym głosem. - Doceniam twoją pomoc, Harry, nawet bardzo. Nie chciałbym jednak jej... wykorzystywać.

Nie ustąpię, pomyślał Harry i pozwolił, by ta stanowczość stała się też widoczna na jego twarzy.

- Nie oczekuję niczego w zamian, Tom - powiedział powoli, patrząc rozmówcy prosto w oczy.

Po raz kolejny zaległa między nimi ciężka cisza. Powietrze wciągane do płuc jakby więzło tam, nie chciało się wydostać na zewnątrz i zalegało nieprzyjemnie w klatce piersiowej.

- Nie zdradzisz mi jednak swoich motywów.

- Musisz mi zaufać, że dbam o twoją korzyść - odparł Harry. Obaj powtarzali stare kwestie. - Chcę, żebyś znalazł się w dobrej sytuacji. Nie mogę tego zrobić z daleka, nic nie wiedząc i o nic nie pytając.

Tom przyglądał mu się milcząco, a Harry siedział nieruchomo, pozwalając mu na to, czekając, aż młodzieniec skończy szukać oznak obłudy w jego oczach, twarzy, czy grubej szkolnej szacie, która też otrzymała swoją porcję uwagi. Na końcu Tom prychnął z rozbawieniem i wykrzywił usta w sardonicznym uśmieszku.

- Tak mówisz, Harry, a jednak ty nie zaufałbyś mi ze swoimi sekretami. Tego, jak dobrze je chronisz, nie ukryjesz. Prosisz mnie, bym ci zawierzył moje plany, wątpliwości i pozwolił ci wpłynąć na moje decyzje, kiedy sam obawiałeś się podać mi swoje imię. - Pokręcił głową tak, jak rodzic zrobiłby w obliczu kolejnej nieszkodliwej głupoty popełnionej przez jego dziecko. - Przekazałbyś mi tylko swoje uprzedzenia, Harry, niepełne, stronnicze informacje, które w końcu pchnęłyby mnie do podjęcia nieodpowiednich decyzji. Nie zgadzamy się. Pewnie nie zgodzilibyśmy się i w bardziej praktycznych sprawach.

Harry wypuścił po cichu długo wstrzymywany oddech. Zaraz boleśnie powoli nabrał kolejny. I choć miało go to uspokoić, czuł, jakby się dusił.

- Właśnie dlatego, że się nie zgadzamy... - zaczął Harry i urwał. - Czy sytuacja, w której natychmiast dostrzeżesz błędy, lub to, co uważasz za błędy w moim rozumowaniu nie będzie idealna? Nie rozważysz tak dokładnie sposobu myślenia osoby, która pozornie się z tobą zgadza. Doszła do takiego samego wniosku, więc czy ma znaczenie jaką drogą? - zawiesił głos i urwał tak, że ostatnie słowo przekształciło się w pytanie, którego początkowo nie zamierzał zadać. Uniósł brwi, zachęcając Toma do podjęcia tej kwestii, do udzielenia odpowiedzi.

- Czy ma to znaczenie? - powtórzył Tom. - Powiedz mi.

- Sądzę, że łatwo jest zaufać tym, którzy podzielają nasze poglądy. Nie pytać, dlaczego tak myślą. Czy za ich opinią kryje się jakaś logika. - Uśmiechnął się cierpko. - Z tą samą głupotą albo rozsądkiem doradza się i w innych sprawach.

Tom obracał między palcami swoją różdżkę.

- Powiedzmy, że w twoim rozumowaniu nie ma błędu - powiedział. - Jesteś rozsądny, nie będę tego negował. Tym, co jednak sprawia, że nie mogę zaufać twojej ocenie sytuacji, Harry, jest twoja niechęć do ujawnienia wrażliwych informacji na swój temat. Mówiłem ci już, że nieznane motywy wzbudzają moje podejrzenia.

- Nie pozwolisz mi sobie pomóc, dopóki ty nie będziesz w stanie mi zaszkodzić, tak? - podsumował Harry, uśmiechając się krzywo.

- Jesteś zbyt ostrożny, by zgodzić się na taką sytuację. Musiałbym cię zmusić, a nie mam motywacji, by tak zrobić.

Z pewnością myślał, że już wygrał dyskusję. Zdołał odrzucić propozycję i przesunąć winę na stronę Harry'ego. Zagrozić. Nie mógł wiedzieć, że doprowadził rozmowę dokładnie do miejsca, w którym Harry chciał, by się znalazła.

- Zgodzę się - powiedział Harry. - Pokażę ci. - Niemal się uśmiechał. - Nie ma lepszego sposobu, by poznać czarodzieja niż zobaczenie jego domu, nie sądzisz? Zapraszam cię do mojego, żebyś mógł się przekonać, z kim masz do czynienia. - Poznać osoby, na których mi zależy i które bez wahania mógłbyś skrzywdzić, nie powiedział Harry.

- Jak to sobie wyobrażasz? - Tom uniósł brwi. Na jego twarzy nie było widać szoku, jedynie powątpiewanie.

- Do końca roku zostały dla mnie jeszcze dwa tygodnie. - Ósmoroczni kończyli wcześniej. - Tyle czasu powinno ci wystarczyć, by zdecydować, jak się nazywasz, skąd się wziąłeś i dać mi znać tak, żebym uprzedził moją rodzinę o odwiedzinach mojego przyjaciela... Zaczarowałbym świstoklik tak, żeby zabrał cię na miejsce odpowiedniego dnia.

Dopiero po przedstawieniu takiego planu Harry uświadomił sobie, że powinien milczeć. Zdradził, że rozważał taki przebieg wydarzeń już wcześniej.

- I w jaki sposób mógłbyś mi w tym momencie jeszcze pomóc?

- Nie sądzisz, Tom, że dziwnie by było, gdybyś nie znał ani jednej osoby w Czarodziejskiej Brytanii? Żadna historia nie wyjaśni całkowitej izolacji. - Wzruszył ramionami. - Będę twoim sposobem, by poznać innych - obiecał i po chwili wahania dodał: - Wyglądasz na człowieka, który mógłby być moim przyjacielem.

Umknął mu widok rozszerzających się w nagłym zrozumieniu oczu Toma, wytartej ze wszystkich emocji twarzy, która szybko przybrała wyraz 'rozważania', gdy czarodziej lekko wydął wargi i zmrużył oczy.

- Zaczaruj zatem świstoklik - zdecydował Tom.

Harry sięgnął do kieszeni. Łatwo wyczuł chłodny metal i zacisnął palce na bransolecie. Wyciągnął ją na zewnątrz i położył na mapie. Ozdobę wykonano z ukośnych, ułożonych na przemian pasów jaśniejszego i ciemniejszego srebra. W porównaniu do biżuterii, którą często nosili co bogatsi arystokraci, była bardzo prosta i nieprzykuwająca uwagi, choć wciąż prezentowała się elegancko.

Bez chwili zwłoki Harry wycelował w bransoletę różdżkę i bezgłośnie nałożył skomplikowany czar. Kolejna warstwa magii powinna bez trudu zasłonić wcześniej nałożone na przedmiot zaklęcie śledzące. Następnie powtórzył czynność tak, by przedmiot przetransportował Toma do Doliny Godryka w odpowiednim czasie.

- Daj rękę - mruknął Harry. Gdy Tom osłonił nadgarstek, czarodziej zapiął na nim bransoletę. - Gotowe.

- Świetnie. Nie ma zatem powodu, żebym dłużej zwlekał - stwierdził Tom, opuszczając rękaw szaty i tym samym zasłaniając ozdobę. - Zdołasz mnie wyprowadzić i przed zmrokiem, tak?


Nie tylko od ostatniej aktualizacji minęło strasznie dużo czasu, ale też rozdział, który wstawiam, jest krótszy niż bym chciała... Wiem, słabo. Zdecydowałam jednak, że lepiej wrzucić krótszy fragment niż dalej odwlekać aktualizację. Mam teraz kilka dni wolnego, więc postaram się dopisać resztę. Gdyby czekanie się wam dłużyło i jeśli nie czytaliście jeszcze Jak nie zostać bohaterem (tak, to jeden z moich fanfików i osiągnął już całkiem poważną liczbę słów), to zachęcam do przeczytania. Gdyby i to nie pomogło, to wiem z doświadczenia, że na pisaniu komentarzy można stracić całkiem sporo czasu (i do tego zaczęcam podwójnie i również tych, którzy JNZB znają).