Cichy, miarowy oddech dwóch obejmujących się mężczyzn stanowił najpiękniejszą, najbardziej harmonijną melodię codzienności, jaką tylko można było sobie wyobrazić. Akompaniowało mu rytmiczne posapywanie odpoczywającego na puchatym posłaniu pudla i ledwie słyszalny szum pracującej dwa metry dalej lodówki. Petersburg powoli zatracał się w letargu wieczora, a zmrok zapadał z góry ustalonym przez cały kosmos trybem. Orkiestra życia przez kolejne minuty ćwiczyła swą wyuczoną pieśń i zdawało się, że nic i nikt nie może zakłócić spokoju odpoczywających po treningu sportowców.

Lecz wreszcie powieki jednego z nich nieznacznie się poruszyły, gdy sen rozstąpił się i rozpłynął niby mgła. Pewien długi, długi sen, który zdawał się nie mieć końca, a który ostatecznie doprowadził ich na sam początek...

Mężczyzna otworzył oczy i niepewnie poruszył dłońmi, czując gładki materiał koszulki przemykający pod palcami. Wzrok padł na regularnie unoszącą się pierś, do której przylegał jednym z policzków. Nie do końca rozbudzony umysł podpowiedział mu, że oto cały wszechświat znajdował się tu, w jego ramionach. Wszystkie odmiany miłości zamykały się w tym jednym człowieku. Miłość do łyżwiarstwa, miłość do muzyki, miłość do długich, leniwych poranków, miłość do wieczornych rozmów o niczym, miłość do czesania włosów, miłość do bycia czesanym, bycia głaskanym, dotykanym, całowanym... Miłość do Petersburga, miłość do Hasetsu, miłość do katsudonów...

Miłość do Viktora.

Czuł miarowo bijące serce, łaskotał go oddech owiewający jego odsłonięte ucho, a rosyjska ręka, którą przytulał do klatki piersiowej, koiła swoim ciepłem przemykające po ciele Yuuriego dreszcze.

- Viktor - powiedział cicho i ostrożnie przesunął opuszką kciuka wzdłuż grzbietu bladej dłoni. Raz za razem gładził skórę, wyczuwając wystające spod niej kości śródręcza. - Viktor...

Tak, to na pewno był Viktor. Jego Viktor. Wszystko wydawało się być na swoim miejscu, jak zawsze, a jednocześnie Yuuri czuł się tak, jakby właśnie wrócił z jakiejś dalekiej podróży. Wspomnienia czaiły się pod powierzchnią świadomości niczym drobne rybki pływające w toni przejrzystego jeziora, wymykając się spomiędzy pragnących pochwycić je palców. Już, już rozumiał, co znaczyły majaczące w pamięci sceny, tańczący Eros, smutny, jasnowłosy mężczyzna, spoglądający na niego ze środka lodowiska, głęboki cień zatapiający halę i jakby cały ogrom... samotności. A potem chwila olśnienia minęła, pozostawiając w głowie jedynie dojmującą myśl, że bardzo, ale to bardzo za Viktorem tęsknił.

Yuuri uniósł się i wyciągnął rękę, żeby pogładzić srebrne włosy leżącego pod nim narzeczonego. Wydawał się taki prawdziwy, taki bliski...

- Viktor... - szepnął jeszcze, a potem znów opadł, przyciskając policzek do piersi śpiącego mężczyzny.

- Wracaj.


Przypisy-chan

Wow, mniej niż 500 słów, to takie nie w moim stylu D:

Enyłej, witam ponownie w "Teorii bliskości". Po zastanowieniu się, milionie wątpliwości, walki z wewnętrznym sprzeciwem robieniem krzywdy komukolwiek oraz napisaniu 3 pierwszych (najgorszych) rozdziałów dostałam soczysty kciuk aprobaty od życia, że jednak warto to publikować. W takim razie... zaczynamy naszą wielotygodniową mękę!

A teraz czas na informacje, które mogę zdradzić na chwilę obecną:

- Nazwy rozdziałów to nic innego jak tytuły piosenek z "Yuri! on ICE". Ale nie wybrałam ich dlatego, bo są cool i będą fajnie wyglądać. Układają się w całkiem spójną historię i oczywiście mają związek z fabułą danego rozdziału (lub całości fanfika). I to nie tylko tytuły, ale teksty piosenek również. Dla przykładu: tutejsza "Aria" jest pieśnią wzywającą utraconego kochanka, kogoś, kto przebywa we mgle, w niematerialnym świecie, jakby umarł... Czujecie już, o co mi chodzi? Szczególnie ważne są trzy wersy:

"This story that has no meaningbr /
Will vanish tonight together with the starsbr /
If I could see you, eternity will be born from hope"

Kiedyś zrozumiecie.

- W "Małych, słodkich codziennościach" pojawiły się/pojawią pewne informacje, które będą przydatne w razie przewidywania dalszych wypadków czy po prostu sprawią radochę z wyłapywania smaczków. Mimo to oczywiście da się czytać tego fanfika bez znajomości mojego headcanonu. Za to kanon jest baaardzo wskazany. Właściwie ten fanfik opiera się na jednym, szczególnym, kanonicznym wydarzeniu... Ale o tym później.

- Rozdziały będą się pojawiać co tydzień, raczej koło piątku-soboty, chociaż to wszystko będzie zależeć od stopnia zaawansowania prac oraz zainteresowania. Pomijając prolog, rozdziały są dość solidne i raczej nie chciałabym schodzić poniżej 4k słów na część. Dlatego też gdybym czuła, że niebezpiecznie zbliżam się do deadline'ów, wykorzystam żelazne zapasy "Dystansu", żeby wypełnić fanfikową lukę. Ale postaram się nie robić przerw większych niż dwa tygodnie.