Celnie wymierzony kamień trafił wprost w jej okno. Nie było to na tyle mocne uderzenie żeby rozbić szybę, wystarczyło jednak żeby Hawke poderwała się ze swojego posłania, z nożem w jednej ręce i pulsującą kulą ognia w drugiej. Jej komnata tonęła w szarości, musiało być jeszcze bardzo wcześnie. Gdy podeszła do okna i uchyliła je, w ciszy nadchodzącego poranka dało się słyszeć gniewny szept Aveliny.

- No naprawdę, nie możemy wejść do domu, jak cywilizowani ludzie?

Varric cmoknął niezadowolony.

- I zrywać biednego Botahna o tak wczesnej porze? Albo Oranę, to zahukane biedactwo? Nie masz serca?

Nawet poprzez firanę Hawke widziała skrzywioną minę pani kapitan.

- Gdy dobijałeś się do moich drzwi, nie miałeś takich skrupułów…

- Może wejdę po bluszczu i ją obudzę – dobiegł gdzieś z pod balkonu głos Merrill.

- Nie trzeba, chyba nasza bohaterka miała lekki sen – Varrik uniósł głowę ku jej oknu. – A może miała problemy z zasypianiem, gdyż jej myśli krążyły wokół pewnego przystojnego magistra.

- Założę się, że nie śmiałbyś tak mówić, gdyby Fenris był z nami? – sucho stwierdziła Avelina.

- Jakby Fenris miał prawo interesować się kim interesuję się ja – pomyślała zrzędliwie Hawke, zakładając buty.

….

Nim jeszcze zdołali zanurzyć się w gęstym, jak zupa z Wisielca i równie cuchnącym powietrzu Mrokowiska Hawke była pewna, że nastał dzień, w którym ukatrupi Varrica.

- Halooo! Ziemia do rozmarzonej Hawke, skup się!

Czarodziejka przewróciła oczami, to nie prawda, że była dzisiaj bardziej roztrzepana niż zwykle. Po prostu była niewyspana, o czym poinformowała przeklętego krasnoluda.

Varric uśmiechnął się filuternie.

- Spać nie może, jeść nie może, aż czyż to jakaś straszna choroba? – zapytał teatralnie. Merrill od razu postanowiła sprawdzić.

- No nie wiem, raczej nie masz gorączki, może coś z żołądkiem…

- Ależ skąd, Stokrotko, to tylko miłość wisi w powietrzu.

- Cokolwiek wisi w powietrzu, strasznie cuchnie – mruknęła niezadowolona Avelina.

- Więc w Mrokowisku ukrywa się podejrzany typ sprzedający najbardziej wymyślne i śmiercionośne substancję, a ja dowiaduje się o tym dopiero teraz?

- Droga Avelino, ten jegomość nie sprzedaje trucizn.

- Nie, sprzedaje jedynie składniki do nich.

- I naprawdę nie mogliśmy poczekać do rana – marudziła Hawke ziewając szeroko.

- Nasz informator nie lubi obnosić się ze swoim fachem, ciężko go zastać o konwencjonalnych porach.

- Nadal nie rozumiem, jaki ma to związek z tą zabłąkana strzałą – wybąkała Merrill przeskakując pomiędzy kałużami beżowej mazi.

- Strzała była ze srebrnorytu, z charakterystycznym grotem umożliwiającym penetrację grubej zbroi – zaczął cierpliwie Varric - Nasączona trucizną znaną jako „Zguba Maga" oraz czymś jeszcze, co najwyraźniej jest nierozpoznawalne dla przeciętnego zielarza. Muszę przyznać, że sam tego nie znam, mam nadzieje, że pan Niecierpek zechce nam wyjaśnić, co to takiego, i najważniejsze, komu to sprzedał.

Hawke zatrzymała się na moment.

- Zaraz, zaraz, chcesz mi powiedzieć, że ten gość nazywa się „Niecierpek"?

- To takie ładne imię, prawie jak Niezapominajek lub Niezabudek – podchwyciła Merrill.

Okazało się, że pan Niecierpek miał gościa, żadna niespodzianka zwarzywszy, że bogatsza część miasta zaopatrywała się u niego. Zaskoczenie były tożsamość tego gościa.

Gdy już zza zakrętu dosłyszeli ciche pochlipywanie, gniewny pomruk, a w powietrzu unosił się zapach lyrium, drużyna Hawke popatrzała po sobie, dobyła broni i po cichu podkradła się do miejsca, w którym spodziewali się spotkać imć Niecierpka.

- Nie mam nic z tym wspólnego, jestem tylko ubogim aptekarzem… - jęczał przyparty do muru człeczyna, tęgi, łysawy i mocno spocony.

Mężczyzna, i Hawke poznała go od razu, prawą ręką przyduszał nieboraka do ściany, jego druga ręka tuż przy twarzy nieszczęśnika połyskiwała. W mroku panującym w zaułku widać było wyraźnie iskry ładunków elektrycznych przeskakujące pomiędzy palcami maga.

- Moja cierpliwość się kończy, kto, kiedy i po co kupił ostium?

- Ale ja nawet nie wiem co to jest!

- Ja też bym się chętnie dowiedziała, co to jest to ostium?

Fenris zamarł na chwilę słysząc za sobą ten głos. Czar gromadzący się pod jego palcami zgasł i mag powoli obrócił się, przetrzymując zaczynającego się szamotać człowiek, w stronę skąd dochodził ten głos.

Hawke, ubrana w lekką skurzaną zbroję, z potarganymi włosami i z kosturem w ręku stała w plamie światła. Jej oczy połyskiwały, a usta uśmiechały się doń krzywo. Wyglądała tak nie na miejscu w tym rynsztoku.

Cały gniew, który był gotów wyładować na tej nędznej szumowinie, gdzieś znikł. Niecierpek poczuł zmianę, wyrwał się z uścisku i miał już zamiar dać nura w ciemny otwór tuż za nim, niewątpliwie jego drogi ewakuacyjnej, gdy bełt z Bianki przyszpilił jego ramie do ściany.

Wycie ranionego ocuciło nieco Fenrisa.

Szukał tego bydlaka po całym Mrokowisku, zeszło mu z tym pół nocy, musiał omijać bandy Koterii, które, jak się zreflektował na samym początku, widziały w nim obiekt łatwego zarobku. Wędrując wraz z menażerią Hawke, poprzez slumsy Mrokowiska, nienapastowany przez nikogo, zupełnie zapomniał, że dla innych to miejsce jest niebezpieczne. Zapomniał też, że to on jest teraz tym innym. Widząc białowłosego elfa z wielgachnym mieczem rzezimieszki usuwały się na bok. Co innego, gdy w wilgotne tunele Mrokowiska wkraczał dobrze ubrany osobnik, bez obstawy i bez widocznej broni. Po pierwszej potyczce Fenris poczuł, że brakuje mu reputacji bezwzględnego najemnika, którą przez lata wyrobił sobie w Kirkwall. Na dodatek kontrolowanie „jego" magii nastręczało mu nie małych kłopotów. Potem unikał potencjalnego niebezpieczeństwa, krył się w mroku, aż wreszcie, gdy już niemal stracił nadzieję odnalazł tego, kogo szukał.

- A ja bym chciał wiedzieć, co TY tu porabiasz serach Avicus? – Krasnolud mierzył go wzrokiem i Fenris bardzo się starał nie spuścić wzroku. Musiał przekonać „na nowo" tych ludzi do siebie, jeśli miał się na coś przydać.

- Sam… – Varric rozejrzał się na około – W takiej okolicy, i akurat napastujesz człowieka, którego my mieliśmy napastować?

Krasnolud uśmiechał się jowialnie, ale Fenris nie dał się zwieść pozorom. Pod tą przykrywką szczerego uśmiechu i prostoduszności krył się mistrzowski zmysł obserwatora, sprytnego gracza.

- Mam swoje powody – wymruczał, ale wiedział, że Varric i tak będzie drążyć. – Ten napad… bardzo mnie intryguje – oświadczył, ale to też nie wystarczyło.

- Śmiem twierdzić, że to nie twoja sprawa serach – odezwała się Avelina, ona też uważnie go obserwowała. – Nie lepiej zostawić to władzom?

Powinien od razu pojąć, że ich nie przekona, zresztą nie o to tu chodziło. Musiał uratować Hawke. Spojrzał na czarodziejkę przyglądając mu się spod potarganej grzywki i widząc jej delikaty uśmiech zaryzykował.

- Piękna kobieta została zaatakowana w mojej obecności – posłał jej znaczące spojrzenie. – Ta sprawa mnie również dotyczy…

- Wciąż za mało – pomyślał widząc sceptyczne spojrzenia towarzyszy Hawke.

- Poza tym nudzę się w tym mieście okrutnie – dodał z nonszalancją – życie wyższych sfer jest takie bezsensowne. Chciałem się na coś przydać.

Doskonale wiedział, że to kwestia, która poruszy Mari. Ile razy słyszał od niej, że arystokraci to banda nudziarzy i obiboków, którzy trwonią bez sensu czas i pieniądze. Miał rację, Hawke spojrzała na niego z zaciekawieniem malującym się w jej szaro-zielonych oczach. Mógł się dosłownie utopić w ich głębi...

Varrik odkaszlnął znacząco czym wyrwał Hawke z transu. Nie rozumiała tego, ale było coś intrygującego w tym człowieku. Jego słowa, zdawały się szczere.

- No skoro już tu jesteś, a pan Niecierpek najwyraźniej nie chce mnie oświecić, może się wreszcie dowiem, co to jest to ostium?

Hawke podeszła do stołu w rogu, gdzie leżało kilka roztrzaskanych fiolek.

- Ostium to substancja, która wchodząc w reakcje z lyrium czyni je całkowicie nieużytecznym.

- Może utrudnić rzucanie czaru?

- W małych ilościach owszem... w dużych…

- I skąd serach Avicus wiedziałeś czego szukać? – zapytał krasnolud.

- Podczas tamtego ataku… w Doklach, widziałem jak bariera Hawke prysła. W Imperium ostium nie jest taką rzadka substancja. Droga, ale magistrowie uwielbiają karmić nią oponentów, widziałem w praktyce, jak to działa.

Nie zdołał całkowicie zamaskować pogardy, przebijającej w głosie, gdy mówił o magistrach. Pamiętał, jak Danarius otruł jednego ze swoich wrogów oscium, ten krzyk nadal odbijał się echem w jego uszach.

Varric jedynie skinął głową, przyjmując do wiadomości tłumaczenie Fenris, on jednak wiedział, że nadal jest czujny, sceptyczny.

Wisielec w południe tchnął pustką, ruch zaczynał się dopiero przed wieczorem. Teraz mroczne wnętrze było azylem spokoju. Nora snuła się sennie między stołami, przecierając je, ustawiając krzesła i otwierając na oścież okiennice, by wywietrzyć pomieszczenie.

Fenris siedział przy ścianie w rogu sali, jak zwykle obserwując wejścia. Przy jego stole siedział też Varric i Sebastian.

- Więc jak mógłbym wam pomóc – stwierdził zakonnik.

Varric podrapał się po brodzie.

- Jedyne, co wiemy na pewno to, że ów tajemniczy człowiek miał ręce z odciskami od strzelania z łuku, dużo pieniędzy i akcent podobny do twojego.

Sebastian przeczesał włosy opadające mu na czoło.

- Myślisz, że to ktoś od Gorana, chce się upewnić, że Hawke nie pomoże mi w odzyskaniu tytułu?

- Czy ja wiem, najpierw musiałby wiedzieć, że chcesz go odzyskać, a przecież sam nie jesteś jeszcze pewien.

Zakonnik spojrzał w bok, od dawna mocował się z tą decyzją, czuł się winny, że odwleka to w nieskończoność.

- Może to Orlesianie – zaproponował białowłosy elf. – Jacyś krewniacy diuka Prospera?

- W tym wypadku już bym coś wiedział – stwierdził Varric, wyciągając zza pasa talię kart.

- Może partyjkę? – Nie czekając na odpowiedź towarzyszy zaczął je tasować.

- Kruki?

Varric pokręcił głową, gdyby coś niepokojącego działo by się w Antivie, Zevran dałby znać.

- Sęk w tym, że akcent nie jest tu wskazówką, to może być najemnik.

Sebastian pokiwał głową, jednocześnie układając karty w dłoni.

- Pośród Gwardii Pałacowej było wielu doskonałych łuczników, słyszałem, że po śmierci ojca niektórzy nie zgodzili się służyć Harimanom i Goranowi, zostali wydaleni.

- Musimy mieć na oku Hawke, trzeba ją chronić – odezwał się z determinacją elf.

- Tak, najlepiej zamknąć w domu i nie wypuszczać. – Varric uśmiechnął się do swoich kart -Wiesz równie dobrze, jak ja, że się na to nie zgodzi.

- Skrytobójca może uderzyć w każdej chwili i…

- Narobiłem szumu wokół sprawy, teraz zapewne się przyczai i będziemy mieć trochę czasu na wytropienie go. No, to obstawiamy – krasnolud wysupłał z kieszeni sakiewkę, wyciągną z niej suwerena.

Sebastian pokręcił jedynie głową i odłożył karty. Krasnolud spojrzał wyczekująco na Fenrisa.

Białowłosy wojownik zmiął w ustach przekleństwo, wysupłał parę zaskórniaków, ale do suweren dużo brakowało.

- Postawię za ciebie. – Niemal się wzdrygnął, gdy usłyszał obok ucha głos piratki. Śmierdziało od niej alkoholem, a włosy miała ciągle w nieładzie. Najwidoczniej dopiero zwlekła się z posłania.

- Oczywiście nie za darmo – dorzuciła, sugestywnie oblizując wargi.

- Czy ja wyglądam jak prostytutka? – warknął, odsuwając się do niej.

- Musimy mieć oczy i uszy szeroko otwarte, zamachowiec ze sporą kupą złota nie umknie uwadze, w końcu ktoś puści parę z gęby – oświadczył Varric.

- Ktoś powinien pilnować Hawke – upierał się elf.

Isabela, która właśnie usadowiła się obok Sebastiana uśmiechnęła się szelmowska.

- Wydaje mi się, czy nasza słodka Hawke znalazła sobie już strażnika? I to z całkiem niezłym tyłkiem.

Reszta siedzących przy stole obejrzała się w stronę, w którą wskazywała piratka.

W progu oberży stał Hawke żywo gestykulując i śmiejąc się.

Fenris zmiął w ustak przekleństwo. Tuż za nią do środka wsunął się ten przeklęty, tevinterski mag. I nawet nie to go najbardziej gniewało. Jej śmiech, taki radosny, szczery dźwięczał mu w uszach. Kiedyś potrafił sprawić, że śmiała się tak do niego.

- Ten tu jeszcze potrzebny – wymamrotał. Odwrócił wzrok od pary kierującej się do ich stolika, usilnie starając się zachowywać naturalnie, gdy tymczasem o mało nie zaczął zgrzytać zębami.

...

- A oni oboje wrzeszczeli na siebie na samiutkim środku miasta, rozumiesz, w koło pełno ludzi. To wyglądało jak…

- Kłótnia kochanków?

Hawke spojrzała na towarzysza, jej oczy błyszczące i roztańczone, po czym buchnęła śmiechem.

- No właśnie. Witam szanowne towarzystwo – rzuciła wesoło rozglądając się po barze. Jej wzrok niby mimochodem prześliznął się po sylwetce elfa, ale zaraz zwróciła się ku Markusowi z tym krzywym uśmiechem, który Fernirs tak kochał.

- Zobaczcie kogo spotkałam po drodze do Wisielca – kiwnęła głową na maga, który stał teraz przy barze zamawiając piwo.

- Spotkałaś w drodze, a przysiągłbym, że nie rozstaliście się od chwili, gdy znaleźliśmy go w Mrokowisku wczesnym rankiem – rzucił sponad kart Varric.

Hawke pokazała mu język, po czym odwróciła się i pomaszerowała w kierunku baru. Fenrisowi nie umknął jednak rumieniec kwitnący na jej policzkach. Elf mimo woli zmarszczył brwi. Stwórca światkiem, nie miał prawa mówić jej z kim powinna się spotykać, ale ten mag, tevinterczyk, z tym swoim niby uśmiechem i aurą tajemniczości był jeszcze gorszy niż abominacja. Po Andersie przynajmniej wiedział czego się spodziewać.