Leaf-Dinsul - cieszę się, że się z tym zgadzasz! A to dopiero początek ;)
W yciuzgadniesz - urocze, tak, ale akurat z tym, że głupkowate, to się nie zgodzę :P Dziękuję za znak, że czytasz!
Rozdział drugi
Kilka dni minęło mu na zleceniach ślubnych i dostawach. Severus naprawdę nie znosił wiosny ― niezależnie od ciągłych zamówień. Nie było nic równie irytującego co ciągłe bycie proszonym o róże, albo jakieś inne kwiaty w odcieniu lawendy, koniecznie w odcieniu lawendy. Kilka panien młodych pochodziło z rodzin równie starych co jego własna i przychodziło do niego ze swoimi kolorami i historiami. Takie jak one snuły opowieści, kiedy on starał się sprostać ich wyobrażeniom o wymarzonym bukiecie.
Kiedy późną nocą siedzi pochylony nad ślubnymi folderami zawierającymi tematy i zdjęcia miejsca, w którym odbędzie się wesele, próbując dobrać jak najlepsze aranżacje dla każdej z klientek, odkrywa, że łączy razem jaskry i białe piwonie. Są piękne, mówią o niedojrzałym wstydzie, ale brakuje w nich elementu świadczącego o dalszej historii, budowaniu domu. Severus odkłada je na rzecz najbardziej problematycznego z wesel, które odbędzie się pod gołym niebem nad oceanem. Stara się znaleźć kwiaty, które będą odporne na wiatr i sól.
Nie mija chwila, kiedy zrzuca foldery z blatu. Fioletowy hiacynt? Idealne znaczenie, ale zbyt chaotyczny w wyrazie. Jest zbyt wysoki, a ilość pączków zakłóca harmonię prostego jaskra i pierzastej piwonii.
― Niebieskie dzwonki? Wina, Wyrzuty sumienia ― mruczy do siebie. ― Nie, kolor jest zły.
Siedzi na krześle zbity z tropu. Jego żołądek skręca się z frustracji. Dlaczego w ogóle zawraca sobie głowę stworzeniem idealnego bukietu przeprosinowego? Nie. Nie obchodzi go Potter i jego głupie studio tatuażu. Ma dużo pracy ze zbliżającymi się weselami i jest to znacznie ważniejsze niż przepraszanie niegrzecznego i bezczelnego sąsiada, który nigdy nawet się nie przedstawił. Severus marszczy brwi, wydychając powietrze nosem. U jego stóp leży wrzos, a dół jego łodyżki jest wygięty, jakby szykował się do skoku. Jego ramiona opadają, a na twarzy pojawia się zmęczenie.
― Jestem idiotą.
Severus łapie się na tym, że cały kolejny dzień jego myśli raz po raz wracają do tego bukietu. Obraz piwonii i jaskrów z pustą przestrzenią w samym środku męczy go przez większość dnia.
Nagle uzmysławia sobie, że być może kompozycja nie potrzebuje kwiatu, który by błagał o wybaczenie, a oferującego przyjaźń. Jego warga wykrzywia się pogardliwie, gdy szkicuje, dodając kolejny potencjalny kwiat do bukietu przeznaczonego dla wybrednej panny młodej. Przesuwa go nieco w górę, po czym dodaje przed nim księgę rejestracyjną.
W ataku frustracji popycha szkicownik, rozrzucając fotografie kwiatów
Decyduje, że dostarczy kwiaty w przerwie na lunch.
Wychodząc, lawiruje wazonem i kluczami, zamykając drzwi swojego sklepu. Poryw wiatru szarpie kwiatami i małymi doniczkowymi krzewami, które trzyma przed kwiaciarnią. Ostrożnie owija ramię wokół wazonu, kierując się do studia tatuażu.
Wiatr dokłada wszelkich starań, by wyszarpnąć mu drzwi z ręki, ale Snape zamyka je mocno za sobą. Obraca się wokół, dostrzegając w studiu tatuażu ślady po sklepie z antykami.
Ściany pokrywają plakaty przedstawiające pochodnie i płócienne obrazy. Kanapa i niski stolik, na którym leży kilka oprawionych w czarną skórę portfolio zostały przesunięte w lewo. Wysoki, czarny parawan, jak podejrzewa Severus, ma za zadanie zapewnić prywatność klientowi, którym zajmują się na tyłach.
Po prawej widzi długą szklaną gablotę, najprawdopodobniej pozostałą po sklepie z antykami, którą wypełnia biżuteria. Za nią stoi młoda kobieta z burzą loków opadającą falami na ramiona, gdy ta z uwagą prowadzi księgowość, stukając wściekle w kalkulator. Podnosi wzrok i Severus dostrzega ledwie skrywany pod rękawem t-shirta tatuaż.
― Witam! – woła do niego ciepło, zamykając księgę i odsuwając ją od siebie. ― Jak mogę pomóc?
Severus słyszy dobiegający z tyłu pomieszczenia śmiech i natarczywe brzęczenie, i od razu czuje się głupio.
― Mam przesyłkę dla pana Pottera ― mówi.
― Ach ― zaczyna kobieta, pochylając się nad szklaną gablotą. – Niestety Harry'ego nie ma, musiał odebrać kilka dostaw. Chcesz na niego poczekać?
― Nie ― odpowiada Severus, szybko. Podchodzi do kontuaru i stawia na nim ostrożnie kryształowy wazon. Usta kobiety otwierają się i układają się w małe "o".
― Są piękne! ― zachwyca się, powoli odwracając wazon. – Chciałbyś zostawić notkę?
― Nie ― powtarza Snape. Odwraca się i wypada za drzwi. Ma zamiar odejść, kiedy jednak odzywa się, z ręką na gałce. ― Będzie wiedział, od kogo są. ― Następnie wychodzi na zewnątrz, nim kobieta mogłaby dodać coś jeszcze.
Następnego dnia Severus sprząta swoje miejsce pracy. Konieczne jest również niewielkie przemeblowanie, aby zrobić miejsce na bukiety jednej z marudzących panien młodych. Czuje ulgę; zamówienie zostało zrealizowane na czas. Nie obyło się oczywiście bez telefonu do jego ulubionej szkółki roślin, skąd weźmie świeżą dostawę lilii, lawendy i fioletowego bzu. Lindsay, która poślubi Liama, uparła się, by wszystkie kwiaty zaczynały się na „l".*
Severus ledwo był w stanie się pohamować, kiedy powtarzał jej kilkukrotnie, co sądzi o rozmiarze jej głupoty.
Nagły dzwonek do drzwi sprawia, że Severus odwraca głowę, spodziewając się kuriera. Zamiast tego patrzy na Pottera, którego oczy błyszczą, a w dłoni ściska ulubioną chryzantemę Severusa. Kwiat, pojedynczą głowę trzyma delikatnie między palcami. Severus rumieni się, rozpoznając w niej chryzantemę z bukietu. Odwraca się szybko.
Potrzebuje chwili, by się uspokoić, starannie zwijając luźną wstążkę na szpulę. Oddycha głęboko, próbując uporządkować swoje myśli, zdezorientowany reakcją na widok młodszego mężczyzny.
― Cześć ― mówi Potter, w końcu zbliżając się do kontuaru. Severus powoli się odwraca, przezornie decydując się przyjrzeć twarzy Pottera znad ramienia.
― Witam, jak mogę ci pomóc? ― Severus zamierza udawać, że nie wie, dlaczego mężczyzna miałby się tu znaleźć; zamiast tego utrzymuje swój głos idealnie neutralnym. Potter uśmiecha się, po czym przenosi wzrok na swoje dłonie, obracając kwiat między palcami.
― Kwiaty były piękne ― mówi, nie podnosząc wzroku. Severus kiwa głową, całkowicie się do niego odwracając. ― Co znaczą?
Severus zamiera.
― Co?
― Kwiaty. Za pierwszym razem, kiedy tu przyszedłem, powiedziałeś, że kwiaty mają swój język. – Potter unosi wzrok znad dłoni, wciąż się uśmiechając. – Cóż, nie przy pomocy tylu słów.
Severus wciąż powoli nawija wstążkę na szpulę. W końcu odwraca się i opiera ręce na kolanach.
― Jaskier to bycie dziecinnym, petunia mówi o wstydzie, a biała chryzantema oznacza szczerość ― wymienia, patrząc na dłonie Pottera. ― Pojedynczy fioletowy hiacynt to żałuję.
Potter kiwa głową, zwilżając wargi.
― Czyli: przepraszam, byłem niedojrzały, proszę, wybacz mi? ― Severus przytakuje. ― Przeprosiny przyjęte, sam nie byłem lepszy.
Między nimi zalega cisza. Severus przygląda się trampkom Pottera, dziwiąc się, że podarte i posklejane srebrną taśmą conversy wciąż służą mu za buty.
― Wciąż nie wiem, jak się nazywasz. Hermiona powiedziała mi tylko, że będę wiedział, kto wysłał kwiaty.
Mężczyzna przenosi wzrok na jego twarz.
― Severus Snape.
Potter promienieje, wyciągając prawą rękę.
― Harry Potter.
Jakby nie wiedział.
― Miło mi cię poznać ― mówi Severus, pamiętając o manierach.
― Wzajemnie ― odpowiada Harry, kołysząc się na pietach i znowu obracając kwiat między palcami. – Nie żebym tego nie mówił, ale dziękuję za kwiaty. ― Przestaje męczyć kwiat, zamiast tego muskając wargami płatki. Severus śledzi ten ruch, nim zmusza się do odwrócenia wzroku. ― Mam dużo spotkań, więc lepiej pójdę.
Uśmiech igra na ustach Pottera, kiedy ten opuszcza dłoń. Cofa się i powoli odwraca. Kiedy jedną ręką trzyma już klamkę, przystaje na chwilę i jeszcze raz patrzy na Severusa.
― Uczyłeś Mafoya języka kwiatów?
― Tak ― odpowiada zmieszany Snape. ― Rodzina Draco ma bardzo starą historię i mi, jako ojcu chrzestnemu, przypadło nauczenie go sztuki. ― Potter przechyla głowę. ― To ma sens. Malfoy zawsze dużo mówił o kwiatach na malarstwie klasycznym. – Milknie. ― Dobrze, miałem już iść… ― Otwiera drzwi i robi krok na zalaną słońcem ulicę. ― Nie, dobra, czekaj ― mówi, cofając się, jednak nie zamyka drzwi. Severus unosi brwi. ― Mamy… coś jak uroczyste otwarcie studia. Chciałbym cię zaprosić.
― Dobrze ― odpowiada, czując się kompletnie zdezorientowanym. ― Kiedy?
― Jeszcze nie zdecydowaliśmy ― śmieje się Harry. ― Przyniosę ci zaproszenie, gdy już będzie wiadomo. ― Uśmiecha się. Emocje na jego twarzy są łatwe do odczytania. ― Jeszcze raz dziękuję. Cześć, Severusie!
Zamykają się drzwi, dzwoni dzwonek, a Severus nie może złapać oddechu.
Jasny księżyc oświetla parking, kiedy Severus w końcu parkuje swojego dostawczaka. Wyczerpany zwleka się z siedzenia kierowcy, a zmęczenie zdaje się promieniować z każdego jego kroku. Wzdycha, patrząc na zegarek
Dwie godziny. Dwie godziny spóźnienia.
Zamiast po prostu wskoczyć w samochód i dotransportować się do łóżka, Severus kieruje swoje kroki do studia tatuażu. Wszystko w okolicy jest już pozamykane, ale studio, jak się domyśla, będzie tętniło życiem, zważając na przyjęcie. Oddycha głęboko, patrząc w ciemne niebo. Łapie za klamkę i w końcu wchodzi do środka.
Wewnątrz jest ciszej, niż się spodziewał, ale wciąż zaskakująco tłoczno. Goście tłoczą się obok siebie, muzyka cicho gra, a Severus nie może znaleźć sobie miejsca pośród tylu ludzi. Zauważa wiele osób w brudnych, podartych, brzydkich ubraniach, którzy kojarzą mu się z tym miejscem.
Jednak jest zaskoczony, widząc starszą kobietę w formalnym stroju, mężczyznę w khaki i dresowych spodniach, jak również i studentów w zwykłych strojach. Omiata wzrokiem swój strój – czarne spodnie i koszulę.
Gdy się odwraca, staje oko w oko ze znajomą kobietą z burzą włosów. Hermiona, przypomina sobie. Dziś wieczorem ma włosy upięte w kok, prezentując tatuaże na swoich obojczykach. Rękawy jej sukienki pokazują część tatuażu przedstawiającego podwójną helisę i gwiazdy.
― Dobry wieczór ― wita się, podchodząc do niej. Uśmiech pojawia się na jej młodej twarzy.
― Udało ci się! Harry tak bardzo się ucieszy! – Kiwa mu głową, po czym bierze łyk z plastikowego kubeczka. ― Severus, tak? ― Skinięcie. Jeszcze raz powiódł wzrokiem po pomieszczeniu. ― Wyszedł, by zaczerpnąć świeżego powietrza. ― Kolejne skinięcie.
― Obawiam się, że nigdy nie zostawiliśmy sobie przedstawieni ― mówi, chcąc jakoś pokierować tą konwersacją.
― Och! ― zawołała ― Hermiona Granger. ― Szeroki uśmiech i dłoń wyciągnięta do potrząśnięcia.. Severus przyjmuje ją.
― Severus Snape.
― Jestem menadżerką, Harry właścicielem i głównym artystą. Mamy… Ron! – krzyczy w tłum. Rudowłosy mężczyzna odwraca się. Przeprasza swoją grupę i kieruje w ich stronę. Severus zauważa tatuaże na jego knykciach, zgolone boki głowy. ― Ron Weasley, drugi z naszych artystów.
Severus kiwa mu głową, oferując dłoń i ponownie się przedstawia.
― O kurwa. ― Weasley żywo potrząsa jego ręką. ― Jesteś florystą z budynku obok. Przepraszam, za te hałasy. ― Severus posyła mu lekki uśmiech. ― Miło, że w końcu się pokazałeś. Harry całą noc tylko na ciebie czeka. ― W jego głosie pojawia się nuta wrogości i uśmiech Severusa nieco słabnie. Hermiona odciąga Weasleya na chwilę, popychając go. Ten wzrusza ramionami i posyła mu nie do końca przepraszający uśmiech. Cisza między nimi się przedłuża i Severus zauważa, że Weasley obejmuje ręką ramiona Granger. Kolejny rudzielec woła go i mężczyzna przeprasza ich, ale przed odejściem pozostawia całus na policzku kobiety.
― Więc, może powiesz mi, jak długo już siedzisz w biznesie? To fantastyczna dziedzina. ― Uśmiecha się do niego ciepło.
Niewielka porcja chłodnego powietrza wypełnia pomieszczenie, gdy drzwi się otwierają. Severus nie odwraca uwagi od Hermiony, pochłonięty dyskusją.
― Nie ― mówi zirytowany. ― Język wykreowany przez Jacksona Pollocka był integralny z abstrakcyjnym ekspresjonizmem, powracającym do bardziej naturalnych form. Mniej umiejętności, więcej formy i koloru.
Hermiona potrząsa głową.
― Masz na myśli Georgię O-Kaffe. Była bardziej związana z kobie… och, witaj Harry.. kobiecą sztuką. Tworzyła abstrakcyjne obrazy. Wagin.
Severus przewraca oczami, na co Hermiona marszczy brwi.
― Mówisz o seksie. Poststruktualizm i inne bzdury ― zaczyna Severus. ― Jackson Pollock jest powszechnie znany za uosobienie męskiej sztuki…
― Bo członek jest jego pędzlem, a nasienie służy za farbę, tak, tak.. ― Hermiona macha ręką, odbierając głos Severusowi.
― A O-Kaffe maluje waginy.
― Pomijając czas, kiedy uważano, że namalowała duży, falisty budynek ― skontrowała. Severus zaciska wargi, ledwo powstrzymując się przed skrzyżowaniem ramion. ― Harry, ty miałeś historię sztuki, powiedz nam, co myślisz.
Severus niemal podskakuje, nie zauważywszy pojawienia się Pottera. Czuje jak jego twarz się nagrzewa, dlatego czym prędzej kieruje swoją uwagę na porcję ponczu.
― O nie, nie. Ostatnim razem, kiedy wciągnęłaś mnie w rozmowę o sztuce, wiedziałaś więcej ode mnie. ― Potter unosi dłonie. ― Trzymam się z daleka od dyskusji z tobą.
Hermiona rzuca mu groźne spojrzenie. Cisza wypełnia przestrzeń między nimi. Severus patrzy z obawą na ostre spojrzenie, które Hermiona posyła Potterowi i w końcu mu również zaczyna przeszkadzać jego intensywność.
― Harry Potterze, jesteś artystą! Twoim obowiązkiem jest interesowanie się takimi rzeczami, ponieważ, jeśli ciebie, artysty, nie obchodzi…
Harry szura butami, znajdując się pod ostrzałem słów Hermiony. Severus łapie jego spojrzenie, wskazując kubek, a potem niejasno coś za nim. Skinienie, a potem szybki i jasny uśmiech uwalnia go od rozmowy. Waha się tylko przez chwilę, po czym kiwa w odpowiedzi i ucieka.
Severus nie jest pewien, która godzina, kiedy czuje, jak ktoś opada na kanapę obok niego, szturchając go. Nie podnosi wzroku, przeglądając portfolio.
― Masz szczęście, że nie trzymałem drinka, kiedy to zrobiłeś. ― Ciche prychnięcie i Severus patrzy na prawo, po czym powraca spojrzeniem do albumu. ― Ten podoba mi się najbardziej ― mówi, wracając do strony, którą zaznaczył palcem
― Który? ― Potter pochyla się, wkraczając w przestrzeń Severusa, gdy próbuje dojrzeć stronę. ― A, też go lubię. To grubodziób, klient powiedział, że symbolizuje powrót do zdrowia. Niedawno stracił matkę, a ta kochała ptaki, więc ten był dla niej ― wyjaśniając, Potter przesuwa palcem po ogonie ptaka. Severus pomrukuje, biorąc łyk swojego niemal pustego już drinka, który rozgrzewa jego pierś. Przygląda się ramieniu Pottera, zdziwiony brakiem tatuaży.
Jego wzrok opada na lewy nadgarstek Pottera. Kilka skórzanych bransoletek, jakieś plecionki – z czego kilka z zawieszkami ― ledwie zakrywają narysowany czarnym tuszem symbol. Severus wyciąga dłoń i przesuwa kciukiem po widocznym rogu tatuażu, nim dociera do niego, że lepiej zabrać dłoń.
― Co oznacza? ― Czuje lekkie zawirowanie w głowie i jest sobą zawiedziony. Przez chwilę ma wrażenie, że nie pamięta jak się oddycha.
― Przypomnienie. ― Głos Pottera jest niski ― Że jestem silniejszy, niż myślę. ― Severus podnosi wzrok, a jego palce wciąż zaciskają się wokół nadgarstka, kciuk zakrywa tatuaż. Oczy Pottera są półprzymknięte i czuje jak się rumieni. Severus puszcza nadgarstek, krzyżując z nim wzrok. Dopiero wówczas dociera do niego, że wciąż trzyma pusty kubek w drugiej dłoni.
― Muszę… ― Wskazuje kubek i wstaje chwiejnie. Bierze głęboki wdech, starając się uspokoić.
― Potrzebujesz pomocy? ― Potter prostuje się, patrząc z uwagą, jak Severus odchodzi.
― Nie jest tak źle. – Mężczyzna niemal prycha, wracając do chłodnego tonu. Podchodzi powoli do lady i wrzuca kubek do stojącego za nią śmietnika. Wówczas zauważa, że większość ludzi już poszła; został jedynie tłum rudzielców.
Kiedy wraca, unosi na nich brwi i Potter tłumaczy z lekkim uśmiechem:
― Rodzina Rona, no i moja w sumie też.
― Lepiej pójdę. ― Nie może znieść zawstydzenia, które czuje, zwłaszcza będąc jednocześnie tak niekomfortowo pobudzonym. ― Myślę, że za dużo wypiłem. ― Potter śmieje się. ― Miłej nocy. ― Odwraca się, licząc na szybką ucieczkę.
Potter podnosi się.
― Czekaj, jak masz zamiar wrócić do domu. Nie możesz prowadzić...
― Taksówka ― odpowiada sucho
― Co, daj spokój, jest zbyt droga. Możesz przenocować u mnie. ― Severus otwiera usta, by odmówić, by powiedzieć, że jest starszy i może sobie na to pozwolić, a na koniec dodać: zostaw mnie w spokoju, tępaku. Potter nie zamierza jednak pozwolić mu dojść do słowa. ― Tylko wezmę płaszcz i się pożegnam.
Severus stoi oniemiały przy drzwiach.
Drzwi otwierają się, ukazując niewielkie mieszkanie.
― Emmm, no to jesteśmy. ― Potter wchodzi do środka. Rzuca płaszcz na oparcie pojedynczego, drewnianego krzesła, wskazując Severusowi, by zrobił to samo. ― Przepraszam, jest okropne.
Wchodząc za nim, Severus obraca się, rozglądając się po mieszkaniu. Jest zagracone, ma białe ściany ale jest czyste. Jedyny bałagan, który zauważa, to stolik kawowy pokryty szkicownikami, magazynami i listami. Potter nerwowo bawi się kocem przewieszonym przez tył prostego łóżka.
― Nie jest okropne ― odpowiada Severus. – Za to ty jesteś okropnym gospodarzem. ― Potter patrzy na niego przez ramię z szokiem malującym się na twarzy.
― Co?
Severus parska.
― Dobry gospodarz oferuje coś do picia i oprowadza po domu.
Śmiech, jasny i prawdziwy zaskakuje Pottera. Jego reakcja cieszy Severusa, chociaż jest pewien, że wygląda raczej głupio, stojąc w przejściu z uśmiechem samozadowolenia. Potrząsa sobą mentalnie; nie zwykł się drażnić, ani wyglądać jak głupiec.
― Cóż ― mówi Potter, wchodząc do kuchni i zatrzymując się przed lodówką. ― Mam wodę i gówniane piwo. ― Severus wchodzi za nim, starając się nie patrzeć zbyt natarczywie na jego tyłek.
― Wody ― odpowiada w końcu. Potter kiwa głową i wyjmuje dwie butelki. Odkręca je, nim podaję jedną Severusowi. ― Dziękuję ― mamrocze, biorąc łyk.
Stoją tak przez chwilę, obaj powoli pijąc swoją wodę. Severus odkrywa, że podobają mu się otwarte kuchnie, lada z wysokimi stołkami do siedzenia. Zastanawia się, jak ciężko byłoby wyburzyć ścianę w jego własnym mieszkaniu.
― No, więc ruszajmy! – Potter ożywia się, wrzucając pusta butelkę do śmietnika. ― To jest kuchnia, drzwi po twojej lewej prowadzą do łazienki, a tu jest salon. ― Rozgląda się wokół ― Iiiiii to wszystko. ― Severus podąża wzrokiem po małej przestrzeni, zatrzymując się na oknie z widokiem na mur.
― Nie masz sypialni? – W głębi duszy przeklina pijacką wersję siebie, wciąż odwrócony od Pottera. Mimo jego zakłopotania pomieszczenie wypełnia śmiech.
― Cóż, mam tam balkon z naprawdę pięknym widokiem, jeśli chciałbyś zobaczyć. – Chociaż wciąż jest nieco zakłopotany, przytakuje. Potter rusza ręką, zachęcając go, by za nim poszedł.
Pokój Pottera jest przytulny; w ciepłym odcieniu i jednokolorowymi, pustymi ścianami. Mała szafa zajmuje sporą część przestrzeni, a zaraz obok niej wciśnięto biurko. Potter podchodzi do przesuwnych drzwi i zaczyna walczyć z roletami. Severus siada ciężko na łóżku, czując nagłe zmęczenie.
Uderza nogami w coś twardego. Patrzy w dół i spostrzega plastikowy kosz obok stopy. Kiedy się lepiej przygląda, spostrzega, że jest pełny jedzenia. Ramen, owoce w puszkach, krakersy. Unosi brew.
― Mogę zapytać ― zaczyna, po czym pochyla się, aby podnieść go na kolana. ― Dlaczego masz tutaj małą spiżarkę?
Potter zamiera.
― Bez powodu ― odpowiada powoli, odwracając się. Jego oczy są skupione na koszu na kolanach Severusa. – Przede wszystkim, żeby ukryć moje śmieciowe jedzenie przed Ronem i Hermioną. Ron zjadłby całe, a Hermiona krzyczała na mnie, bym się zdrowiej odżywiał.
Severus prycha, a Potter bierze kosz z jego kolan i stawia z powrotem na podłodze. Wsuwa go pod łóżko stopą.
Mężczyzna podnosi wzrok i jest zaskoczony, jak blisko znajduje się twarz Harry'ego. Ten również unosi wzrok. Omiata spojrzeniem usta Severusa i ten, zaskoczony, wstrzymuje oddech. Severus myśli nad poprawną reakcją, nie porusza się…
Nagle Potter prostuje się, szarpiąc za róg swojej koszulki.
― Spójrz, widok z balkonu jest wspaniały! ― Momentalnie podnosi się i kieruje wzdłuż pokoju, po czym otwiera drzwi, nim umysł Severusa zdąża zorientować się, co się dzieje. Dołącza do Pottera na balkonie.
Severus budzi się w jasnym pokoju, którego nie pamięta; z bólem w szyi i suchymi ustami. Słyszy stukanie, metaliczne szczękanie naczyń i wie, co go obudziło. Po chwili już przypomina sobie, gdzie jest.
Siadając powoli, Severus rozgląda się za swoim porzuconym wcześniej swetrem. Bierze go i wciąga na podkoszulek. Przeczesuje dłonią włosy i jeszcze na chwilę opada na materac
Sięga jednak po rozum do głowy i podnosi się.
Potter szczerzy się do niego. Jest już ubrany i widać, że niedawno brał prysznic. Rozbija jajko na patelni.
― Ile byś chciał jajek? ― pyta radośnie, jakby nie był świadom ubiegłych godzin, nie stał na balkonie, starając się namówić Severusa, by obejrzał z nim wschód słońca. Mężczyzna pokazuje na ubrane buty.
― Nie mogę zostać ― mówi zamiast tego. Potter odwraca się, a uśmiech znika z jego twarzy, zastąpiony zdezorientowaniem. ― Mam dzisiaj kolejną dostawę, do tego muszę odebrać zapasy na kolejny tydzień ze szkółki.
Zmarszczenie brwi Pottera się pogłębia.
Severus stoi, niepewny siebie.
― Dziękuję i przepraszam – mówi. Potter zbywa jego przeprosiny
― Nie wspominałeś o tym. Zobaczymy się w tym tygodniu?
Severus przytakuje.
― Tak. Do widzenia. ― Drzwi zamykają się za nim ciężko. Nie słyszy odpowiedzi Pottera.
Dom, w końcu dom. Severus pozwala sobie oprzeć głowę o ścianę. Heather miauczy głośno, szczęśliwa z jego powrotu albo prosząc o jedzenie. Severus nie jest pewien.
― Co ja, do cholery, najlepszego wyprawiam?
* bez po angielsku to "lilac", także spełnia wymóg roślin na literkę 'L'
